sobota, 31 marca 2018

piątek, 30 marca 2018

czwartek, 29 marca 2018

środa, 28 marca 2018

wtorek, 27 marca 2018

Ta, która współcierpiała - rola Matki Bożej w „Pasji” Mela Gibsona

Ta, która współcierpiała - rola Matki Bożej w „Pasji” Mela Gibsona

Ta, która współcierpiała - rola Matki Bożej w „Pasji” Mela Gibsona
fot. YouTube/ Yamato Jihad1488
,

Po obejrzeniu superprodukcji Gibsona nie można oprzeć się wrażeniu, że oprócz głównego bohatera – Jezusa, równie istotną – choć stojącą nieco na uboczu - rolę odgrywa Jego matka. Cierpienia Chrystusa są cierpieniami Maryi, a radości i doświadczenia głównego bohatera dzielone są z matką za pomocą niezwykle silnej więzi.   

Zdaniem ekspertów teologia maryjna w filmie Gibsona jest czytelna i w pełni zgodna z nauką Kościoła. Od początku filmu w oczy rzuca nam się niezwykła więź, za pomocą której Maryja dzieli z Chrystusem radości, obawy a także – ukazane w niezwykle plastyczny sposób – ogromne cierpienie. Jak przepowiedział matce Jezusa Symeon: „A twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu”, Maryja współcierpiała razem z Chrystusem podczas jego męki, co w znakomity sposób udało się ukazać Gibsonowi. Z drogi usuwają się jej oprawcy, czuć od niej jakąś niesamowitą siłę.

W momentach biczowania czy przybijania Jezusa do krzyża widzimy jak ciosy zadawane Jezusowi odczuwane są tak samo przez Maryję w niemal fizyczny sposób. Przepięknie ukazana jest stacja Drogi Krzyżowej - „Jezus spotyka swoją Matkę”. W scenie Maryja biegnie do upadającego Jezusa, a w międzyczasie widzimy retrospekcję z czasów jego młodości, kiedy jako dziecko przewrócił się w podobny sposób. W obu przypadkach reakcja matki jest taka sama - nie zważając na nic dookoła, zostawiając wszelkie obowiązki, jak najszybciej biegnie by pomóc upadającemu Jezusowi.

Mimo, że Maryja podtrzymywana jest cały czas przez Jana i Marię Magdalenę, cierpienie odczuwa niezwykle świadomie. Kulminacyjnym punktem „pasji” Maryi jest złożenie ciała Chrystusa w jej ręce. Ze spokojem, bez jakiejkolwiek widocznej rozpaczy matka żegna się ze swoim synem. Jednocześnie jej wzrok skierowany jest „do kamery” czyli na widza. Z tego spojrzenia niemal wyczytać można słowa „mój syn cierpiał za Wasze grzechy”.

Ukazanie w ten sposób Maryi jest świadectwem osoby, która darzy Matkę Bożą autentycznym, żywym uczuciem. Gibson w sposobie jej przedstawienia, pokazał swoją osobistą relację z Matką Chrystusa. Postać Maryi daje nam wizualny, odczuwalny zmysłami przykład dlaczego w Kościele oddajemy jej taką cześć. Jest to także ewangelizacyjne przesłanie do protestantów, którzy dobrowolnie ale także częściowo nieświadomie odcinają się od obfitości Łask, jakie Maryja może wyjednać nam u swojego Syna. Maryja jak wiemy, jest szczególnie pomocna jeżeli chodzi o sferę czystości i warto prosić ją o wstawiennictwo w tych intencjach.

Matka Boża ukazana jest w filmie także z zupełnie innej strony. Jako prosta kobieta, wychowująca swoje dziecko, opiekująca się domem i troszcząca się o jego mieszkańców. W scenie, w której Jezus jako cieśla wykonuje stół dla swojego klienta, jego matka – jak matka każdego człowieka – pyta się czy jest głodny, przypomina – dorosłemu już – Jezusowi żeby umył ręce. Przedstawienie w ten sposób, czasem nieco humorystyczny Matki Boga pozwala nam dostrzec ją tak jak często dostrzegali Maryję święci Kościoła – jako człowieka, mającego te same troski i zmartwienia jak każdy z nas.
Widząc filmową Maryję dużo łatwiej znaleźć nam sens i znaczenie słów wypowiadanych podczas każdej stacji Drogi Krzyżowej – „I ty, któraś współcierpiała, Matko Bolesna przyczyń się za Nami”.

Artykuł na podstawie książki Stanisława Krajskiego „Mel Gibson – droga do Pasji”.

 Piotr Relich

 https://www.pch24.pl/ta--ktora-wspolcierpiala---rola-matki-bozej-w-pasji-mela-gibsona,58829,i.html

poniedziałek, 26 marca 2018

sobota, 24 marca 2018

Jak zakony budowały system finansowy Europy




Zbawienny dla Europy wpływ istnienia i działalności zakonów katolickich przedstawiałem już pośrednio w kilku wpisach i pokazywałem, jaką tragedią dla objętych ich opieką ludzi była kasata tych instytucji przez protestanckie władze. Na działalności czysto charytatywnej jednak się nie kończy, bo zakonnicy będący intelektualną elitą pracowali nad udoskonaleniem każdej dziedziny życia. Nie inaczej było z finansami i gospodarką, o czym w tym właśnie tekście opowiem.
Moją uwagę zwrócił na to Jakub Wozinski, autor “Dziejów kapitalizmu” Wydawnictwa Prohibita, które zakupiłem właściwie z czystej ciekawości odnośnie kapitalizmu wieków XVII-XXI, a pozytywnie zdziwiłem się widząc, że konkretnie opisał także gospodarcze początki cywilizowanej Europy od XI wieku.
Po chrystianizacji większości terenów Europy Kościół był bez wątpienia najważniejszą instytucją międzynarodową, ale nie tylko z powodów religijnych. O tym, jak w skrócie wyglądał kościelny import cywilizacyjnego know-how opisywałem w tym artykule o konsekwencjach chrztu Polski (link). Wiedza ekonomiczna była jednym z “dóbr importowanych”, a zakonnicy przybywający na nowe ziemie stanowili pewnego rodzaju bankierów.
Było to możliwe i wygodne z dwóch powodów, o których rzadko słyszymy.
Pierwszy powód był czysto fizyczny. Klasztory stanowiły niemalże fortece, które ze względu na odseparowanie od wielkich ośrodków miejskich, potężne mury i znajdujące się wewnątrz magazyny mogły się bronić, przyjmować zagrożoną okoliczną ludność i oczywiście przechowywać bogactwa. Dzięki temu klasztory stanowiły więc pierwsze banki depozytowe.
Drugim powodem, dla którego nadawały się do zarządzania pieniędzmi był wymóg ubóstwa i posłuszeństwa obowiązujący w zakonach. Dzięki tej powszechnej zasadzie, zakonnicy zajmowali się dużymi pieniędzmi, jednak ze względu na brak możliwości posiadania czegokolwiek na własność, działali w interesie samego klasztoru i okolicznej ludności nie matacząc finansowo dla własnego zysku.
Szczególnie widoczne będzie to w historii templariuszy, którzy mieli możliwość stworzenia systemu patologicznej bankowości opartej o lichwę, jednak nie mogli tego zrobić ze względu na własne śluby i kościelne prawo.
Całkowita podległość i zależność od przełożonych natomiast uniemożliwiała pozostawanie szemranych interesów niezauważonymi, bez kontroli z góry. O geniuszu ślubów zakonnych jeszcze napiszę, bo jest to temat na osobny tekst, jeśli nie całą książkę.

Jak klasztory pomnażały zdeponowane pieniądze

Zakonnicy kluniaccy i cystersi otrzymywali od władców niemałe połacie ziem, na których stawały klasztory, oraz tereny okoliczne, które za niewielkie pieniądze dzierżawić mogli prostej ludności. W klasztorach-fortecach władcy chętnie deponowali też znaczne majątki, a zakonnicy mieli prawo inwestowania ich celem dalszego pomnażania i rozwijania gospodarki okolicznych terenów.
Nie były to oczywiście inwestycje giełdowe, jakie znamy dziś, a te “banki” nie kierowały się regułami obrzydliwych rezerw cząstkowych. Zamiast tego, pieniądze zdeponowane w klasztorach przeznaczali na rozwój natury gospodarczej. Budowali drogi, młyny, mosty, karczowali lasy, wspomagali budowę okolicznych gospodarstw, sami także zajmowali się przetwarzaniem surowców, hodowali zwierzęta, uprawiali rolę.
Samo przechowywanie i inwestowanie pieniędzy nie było jedynym, co zakonnicy oferowali władcom, ponieważ majątki klasztorne nie pochodziły tylko i wyłącznie od królów. Jednym z głównych źródeł bogactwa Kościoła zawsze były po prostu darowizny i zapisy testamentowe, za pośrednictwem których otrzymywał on prawa własności posiadłości i dóbr od umierających bezdzietnie bogaczy. Z powodu majętności klasztorów, niejeden król pożyczał od nich spore sumy, co pokazuje, jak “obrotni” byli wtedy zakonnicy i jak potężne wsparcie dla królestwa mogli stanowić. Pożyczki w klasztorach zaciągali nawet cesarze, jak Henryk III (1017-1056), i Henryk IV (1050-1106).
Depozyty bankowe wdrożone właśnie przez zakonników są jedną z podstaw późniejszego systemu finansowego całej Europy.

Wzrost cywilizacyjny i gospodarczy ziem wokół klasztorów

Jednym z popularnych mitów na temat średniowiecznego Kościoła jest to, jakoby współpracował on wyłącznie z możnymi i elitą władzy generując pieniądze kosztem niższych stanów. Ten absolutny nonsens omówił dr Jan Przybył w artykule, który opublikował na moim blogu (link).
Wzrost cywilizacyjny okolicznych ziem zapewniały klasztory na wiele sposobów. Poza czysto fizyczną pracą, jakiej obowiązkowo musieli oddawać się zakonnicy, także finansowe wsparcie nie pozostawało bez znaczenia. Ludność mogła liczyć na darmowe lub niemal darmowe pożyczki na cele gospodarcze, bowiem kościelny zakaz lichwy w średniowieczu potępiał zarabianie samym kapitałem, bez wykonywanej pracy.
Dzięki temu pieniądze klasztorne nie pozostawały w bezruchu, a zastrzyk gotówki spłacanej po osiągnięciu większego zysku pozwalał na rozwinięcie własnego poletka zwykłym poddanym. Józef Kuliszer w swojej “Powszechnej historii gospodarczej średniowiecza i czasów nowożytnych” twierdzi, że chłopi byli głównym klientem i beneficjentem tego typu pożyczek, co pokazuje, jak mylne jest twierdzenie o współpracy wyłącznie z władcami.
Pożyczki udzielane tak władcom jak i chłopom nie zawsze były też spłacane w takiej formie, w jakiej ich udzielono. W zamian za pieniądze klasztory mogły też otrzymywać jakąś część zysków z przedsięwzięcia, które pomagały sfinansować, dzięki czemu pożyczkobiorca nie musiał zbierać całej sumy do zwrotu na konkretny termin. W ten sposób w Europie narodził się właściwie kredyt hipoteczny.
Jakakolwiek nieuczciwa działalność “bankowa” klasztorów była ograniczona do minimum ze względu na to, że w tamtych czasach ilość pieniądza kruszcowego była bardzo mała. Używano go w wymianie handlowej ze Wschodem, ale wewnątrz Europy nie był to najpopularniejszy sposób wymiany. Woznicki w “Dziejach kapitalizmu” twierdzi nawet, że brak pieniądza kruszcowego był bardziej błogosławieństwem, niż utrudnieniem, ponieważ nie wytwarzał dużego zapotrzebowania na usługi depozytowe, które od zawsze w warunkach ingerencji państwa w sferę finansową stanowiły bodziec do tworzenia pustego pieniądza.
Do powstania i wzrostu systemu finansowego Europy w średniowieczu niebywale przyczyniły się Krucjaty – prawdopodobnie największe masowe przedsięwzięcie katolickiego świata. Wbrew jednak obiegowym opiniom, związek ten nie opierał się na “masowej grabieży”, jak chcieliby tego antykatoliccy propagandziści. Zakony rycerskie stawały się ważnymi “bankami” za pieniądze papiestwa i europejskich władców, a samych bogactw sprowadzonych z krajów islamskich było niewiele, o czym pisałem w tym artykule na temat Krucjat.

Zakony rycerzy-bankierów

Pod koniec XI wieku wojny z islamem trwały nieprzerwanie, Bizancjum broniło się jak mogło, mimo że mahometanie postępowali w stronę Europy, a papież nawoływał do wspólnego wysiłku celem oswobodzenia Ziemi Świętej i chrześcijan pod okupacją. Europejczycy pielgrzymowali jednak do Ziemi Świętej nieprzerwanie, choć było to bardzo niebezpieczne. Celem ich ochrony w 1048 roku w Jerozolimie powołano zakon Joannitów (dziś znani są jako kawalerowie maltańscy), którzy wyrośli z bractwa zawiązanego przez kupców z Amalfi przy szpitalu św. Jana Chrzciciela. Mimo oficjalnego uznania ich za zakon dopiero w 1113 roku, działali już od połowy XI wieku.
Różnica pomiędzy nimi a zakonami benedyktynów, czy cystersów polegała na tym, że byli rycerzami. Ich zadania różniły się więc od innych zakonów, mimo że przestrzegali też reguł ubóstwa i względnej ascezy – mieli bronić Ziemi Świętej i pielgrzymów. Później templariusze i krzyżacy także poszli tą drogą, choć ci ostatni niestety tylko w teorii. Joannici bez wątpienia potrafili zajmować się interesami i wznosili potężne twierdze, które naturalnie stanowiły schronienie dla kosztowności. Później pojawiła się nawet joannicka flota wykorzystywana do celów handlowych. Zakon ten, tak jak całe zamieszanie wokół Krucjat przyczynił się do wzbogacenia wielu, głównie włoskich biznesów na niewyobrażalną skalę. Pieniądze wygenerowane na samym transporcie krzyżowców kilkukrotnie przekraczały nawet dochód angielskiego króla.

Templariusze – znani z bitew, nieznani z bankowości

W 1119 roku, także w Jerozolimie, pojawił się Zakon Ubogich Rycerzy Chrystusa, później zwany potocznie zakonem templariuszy. Szybko stali się najpotężniejszą instytucją finansową ówczesnej Europy, a sens swojego istnienia oparli na konieczności obrony Ziemi Świętej przed islamem, co niestety miało się później na nich zemścić.
Templariusze już niedługo po powstaniu zakonu zasłynęli odwagą w boju i wzbudzali podziw samych władców. Realizowali swoją misję wzorowo, a poza samą walką o Ziemię Świętą pracowali (jak każdy zakon) także czysto gospodarczo. Zakres ich działań był szeroki: hodowali owce, sprzedawali wełnę, utrzymywali młyny, prowadzili handel i dawali w dzierżawę ziemię rolną.
Co ciekawe, świadczyli usługi także muzułmanom, co burzy kolejne mity o rasizmie, czy powszechnej nienawiści Europejczyków i krzyżowców do innowierców. Tak jak w przypadku innych zakonów, główne źródło dochodów stanowiły jednak darowizny od europejskich możnych i były naprawdę ogromne.
Przykładowo, w 1131 roku król Aragonii Alfons zapisał im 6 fortec, 10% wszystkich królewskich dochodów, 20% wszystkich ziem odebranych Maurom oraz zwolnienia podatkowe. Dzięki temu templariusze zaczęli działać międzynarodowo posiadając tereny na Półwyspie Iberyjskim. Większość darowizn otrzymywali na cele obrony Ziemi Świętej, ale ich działalność obejmowała cały chrześcijański świat. Nawet król Francji powierzał im swój majątek, mieli fortece w Normandii, a w samym Paryżu było ich aż 4000. Templariuszom udało się osiągnąć aż 1000 oddziałów i 7000 członków.
Całe to “przedsiębiorstwo” udzielało też pożyczek. Wbrew kościelnemu zakazowi lichwy oprocentowanie dochodziło do 10%, co pozwalało błyskawicznie (jak na tamte czasy) się bogacić. Oprocentowanie to jednak nie budziło sprzeciwu Kościoła, ponieważ klientami byli możni i władcy, których dochody pozwalały bez problemu spłacać takie zobowiązania. Przy tych ogromnych operacjach finansowych ciekawe jest, że templariusze zachowywali zasady ubóstwa i ascezy nie mogąc posiadać niczego na własność.

Weksle zawdzięczamy właśnie zakonnikom

Dzięki rozległej sieci placówek w całej Europie i w Ziemi Świętej, templariusze umożliwiali błyskawiczny transfer pieniędzy pomiędzy krajami. Ich działalność stanowiła element, bez którego Krucjaty być może nie mogłyby się odbyć. Możliwość wpłacenia dużych pieniędzy “na miejscu” i odebrania ich w okolicach Jerozolimy nieopisanie ułatwiała władcom i rycerstwu udział w Krucjatach.
Między innymi dzięki działalności templariuszy było możliwe też wdrożenie systemu weksli, z których nauczyli się korzystać prawdopodobnie dzięki kontaktom z żydami zajmującymi się finansami w krajach wschodnich. Dzięki wekslom osoby chcące przesyłać pieniądze na duże odległości nie musieli zabierać ich w podróż, ale zlecali transfer templariuszom. Ze względu na niebezpieczeństwo podróży z dużymi pieniędzmi nawet dla templariuszy, uznano że najlepiej będzie po prostu utworzyć dokument uprawniający do wypłacenia danej sumy danej osobie.
Jak staram się to wykazywać przy okazji opisywania różnorakiej działalności Kościoła, także i w przypadku templariuszy fascynujące jest, jak efektywne i korzystne są katolickie zasady życia społecznego nawet dla niewierzących. Gdyby templariusze nie byli zobowiązani ślubami ubóstwa i gdyby nie respektowali kościelnego zakazu lichwy, mogliby stać się nieopisanym wręcz gigantem dyktującym warunki w Europie. Mogliby udzielać pożyczek zwykłym ludziom i zarabiać na nich, dzięki czemu prawdopodobnie urośliby do poziomu “za wielkich, by upaść”, jak mówi się o dzisiejszych bankach. Na szczęście, kościelne zasady hamowały tego typu praktyki i Europa jeszcze przez wieki wolna była od smyczy finansistów.
Niestety, templariusze zostali pomówieni na niewyobrażalną wręcz skalę i zniszczeni przez króla Filipa Pięknego, który w swej tendencji do niespłacania zobowiązań postanowił “unieważnić pożyczki” poprzez destrukcję całego zakonu. Templariusze w większości zostali aresztowani niemal jednocześnie pod absurdalnymi oskarżeniami o kult szatana i praktyki okultystyczne, a torturami zmuszono ich do przyznania się do winy przed sądami, które bez tych konfesji nie byłyby w stanie niczego udowodnić, ale nie śmiały sprzeciwić się władcy. Nie protestował nawet papież, który niedługo potem sam stał się niewolnikiem.

Podsumowanie

Jak widać, zniekształcony obraz średniowiecznego Kościoła i zakonów, jaki wiele osób wynosi m.in. z filmu Imię Róży jest całkowicie nieprawdziwy i krzywdzący. Na szczęście, sam Umberto Eco przyznaje, że jego dzieło należy raczej do literatury fantasy, niż historii i pora, by jego czytelnicy również to zrozumieli.
Finanse to oczywiście nie jedyne, do czego przyłożyli się zakonnicy i daleki jestem od sugerowania, że sens istnienia klasztorów to zbieranie bogactwa, czy praca na roli. Uważam jednak, że czysto namacalne korzyści cywilizacyjne z istnienia tych wspaniałych instytucji trzeba pokazywać i uświadamiać ofiarom postluterańskiej propagandy antyzakonnej.

 http://sredniowieczny.pl/jak-zakony-budowaly-system-finansowy-europy/

piątek, 23 marca 2018

czwartek, 22 marca 2018

środa, 21 marca 2018

Benedyktyni w Tulon będą celebrować według mszału z 1953 roku.

Benedyktyni z francuskiego Tulon położonego nad brzegiem Morza Śródziemnego będą w tym roku celebrować liturgię Wielkiego Tygodnia oraz Wigilii Paschalnej podług mszału z 1953, jeszcze sprzed reformy Piusa XII. Uzyskali stosowne pozwolenie, takie, jakie otrzymało już wcześniej Bractwo Kapłańskie Świętego Piotra.



Papież Pius XII wprowadził pierwsze zmiany w liturgii Wigilii Paschalnej w roku 1951. W roku 1955 z kolei dekretem Maxima Redemptionis znacząco zreformował ryt Wielkiego Tygodnia. W nowej wersji liturgiczna celebracja stała się uboższa. W ubiegłym roku Papieska Komisja Ecclesia Dei udzieliła indultu Bractwu Kapłańskiemu Świętego Piotra, umożliwiając mu celebrowanie liturgii Wielkiego Tygodnia i Wigilii Paschalnej w dawniejszej, bardziej uroczystej formie, o czym poinformowano na amerykańskich stronach Bractwa dopiero niedawno. Okazuje się teraz, że komisja analogicznego indultu udzielono także benedyktynom z klasztoru św. Benedykta w Tulon.
Nie są znane żadne bliższe szczegóły, bo nie opublikowano jak dotąd treści zezwolenia. Wiadomo jednak, że indult udzielony został ad experimentum na okres trzech lat, a wielkopiątkowa modlitwa za żydów będzie odmawiana w najnowszej wersji, określonej przez papieża Benedykta XVI.

O decyzji komisji odnośnie benedyktynów poinformował sam przeor klasztoru, o. Alcuin. „Nasze świętowanie Wielkiego Tygodnia będzie w tym roku szczególnie bogate, bo odpowiednie autorytety zezwoliły nam 17 stycznia na celebrowanie rytów Wielkiego Tygodnia podług mszału z roku 1953. Te piękne i stare ryty, zwłaszcza w kontekście monastycznym, świadczą o bogactwie, które podarowano nam w tradycji stuleci”–napisał.

Jak dodał przeor, jego wspólnota zaprasza duchownych i świeckich do wspólnego przeżywania liturgii Wielkiego Tygodnia i Wielkanocy oraz „wyraża najgłębszą wdzięczność” komisji Ecclesia Dei.

Benedyktyński klasztor w Tulon rozwija się obecnie bardzo dobrze. W grudniu ubiegłego roku odbyły się postrzyżyny jednego z młodych zakonników, w styczniu przystąpił do wspólnoty jeden postulant. Przeor zapewnia, że ma już kolejne prośby o przyjęcie i jeżeli taka będzie wola Boża, grono tulońskich benedyktynów w tym roku jeszcze się powiększy.


Źródło: Katholisches.info
Pach
Toplista Tradycji Katolickiej
Powered By Blogger