środa, 23 listopada 2016

„Uznajemy Twe Panowanie nad Polską i całym naszym Narodem, żyjącym w Ojczyźnie i w świecie”.


 19 XI AD 2016 W Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach zakończyły się uroczystości Jubileuszowego Aktu Przyjęcia Chrystusa za Króla i Pana.
 "Wyznajemy wobec nieba i ziemi, że Twego królowania nam potrzeba. Wyznajemy, że Ty jeden masz do nas święte i nigdy nie wygasłe prawa. Dlatego z pokorą chyląc swe czoła przed Tobą, Królem Wszechświata, uznajemy Twe Panowanie nad Polską i całym naszym Narodem, żyjącym w Ojczyźnie i w świecie
 - — brzmi Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana, który odczytał w sobotę 19 listopadzie w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach przewodniczący Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki.
 (...)
http://wpolityce.pl/kosciol/316077-w-lagiewnikach-trwa-nabozenstwo-o-bozym-milosierdziu-punktem-kulminacyjnym-bedzie-akt-przyjecia-jezusa-za-krola-i-pana

komentarz:

Co 17 listopada 2016 zdarzyło się w Sanktuarium w Łagiewnikach? Oficjalny dokument kościelny, za który odpowiada bp. Czaja mówi, że NIE JEST TO INTRONIZACJA, "bo współczesny człowiek tego nie rozumie" (mimo powszechnej edukacji?), co jest dowodem na mentalną i faktyczną kapitulację Episkopatu. Z drugiej strony wielu katolików osobiście przyjmuje Jezusa za Króla i Pana i zrobił to też, co chyba jest najważniejsze, Pan Prezydent jako przedstawiciel Państwa Polskiego (choć komentarze prasowe partii rządzącej podkreślają prywatny charakter obecności prezydenta RP). Tym samym jakoś POŁOWICZNIE, spełnia się proroctwo Rozalii Celakówny. Pozostaje sprawą otwartą, czy Wszechmocny Bóg uzna ową uroczystość za faktyczny Akt Intronizacji. Mamy nadzieję, że uzna ją jeśli dostateczna ilość SPRAWIEDLIWYCH uzna Jezusa za Króla i Pana. Dowodem uznania i łaski Pana będą zmiany ustawowe w naszym kraju. Jeśli ich nie będzie, to co się stało w Łagiewnikach, będzie tylko prywatnym aktem intronizacyjnym, a nie publicznym jak tego chciał Pan.

Redakcja

sobota, 19 listopada 2016

Raj w katedrze w Padwie




Giusto De' Menabuoi, Paradiso / Heaven - Raj, 1375-1376, Padova, duomo, Battistero
 https://www.facebook.com/storiedellarte/?fref=nf&pnref=story

piątek, 18 listopada 2016

Odtworzą chrzest Mieszka sprzed ponad tysiąca lat. I to w Płocku!

16:14, 05.10.2016 | Małgorzata Rostowska

REKLA

Zespół Jerycho wystąpi wraz z Marcelem Peresem w płockiej katedrze, fot. Piotr Nykowski (www.pozaokiem.eu)
Nie wiadomo, gdzie Mieszko I przyjął chrzest, a polanę z obrazu Matejki można włożyć między bajki. Za to dzięki średniowiecznej księdze odnalezionej przez przypadek w Sandomierzu można odtworzyć, jakie pieśni zaśpiewano podczas liturgii odprawionej w tę najważniejszą dla polskiej historii sobotę. W listopadzie usłyszymy je w płockiej katedrze.  Po raz pierwszy w Polsce! Mało tego - koncert poprowadzi słynny Marcel Peres!
Mieszko I nie został ochrzczony w biały dzień na polanie, jak chciał tego Matejko. Muzykolog i mediewista dr hab. Jakub Kubieniec nie ma co do tego wątpliwości.

Mieszko wcześnie poszedł spać
Bardziej prawdopodobne, że zapadał już zmrok. Władca Polan zapewne wszedł do kościoła w białej szacie. W ławie uklękła Dobrawa. W ciszy świątyni rozległ się chorał gregoriański. Była pewnie Wielka Sobota, bo przed wiekami właśnie wtedy odbywały się chrzty. Rozpoczynała się liturgia wigilii paschalnej.  Gdy było już po wszystkim, polski władca pewnie był zmęczony. Musiał wcześniej położyć się spać, by  nazajutrz - snuje opowieść sprzed wieków prof. Kubieniec -  wstać na swą pierwszą w życiu rezurekcję.
Nie wiemy, czy nasz protoplasta został ochrzczony przez zanurzenie w specjalnym baptysterium przypominającym  sadzawkę we wnętrzu kościoła, czy polano mu głowę nad chrzcielnicą.  Ba, nie wiemy nawet, czy stało się to w Gnieźnie, Poznaniu, Ostrowie Lednickim czy Ratyzbonie. Za to można odtworzyć z dużym prawdopodobieństwem liturgię chrzcielną pierwszego polskiego władcy i wykonane wówczas śpiewy. Właśnie je usłyszymy w płockiej katedrze w wykonaniu słynnego Marcela Pérèsa oraz zespołów: Jerycho i Bractwo Różanego Wianka już w listopadzie.
Wszystko dzięki muzykologom - dr. hab. Jakubowi Kubieńcowi i dr. Bartoszowi Izbickiemu, a także miastu, które przystało na ich niecodzienną propozycję. Brzmiała ona mniej więcej tak:  Zaśpiewamy to, co 1050 lat temu słyszał Mieszko I, Dobrawa, biskupi z zagranicy i cała świta podczas chrztu.

Niespodziewane odkrycie. A wszystko przez pomyłkę
Cały projekt, który realizują obaj panowie, miał wyglądać nieco inaczej. Ale plany zmieniły się, gdy w Sandomierzu Jakub Kubieniec dokonał przez przypadek (wybrał się tam w innym celu) niespodziewanego odkrycia  w sandomierskiej bibliotece diecezjalnej.
Okazało się bowiem, że gdy wziął do ręki rękopis, opisany w katalogu jako antyfonarz z XVI wieku, wewnątrz  zamiast niego odnalazł o ok. 150 lat starszy graduał z połowy XIV w.!
 - Dla muzykologa jest jasne, że to dwa zupełnie różne typy ksiąg, ale pomyłki w tym zakresie zdarzają się stosunkowo często zarówno w starych, jak i nowych katalogach- mówi prof. Kubieniec.
W skrócie mówiąc - antyfonarz to księga godzin kanonicznych, a graduał - zbiór pieśni wykonywanych podczas liturgii mszalnej.
- Byłem bardzo zaskoczony odkryciem - nie ukrywa wykładowca Uniwersytetu Jagiellońskiego. - Nie odnotowano go w fachowej literaturze muzykologicznej, bo do tej pory, mimo szczegółowych badań i kwerend m.in. ks. prof. Jerzego Pikulika, nikt nie wiedział o jego istnieniu.
Średniowieczny graduał umknął badaczom i przeleżał całe lata (a może wieki?) zupełnie zapomniany. Odnalazł się teraz. W sam raz na 1050. rocznicę chrztu Polski.

Ceremonia trwała i trwała!
Zabytkowy rękopis przydał się w ustalaniu, jak od strony liturgii mogło wyglądać to wydarzenie sprzed ponad dziesięciu wieków.
 - Cała kościelna uroczystość mogła trwać nawet cztery - pięć godzin - ocenia prof. Kubieniec. - Było to tak uroczyste i ważne wydarzenie, że zapewne nie szczędzono na nie czasu.
Zapewne po udzieleniu chrztu Mieszko przystąpił również do sakramentu komunii św. i bierzmowania - przed wiekami bowiem sakramenty inicjacji chrześcijańskiej przyjmowało się jednocześnie.  Do dziś tę tradycję przechowują Kościoły wschodnie.

Liturgia przybyła z Bawarii i Nadrenii
Średniowieczne księgi liturgiczne z Bawarii i Nadrenii, które zdaniem badaczy miały największy wpływ na polską tradycję muzyczno-liturgiczną u początków chrześcijaństwa, zdradzają nam, jak mógł wyglądać obrzęd chrztu i wielkosobotnia msza.

- Choć dopiero Sobór Trydencki ujednolicił liturgię, rytuały nie zmieniały się wówczas tak szybko jak dziś, a różnice dotyczyły szczegółów jak sformułowanie słów w modlitwie czy liczba przyklęknięć - mówi Bartosz Izbicki.
Uczynny kopista zostawił nam w nutach wskazówki
Ale już wybór czytań i pieśni często różnił się w zależności od diecezji. Informację o śpiewach liturgicznych przynosi najstarszy zachowany w Polsce graduał z Wiślicy (czyli zbiór śpiewów mszalnych) datowany na ok. 1300 r., a manusprypt odkryty niedawno w Sandomierzu pozwala w pewnej mierze rozwikłać zapisane w nutach zagadki o wykonaniu danych partii.
- Rękopis za pomocą niuansów notacyjnych przekazuje nam cenne wskazówki wykonawcze dotyczące m.in. rytmu, zdobień, wariantów melodii - mówi Bartosz Izbicki. - Jeśli na przykład kopista zaznaczył nutę jako podwójną, a gdzie indziej występuje ona jako pojedyncza, to możemy przypuszczać, że tu śpiewano ją jako dłuższą.
- Wszystkie te wskazówki są bardzo interesujące, bo zwykle te zapisy są bardzo ascetyczne - dodaje prof. Kubieniec.

Pewność mogłyby dać tylko... nagrania
Te dwa polskie rękopisy zostały porównane ze źródłami bawarskimi i nadreńskimi - to przybliżyło badaczy do odtworzenia śpiewów liturgii chrzcielnej Mieszka I.
Jak bardzo prawdopodobne jest to, że faktycznie 1050 lat temu właśnie takie pieśni i właśnie w ten sposób wykonane słyszał Mieszko I?
- Bardzo prawdopodobne - twierdzą zgodnie.
Czym musielibyśmy dysponować, by mieć pewność?
- Nagraniami - śmieje się Bartosz Izbicki. - Inaczej zawsze będą pewne różnice. Nawet gdybyśmy porównali wykonanie hejnału z wieży mariackiej dziś i sto lat temu, zauważylibyśmy zmiany. A tu mówimy nie o prostej melodii, ale o zasobie setek śpiewów i utworów, często przekazywanych z pamięci z pokolenia na pokolenie. Trzon pozostał jednak ten sam.

Pieśni o ślepcu z płockich antyfonarzy
Jak zapowiada Bartosz Izbicki, podczas koncertu w Płocku pieśni i części mszy zostaną skrócone do godziny. Mają w tym wprawę.
-Dwa lata temu na Festiwalu Muzyki Jednogłosowej przedstawialiśmy śpiewy ku czci św. Zygmunta, które niegdyś wykonywane były jako całodobowe oficjum - wspomina Bartosz Izbicki.
Do koncertu wybrano najciekawsze fragmenty bogatej liturgii Wielkiej Soboty poszerzone o prolog, na który składają się śpiewy związane z przygotowaniem do chrztu.
 - Zaśpiewamy pieśni inspirowane ewangeliczną historią spotkania przez Pana Jezusa ślepca w drodze do Jerycha, a nawiązujące do legendy, zgodnie z którą do momentu chrztu Mieszko był ślepy - zapowiada muzykolog. - Mówimy „legendy”, bo ta opowieść zbyt często powtarza się w przypadku również innych średniowiecznych władców.
Co ciekawe pieśni o ślepcu, reprezentujące najstarszą warstwę chorału gregoriańskiego, zostały zaczerpnięte z XV-wiecznych płockich antyfonarzy.
W programie koncertu są również m.in. pieśni związane z obrzędem poświęcenia ognia, wielkosobotnie czytania i kantyki, Litania do Wszystkich Świętych, a także pieśni związane bezpośrednio z liturgią chrzcielną oraz następnie - części stałe mszy Wielkiej Soboty. Na koniec wykonana zostanie antyfona „Quasi modo geniti infantes” śpiewana podczas mszy w pierwszą niedzielę po Wielkanocy, gdy dokonywano obrzędu zdjęcia przez nowo ochrzczonych białych szat, które nosili przez cały tydzień.

Słynny Pérès. Po raz drugi w Płocku, po raz pierwszy z takim repertuarem
Koncert zostanie przygotowany podczas warsztatów w Warszawie, które poprowadzi Marcel Pérès, ikona światowej muzyki dawnej. To również on poprowadzi koncert finałowy w Płocku i zaśpiewa partie solowe.
- To będzie pierwszy raz, gdy Marcel Pérès wykona utwory zaczerpnięte nie ze starorzymskich czy korsykańskich rękopisów, ale polskiego graduału - cieszy się dr Izbicki. - To niebywałe, że muzyk tej klasy będzie pracował nad polskimi źródłami.
- Cieszę się, bo to wydarzenie wpisuje się w naszą dbałość o kulturę wysoką - podkreśla prezydent Płocka, Andrzej Nowakowski. - Ten koncert będzie z jednej strony fantastycznym zamknięciem obchodów 1050. rocznicy chrztu Polski, a z drugiej z radością przyjmą go ci płocczanie i mieszkańcy innych polskich miast, którzy uczestniczą w odbywającym się od przeszło 20 lat w Płocku Festiwalu Muzyki Jednogłosowej. Jestem przekonany, że zarówno repertuar, jak i nazwisko słynnego Marcela Pérèsa przysłużą się promocji naszego miasta w Polsce.


Koncert odbędzie się w czwartek, 10 listopada o godzinie 19.00 w płockiej katedrze. Wstęp jest bezpłatny.
Dr hab. Jakub Kubieniec - muzykolog, adiunkt w Instytucie Muzykologii UJ, badacz średniowiecznego chorału łacińskiego.
Dr Bartosz Izbicki - historyk i muzykolog współpracujący z Zakładem Muzykologii Instytutu Sztuki PAN, twórca Bractwa Śpiewaczego Vexilla Regis oraz zespołu Jerycho. Prowadzi projekt badawczy polegający na opracowaniu i udostępnianiu najważniejszych polskich rękopisów średniowiecznych. Wystąpił na płockim FMJ w 2014 r. Od tego czasu z  zespołem Jerycho wykonał ponad 40 koncertów prezentujących muzykę z polskich źródeł oraz wydał trzy płyty.
Marcel Pérès- światowej sławy francuski muzykolog, kompozytor, autorytet w teorii i wykonaniu chorału gregoriańskiego. Z założonym przez siebie zespołem Ensemble Organum nagrał kilkadziesiąt płyt, cały czas ma pomysły na kolejne. Wystąpił na X Festiwalu Muzyki Jednogłosowej w 2004 r. Robert Majewski określił ten koncert mianem „największego wydarzenia artystycznego w powojennym Płocku”.
Warsztaty i koncert są elementem finałowym projektu "Chrzest Polski - muzyczne korzenie i dziedzictwo" realizowanego przez Stowarzyszenie Muzyka Dawna w Jarosławiu w ramach programu Narodowego Centrum Kultury "Chrzest 966".
(Małgorzata Rostowska)
 http://portalplock.pl/pl/11_wiadomosci/13508_odtworza_chrzest_mieszka_sprzed_ponad_tysiaca_lat_i_to_w_plocku.html

czwartek, 17 listopada 2016

Polska: Wizyta ks. Karola Stehlina FSSPX

Polska: Wizyta ks. Karola Stehlina FSSPX

W dniach 11–13 listopada br. po raz pierwszy od czasu nominacji na przełożonego azjatyckiego dystryktu Bractwa odwiedził Polskę ks. Karol Stehlin FSSPX. W tych dniach dobrze znany polskim wiernym gość odwiedził kolejno: kaplicę w Poznaniu, przeorat w Krakowie oraz przeorat w Warszawie. Wizyta była połączona z prezentacją najnowszych książek ks. Stehlina: Gwiazda przewodnia czasów ostatecznych. Mistyka Objawień Matki Bożej w Fatimie oraz Poświęcenie się Niepokalanej, które ukazały się nakładem Wydawnictwa Te Deum.

Poznań

Ks. Karol Stehlin podczas kazania
Ks. Karol Stehlin podczas kazania
Spotkanie rozpoczęła uroczysta Msza św. śpiewana ku czci św. Marcina; po niej odbyło się spotkanie z ok. 200 wiernymi z Poznania i okolic, a także z Bajerza, Szczecina i Łodzi. Na miejscu przygotowano ciepłe napoje oraz smaczny poczęstunek, na który składały się sałatki, ryby, ciasta, a także przysmak dnia – rogale świętomarcińskie. Po pokrzepieniu ciał zgromadzeni udali się do położonego nieopodal Centrum Konferencyjnego IOR, gdzie czekała na nich uczta duchowa: dwa wykłady ks. Stehlina o tematyce fatimskiej i Rycerstwie Niepokalanej oraz jeden o apostolacie Bractwa w Azji, połączone z prezentacja multimedialną. W czasie przerw można było nabyć nową książkę i otrzymać autograf autora. Na zakończenie, po powrocie do kaplicy, miała miejsce ceremonia przyjęcia do MI ok. 40 nowych rycerzy.
Całe spotkanie przebiegło w bardzo radosnej, czasem wzruszającej atmosferze. Przekraczając rano skromne progi naszej kaplicy ks. Stehlin powiedział: „Wydaje mi się, jakbym był tu wczoraj”…
Zapraszamy do obejrzenia galerii zdjęć.

Kraków

Wierni zasłuchani w „azjatycki” wykład ks. Stehlina
Wierni zasłuchani w „azjatycki” wykład ks. Stehlina
Przeorat z trudem pomieścił prawie setkę osób, które tu zjechały z całego południa Polski, żeby znowu zobaczyć tak miłego a dawno niewidzianego gościa. Po wykładzie nt. Rycerstwa Niepokalanej i uroczystej Mszy św. nastąpił skromny poczęstunek (bigos i ciasta), podczas którego wierni mieli okazję porozmawiać przez chwilę z ks. Stehlinem i nierzadko zdziwić się, że ich jeszcze tak dobrze pamięta. Przez cały czas trwały poszukiwania wolnych egzemplarzy Gwiazdy przewodniej, żeby na nich uzyskać autograf autora – ostatecznie wszystkie paczki, które miały jechać do kaplic w Chorzowie i Wrocławiu, zostały rozparcelowane, a książki wykupione na miejscu. Po różańcu nastąpił wykład o apostolacie Bractwa w Azji (zapraszamy do jego odsłuchania), ilustrowany licznymi zdjęciami – nie obyło się tu bez pomocy ks. Anzelma, który musiał pacyfikować krnąbrny rzutnik. Następnie miał być jeszcze krótki III wykład, znowu o Rycerstwie, ale – zresztą ku zadowoleniu zebranych – znacznie się przeciągnął. Po nim wierni przeszli do kaplicy, by odnowić swoje milicyjne przyrzeczenia, a siedem osób złożyło je po raz pierwszy, przystępując do Rycerstwa Niepokalanej.

Warszawa

Największym wyzwaniem dla ks. Stehlina okazało się jednak spotkanie z wiernymi w Warszawie – bowiem w niedzielę 13 listopada do przeoratu w warszawskiej Radości przybyło ok. 400 osób; znacznie więcej niż zwykle, gdyż pojawiło się wielu wiernych z innych kaplic, m.in. z Lublina, Olsztyna i Torunia. I oczywiście niemal każdy liczył przynajmniej na chwilę osobistego kontaktu z gościem…
W kazaniu ks. Stehlin nie ukrywał swojej tęsknoty za Polską...
W kazaniu ks. Stehlin nie ukrywał swojej tęsknoty za Polską…
W kazaniu podczas uroczystej Mszy św. ks. Stehlin nie ukrywał swojej tęsknoty za Polską, której oddał 20 lat życia i gorliwej działalności duszpasterskiej. W wykładach dla wiernych opowiadał o swoich nowych zadaniach: nawracaniu mieszkańców Azji oraz budowaniu na całym świecie Rycerstwa Niepokalanej Tradycyjnej Obserwancji. W przerwach między wykładami do ks. Stehlina ustawiała się długa kolejka po autograf. Można też było posilić się różnorodnymi ciastami, sałatkami i kiełbasą na gorąco. W przygotowaniu tych smakołyków i sprawnej obsłudze kuchni niezastąpieni okazali się członkowie, a zwłaszcza członkinie MI.
Również w Warszawie miała miejsce ceremonia przyjęcia nowych rycerzy – tego zaszczytu dostąpiło ok. 100 osób.
Chyba nie trzeba dodawać, jak powszechna wśród wiernych stała się opinia, że ks. Karol powinien odwiedzać Polskę znacznie częściej. Niecierpliwie czekamy!
Galeria zdjęć z pobytu ks. Stehlina w Warszawie.
 https://news.fsspx.pl/2016/11/polska-wizyta-ks-karola-stehlina-fsspx/

środa, 16 listopada 2016

Ks. Jean-Régis Fropo: posoborowy rytuał chrztu jest do kitu

Ks. Jean-Régis Fropo, francuski egzorcysta mówi bez ogródek: posoborowy rytuał chrztu jest do kitu

Posted by Marucha w dniu 2016-11-08 (wtorek)
I podaje konkretne przykłady osób ochrzczonych już w nowym rycie, które egzorcyzmował:

1) mężczyznę z Karaibów, który został przeklęty przez znachorkę jeszcze podczas życia płodowego.
2) kobiety, u której demon podczas egzorcyzmów wyznał, że siedzi w niej od urodzenia, bo jej matka ją znienawidziła, jako nieślubne dziecko.
3) chłopak ochrzczony w wieku lat 13, którego matka podczas gdy była z nim w ciąży została brutalnie zgwałcona i od tego czasu w dziecko wstąpił demon.
4) chłopak, którego wuj jest kapłanem sekty satanistycznej i który wegnał weń demona tuż po urodzeniu.
7) Siedmioletnie dziecko z Korei, ochrzczone w wieku 4 lat. Od urodzenia dziwnie się zachowuje, pomagają tylko egzorcyzmy.
– za każdym razem zadając pytanie: dlaczego obrzędy chrztu świętego sprawowane według posoborowego rytuału nie zneutralizowały tego zła?

Czytelnicy Breviarium wiedzą dlaczego. Bo w posoborowym, lajtowym „rytualiku” Chrztu Świętego nie ma już egzorcyzmów. Jak pisze w swojej monumentalnej „Reformie Liturgicznej 1948-1975” o. Bugnini – zostały usunięte, żeby nie straszyć rodziców i chrzestnych.

Dowiadujemy się też, że jest wielu ginekologów i położników pracujących w szpitalach, którzy są członkami sekt satanistycznych, którzy poświęcają szatanowi wszystkie noworodki urodzone w tym samym momencie na całym świecie, wykorzystując do tego celu krew z łożyska.

Autor twierdzi, że Watykan jest świadomy problemu nieskuteczności obrzedów w nowym rycie (aha – Dextimus), a biskupi pochylają się z troską (czyli zlewają temat) , po czym poleca odłożenie posoborowego rytualiku na półeczkę i posługiwanie się starym, przedsoborowym.

Redakcja Breviarium również poleca stary ryt sakramentu Chrztu Świętego, sól i wodę egzorcyzmowaną i inne tego typu „wynalazki” znane w Kościele od wieków.

Napisał Dextimus dnia 5.11.16

Za http://www.hommenouveau.fr/1815/religion/nouveau-rituel-du-bapteme—le-cri-d-alarme-d-un-exorciste.htm
Więcej o nowym i starym rycie Chrztu Świętego można znaleźć na Internecie, np. szukając hasła „Nowy i stary ryt Chrztu”.
Admin

sobota, 12 listopada 2016

Wielkie cierpienie św. Faustyny Kowalskiej, w dniu 17.XII.1936 kiedy urodził się Jorge Mario Bergoglio

W „Dzienniczku” św. Faustyny pod datą 17 grudnia 1936 roku - jest to dzień narodzin obecnego papieża - czytamy:

17 XII [1936]. Dzisiejszy dzień ofiarowałam za kapłanów; w dniu tym więcej cierpiałam niż kiedykolwiek: i wewnętrznie, i zewnętrznie. Nie wiedziałam, że w jednym dniu tyle wycierpieć można. Starałam się odprawić godzinę świętą, w której duch mój kosztował goryczy ogrójcowej; walczę sama jedna, wsparta ramieniem Jego, przeciw wszelkim trudnościom, które stają jak mury nieprzebite przede mną, jednak ufam w mocy imienia Jego i nie lękam się niczego”


(cytat z „Dzienniczka”, nr 823)

czwartek, 10 listopada 2016

Kataklizmy i znaki - Franciszek

Kataklizmy i znaki

Data publikacji: 2016-11-06 06:00
Data aktualizacji: 2016-11-08 07:47:00
Jonas Ekstromer/TT
Mądrzy ludzie mówią, że nie ma przypadków, są tylko znaki. Od czasu uderzenia gromu w Bazylikę św. Piotra w feralny dzień ogłoszenia abdykacji Benedykta XVI znaków ciągle przybywa: pękanie pastorału – symbolu władzy pasterskiej – w ręku papieża Franciszka (po raz ostatni podczas pielgrzymki do Sarajewa, wcześniej w Ziemi Świętej), runięcie papieża na ziemię przed obliczem Pani Jasnogórskiej, choć kilkanaście minut wcześniej adoracja Świętej Ikony odbywała się na siedząco. Coraz wyraźniej odczuwane w Rzymie trzęsienia ziemi, które od lata pustoszą Italię, a całkiem ostatnio (30 października) zrujnowały rodzinne miasto Patrona Europy św. Benedykta. Legła w gruzach bazylika jego imienia, w której Służbę Bożą sprawują benedyktyni także w klasycznym rycie Kościoła. Z Nursji benedyktyni zostali wygnani przez Napoleona w 1810 roku. Powrócili w 2000 roku. Teraz przygniótł ich ten dramatyczny znak. Parę dni wcześniej w Rzymie papież Franciszek uroczyście przyjmował Marcina Lutra in effigie.


Coś niedobrego nadciąga – mówią te znaki. A może już nadeszło.

Wielu dojdzie do wniosku, że autor ulega „apokaliptycznemu myśleniu” (choć  przecież Apokalipsa jest w kanonie Pisma). Nie sposób jednak nie odnieść wrażenia, że za sprawą Stwórcy niebo (gromy) i ziemia (wstrząsy) o czymś chcą powiedzieć, a właściwie na coś odpowiedzieć. Między znakami mamy bowiem niespotykany w dziejach Kościoła zamach na sakramenty święte (Sakrament Ołtarza i małżeństwa w pierwszej kolejności) w postaci decyzji podejmowanych na synodzie ds. rodziny, a później opisanych w adhortacji Amoris laetita. Dzisiaj z ust wpływowych, najbliższych współpracowników papieża Franciszka słyszymy, że oznacza to dopuszczenie osób rozwiedzionych i żyjących w „związkach cywilnych” do Komunii Świętej (kardynał Kasper).

Jednostronny obraz historii
Mamy zatem do czynienia nie tylko z próbą rehabilitacji rozbicia jedności Kościoła przez protestancką reformację z tłumaczeniem, że Luter „chciał dobrze” i „działał w stanie wyżej konieczności” (tako rzecze w swojej najnowszej książce o twórcy reformacji jego rodak i duchowy brat, kardynał Kasper). Okazuje się, że to mało. Otóż 31 października (w przeddzień nastąpiło zniszczenie rodzinnego miasta św. Benedykta) w Lund dowiedzieliśmy się, dzięki wspólnej katolicko-luterańskiej deklaracji podpisanej przez papieża Franciszka, że „katolicy i luteranie wspólnie ranili jedność Kościoła”.

Jezuicka przebiegłość! Jakże nasi „bracia odłączeni” dali sobie wmówić tak jednostronny obraz historii! Przecież od niemal pięciu wieków wiadomo, że winni są tylko katolicy. Kim był Marcin Luter, gdy rozbijał jedność Kościoła? Księdzem katolickim. Kim był Ulrich Zwingli, twórca reformacji w Szwajcarii? Księdzem katolickim. Kim był Albrecht Hohenzollern, twórca pierwszego państwa luterańskiego? Wielkim mistrzem katolickiego zakonu Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie. Kim był król Anglii Henryk VIII? Katolikiem i już po zerwaniu z Rzymem uważał się, aż do swojej śmierci, za katolika. Kim byli biskupi, którzy (z wyjątkiem jednego) potulnie zatwierdzili tytuł Henryka VIII jako „Głowy Kościoła w Anglii”? Biskupami katolickimi. Z jakiej rodziny wywodził się Jan Kalwin? Z tzw. porządnej, katolickiej rodziny z Noyon (ojciec Kalwina był kościelnym notariuszem). Należy więc uznać, że deklaracja z Lund cofa nas na drodze ekumenicznego dialogu, utrwala niedobre schematy, zamiast otwierać na nowe wyzwania i wytyczać perspektywy prawdziwie owocnego dialogu. Czegóż jednak można było się spodziewać po deklaracji podpisywanej przez duchowego syna św. Ignacego z Loyoli – głównego szermierza kontrreformacji?

Ale żarty i ironia na bok. Odbrązawiacze „duchowego dorobku” reformacji podkreślają, że były co prawda „pewne nieprzyjemne incydenty”, wszakże ciąg wydarzeń rozpoczętych w 1517 roku przez Lutra, doprowadził do duchowego „ubogacenia” i był – jak ostatnio słyszymy – „działaniem w stanie wyższej konieczności”.

Dramatyczne „incydenty”
Reformacja była ciosem w Ciało Chrystusowe. W te mistyczne – czyli w Kościół – i w te jak najbardziej realne – w Najświętszy Sakrament. Jego systematyczne profanowanie przez zwolenników reformacji to właśnie te „dramatyczne incydenty”, o których przelotnie wspominają tak aktywni dzisiaj po stronie kościelnej rozmaici advocati diaboli.

Wspomnijmy więc dwa, bardzo konkretne „incydenty”. Cytuję dwa fragmenty książek nie należących bynajmniej do kategorii katolickiej apologetyki.

Pierwszy dotyczy napadu protestanckiego tłumu na katolicką katedrę w Antwerpii na początku antyhiszpańskiej rewolty w drugiej połowie szesnastego wieku: „Wysoko nad głównym ołtarzem znajdował się wizerunek Zbawiciela wyrzeźbiony w drewnie i umieszczony między figurami dwóch łotrów, z którymi go ukrzyżowano. Motłochowi udało się zarzucić sznur na szyję Chrystusa i ściągnąć go w dół. A potem ludzie rzucili się na Niego z toporami i młotami rozbijając na tysiące kawałków. Oszczędzono obu łotrów, jakby mieli być świadkami dokonującego się u ich stóp gwałtu”. I dalej: „Gwałtom dokonywanym przez świętokradców towarzyszyły niegodne postępki, które mogły świadczyć o ich pogardzie do dawnej wiary. Pewien naoczny świadek powiada, że wzięli z ołtarza opłatek [Najświętszy Sakrament – G.K.] i włożyli papudze do dzioba. Inni zbierali na stos obrazy świętych i podpalali je lub też kładli na nich kawałki zbroi i deptali. Inni zakładali szaty skradzione z kościołów i biegali w nich po ulicach. Inni jeszcze smarowali księgi [liturgiczne] masłem, by łatwiej się paliły” (A. Wheatcorft, Habsburgowie, tł. B. Sławomirska, Kraków 2000, s. 114).

Drugi fragment opisuje instalację nowego protestanckiego porządku w Genewie: „Odbywa się to wszystko w  dość niespokojnej atmosferze: w roku 1532 jeden z obrazów Maryi Panny krwawi z ran, jakie mu zadano. Przeniesiony do kościoła Świętej Magdaleny w Genewie staje się przedmiotem kultu, zaskakującego w tym czasie Reformacji. 1 maja 1534 roku zostaje natomiast okaleczony posąg świętego Antoniego, któremu celowo wydłubuje się oczy. 8 sierpnia 1535 roku rozgrywa się scena prawdziwego zbiorowego szaleństwa, podczas której młodzi ludzie niszczą obrazy i przedmioty kultu, krzycząc: „Mamy bogów księżowskich, czy chcecie ich trochę?”. Tłum porywa następnie pięćdziesiąt konsekrowanych hostii i daje je do zjedzenia psu” (B. Cottret, Kalwin, tł. M. Milewska, Warszawa 2000, s. 131).

I teraz pytanie: do jakiego „duchowego ubogacenia”, do jakiej „odnowy Kościoła” mogło wieść zjawisko historyczne, które rozpoczynało się w ten sposób? Jakie „nadużycia” chciano w ten sposób zlikwidować? I dlaczego temu wszystkiemu towarzyszyły łzy Matki?

Grzegorz Kucharczyk

Lubomierz: można już podziwiać bezcenne relikwie świętych


Można już podziwiać bezcenne znalezisko w kościele w Lubomierzu. W parafii św. Maternusa B.M. kilka miesięcy temu natrafiono na relikwie świętych, które gromadzone były przez około pięć wieków przez siostry benedyktynki, założycielki klasztoru. Skarby znalazł proboszcz w drewnianej skrzyni, ukrytej na plebanii kościoła. Zobaczcie zdjęcia!



Foto:Ks. Erwin Jaworski

- To niezwykle cenne odkrycie. Niektóre z odnalezionych przedmiotów pochodzą z XIV wieku - mówi w rozmowie z Onetem ks. Erwin Jaworski. Oprócz relikwii świętych i błogosławionych, w skrzyni znajdowały się również szaty i naczynia liturgiczne.

Ukryte skarby

- Siostry benedyktynki gromadziły relikwie świętych od czasu powstania klasztoru w Lubomierzu. Wiedzieliśmy jedynie, że znajdują się one w jednym z poklasztornych budynków - tłumaczy proboszcz z parafii św. Maternusa.
Do odkrycia doszło kilka miesięcy temu. Na początku odnaleziono 30 relikwii. Następnie rozpoczęła się akcja przeszukiwania pomieszczeń, które nie były do tej pory odwiedzane przez nikogo. - Razem z osobami ze Stowarzyszenia Klasztor Lubomierz przeszukaliśmy m.in. strych i zakamarki kościoła i plebanii - dodaje kapłan.

Bezcenne relikwie świętych

Grupa poszukiwaczy natrafiła w końcu na stary kufer, który znajdował się we wnęce w pomieszczeniu dawnego archiwum parafialnego na plebanii. Jak się okazało, w jego wnętrzu znajdował się bezcenny skarb - zbiór około 300 relikwii świętych błogosławionych i męczenników.
- Większa ich część pozostała w oryginalnych, starych relikwiarzach. Na odwrocie jednego z nich znajduje się wykaz umieszczonych w nim relikwii. Ze spisanej ręcznie listy można odczytać, że są tam relikwie św. Maternusa - patrona lubomierskiej parafii oraz relikwie Świętych Apostołów: Piotra, Filipa, Jakuba, Bartłomieja, Tadeusza, Mateusza, Macieja, a także Marii Magdaleny - mówi ks. Erwin Janowski.

Starodruki z 1738 roku

Innym, równie cennym odkrytym w Lubomierzu skarbem benedyktynek są starodruki. Wśród nich znajduje się prawdopodobnie wrocławski "Mszał Rzymski Missale Romanum" pochodzący z 1738 roku. Egzemplarz ten ma wysoką wartość historyczną także ze względu na umieszczone w nim ryciny polskiego rytownika i ilustratora wielu prac religijnych Bartłomieja Strachowskiego.
Teraz wszystkie odnalezione skarby można podziwiać w kaplicy kościoła w Lubomierzu. Jak podkreśla w rozmowie z Onetem ks. proboszcz Erwin Janowski, "prawdopodobnie jesteśmy jedyną w naszym kraju świątynią z tak duża ilością relikwii świętych".
(DK)
 http://wroclaw.onet.pl/lubomierz-bezcenne-relikwie-swietych-mozna-juz-podziwiac/wme8qn

środa, 9 listopada 2016

wtorek, 8 listopada 2016

Toplista Tradycji Katolickiej
Powered By Blogger