piątek, 14 lipca 2017

Ameryka Łacinska - protestancka (ex-katolicka) - statystyka na 2014 r.

1 de cada 5 latinoamericanos ya es «protestante», ¿por qué?

El Pew Research Center acaba de publicar (13 de noviembre de 2014) un macroestudio basado en 30.000 entrevistas presenciales entre octubre de 2013 y febrero de 2014 en todos los países de habla hispana y portuguesa de América Latina y el Caribe, con la excepción de Cuba y la inclusión de Puerto Rico y los ‘hispanics’ de USA. El término ‘protestante’ es amplio, porque incluye a todas denominaciones históricas y a los pentecostales que suponen la mitad de esta categoría, y en ese sentido uso ‘protestante’ en este post.
Los resultados son los que son, redondeando:
  • 70% católicos
  • 20% protestantes
  • 10% no afiliados (ateos, agnósticos) y varias
Una pena no disponer de datos históricos por décadas, pero claramente el desplome de católicos desde 1970 es significativo. Si definiésemos mejor la pregunta «ser católico» probablemente el porcentaje de católicos sería bastante menor.
El estudio es muy interesante, lo recomiendo con todas las limitaciones que tiene. No voy a centrarme en el análisis de distribuciones, al fin y al cabo es un estudio global. Por países los resultados son coherentes con estudios locales:
  • Paraguay es el «más católico» (89%), seguido de México (81%) y Colombia (79%)
  • Las Repúblicas centroamericanas las «menos católicas»: El Salvador (50%), Guatemala (50%), Nicaragua (50%) y Honduras (46%).
No descarto que «la sangre de los mártires cristeros» tenga mucho que ver en el caso mexicano y también que «los mártires sociales centroamericanos» sean una consecuencia de la situación en esas repúblicas, aunque en este caso en sentido contrario.
Porque quizá los datos más sugerentes del estudio son los que arrojan un poco de luz sobre los motivos por los que están abandonando la Iglesia nuestros hermanos. Las causas son múltiples y complejas, internas y externas, en algún caso locales, pero me atrevo a decir, con estos datos delante, que:
Los católicos dejan de serlo porque la Iglesia no les habla de Dios (al menos así es percibido)

Tantos años de pobrerismo, de teologías de liberación y del pueblo de distintos pelajes, no sólo no han mostrado el verdadero rostro de Cristo, ni siquiera han sido eficaces para resolver los problemas sociales. La mayoría de los protestantes son católicos que han dejado de serlo. Los motivos que ellos aducen son claros: mayor «conexión personal con Dios» y, sorprendentemente tratándose de protestantes, «mayor énfasis en la moralidad»

Y es que para hablar de pobres sin hablar de Cristo, pues mejor un partido político. Y explica en gran medida no sólo que muchos ‘se pasen’ a sectas protestantes, también que la práctica religiosa sea menor.

Pobreza

Son muy significativas las opiniones sobre «la pobreza» y el énfasis que hace cada uno:
  • Los protestantes dicen que hay que llevarles a Cristo
  • Los católicos en las obras de caridad.

Y sin embargo, a la hora de la verdad, los protestantes están más implicados en la ayuda material que los católicos. Quizá porque el fundamento de esa preocupación marque la diferencia.

Temas morales

Expongo las tablas y que cada uno saque las conclusiones. Son terroríficas se vean como causa o como efecto. Desde luego rompen, al igual que el pobrerismo, el discurso de la progresía católica en cuanto a «lo que hay que hacer»
Divorcio

Relaciones prematrimoniales (sexo fuera del matrimonio)

Contracepción

Aborto


Homosexualidad

Gaymonio

Esperanza

No toca hoy proponer soluciones. Algunas son tan evidentes que daría vergüenza. Creo que en España, Italia o Francia las causas son similares. Además, algunos asuntos tocan de lleno los temas tratados en el Sinodo.
La labor que tenemos por delante es ilusionante, de la mano de Nuestra Madre, la Virgen de Guadalupe, Emperatriz de las Américas.
A lo mejor alguien piensa que la tarea de mostrar a Cristo es cosa de curas en la que no tenemos nada que ver.
 http://infocatolica.com/blog/delapsis.php/1411131237-1-de-cada-5-latinoamericanos

czwartek, 13 lipca 2017

"Pentecostal en Guatemala" - czy tak samo będzie w Polsce?



Pokazujemy powyższe filmy jako przykład protestanckiej obrzędowości, bardzo podobnej do tego co się dzieje na tzw. "nabożeństwach uwielbienia" czy spotkaniach charyzmatyków w katolickich świątyniach w Polsce.

W prowadzenie się w trans, histeria, bełkot, który tłumaczy się jak dar języków lub faktyczne mówienie językiem nienauczonym są typowe lub podobne w różnym stopniu, dla takich kultów pogańskich jak np. muzułmańscy derwisze, chasydzi, kult voodoo czy trybalne  kulty animistyczne. 

Według Rytuał z 1614 r. o egzorcystach, mówienie nieznanym językiem lub rozumienie jego jest zna mionem opętania. Nie sposób nie skonstatować, że diabeł zbiera w Polsce swoje nowe żniwo. Winę ponoszą biskupi i kapłani pozbawieni sensus catholicus lub wyznających herezję ekumenizmu co na to samo wychodzi. Modlitwa katolicka, która jest kontemplacją Mistycznego Ciała Chrystusa została zamieniona na koncert, na zbiorową histerię ze znamionami modlitwy. Nieustanne pragnienie emocji i "cudów"w zderzeniu z banalnością Novus Ordo sprzyjają konwersji do charyzmatycznej herezji "zielonoświątkowej" i innych denominacji protestanckich.

Inni zostaną w posoborowym Kościele, ale nie należy wykluczyć, że charyzmatycy i "odnowieni w duchu świętym" oddadzą pokłon Antychrystowi, gdyż już są opętani lub są do tego urabiani -  przez akty ślepej, bezrozumnej emocji, która utrudnia racjonalną ocenię rzeczywistości. 

Redakcja

środa, 12 lipca 2017

"I ty zostaniesz protestantem" - odgórna protestantyzacja

Krystian Kratiuk

I ty zostaniesz protestantem

Już wkrótce miliony katolików mogą się stać protestantami. Istnieje spora szansa, że proces ten dokona się w ciągu najbliższych lat. Co ciekawe, protestantyzacja Kościoła Świętego następuje odgórnie. Protestantem będzie można zostać nie zmieniając nawet parafii

Ekumeniczne dążenia wysokich czynników Kościoła rozpędziły się do nieprzewidywanej jeszcze kilka lat temu prędkości. Prócz bowiem dialogu z protestantami, znanymi dziś jako „bracia odłączeni”, mamy wraz z nimi świętować. Nie będzie to jednak wspólne świętowanie, na przykład, uroczystości Świętej Bożej Rodzicielki, gdyż protestanci negują Boże macierzyństwo Maryi. Ponadto w czasie wspólnego świętowania wspomniani bracia nie pokłonią się przed Najświętszym Sakramentem, gdyż nie do końca wierzą w realną obecność Ciała Pańskiego pod postacią chleba. Wspólnie świętując, nie za dobrze też będzie wspominać o papieżu, który według braci zreformowanych pozostaje kimś w rodzaju uzurpatora; nie wspomnimy też raczej o świętych, czyśćcu, odpustach i celibacie. Żeby nie psuć atmosfery – jesteśmy przecież bardzo gościnni.

Jeszcze jednak nie do końca wiadomo, kto podczas tego wspólnego świętowania będzie czyim gościem – czy katolicy protestantów, czy może odwrotnie? Jeśli gospodarzami będą uczniowie Marcina Lutra, mogą poczuć dyskomfort, rozmawiając z nami, na przykład, na temat antykoncepcji, aborcji czy „święceń” kobiet, które dziś istotna część protestanckich wyznań dopuszcza. No i nie staniemy raczej przed wspólnym świętowaniem we wspólnej kolejce do konfesjonału, bo protestanci nie spowiadają się indywidualnie.

Najważniejsze jest jednak to, co zamierzamy wspólnie świętować. Otóż nie Boże Narodzenie czy Wielkanoc, nic z tych rzeczy. Wspólnie z uczniami Lutra mamy uczcić rocznicę zainicjowania reformacji! Taki plan ogłosiła w stworzonym wraz z luteranami dokumencie Od konfliktu do komunii Papieska Rada ds. Popierania Jedności Chrześcijan.

Warto jednak pamiętać, że zbliżająca się rocznica pięćsetlecia reformacji – buntowniczego zrywu heretyków przeciwko papieżowi i katolickim dogmatom, dającego początek procesowi sprowadzania na manowce milionów ludzkich dusz – to nie pierwsza okrągła rocznica obchodzona przez nas wspólnie z „braćmi odłączonymi”. Otóż w roku 1983 minęło pół tysiąca lat od narodzin przywódcy buntowników – wspomnianego Marcina Lutra, według którego toaletowych natchnień Bóg, by stać się Bogiem, musi najpierw stać się diabłem. Już wówczas przygotowano specjalny dokument, w którym padło stwierdzenie, że katolicy, myśląc o swej wierze, nie mogą pominąć osoby i przesłania Lutra, który przecież – jak dodano – był świadkiem Jezusa Chrystusa.

Raport równie śliczny, co ekumeniczny
Z myślą o lepszym przygotowaniu się do wspólnych obchodów rocznicowych powstał raport Luterańsko‑Rzymskokatolickiej Komisji Dialogu ds. Jedności, którego autorzy ubolewają między innymi nad zarzucaniem przez katolików protestantom niczym nieusprawiedliwionego oderwania od prawdziwego Kościoła. Smuci ich, że nawet dzisiaj wielu katolików kojarzy słowo „reformacja” głównie z podziałem Kościoła, a nie – jak luteranie – z ponownym odkryciem Ewangelii, pewnością wiary i wolnością.

Z dokumentu dowiadujemy się także, iż katolicy pragną razem z luteranami obchodzić pamiątkę roku 1517. Dlaczego? Ano dlatego, że ekumeniczni teolodzy zdecydowali, że nie będą pielęgnować konfesyjnej tożsamości kosztem partnerów w dialogu, ale raczej – poszukiwać tego, co wspólne pośród różnic oraz przeciwieństw dzielących Kościoły, by tym mocniej im przeciwdziałać.

W raporcie bardzo wiele pisze się również o koniecznym ponoć usprawiedliwieniu Marcina Lutra rzekomo skrzywdzonego przez katolicką literaturę, a skoro już o nim mowa, to nie mogło przecież zabraknąć tematu odpustów. Z dokumentu katolicko‑luterańskiej komisji dowiadujemy się więc, że odpusty BYŁY formą pobożności chrześcijańskiej i KIEDYŚ MOŻNA BYŁO uzyskać je według jasno określonych warunków – jak modlitwa, uczynki miłosierdzia i jałmużna. Cóż, najwyraźniej według autorów, dziś odpustu już uzyskać nie można…

Raport Od konfliktu do komunii w istotnej mierze sprowadza się do usprawiedliwienia Lutra, jednak czyni to metodami wyjątkowo absurdalnymi. Oto czytamy o cytatach wyrwanych z kontekstu, dobrych chęciach i o niechęci do dyskusji. Zupełnie jakbyśmy pięćset lat temu w Wittenberdze mieli do czynienia ze sprzeczką gimnazjalistów, a nie z heretyckim występkiem przeciwko Tradycji i Magisterium oraz paleniem papieskich bulli.
Treści zawarte w omawianym dokumencie w pełni oddają dzisiejszy kryzysowy stan Kościoła. Zbyt wielu jego członków ulega fascynacji godzącym się ze światem protestantyzmem, zamiast pozostawać wiernym przemieniającemu świat katolicyzmowi. Również w Polsce próbuje się zaszczepić ową fascynację – Katolicka Agencja Informacyjna w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy kilkaset razy informowała, co słychać u luteranów, co świętują w maju, a co w lipcu. Obszernie relacjonowała także obchodzone przez protestantów coroczne „święta” reformacji, cytując przy tym mądrości pewnej niemieckiej pastorki twierdzącej, iż to reformacja wykuła Europę.

W imię fałszywego usprawiedliwienia
Protestantyzacja Kościoła Świętego wciąż postępuje. Na wskroś katolicką liturgię zmieniono w obrzęd bardzo podobny do symulowanego przez heretyków – zarówno pod względem estetyki, jak i odejścia od ofiarnego charakteru Mszy Świętej. Przyjęliśmy protestanckie spojrzenie na rolę Kościoła w państwie – Kościół ma być jednym z wielu głosów, do tego wzdragającym się często przed zajęciem jednoznacznego stanowiska. Wielu katolików prezentuje dziś również iście protestanckie podejście do spowiedzi i Komunii Świętej, a – jak pokazał ubiegłoroczny synod – dziesiątkom biskupów podoba się luterańskie podejście do kwestii małżeństwa i etyki seksualnej.

Wygląda na to, że niedługo – jeśli proces ten będzie wciąż postępował – bez potrzeby formalnej zmiany nazw naszych parafii każdy z nas będzie mógł zostać protestantem.

Oto wytyczona przez niemiecki episkopat ścieżka odwrotu od Wiary i Tradycji. Usprawiedliwiamy Lutra, hołubimy wyznawców Mahometa, oglądając mordowanie przez nich chrześcijan, obawiamy się wypowiedzieć podczas Mszy Świętej słowa o winie narodu wybranego za śmierć Pana Jezusa, by nie obrazić członków tego narodu. Mamy dziś starszych braci, braci odłączonych, ba, nawet wspólnego z muzułmanami Boga.
Kiedy więc już się całkiem sprotestantyzujemy, czy nie pozostanie nam tylko uznanie szatana za anioła odłączonego? Oraz wyjście doń z propozycją dialogu? I usprawiedliwienia…

Krystian Kratiuk
 http://www.pch24.pl/i-ty-zostaniesz-protestantem,34688,pch.html

poniedziałek, 10 lipca 2017

sobota, 8 lipca 2017

5 argumentów za pobożnym spędzeniem wakacji

5 argumentów za pobożnym spędzeniem wakacji

Data publikacji: 2017-07-02 06:00
Data aktualizacji: 2017-07-04 11:08:00
5 argumentów za pobożnym spędzeniem wakacji
Zdjęcie ilustracyjne. Fot. Waldek Sosnowski / Forum
Rozpoczęły się szkolne i akademickie wakacje. Także wielu pracujących rozpoczyna lub planuje wkrótce rozpocząć urlop. Ten wyczekiwany czas dla niektórych okaże się okresem pogrążania w mrokach grzechu, pustki i beznadziei. Inni zaś wykorzystają go do pogłębienia życia duchowego, więzi z Bogiem, wiedzy i wiary religijnej. Dlaczego warto pobożnie spędzić urlop? Przedstawiamy pięć konkretnych powodów.

1. „Idźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i odpocznijcie nieco", powiedział apostołom Chrystus (Mk 6,31). Odpoczynek wymaga skupienia, oderwania się od zgiełku. Tego też wymaga pogłębiona modlitwa. Tymczasem w naszych czasach wyjazdy urlopowe i wakacyjne prowadzą zazwyczaj do wielkich skupisk ludzkich. Hotele, plaże, modne kurorty. Człowiek wtapia się na nich w tłum. Często podąża za ludzkimi masami czy to do dyskoteki czy też do innych przybytków. Jeśli jednak urlop ma przynieść owoce, to warto pamiętać o słowach Pana Jezusa

2. „Wtedy Bóg pobłogosławił ów siódmy dzień i uczynił go świętym; w tym bowiem dniu odpoczął po całej swej pracy, którą wykonał stwarzając” (Rdz 2,2). Dla osób wykorzenionych z chrześcijańskiej cywilizacji niedziela stała się dniem chodzenia po sklepach, wykonywania niekoniecznych prac domowych czy zawodowych. Jednak jest to czas na Mszę, kontemplację czy oddanie się różnym godziwym przyjemnościom. Dlaczego nie potraktować urlopu jako swego rodzaju przedłużonej niedzieli. Nie trzeba oczywiście tego rozumieć dosłownie. Nie zaszkodzi jednak pójść do kościoła w tygodniu czy dłużej się pomodlić. Warto też pozwiedzać zabytki religijne, w jakie obfituje Polska i Europa. Nie traktujmy jednak tego czysto „konsumpcyjnie”. Podziwiając skarby chrześcijańskiej cywilizacji wznieśmy duszę ku Bogu.

3. „Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej i z domu twego ojca do kraju, który ci ukażę”, mówi Pan Bóg do Abrahama (Rdz 12, 1–3). Pielgrzymki mają bardzo bogatą tradycję biblijną. To właśnie z pielgrzymką do Jerozolimy udał się 12-letni Pan Jezus. Dlatego też wiele osób, także w tym roku, pójdzie pieszo do Częstochowy czy do innych sanktuariów, by przez swój dojść do obrazu ukochanej niebieskiej Matki. Ci, którym nie stanie zdrowia, mogą uczestniczyć w pielgrzymkach duchowych. Warto, w miarę możliwości, kultywować tę piękną chrześcijańską tradycję.

4. „Gdy faryzeusze dowiedzieli się, że zamknął usta saduceuszom, zebrali się razem, a jeden z nich, uczony w Prawie, zapytał Go, wystawiając Go na próbę: Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe? On mu odpowiedział: Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie” (Mt 22;34-38).

Niestety o miłowaniu Boga „umysłem” często się dziś zapomina. Poziom wiedzy religijnej wśród współczesnych katolików jest często na niskim poziomie. Składa się na to wiele przyczyn. Nie bez znaczenia jest ograniczenie katechez dla dorosłych. Ktoś powiedział, że „Pan Jezus nauczał dorosłych, a błogosławił dzieci, a Kościół dziś czyni odwrotnie”. Pogłębianie wiedzy religijnej może odbywać się w czasie wolnym, ale w dzisiejszym zabieganym świecie bywa, że tego czasu brakuje. Jakaż więc okazja może być lepsza na lekturę Pisma Świętego, Katechizmu, dzieł i dziełek katolickich teologów, mistyków czy innych ludzi wiary, niż urlop? Jak nie w wakacje to kiedy?

5. „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię” (Mt 11,28). Wakacje, wakacje i po wakacjach. Mówienie o tym jest niepoprawne politycznie, ale nie da się ukryć, że nawet najdłuższy odpoczynek kiedyś się skończy. Przyjdzie czas powrotu do nauki, pracy czy obowiązków w domu. Najważniejsze jest to, co po wakacyjnym okresie zostanie. Chwilowa, niegodziwa przyjemność może przynieść w najlepszym razie pustkę, a w najgorszym uszczerbek na zdrowiu. A także na duszy. Pogłębienie życia religijnego i więzi z Bogiem z pewnością nie okaże się czymś, czego będziemy żałować po powrocie do domu. Wiara bowiem okazuje się pomocna nie tylko w czasach łatwych, lecz również w godzinie próby. Z Chrystusowego pokrzepienia, z owoców pogłębionego życia wiary i wiedzy religijnej korzystać będziemy nie tylko przez chwilę. Pomogą nam one w trudnościach, czekających na nas w kolejnym roku pracy.

Marcin Jendrzejczak
www.pch24.pl

piątek, 7 lipca 2017

Motu Proprio "Summorum Pontificum" 7/7/2007 - 10 lat minęło



Z radością ponownie pokazujemy ten filmik
Redakcja

środa, 5 lipca 2017

11 rzeczy, których katolikowi nie wolno robić na urlopie

Data publikacji: 2017-07-04 07:00
Data aktualizacji: 2017-07-05 08:30:00
11 rzeczy, których katolikowi nie wolno robić na urlopie
Zdjęcie ilustracyjne. FOT.Radek Jaworski/FORUM
Powszechnie wiadomo, że katolikowi wolno wszystko, oprócz grzechu. Niestety wakacje to czas, gdy wielu zapomina o tej zasadzie i folguje głupim, a nawet grzesznym zachciankom. Tymczasem wierny nie tylko nie może grzeszyć, ale także być głupcem, biblijną „panną nieroztropną”, gdyż w ten sposób odrzuca daną przez Stwórcę zdolność analizowania oraz liczne dary Ducha Świętego. Jakie są „typowo” wakacyjne grzechy, czego w trakcie urlopu absolutnie robić nie wolno, czego należy unikać i z czego warto zrezygnować, by nie wyjść na głupca?

1. Nie wspieraj komunistów!
Taka porada brzmi absurdalnie. Wspierać komunistów podczas urlopu? To w ogóle możliwe? Tak! Wakacje to czas, w którym poczynania Polaków są najbardziej obarczone ryzykiem umacniania międzynarodowego komunizmu. Nawet przypadkowego.
Czymże innym jak wspieraniem komunistycznego, a więc antykatolickiego reżimu, jest spędzanie wakacji na Kubie? Chociaż urlop na karaibskiej wyspie może być przeżyciem niespotykanym, to z relacji podróżnika Wojciecha Cejrowskiego wynika, że inne wyspy w regionie są bardziej wartościowe i co więcej, nie panuje tam komunizm wraz z wszystkim, co z niego wynika. Od łapówkarstwa po braki podstawowych towarów.
Jednak rzecz idzie nie tylko o nasz komfort. Nie warto wyjeżdżać do krajów komunistycznych, gdyż zostawiane tam przez nas pieniądze służą umacnianiu diabelskiego reżimu, w ten sposób przedłużając cierpienie miejscowej ludności, w tym Kościoła katolickiego. Powszechnie wiadomo, że marksistowskie reżimy wegetują tylko dzięki zagranicznym dewizom. Po co więc przykładać rękę do ratowania tworu sowietów, który przeżył „imperium zła”?
Krajów stricte komunistycznych jest dzisiaj na świecie jak na lekarstwo. Nie brakuje jednak państw o charakterze socjalistycznym, rewolucyjnym lub realizujących demokratyczną drogę do rządów socjal-liberalnych, która de facto oznacza tłamszenie wolności religii katolickiej, chociażby przez dyktaturę politycznej poprawności. Dlatego warto rozważyć, czy udając się na wakacje nawet do kraju demokratycznego, przypadkiem nie umacniamy „wartości”, jakimi kierują się jego „elity”. Może lepiej zmienić kierunek destynacji?

2. Nie finansuj islamistów!
Wakacyjne wspieranie islamistów to rzecz o wiele prostsza, oczywistsza i częstsza niż umacnianie reżimu komunistycznego. Każde wakacje spędzone w kraju muzułmańskim oznaczają, że swoje pieniądze przeznaczamy na bogacenie się społeczeństwa jawnie bądź skrycie wrogiego chrześcijaństwu. Zaś zwiększenie potencjału ekonomicznego każdego z państw islamskich prędzej czy później przerodzi się w siłę polityczną i militarną. Nie mamy pewności, czy owa siła nie zostanie użyta do intensyfikacji prześladowań wyznawców Chrystusa.
Dlatego też należy uważnie przeanalizować bliskowschodni i północnoafrykański kierunek podróży. Wszak nikt z nas nie chce być przecież sponsorem Państwa Islamskiego.

3. Nie wchodź do meczetu!
Jesteśmy katolikami. Wierzymy w Boga w Trójcie Świętej Jedynego. On jest naszym Panem. Kto nie czci Pana Boga, ten tak naprawdę oddaje cześć siłom zła. W ten sposób każde pogańskie miejsce kultu traktować należy jako świątynię satanistyczną.
Tymczasem wchodząc do czynnego meczetu musimy wypełnić określone czynności. Z jednej stronny wyrażamy w ten sposób szacunek ludziom oddającym się tam swoim duchowym praktykom, z drugiej jednak oddajemy szacunek całemu systemowi, jaki za danym kultem stoi. W tym przypadku islamowi, religii fałszywej i nienawidzącej Kościoła Chrystusowego.

4. Nie odwiedzaj pogańskich świątyń!
Islamski meczet to nie wszystko. W trakcie wakacji wielu ludzi odwiedza Chiny, Indie, czy inne kraje azjatyckie. W tamtejszych świątyniach hinduistycznych czy buddyjskich również oddaje się kult religijny istotom innym, niż Prawdziwy Bóg – Stwórca wszechrzeczy, który jako jedyny zasługuje na cześć.
Katolicy doskonale wiedzą kogo czczą miejscowi poganie. Dlatego też nie warto ryzykować wizyt w miejscach, w których czyhają na nas zagrożenia duchowe. Wizyta w takim przybytku, nawet jeśli ostatecznie w naszym życiu religijnym nie spowoduje zamętu, z pewnością nie pomaga nam w drodze do nieba.

5. Nie kupuj okultystycznych pamiątek!
Wakacyjna wizyta w pogańskim kraju często wiąże się z zakupem lokalnej pamiątki. Niestety nieobojętnej dla życia duchowego. Wielu ludzi nieświadomie wydaje pieniądze na pogańskie symbole kultu, a następnie przywozi je do swoich domów i stawia na szafce obok… Krzyża, Pisma Świętego, figury Matki Bożej lub wizerunków świętych.
Ta swoista schizofrenia wynika nie tyle ze złej woli, co raczej ignorancji lub braku świadomości zagrożenia duchowego. Tymczasem poganie, głęboko wierzący w swoje kulty, nie obstawiają się machającymi kotami, Śiwami, Wisznami czy Buddami bez powodu. Wynikają z nich określone reakcje, które nijak nie pomagają katolikom w drodze do nieba. Więcej – figurki nieznanych nam bliżej istot, często demonów, są w naszej ziemskiej pielgrzymce kulą u nogi, ściągającą nas w złą stronę.
Lista takich przedmiotów jest bardzo szeroka, tak jak obszerny jest – niestety – świat niechrześcijański. Warto zrezygnować więc z zakupu amuletów „oko proroka”, wszelkiej maści pogańskich figurek bożków (w tym bożków płodności), czy popularnych w Europie „młotów Thora” (Mjølnir) oraz wszystkiego, co do czego nie mamy pewności, że przedstawia istotny dobre.

6. Nie odwiedzaj uzdrowicieli!
Współczesne społeczeństwa zachodnie stylizują się na modłę gardzących wszelkim zabobonem oświeconych racjonalistów. Wszystko to podszyte jest jednak wróżbiarstwem, pasjansami, okultyzmem, magią czy tajemniczymi uzdrowicielami.
Drwiące z „ciemnych katolików” europejskie „mądre głowy”, ale także ignorujący zagrożenia duchowe lub nieznający ich – z własnej winy – wierzący, w trakcie wakacji w orientalnych krajach chętnie odwiedzają lokalnych, pogańskich cudotwórców i magików. Zamiast głębokiej modlitwy o zdrowie oraz cnoty cierpliwości w trakcie terapii, ludzie narażają się na wieczne potępienie swojej duszy z powodu chęci natychmiastowego usunięcia dolegliwości lub… ciekawości. Nie przypadkiem jednak mądrość ludowa ostrzega nas, że zbytnie zainteresowanie niektórymi sprawami to pierwszy krok do piekła.

7. Nie przesadzaj z alkoholem!
Grzechem jest nie tylko chodzenie do uzdrowicieli w celu magicznej poprawy stanu zdrowia, ale także niszczenie swojego ciała poprzez nadużywanie alkoholu. Nie chodzi jednak o całkowity zakaz spożywania. Decydująca w tej sprawie jest cnota umiarkowania lub jej brak.
Wielu ludzi zgodzi się z twierdzeniem, że w duszny i upalny dzień niewiele jest rzeczy przyjemniejszych niż łyk dobrego i przede wszystkim zimnego piwa. Jest jednak różnica między spożywaniem trunków, w tym złocistych, w miłym towarzystwie, w doskonałej atmosferze i z rozwagą, a nieustannym zaglądaniu w kieliszek czy kufel przez cały urlop.
Druga postawa jest grzechem. Może skończyć się popadnięciem w nałóg, ale także oznacza marnowanie czas. Wszak stworzony przez Boga Ojca świat jest zbyt piękny, by ograniczać się wyłącznie do picia alkoholu, nawet smacznego. Samo w sobie spożywanie trunków przez ludzi dorosłych i odpowiedzialnych nie jest niczym nagannym, jednak trzeba znać granice. Nieprzypadkowo Kościół w Polsce od lat nawołuje w jednym z wakacyjnych miesięcy – w sierpniu – o trzeźwość. Trzeźwość nie jest tym samym co absolutna abstynencja.

8. Nie bądź jak świnia!
Nakaz umiarkowania dotyczy także jedzenia i nie jest on znoszony przez ogrzewające nas słońce, które umożliwia zorganizowanie grilla, za jakim nie raz tęsknimy w ciemne, chłodne, zimowe wieczory. Tutaj również należy znać granicę między przyjemnością spożywania smacznego posiłku, a obżarstwem.

9. Nie ćpaj! Nigdzie!
W Polsce zażywanie narkotyków jest nielegalne. Istnieją jednak w Europie Zachodniej (a nawet tuż za naszymi granicami) kraje, w których narkotyki – przynajmniej „miękkie” – nie są traktowane z podobną surowością co nad Wisłą.
Prawo ziemskie nie jest jednak dla katolika instancją najważniejszą, bowiem nie zawsze pokrywa się z moralnością. My musimy kierować się przede wszystkim Prawem Bożym. Święty Paweł w Pierwszym Liście do Koryntian pisze: „Czyż nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego, który w was jest, a którego macie od Boga, i że już nie należycie do samych siebie? Za [wielką] bowiem cenę zostaliście nabyci. Chwalcie więc Boga w waszym ciele!” (1 Kor, 6, 19-20).
Wobec powyższego absolutnie nie możemy narażać naszego ciała, świątyni Ducha Świętego, na zepsucie, nawet jeśli prawo danego państwa nie czyni z tego powodu problemów.

10. Nie grzesz rozpustą!
„Czyż nie wiecie, że niesprawiedliwi nie posiądą królestwa Bożego? Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwięźli, ani mężczyźni współżyjący z sobą, ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy nie odziedziczą królestwa Bożego” (1 Kor 6, 9-10) – pisze święty Paweł w swoim Pierwszym Liście do Koryntian.
Tymczasem wiele osób zdaje się twierdzić, że w trakcie wakacji wolno zawiesić stosowanie zasad moralności seksualnej. Nic z tych rzeczy! Moralność obowiązuje nas w domu, w szkole i w pracy, na urlopie i w trakcie wypełniania obowiązków. Nikt nie jest z pewnych zasad zwolniony tylko dlatego, że przebywa z dala od domu, a na polu mocno świeci słońce.
Wakacje nie znoszą kluczowej zasady katolickiej etyki seksualnej, zgodnie z którą każdy stosunek inny niż małżeński jest grzechem. W ten sposób absolutnie niedozwolona i niedopuszczalna jest wszelka nieczystość i rozpusta: homoseksualizm, przygodny seks, seks przedmałżeński, małżeńskie zdrady czy – szczególnie kojarzona z wakacjami – tzw. seks-turystyka.

11. Nie bądź leniem!
Pokusa leniwego spędzenia urlopu jest jedną z najsilniejszych. Czym innym jest jednak skorzystanie z okazji i porządne oraz zdrowe wyspanie się, a czym innym wręcz otępiająca, kilkudniowa bierność połączona z obżarstwem lub pijaństwem. W wakacjach nie chodzi o to, by leżeć na tapczanie i nic nie robić cały dzień. Oczywiście każdy ma prawo odpoczywać jak lubi, a niektórzy niewątpliwie potrzebują przynajmniej raz w roku spokojnego i niezbyt aktywnego czasu.
Jednak mimo tego nadal pozostajemy katolikami. Cały czas mamy obowiązek modlić się, czynić dobre uczynki, unikać grzechu, ewangelizować otoczenie, żyć Sakramentami świętymi i uczestniczyć – przynajmniej tylko w obowiązkowych – praktykach religijnych.
Przed wyjazdem na wakacje niemal koniecznym jest zlokalizowanie kościoła, gdzie moglibyśmy udać się na niedzielną Mszę świętą. I to szczególnie w sytuacji, gdy kierunkiem destynacji jest kraj o innej niż katolicka większości. Jeśli udanie się do kościoła w obcym kraju przekracza nasze możliwości logistyczne, warto w ogóle rozważyć zmianę miejsca pobytu. W wyjątkowych sytuacjach proboszcz może udzielić nam dyspensy z uczestnictwa w niedzielnej Mszy świętej. Nie warto jednak nadużywać tej okoliczności, gdy kilkanaście kilometrów od kurortu posługę katolicką sprawują na przykład polscy księża.
Ponadto czas wolny, nieobecny w chwilach codziennego zgiełku, warto wykorzystać na dodatkowy, intensywny rozwój duchowy i wzrost w wierze poprzez zagłębienie się w pobożne lektury, do których zazwyczaj ciężko sięgnąć.

Michał Wałach
https://www.pch24.pl/11-rzeczy--ktorych-katolikowi-nie-wolno-robic-na-urlopie,52795,i.html
Toplista Tradycji Katolickiej
Powered By Blogger