środa, 8 września 2021

Levithögmässa i Blåkyrkan (Solemn High Mass in Vadstena Abbey)

 24 lipca 2021 r. w "Niebieskim Kościele" w Vadstena w Szwecji odprawiona została uroczysta Msza św.





wtorek, 7 września 2021

Katolsk pilgrimsvandring till Vadstena! - katolicka pielgrzymka w Szwecji.

 W święto św. Brygidy, 23 lipca 2021, 50 młodych katolików z całej Szwecji przeszło około 40 kilometrów, aby nawrócić Szwecję. Dzień rozpoczął się od cichej mszy w ruinach klasztoru Alvastra, gdzie sama św. Brygida udała się na mszę! W ciągu następnych 10 godzin młodzi mężczyźni i kobiety szli w milczeniu, modląc się, śpiewając itp. Wieczorem w końcu dotarliśmy do Blåkyrkan, kościoła, który w objawieniu miał zbudować święta Brygida.




niedziela, 5 września 2021

List przełożonych generalnych wspólnot i instytutów tradycyjnych





Publikujemy list przełożonych generalnych wspólnot i instytutów tradycyjnych. Prosimy o modlitwę za wszystkich kapłanów odprawiających Mszę wszechczasów.

„MIŁOSIERDZIE PANA - NAD CAŁĄ LUDZKOŚCIĄ” (SYR 18, 13)
Instytuty sygnatariusze pragną przede wszystkim ponownie wyrazić swoją miłość do Kościoła i wierność Ojcu Świętemu. Ta synowska miłość jest dziś zabarwiona wielkim cierpieniem. Czujemy się podejrzani, odsunięci na bok, wygnani. Nie rozpoznajemy się jednak w opisie zawartym w Liście towarzyszącym motu proprio Traditionis custodes z 16 lipca 2021 roku.
„Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu...” (1 J 1, 😎
Wcale nie uważamy się za „:prawdziwy Kościół”. Przeciwnie, w Kościele katolickim widzimy naszą Matkę, w której znajdujemy zbawienie i wiarę. Podlegamy lojalnie władzy Papieża i Biskupów diecezjalnych, o czym świadczą dobre stosunki w diecezjach (oraz funkcje członka rady kapłańskiej, archiwisty, kanclerza lub oficjała, które zostały powierzone naszym członkom) oraz wyniki wizyt kanonicznych i apostolskich z ostatnich lat. Potwierdzamy nasze przywiązanie do Magisterium (także Soboru Watykańskiego II i tego, co po nim następuje), zgodnie z katolicką doktryną o koniecznej uległości (por. zwłaszcza Lumen Gentium, nr 25, oraz Katechizm Kościoła Katolickiego, nr 891 i 892), czego dowodem są liczne studia i doktoraty napisane przez kilku z nas w ciągu ostatnich 33 lat.
Czy popełniono błędy? Jesteśmy gotowi, jak każdy chrześcijanin, prosić o przebaczenie, jeżeli u jednego lub drugiego z naszych członków pojawił się niewłaściwy język lub lekceważenie autorytetów. Jesteśmy gotowi do nawrócenia, jeśli duch podziału lub pycha zanieczyściła nasze serca.
„Wypełnij swe śluby złożone Najwyższemu” (Ps 50 (49), 14)
Błagamy o ludzki, osobisty dialog, pełen zaufania, daleki od ideologii czy chłodu dekretów administracyjnych. Chcielibyśmy móc spotkać osobę, która będzie dla nas obliczem Macierzyństwa Kościoła. Chcielibyśmy móc opowiedzieć jej o cierpieniu, dramatach, smutku tak wielu wiernych świeckich z całego świata, ale także kapłanów, zakonników i zakonnic, którzy oddali swoje życie w oparciu o słowa papieży Jana Pawła II i Benedykta XVI.
Obiecano im, że „zostaną podjęte wszelkie środki, aby zagwarantować tożsamość ich Instytutów w pełnej komunii Kościoła katolickiego[1]”. Pierwsze Instytuty z wdzięcznością przyjęły kanoniczne uznanie Stolicy Apostolskiej w pełnym przywiązaniu do tradycyjnej pedagogii wiary, zwłaszcza w dziedzinie liturgii. (na podstawie protokołu porozumienia z dnia 5 maja 1988 r. między kardynałem Ratzingerem a arcybiskupem Lefebvre). To uroczyste zobowiązanie zostało wyrażone w motu proprio Ecclesia Dei z 2 lipca 1988 roku, a następnie w różny sposób w odniesieniu do poszczególnych Instytutów, w ich dekretach erekcyjnych i w ostatecznie zatwierdzonych konstytucjach. Zakonnicy, zakonnice i kapłani zaangażowani w naszych Instytutach złożyli śluby lub podjęli zobowiązania zgodnie w tym konkretnym duchu.
W ten sposób, ufając słowu Najwyższego Pasterza, oddali swoje życie Chrystusowi, aby służyć Kościołowi. Ci kapłani i zakonnicy służyli Kościołowi z poświęceniem i wyrzeczeniem. Czy możemy ich dzisiaj pozbawić tego, do czego się zobowiązali? Czy możemy pozbawić ich tego, co Kościół obiecał im przez usta papieży?
„Miej cierpliwość nade mną!” (Mt 18, 29)
Papież Franciszek zachęca „duszpasterzy, aby słuchali z miłością i spokojem, ze szczerym pragnieniem, aby dojść do sedna dramatu osób i zrozumieć ich punkt widzenia, aby im pomóc żyć lepiej i rozpoznać swoje miejsce w Kościele.” (Amoris lætitia, 312). Chętnie powierzamy ojcowskiemu sercu dramaty, które przeżywamy. Potrzebujemy słuchania i troski, a nie potępienia bez dialogu. Surowe osądzanie stwarza poczucie niesprawiedliwości i rodzi urazę. Cierpliwość zmiękcza serca. Potrzebujemy czasu.
Słyszymy dzisiaj o dyscyplinarnych wizytacjach apostolskich dla naszych Instytutów. Prosimy o braterskie spotkania, podczas których będziemy mogli wyjaśnić, kim jesteśmy i jakie są powody naszego przywiązania do pewnych form liturgicznych. Nade wszystko pragniemy prawdziwie ludzkiego i miłosiernego dialogu: „Miej cierpliwość nade mną!”
„Circumdata varietate” (Ps 45 (44), 10)
13 sierpnia tego roku, Ojciec Święty potwierdził, że w sprawach liturgicznych „jedność nie jest jednolitością, lecz wielopostaciową harmonią stworzoną przez Ducha Świętego [2]”. Pragniemy wnieść nasz skromny wkład w tę harmonijną i różnorodną jedność, świadomi, że - jak naucza Sacrosanctum Concilium – „liturgia jest szczytem, do którego zmierza działanie Kościoła, a zarazem źródłem, z którego wypływa cała jego cnota” (SC, nr 10).
Z ufnością zwracamy się najpierw do biskupów Francji, aby można było rozpocząć prawdziwy dialog i wyznaczyć mediatora, który będzie dla nas ludzką twarzą tego dialogu. „Trzeba unikać osądów, które nie uwzględniają złożoności różnych sytuacji […] Trzeba pomóc każdemu w znalezieniu jego sposobu uczestnictwa we wspólnocie kościelnej, aby czuł się przedmiotem „niezasłużonego, bezwarunkowego i bezinteresownego” miłosierdzia.” (Amoris lætitia, nr 296-297).
Sporządzono w Courtalain (Francja), 31 sierpnia 2021 A.D. w święto św. Rajmunda Nonnata
ks. Andrzej Komorowski, Przełożony Generalny Bractwa Kapłańskiego św. Piotra
ks. Gilles Wach, Przeor Generalny Instytutu Chrystusa Króla Najwyższego Kapłana
ks. Luis Gabriel Barrero Zabaleta, Przełożony Generalny Instytutu Dobrego Pasterza
o. Louis-Marie de Blignières, Przełożony Generalny Bractwa św. Wincentego Ferreriusza
ks. Gerald Goesche, Przeor Generalny Instytutu św. Filipa Neri
o. Antonius Maria Mamsery, Przełożony Generalny Misjonarzy Świętego Krzyża
o. Louis-Marie de Geyer d’Orth, opat Opactwa św. Magdaleny w Le Barroux
o. Emmanuel-Marie Le Fébure du Bus, opat Kanoników z Lagrasse
o. Marc Guillot, opat Opactwa św. Marii w La Garde
m. Placide Devillers, opatka Opactwa Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny w Le Barroux
m. Faustine Bouchard, Przeorysza Kanoniczek z Azille
m. Madeleine-Marie, Przełożona Wielbicielek Królewskiego Serca Jezusa Najwyższego Kapłana
[1] Notatka informacyjna z 16 czerwca 1988 r., w Documentation Catholique, nr 1966, s. 739.
[2] Videomensaje del Santo Padre Francisco a los participantes en el congreso virtual continental de la vida religiosa, convocado por la CLAR, 13-15 sierpnia 2021.
Tłumaczenie na polski ks. Mateusz Markiewicz IBP

za fb: https://www.facebook.com/BractwoPrzedmurza/

wtorek, 31 sierpnia 2021

Kard. Raymond Burke opublikował list do wiernych zatroskanych o jego stan zdrowia [PEŁNA TREŚĆ LISTU W JĘZYKU POLSKIM]



(Kard. Raymond Burke, fot. Wikimedia Commons)

Stan zdrowia kard. Raymonda Burke jest o wiele lepszy, po tym jak ciężko przeszedł chorobę Covid-19. Hierarcha wciąż przebywa w szpitalu, ale minęło już bezpośrednie zagrożenie dla jego życia, gdy był podłączony pod respirator. Purpurat wystosował specjalny list do wszystkich wiernych, którzy byli zatroskani o jego życie i stan zdrowia.

Kilkanaście dni temu kard. Raymond Burke zakaził się koronawirusem, a po kilku dniach trafił do jednego ze szpitali w stanie Wisconsin w USA. Niestety stan zdrowia hierarchy bardzo szybko uległ pogorszeniu do tego stopnia, że konieczne było podłączenie go do respiratora. Z doniesień medialnych wynikało, że niezwykle istotne było 48 godzin, które miało zadecydować o tym czy kard. Burke przeżyje. Dziś czuje się już lepiej, choć wciąż przebywa w szpitalu. W liście do wiernych podziękował za liczne wyrazy wsparcia i troski, wszystkie modlitwy, Msze święte i wszelkie ofiary składane w intencji jego uzdrowienia. Zapewnił też, że przez cały okres pobytu w szpitalu miał bardzo dobrą opiekę.

„W najświętszym Sercu Jezusa i przez Niepokalane Serce Maryi wyrażam głęboką wdzięczność Bogu, który doprowadził mnie do tego momentu uzdrowienia i powrotu do zdrowia. Jak wcześniej zakomunikowało kierownictwo i personel Sanktuarium Matki Bożej z Guadelupe, nie jestem już intubowany respiratorem medycznym. Zostałem przeniesiony z oddziału intensywnej terapii do szpitalnej sali, gdzie lekarze, pielęgniarki i liczny personel zapewniają znakomitą i solidną opiekę medyczną” – napisał kard. Raymond Burke.

Hierarcha podziękował wszystkim lekarzom i medykom, którzy dbają o jego zdrowie, ale również wszystkim kapłanom, którzy służyli mu sakramentami. Kard. Burke w szczególny sposób chciał podziękować również wszystkim wiernym, którzy ofiarowali w jego intencji niezliczone różańce i modlitwy. „Zapaliłem święcę i prosiłem o ofiarowanie Mszy świętej w Waszej intencji. Serdecznie dziękuję i proszę Pana i Jego Matkę, aby Wam wszystkim błogosławili. Dziękuję także moim braciom biskupom i księżom, którzy odprawili Mszę święto w mojej intencji i modlili się za mnie przy ołtarzu” – napisał w specjalnym liście kard. Burke.

Były prefekt Najwyższego Trybunału Sygnatury Apostolskiej podkreślił, że ze względu na stan zdrowia i długi okres rekonwalescencji, nie będzie mógł indywidualnie podziękować każdemu z osobna, dlatego postanowił opublikować list otwarty.

„Ostatnio przypomniano mi motto, które przyjąłem, gdy zostałem wybrany na biskupa: Secundum cor tuum, tj. Według serca Twego. Wszystko uporządkowane w Woli Bożej i przez nią. Źródłem jest Najświętsze Serce Naszego Zbawiciela, którego podstawową motywacją jest Jego Wieczna Miłość do Ojca i do Jego dzieci. Ponieważ Opatrzność Boża sprawiła, że pozostaję w szpitalu, mogę potwierdzić to samo biskupie przekonanie: cierpienie zjednoczone z cierpieniem Jezusa Chrystusa jest naprawdę skuteczne w Jego Boskim Planie naszego zbawienia, gdy zostanie przyjęte dobrowolnie i całym sercem” – pisze kard. Raymond Burke.

„Zjednoczony z Jezusem Chrystusem Kapłanem i Jego Ofiarą ofiaruję wszystkie moje cierpienia dla Kościoła i świata. Proszę Boga o błogosławieństwo dla Ciebie i Twojej rodziny oraz powierzając swoje intencje wstawiennictwu Matki Bożej z Guadelupe i św. Juanowi Diego, św. Michałowi Archaniołowi, św. Józefowi i świętym patronom, pozostaję Wasz w Najświętszym Sercu Jezusa i Niepokalanym Sercu Maryi i Najczystszym Sercu Świętego Józefa” – napisał były prefekt Najwyższego Trybunału Sygnatury Apostolskiej.

źródło: Źródło: guadalupeshrine.org/pch24.pl

https://pch24.pl/kard-raymond-burke-opublikowal-list-do-wiernych-zatroskanych-o-jego-stan-zdrowia/


sobota, 28 sierpnia 2021

Pope Francis calls Latin Mass Leaders to Rome: FSSP and ICKSP will by loyalty tested


 Polskie omówienie:

Taylor Marshall: papież Franciszek spotka się z przełożonymi tradycyjnych instytutów


„Krążą pogłoski, że przełożeni Bractwa św. Piotra, Bractwa Chrystusa Króla, Instytutu Dobrego Pasterza i innych zgromadzeń zostaną wezwani do Rzymu, aby dyskutować nad implementacją Traditionis custodes” – twierdzi dr Taylor Marshall w najnowszym podcaście. Zdaniem katolickiego autora idzie czas wielkiej próby dla wspólnot Summorum Pontificum.

Autor książki Infiltracja. Spisek, który ma zniszczyć Kościół od środka i popularnego podcastu apologetycznego w serwisie YouTube skomentował nieoficjalne doniesienia z Watykanu, wedle których papież Franciszek planuje spotkanie z przełożonymi zgromadzeń kapłańskich przywiązanych do tradycyjnej Mszy Świętej. Przy okazji publicysta naszkicował rys historyczny ruchu „tradycjonalistycznego” i przedstawił swoją interpretację na temat taktyki stosowanej przez papieża Franciszka.(...)

więcej:

https://pch24.pl/taylor-marshall-papiez-franciszek-spotka-sie-z-przelozonymi-tradycyjnych-instytutow/

środa, 25 sierpnia 2021

niedziela, 22 sierpnia 2021

o. Wojciech Gołaski i Bractwo św. Piusa X

 


Wybitnt dominikanin o. Wojciech Gołaski OP przechodzi do struktur FSSPX

 


O. Wojciech Gołaski, rekolekcje wielkopostne AD 2016.foto: rytdominikański.pl

WYBITNY DOMINIKANIN PRZECHODZI DO STRUKTUR FSSPX

Wojciech Gołaski OP Jamna, 17 sierpnia 2021 roku
ul. Szyszkowa 10
62-050 Mosina
Jego Świątobliwość Papież Franciszek
Dom Świętej Marty
Stolica Apostolska
Watykan
Do wiadomości:
Rev. Generał Zakonu Kaznodziejów, Gerard Francisco Timoner III OP
Rev. Prowincjał Polskiej Prowincji Dominikanów, Paweł Kozacki OP
J.E. Biskup Tarnowski, Andrzej Jeż
Rev. Przełożony Klasztoru w Jamnej, Andrzej Chlewicki OP
P.T. Bracia i Siostry w Zakonie
Rev. Przełożony Polskiego Dystryktu Bractwa Św. Piusa X, Karl Stehlin FSSPX
Omnes quos res tangit
Najczcigodniejszy Ojcze Święty!
Urodziłem się 57 lat temu, 35 lat temu wstąpiłem do Zakonu Dominikanów. 29 lat temu złożyłem śluby wieczyste, a od 28 lat jestem księdzem.
Nie poznałem już Mszy Świętej w kształcie sprzed reform z roku 1970. W pamięci z najwcześniejszego dzieciństwa pozostały zaledwie oderwane obrazy.
Byłem 16 lat po święceniach, gdy dwóch zaprzyjaźnionych świeckich (nawzajem się nie znali) zaczęło mnie jednocześnie namawiać, bym się nauczył odprawiania Mszy Świętej w tradycyjnej formie. Posłuchałem.
Przeżyłem wstrząs. Okazało się, że Msza Święta w swojej klasycznej formie:
- kieruje całą uwagę księdza i wiernych na Misterium,
- z wielką precyzją słów i gestów wyraża wiarę Kościoła w to, co się tu i teraz dokonuje,
- z równą tej precyzji siłą umacnia wiarę celebrujących,
- nie prowokuje księdza ani wiernych do inwencji i kreacji własnej podczas liturgii,
- przeciwnie, stawia ich na ścieżce wyciszenia i kontemplacji,
- przez bogactwo rodzajów i liczbę gestów daje sposobność do nieustannych aktów pobożności i miłości wobec Boga,
- jednoczy księdza z wiernymi, umieszczając ich po tej samej stronie ołtarza i zwracając ich w tę samą stronę – versus Crucem, versus Deum.
Pomyślałem: A więc Msza Święta jest czymś takim! I ja przez 16 lat będąc księdzem tego nie wiedziałem! To było potężne eureka, odkrycie, po którym myślenie o Mszy nie mogło już zostać takie samo.
Od samego początku zauważyłem, że ryt ten stanowi przeciwieństwo stereotypów na swój temat: Zamiast formalizmu swobodna ekspresja duszy przed Bogiem, zamiast chłodu żar czci Bożej, zamiast dystansu bliskość, zamiast obcości czułość, zamiast sztywności bezpieczeństwo, zamiast bierności świeckich żywe i dogłębne zaangażowanie (to świeccy namówili mnie do Mszy tradycyjnej, a nawet jej uczyli), zamiast przepaści między kapłanem a wiernymi niezwykła duchowa jedność wszystkich zgromadzonych, strzeżona i wyrażana przez ciszę Kanonu.
Odkryciu towarzyszyła świadomość: To właśnie ta forma jest pomostem do pokoleń, które żyły przed nami i przekazały nam wiarę. Radość z kościelnej jedności, wykraczającej poza obecną chwilę i obejmującej wszystkie czasy, była ogromna.
Od pierwszych chwil doznałem potężnej siły duchowego przyciągania Mszy Świętej w tej tradycyjnej formie. Nie same znaki były tym, co przyciągało – ale ich znaczenie, które odczytywać może dusza. Sama myśl o następnej celebracji sprawiała radość. Wypatrywałem sposobności do każdej następnej celebracji z pilnością i wytęsknieniem.
Szybko dojrzała we mnie całkowita wewnętrzna pewność, że gdybym do końca życia odprawiał Mszę Świętą (a także inne Sakramenty i obrzędy) tylko i wyłącznie w formie tradycyjnej, formy posoborowej ani trochę by mi nie brakowało.
Gdyby ktoś poprosił mnie, bym swoje odczucia związane z odprawianiem tradycyjnym, w kontekście odprawiania posoborowego, wyraził jednym słowem, byłoby to słowo „ulga”. Była to bowiem rzeczywiście ulga, o niewysłowionej głębi. Tak jakby ktoś, kto odkąd zaczął chodzić, chodził tylko w butach, w których jest kamyk. Kamyk uwiera, ale nie ma innego doświadczenia chodzenia. Mija 16 lat, ktoś przynosi parę butów, w których nie ma kamyka: „Masz, ubierz, spróbuj!”.
Odkryłem bowiem nie tylko Mszę Świętą na nowo. Odkryłem też zdumiewającą różnicę między dwiema formami: tą praktykowaną przez wieki a tą posoborową. Różnicy tej nie znałem, bo nie znałem formy wcześniejszej.
Poznania tradycyjnej liturgii nie porównuję do spotkania kogoś, kto mnie adoptował i został moim zastępczym rodzicem. To było spotkanie z Matką, która zawsze była moją Matką, tylko ja jej nie znałem.
Wszystkiemu temu towarzyszyła błogosławiąca ręka Najwyższych Pasterzy Kościoła. Uczyli oni, że mszał z roku 1962, „nie był nigdy prawnie zniesiony i w konsekwencji co do zasady był zawsze dozwolony”, dodając, że „co wcześniejsze pokolenia uznawały za święte, pozostaje święte i wielkie także dla nas, i nie może być nagle całkowicie zakazane lub nawet uznane za szkodliwe. Wypada nam wszystkim zachować bogactwa, które rozwinęły się w wierze i modlitwie Kościoła i dać im właściwe im miejsce” (Benedykt XVI, List do Biskupów, 2007). Wiernych uczono też: „Ze względu na czcigodny i starożytny zwyczaj forma extraordinaria powinna być z należnym szacunkiem zachowywana”; określona została ona jako „cenny skarb, który należy zachować” (Instrukcja Universae Ecclesiae, 2011). Słowa te rozwijały treść wcześniejszych dokumentów, umożliwiających wiernym korzystanie z liturgii tradycyjnej po reformach z roku 1970, z których pierwszy wydany został w roku 1984 (Quattuor abhinc annos). Gruntem i źródłem światła dla wszystkich tych dokumentów pozostaje Bulla św. Piusa V Qui primum tempore (1570).
Jeżeli, nie zapominając o uroczystym dokumencie Papieża Piusa V, weźmiemy pod uwagę czas obowiązywania rozstrzygnięć samych tylko Twoich, Ojcze, bezpośrednich Poprzedników, to mamy 37 lat, od roku 1984 do 2021, w czasie których Kościół mówił wiernym o liturgii tradycyjnej, kolejno w coraz mocniejszych stwierdzeniach: ‘Jest taka droga. Możecie nią iść’.
Wszedłem zatem na drogę, którą dawał mi Kościół.
Kto wchodzi na tę drogę, kto chce, aby ryt – naczynie Boskiej Obecności i Boskiej Ofiary – wydawał w Jego życiu owoce, musi się otworzyć, by móc siebie i innych całkowicie powierzyć Bogu obecnemu i działającemu w nas poprzez naczynie świętego rytu. Uczyniłem to z całym zaufaniem. Czułość rytu tradycyjnego – wbrew stereotypowi – jakby wyraz świętego zatroskania o nas, sprawiła, że mogłem zakosztować tego oddania jak nigdy przedtem.
Przychodzi 16 lipca 2021 roku.
Z Twoich, Ojcze Święty, dokumentów dowiaduję się, że drogi, którą od 12 lat idę, nie ma.
Mamy dwa zdania dwóch Papieży: Ojciec Święty Benedykt XVI powiedział: należy uznawać Mszał św. Piusa V za nadzwyczajny wyraz lex orandi Kościoła katolickiego rytu rzymskiego. Ojciec Święty Franciszek mówi: Księgi liturgiczne promulgowane przez św. Pawła VI i św. Jana Pawła II są jedynym wyrazem lex orandi rytu rzymskiego. Zdanie Następcy neguje zdanie żyjącego Poprzednika.
Czy konkretny sposób odprawiania, potwierdzony niepamiętną wielowiekową tradycją, uznawany przez wszystkich Papieży – do 15 lipca 2021 łącznie z Tobą, Ojcze Święty – i uświęcony praktyką wieków może utracić cechę bycia wyrazem lex orandi rytu rzymskiego? Gdyby tak było, znaczyłoby to, że cecha ta nie pochodzi z wnętrza obrzędów, lecz jest przypadłością zewnętrzną, podlegającą decyzjom decydentów, zwłaszcza najwyższego szczebla. Wszystko, co wiemy o tradycyjnej liturgii, upewnia, że bycie wyrazem lex orandi rytu rzymskiego wyrasta z jej wnętrza, z wnętrza każdego gestu i zdania, i złożonej z nich całości. Bycie wyrazem lex orandi wyrasta także – i tak zawsze pojmował to Kościół – z nieprzerwanej, od niepamiętnych czasów trwającej praktyki. Pozostaje więc wniosek, że pierwsze z powyższych dwóch zdań ma uzasadnienie i jest prawdziwe, a drugie pozbawione jest podstaw i mówi nieprawdę. Choć mówi nieprawdę, to jednak jemu właśnie nadano charakter stanowionego prawa. Ma to swoje konsekwencje, o których mówię niżej.
Zgody na używanie mszału z roku 1962 mają teraz inny charakter niż wcześniej. Nie jest to już wyjście naprzeciw miłości wiernych, z jaką przylgnęli do tradycyjnych form, a jedynie użyczenie wiernym czasu – jak długiego, nie wiadomo – na powrót do liturgii zreformowanej.
Słowa Motu Proprio i Listu do Biskupów czynią całkowicie jasnym, że zdecydowano rozpocząć i faktycznie rozpoczęto operację usunięcia liturgii tradycyjnej z życia Kościoła i przeniesienia jej w przepaść zapomnienia (zakaz dla kościołów parafialnych, zakaz tworzenia nowych grup, wymóg zgody z Rzymu dla nowych księży). Biskupi mają być teraz rzeczywiście Traditionis Custodes, strażnikami Tradycji, ale nie w sensie tych, którzy ją chronią, ale raczej w sensie strażników więziennych.
Niech mi będzie wolno wyrazić przekonanie: To się nie stanie, rozpoczęta operacja nie powiedzie się. Na czym opieram to przekonanie?
Uważna analiza obu Listów z 16 lipca wydobywa 4 zawarte w nich elementy: heglizm, nominalizm, wiarę we wszechwładzę papieża i odpowiedzialność zbiorową. Wszystkie są istotnym składnikiem przekazu i żaden nie daje się pogodzić z depozytem katolickiej wiary. Skoro nie daje się pogodzić, nie zostanie z nią zintegrowany ani w dziedzinie myśli, ani w dziedzinie praktyki. Przyjrzyjmy się im po kolei.
1) Heglizm. Termin jest umowny: nie chodzi o cały system niemieckiego filozofa, lecz o ujęcie historii jako nieuchronnego, rozumnego i dobrego procesu nieustannych zmian (myśl ta wpisuje się w dłuższą tradycję: Heraklit – Plotyn – Joachim de Fiore – Hegel – Marks – ich współcześni spadkobiercy). Cechą tego ujęcia jest podział dziejów na etapy rozumiane tak, że rozpoczęcie kolejnego musi łączyć się z zakończeniem poprzedniego. Próby „ochrzczenia” heglizmu polegają na obwarowaniu kolejnych (odczytywanych bądź postulowanych) etapów sankcją Ducha Świętego. Przyjmuje się wówczas, że Duch Święty mówi kolejnemu pokoleniu coś, czego nie mówił poprzedniemu, lub wręcz mówi coś przeciwnego do tego, co mówił wcześniej. Konsekwencją jest przyjęcie jednego z trzech twierdzeń: albo na niektórych etapach Kościół nie słuchał Ducha Świętego, albo Duch Święty się zmienia, albo nosi w sobie sprzeczności. Inną konsekwencją jest zmiana rozumienia Kościoła i Tradycji. Kościoła nie można już rozumieć jako wspólnoty łączącej wiernych ponad czasem (jak to ujmuje wiara katolicka), lecz rozpada się Ona na należące do różnych etapów grupy, które nie mają ze sobą wspólnego języka: nasi poprzednicy nie znali tego, co Duch Święty mówi do nas dzisiaj. Tradycja zaś nie jest już jednym, wciąż zgłębianym przekazem, lecz polega na przyjmowaniu od Ducha Świętego co jakiś czas nowych rzeczy. Wtedy też mówi się chętniej, jak czytamy w Twoim, Ojcze, Liście do Biskupów, o „dynamizmie tradycji”, stosując go do konkretnych zdarzeń. Takim zastosowaniem są słowa, że wspomnianego dynamizmu „ostatnim etapem jest II Sobór Watykański, na którym biskupi katoliccy zebrali się by, słuchać i rozeznawać drogę, którą Duch Święty wskazuje Kościołowi”. Reszta rozumowania jest prosta: nowe formy liturgii odpowiadają nowemu etapowi, dawne – poprzedniemu, już zakończonemu. Ponieważ więc następstwo etapów sankcjonuje Duch Święty (via Sobór), kto mając dostęp do nowych form sięga po dawne, sprzeciwia się Duchowi Świętemu. Wszystkie te ujęcia jednak obce są wierze.
Pismo Święte – norma katolickiej wiary – nie daje podstaw do takiego rozumienia historii. Daje podstawy do rozumienia zgoła innego. Król Jozjasz, dowiedziawszy się o znalezieniu księgi Prawa, zarządził świętowanie Paschy według słów odnalezionej księgi na przekór półwiecznej przerwie (2 Krl 22-23). Podobnie Ezdrasz i Nehemiasz po powrocie z niewoli babilońskiej obeszli wraz z ludem święto Namiotów ściśle według dawnych zapisów Prawa, mimo wielu dziesiątek lat od poprzednich obchodów (Ne 😎. W obu wypadkach wznawiając kult po okresie zawieruch sięgnięto po dawne opisy. Nikt nie stawiał wymogu zmiany obrzędu z powodu nadejścia nowych czasów.
2) Nominalizm. Podczas gdy heglizm wpływa na rozumienie historii, nominalizm dotyka pojmowania jedności. Przejawem nominalizmu jest przekonanie, że wprowadzenie jedności zewnętrznej (przez odgórną decyzję administracyjną) jest równoznaczne z osiągnięciem jedności realnej. Uważa się tak, ponieważ nominalizm dokonuje redukcji rzeczywistości duchowej, w przekonaniu, że można ją ujmować i regulować miarami materialnymi. Piszesz, Ojcze Święty: „To dla obrony jedności Ciała Chrystusa jestem zmuszony odwołać uprawnienie przyznane przez moich Poprzedników”. Lecz dla osiągnięcia tego samego celu – rzeczywistej jedności – Twoi Poprzednicy podjęli decyzje odwrotne. I nie bez powodu. Gdy rozumie się, że jedność realna, obejmująca wnętrze, jest innej natury niż zewnętrzna, nie dąży się do tej pierwszej przez redukcję znaków zewnętrznych. Nie uzyskujemy bowiem w tej sposób realnej jedności, lecz realne zubożenie i przeciwieństwo jedności – podział.
Jedność nie pojawia się wskutek odwołania uprawnień, cofnięcia pozwoleń i nałożenia ograniczeń. Król Judy Roboam przed decyzją, jak potraktować Izraelitów, oczekujących od niego poprawy swej doli, radził się dwóch grup doradców. Starsi (w Piśmie Świętym często symbol dojrzałości) podpowiadali łagodność i zmniejszenie ciężarów. Młodzi (w Piśmie Świętym często symbol niedojrzałości), rówieśnicy króla, doradzili zwiększenie obciążeń i surowe słowa. Król poszedł za radą młodszych. Nie przyniosło to jedności między Judą a Izraelem, lecz dało początek rozpadowi na dwa królestwa (1 Krl 12). Nasz Pan zszywał to rozdarcie właśnie przez łagodność, wiedząc, że z jej braku powstało.
Używanie kryteriów zewnętrznych do oceny jedności nieobce było już Apostołom (przed Zesłaniem Ducha Świętego). Skorygował to sam Zbawiciel, który na słowa św. Jana: „Mistrzu, widzieliśmy kogoś, jak w imię Twoje wypędzał złe duchy, i zabranialiśmy mu, bo nie chodzi z nami”, odpowiedział: „Nie zabraniajcie; kto bowiem nie jest przeciwko wam, ten jest z wami” (Łk 9,49-50, por. Mk 9,38-41). Miałeś, Ojcze, wiele set tysięcy wiernych, którzy „nie byli przeciwko” Tobie. I zrobiłeś tak wiele, by im to utrudnić! Czy nie lepiej było trzymać się słów Zbawiciela, wskazujących na głębszy, duchowy grunt jedności?
Heglizm z nominalizmem często zawiązują przymierze, bo to właśnie materialne rozumienie etapu dziejów prowadzi do przekonania, że musi się on bezpowrotnie skończyć.
3) Wiara we wszechwładzę papieża. Gdy Papież Benedykt XVI regulował swobodniejsze używanie klasycznej formy liturgii, powoływał się na wielowiekowy zwyczaj i usus. Stanowiły one solidny fundament tamtych rozstrzygnięć. Decyzja Waszej Świątobliwości za swoją podstawę nie ma takich faktów. Przeciwnie, tutaj odwołuje się coś, co długo istniało i żyło. Mówisz, Ojcze Święty, że wsparciem dla Ciebie są decyzje św. Piusa V, lecz on zastosował kryteria dokładnie odwrotne do Twoich: Co trwało długo i od dawna, mogło trwać nadal, zaniechano zaś tego, co było nowszej daty. Jedyną więc podstawą Twojej decyzji pozostaje wola osoby obdarzonej papieską władzą. Lecz czy władza ta, przy całym swoim ogromie, może spowodować, by wielowiekowe zwyczaje liturgiczne przestały być wyrazem lex orandi Kościoła rzymskiego? Święty Tomasz stawia pytanie, czy Bóg może sprawić, by to, co kiedyś było, nigdy nie zaistniało. Odpowiada, że nie, ponieważ nie jest częścią Bożej wszechmocy nic, co pociąga za sobą sprzeczność (Summa Theologiae, p. I, qu. 25, art. 4). Tym bardziej władza papieża nie może sprawić, by tradycyjne obrzędy, które przez wieki wyrażały i wyrażają nadal wiarę Kościoła (lex credendi), nagle jednego dnia utraciły cechę wyrażania także prawa modlitwy tego samego Kościoła (lex orandi). Papież może podejmować decyzje, ale nie takie, które naruszają jedność, wykraczającą wstecz i wprzód poza czasy jego pontyfikatu. Papież służy jedności większej niż zakres jego decyzji i to jedność reguluje decyzje, a nie decyzje regulują jedność.
4) Odpowiedzialność zbiorowa. Wskazując na przyczyny swojego kroku, stawiasz, Ojcze Święty, rozmaite, w tym ciężkie, zarzuty wobec korzystających z uprawnień, określonych przez Papieża Benedykta XVI. Ale nie jest powiedziane, kto dokładnie, w jakiej liczbie i gdzie popełniał wymieniane nadużycia. Padają tylko słowa „często”, „liczni”. Nie wiemy nawet, czy większość. Chyba raczej nie? Nie większość jednak, lecz wszyscy korzystający ze wspomnianych uprawnień dotknięci zostali drakońską sankcją karną – odebraniem ich duchowej drogi, teraz lub za jakiś czas. Część osób źle korzysta z noży. Czy należy z tego powodu powszechnie zatrzymać produkcję i rozprowadzanie noży? Twoja decyzja, Ojcze Święty, jest o wiele dotkliwsza niż hipotetyczny absurd powszechnego zakazu noży.
Ojcze Święty! Dlaczego to czynisz? Dlaczego zaatakowałeś świętą praktykę starożytnej formy sprawowania Najświętszej Ofiary naszego Pana? Powszechne zaś nadużycia rozplenione poza tą formą nie doczekały się żadnych realnych decyzji, prócz ogólnych deklaracji słownych. Jak można najpierw urzędowo nauczać, że „zanik pewnej kultury może być równie albo jeszcze bardziej poważny jak wyginięcie gatunku zwierząt lub roślin” (Laudato si, 145), a kilka lat później jednym ruchem przeznaczać do likwidacji znaczącą część własnego dziedzictwa duchowo-kulturowego? Dlaczego sformułowane przez Ciebie zasady pogłębionej ekologii przestały w tym wypadku działać? Dlaczego nie uznałeś raczej za znak od Ducha Świętego stałego wzrostu liczby wiernych utożsamiających się z tradycyjną liturgią? Nie skorzystałeś z rady Gamaliela (Dz 5). Zamiast tego uderzyłeś restrykcją bez vacatio legis.
Nie w taki sposób posługuje się władzą Pan Bóg – wzór władców ziemskich, w pierwszym rzędzie kościelnych. O Bogu mówi Pismo Święte: „wszechwładza Twa sprawia, że wszystko oszczędzasz (…) sądzisz łagodnie i rządzisz nami z wielką oględnością, bo do Ciebie należy moc, gdy zechcesz” (Mdr 12). Prawdziwa siła nie musi dowodzić siebie samej przy pomocy surowości. Dlatego nie surowość jest atrybutem władzy naśladującej Boży wzór. Sam Zbawiciel zostawił nam w tej kwestii precyzyjną, niezawodną naukę (zob. Mt 20,24-28).
To nie było wyszarpnięcie dywanu spod nóg idących do Boga ludzi. To była próba zabrania im spod nóg ziemi. Ta próba nie będzie skuteczna. Cokolwiek koliduje z katolicyzmem nie przyjmie się w Kościele Bożym.
Ojcze Święty! Nie sposób doświadczać przez 12 lat gruntu pod nogami i bezpośrednio po tym uznać, że go nie ma. Nie sposób przyznać, że własna Matka, po latach odnaleziona, nie jest moją Matką. Władza Papieża jest bardzo duża. Ale nawet władza Papieża nie może sprawić, by moja Mama przestała być moją Mamą! Jedno życie nie pomieści dwóch wzajemnie sprzecznych przełomów, z których pierwszy otworzył skarbiec, a drugi byłby zgodą, że skarbiec się przedawnił i zniknął.
Gdybym przyjął te sprzeczności, ustałaby możliwość dalszego prowadzenia życia umysłowego, a co za tym idzie duchowego. Z dwóch zdań sprzecznych wynika dowolne zdanie, prawdziwe lub fałszywe. To oznacza koniec racjonalnego myślenia, koniec poznawania rzeczywistości, koniec skutecznego komunikowania czegokolwiek komukolwiek. Wszystkie te rzeczy są podstawowym składnikiem życia ludzkiego w ogóle, a w szczególności – życia dominikańskiego.
Nie mam żadnych zachwiań do co swojego powołania. Mam stabilną wolę kontynuowania życia i posługi w Zakonie Świętego Dominika. Żeby móc je kontynuować, niezbędne jest móc po prostu poprawnie, logicznie myśleć. Po 16 lipca przestało to być dla mnie możliwe w dotychczasowych strukturach.
Widzę z całą jasnością, że kościelny skarbiec świętych rytów, droga pod stopami praktykujących je i matka ich pobożności – w oczywisty sposób nadal istnieje. Równie jasne stało się dla mnie, że trzeba o tym zaświadczyć.
Pozostało mi zwrócić się do tych, którzy od samego początku radykalnych zmian (nota bene wykraczających poza wolę II Soboru Watykańskiego) ujęli się za Tradycją Kościoła, wraz z jej respektem dla wymogów rozumu, i przekazują wiernym niezmienny depozyt katolickiej wiary – do Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X. Bractwo okazało się gotowe przyjąć mnie, całkowicie respektując moją dominikańską tożsamość i dając nie tylko perspektywę służby Bogu i Kościołowi nie spętanej przez sprzeczności, ale także – dawania właściwej odpowiedzi na te sprzeczności (będące wrogiem Prawdy), które z taką siłą zaatakowały Kościół.
Między Bractwem a oficjalnymi strukturami Kościoła trwa sytuacja sporu. Jest to spór wewnątrzkościelny i dotyczy rzeczy ważnych. Treść dokumentów i decyzji z 16 lipca sprawiła, że moje stanowisko w przedmiocie sporu stało się zbieżne ze stanowiskiem Bractwa. Jak każdy ważny spór, także i ten winien być rozwiązywany. Jestem zdeterminowany oddawać moje siły rozwiązywaniu tego sporu. W moim zamierzeniu ten list jest już częścią tych wysiłków. Środkami mogą być tylko pokorny respekt wobec prawdy i łagodność, których źródła są nadprzyrodzone. Dzięki temu możemy ufać, że rozwiązywanie tego sporu będzie budowało jedność, łączącą nie tylko żyjących obecnie, ale także wszystkie pokolenia.
Dziękuję za poświęcenie uwagi moim słowom i proszę Cię, Ojcze, o Twoje apostolskie błogosławieństwo.
z synowskim oddaniem w Chrystusie
Wojciech Gołaski OP"



Wojciech Gołaski OP; tu sprawuje Najświetszą Ofiarę w rycie rzymskim.
Toplista Tradycji Katolickiej
Powered By Blogger