sobota, 2 maja 2015

29 IV 1903 wypędzenie kartuzów z Wielkiej Kartuzji


 29 avril 1903 - Expulsion des moines de la Grande Chartreuse par la république.


Les chartreux échappèrent à la première vague d’expulsion des congrégations nonautorisées de 1880.

 La congrégation s’estimait autorisée implicitement par des textes de 1816 et 1857. Néanmoins,dans le cadre des mesures d’exception prévues pour les congrégations dans la loi de 1901 sur les associations, les chartreux déposèrent une demande d’autorisation. L’autorisation fut refusée par un vote de la Chambre des députés le 26 mars 1903.


... Les 20 derniers moines âgés de la Grande Chartreuse furent délogés et expulsés manu militari le 29 avril 1903 par un bataillon du 140e de ligne, un escadron de dragons, un peleton de gendarmerie et des sapeurs du génis. De nombreuse cartes postales de l’époque nous rappellent ce moment dramatique, qui fut particulièrement tendu, la population s’opposant au départ des moines.
Onze ans plus tard, au temps de la Première Guerre mondiale la France se bagna dans le sang.

Les moines chartreux  regagnèrent le monastère en 1940 selon l'un des premiers actes administratifs du Maréchal Pétain.
29 kwietnia 1903 - doszło do wypędzenia  mnichów La Grande Chartreuse przez Republikę Francuską, co było pierwszym uderzeniem masońskiego państwa w tzw. zgromadzenia nieautoryzowane. (...) Oczywiście RF robiła wszystko by nie pozwolić na odbudowę życia monastycznego po Rewolucji, stosując różne administracyjne obostrzenia.

Zakonnicy z Wielkiej Kartuzji zostali wypędzeni i wydaleni manu militari przez 140 batalion piechoty liniowej, szwadron dragonów, pluton żandarmerii i oddział saperów- inżynierów. Pocztówki z epoki przypominają nam o tej dramatycznej chwili, szczególnie dla ludności miejscowej, która była przeciwna wyjazdowi  mnichów.

11 lat później  podczas I Wojny Światowej Francja spłynęła krwią.

Kartuzi odzyskali klasztor w 1940 dzięki jednym z pierwszych aktów urzędowych marszałka Petaina. 

za blog prof. Jacka Bartyzela https://www.facebook.com/jacek.bartyzel.7?fref=ts

wtorek, 28 kwietnia 2015

Strach we Francji

DODANE 2015-04-28 13:47
Joanna Bątkiewicz-Brożek
Nad Sekwaną w ciągu miesiąca zniszczono 84 świątynie. Muzułmanin zamordował młodą katoliczkę, gdy wyszła z kościoła. MSZ i biskupi Francji wydali nowe instrukcje w sprawie ochrony kościołów.
Strach we Francji HENRYK PRZONDZIONO /FOTO GOŚĆParyż
Nad Sekwaną jest coraz niebezpieczniej dla chrześcijan. Jak donosi dziennika "La Croix", są poważne powody do obaw. Francją w ubiegłym tygodniu wstrząsnęła historia zamordowania katolickiej kobiety w miejscowości Villejuif.
Ciekawe jest to, że laickie media, głównie dziennik "Le Monde", nieco osłabiły przekaz podając, że kobieta próbowała dostać się do samochodu na parkingu. O fakcie, że do dramatu doszło po wyjściu z kościoła, poinformował dziennik "La Croix". Prawdopodobnie mężczyzna obserwował wcześniej kobietę. Krótko po tragedii, w niedzielę, uzbrojony i zamaskowany mężczyzna wtargnął z bronią w czasie Mszy św. do kościoła w departamencie Val de Marne. Podejrzany zamachowiec, Sid Ahmed Ghlam, został aresztowany.
Przeczytaj komentarz
Premier Francji Manuel Valls postawił w stan gotowości specjalne oddziały żandarmerii. Katolickie kościoły są chronione przez uzbrojonych funkcjonariuszy. Ale to nie wszystko.
Jak wynika z przygotowywanego co miesiąc przez Obserwatorium Chrystianofobii raportu na temat prześladowań chrześcijan w kraju Napoleona, próby niszczenia katolickich kościołów są odważniejsze i przybierają na sile. Ostatni raport dotyczy tylko marca. "Ofiarą" padły ponad 84 miejsca kultu chrześcijan. Są w nich rozwalone tabernakula, pozrzucane obrazy i zniszczony krzyż. Przykładowo w Lyonie podpalono kaplicę kolegium błogosławionych Franciszka i Hiacynty z Fatimy. W Roubaix na północy kraju skradziono i zniszczono 25 statuetek Matki Bożej. Policja znalazła je wrzucone do kanału. W Cantal zniszczono i sprofanowano kościół Notre-Dame de l’Assomption, w Yvelines połamano krucyfiks przy ołtarzu oraz na zewnątrz kościoła, w Pas-de–Calais sprofanowano kościół Saint-Eloi, w Paryżu kościół pod wezwaniem Św. Elżbiety Węgierskiej. Zniszczono dziesięć cmentarzy, podejmowano aż osiem prób podpalenia kościołów w całej Francji. Policji udało się udaremnić zamach na jedną z katolickich szkół.
Obserwatorium Chrystianofobii podaje, że autorami napadów na chrześcijańskie miejsca kultu są muzułmanie. Ale sytuacja jest napięta i coraz bardziej poważna. Dowodem są wspólnie podejmowane przez rząd i episkopat kroki. Rzecz niecodzienna w kraju laickim, jakim jest Francja.
Będzie ochrona
Kiedy w ubiegłym tygodniu media francuskie obiegła informacja o tragicznym przypadku 33-letniej matki pięcioletniej dziewczynki, na ulicę wyszły manifestacje ze sztandarami: "Aurélie Châtelain, przedtem tańczyłaś z nami, teraz z Aniołami!" oraz: "katolicy nie boją się muzułmanów!".
Premier Manuel Valls stanął na wysokości zadania i sam wystosował ochronę dla prawie 200 kościołów we Francji (tych największych): są objęte monitoringiem i wzmożona jest dyscyplina żandarmerii. Od kilku dni na placu przed katedrami (m.in. przed Katedrą Notre Dames w Paryżu) przechadzają się uzbrojeni żołnierze i policjanci.
Całą sytuacją mocno zaniepokojony jest episkopat Francji. W specjalnym oświadczeniu biskupi napisali: "Nikt nie zastraszy chrześcijan. Nadal nasze kościoły będą otwarte!".
Gromy na premiera
W trybie natychmiastowym Ministerstwo Spraw Wewnętrznych (minister Bernard Cazeneuve) oraz episkopat Francji (metropolita Paryża André Vingt-Trois), na wspólnej konferencji prasowej – takiej sytuacji jeszcze nie było nad Sekwaną! – ogłosili nowe instrukcje dotyczące bezpieczeństwa w katolickich świątyniach oraz wskazówki dla chroniących je oddziałów specjalnych. Premier Francji zaapelował do katolików "by nie bali się i tłumnie chodzili na msze św.". Komentując sprawę zamachu dodał: "Zamach na kościół, to zamach na symbol i tożsamość Francji!". Natychmiast gromy ze strony komunistów i Partii Socjalistycznej posypały się na premiera – miał naruszyć takim oświadczeniem "świętą zasadę laicite". 
MSZ w specjalnym telegramie wysłanym do prefektur policji w całym kraju zobowiązało państwowych funkcjonariuszy do kontaktu z proboszczami i wikarymi wszystkich kościołów i do "zadeklarowania swojej gotowości ochrony świątyni i katolików". Proboszczowie zostali zobowiązani także do oklejenia bram wejściowych informacją o zagrożeniu pod kryptonimem "Vigipirate". Kościoły katolickie mogą być otwarte – informuje MSZ – ale jest możliwe wejście do nich tylko jedną bramą. Żandarmeria ma na bieżąco informować MSZ o monitoringu.
Od redakcji: W pierwotnej wersji tekstu podano błędnie, że kobieta została zamordowana w kościele. Przepraszamy.[dotyczy gosc.pl]

http://gosc.pl/doc/2455075.Strach-we-Francji

czwartek, 23 kwietnia 2015

Niemieccy biskupi podsumowali przedsynodalną ankietę. Chcą rewolucji w Kościele

Data publikacji: 2015-04-22 09:48 

Data aktualizacji: 2015-04-22 10:14:00

Niemieccy biskupi podsumowali przedsynodalną ankietę. Chcą rewolucji w Kościele
fot. REUTERS/Ina Fassbender
Niemieccy biskupi proponują, by w przyszłości duszpasterstwo budować, ale na… aktualnych doświadczeniach i oczekiwaniach wiernych. W tym o związki cywilne i konkubinaty. Szczegółowe sugestie hierarchowie z Niemiec zebrali w dokumencie podsumowującym odpowiedzi na ankietę rozesłaną przed tegorocznym zgromadzeniem Synodu Biskupów.

Jak czytamy w dokumencie, „ideał małżeństwa i rodziny zyskuje wśród wiernych wciąż szeroką aprobatę. Ale większość oczekuje większego zrozumienia ze strony Kościoła dla form współżycia, które z tym ideałem nie są zgodne”. Niemieccy biskupi piszą, że „nie jest pomocne takie duszpasterstwo, które w tych formach widzi wyłącznie grzeszną drogę i nawołuje do nawrócenia”. Apelują oni, by więcej uwagi w teologii i duszpasterstwie poświęcić „małżeństwom” cywilnym. Według niemieckich biskupów, wierni oczekiwać mają nie „dopuszczonych w ukryciu duszpasterskich wyjątków, ale rozwiązań strukturalnych”. I o takie „strukturalne” rozwiązanie chodzi niemieckim prałatom.

W raporcie przesłanym do Watykanu niemieccy biskupi zaproponowali dopuszczenie osób rozwiedzionych, żyjących w ponownych związkach cywilnych do Komunii, „jeśli ich kanoniczne małżeństwo definitywnie się rozpadło, wyjaśnione są zobowiązania z tego małżeństwa, żałuje się jego rozpadu oraz istnieje wola prowadzenia cywilnego małżeństwa w świetle wiary”. Niemcy proponują, by grzech lekceważyć ze względu na… „dobre” intencje grzesznika, który nie zamierza przestać grzeszyć. Ponadto niemieccy biskupi zwracają uwagę na potrzebę nowego duszpasterstwa, które „zaakceptuje” osoby homoseksualne.

Narracja przedstawiona przez niemieckich biskupów, lobbujących przed kolejną sesją synodu, posiada poważne wady. Program zmian sprzecznych z Magisterium Kościoła uzasadniany jest wolą i oczekiwaniami katolików w Niemczech, choć… niemieccy biskupi sami przyznają, że przeanalizowali tysiąc stron odpowiedzi. Udzielonych głównie przez instytucje niemieckiego Kościoła, a nie samych wiernych. Dla przykładu, w diecezji Essen ankietę wypełniło 14 osób, co odpowiada średniej krajowej.

KAI
mat

sobota, 18 kwietnia 2015

7 lat po przywróceniu tradycyjnej liturgii u trapistów w Mariawald

Dom Josef Vollberg OCSO: Klasyczna liturgia daje światu coś, czego mu brakuje

W 2008 roku jedyny klasztor trapistów w Niemczech – opactwo Mariawald – jako pierwszy (i jak dotychczas jedyny) od czasów reformy soborowej klasztor trapistów powrócił w całości do tradycyjnej liturgii. Reformie tej – a właściwie powrotowi do źródeł – osobiście patronował papież Benedykt XVI. Przedstawiamy wywiad udzielony przez opata Mariawald Dom Josefa Vollberga niemieckiemu dziennikowi Die Tagespost w maju 2013 roku.

Przewielebny Ojcze Opacie, cztery lata temu wprowadził Ojciec w swoim opactwie liturgię w formie nadzwyczajnej. Co to zmiana przyniosła Ojca klasztorowi?
Pierwszą Mszę solenną w klasycznym rycie rzymskim odprawiliśmy w Mariawald w styczniu 2009 roku. Miesiąc później rozpoczęliśmy odprawiać w nadzwyczajnej formie Mszę konwentualną. Na początku nie wszystkim braciom spodobała się ta zmiana. Ale w międzyczasie sytuacja się poprawiła. Oczywiście każdy ksiądz musiał się nauczyć celebracji tego rytu, co było wymagające i niełatwe. Każdy musiał także przypomnieć sobie łacinę. Krok po kroku dokonaliśmy tej zmiany. Kolejnym krokiem było śpiewanie w tradycyjnej formie oficjum Tercji przed niedzielną Mszą. W ten sposób osiągnęliśmy liturgiczną jedność. Następnie stopniowo zmienialiśmy godziny mniejsze, Sekstę, Nonę oraz Kompletę. Później to samo zrobiliśmy z Nieszporami i Jutrznią oraz wigiliami. Miało to na celu nasze całkowite oddanie tej Liturgii, z jej bardziej intensywnym teocentrycznym charakterem, który w szczególny sposób pasuje do naszego kontemplacyjnego powołania

Jaki rodzaj duchowego rozwoju od tego czasu odnotowaliście? Czym skutkowało przyjęcie w waszej wspólnocie formy nadzwyczajnej?
Nie wolno nam lekceważyć duchowego wzbogacenia, które dokonało się poprzez poszukiwanie i ponowne odkrycie źródeł. Ważne cechy tradycji kościelnej mogą ponownie odgrywać znaczącą rolę. Nasze powołanie monastyczne czerpie swój charakter z Reguły św. Benedykta, którą ślubowaliśmy przestrzegać. Reguła św. Benedykta i łacińska liturgia w starszej formie tworzą symbiozę, w której jeden z jej składników wzmacnia zrozumienie i znaczenie drugiego. Tak jak codziennie składa się Najświętszą Ofiarę, tak samo czyta się codziennie fragment Reguły, a mi zazwyczaj przypada go objaśniać. Bez wątpienia dużo prawdy tkwi w starym powiedzeniu: „Trzymaj się reguł, a reguły będą się trzymać ciebie”. Należy również powiedzieć, że z pewnością nikt nie mógłby przetrwać bez Ofiary Mszy Świętej. Tradycyjna forma, w której odprawiamy teraz Mszę, bardzo nam służy. Rozbudzona mądrość wieków pomaga kapłanowi być bardziej kapłanem a mnichowi być bardziej mnichem. Nie ulega wątpliwości, że ta reforma zmieniła niektórych z nas. Mariawald się zmieniło. Ale to nie my powinniśmy oceniać skalę tych zmian. Musimy to pozostawić Bogu i Jego Świętej Matce, której poświęcone jest to miejsce.

Czy po tych zmianach wzrosły powołania? Zmiany były chyba przede wszystkim na to ukierunkowane.
Polemizowałbym czy to było celem tej reformy. Sfery sacrum nie wolno w ten sposób traktować. To dotyczyło przede wszystkim Boga i należnej Mu czci. Oczywiście klasztor musi myśleć o powołaniach, ale nie może to być jego głównym celem. Ale tak, mieliśmy nadzieję, że wzmocnienie monastycznych i katolickich ideałów, które przyniosła reforma, może skutkować powtórną atrakcyjnością. To prawda, że mamy teraz więcej powołań. Jednak miłość do formy nadzwyczajnej nie wystarcza żeby kogoś przyjąć. Ani też miłość do specyfiki naszego rytu cysterskiego, z jego niewielkimi różnicami w kalendarzu liturgicznym czy formularzach mszalnych. Należy zacząć od tego, że człowiek musi być prawdziwie wezwany do bycia mnichem. Dlatego ważne jest by zachować ostrożność w doborze kandydatów. Kandydat musi dobrze poznać samego siebie. Dlatego przed okresem postulatu jest okres próbny, któy trwa przynajmniej cztery tygodnie. Ten okres wspólnego poznania się jest bardzo ważny, jeśli chce się podjąć właściwą decyzję. Naszym klasztorem interesowało się bardzo dużo osób. Od 2009 roku było ich ponad 40. 2012 to był dobry rok, miała miejsce wtedy rzadka uroczystość ślubów wieczystych. Mieliśmy również obłóczyny nowicjusza. Tak więc sprawy idą w dobrą stronę. Prawdziwe życie mnicha stanowi dla wielu ogromne wyzwanie, ponieważ nikt nie może być mnichem bez ofiary. Nawet regularne wstawanie w środku nocy stanowi trudność, bo mnich to przecież też człowiek. Jest to szczególne zobowiązanie. Pozwolę sobie to wyjaśnić. Istnieje wiele zawodów, które wymagają pracy na nocne zmiany, czy to na kolei, czy w piekarni lub szpitalu. My, mnisi, nie musimy wykonać żadnej pracy, która stanowiłaby konkretną pomoc innym, a mimo to chcemy wstawać o 2.30. Wzorujemy się na Chrystusie, który modlił się w nocy. Myślę też o św. Pawle, który modlił się w nocy w więzieniu, a także o pierwszych mnichach, którzy robili to właśnie wtedy, gdy dzień był nadal świeży i niczym nie obciążony. I tysiące następców podążało ich przykładem. „Najpierw Bóg” – dokładnie do tego dążymy w naszym życiu. I dlatego modlimy się o 3 nad ranem, w imieniu wielu ludzi w Kościele, na świecie, w zakonie, tak jak było wcześniej, aby przebić się przez ciemność która tak często nas otacza. I oczywiście po to, aby pochłonąć trochę Bożego światła, które świeci w ciemnościach
.
Jak zareagowali wierni, którzy przychodzą do was na Msze?
Reakcje były bardzo zróżnicowane. Na szczęście protestów nie było wiele. Wśród naszych bywalców, oprócz tych którzy pozostali, było także wielu, którzy zdecydowali się pójść gdzieś indziej. Byli też tacy, którzy przyszli pierwszy raz. Bardzo uderzające jest to, że od reformy zaczęli przychodzić do nas młodzi ludzie, co się wcześniej nie zdarzało. Co jakiś czas przypadkowa wizyta rozwija się w trwałą więź. Możliwe, że klasyczna forma liturgii daje światu – pełnemu technologii, kalkulacji, finansów i przyjemności – coś, czego mu brak. I tak właśnie jest w przypadku młodych, którzy odkrywają w naszej liturgii dyskretną drogę znalezienia pokoju i modlitwy. Nikt nie jest tu przymuszany do zorganizowanego dialogu, do którego trzeba koniecznie dołączyć. Każdy może sobie po cichu usiąść i oddać się temu, co ma tu miejsce. Każdy może to śledzić i powierzyć temu swoje intencje. Boska Liturgia oferuje pewną przestrzeń, która szczęśliwie nie jest pod naszym panowaniem. Istotnie, Bóg przychodzi ku nam, jeśli poświęcamy się liturgii, jeśli oddajemy się Temu, który stoi tu w samym centrum rzeczy. Miło jest mi powiedzieć, że otrzymaliśmy wiele pozytywnych maili i listów. Jednak był też negatywne, bliskie nienawiści, ujawniające wielkie niezrozumienie. Odrzucenie formy nadzwyczajnej często wiąże się z odrzuceniem Ojca Świętego, który nadzorował reformę i zachęcał do niej z ojcowską wielkodusznością. Można wyczuć wokół sprawy klasztoru obecność niezrozumienia czy nawet głupoty. Odkąd papież osobiście pochwalił nasze przedsięwzięcie, wierzę, że reforma ma Boże błogosławieństwo, ponieważ jest koniec końców kwestią należnej Bogu czci, a także zbawienia naszych dusz – aspektu często dziś zapomnianego. Wierzymy w Boga, wierzymy w życie wieczne, które On przygotował dla tych, którzy Go miłują. Podczas Mszy Świętej wyznajemy w Credo naszą wiarę w życie wieczne. Nasze życie powinno nas prowadzić do wieczności. A reforma Mariawald powinna pomóc nam osiągnąć ten cel. 

Utrzymujecie kontakt z zagranicznymi wspólnotami?
Prawdę mówiąc niewielki. Nasz problem polega na tym, że jest nas niewielu, więc trudno jest nam utrzymywać kontakt z innymi klasztorami. Jest nas tylko dziesięciu, niektórzy są już w podeszłym wieku. A ja jako opat mam bardzo dużo obowiązków w naszym domu. Mieliśmy bliższy kontakt z niektórymi francuskimi benedyktyńskimi klasztorami Tradycji, np. z Le Barroux czy Fontgombault i innymi, a także z Vyšší Brodem w Czechach. Mamy także częsty kontakt z księżmi z Bractwa Kapłańskiego św. Piotra, które pracuje „w świecie” i jest nam bardzo bliskie poprzez Mszę. W klasztorze kontemplacyjnym zawsze pracuje się z różną dynamiką. Oczywiście czasami musimy opuścić nasz maleńki światek i załatwić pewne ważne sprawy. Ale zazwyczaj praca wewnątrz domu jest tak wyczerpująca, że nie mamy na nic więcej czasu.

Przeszedłby Ojciec ponownie drogą reformy?
Oczywiście że tak, nawet jeśli wiem, że nie jest to łatwa droga, na której spotykałoby się samych przyjaciół. Niektórzy uznają reformę za atak na swoje osobiste terytorium, atak na swoje jakoby suwerenne prawa do interpretacji. Uznają, że papież jest omylny – ale oni sami już nie. Ale my wierzymy, że reforma jest ważna. To kwestia pewnych wartości, które w wielu miejscach zatracono. Życiu monastycznemu również grozi ich utrata. Właściwie to w tym obszarze utracono je tak samo jak w każdym innym. Oczywiście nie da się całkowicie skopiować przeszłości, ale należy próbować na nowo odkryć drogocenne skarby, takie jak liturgia ukierunkowana całkowicie na Boga. To bardzo ważne w życiu kontemplacyjnym! Wielu nie zdaje sobie sprawy z tego, że jest to również kwestia kompletności Wiary, w której nie możemy sobie przebierać. Wiara musi być przestrzegana i
pielęgnowana w całości. Dyskutuje się w Kościele wiele spraw, ale czymś niezwykle pilnym jest podstawowa katecheza, która obejmuje Credo i wszystko, co konstytuuje naszą Wiarę. Lekceważymy to, co należało do niej od początku, a tym samym należy do niej teraz i będzie należało w przyszłości. Odrodzenie Tradycji położy kres tym zagrożeniom. Osiągnie akceptację Wiary w całej jej okazałości. Bardzo ośmieliło mnie to, co przeczytałem w Piśmie Świętym: to kwestia wyłącznie Prawdy, Rzeczywistości, która nie zależy od opinii większości. Przypomina mi się tu Mojżesz. Zawsze miał kłopoty, chcieli go nawet ukamienować. I czasem myślę o tym, albo o tym proroku w starożytnym Izraelu, który był podobnie traktowany. Rozważanie ich wytrwałości daje poczucie komfortu i pewności siebie. To nie jest łatwy czas dla prawdy, ale ona pochodzi od Boga, samego Boga w Prawdzie, nie w abstrakcie, ale w bardzo konkretnej formie osobowej: samego Chrystusa. Powtórzę jeszcze raz: Prawda nie zależy od opinii większości. Widzimy to w Chrystusie, Naszym Panu. Nie wzruszały Go opinie większości. Dlatego znajdujemy się w najlepszym możliwym towarzystwie! Tak, zrobiłbym to jeszcze raz.

Źródło: rorate-caeli.blogspot.com
Tłumaczenie: Redakcja Bazy Dokumentów Papieskich
za:http://bdp.xportal.pl/publicystyka/dom-josef-vollberg-ocso-klasyczna-liturgia-daje-swiatu-cos-czego-mu-brakuje/

czwartek, 16 kwietnia 2015

Argentyna: Państwo nadaje Bractwu Św. Piusa X osobowość prawną

Opublikowano , autor: Jakub Pytel

Winieta
Pasek tytułowy Biuletynu Urzędowego Republiki Argentyny (wydanie z 9 kwietnia 2015 r.)
12 kwietnia br. argentyński dziennik „Clarín” poinformował o opublikowanym trzy dni wcześniej w Biuletynie Urzędowym Republiki Argentyny (Boletín Oficial de la Republica Argentina) postanowieniu sekretarza ds. wyznań Wilhelma R. Oliveriego o nadaniu Bractwu Kapłańskiemu Świętego Piusa X osobowości prawnej i wpisaniu go do Rejestru Instytutów Życia Konsekrowanego (Registro de Institutos de Vida Consagrada), obejmującego katolickie zakony i zgromadzenia zakonne obecne w tym kraju.
Podjęcie tej decyzji było możliwe m.in. dzięki wystosowaniu przez kard. Mariana Aureliusza Polego, arcybiskupa metropolitę Buenos Aires, listu do Sekretariatu ds. Wyznań w ramach procedury wszczętej przed tym organem przez władze FSSPX w 2011 r. List, jak ten, w którym arcybiskup Buenos Aires „wnioskował o to, aby Towarzystwo Apostołów Jezusa i Maryi (Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X) było uznawane – aż do chwili, gdy uzyska ostateczny status kanoniczny w Kościele powszechnym – za stowarzyszenie na prawie diecezjalnym”, jest koniecznym warunkiem uznania każdego zgromadzenia zakonnego w Argentynie.
List kard. Polego nie rodzi skutków kanonicznych, ponieważ nie działa on w zastępstwie władz rzymskich, które jako jedyne mogą regulować status kanoniczny Bractwa Św. Piusa X. Jest to wyłącznie procedura warunkująca podjęcie przez władze argentyńskie decyzji administracyjnej w oczekiwaniu na „uzyskanie [przez Bractwo] ostatecznego statusu kanonicznego w Kościele powszechnym”.
Trzeba zauważyć, że w Argentynie, zgodnie z wymogami prawa i przepisami administracyjnymi, katolickie zgromadzenia zakonne nie mogą prowadzić apostolatu, jeśli – po uprzednim zawiadomieniu przez władze kościelne – nie zostaną wpisane do Rejestru Instytutów Życia Konsekrowanego.
Fakt, że kard. Poli jest następcą kard. Bergoglia na stolicy arcybiskupiej w Buenos Aires, może uzasadniać domysły, że wzmiankowane postanowienie nie zostało podjęte bez konsultacji z papieżem Franciszkiem. Niemniej pozostaje faktem, że jest to jedynie procedura ściśle administracyjna wykonywana w szczególnych warunkach [prawnych] Republiki Argentyny.

 http://news.fsspx.pl/2015/04/argentyna-panstwo-nadaje-bractwu-sw-piusa-x-osobowosc-prawna/

wtorek, 14 kwietnia 2015

Sataniści w natarciu


 Gdynia: włamanie do kościoła i profanacja Eucharystii

W nocy z 10 na 11 kwiet­nia do­ko­na­no wła­ma­nia do ko­ścio­ła MB Bo­le­snej w Gdy­ni-Or­ło­wie. Spraw­cy do­sta­li się do ta­ber­na­ku­lum skąd ukra­dli Naj­święt­szy Sa­kra­ment. Do­cho­dze­nie w spra­wie wła­ma­nia wsz­czę­ła gdyń­ska po­li­cja.


Foto: Shutterstock Gdynia: włamanie do kościoła i profanacja Eucharystii
- Wła­ma­nie od­kry­ły w so­bo­tę przed go­dzi­ną siód­mą rano osoby, które otwie­ra­ły ko­ściół. Zna­la­zły na drzwiach ślady wła­ma­nia. Spraw­cy skra­dli ze świą­ty­ni przed­mio­ty li­tur­gicz­ne – po­in­for­mo­wał kom. Mi­chał Rusak, rzecz­nik gdyń­skiej po­li­cji, która pro­wa­dzi w tej spra­wie do­cho­dze­nie.
REKLAMA
Zło­dzie­je do­sta­li się do świą­ty­ni po wy­wa­że­niu zamka w głów­nych drzwiach, na­stęp­nie sfor­so­wa­li drzwi wej­ścio­we do za­kry­stii. Od­na­leź­li ukry­ty tam klucz, za po­mo­cą któ­re­go otwo­rzy­li ta­ber­na­ku­lum. – Kiedy je otwie­ra­łem, mia­łem jesz­cze na­dzie­ję, że znaj­dę tam kon­se­kro­wa­ne ho­stie. My­śla­łem, że za­bie­ra­jąc na­czy­nia li­tur­gicz­ne, zło­czyń­cy nie się­gną po naj­więk­sze świę­to­ści. Było jed­nak ina­czej – mówi ks. Krzysz­tof Rybka, pro­boszcz pa­ra­fii.
Z ko­ścio­ła zgi­nę­ły także zgro­ma­dzo­ne tam wota oraz inne przed­mio­ty li­tur­gicz­ne, m.​in. krzy­że, lich­ta­rze, pa­te­ny, dzwon­ki oraz gong. – Za­bra­li Naj­święt­szy Sa­kra­ment i wszyst­ko, co służy Eu­cha­ry­stii. Dziw­ne jest jed­nak to, że z za­kry­stii w któ­rej były cen­niej­sze kie­li­chy i mon­stran­cje, nic nie zgi­nę­ło - do­da­je pro­boszcz.
– To tra­gicz­ne i nie­zwy­kle bo­le­sne wy­da­rze­nie. Od razu jed­nak roz­po­czę­li­śmy mo­dli­twę za tych ludzi. Od so­bo­ty, przez całą nie­dzie­lę trwa­my w mo­dli­twie eks­pia­cyj­nej. Su­pli­ka­cje śpie­wa­ne są także po każ­dej Mszy św. we wszyst­kich pa­ra­fiach de­ka­na­tu – stwier­dził pro­boszcz.
Do po­dob­ne­go zda­rze­nia do­szło także ty­dzień wcze­śniej, w nocy z Wiel­kie­go Piąt­ku na Wiel­ką So­bo­tę, w ko­ście­le w So­bo­wi­dzu. Stam­tąd zło­dzie­je także za­bra­li Naj­święt­szy Sa­kra­ment i przed­mio­ty li­tur­gicz­ne, m.​in. czte­ry pusz­ki do prze­cho­wy­wa­nia Eu­cha­ry­stii.
(RC)

http://wiadomosci.onet.pl/trojmiasto/gdynia-wlamanie-do-kosciola-i-profanacja-eucharystii/p4hvj7

niedziela, 12 kwietnia 2015

czwartek, 9 kwietnia 2015

Kard. Burke: Trzeba wrócić do katechizmu

dodane 2015-03-02 16:41

KAI |
Sposób nauczania papieża Franciszka wprowadza zamieszanie - uważa amerykański kardynał Raymond Burke. W wywiadzie dla tradycjonalistycznego portalu „Rorate caeli” kardynał-patron Suwerennego Zakonu Kawalerów Maltańskich zaznaczył, że sam papież w numerze 16 swej adhortacji apostolskiej „Evangelii gaudium” napisał, że nie uważa jej za nauczanie Magisterium Kościoła.
Kard. Burke: Trzeba wrócić do katechizmu   Pufui Pc Pifpef I / CC-SA 3.0 Kard. Raymond Burke

[Faktycznie Ojciec Święty napisał tam tylko: „Nie uważam (...) że należy oczekiwać od papieskiego nauczania definitywnego lub wyczerpującego słowa na temat wszystkich spraw dotyczących Kościoła i świata. Nie jest stosowne, żeby Papież zastępował lokalne episkopaty w rozeznaniu wszystkich problemów wyłaniających się na ich terytoriach. W tym sensie dostrzegam potrzebę przyjęcia zbawiennej «decentralizacji»” - KAI].

- Za papieża Benedykta XVI mieliśmy mistrza nauczania, który dawał nam obszerne katechezy na różne tematy. Mówię teraz ludziom, że jeśli doświadczają zamieszania z powodu sposobu nauczania papieża Franciszka, to ważne jest, by powrócili do katechizmu i do tego, czego Kościół zawsze nauczał, by tego uczyli, by to pielęgnowali na poziomie parafii, zaczynając od własnych rodzin. Nie możemy tracić energii na frustrację z powodu tego, co - jak uważamy - powinniśmy otrzymać, a nie otrzymujemy. Wiemy za to na pewno, czego Kościół zawsze nauczał i musimy na tym polegać i skupiać na tym swoją uwagę - stwierdził purpurat.

Ponawiając swój sprzeciw wobec możliwości udzielania Komunii św. katolikom, którzy po rozwodzie zawarli nowy związek małżeński, kard. Burke podkreślił, że „żadna władza nie może nakazać nam działać przeciwko prawdzie, a jednocześnie, gdy prawda jest zagrożona, musimy o nią walczyć”. Walka ta polega na zachowywaniu prawd wiary w swoim życiu i na przedstawianiu papieżowi swego stanowiska, że nie do przyjęcia jest zmiana dyscypliny kościelnej, która mogłaby doprowadzić do zmiany w jego nauczaniu o nierozerwalności małżeństwa.

Kardynał-patron zakonu maltańskiego wskazał na „fałszywą dychotomię” przedstawianą przez tych, którzy mówią, że chodzi jedynie o zmianę dyscypliny bez ruszania kościelnej doktryny. - Ale jeśli zmienisz dyscyplinę Kościoła w odniesieniu do dopuszczania osób żyjących w cudzołóstwie do Komunii św., to przecież zmieniasz doktrynę Kościoła nt. cudzołóstwa. Mówisz, że w pewnych okolicznościach cudzołóstwo jest dopuszczalne a nawet dobre, skoro ludzie żyją w cudzołóstwie i nadal mogą przyjmować sakramenty. To bardzo poważna sprawa i katolicy muszą nalegać, by dyscyplina kościelna nie została w jakiś sposób zmieniona, co faktycznie osłabiłoby nasze nauczanie nt. jednej z najbardziej zasadniczych prawd: prawdy o małżeństwie i rodzinie - wyjaśnił amerykański kardynał.

Według niego katoliccy tradycjonaliści mogą odegrać wiodącą rolę w odnowie Kościoła w przyszłości, a zwłaszcza rodziny przywiązane do „tradycyjnej Mszy”, których jest „coraz więcej”. Zachęcił także do studiowania Katechizmu Kościoła Katolickiego w domu i lokalnych wspólnotach. Kościół bowiem „strasznie wycierpiał z powodu dziesięcioleci słabej katechizacji”, zarówno dzieci, młodzieży, jak i dorosłych, którzy „nie znają swej wiary”.

za:  http://info.wiara.pl/doc/2375950.Kard-Burke-Trzeba-wrocic-do-katechizmu

niedziela, 5 kwietnia 2015

Zmartwychwastał. prawdziwie zmartwychwstał!

"Pascha nasza 
ofiarowan jest Chrystus,
alleluja; 
świętujemy przeto 
w przaśnikach,
 to jest w czystości i prawdzie, alleluja,alleluja,alleluja" z I listu św. Pawła do Koryntian

Komunia z Niedzieli Zmartwychwstania

Życzymy naszym Szanownym Czytelnikom uczestnictwa w chwale Baranka

Redakcja

piątek, 3 kwietnia 2015

Toplista Tradycji Katolickiej
Powered By Blogger