sobota, 18 stycznia 2014

piątek, 17 stycznia 2014

Kościół pełen ładu,harmonii i piękna




Portret Klemensa XIV na koniu. Papież przedstawiony jest na nim w stroju krótkim (odpowiednim dla czasu wolnego), oczywiście w białym kolorze, co dotyczy także rękawiczek, ale z tradycyjnymi czerwonymi elementami: butami i trójrożnym kapeluszem. Czerwone jest również okrycie i rząd wierzchowca. Na surdut nałożony jest złoty krzyż pektoralny na łańcuchu. 
Wszystko w należytym porządku, ładzie i estetyce.

http://ikomutoprzeszkadzalo.pl/pinacotheca-pomponica/klemens-xiv/

czwartek, 16 stycznia 2014

Kyrie eleison z Korsyki - z XVII wiecznych manuskryptów

Prace nad rekonstrukcją chorału gregoriańskiego rozpoczęto w XIX w. pod hasłem powrotu do źródeł, zainicjowane przez ojca Prospera Guérangera i jego następców w opactwie benedyktyńskim w Solesmes (słynna szkoła solesmeńska). Podjęto badania paleograficzne najstarszych rękopisów muzycznych i odtworzono ich pierwotną wersję. Punktem zwrotnym było opublikowanie swojej pracy przez kanonika Gontier z Le Mans oraz rezultatów badań solesmeńczyków – o. P. Jausionsa i o. J. Pothiera. Prace te zyskały poparcie papieża Leona XIII i papieża Piusa X, który encykliką Tra le Sollecitudini z 22 listopada 1903 roku zlecił im nową redakcję ksiąg liturgicznych (tzw. Editio Vaticana). Pius XI ogłosił konstytucję Divini cultus, dotyczącą pielęgnowania chorału gregoriańskiego, a Pius XII wydał 2 encykliki potwierdzające dawne przepisy http://pl.wikipedia.org/wiki/Chora%C5%82_gregoria%C5%84ski
Później w "posoborowym" Kościele chorał gregoriańki upadł wraz z wprowadzeniem Novus Ordo Missae.

Na płaszczyźnie teoretycznej z czasem pojawił się pogląd, że śpiew z Solesmes jest pewnym ujednoliconym , "uśrednionym" śpiewem w wielkiej różnorodności chrześcijańskich chórów z katedr i klasztorów. 


Ogromną rolę w odtworzeniu tej różnorodności odegrał i odgrywa  Marcel Pérès (ur. 15 lipca 1956 w Oran, Algieria). Ten francuski muzykolog, kompozytor, reżyser i dyrektor chóru, wokalista. Założyciel grupy muzycznej Ensemble Organum. Jest autorytetem w teorii i wykonaniu chorału gregoriańskiego.(...) Pérès urodził się w algierskiej rodzinie z hiszpańskimi korzeniami. Wychowywał się w Nicei we Francji, gdzie był organistą w katedrze anglikańskiej. W konserwatorium uczył się kompozycji i gry na organach. Naukę muzyki kościelnej kontynuował w Royal School of Church Music i w angielskich katedrach. Pracował w Kanadzie w Studio de Musique ancienne de Montréal oraz National Film Board of Canada. W 1979 roku powrócił do Francji, gdzie studiował muzykę średniowieczną pod kierunkiem Michela Huglo w École pratique des hautes études w Paryżu. W 1982 roku założył Ensemble Organum, grupę specjalizującą się w śpiewie gregoriańskim i para-gregoriańskim. Grupa została oparta na dorobku muzycznym trzech średniowiecznych klasztorów: w Sénanque, Royaumont i Moissac. W 1984 roku Pérès został dyrektorem instytutu zajmującego się muzyką średniowieczną: Atelier pour la Recherche sur l’Interprétation des Musiques Médiévales (ARIMM), w 1994 r. przekształconego w Centre Européen pour la Recherche sur l'Interprétation des Musiques Médiévales (CERIMM).

W 2001 roku przeniósł Ensemble Organum do Moissac, gdzie założył CIRMA – Centre itinérant de recherche sur les musiques anciennes (dosł. wędrowne centrum badań nad muzyką dawną). W 1990 roku otrzymał nagrodę Leonardo da Vinci przyznawaną przez włoski rząd, a od 1996 roku jest Kawalerem Orderu Sztuki i Literatury.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Marcel_P%C3%A9r%C3%A8s

Poniżej   Introit i takie Kyrie z XVII wiecznych manuskryptów franciszkańskich z Korsyki.



Ensemble Organum (M. Pérès) - Kyrie eleison (Chant corse, d'après manuscrits fransiscains XVII-XVIIIème s.)

środa, 15 stycznia 2014

Msza święta "po staremu" wyrzucona z bazyliki Matki Bożej Większej (Basilica Papale di Santa Maria Maggiore)

wtorek, 7 stycznia 2014


Jak informuje blog Chiesa e post concilio, w minioną sobotę [04.01.2014], pierwszą sobotę miesiąca, po raz  pierwszy od 14 lat w bazylice Matki Bożej Większej, w kaplicy Cesich, nie odprawiono Mszy świętej "po staremu". Zakaz kontynuowania tych celebracji wydał dobry znajomy papieża Franciszka, archiprezbiter bazyliki, Santos kard. Abril y Castelló.

Jak mawia pewien kabareciarz, problemów nie można rozwiązywać po prostu zabraniając tego czy tamtego. Potrzebny jest dialog i konfrontacja. 

Obudźcie się! Wstawać! Wraca nowe!

wtorek, 14 stycznia 2014

Powstanie dystrykt FSSPX Europy Środkowej i Wschodniej

Opublikowano , autor: admin

Ks. Łukasz Weber FSSPX
Ks. Łukasz Weber FSSPX
15 sierpnia br. istniejący dotąd Dom Autonomiczny FSSPX Europy Środkowej i Wschodniej (obejmujący Polskę oraz kraje Europy Wschodniej: Białoruś, Estonię, Litwę, Łotwę, Rosję i Ukrainę) zostanie podniesiony do rangi dystryktu, a jego przełożonym zostanie ks. Łukasz Weber ze Szwajcarii. Dotychczasowy przełożony Domu Autonomicznego, ks. Karol Stehlin, zastąpi ks. Daniela Couture’a jako nowy przełożony dystryktu Azji.
Ks. Weber otrzymał święcenia kapłańskie z rąk abp. Marcelego Lefebvre’a w 1985 r.; w 1995 r. założył szkołę Bractwa w Mels, a od 1999 r. był dyrektorem gimnazjum w Diestedde w Westfalii. W 2006 r. został mianowany przeorem największego szwajcarskiego przeoratu w Oberriet. Od 2010 r. jest przeorem w Rickenbach w Szwajcarii oraz ekonomem tamtejszego dystryktu. Ks. Weber pomagał też w budowie nowego centrum katolickiej Tradycji i przeoratu Bractwa w Rydze.
Ks. Łukasz Weber zna kilka języków; od niedawna intensywnie uczy się języka polskiego.
15 sierpnia, święto Wniebowzięcia N.M.Panny, to data, kiedy tradycyjnie w Bractwie są dokonywane przenosiny kapłanów na nowe stanowiska. Ks. Karol Stehlin — po niespotykanie jak na standardy FSSPX długiej oraz bardzo owocnej posłudze jako przełożony w Polsce — zostaje wysłany na placówkę jeszcze trudniejszą.
Newsletter dystryktu azjatyckiego  http://www.sspxasia.com/Newsletters/ obejmujący Filipiny, Hong-Kong, Indie, Indonezja, Koreę, Japonię, Malezję, Singapur, Sirilanka (podajemy miejsca odprawiania Mszy św.)

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Szkoła Bractwa św. Piusa X w Józefowie

"Siejemy,   a   ktoś   zbierze   owoce"

    W Józefowie pod Warszawą funkcjonuje od 2009 roku niepublicz-na szkoła (kształcenie gim­nazjalne i licealne) pod patronatem Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X. - W czasach kryzysu Kościoła katolickiego i negowania podstaw cywilizacji europejskiej szkoły oparte na nieprze-mijających wartościach chrześcijańskich stanowią fundament odnowy - przekonuje Ryszard Mozgol, dyrektor gimnazjum i liceum im. św. Toma-sza z Akwinu.
    Szkoły pod patronatem Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X (tzw. lefeb-rystów) obrały za swój głów­ny cel chrześcijańskie wychowanie młodzieży. Stosuje się w nich dyscy­plinę oraz nie łączy chłopców i dziew­cząt w jednej klasie. - Zdarza się, że ludzie pytają o to, jak radzimy sobie, aby w młodzieży nie zrodziła się po­stawa, że są w innej, może lepszej niż powszechna szkole. Najczęściej jednak pytają ci, którzy nie są zain­teresowani naszą placówką. Rodzice, którzy planują posłanie dziecka do naszej szkoły, zadają inne pyta-nie - o to, na ile jesteśmy w stanie ich dzieci uratować od pewnego negatyw-nego wpływu, który aktualnie dają świat i media. Ale nie jest naszym celem tworzenie getta. To byłaby wręcz de­strukcyjna postawa. Naszym celem jest, aby ktoś po pewnym uformowa­niu, po wyjściu ze szkoły był w stanie funkcjonować w społeczeństwie ta­kim, jakie jest dzisiaj. Siejemy, a kto inny będzie zbierał owoce - tłumaczy Ryszard Mozgol.

Wielkość ducha
   Wychowankowie uczestniczą we wspólnej Mszy św., często przystę­pują do sakramentów, poznają cere­monie Kościoła i muzykę sakralną. Według twórców programu naucza­nia, liturgia zdolna jest wykształcić, „z właściwą sobie delikatnością, cno­ty najważniejsze dla chrześcijańskiej duszy”. Uczniowie uczestniczą w Mszy trydenckiej, uczeni są katechi­zmu przedsoborowego. Jak twierdzą przedstawiciele szkoły, rodziców, któ­rzy szukają tego typu placówki, nie trzeba szczególnie przekonywać do tego typu praktyk religijnych. - Są pewne wymogi, z których nie zrezy­gnujemy. Szkoła nie jest otwarta na ekumenizm czy inne nowinki religij­ne. Staramy się formo-wać pozytywnie, aby uczniowie mieli świadomość religijną - opisuje dyrek-tor.

Filozofia i dyscyplina
W hierarchii nauk najważniejsza jest filozofia, następnie nauki huma­nistyczne i historia. W wychowaniu stawia się na dyscyplinę, chociaż sto­suje się ją elastycznie. Uczniowie uczą się muzyki i śpiewu, które mają uszlachet-niać i łagodzić wrażliwość. Pra­ce ręczne rozwijają u uczniów zmysł prakty-czny i ducha służby bliźnim. Ćwiczenia fizyczne i sport dostarcza­ją sposób-ności do spalenia nadmiaru energii i uczą życia w harmonii z ko­legami.
   W trakcie zajęć edukacyjnych w szkole lub w czasie odbywania za­jęć poza terenem placówki (wyjście do teatru, reprezentowanie szkoły w trakcie konkursów itp.) uczniowie zo­bowiązani są do noszenia określonego mundur-ka. Śmiecenie gdziekolwiek (w budynku - np. w szafce, na po­dwórku, ale i poza szkołą) jest wyty­kane jako przejaw niechlujności, ale również arogancji i braku szacunku dla pracy innych osób.

Praca nad sobą
- Wychowanek szkoły katolickiej powinien unikać wszystkiego, co w trakcie zajęć edukacyjnych może roz­praszać, uniemożliwiać skupienie lub oddalać od zasadniczego celu nauki. Stąd zakaz korzystania z telefonów komórkowych, gier i przenośnych od­twarzaczy muzyki. Złamanie zakazu skutkuje zatrzymaniem przedmiotu w depozycie do czasu odebrania przez ro-dziców ucznia - tłumaczy Ryszard Mozgol.
  Każdy z wychowanków jest zobowią­zany do okazywania posłuszeń-stwa wobec przełożonych. W relacjach po­między uczniami wymaga się oka-zy­wania kultury i szacunku. Wzajemne odnoszenie się do siebie bez względu na poziom kształcenia ma być nace­chowane serdecznością i skromnością. 
  Za niestosowne uznaje się skarżenie na kolegów, obmawianie innych lub rzu­canie potwarzy.
  Prośbę o pomoc skierowaną przez innego ucznia wychowanek powi-nien traktować jako wyróżnienie swojej osoby. Udzielenie pomocy bliźniemu staje się okazją do dobrego uczynku, a także kształtowaniem postawy wza­jemnej odpowiedzialności za siebie.
  Nieprzygotowanie do zajęć przeja­wiające się brakiem pracy domowej, potrzebnych pomocy dydaktycznych (podręczników, stroju sportowego, itp.) czy niewykonaniem poleceń nauczy­ciela z poprzedniej lekcji (np. powtó-rzenie materiału lekcyjnego) jest wy­stępkiem wobec nauczyciela, kolegów i koleżanek oraz siebie. Traktuje się je jako marnowanie czasu nauczyciela przeznaczonego na przekazywanie no­wych wiadomości i odbieranie innym prawa do poszerzania wiedzy.
   Wstyd z powodu nieumiejętności samodzielnego poradzenia sobie ze skomplikowanym zadaniem lub trud­nym materiałem traktuje się jako wstyd fałszywy. Jeśli ktoś nie potrafi czegoś zrobić, powinien zapytać lepsze-go od siebie (nauczyciela lub ucznia) i popro­sić o pomoc.


Dziewczęta i chłopcy oddzielnie
Osoby odpowiedzialne za prowadze­nie szkoły podjęły wysiłek jej rozbudo­wy tak, aby powstały odrębne skrzydła dla chłopców i dziewcząt. Spotykają się na przerwach i w czasie wspólnych przedsięwzięć.

- Edukacja monopłciowa odpowiada nowoczesnemu stanowi wiedzy psy­chologicznej i socjologicznej na temat różnic pomiędzy kobietą a męż-czyzną. Stan dzisiejszych badań w dziedzinie socjobiologii, psychologii ewolucyjnej czy antropologii społecznej zadaje kłam egalitarnym podstawom myśle­nia, przyjmowanym przez dzisiejsze środowiska lewicowo-liberalne, femi­nistyczne i gejowskie. Dzisiejsza nasza wiedza wskazuje jednoznacznie, iż ko­edukacja - pedagogika jednolita - jest poważną szkodą dla młodego pokole­nia: deprawuje, wypacza, marnuje ta­lenty, niszczy różnorodność - informuje dyrektor placówki. Pracownicy szkoły powołują się na badania prowadzone w USA od 30 lat, które wskazują na po­głębianie się dysproporcji w poziomie nauki pomiędzy chłopcami a dziew­czętami, jeśli nauka jest prowadzona w zespołach koedukacyjnych. Badania wskazują na rosnący procent chłopców cierpiących na zaburzenia i dysfunkcje edukacyjne, stanowiące przeszkody w procesie zdobywania wiedzy, a po­głębiane przez koedukacyjne metody dydaktycznej pracy, ignorujące efekty badań „płci mózgu”. Odnotowuje się zjawisko rosnących problemów wy­chowawczych
w pracy z chłopcami w szkołach koedukacyjnych. Socjo­lodzy biją na alarm, że ulega zmianie tradycyjny model kobiecości, a młode dziewczyny nie mają zamiaru ani za­kładać rodzin, ani być matkami. - Nie było koedukacyjnej oświaty do czasów rewolucji francuskiej. W encyklice pa­pieża Piusa XI czytamy, że niedozwalanie na koedukację na pewnym etapie kształcenia jest jedną z cech szkoły ka­tolickiej - dodaje dyrektor.

Sztuki wyzwolone
W szkole przywraca się zasady kla­sycznego kształcenia opartego na średniowiecznej idei „sztuk wyzwolo­nych”. Pod pojęciem „gramatyki” kryje się nie tylko pełne opanowanie ojczy­stego języka, pozwalające na świa-do­me porozumiewanie się ze światem, ale znajomość literatury i umiejętność pisemnego wyrażania swoich myśli. „Logikę” traktuje się, jako musztrę intelektu, przy pomocy której uczeń zdolny jest do samodzielnego oddziele­nia prawdy od błędu. „Retoryka” staje się spoiwem łączącym dwie poprzednie dziedziny. Jest ona w równym stopniu sztuką wykorzystywania w dyskusji ar­gumentów, przekonywania do swoich racji i zrozumiałego, klarownego budo­wania wypowiedzi.
  Opanowanie „arytmetyki” to nie tylko nabycie umiejętności wykony­wania operacji matematycznych, ale pojmowanie i zrozumienie wszystkich mierzalnych obszarów życia człowie­ka. „Geometria” pozwala rozumieć zwią-zki, jakie zachodzą pomiędzy licz­bami, kształtami i figurami. „Muzyka” uczy słuchania i kształtuje skłonność do harmonii i poszukiwania piękna. Z kolei „astronomia” obejmuje wszyst­ko, co pojmujemy pod nazwą nauk przyrodni-czych. Tak w skrócie inter­pretuje się główne dziedziny w naucza­niu klasycz-nym.

A podstawa programowa?
- Jak zrealizować to w szkole podpo­rządkowanej państwowym prze-pisom? Nie jest to niemożliwe, choć wymaga sporo wysiłku i wielu lat pracy. W obec­nej sytuacji szkoła zobligowana jest do realizowania podstawy progra-mo­wej, która stanowi minimalny zakres wiadomości i umiejętności wyma-gany przez państwo. Realizacja części zasad ideowych odbywać się może
na progra­mowych zajęciach przewidzianych dla odpowiedniego typu szkół (np. odpo­wiedni dobór lektur z języka polskie­go, katolicka tematyka historii), reszta należy do starannie dobranego zesta­wu zajęć dodatkowych - informuje Ry­szard Mozgol. Należą do nich zajęcia z katechizmu katolickiego (przedsoborowego), zajęcia z języków klasycznych (łaciny i greki), filozofia, etyka katolic­ka czy zajęcia teatralne i retoryka.

W szkole płaci się czesne, wynoszące około tysiąca zł miesięcznie. Uczniowie pochodzą z całej Polski i kilku innych krajów europejskich (Węgry, Białoruś, Ukraina, Niemcy).
 Rafał Pazio

NCzas, 4-11 stycznia 2014, nr 1-2 (1233-1234)


link do szkoły: http://www.akwinata.edu.pl/

sobota, 11 stycznia 2014

Mesjasz żydowski to...Yehoshua (Yeshua), a przyjdzie jak umrze Ariel Szaron

Kilka lat temu prawdziwą sensacją w Izraelu wzbudziło objawienie jakie miał rabin Icchak Kaduri, 

według którego wyczekiwanym mesjaszem miał być Yeshua czyli Jezus. 

Nie wchodząc w trudne zagadnienie, 

czy to objawienie prywatne pochodzi od złego czy dobrego ducha należy przypomnieć drugą cześć

owego objawienia. Otóż Mesjasz miał przyjść po śmierci premiera Izraela Ariela Szarona.

 Właśnie dziś 11 stycznia roku 2014 po pierwszym przyjściu Jezusa  Chrystusa, 

zmarł po 7 latach przebywania w śpiączce po udarze mózgu. 

Poniżej artykuł o tej bulwersującej sprawie.


Red.


Gdy to się stanie, na Ziemię powtórnie przyjdzie Jezus!

niewiarygodne.pl 02.01.2014 12:39

Czy wkrótce światu objawi się Mesjasz? Wiele osób, szczególnie w żydowskich kręgach wyznaniowych, wierzy, że tak się stanie. W przekonaniu tym utwierdza ich notatka Icchaka Kaduriego, zmarłego w 2006 r. rabina i kabalisty, który przed swoim odejściem stwierdził, że dokona się to zaraz po śmierci Ariela Szarona, izraelskiego polityka, który od 2006 r. przebywa w stanie śpiączki. Ale nie brakuje jednak innych interpretacji tej przepowiedni, które zakładają, że będziemy mieli do czynienia z paruzją, czyli powtórnym przyjściem Chrystusa. 

Icchak Kaduri, szczególnie w środowisku żydowskich gmin wyznaniowych, ma zupełnie inny status niż słynni profeci, tacy jak Nostardamus, Baba Wanga i inni, którzy na przestrzeni wieków objawiali się światu. Urodzony w 1900 r. Kaduri uznawany był za jednego z najważniejszych rabinów, a jego działalność - jak wierzono - nie pozostawała bez wpływu na sytuację polityczną w Izraelu oraz w regionie Bliskiego Wschodu. Uważano go także za uzdrowiciela. Tysiące ludzi zgłaszało się do niego, licząc, że może on im pomóc w zażegnaniu problemów zdrowotnych. Wierzono też, że za jego sprawą dokonywać się mogą cuda. Według wielu żydów, miał on także dar przewidywania przyszłości, informując z wyprzedzeniem o nadchodzących katastrofach i klęskach żywiołowych. Najwięcej emocji wzbudziła jednak jego zapowiedź nadejścia Mesjasza. 

Icchak Kaduri uznawany był za jednego z największych rabinów (fot. AFP) 

Według słów rabina, wybawiciel Izraela miałby się objawić po śmierci utrzymywanego w stanie śpiączki Ariela Szarona, który w latach 2001-2006 pełnił funkcję premiera Izraela. Na początku 2006 r. polityk doznał udaru mózgu i został uznany za niezdolnego do dalszego pełnienia swoich obowiązków. Tymczasem na kilka miesięcy przed swoją śmiercią Kaduri ogłosił, że osobiście spotkał Mesjasza. Miał on mu się objawiać w snach oraz wizjach. Imię Mesjasza zostało zaś zapisane przez niego na kartce papieru. Wszystkie te informacje zostały potwierdzone przez syna Kaduriego. Rabin nie miał wątpliwości co do prawdziwości swoich wizji. Ogłosił też, że objawiona mu przez Mesjasza zapowiedź dotycząca przyjścia wypełni się po śmierci Ariela Szarona. 

Znawca żydowskiego prawa religijnego zaznaczył, że kiedy Mesjasz pojawi się krótko po śmierci Szarona, nie wszyscy uwierzą w jego posłannictwo, a największy z tym problem będą mieli uczeni w piśmie. 

Zanim rabin zmarł, przekazał niewielką, zapieczętowaną kartkę papieru, na której zapisane zostało imię Mesjasza. Zgodnie z jego wolą, miała ona pozostać zalakowana przez jeden rok. Po upływie tego czasu zdecydowano się ją otworzyć. 

"W kwestii listu zdradzającego imię Mesjasza, podniesie on ludzi oraz udowodni, że jego słowa oraz prawo są ważne" - brzmiały słowa zawarte w pozostawionym liście. 

Na kartce w języku hebrajskim zapisana została także sentencja: "Yarim Ha'am Veyokhiakh Shedvaro Vetorato Omdim". Według interpretacji, które natychmiast się pojawiły, słowa te zawierają literowy skrót, zdradzający imię Mesjasza. I tu wielu ortodoksyjnych żydów, którzy z niecierpliwością oczekiwali ujawnienia imienia wybawiciela Izraela, przeżyło szok, bowiem odczytane przez wielu imię brzmiało: Yehoshua lub Yeshua, czyli po prostu Jezus. 

Takie rozpoznanie imienia zbawcy nie przypadło oczywiście do gustu wyznawcom religii mojżeszowej, którzy wskazywali, że ich mistrz nie pozostawił odpowiedniego klucza, pozwalającego na właściwy odczyt zaszyfrowanego w zapisanych na kartce słowach imienia Mesjasza. A zatem taka interpretacja może być błędna. 


http://niewiarygodne.pl/kat,1031979,title,Gdy-to-sie-stanie-na-Ziemie-powtornie-przyjdzie-Jezus,wid,16297293,wiadomosc.html?smgajticaid=612014

Poniżej film angielskojęzyczny


piątek, 10 stycznia 2014

Uzdrowienie kobiety zadziwiło cały Izrael


Izrael mówił i podziwiał niezwykłe uzdrowienie Teresy Daoud [sądząc po nazwisku arabskiej chrześcijanki - przy. red.] Wszyscy musieli uznać, że z punktu widzenia medycyny przypadek ten jest niewytłumaczalny – donosiły izraelskie media. Jak zaznaczano, jedynym możliwym wyjaśnieniem była siła jej wiary. Sama Teresa, odpowiadając na liczne pytania, stwierdzała krótko: "Jezus, Mesjasz Izraela, uzdrawia również dzisiaj".

Gdy Teresa Daoud przyszła do szpitala Ichilov w Tel Awiwie stwierdzono u niej wielkiego i złośliwego raka. Lekarze dawali jej szanse przeżycia tylko pod warunkiem, że podda się amputacji nogi. To, co się działo przez kilka kolejnych miesięcy wprawiło w zdumienie nie tylko lekarzy, ale cały Izrael.

- Jeśli ktoś opowiadałby mi historię cudownego uzdrowienia Teresy kilka miesięcy temu, to bym powiedział, że jest szalony i skierowałbym go do szpitala psychiatrycznego - powiedział prof. Jakub Bickel, ordynator oddziału onkologii ortopedycznej szpitala Ichilov. - Ale byłem tutaj i zobaczyłem to na własne oczy - dodał.
To, co profesor zobaczył, opisał jako złośliwy guz wielkości pomarańczy. - Biopsja pokazała, że jest to sarkoma, jeden najagresywniejszych i przerażających guzów rakowych, jakie mamy - wyjaśnił Bickel. - Z guzem takiej wielkości można było zastosować jedyne leczenie, które mogliśmy zaproponować Teresie - amputację nogi - stwierdził ortopeda.
- Byłam zaszokowana, kiedy lekarz mi to powiedział - opowiadała Teresa, nauczycielka przyrody w szkole średniej. - Myślałam, że lekarz mówi o kimś innym. Ale nie miałam wyboru. Pacjentka zaczęła przygotowywać się do życia z jedną nogą.Przesłała do sprawdzenia wykonane już badania i zdjęcia rentgenowskie do USA, aby i tam potwierdzono postawioną już diagnozę. Niestety, odesłano mi je z tym samym rezultatem: aby ratować pani życie noga musi być amputowana - wspomina.
W dniu zabiegu, po tym jak Teresa już od trzech dni przebywała w szpitalu, została poinformowana, że operacja z powodów technicznych zostaje przesunięta. Gdy w końcu przybyła w nowym terminie i właśnie miała trafić na salę operacyjną, po raz kolejny powiedziano jej, że ze względu na wielką liczbę nagłych przypadków, amputacja znowu musi zostać przełożona. Gdy Teresa otrzymała nowy termin zabiegu, w międzyczasie bardzo zachorowała jej matka. Decyzja o zaopiekowaniu się nią, po raz kolejny przesunęła datę operacji.

- Trzy razy zmieniał się termin zabiegu. Dla mnie był to jasny sygnał z nieba, żebym nie dawała się zoperować - wyznała Daoud. Telewizja izraelska pokazywała zdjęcia modlącej się Teresy w jednym z kościołów na północy kraju. - Kiedy powiedziała mi, że nie chce, aby amputować jej nogi, nie mogłem tego zrozumieć. Sądziłem, że niedługo umrze - mówił prof. Bickel. - Jej decyzja sprawiła mi przykrość - dodał.

Trzy miesiące później do biura profesora weszła Teresa z szerokim uśmiechem na twarzy. - Co się pani stało? - zapytał zdziwiony lekarz. - Modliłam się - odpowiedziała. Oszołomiony Bickel natychmiast wysłał Teresę na badanie tomografem komputerowym, gdyż naocznie nie dało się niczego stwierdzić. Nowotwór radykalnie się zmniejszył. - Coś takiego jest po prostu niemożliwe - powiedział profesor. – Guz takiej wielkości nigdy nie może się skurczyć tak, jak to miało miejsce w przypadku Teresy - stwierdził.
Lekarze nie mogli uwierzyć w to, co zobaczyli. Postanowiono jeszcze raz wykonać biopsję. Jednak żadnego nowotworu nie stwierdzono, całkowicie zniknął z ciała. - Kilkakrotnie sprawdzaliśmy wyniki badań - mówił nadal zdumiony profesor. - Nie mogliśmy po prostu zaakceptować tego, że bez żadnego zabiegu rak po prostu zniknął - dodał.

Izraelskie media donosiły o cudzie. Wszyscy musieli uznać, że przypadek Teresy jest niewytłumaczalny. Jedynym możliwym wyjaśnieniem była siła jej wiary.
Pracownicy szpitala, reporterzy przychodzili do domu Teresy, mając nadzieję, że odkryją inne przyczyny uzdrowienia. Próbowali jedzenia, które miała w domu, sprawdzali wodę, którą na co dzień pije. Nie znaleźli jednak żadnego logicznego wytłumaczenia. A jest jedno jedyne, niezaprzeczalne i streszczające się w odpowiedzi Teresy na liczne pytania: "Jezus, Mesjasz Izraela, uzdrawia również dzisiaj".za: http://wiadomosci.onet.pl/swiat/uzdrowienie-kobiety-zadziwilo-caly-izrael/s5s8j

czwartek, 9 stycznia 2014

Jasełka AD 2014 w Gdyni

Zgodnie ze starożytnym polskim zwyczajem w czasie Bożego Narodzenia wystawiane są przez dzieci jasełka. Poniżej fotorelacja z przeoratu FSSPX w Gdyni.
Red



Toplista Tradycji Katolickiej
Powered By Blogger