sobota, 21 września 2013

Dom Matki Bożej na Wzgórzu Słowików koło Efezu

Dom Dziewicy MariiMeryemana, położony jest powyżej ruin Efezu (ok. 7,0 km od Selçuk), na wzgórzu Coressus zwanym Wzgórzem Słowików. Miejsce to zostało odnalezione 29 czerwca 1891 r. przez wyprawę badawczą zorganizowaną przez księży lazarytów z Izmiru, po opublikowaniu książki Anny Katarzyny Emmerich Życie Najświętszej Maryi Panny. Książka powstała na podstawie zapisów z wizji zakonnicy zanotowanych przez Klemensa Brentano. Opis podany w książce położenia wzgórza, niewielkiego domku, detale związane z jego układem były zgodne z odnalezionym przez księży z kościoła św. Polikarpa miejscem. Odkrycie zainteresowało arcybiskupa Izmiru, który zlecił naukowcom przeprowadzenie badań w 1892. Badania potwierdziły, że odnaleziona w tym miejscu budowla została zbudowana w VI wieku na starszych murach, datowanych na I wiek i IV wiek. Utwierdziło to księży z Izmiru w przekonaniu, że odnaleziony dom jest kaplicą zbudowaną w miejscu i na fundamentach domu, w którym mieszkała Matka Boża pod koniec swojego życia. Zgodnie z tradycją, po nasileniu się prześladowań chrześcijan w Jerozolimieśw. Jan sprowadził Marię do Efezu około 37 - 45roku. 
Za tym stwierdzeniem, że faktycznie odkryto miejsce, w którym zakończyła pobyt na ziemi Matka Boża, przemawiały  dodatkowo:
  • tradycja o życiu św. Jana mówiąca, że w Efezie spędził ostatnie lata swojego życia, tu napisał Ewangelię oraz zmarł i został pochowany w Selçuk (nad jego grobem, w VI wiekucesarz Justynian wybudował Bazylikę św. Jana)
  • Ewangelia, w której umierający Jezus Chrystus powierzył Maryję opiece św. Jana
  • wybór Efezu na miejsce obrad III soboru Ekumenicznego obradującego nad dogmatem jej Boskiego Macierzyństwa
  • wybudowanie w Efezie pierwszego kościoła pw. Marii (Kościół Marii Dziewicy)
  • ustna tradycja, która przetrwała wśród mieszkańców wsi Kirkince wyznania prawosławnego, którzy zachowali obyczaj pielgrzymowania na wzgórze, do miejsca które nazywają Panaya Kapulu, dla uczczenia dnia Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny.

Jednocześnie zakonnice z Francuskiego Szpitala w Izmrze rozpoczęły starania o wykupienie ziemi, na której znajdował się dom i źródło, a następnie o uporządkowanie terenu i prace renowacyjne. Wszystko to trwało do 1894 roku zaś Dom Marii Panny został ogłoszony miejscem pielgrzymek. Z tego okresu pochodzi absyda z ołtarzem. W 1951 dom został gruntownie odrestaurowany. Miejscem należącym obecnie do Stowarzyszenia na rzecz Domu Najświętszej Marii Panny opiekuje się zakon Braci Mniejszych Kapucynów.

Jest to miejsce uznawane za święte przez niektórych chrześcijan i muzułmanów. Dzień 15 sierpnia jest obchodzony w sposób uroczysty, jako pamiątka dnia Wniebowzięcia NMP. Przez cały rok przybywają tu z pielgrzymką wierni i turyści z różnych stron świata. Dom Marii Panny odwiedził papież Paweł VI w dniu 26 czerwca 1967 , Jan Paweł II 30 listopada 1979 i papieżBenedykt XVI 29 listopada 2006.
Wzdłuż drogi prowadzącej na wzgórze umieszczono szereg tablic, w różnych językach (również po polsku) informujących o tym miejscu. Wyżej, po lewej stronie znajduje się niewielka figura Anny Katarzyny Emmerich i tuż przy drodze statuetka Marii witającej przybyłych. Obok domu widoczna jest zagłębiona w ziemię cysterna, w której zbierano wodę. W niewielkiej kaplicy znajduje się ołtarz z figurą Matki Bożej i świece zapalane przez przybywających. Przy drodze, poniżej domu są trzy źródła wody: źródło miłości, zdrowia i szczęścia. Obok, na specjalnie przygotowanych kratach, pielgrzymi zawieszają prośby kierowane do Matki Bożej.

środa, 11 września 2013

"Dlaczego potrzebujemy tradycji katolickiej?"- wykład w Przemyślu


Początek: 19.09.2013 r. (czwartek), godz. 18.00
Miejsce: Restauracja Wiedeńska, pl. Konstytucji 3 Maja 6, Przemyśl


wtorek, 10 września 2013

chrześcijańska klepsydra w Syrii

Według "Chrześcijańskiej Syrii" https://www.facebook.com/Syrian.Christians.Union?fref=ts 
męczennikami za wiarę stali się śp.  Michał Mtanios, Anton londios, Sarkis Habib.
Pogrzeb odbył się dziś 10 IX 2013r.

niedziela, 8 września 2013

Katolicka Tradycja i muzyka

Przypominanie o rzeczach najważniejszych

Marcin Bornus Szczyciński i Maciej Kaziński — były i obecny dyrektor artystyczny festiwalu „Pieśń naszych korzeni” w Jarosławiu — mówią o roli liturgii i tradycji w życiu człowieka. Od ubiegłego roku na fetiwalu odprawiane są Msze św. w rycie dominikańskim, w tym roku pierwsza od lat solenna (Nowy Ruch Liturgiczny informował już o tym http://www.nowyruchliturgiczny.pl/2013/08/msze-w-rycie-dominikanskim-na-festiwalu.html).

Jak narodził się festiwal „Pieśń naszych korzeni” w Jarosławiu?
Marcin Bornus Szczyciński: Założycielem jarosławskiego festiwalu jest dominikanin o. Wojciech Gołaski, który spędził tutaj kilka lat i na wzór innego festiwalu, odbywającego się niegdyś w Starym Sączu, założył tutaj nowy. My właściwie przyszliśmy na gotowe, przyniósłszy ze sobą formułę „Pieśni naszych korzeni”, którą zaczęliśmy uprawiać w Starym Sączu: spotkanie artystów zajmujących się muzyką dawną — ponieważ wszyscy wywodziliśmy się z tego środowiska — i odbycie z nimi debaty na temat ich korzeni, czyli tradycji.

Zamiarem festiwalu jest pieczołowite pielęgnowanie tradycji — różnych tradycji kulturowych tworzących tożsamość Europy. Dlaczego tradycja ma tak wielkie znaczenie i czemu obecnie kładzie się silny nacisk na to, by ją odtwarzać?
Marcin Bornus Szczyciński: No właśnie, czy odtwarzać? Mam nadzieję, że nie odtwarzać, tylko korzystać z tego, co żyje. W naszych działaniach zakładamy, że tradycja żyje; może przymiera czy raczej przysypia, czy też przykryta jest cienką warstwą niepamięci, spod której chcemy ją wyrwać, ale żyje. Gdyby trzeba ją było odtwarzać w sensie rekonstrukcji, wznawiania, wzbudzania czegoś, co już dawno umarło, to raczej byśmy się za to nie zabierali.
Maciej Kaziński: Tradere znaczy przekazywać, zatem traditio to przekaz, spadek. Jest on bardzo ważny, bo bez niego nie możemy żyć, nie jesteśmy sobą. Jeżeli zostaniemy pozbawieni naszej tożsamości, to możemy sobie wymyślić jakąś nową; jednak jest to niebezpieczne, konfliktogenne, prowadzi do wojen i nie wiadomo, kiedy się taka nowa tożsamość ustabilizuje. Dlatego lepiej jest sięgać po to, co poprzednie pokolenia dla nas odłożyły. Jest to również obowiązek, bo jesteśmy tylko ogniwem w łańcuchu. Nie jesteśmy ostatnim pokoleniem na ziemi; przynajmniej ci, którzy mają dzieci, wiedzą o tym; mają zatem obowiązek im coś przekazać. Ci, co coś otrzymali, muszą w tym zaistnieć i to przekazać dalej. Prosta sprawa.

Marcel Pérès podczas uroczystości nadawania mu tytułu honorowego obywatela miasta powiedział, że festiwal to miejsce eksperymentowania. Jak należy to rozumieć?
Maciej Kaziński: Eksperymentowanie jest wypróbowywaniem rzeczy nieoczywistych. Tradycja jest zastana, ale niekoniecznie jest oczywista, ujawniona. To tak, jakbyśmy znaleźli walizkę, którą po pierwsze nie byłoby łatwo otworzyć, po drugie wymagałaby ona odkurzenia, a po trzecie dokumenty w niej złożone byłyby zapisane niezrozumiałym dla nas językiem. Musielibyśmy więc nauczyć się tego języka, włożyć pewien wysiłek w zrozumienie tego, co tam jest napisane. W tym sensie należy rozumieć eksperymentowanie: sprawdzanie, podchodzenie do jakiegoś zjawiska z różnych stron, z różnymi kluczami.
Marcin Bornus Szczyciński: Sama forma koncertów jest niemal zawsze eksperymentem. Takich klasycznych koncertów: artysta wchodzi, karmi publiczność swoją sztuką i wychodzi, i koniec imprezy, tutaj właściwie nie ma. Granice między publicznością a artystą się zacierają. Mamy za sobą takie przedsięwzięcia, w których dokładnie wszyscy obecni brali czynny udział przez śpiew, łącznie z ostatnim człowiekiem, który przyszedł w charakterze widza, ale się wciągnął — mam na myśli „Pasję” G. Ph. Telemanna, gdzie udział ludu jest wręcz zaznaczony i tutaj go zrealizowaliśmy.

Wspólne przebywanie sławnych artystów i zwykłych uczestników w nieformalnej, rodzinnej atmosferze wyróżnia „Pieśń naszych korzeni” spośród innych festiwali. W Jarosławiu każdy może zaśpiewać z Marcelem Pérèsem, Robertem Hugo czy Markiem Vitale. Jak udało się do tego doprowadzić?
Maciej Kaziński: To wszystko odbywa się przez kontakty osobiste. Artystę trzeba poznać, opowiedzieć mu o festiwalu, zdobyć jego zaufanie, przekonać go. Jeśli zaś nie można poznać go osobiście, to zachęcić listownie.
Marcin Bornus Szczyciński: Od samego początku zapraszaliśmy artystów na cały tydzień. Jest to wyjątkowa sytuacja zarówno od strony organizatorów, jak i od strony artystów. Są oni bardzo zajęci, zwłaszcza w lecie, i nie wyobrażają sobie, żeby mogli w jednym miejscu spędzić tak dużo czasu. Zwykle mijają się w drzwiach lotniska i mówią: „No jak tam było?” „No dobrze”. „A wy kiedy macie koncert?” „A jutro”. Pojutrze zaś są znowu gdzieś indziej. Namawialiśmy ich długo i nie zawsze skutecznie, ale od początku przyjeżdżali na kilka dni. A później już nie trzeba było ich namawiać. Gdy raz przybyli do Jarosławia, to już zostawali dłużej, bo widzieli, że im się to — powiem brutalnie — artystycznie opłaci. Grają tutaj dla ludzi co najmniej znajomych, jeśli nie przyjaciół, przeżywają z nimi inne ważne sprawy, wzruszenia, i dla takich ludzi gra się zupełnie inaczej. Stąd też wielu artystów zauważyło, że grają w Jarosławiu koncerty swojego życia, znacznie lepsze niż te na co dzień. Tym bardziej, że program jest zawsze specjalny; to nie jest gotowy program z katalogu, z którego zamawia się to, co pasuje. Debatujemy, dyskutujemy i z tego rodzi się oddzielny program, będący odpowiedzią na skierowane przez nas do artysty pytanie o jego korzenie.
Maciej Kaziński: Twórcy są zadowoleni z pracy z amatorami, bo amator często jest o wiele bardziej otwarty niż zawodowiec; nie posiada sformatowanej wizji działania. Słowo „amator” pochodzi od czasownika „kochać”. Czyli amator jest miłośnikiem i połączenie tego z muzyką jest najlepszym, co może się zdarzyć. Prostym amatorom można wierzyć, że robią to szczerze i prawdziwie, a zawodowcom nie; więc amator jest pożądanym partnerem.

Jak odbywa się tworzenie programu i dobór artystów?
Maciej Kaziński: Najpierw jest idea, a potem się zastanawiam, jakie narzędzia czy też formy mogą ją zrealizować, jakich ludzi do tego zaprosić. Czasem ludzie są nosicielami idei i wtedy jest łatwiej, bo idea niejako idzie z człowiekiem. W kręgu festiwalu znajduje się szereg osób, których pracę trzeba śledzić i od czasu do czasu do nich powracać, gdyż zawsze przynosi ona jakieś owoce, zawsze może się znaleźć w relacji do idei festiwalu. Na przykład Marcel Pérès — jakiegokolwiek pytania by mu się nie zadało, możemy być pewni, że uzyskamy odpowiedź niebanalną, odkrywczą, nowatorską i aktualną. Jest on przykładem człowieka — idei. Ta idea ma różne konkretyzacje, ale można zrozumieć jej podłoże, jądro, i istnieje pewna zbieżność ideowa. Takich osób jest jeszcze kilka.
Marcin Bornus Szczyciński: Debatujemy głównie we dwóch, ale istnieje także szersze grono, z którym się spotykamy i zastanawiamy. Zbieramy dużo muzyki, podróżujemy, gramy tę muzykę z różnymi zespołami po świecie i z tego wychodzi pomysł, że coś by nam się bardzo przydało w danym momencie. Staramy się wyrażać dążenia i potrzeby środowiska, które się tą tradycją muzyczną zajmuje. Nie ma jednak gotowej recepty. Czasem mamy gotowy temat, jak w tym roku psalmy, i poniekąd one wiodą nas do określonych artystów, którzy nimi zajmują się mocniej niż inni. Ale tak bywa rzadko. Najczęściej orientujemy się, że o tym i o tym najbardziej ze sobą rozmawiamy, że to nas najbardziej fascynuje, i dopiero gdy festiwal się kończy, wiemy, jaki będzie następny. A wcześniej tego nie wiemy. Bo festiwal, jak każde święto, nas przemienia.

Dlaczego jako tegoroczny temat wybrane zostały psalmy?
Marcin Bornus Szczyciński: A nie zasługiwały na to? Jest to doskonała literatura i wcale niełatwa. Psalm jest wyzwaniem muzycznym, ponieważ czy to z naszej europejskiej natury, czy to może w ogóle z kondycji ludzkiej wynika, że łatwiej nam robić te rzeczy, które się dzieją, które mają akcję. A psalm jest ze swej natury pewnym rodzajem trwania.

O wyjątkowości „Pieśni naszych korzeni” decyduje ważne miejsce liturgii. Ktoś nazwał nawet festiwal „dorocznymi rekolekcjami”. Skąd takie silne umocowanie festiwalu w końcu muzycznego w liturgii?
Maciej Kaziński: Można odpowiedzieć na to pytanie na wiele sposobów. Słowo „rekolekcje”, tak jak ja je rozumiem, oznacza przypomnienie sobie czegoś. Kiedy zapominamy o rzeczach ważnych, rekolekcje nam o nich przypominają za pomocą różnych metod i środków. Jednym z nich jest muzyka. Muzyka, zwłaszcza historyczna, nie jest zjawiskiem autonomicznym, lecz niesie ze sobą jakiś tekst, jakąś relację do słowa; treści nie tylko abstrakcyjne, lecz bardzo często duchowe. Dlatego świetnie nadaje się ona do przypominania o rzeczach najważniejszych. W tym sensie pojęcie recollectio jest absolutnie na miejscu, choć muszę powiedzieć, że nie rezerwuję go dla przypomnienia wyłącznie katolickiego (ale na pewno chrześcijańskiego). To jest pierwsza odpowiedź: że dzieje się to, aby przypominać i powracać do ważnych spraw. A jakie są ważniejsze sprawy niż sprawy ostateczne? I cóż mówi lepiej o sprawach ostatecznych, o drodze człowieka, o jego losie i przeznaczeniu, niż liturgia? Liturgia jest zakorzeniona w człowieku tkwiącym w Bogu oraz w Bogu, który się w życiu człowieka ujawnia. Więc nie ma rzeczy ważniejszych. Druga odpowiedź jest czysto formalna i historyczna. Jeśli mówimy o muzyce dawnej, historycznej — a „Pieśń naszych korzeni” to festiwal muzyki dawnej — to podobnie jak w przypadku innych dziedzin sztuki była ona tworzona przede wszystkim na potrzeby Kościoła i służyła kultowi. Połączenie tych dwóch pojęć jest bardzo znaczące: kult i kultura. Zatem jeśli zajmujemy się kulturą, to nie możemy zapominać, że była ona związana z kultem. To bardzo prosta sprawa: jeżeli oderwiemy kulturę od kultu, to straci ona swój sens. Jeżeli zabierzemy ikonę z cerkwi i powiesimy w muzeum, to zredukujemy ją do formalnego przedmiotu, może pięknego, ale formalnego. Natomiast jeśli będzie ona tkwiła w swoim kontekście: w świetle świec, przy woni kadzidła, w asyście hymnów kościelnych, z wiarą ludzi, którzy do niej podchodzą, to po prostu będzie na swoim miejscu.
Marcin Bornus Szczyciński: Ja bym powiedział, że ten festiwal robimy właściwie w ogóle dla liturgii. Jest to dla nas najważniejsza kwestia i taki od razu był pierwotny zamysł, aby tych wszystkich specjalistów z dziedziny muzyki dawnej wciągnąć w orbitę zainteresowania liturgią; aby oni na różne pytania odpowiedzieli, aby nad nimi się zastanowili i sami też doszli do tego, iż liturgia będzie dla nich ciekawa. Liturgie na festiwalu są zawsze na bardzo dobrym poziomie, przewyższającym to, z czym na ogół mamy do czynienia na co dzień, i mam nadzieję, że ta jakość jest wciągająca, perspektywiczna i zachęca do dalszej pracy.

Czy macie już jakieś pomysły na następny festiwal?
Maciej Kaziński: Nie ma konkretnych planów, ale myślę o kontynuowaniu w przyszłości tematu psalmów, tym razem w odniesieniu do Kościołów wschodnich, bo ten festiwal skupił się na Kościele łacińskim. Chciałbym pochylić się nad liturgią Jana Chryzostoma.
Marcin Bornus Szczyciński: Nie powiem, co będzie na następnym festiwalu, bo tworzenie programu jest bardzo skomplikowanym procesem i często się zdarza — a przynajmniej mnie się tak zdarzało za czasów, gdy go prowadziłem — że po kilku miesiącach od zakończenia poprzedniego festiwalu miałem już cały program niemal był gotowy i wyrzucałem go do kosza, bo się nie domykał; po prostu nie służył tym ideom, które chcieliśmy uzyskać. Oczywiście sami chcielibyśmy, żeby program powstawał jak najszybciej, i zaczyna on powstawać tego samego albo najpóźniej następnego dnia po zakończeniu poprzedniego festiwalu. Jednak wcześniej ta idea nie może powstać. Festiwal musi się zakończyć, wszystkie rzeczy muszą się wydarzyć, dopełnić; musimy się pożegnać i dopiero wtedy można odpowiedzialnie myśleć o przyszłości. Zaprogramowanie festiwalu na trzy lata naprzód jest niemożliwe, chociaż z punktu widzenia organizacji konieczne.

Rozmawiała Dominika Krupińska
Marcin Bornus Szczyciński i Maciej Kaziński - były i obecny dyrektor artystyczny festiwalu „Pieśń naszych korzeni” w Jarosławiu - są wybitnymi znawcami i wykonawcami muzyki dawnej. Wywiad ukazał się oryginalnie na portalu pch24.pl i został tutaj opublikowany za zgodą redakcji. Dziękujemy.
Festiwal Muzyki Dawnej w Jarosławiu – Pieśń Naszych Korzeni – festiwal muzyczny w Jarosławiu, zwyczajowo odbywający się w ostatnim pełnym tygodniu sierpnia.
Festiwal jest jednym z najsłynniejszych europejskich festiwali tego typu.
Podczas Festiwalu odbywają się różnorakie warsztaty: tańców, chorału gregoriańskiego oraz chóru festiwalowego. Te ostatnie przygotowują uczestników do sobotniego koncertu, w którym, tradycyjnie, czynny udział biorą wszyscy – zarówno artyści, jak i publiczność.
Festiwal łączy w sobie aspekt religijny i artystyczny. Tradycją przez ostatnie lata stało się otwarcie Festiwalu liturgią greckokatolicką, zakończenie zaś mszą św. oprawioną w chorał gregoriański. Na sam Festiwal licznie ściągają nie tylko widzowie świeccy, ale i osoby duchowne, które prowadząc codzienne łacińskie jutrznie i nieszpory, odbudowują dawny klimat w jarosławskich kościołach.
W ciągu piętnastu edycji wystąpili m.in.: Adam StrugKapela BrodówJordi SavallLycourgos AngelopoulosJoseph MalovanyMarcel Pérès,Micrologus, Organum, La Petite Bande, La ReverdieE Voce di u Cumune, Grecki Chór Bizantyjski, Byzantion, Sirin, Fretwork, Linnamuusikud, Mudejar, Taurus i Sequentia.


środa, 4 września 2013

Peregrynacja Ikony Częstochowskiej przekroczyła Ocean. Jest w Ameryce Północnej!

Trochę przygód z Matką Bożą w Ameryce

Drodzy Przyjaciele!

Peregrynacja Ikony Częstochowskiej trwa! 24 sierpnia rozpoczął się II etap w Ameryce Północnej. Przez Atlantyk Ikona poleciała samolotem. Eskortował ją przedstawiciel Światowej Koalicji „Od Oceanu do Oceanu”, Lech Kowalewski. Ikona jechała jako jego osobisty bagaż o nietypowej wadze i gabarytach. Opłata za ten szczególny „pakunek” kosztowała prawie tyle samo, co bilet.
Tydzień wcześniej przedstawiciel linii lotniczych oświadczył: „żadne lotnisko pasażerskie nie przyjmie niczego, co ma ponad 45 kilogramów, nawet o jedno deko”. W ostatniej chwili musieliśmy więc zbudować dla Niej nową, lekką, aluminiową skrzynię. Jednak ciągle kolejne wagi pokazywały, że całość waży za dużo. Po operacji szlifowania blach i zwężenia wszystkich możliwych krawędzi, na jednej wadze było 25 dkg za dużo, na innej 15 dkg. Liczyliśmy, że jakoś to przejdzie. Ale kłopoty mogły być. Tymczasem Ikona w skrzyni ustawiona na lotniskowej wadze w momencie przekazywania jej do samolotu ważyła…. No, proszę zgadnąć ile!Dokładnie 45 kg i 00 gramów!!! Widać, że Matka Boża wie jak uszyć sobie płaszcz na miarę.
Na lotnisku we Frankfurcie długo nie pojawiała się w systemie komputerowym i konwojujący Ją Lech Kowalewski był bliski rezygnacji z wylotu do Stanów, uważając, że jego obowiązkiem jest przede wszystkim dopilnowanie bezpiecznego transportu Ikony. Na szczęście znalazła się dosłownie w ostatniej chwili. Z pewnością Jej wymiary, ciężar i naklejki „ostrożnie szkło” spowodowały utrudnienia w przeładunku. A może starano się, aby nie została przyciśnięta bagażami pasażerów?
 Na lotnisku „Dulles” pod Waszyngtonem nie było żadnych kłopotów. Nawet John Fusto z HLI, który w oczekiwaniu krążył samochodem po różnych zjazdach, gdyż nie było gdzie zaparkować, podjechał dosłownie w tym samym momencie, gdy Lech z ks. Peterem Westem wywozili Ikonę z budynku lotniska.
 Pierwszym miejscem postoju była siedziba Human Life International (HLI). Znajduje się ona  dwie godziny jazdy samochodem na południe w mieście Front Royal w stanie Wirginia. To wielki budynek w kształcie krzyża, którego sercem jest duża kaplica. Lech złożył nowy feretron i cierpliwie ćwiczył z ks. Westem, jak należy go używać. Aby powitać Matkę Bożą Częstochowską, zebrali się wszyscy pracownicy HLI oraz wiele rodzin, które same uczą swoje dzieci. Była radosna i ciepła, rodzinna atmosfera. Po Mszy św. zebrani z zainteresowaniem wysłuchali wykładu Lecha Kowalewskiego. Był to dzień 22 sierpnia – święto Matki Bożej Królowej. Dokładnie rok wcześniej peregrynująca Ikona zatrzymała się na Jasnej Górze.
Uroczystość powitania zaplanowano 24 sierpnia na wyspie św. Klemensa na rzece Potomac. Tego dnia rano odprawiono Mszę św. w kościele św. Anioła w Coltons Point, które znajduje się nad rzeką w pobliżu wyspy. Opiekę nad Ikoną przejęli miejscowi Rycerze Kolumba. Po Mszy św. przewieziono Ikonę na nabrzeże rzeki, aby przepłynąć na wyspę. Zamówiono duże motorówki, które były wyposażone w imponujący zestaw wędek, gdyż najczęściej służą wędkarzom w zatoce, a nawet na pełnym oceanie. Rzeka Potomac jest w tym miejscu bardzo piękna i niezwykle szeroka. Podróż łodzią trwała ok. pół godziny. Poprzednio, 20 czerwca  2012 roku Ikona pływała motorówką po Jenisieju, największej rzece syberyjskiej w Rosji. Obecnie znajdowała się na Potomac w Stanach Zjednoczonych. Zadziwiające, prawda?

Uczestnikami tej uroczystości byli tylko zaproszeni goście, gdyż wyspa jest niewielka i ma mały pomost. Było bardzo gorąco. Ikonę ustawiono w cieniu specjalnie przygotowanego  namiotu. W tym klimacie ważnych gości zawsze zaprasza się w przynoszący ulgę cień. Modlitwę rozpoczęto odśpiewaniem hymnu „Boże, błogosław Amerykę”, który jest nieco podobny do naszego „Boże, coś Polskę”. Był to bardzo wzruszający moment.
Więcej ciekawych informacji o uroczystościach na wyspie św. Klemensa znajdziecie na: http://www.odoceanudooceanu.pl/node/606
Wieczorem Ikona dojechała do Baltimore. Tamtejsza katolicka archidiecezja jest najstarszą w USA. Na brzeg rzeki przybył tłum ok. 1000 osób. Biskup Denis Madden, z pochodzenia Irlandczyk, prowadził procesję przez miasto i celebrował Mszę św. w pięknym ornacie z Matką Bożą Częstochowską na sercu i polskim Białym Orłem na plecach. Policja, z własnej inicjatywy, bardzo życzliwie zamknęła ulice dla samochodów w czasie przejścia procesji.
Amerykańscy organizatorzy peregrynacji po raz pierwszy uczestniczyli w takiej uroczystości. Byli zaskoczeni i niezwykle uszczęśliwieni wspaniałą atmosferą modlitwy w intencji obrony życia oraz tak wielkim tłumem uczestników. Proboszcz parafii Matki Bożej Różańcowej, ks. Andrzej Totzke TCh postarał się, aby informacja o przyjeździe Ikony dotarła do wszystkich parafii w mieście, nie tylko do Polaków.
Więcej ciekawych informacji na temat spotkania w Baltimore http://www.odoceanudooceanu.pl/node/607
Kolejnego dnia Ikona towarzyszyła modlącym się pod klinikami aborcyjnymi w  Germantown oraz Rockville. Nie było żadnych aktów agresji, a modlitwa bardzo gorąca. Pracujący tam stale terapeuci stwierdzili, że troje dzieci udało się tego dnia uratować,  mieli też kilka przypadków zadziwiających nawróceń.

Informacja o tym wydarzeniu szeroko obiegła media. Wiele osób sądziło, że Ikona po raz pierwszy uczestniczyła w modlitwie pod kliniką. Tymczasem obniesiono ją procesyjnie dookoła szpitala w Mohylewie na Białorusi. Stała przed szpitalem w Koszedarach na Litwie. W Monachium modlono się z Nią przed największą kliniką aborcyjną w Niemczech, tak samo w Brukseli i w Madrycie. Gościła w szpitalach na Węgrzech i we Francji. Wszędzie było podobnie. Najbardziej zatwardziali otwierali się, rozpoczynali dobrą, rzeczową rozmowę, nawracali się, a co za tym idzie zostało uratowanych wiele dzieci. Więcej informacji o wizycie w Germantown i Rockville na; http://www.odoceanudooceanu.pl/node/608


Drodzy Przyjaciele!
Pielgrzymka Matki Bożej Częstochowskiej przez świat trwa. Zgłasza się coraz więcej organizacji i parafii amerykańskich, które chcą gościć Ikonę Częstochowską. Wiemy już, że będzie uczestniczyła w Marszu Życia w Waszyngtonie, a do amerykańskiej Częstochowy w Doylestown (stan Filadelfia) prawdopodobnie zawita w Niedzielę Miłosierdzia Bożego, na którą zaplanowana jest kanonizacja Jana Pawła II. Trwają rozmowy na temat gościny w Kanadzie.
Znaleźliśmy już koordynatora peregrynacji Ikony przez Meksyk, Amerykę środkową i południową, jest nią Marlene Gillette-Ibern. Ikona pojedzie na południe jesienią przyszłego roku. Już rozpoczynają się przygotowania.


Prosimy zaglądajcie na stronę www.odoceanudooceanu.pl Umieszczamy na niej bieżące informacje. Zapraszamy też w dniu 3 września o godz. 18:15 na program w Telewizji Trwam, poświęcony tej tematyce.

Dziękujemy wszystkim, którzy nas w tym wielkim dziele wspomagają, zarówno duchowo, jak i finansowo. To jest bardzo ważne! Sami nie dalibyśmy rady. Kłopotów i wydatków jest mnóstwo. Prawdę mówiąc, to zadziwiające, że aż tyle udaje się zrobić nie posiadając wielkich funduszy. Widocznie Maryja wyprosiła tę peregrynację u swojego Syna. Ona jednak liczy na to, że wszyscy razem Jej pomożemy.
Dziękujemy, że nam towarzyszycie. Dzięki Wam Matka Boża Częstochowska objedzie cały świat w obronie cywilizacji życia i uratuje wiele dzieci.


Serdeczne Bóg zapłać wszystkim,
którzy pomagają ratować życie!

W imieniu KPLŻ
Ewa Kowalewska

Ewa H. Kowalewska
Klub Przyjaciół Ludzkiego Życia
Human Life International - Polska

Wspomóż obronę życia

  1. Pobierz przekaz pocztowy w formacie pdf, wydrukuj i wypełniony nadaj na poczcie lub w banku.
  2. Wpłać przelewem bankowym na konto:
    Klub Przyjaciół Ludzkiego Życia, ul. Jaśkowa Dolina 47/1a, 80-286, Gdańsk
    Nr. rachunku: 05 1240 1242 1111 0000 1587 7356
  3. Skorzystaj z możliwości dokonywania wpłat przez internet:
    Teraz za pomocą karty płatniczej Visa lub EuroCard MasterCard możesz wspomóc naszą działalność w obronie życia dowolną kwotą.
HLI Polska

Copyright 2012 - Human Life International - Polska

Human Life International - Polska
ul. Jaśkowa Dolina 47/2, 80-286 Gdańsk;
tel.: (58) 341-19-11; 
fax: (58) 346-10-02
E-mail: poczta@hli.org.pl Website: www.hli.org.pl





piątek, 30 sierpnia 2013

Międzynarodowa Konferencja poświęcona III Tajemnicy Fatimskiej i konsekracji Rosji.

W dniach 8-13 września 2013 roku odbędzie się w Niagara Falls w Kanadzie Międzynarodowa Konferencja pt"Ścieżka do Pokoju"(może po polsku lepiej by brzmiało "Droga do Pokoju") poświęcona III Tajemnicy Fatimskiej i konsekracji Rosji. 

Konferencję rozpocznie procesja na cześć Matki Bożej  w Święto Jej Narodzenia. Wśród znakomitych prelegentów wystąpi również po raz drugi ks. Karol Stehlin - Przełożony Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X (FSSPX) w Polsce i na Europę Środkowo-Wschodnią. Napisał dwie książki z zakresu mariologii: "Niepokalana, nasz ideał" i "Kim jesteś, o Niepokalana?" 
Jako wybitny Mariolog będzie mówił o Św. Maksymilianie Kolbe. Jest zagorzałym propagatorem orędzia fatimskiego. Ks. Karol Stehlin mówi o Matce Bożej z wielką pasją i przekonaniem. Jesteśmy zadowoleni, że weźmie udział w naszej Konferencji. 


Poprzednia odbyła się w Rzymie w dniach 13-18 maja 2012 roku pt. "Fatima: wasza ostatnia szansa", w którym wzięło udział 4 arcybiskupów, 13 biskupów, około 40 kapłanów i ponad 100 świeckich z całego świata Wśród zaproszonych prelegentów, był też ks.Karol Stehlin: 

http://fatima.org/news/enlarchive/press_release082613web.asp
http://www.fatimayourlastchance.com/index.php?option=com_content&view=category&layout=blog&id=5&Itemid=9 

wtorek, 27 sierpnia 2013

klasztor św. Hilariona z czasów kiedy Gaza była katolicka

Na terenie Strefy Gazy, spornego kawałka ziemi na wschodnim wybrzeżu Morza Śródziemnego, rządzonego przez Hamas, archeolodzy walczą z czasem, by nie dopuścić do zniszczenia bezcennych zabytków
Szybki rozwój urbanizacji w Gazie, w połączeniu trwającym od lat konfliktem izraelsko-palestyńskim powoduje, że zagrożone są zabytki z okresu 4,5 tysiąca lat - od wałów z epoki brązu po barwne bizantyjskie mozaiki.
Archeolodzy, których działalność jest ograniczona przez wciąż niewystarczające fundusze, starają sie znaleźć możliwie najskuteczniejsze sposoby ochrony zabytków. Niektóre z nich niszczeją z powodu warunków pogodowych, a niektóre padają ofiarami nowych projektów deweloperskich.
- Zapotrzebowania na mieszkania w Strefie Gazy są większe niż potrzeba zachowania starożytnych artefaktów - mówi francuski archeolog Jean-Baptiste Humbert, związany z Ecole Biblique, francuską uczelnią w Jerozolimie.
Według Humberta, Gaza była niegdyś tętniącą życiem oazą, z ogrodami, twierdzami i osiedlami. Jednym z przykładów przypominających dawną świetność tego rejonu jest klasztor  świętego Hilariona. Jego ruiny położone z dala od centrum Gazy, przy brzegu morza, są przypomnieniem czasów, gdy chrześcijaństwo było dominującą religią w Strefie Gazy.
Dwuhektarowy kompleks klasztorny, znany w świecie arabskim jako Tel Umm Amer, ma być miejscem narodzin świętego Hilariona, mnicha, który według przekazów był jednym z założycieli monastycyzmu w Ziemi Świętej. Ruiny klasztoru to ściany i fundamenty dwóch kościołów, cmentarza, łaźni, sali chrztu i mozaikowych chodników.
To właśnie klasztor św. Hilariona jest najlepszym przykładem ilustrującym trudności archeologów z zachowaniem zabytków na tych terenach. Do rekonstrukcji zabytku potrzeba ogromnych środków. Niewielką kwotę wyasygnowało UNESCO, ale rzeczywista kwota niezbędna do ratowania klasztoru pozostaje poza zasięgiem naukowców - powiedział Junaid Sorosh-Wali z biura UNESCO w Ramallah, urzędu odpowiedzialnego za prace w Gazie.
Jean-Baptiste Humbert ocenia, że znakomita większość zabytków tego regionu pozostaje ukryta pod piaskami pustyni. Archeolodzy wciąż dokonują coraz to nowych odkryć, ale brak personelu i finansowania powodują, że badania nie mogą być kontynuowane.


http://www.rp.pl/artykul/9140,1041835-Gaza--Archeolodzy-scigaja-sie-z-czasem.html

czwartek, 22 sierpnia 2013

Francja: Zmarł Jan Madiran, wojownik Boga

We wrześniu 2007 r., po ogłoszeniu przez papieża Benedykta XVI motu proprio „Summorum Pontificum”, Jan Madiran napisał: „Przez 37 lat całe pokolenie wojujących katolików, duchownych i świeckich członków Kościoła Wojującego (pokolenia liczącego od 7 do 97 lat), cierpiało bez uległości i otwarcie przeciwstawiało się arbitralnemu zakazowi nałożonemu na tradycyjną Mszę św. Wspominamy naszych zmarłych: kard. Ottavianiego, o. Calmela, o. Rajmunda Dulaca, prał. Renata Pozziego, abp. Lefebvre’a, o. Guérarda; a wśród świeckich: Krystynę Campo, Łucję Quenette, Ludwika Sallerona i Eryka de Saventhema. Papieski gest jest jak powiew wiatru przynoszący słodki pokój ich grobom”.
La Porte Latine, oficjalny serwis internetowy francuskiego dystryktu Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X, zamieścił nekrolog z informacją, że przedwczoraj, 31 lipca 2013 r.,  autor tych słów, jedna ze znakomitych postaci katolickiego tradycjonalizmu, uznany pisarz, dziennikarz i eseista oraz wielki francuski patriota, oddając duszę Bogu dołączył do tego szacownego grona.
Prof. Jacek Bartyzel w swojej książce pt. Umierać, ale powoli. O monarchistycznej i katolickiej kontrrewolucji w krajach romańskich (1815–2000) napisał m.in:
Jean Madiran (…) był wychowankiem Instytutu Katolickiego w Maslacq, założonego i prowadzonego przez wielkich pedagogów, braci André i Henri Charlierów. Debiutował w czasie wojny na łamach „L’Action Française”, po wyzwoleniu zaś pisywał także do „Écrits de Paris”. Na pewien czas związał się z „Rivarolem”; zerwał jednak współpracę w 1958 r., kiedy do redakcji tego pisma wszedł antykatolicko nastawiony pisarz postfaszystowski Lucien Rebatet. W marcu 1956 r. rozpoczął wydawanie bodaj najważniejszego w powojennej historii tradycyjnego katolicyzmu we Francji miesięcznika „Itinéraires”, który z powodu wiernego trwania przy integralnym Depozycie Wiary Katolickiej i za bezkompromisową walkę z progresizmem, socjalizmem i komunizmem został w 1966 r. zdezawuowany przez Episkopat Francji. Było to zapewne bezpośrednio następstwem listu otwartego do biskupów (L’appel aux évêques), który w 1965 r. wystosowali Madiran, Jean Ousset i Michel de Saint-Pierre; jego autorzy jasno napiętnowali wszystkie sposoby destrukcji Kościoła i herezje szerzone za przyzwoleniem, a nierzadko i za aprobatą tych, którzy winni być strażnikami integralności depositum fidei. Notabene, Madiran wykazywał, że pojęcie „integryzm”, ukute przez zwolenników „poprawiania” wiary, a stanowiące przekręcenie pojęcia „całościowy” (intégral), użytego przez papieża św. Piusa X, funkcjonuje jako kalumnia i metoda wykluczania ze wspólnoty katolickiej; to znak napiętnowania, jak żółta gwiazda dla Żydów w hitlerowskich gettach. Pod kierunkiem Madirana „Itinéraires” przeprowadziły także trzy wielkie kampanie polityczne: w obronie masakrowanych Węgier, za ocaleniem Algierii Francuskiej i przeciwko goszyzmowi w maju ’68.
W 1982 r. rozpoczęła się kolejna wielka przygoda duchowa i intelektualna Madirana jako „robotnika w winnicy Pańskiej”: udział w założeniu pierwszego po wojnie (i jedynego do dziś) dziennika tradycjonalistyczno-katolickiego we Francji – „Présent”. Infrastrukturę gazety, która – również bodaj jedyna dziś w świecie – nie zamieszcza reklam, opierając się na sieci abonentów, stworzył niestrudzony animator ruchów katolickich Bernard Antony (Romain Marie). Pierwszym dyrektorem pisma został François Brigneau (1919–2012), który ustąpił w maju 1986 miejsca Madiranowi. (…) Dziennik jest przy tym całkowicie niezależny od jakiejkolwiek partii czy stowarzyszenia. Nie jest organem Frontu Narodowego, choć z J.-M. Le Penem łączy Madirana przyjaźń i współpraca na różnych polach. […] „Présent” deklaruje: „Proklamujemy przywiązanie do naszej ojczyzny, do narodu francuskiego, do jego dziedzictwa, do jego cywilizacji przesiąkniętej chrześcijaństwem. Uznajemy, że cywilizacja chrześcijańska Francji jest istotą narodowego dobra wspólnego, jako że Pan nasz Jezus Chrystus jest rzeczywiście prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem. Francja, starożytny naród chrześcijański, jest dzisiaj oficjalnie określana jako naród apostatyczny. Trzeba więc, abyśmy byli bardziej wierni naszemu chrztowi, naszej historii i naszemu powołaniu”.
Na imponujący dorobek Madirana składają się m. in.: Filozofia polityczna świętego Tomasza (La philosophie politique de Saint-Thomas, 1948), Oni nie wiedzą, co czynią (Ils ne savent pas ce qu’ils font, 1955), Oni nie wiedzą, co mówią (Ils ne savent pas ce qu’ils disent, 1955), Nie szydzi się z Boga (On ne se moque pas de Dieu, 1957), monografia Brasillach (1958, 1985), List do Jana Ousseta (Lettre à Jean Ousset, 1960), O sprawiedliwości społecznej (De la justice sociale, 1961), Państwo katolickie dziś (La Cité catholique aujourd’hui, 1962), Zasada całości (Le principe de totalité, 1963), Integryzm. Historia pewnej historii (L’Intégrisme, histoire d’une histoire, 1964), Pobożny Maurras (Pius Maurras, 1966), Zgrzybiałość świata. Esej o komunizmie (La vieillesse du monde, essai sur le communisme, 1966, 1975), Herezja XX wieku (L’héresie du XXe siècle, 1968, 1987), Dwie demokracje (Les deux democraties, 1977), Prawica i lewica (La droite et la gauche, 1977), Republika Panteonu (La République du Pantheon, 1982), Prawa człowieka bez Boga(Les droits de l’homme DHDS, 1988, 1995), Kiedy zaczął się zmierzch: cały świat jest w mroku (Quand il y a une éclipse: tout le monde est à l’ombre, 1990), Maurras (1992), Gilson. Kroniki filozoficzne (Gilson. Chronique philosophiques, 1992), Skrajna prawica i Kościół. Odpowiedź (L’extrême droite et l’Eglise. Réponse, 1998). Pomiędzy 1983 a 1985 r. opublikował także trzytomowy wybór artykułów z „Itinéraires” pt. Éditoriaux et chroniques.
Dodajmy jeszcze, iż przywiązany szczególnie do duchowości benedyktyńskiej, a umocniony w tym wieloletnim kierownictwem duchowym i przyjaźnią opata Le Barroux, Dom Gérarda Calveta OSB, Madiran w 1987 r. został oblatem Zakonu św. Benedykta
(źródła: laportelatine.org, konserwatyzm.pl, 1 i 2 sierpnia 2013).

środa, 21 sierpnia 2013

Skała Golgoty w Jerozolimie



Pęknięta skała Golgoty (znajdująca się z prawej strony ołtarza Kalwarii), utożsamiona z tym powstałym, wg. Ewangelii św. Mateusza w momencie śmierci Chrystusa. Uważa się, że przez tą szczelinę klika kropli krwi umierającego Mistrza spłynęło z krzyża na czaszkę pierwszego człowieka (wg. tradycji praojciec Adam został pochowany właśnie pod wzgórzem nazwanym później Gogotą). Miało to podkreślić, że cierpienie Zbawiciela prowadzi do odkupienia win wszystkich ludzi od stworzenia świata. Szczelina w skale za ołtarzem jest wyeksponowana, oświetlona i stanowi główną ozdobą Kaplicy Golgoty. Po jej prawej stronie znajduje się Kaplica Adama. Wzgórze Golgoty zostało oczyszczone do litej skały już podczas budowy pierwszej Bazyliki Grobu Pańskiego w czasach bizantyjskich.
Toplista Tradycji Katolickiej
Powered By Blogger