sobota, 6 stycznia 2018

piątek, 5 stycznia 2018

czwartek, 4 stycznia 2018

Biskupi z Kazachstanu: Komunia dla rozwodników obca wierze katolickiej

Biskupi z Kazachstanu: Komunia dla rozwodników obca wierze katolickiej

Biskupi z Kazachstanu: Komunia dla rozwodników obca wierze katolickiej

Biskupi Kazachstanu - rok po wystosowaniu apelu wzywającego do modlitwy, aby papież zachował katolickie nauczanie o małżeństwie - wydali nowe oświadczenie, w którym wyraźnie stwierdzili, że każda zmiana w sakramentalnej dyscyplinie, pozwalająca rozwodnikom żyjącym w nowych związkach przyjmować Komunię Świętą, jest „obca całej Tradycji wiary katolickiej i apostolskiej”.

Trzech hierarchów: Tomasz Peta, arcybiskup metropolii archidiecezji Najświętszej Maryi Panny w Astanie, Jan Paweł Lenga, arcybiskup emerytowany z Karagandy i Atanazy Schneider, biskup pomocniczy archidiecezji Najświętszej Maryi Panny w Astanie, 18 stycznia 2017 r. wezwali wiernych do modlitwy, aby papież Franciszek „potwierdził niezmienną praktykę Kościoła w odniesieniu do prawdy o nierozerwalności małżeństwa”.

Apel do papieża Franciszka był związany z opublikowaniem encykliki Amoris laetitia, która zdaniem hierarchów nie precyzuje czy osoby rozwiedzione, żyjące w nowych związkach mogą przyjmować Komunię Świętą.

Niektóre kościoły partykularne opublikowały lub zaleciły wytyczne duszpasterskie zezwalające rozwodnikom na przystępowanie – pod pewnymi warunkami - do Eucharystii. Biskupi kazachscy skrytykowali takie podejście.

W swoim nowym oświadczeniu, opublikowanym w Święto Świętej Rodziny (31 grudnia), kazachscy hierarchowie ostrzegają, że dopuszczenie zarówno osób „rozwiedzionych”, jak i żyjących w ponownych (cywilnych) związkach do Komunii Świętej, która jest najwyższym wyrazem jedności Chrystusa Oblubieńca z Jego Kościołem, oznacza w praktyce w pewien sposób aprobatę lub legitymizację rozwodu i w tym sensie jest rodzajem wprowadzenia rozwodu w życiu Kościoła.

Hierarchowie ostrzegli, że nowe normy, które będą wdrażane przez hierarchów w różnych częściach świata (zgodnie z poparciem papieża udzielonym wytycznym  biskupów Buenos Aires) przyczynią się do rozprzestrzenienia plagi rozwodów „nawet w życiu Kościoła, tymczasem Kościół, ze względu na swoją bezwarunkową wierność doktrynie Chrystusa, powinien stanowić przedmurze i niewątpliwy znak sprzeciwu wobec plagi rozwodów, które są coraz bardziej powszechne w społeczeństwie cywilnym”.

Biskupi wyjaśniają powagę zmiany kierunku Watykanu:

„Jednoznacznie i bez żadnego wyjątku nasz Pan i Odkupiciel Jezus Chrystus uroczyście potwierdził Bożą wolę dotyczącą absolutnego zakazu rozwodu. Zatwierdzenie lub legitymizacja naruszenia świętości więzi małżeńskiej, nawet pośrednio poprzez wspomnianą nową sakramentalną dyscyplinę, poważnie zaprzecza woli Bożej i Jego przykazaniom. Ta praktyka stanowi zatem istotną zmianę w dwutysiącletniej sakramentalnej dyscyplinie Kościoła. Co więcej, zasadniczo zmieniona dyscyplina ostatecznie doprowadzi do zmiany odpowiedniej doktryny” – czytamy w oświadczeniu.

Duchowni - powołując się na swój obowiązek biskupów, którzy ponoszą „poważną odpowiedzialność” i mają „zobowiązanie wobec wiernych oczekujących od nich publicznego i jednoznacznego wyznania prawdy, i niezmiennej dyscypliny Kościoła w odniesieniu do nierozerwalności małżeństwa” przypomnieli innym hierarchom na całym świecie, że „nie wolno im milczeć w obliczu próby zmieniania nauczania o nierozerwalności małżeństwa, „uzasadniania, zatwierdzania lub legitymizowania bezpośrednio lub pośrednio” rozwodu i stosunków seksualnych w tego typu związkach niebędących związkami sakramentalnymi poprzez sakramentalną dyscyplinę dopuszczania do Komunii Świętej tzw. „rozwiedzionych, żyjących w nowych związkach”.

„Nie godzi się usprawiedliwiać, zatwierdzać albo sankcjonować czy to wprost, czy też pośrednio rozwodów i stałych pozamałżeńskich relacji seksualnych poprzez dyscyplinę sakramentalną dopuszczania tak zwanych rozwiedzionych żyjących w nowych małżeństwach do Komunii Świętej. Mamy w tym przypadku do czynienia z dyscypliną obcą całej tradycji wiary katolickiej i apostolskiej” – czytamy w „Wyznaniu niezmiennych prawd dotyczących sakramentu małżeństwa”.

Duchowni wskazali, że Pan Jezus „bezwarunkowo”  - nie dopuszczając żadnego wyjątku - „uroczyście potwierdził wolę Bożą dotyczącą absolutnego zakazu rozwodu. Zatwierdzenie lub legitymizacja naruszenia świętości więzi małżeńskiej, nawet pośrednio poprzez wspomnianą nową sakramentalną dyscyplinę, poważnie zaprzecza woli Bożej i Jego przykazaniu”.

Źródło: onepeterfive.com
AS

Publikujemy całość dokumentu:

Wyznanie niezmiennych prawd o małżeństwie sakramentalnym

Po opublikowaniu Adhortacji Apostolskiej „Amoris laetitia“ (2016 r.) różni biskupi wprowadzili na szczeblu lokalnym, regionalnym oraz narodowym normy wykonawcze odnośnie do dyscypliny sakramentalnej tych wiernych, nazywanych „rozwodnikami, którzy zawarli nowy, cywilny związek małżeński“, którzy – mimo iż wciąż żyje ich współmałżonek, z którym związani są sakramentalnym węzłem małżeńskim – wstąpili w trwały związek more uxorio z osobą niebędącą ich prawowitym współmałżonkiem.

Wspomniane normy przewidują między innymi, że takie osoby – „rozwodnicy, którzy zawarli nowy, cywilny związek małżeński“ – mogą w pojedynczych przypadkach przystępować do sakramentu pokuty i przyjmować Komunię Świętą bez względu na to, że trwale i świadomie żyją more uxorio z osobą niebędącą ich prawowitym współmałżonkiem. Takie normy zostały potwierdzone przez różne władze hierarchiczne. Niektóre z tych norm zostały nawet potwierdzone przez najwyższą władzę Kościoła.

Szerzenie się tych potwierdzonych przez Kościół norm duszpasterskich spowodowało znaczny i nieustannie rosnący zamęt wśród wiernych oraz kleru. Jest to zamęt, który dotyka zasadniczych przejawów życia Kościoła, czyli sakramentalnego małżeństwa oraz rodziny, Kościoła domowego, jak również sakramentu Najświętszej Eucharystii.

Zgodnie z nauką Kościoła, jedynie sakramentalny związek małżeński tworzy Kościół domowy (por. Sobór Watykański II, Lumen gentium, 11). Dopuszczenie „rozwodników, którzy zawarli nowy, cywilny związek małżeński“ do Komunii Świętej, będącej najwyższym wyrazem jedności Chrystusa, Oblubieńca, z Jego Kościołem, oznacza w praktyce rodzaj potwierdzenia lub legitymizacji rozwodu i w tym sensie oznacza też rodzaj wprowadzenia rozwodu w życie Kościoła.

Wspomniane normy duszpasterskie okazują się być w istocie i z biegiem czasu środkiem rozpowszechniania „plagi rozwodów“, wyrażenia użytego przez Sobór Watykański II (por. Gaudium et spes, 47). Jest to szerzenie się „plagi rozwodów“ nawet w życiu Kościoła, gdy tymczasem Kościół, ze względu na swą bezwarunkową wierność nauce Chrystusa, powinien być bastionem i nieomylnym znakiem sprzeciwu przeciw pladze rozwodów, która z każdym dniem coraz bardziej się szerzy w społeczeństwie cywilnym.

Nasz Pan i Zbawiciel, Jezus Chrystus, w sposób niedwuznaczny i nie dopuszczający żadnego wyjątku uroczyście potwierdził wolę Boga w kwestii absolutnego zakazu rozwodu. Potwierdzenie lub legitymizacja naruszenia świętości węzła małżeńskiego, choćby w sposób pośredni, poprzez wyżej wspomnianą praktykę sakramentalną, w rażący sposób sprzeciwia się wyraźnej woli Boga i Jego przykazaniu. Taka praktyka oznacza w rezultacie znaczącą zmianę dwutysiącletniej sakramentalnej dyscypliny Kościoła. Ponadto, zmieniona w istotny sposób dyscyplina z czasem prowadzi do zmiany odnośnego nauczania.

Niezmienne magisterium Kościoła, począwszy od nauczania Apostołów i wszystkich papieży rzymskich, zachowywało i przekazywało krystalicznie jasną naukę Chrystusa odnośnie do nierozerwalności małżeństwa zarówno w nauczaniu (w teorii), jak i w dyscyplinie sakramentalnej (w praktyce), czyniąc to niedwuznacznie, bez cienia wątpliwości, zawsze w tym samym sensie i tym samym znaczeniu.

Z uwagi na swoją potwierdzoną przez Boga istotę, dyscyplina sakramentalna nigdy nie może zaprzeczać ani objawionemu słowu Bożemu, ani wierze Kościoła w absolutną nierozerwalność ważnego i skonsumowanego małżeństwa. „Celem sakramentów jest uświęcenie człowieka, budowanie mistycznego Ciała Chrystusa, a wreszcie oddawanie czci Bogu. Jako znaki, mają one także pouczać. Sakramenty wiarę nie tylko zakładają, lecz za pomocą słów i rzeczy dają jej wzrost, umacniają ją i wyrażają. Słusznie więc nazywają się sakramentami wiary” (Sobór Watykański II, Konstytucja Sacrosanctum Concilium, KL 59). „Nawet najwyższy autorytet w Kościele nie może dowolnie zmieniać liturgii; może to czynić jedynie w posłuszeństwie wiary i w religijnym szacunku dla misterium liturgii” (Katechizm Kościoła Katolickiego, 1125). Wiara katolicka ze swojej natury zakazuje formalnej sprzeczności między wyznawaną wiarą z jednej strony a praktyką życiową i sakramentalną z drugiej strony. W takim sensie można również rozumieć następującą wypowiedź magisterium: „Rozłam między wiarą wyznawaną a życiem codziennym, występujący u wielu, trzeba zaliczyć do ważniejszych błędów naszych czasów” (Sobór Watykański II, Konstytucja Gaudium et spes, 43) oraz: „praktyczna pedagogia Kościoła winna być zawsze połączona z jego nauką i nie może być nigdy od niej odłączona” (Jan Paweł II, adhortacja apostolska Familiaris consortio, 33).

Ze względu na nadrzędne znaczenie nauki o małżeństwie i Eucharystii oraz dyscypliny dotyczącej tych sakramentów, Kościół zobowiązany jest mówić jednym głosem. Normy duszpasterskie odnoszące się do nierozerwalności małżeństwa nie mogą zatem zaprzeczać sobie nawzajem między jedną diecezją a inną lub między jednym krajem a drugim. Kościół przestrzegał tej zasady od czasów Apostołów, jak zaświadcza święty Ireneusz: „Mimo że – jak powiedziano – Kościół rozproszony jest po całym świecie, zachowuje to przesłanie i tę wiarę w takiej formie, w jakiej je otrzymał, i tak starannie, jak gdyby miał tylko jedną duszę i jedno serce, głosząc i przekazując swą naukę tak jednogłośnie, jak gdyby posiadał tylko jedne usta“ (Adv. haer. I, 10, 2). Święty Tomasz z Akwinu przekazuje nam tę samą, niezmienną zasadę Kościoła: „Istnieje tylko jedna i ta sama wiara dawnych i współczesnych, w przeciwnym razie nie mielibyśmy jednego i tego samego Kościoła“ (Questiones Disputatae de Veritate, pyt. 14, odp. 12c).

Następujące ostrzeżenie papieża Jana Pawła II wciąż pozostaje aktualne i ważne: „zamęt wywołany w sumieniach wielu wiernych w wyniku rozbieżności poglądów czy nauczania teologii, w kaznodziejstwie, w katechezie, w kierownictwie duchowym — w odniesieniu do trudnych i delikatnych problemów moralności chrześcijańskiej, doprowadza do obniżenia czy niemal do zaniku prawdziwego poczucia grzechu” (Adhortacja Apostolska Reconciliatio et paenitenia, 18).

Sens poniższych wypowiedzi magisterium Kościoła ma zastosowanie również do nauki i dyscypliny sakramentalnej dotyczącej nierozerwalności zawartego i skonsumowanego małżeństwa:

— „Kościół Chrystusowy, ten czujny stróż powierzonych sobie dogmatów oraz ich obrońca, niczego z nich nigdy nie ujmuje, niczego nie dodaje. Owszem, z największą troskliwością rozpatruje rzeczy stare w sposób wierny i mądry: jeśli o czymś świadczy starożytność a zasiała to wiara Ojców, Kościół stara się to tak zgłębić i zbadać, żeby owe pierwotne dogmaty niebieskiej nauki uzyskały oczywistość, jasność i wyrazistość, zatrzymując swą zupełność, całość i charakter objawiony; mają takie prawdy wzrastać w swych granicach, to jest z zachowaniem tegoż samego dogmatu, tego samego znaczenia i tej samej treści". (Pius IX, bulla dogmatyczna Ineffabilis Deus)

—„Jeśli chodzi o istotę samej prawdy, Kościół ma wobec Boga i wobec ludzi święty obowiązek głoszenia i nauczania jej bez jakiegokolwiek osłabienia, tak jak objawił mu ją Chrystus. Nie istnieje żadna doczesna okoliczność, która pozwoliłaby pomniejszyć doniosłość tego obowiązku. Wiąże to w sumieniu każdego kapłana, któremu powierzona została troska o nauczanie, napominanie i prowadzenie wiernych“. (Pius XII, przemowa do proboszczów i kaznodziejów postnych, 23 marca 1949 r.)

—„Kościół nie historyzuje ani nie relatywizuje swojej istoty, dopasowując ją do przekształceń kultury świeckiej. Istota Kościoła jest zawsze ta sama i pozostaje on sobie wierny, tak jak chciał Chrystus i jak udoskonaliła go autentyczna Tradycja“. (Paweł VI, homilia z 28 października 1965 r.)

—„Wybitną formą miłości dla dusz jest nie pomniejszać w niczym zbawczej nauki Chrystusa”. (Paweł VI, Encyklika Humanae Vitae, 29)

—„Kościół nie przestaje nigdy wzywać i zachęcać wszystkich do rozwiązywania ewentualnych trudności małżeńskich, bez jakiegokolwiek fałszowania i uszczerbku dla prawdy”. (Jan Paweł II, adhortacja apostolska Familiaris consortio, 33)

—„Kościół nie jest bynajmniej autorem tej [moralnej] normy, ani jej sędzią. Kościół, posłuszny prawdzie, którą jest Chrystus i którego obraz odbija się w naturze i godności osoby ludzkiej, tłumaczy normę moralną i przedkłada ją wszystkim ludziom dobrej woli, nie ukrywając, że wymaga ona radykalizmu i doskonałości. (Jan Paweł II, adhortacja apostolska Familiaris consortio, 33)

—„Dla zasady prawdy i wierności Kościół nie zgadza się nazywać dobra złem, a zła dobrem. Opierając się na tych dwóch uzupełniających się zasadach, Kościół może tylko zachęcać swe dzieci, które znajdują się w tych bolesnych sytuacjach, by zbliżały się do miłosierdzia Bożego innymi drogami, a nie poprzez Sakramenty Pokuty i Eucharystii, dopóki nie spełnią wymaganych warunków”. (Adhortacja Apostolska Reconciliatio et paenitenia, 34)

—„Stanowczość, z jaką Kościół broni uniwersalnych i niezmiennych norm moralnych, nie ma bynajmniej na celu umniejszać człowieka, ale służyć jego prawdziwej wolności: skoro nie istnieje wolność poza prawdą lub przeciw niej”. (Jan Paweł II, Encyklika Veritatis splendor, 96)

—„Wobec norm moralnych, które zabraniają popełniania czynów wewnętrznie złych, nie ma dla nikogo żadnych przywilejów ani wyjątków. Nie ma żadnego znaczenia, czy ktoś jest władcą świata, czy ostatnim „nędzarzem” na tej ziemi: wobec wymogów moralnych wszyscy jesteśmy absolutnie równi”. (Jan Paweł II, Encyklika Veritatis splendor, 96)

—„Konieczność przypomnienia o niemożności dopuszczenia do Eucharystii [osób rozwiedzionych i żyjących w nowych związkach] jest wyrazem prawdziwej postawy pasterskiej, autentycznej troski o dobro tych wiernych i całego Kościoła, ponieważ wskazuje niezbędne warunki pełnego nawrócenia, do jakiego wszyscy są nieustannie wzywani przez Pana”. (Papieska Rada d.s. Interpretacji Tekstów Prawnych, Deklaracja o dopuszczeniu do Komunii Świętej osób rozwiedzionych i żyjących w nowych związkach, 24 czerwca 2000 r., nr 5)

Jako biskupi katoliccy, którzy – zgodnie z nauczaniem Soboru Watykańskiego II – powinni umacniać i chronić jedność wiary oraz wspólną dyscyplinę całego Kościoła, jak również popierać wszelką aktywność, aby wzrastała wiara i światło pełnej prawdy zajaśniało wszystkim ludziom (por. Konstytucja Lumen Gentium, 23), jesteśmy w sumieniu przynagleni do tego, aby – wobec błyskawicznie szerzącego się zamętu – wyznać niezmienną prawdę i równie niezmienną dyscyplinę sakramentalną odnośnie do nierozerwalności małżeństwa, zgodnie z dwutysiącletnim i niezmiennym magisterium Kościoła. W tym sensie potwierdzamy:

— Stosunki płciowe między osobami, które nie są ze sobą związane ważnym węzłem małżeńskim, co dotyczy tzw. „rozwodników, którzy zawarli nowy, cywilny związek małżeński“, zawsze sprzeciwiają się woli Boga i stanowią poważną obrazę Boga.

— Żadne okoliczności i żaden cel, łącznie z ewentualną nieprzypisywalnością lub pomniejszeniem winy, nie mogą uczynić takich stosunków płciowych pozytywną rzeczywistością moralną ani zadowolić Boga. To samo dotyczy wszystkich innych zakazów w ramach Dziesięciu Bożych Przykazań. Albowiem „[i]stnieją (…) akty, które jako takie, same w sobie, niezależnie od okoliczności, są zawsze wielką niegodziwością ze względu na przedmiot” (Jan Paweł II, Adhortacja Apostolska Reconciliatio et paenitenia, 17).

— Kościół nie posiada nieomylnego charyzmatu, by móc sądzić o wewnętrznym stanie łaski danego wiernego (por. Sobór Trydencki, sesja 24, rozdz. 1). Niedopuszczenie do Komunii Świętej tzw. „rozwodników, którzy zawarli nowy, cywilny związek małżeński“ nie oznacza wyroku na temat faktu, czy znajdują się oni w stanie łaski przed Bogiem, tylko wyrok na temat widocznego, publicznego i obiektywnego charakteru ich sytuacji. Z uwagi na widzialną naturę sakramentów i Kościoła, przyjmowanie sakramentów z konieczności zależy od odpowiedniej, widocznej i obiektywnej sytuacji wiernych.

— Jest rzeczą moralnie niedopuszczalną podtrzymywać stosunki płciowe z osobą niebędącą własnym współmałżonkiem, aby rzekomo uniknąć innego grzechu. Słowo Boże uczy nas mianowicie, że nie wolno „czynić zła, aby stąd wynikło dobro” (Rz 3, 8).

— Dopuszczenie takich osób do Komunii Świętej może być dozwolone tylko wtedy, gdy z pomocą łaski Bożej i dzięki cierpliwemu, indywidualnemu towarzyszeniu duszpasterskiemu uczynią one szczere postanowienie zakończenia tych praktyk i unikania w przyszłości zgorszenia. W tym zawsze wyrażały się w Kościele prawdziwe duchowe rozeznanie oraz autentyczne towarzyszenie duszpasterskie.

— Osoby, które trwale praktykują pozamałżeńskie stosunki płciowe, bezczeszczą na skutek takiego trybu życia swój nierozerwalny, oblubieńczy węzeł małżeński z własnym współmałżonkiem. Dlatego nie są one w stanie brać udział w „Duchu i prawdzie“ (por. J 4, 23) w eucharystycznej uczcie weselnej Chrystusa, biorąc pod uwagę również słowa rytu Komunii Świętej: „Błogosławieni, którzy zostali wezwani na ucztę Baranka!” (Ap 19, 9).

— Wypełnianie woli Bożej, która została objawiona w Jego Dziesięciu Przykazaniach oraz w Jego wyraźnym i absolutnym zakazie rozwodów, jest duchowym dobrem ludzi tu na ziemi i doprowadzi do prawdziwej radości miłości w życiu wiecznym.

Ponieważ biskupi w swym pasterskim urzędzie są „strażnikami wiary katolickiej i apostolskiej“ (por. Mszał Rzymski, Kanon Rzymski), jesteśmy świadomi tej ogromnej odpowiedzialności oraz naszego obowiązku względem wiernych, którzy oczekują od nas publicznego i niedwuznacznego wyznania niezmiennej prawdy i dyscypliny Kościoła odnośnie do nierozerwalności małżeństwa. Z tego powodu nie wolno nam milczeć.

Potwierdzamy zatem w duchu świętego Jana Chrzciciela, świętego Jana Fishera, świętego Tomasza Morusa, błogosławionej Laury Vicuña oraz licznych znanych i nieznanych wyznawców oraz męczenników nierozerwalności małżeństwa:

Nie wolno (non licet) ani bezpośrednio, ani pośrednio usprawiedliwiać, aprobować ani legitymizować trwałych, pozamałżeńskich stosunków seksualnych za pomocą sakramentalnej dyscypliny dopuszczania do Komunii Świętej tak zwanych „rozwodników, którzy zawarli nowy, cywilny związek małżeński“, gdyż taka dyscyplina jest obca całej Tradycji wiary katolickiej i apostolskiej.

Składając to publiczne wyznanie przed naszym sumieniem i przed Bogiem, który będzie nas sądzić, jesteśmy szczerze przekonani o tym, że spełniamy tym samym uczynek miłości w prawdzie wobec Kościoła naszych czasów i wobec papieża, następcy świętego Piotra oraz Chrystusowego Wikariusza na ziemi.


31 grudnia 2017 r., Święto Świętej Rodziny, w stulecie Objawień Matki Bożej Fatimskiej

+ Tomasz Peta, Arcybiskup Metropolita Archidiecezji Najświętszej Maryi Panny w Astanie
+ Jan Paweł Lenga, Emerytowany Arcybiskup-Biskup diecezji Karagandyjskiej
+ Athanasius Schneider, Biskup pomocniczy Archidiecezji Najświętszej Maryi Panny w Astanie


 Tłumaczenie Izabella Parowicz

 https://www.pch24.pl/biskupi-z-kazachstanu--komunia-dla-rozwodnikow-obca-wierze-katolickiej,57240,i.html

środa, 3 stycznia 2018

wtorek, 2 stycznia 2018

poniedziałek, 1 stycznia 2018

sobota, 30 grudnia 2017

piątek, 29 grudnia 2017

czwartek, 28 grudnia 2017

Kard. John Henry Newman: Homilia na Boże Narodzenie

Kard. John Henry Newman: Homilia na Boże Narodzenie


 
| 24 grudnia 2017 | 0 Komentarzy
Dzisiejsza wspaniała uroczystość uczy nas przede wszystkim dwóch rzeczy – pokory i radości. W dniu dzisiejszym ponad wszelką wątpliwość ukazana nam została niebiańska wspaniałość i zrozumienie, jakie w oczach Boga znalazła kondycja tak wielu ludzi – prostota ich życia osobistego oraz jego pogoda. Jeśli odwołamy się do pism historyków, filozofów i poetów światowej sławy, być może będziemy sądzić, że ludzie wielcy to ludzie szczęśliwi; zatopimy nasze serca i umysły w rozważaniach o niezwykłych czynach, przedziwnych przygodach, wielkiej odwadze do ich przeżywania; srogich bojach i wzniosłych czynach. Być może nawiedzi nas myśl, że to dążenie do szczęścia, a nie jego przeżywanie jest najwznioślejszą funkcją życia.
 
Ale gdy pomyślimy o dzisiejszej uroczystości i podumamy nad tym, co niesie ze sobą owo wielkie święto, otwiera się przed nami nowa, zupełnie inna perspektywa. Po pierwsze, zostajemy pouczeni o tym, że  pomimo, iż nasze życie doczesne pełne jest trudu i wysiłków, nie musimy, w ścisłym tego słowa znaczeniu, szukać i troskać się o najwyższe dobro. Już bowiem zostało odnalezione; jest tu przy nas, bo Bóg – Syn zniżył się i z łona Ojca zstąpił na ziemię. Zamieszkało między nami! Człowiek, strudzony niespokojną myślą nie musi już gonić za tym, co uważa za największy skarb; nie trzeba już, aby błąkał się pośród niebezpieczeństw w poszukiwaniu nieznanej błogości, której pożąda jego serce, jak to było za czasów pogańskich. Ludziom wszystkich czasów ogłasza Pismo: "Dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Chrystus Pan".
 
Nie trzeba nam też podążać za rzeczami próżnymi, które świat nazywa wielkimi i szlachetnymi. Chrystus miał w pogardzie to, co ceni świat; wziął zaś na barki ciężar, którym świat pogardzał. Syn Boga wybrał dla siebie los najskromniejszy i najprostszy.
A więc w Święto Narodzenie są nam dane te dwie nauki – zamiast niepokoju w sercu I przygnębienia na twarzy, zamiast męczącej pogoni za sprawami tego świata – bądźmy radośni i weselmy się; a bądźmy tacy pośród szarych i zwyczajnych kolei życia, które świat pomija I wyszydza.
Rozważmy to bliżej, przypatrując się szerszemu kontekstowi przywołanego powyżej cytatu biblijnego.
 
Po pierwsze więc, co poprzedza ów passus? Wcześniej jest mowa o pasterzach sprawujących w nocy pieczę nad trzodami, i o Aniołach, którzy ich nawiedzają. Czemu Goście z nieba przychodzą do pasterzy? Co w pasterzach przyciągnęło uwagę Aniołów, jak i Pana nad Aniołami? Czy pasterze byli uczeni, szlachetni bądź potężni? Znani z talentów czy pobożności? Nic na to nie wskazuje. Dali wiarę; tyle możemy powiedzieć, przynajmniej niektórzy z nich uwierzyli – bo kto ma, temu będzie dodane; a jednak nie możemy sądzić, że byli świętsi czy mądrzejsi niż inni dobrzy ludzi ich czasów, oczekujący wyswobodzenia Izraela. Nie ma żadnego powodu, by przypuszczać, że przewyższali zwykły lud swojego stanu, prosty i bogobojny, jednak bez wybitnej pobożności, bez określonych nawyków formacji religijnej. Czemu więc zostali wybrani? Dla swojego ubóstwa i prostoty. Bóg Wszechmogący ze szczególną miłością, czy też (o ile można tak rzec) afektem, spogląda na to, co najniższe. Być może człowiek, istota upadła, niesamodzielna i nędzna, jest bardziej w zgodzie ze swą natura, kiedy żyje w biedzie, niż – choć to konieczne w niektórych przypadkach – wśród bogactwa I potęgi, które są nienaturalnym dodatkiem do człowieczeństwa? Podobnie jak istnieją interesa i układy nie do końca transparentne, choć może i konieczne; my zaś, chociaż korzystamy z nich i poważamy ludzi, którzy się w nie angażują, cieszymy się jednocześnie, że nie są to interesa nasze. Odczuwamy wdzięczność i szacunek dla żołnierza; cieszymy się jednak, że nie jesteśmy żołnierzami; podobnie w oczach Boga wielkość jest mniejsza niż prostota. Wielkość bowiem nas pomniejsza.
 
Pasterze zatem byli wybrani przez wzgląd na swoją nędzę, by jako pierwsi usłyszeć wiadomość o narodzinach Pana; sekret, o którym nie słyszał żadne z książąt tego świata.
Jakiś kontrast znajdujemy pomiędzy pasterzami a niebiańskimi posłańcami wielkiej nowiny! Aniołowie, istoty o wielkiej potędze, pochylali się nad pasterzami. Oto spotkały się najpotężniejsze i najmarniejsze z myślących stworzeń boskich. Ludzie ubodzy, otoczeni nędzą, żyjący pośród zimna i ciemności nocy, pilnujący swoich trzód, na które czyhały dzikie bestie i zbójnicy; i oto – pośród swoich przyziemnych trosk, przeliczania owiec, nawoływania psów, nasłuchiwania odgłosów pastwiska, myśli o pogodzie i nadchodzącym dniu – nagle spotykają się z Gośćmi zgoła niezwykłymi. Wiemy wszyscy, jak bardzo ograniczony jest zakres myśli człowieka prostego; jak zwykłe są przedmioty jego myśli – jeden, góra dwa; wciąż i wciąż, bez różnorodności; w życiu, które upływa na odczuwaniu ciepła, zimna i wilgoci; głodu i nagości, nędzy i ubóstwa. Przestaje się wtedy dbać naprawdę o cokolwiek, żyje niejako mechanicznie, bez serca, a tym bardziej bez wielkich refleksji.
 
Do tych mężczyzn zbliżył się Anioł, by otworzyć ich umysły, oderwać od przyziemności i poddania właśnie ze względu na ich poniżenie. Zbliżył się, by pokazać, że Bóg wybiera to, co pogardzane w oczach świat, by dać mu dziedzictwo w swoim Królestwie, i obdarzyć chwałą. "Nie bójcie się", powiedział, "Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Chrystus Pan."
 
Teraz zaś przypatrzmy się drugiemu pouczeniu, jakie płynie dziś ze Świat Narodzenia Pańskiego. Anioł wyniósł skromnych maluczkich przez samo zbliżenie się do pasterzy; potem zaś kazał im radować się przekazaną przez niego nowiną. Wyjawił dobrą wieść tak bardzo przewyższającą rzeczywistość tego świata,  by zrównać to, co wysokie z tym, co niskie; to, co bogate –  z ubogim. Rzekł: "Nie bójcie się". Ten zwrot często można odnaleźć w Piśmie Świętym, gdy mamy do czynienia z człowiekiem potrzebującym wsparcia, zwłaszcza w sytuacji obecności Bożej. Anioł rzekł "Nie bójcie się",  gdy spostrzegł zmieszanie, jakie powstało wśród pasterzy w wyniku jego obecności. Nie trzeba było przecież aż takiego cudu, by ich przerazić. Dlatego właśnie zaapelował: "Nie bójcie się". Naturalna koleją rzeczy przeraża nas komunikacja spoza tego świata, gdyż, mając nieczyste sumienia, przewidujemy, że posłaniec z nieba oznacza dla nas przykre konsekwencje. Poza tym, tak mało wiemy o świecie poza doczesnym, że zjawienie się Anioła bądź ducha spotyka się z naszym zaskoczeniem i niewiarą, jako że nie używaliśmy tych sfer umysłu, które otwierałyby nas na takie zdarzenia. Z tego czy też innego powodu, pasterze byli przerażeni do bólu, gdy otoczyła ich chwała Pana. Anioł powiedział zaś: "Nie bójcie się". Odrobina religii sprawia, że odczuwamy strach; gdy w sumieniu zapala się wątłe światełko, wtedy tym wyraźniej widoczna jest ciemność; da się dojrzeć strach i ból; podobnie chwała Pańska niepokoi, gdy rozbłyska wokół. Jego świętość, waga i ciężar Jego przykazań, wspaniałość Jego potęgi i  niewzruszoność Jego słowa mogą budzić poruszenie w grzesznikach; jakże często ludzie sądzą, że to religia ich przeraża, podczas, gdy to zupełnie nie jest kwestia religii. To surowość osądu ich sumień, a nie religia, powoduje strach. Religia zaś sama, daleka od niesienia bólu i strachu, mówi słowami Anioła: "Nie bójcie się"; bo tak wielkie jest Jego miłosierdzie; Bóg, rozlewając swoją chwałę, nasycił ją pocieszeniem, gdyż światło tej chwały przychodzi na ziemię w Jego Synu, Jezusie Chrystusie.  Stąd też niebieskie posłaniec stłumił nieco ostrość oślepiającego światła Ewangelii w tę pierwszą w historii noc Bożego Narodzenia. Chwała Boga zrazu zaniepokoiła pasterzy, Anioł przybliżył im ją więc w pełnych otuchy słowach, by mogli w pełni zakosztować radosnego nastroju. Wtedy dopiero się rozradowali.
 
"Nie bójcie się", powiedział Anioł, Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Chrystus Pan." A gdy skończył ogłaszać wieść, "nagle przyłączyło się do anioła mnóstwo zastępów niebieskich, które wielbiły Boga słowami: >>Chwała Bogu na wysokościach,. A na ziemi pokój ludziom Jego upodobania<<". Takimi właśnie słowami duchy niebieskie poddane Bogu i Jego świętym przemawiały do pasterzy w tę błogosławioną noc, wyrywając ich z uścisku zimna i głodu i zapraszając do wielkiej radości; ukazując im, że są umiłowanymi dziećmi Boga i najwspanialszymi ludźmi na ziemi – a było tak, skoro to właśnie im jako pierwszym ogłoszono, co stało się tej nocy. Syn Boży przyszedł na świat. Takie wiadomości wyjawia się przyjaciołom i zaufanym, ukochanym, o których wiemy, że nas nie zawiodą; na pewno nie –  obcym. Jak Bóg Wszechmogący mógłby bardziej jeszcze okazać swoją łaskawość, i swoje upodobanie w tym, co niskie i niekochane, niż pędząc (jeśli można tak powiedzieć), wy wyjawić wspaniały, radosny sekret pasterzom pilnującym swoich trzód?
 
Tak więc Anioł poucza nas o tym, ze istnieje związek pomiędzy uniżeniem a radością; nieskończenie wspanialsza nauka kryła się za wydarzeniem, ku któremu skierował on pasterzy – za narodzinami Jezusa Chrystusa.  Anioł ukrył ją w słowach: " Znajdziecie Niemowlę, owinięte w pieluszki i leżące w żłobie". Niewątpliwie, gdy usłyszeli o przyjściu na świat Chrystusa Pana, pomyśleli o tym, że należałoby Go szukać w pałacach. Przekraczało ich wyobraźnię to, że mógł On stać się jednym z nich; że oni mieliby możliwość zbliżenia się do Niego. Stąd też Anioł dał im dokładne wskazówki nie tylko jako "znak", lecz udzielając tym samym pewnej nauki.
 
"(…) pasterze mówili nawzajem do siebie: "Pójdźmy do Betlejem i zobaczmy, co się tam zdarzyło i o czym nam Pan oznajmił". Udajmy się wraz z nimi, by rozmyślać nad drugim, wspanialszym cudem, który objawił im Anioł – nad Bożym Narodzeniem. Święty Łukasz pisze, że Maryja "porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie". Pan nieba i ziemi, Słowo Boga, który od początku przebywał w chwale Ojca, narodził się na grzesznym świecie jako niemowlę. W tym momencie, płacząc w ramionach Matki, wydawał się bezbronny i bez siły, owinięty w ubogie odzienie i złożony do żłobu.  Syn Boga Najwyższego, Stworzyciel Świata, przyjął ludzkie ciało, pozostając jednak Tym, Czym był uprzednio. Lecz stał się ciałem w sposób tak pełny, jakby nieomal zrezygnował z bóstwa i został cielesnym śmiertelnikiem. Zgodził się być synem Maryi; zgodził się powierzyć Siebie rękom śmiertelnika; zgodził się zostać dzieckiem, na które nieustannie patrzy Jego matka, i przebywać w jej łonie. Córka ludzka została Matką Boga – dla niej był to niewysłowiony dar łaski, lecz jak wielkie uniżenie dla Boga! Jak wielkie odstąpienie od Swojej chwały – stać się człowiekiem! I nie tylko bezbronnym niemowlęciem, co samo w sobie byłoby wielkim umniejszeniem, ale przecież również dziedzicem wszelkich niedoskonałości ludzkiej natury, które można nabyć, pozostając bezgrzesznym. Co musiał myśleć – jeśli możemy się w ogóle nad tym zastanawiać; jeśli to dobre słowo dla Nieskończonego; co myślał, gdy ludzkie uczucia, smutki i pragnienia stały się Jego własnymi? Jakaż wielka tajemnica tkwi w tym zstąpieniu Boga od pierwszego, do najmniejszego z małych; od Boga do człowieka! Tajemnica, ale i łaska oraz miłosierdzie, a jak wielka łaska, tak wielkie też jej owoce.
 
Pochylmy się przeto nad tajemnicą i powiedzmy sami, czy może być coś większe od daru tak wielkiego; jakaś większa tajemnica czy łaska pełniejsza od tej, które objawiają się we wcieleniu i śmierci Wiecznego Syna. Gdyby nam powiedziano, że w konsekwencji staniemy się jak serafini, którzy wzniosą się tak wysoko, jak nisko musiał zstąpić On – czy to jeszcze zdziwiłoby nas po tym, co Anioł powiedział pasterzom? A w rzeczywistości właśnie to się dzieje, o ile można tak – śmiało i z pewną przesadą – powiedzieć. Pozostajemy ludźmi, a jednak nie tylko ludźmi, bo obdarzono nas pewną miarą tej doskonałości, której pełnię posiada Chrystus, uczestnicząc – każdy we właściwym dla siebie stopniu – w jego pełnej Boskiej Naturze, że właściwie jedynym powodem, dla którego Święci boży nie są samym
 
Bogiem, jest to, że to niemożliwe – jako, że On jest Stworzycielem, a my Jego stworzeniami, i nie można by było tego uczynić bez naruszenia Jego nieprzekazywalnego Majestatu. Bóg, w całej swej chwale, ma również zdolność obdarzania chwałą i może to uczynić, na jaki sposób chce – z wyjątkiem uczynienia nas bogami – gdyż jesteśmy nieskończenie niżsi w stosunku do naszego uwielbionego Stwórcy – a jednak, możemy wznieść się wyżej od jakichkolwiek innych stworzeń; od aniołów i archaniołów, cherubinów i serafinów. Nie własną mocą, ale przez Chrystusa, pierwszego spośród nas, Boga i człowieka, wywyższonego ponad wszelkie stworzenie; a poprzez Jego łaskę możemy stać się tak samo wywyższeni, dzieląc z Nim chwałę tu, oraz, jeśli okażemy się wierni – jej pełnię w wieczności.
 
Jeśli tak istotnie jest, to wówczas owa lekcja radości, którą daje nam Wcielenie, jest tak samo wspaniała, jak lekcja pokory. Tę zaś daje nam święty Paweł w Liście do Filipian: "To dążenie niech was ożywia; ono też było w Chrystusie Jezusie. On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi". Lekcję radości odbieramy zaś u świętego Piotra: "Wy, choć nie widzieliście, miłujecie Go; wy w Niego teraz, choć nie widzicie, przecież wierzycie, a ucieszycie się radością niewymowną i pełną chwały wtedy, gdy osiągniecie cel waszej wiary – zbawienie dusz."
 
Zanieście, bracia, te myśli ze sobą do domów w ten świąteczny dzień; niech towarzyszą wam w spotkaniach z rodziną i przyjaciółmi. Oto dzień radości: rzeczą słuszną jest radować się – złą zaś smucić. Na ten jeden dzień odrzućmy na bok ciężar naszych zbrukanych sumień  i radujmy się nieskończoną doskonałością Chrystusa, bez myślenia o sobie, o naszym pożałowania godnym brudzie; kontemplujmy więc Jego chwałę, prawość, Jego czystość, Jego majestat, Jego niezmierzoną miłość. Radujmy się w Bogu, i niech Jego obraz będzie dla nas widoczny we wszystkich Jego stworzeniach. Radujmy się w Jego ziemskim Ciele, i myśląc o Nim, korzystajmy z rzeczy, które dają nam radość tu na ziemi; radujmy się naszymi przyjaciółmi z Jego powodu, kochając ich ze względu na to, że i On ich ukochał.
 
"Ponieważ nie przeznaczył nas Bóg, abyśmy zasłużyli na gniew, ale na osiągnięcie zbawienia przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który za nas umarł, abyśmy czy żywi, czy umarli, razem z Nim żyli". Szukajmy więc daru radosnego serca, spokoju ducha, słodyczy, łagodności i jasności umysłu, abyśmy kroczyli w Jego świetle, prowadzeni Jego łaską. Wypraszajmy u Pana ducha wszechogarniającej, wiecznie żywej miłości, która przezwycięża i czyni niebyłymi troski życia dzięki własnemu bogactwu i sile, a przede wszystkim jednoczy nas z Nim, który jest źródłem i sercem wszelkiego miłosierdzia, dobroci i radości.
 
Kard. John Henry Newman
 
Tłum. Agnieszka Sztajer

 http://myslkonserwatywna.pl/john-henry-newman-homilia-na-boze-narodzenie/
Toplista Tradycji Katolickiej
Powered By Blogger