poniedziałek, 10 lipca 2017

sobota, 8 lipca 2017

5 argumentów za pobożnym spędzeniem wakacji

5 argumentów za pobożnym spędzeniem wakacji

Data publikacji: 2017-07-02 06:00
Data aktualizacji: 2017-07-04 11:08:00
5 argumentów za pobożnym spędzeniem wakacji
Zdjęcie ilustracyjne. Fot. Waldek Sosnowski / Forum
Rozpoczęły się szkolne i akademickie wakacje. Także wielu pracujących rozpoczyna lub planuje wkrótce rozpocząć urlop. Ten wyczekiwany czas dla niektórych okaże się okresem pogrążania w mrokach grzechu, pustki i beznadziei. Inni zaś wykorzystają go do pogłębienia życia duchowego, więzi z Bogiem, wiedzy i wiary religijnej. Dlaczego warto pobożnie spędzić urlop? Przedstawiamy pięć konkretnych powodów.

1. „Idźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i odpocznijcie nieco", powiedział apostołom Chrystus (Mk 6,31). Odpoczynek wymaga skupienia, oderwania się od zgiełku. Tego też wymaga pogłębiona modlitwa. Tymczasem w naszych czasach wyjazdy urlopowe i wakacyjne prowadzą zazwyczaj do wielkich skupisk ludzkich. Hotele, plaże, modne kurorty. Człowiek wtapia się na nich w tłum. Często podąża za ludzkimi masami czy to do dyskoteki czy też do innych przybytków. Jeśli jednak urlop ma przynieść owoce, to warto pamiętać o słowach Pana Jezusa

2. „Wtedy Bóg pobłogosławił ów siódmy dzień i uczynił go świętym; w tym bowiem dniu odpoczął po całej swej pracy, którą wykonał stwarzając” (Rdz 2,2). Dla osób wykorzenionych z chrześcijańskiej cywilizacji niedziela stała się dniem chodzenia po sklepach, wykonywania niekoniecznych prac domowych czy zawodowych. Jednak jest to czas na Mszę, kontemplację czy oddanie się różnym godziwym przyjemnościom. Dlaczego nie potraktować urlopu jako swego rodzaju przedłużonej niedzieli. Nie trzeba oczywiście tego rozumieć dosłownie. Nie zaszkodzi jednak pójść do kościoła w tygodniu czy dłużej się pomodlić. Warto też pozwiedzać zabytki religijne, w jakie obfituje Polska i Europa. Nie traktujmy jednak tego czysto „konsumpcyjnie”. Podziwiając skarby chrześcijańskiej cywilizacji wznieśmy duszę ku Bogu.

3. „Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej i z domu twego ojca do kraju, który ci ukażę”, mówi Pan Bóg do Abrahama (Rdz 12, 1–3). Pielgrzymki mają bardzo bogatą tradycję biblijną. To właśnie z pielgrzymką do Jerozolimy udał się 12-letni Pan Jezus. Dlatego też wiele osób, także w tym roku, pójdzie pieszo do Częstochowy czy do innych sanktuariów, by przez swój dojść do obrazu ukochanej niebieskiej Matki. Ci, którym nie stanie zdrowia, mogą uczestniczyć w pielgrzymkach duchowych. Warto, w miarę możliwości, kultywować tę piękną chrześcijańską tradycję.

4. „Gdy faryzeusze dowiedzieli się, że zamknął usta saduceuszom, zebrali się razem, a jeden z nich, uczony w Prawie, zapytał Go, wystawiając Go na próbę: Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe? On mu odpowiedział: Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie” (Mt 22;34-38).

Niestety o miłowaniu Boga „umysłem” często się dziś zapomina. Poziom wiedzy religijnej wśród współczesnych katolików jest często na niskim poziomie. Składa się na to wiele przyczyn. Nie bez znaczenia jest ograniczenie katechez dla dorosłych. Ktoś powiedział, że „Pan Jezus nauczał dorosłych, a błogosławił dzieci, a Kościół dziś czyni odwrotnie”. Pogłębianie wiedzy religijnej może odbywać się w czasie wolnym, ale w dzisiejszym zabieganym świecie bywa, że tego czasu brakuje. Jakaż więc okazja może być lepsza na lekturę Pisma Świętego, Katechizmu, dzieł i dziełek katolickich teologów, mistyków czy innych ludzi wiary, niż urlop? Jak nie w wakacje to kiedy?

5. „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię” (Mt 11,28). Wakacje, wakacje i po wakacjach. Mówienie o tym jest niepoprawne politycznie, ale nie da się ukryć, że nawet najdłuższy odpoczynek kiedyś się skończy. Przyjdzie czas powrotu do nauki, pracy czy obowiązków w domu. Najważniejsze jest to, co po wakacyjnym okresie zostanie. Chwilowa, niegodziwa przyjemność może przynieść w najlepszym razie pustkę, a w najgorszym uszczerbek na zdrowiu. A także na duszy. Pogłębienie życia religijnego i więzi z Bogiem z pewnością nie okaże się czymś, czego będziemy żałować po powrocie do domu. Wiara bowiem okazuje się pomocna nie tylko w czasach łatwych, lecz również w godzinie próby. Z Chrystusowego pokrzepienia, z owoców pogłębionego życia wiary i wiedzy religijnej korzystać będziemy nie tylko przez chwilę. Pomogą nam one w trudnościach, czekających na nas w kolejnym roku pracy.

Marcin Jendrzejczak
www.pch24.pl

piątek, 7 lipca 2017

Motu Proprio "Summorum Pontificum" 7/7/2007 - 10 lat minęło



Z radością ponownie pokazujemy ten filmik
Redakcja

środa, 5 lipca 2017

11 rzeczy, których katolikowi nie wolno robić na urlopie

Data publikacji: 2017-07-04 07:00
Data aktualizacji: 2017-07-05 08:30:00
11 rzeczy, których katolikowi nie wolno robić na urlopie
Zdjęcie ilustracyjne. FOT.Radek Jaworski/FORUM
Powszechnie wiadomo, że katolikowi wolno wszystko, oprócz grzechu. Niestety wakacje to czas, gdy wielu zapomina o tej zasadzie i folguje głupim, a nawet grzesznym zachciankom. Tymczasem wierny nie tylko nie może grzeszyć, ale także być głupcem, biblijną „panną nieroztropną”, gdyż w ten sposób odrzuca daną przez Stwórcę zdolność analizowania oraz liczne dary Ducha Świętego. Jakie są „typowo” wakacyjne grzechy, czego w trakcie urlopu absolutnie robić nie wolno, czego należy unikać i z czego warto zrezygnować, by nie wyjść na głupca?

1. Nie wspieraj komunistów!
Taka porada brzmi absurdalnie. Wspierać komunistów podczas urlopu? To w ogóle możliwe? Tak! Wakacje to czas, w którym poczynania Polaków są najbardziej obarczone ryzykiem umacniania międzynarodowego komunizmu. Nawet przypadkowego.
Czymże innym jak wspieraniem komunistycznego, a więc antykatolickiego reżimu, jest spędzanie wakacji na Kubie? Chociaż urlop na karaibskiej wyspie może być przeżyciem niespotykanym, to z relacji podróżnika Wojciecha Cejrowskiego wynika, że inne wyspy w regionie są bardziej wartościowe i co więcej, nie panuje tam komunizm wraz z wszystkim, co z niego wynika. Od łapówkarstwa po braki podstawowych towarów.
Jednak rzecz idzie nie tylko o nasz komfort. Nie warto wyjeżdżać do krajów komunistycznych, gdyż zostawiane tam przez nas pieniądze służą umacnianiu diabelskiego reżimu, w ten sposób przedłużając cierpienie miejscowej ludności, w tym Kościoła katolickiego. Powszechnie wiadomo, że marksistowskie reżimy wegetują tylko dzięki zagranicznym dewizom. Po co więc przykładać rękę do ratowania tworu sowietów, który przeżył „imperium zła”?
Krajów stricte komunistycznych jest dzisiaj na świecie jak na lekarstwo. Nie brakuje jednak państw o charakterze socjalistycznym, rewolucyjnym lub realizujących demokratyczną drogę do rządów socjal-liberalnych, która de facto oznacza tłamszenie wolności religii katolickiej, chociażby przez dyktaturę politycznej poprawności. Dlatego warto rozważyć, czy udając się na wakacje nawet do kraju demokratycznego, przypadkiem nie umacniamy „wartości”, jakimi kierują się jego „elity”. Może lepiej zmienić kierunek destynacji?

2. Nie finansuj islamistów!
Wakacyjne wspieranie islamistów to rzecz o wiele prostsza, oczywistsza i częstsza niż umacnianie reżimu komunistycznego. Każde wakacje spędzone w kraju muzułmańskim oznaczają, że swoje pieniądze przeznaczamy na bogacenie się społeczeństwa jawnie bądź skrycie wrogiego chrześcijaństwu. Zaś zwiększenie potencjału ekonomicznego każdego z państw islamskich prędzej czy później przerodzi się w siłę polityczną i militarną. Nie mamy pewności, czy owa siła nie zostanie użyta do intensyfikacji prześladowań wyznawców Chrystusa.
Dlatego też należy uważnie przeanalizować bliskowschodni i północnoafrykański kierunek podróży. Wszak nikt z nas nie chce być przecież sponsorem Państwa Islamskiego.

3. Nie wchodź do meczetu!
Jesteśmy katolikami. Wierzymy w Boga w Trójcie Świętej Jedynego. On jest naszym Panem. Kto nie czci Pana Boga, ten tak naprawdę oddaje cześć siłom zła. W ten sposób każde pogańskie miejsce kultu traktować należy jako świątynię satanistyczną.
Tymczasem wchodząc do czynnego meczetu musimy wypełnić określone czynności. Z jednej stronny wyrażamy w ten sposób szacunek ludziom oddającym się tam swoim duchowym praktykom, z drugiej jednak oddajemy szacunek całemu systemowi, jaki za danym kultem stoi. W tym przypadku islamowi, religii fałszywej i nienawidzącej Kościoła Chrystusowego.

4. Nie odwiedzaj pogańskich świątyń!
Islamski meczet to nie wszystko. W trakcie wakacji wielu ludzi odwiedza Chiny, Indie, czy inne kraje azjatyckie. W tamtejszych świątyniach hinduistycznych czy buddyjskich również oddaje się kult religijny istotom innym, niż Prawdziwy Bóg – Stwórca wszechrzeczy, który jako jedyny zasługuje na cześć.
Katolicy doskonale wiedzą kogo czczą miejscowi poganie. Dlatego też nie warto ryzykować wizyt w miejscach, w których czyhają na nas zagrożenia duchowe. Wizyta w takim przybytku, nawet jeśli ostatecznie w naszym życiu religijnym nie spowoduje zamętu, z pewnością nie pomaga nam w drodze do nieba.

5. Nie kupuj okultystycznych pamiątek!
Wakacyjna wizyta w pogańskim kraju często wiąże się z zakupem lokalnej pamiątki. Niestety nieobojętnej dla życia duchowego. Wielu ludzi nieświadomie wydaje pieniądze na pogańskie symbole kultu, a następnie przywozi je do swoich domów i stawia na szafce obok… Krzyża, Pisma Świętego, figury Matki Bożej lub wizerunków świętych.
Ta swoista schizofrenia wynika nie tyle ze złej woli, co raczej ignorancji lub braku świadomości zagrożenia duchowego. Tymczasem poganie, głęboko wierzący w swoje kulty, nie obstawiają się machającymi kotami, Śiwami, Wisznami czy Buddami bez powodu. Wynikają z nich określone reakcje, które nijak nie pomagają katolikom w drodze do nieba. Więcej – figurki nieznanych nam bliżej istot, często demonów, są w naszej ziemskiej pielgrzymce kulą u nogi, ściągającą nas w złą stronę.
Lista takich przedmiotów jest bardzo szeroka, tak jak obszerny jest – niestety – świat niechrześcijański. Warto zrezygnować więc z zakupu amuletów „oko proroka”, wszelkiej maści pogańskich figurek bożków (w tym bożków płodności), czy popularnych w Europie „młotów Thora” (Mjølnir) oraz wszystkiego, co do czego nie mamy pewności, że przedstawia istotny dobre.

6. Nie odwiedzaj uzdrowicieli!
Współczesne społeczeństwa zachodnie stylizują się na modłę gardzących wszelkim zabobonem oświeconych racjonalistów. Wszystko to podszyte jest jednak wróżbiarstwem, pasjansami, okultyzmem, magią czy tajemniczymi uzdrowicielami.
Drwiące z „ciemnych katolików” europejskie „mądre głowy”, ale także ignorujący zagrożenia duchowe lub nieznający ich – z własnej winy – wierzący, w trakcie wakacji w orientalnych krajach chętnie odwiedzają lokalnych, pogańskich cudotwórców i magików. Zamiast głębokiej modlitwy o zdrowie oraz cnoty cierpliwości w trakcie terapii, ludzie narażają się na wieczne potępienie swojej duszy z powodu chęci natychmiastowego usunięcia dolegliwości lub… ciekawości. Nie przypadkiem jednak mądrość ludowa ostrzega nas, że zbytnie zainteresowanie niektórymi sprawami to pierwszy krok do piekła.

7. Nie przesadzaj z alkoholem!
Grzechem jest nie tylko chodzenie do uzdrowicieli w celu magicznej poprawy stanu zdrowia, ale także niszczenie swojego ciała poprzez nadużywanie alkoholu. Nie chodzi jednak o całkowity zakaz spożywania. Decydująca w tej sprawie jest cnota umiarkowania lub jej brak.
Wielu ludzi zgodzi się z twierdzeniem, że w duszny i upalny dzień niewiele jest rzeczy przyjemniejszych niż łyk dobrego i przede wszystkim zimnego piwa. Jest jednak różnica między spożywaniem trunków, w tym złocistych, w miłym towarzystwie, w doskonałej atmosferze i z rozwagą, a nieustannym zaglądaniu w kieliszek czy kufel przez cały urlop.
Druga postawa jest grzechem. Może skończyć się popadnięciem w nałóg, ale także oznacza marnowanie czas. Wszak stworzony przez Boga Ojca świat jest zbyt piękny, by ograniczać się wyłącznie do picia alkoholu, nawet smacznego. Samo w sobie spożywanie trunków przez ludzi dorosłych i odpowiedzialnych nie jest niczym nagannym, jednak trzeba znać granice. Nieprzypadkowo Kościół w Polsce od lat nawołuje w jednym z wakacyjnych miesięcy – w sierpniu – o trzeźwość. Trzeźwość nie jest tym samym co absolutna abstynencja.

8. Nie bądź jak świnia!
Nakaz umiarkowania dotyczy także jedzenia i nie jest on znoszony przez ogrzewające nas słońce, które umożliwia zorganizowanie grilla, za jakim nie raz tęsknimy w ciemne, chłodne, zimowe wieczory. Tutaj również należy znać granicę między przyjemnością spożywania smacznego posiłku, a obżarstwem.

9. Nie ćpaj! Nigdzie!
W Polsce zażywanie narkotyków jest nielegalne. Istnieją jednak w Europie Zachodniej (a nawet tuż za naszymi granicami) kraje, w których narkotyki – przynajmniej „miękkie” – nie są traktowane z podobną surowością co nad Wisłą.
Prawo ziemskie nie jest jednak dla katolika instancją najważniejszą, bowiem nie zawsze pokrywa się z moralnością. My musimy kierować się przede wszystkim Prawem Bożym. Święty Paweł w Pierwszym Liście do Koryntian pisze: „Czyż nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego, który w was jest, a którego macie od Boga, i że już nie należycie do samych siebie? Za [wielką] bowiem cenę zostaliście nabyci. Chwalcie więc Boga w waszym ciele!” (1 Kor, 6, 19-20).
Wobec powyższego absolutnie nie możemy narażać naszego ciała, świątyni Ducha Świętego, na zepsucie, nawet jeśli prawo danego państwa nie czyni z tego powodu problemów.

10. Nie grzesz rozpustą!
„Czyż nie wiecie, że niesprawiedliwi nie posiądą królestwa Bożego? Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwięźli, ani mężczyźni współżyjący z sobą, ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy nie odziedziczą królestwa Bożego” (1 Kor 6, 9-10) – pisze święty Paweł w swoim Pierwszym Liście do Koryntian.
Tymczasem wiele osób zdaje się twierdzić, że w trakcie wakacji wolno zawiesić stosowanie zasad moralności seksualnej. Nic z tych rzeczy! Moralność obowiązuje nas w domu, w szkole i w pracy, na urlopie i w trakcie wypełniania obowiązków. Nikt nie jest z pewnych zasad zwolniony tylko dlatego, że przebywa z dala od domu, a na polu mocno świeci słońce.
Wakacje nie znoszą kluczowej zasady katolickiej etyki seksualnej, zgodnie z którą każdy stosunek inny niż małżeński jest grzechem. W ten sposób absolutnie niedozwolona i niedopuszczalna jest wszelka nieczystość i rozpusta: homoseksualizm, przygodny seks, seks przedmałżeński, małżeńskie zdrady czy – szczególnie kojarzona z wakacjami – tzw. seks-turystyka.

11. Nie bądź leniem!
Pokusa leniwego spędzenia urlopu jest jedną z najsilniejszych. Czym innym jest jednak skorzystanie z okazji i porządne oraz zdrowe wyspanie się, a czym innym wręcz otępiająca, kilkudniowa bierność połączona z obżarstwem lub pijaństwem. W wakacjach nie chodzi o to, by leżeć na tapczanie i nic nie robić cały dzień. Oczywiście każdy ma prawo odpoczywać jak lubi, a niektórzy niewątpliwie potrzebują przynajmniej raz w roku spokojnego i niezbyt aktywnego czasu.
Jednak mimo tego nadal pozostajemy katolikami. Cały czas mamy obowiązek modlić się, czynić dobre uczynki, unikać grzechu, ewangelizować otoczenie, żyć Sakramentami świętymi i uczestniczyć – przynajmniej tylko w obowiązkowych – praktykach religijnych.
Przed wyjazdem na wakacje niemal koniecznym jest zlokalizowanie kościoła, gdzie moglibyśmy udać się na niedzielną Mszę świętą. I to szczególnie w sytuacji, gdy kierunkiem destynacji jest kraj o innej niż katolicka większości. Jeśli udanie się do kościoła w obcym kraju przekracza nasze możliwości logistyczne, warto w ogóle rozważyć zmianę miejsca pobytu. W wyjątkowych sytuacjach proboszcz może udzielić nam dyspensy z uczestnictwa w niedzielnej Mszy świętej. Nie warto jednak nadużywać tej okoliczności, gdy kilkanaście kilometrów od kurortu posługę katolicką sprawują na przykład polscy księża.
Ponadto czas wolny, nieobecny w chwilach codziennego zgiełku, warto wykorzystać na dodatkowy, intensywny rozwój duchowy i wzrost w wierze poprzez zagłębienie się w pobożne lektury, do których zazwyczaj ciężko sięgnąć.

Michał Wałach
https://www.pch24.pl/11-rzeczy--ktorych-katolikowi-nie-wolno-robic-na-urlopie,52795,i.html

sobota, 1 lipca 2017

I Komunia św. Wojtka z Gdyni - FSSPX

25 czerwca AD 2017 w kościele Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny w Gdyni Wojtek przyjął po raz pierwszy Pana Jezusa do swego serduszka.
Miło jest widzieć, ile błogosławieństwa spływa na syna, którego tata wiele lat temu poznał i zaangażował się w odbudowę Tradycji Katolickiej. Bez pobożnej mamy i jej macierzyńskiej troski wychowawczej mały Wojtek nie wzbudzałby tyle sympatii wiernych.
Niech Nasz Pan błogosławi temu dziecięciu i Jego Bliskim.

Redakcja

środa, 28 czerwca 2017

Przelgrzymka Tradycji Katolickiej do Gietrzwałdu

„Odmawiajcie różaniec! Łaski wyproszone przez tę modlitwę będą dla was zbawienne i doprowadzą was do szczęścia wiecznego w niebie” – mówi redaktor Grzegorz Kasjaniuk, autor książki pt. „Gietrzwałd. 160 objawień Matki Bożej dla Polski i Polaków – na trudne czasy”.




  
24 czerwca AD 2017 wyruszyła III Pielgrzymka Tradycji Katolickiej do Gietrzwałdu. Poniżej fotorelacja.


za:
 https://www.facebook.com/FSSPXOlsztyn/photos/gm.298943983885759/1438068029547988/?type=3&theater
https://www.facebook.com/photo.php?fbid=1539128852795171&set=pcb.1539060916135298&type=3&theater
 

wtorek, 27 czerwca 2017

Jedność wiary z papieżem Franciszkiem a kanoniczne uznanie Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X

Jedność wiary z papieżem Franciszkiem a kanoniczne uznanie Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X

W niniejszym artykule, opublikowanym za zgodą Domu Generalnego Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X, ks. Paweł Robinson (profesor dogmatyki w seminarium Świętego Krzyża w Goulburn w Australii – przyp. red. WTK) zajmuje się kwestią, czy papież musi być tradycjonalistą, żeby Bractwo postąpiło słusznie, przyjmując z jego rąk rozwiązanie kanoniczne.

Wprowadzenie

W debacie dotyczącej tego, czy Bractwo Kapłańskie Św. Piusa X powinno zaakceptować prałaturę personalną w trakcie pontyfikatu papieża Franciszka, pojawiły się opinie, że nie powinno ono zajmować się kwestią, czy uznanie kanoniczne jest rzeczą stosowną lub roztropną. Rzeczywiste pytanie, które należałoby postawić, powinno raczej dotyczyć tego, czy Bractwo i Franciszek mają wspólny cel oraz czy wyznają tę samą wiarę. Jeśli nie, to wówczas czymś złym z zasady byłoby nawet samo rozważanie przyjęcia uznania kanonicznego. Jeśli tak, to wtedy i tylko wtedy takie rozważania byłyby z zasady słuszne, można byłoby więc się zastanawiać, czy akceptacja prałatury personalnej jest roztropna.
Ci, którzy wyrażają tę opinię, milcząco zakładają, że papież Franciszek nie ma tej samej wiary ani tego samego celu, co Bractwo, zatem akceptacja uznania kanonicznego podczas pontyfikatu papieża Franciszka byłaby rzeczą złą co do zasady. Więcej nawet, byłoby to nielogiczne, gdyż „ustanowienie jedności prawnej bez rzeczywistej jedności […] wprowadzałoby sprzeczność”1.
Celem niniejszego artykułu będzie wykazanie, że przyjęcie uznania kanonicznego od modernistycznego papieża nie jest czymś złym z zasady oraz próba ustalenia kryterium pozwalającego określić stopień, w jakim współpraca z modernistycznym papieżem jest możliwa do zaakceptowania. Przedmiotem tego artykułu nie będzie [natomiast] rozważanie tego, czy w obecnych okolicznościach przyjęcie przez Bractwo prałatury personalnej od papieża Franciszka jest rzeczą roztropną.

Historia Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X

Pierwszym faktem, na który należy zwrócić uwagę, jeśli chodzi o wyrażone powyżej stanowisko, jest to, że sprzeciwia się ono duchowi przenikającemu całą historię Bractwa. Pozwólmy sobie dokonać krótkiego przeglądu tej historii, aby zobaczyć, że tak właśnie ma się sprawa w omawianym przypadku.
Wydaje się, iż bez specjalnego trudu można wykazać, że papież Paweł VI przejawiał silne tendencje modernistyczne – a jednak Bractwo zostało erygowane kanonicznie właśnie za jego pontyfikatu i w latach 1970–1975 miało status stowarzyszenia pobożnego (łac. pia unio – przyp. red. WTK). Zatem, biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności, współpraca z modernistycznym papieżem, polegająca na posiadaniu podległej mu struktury kanonicznej, nie mogła być – przynajmniej w opinii abp. Lefebvre’a – uznawana za rzecz złą.
Zdarzenia prowadzące do tego, co dokonało się w roku 1988, są w tym względzie nawet bardziej pouczające. Gdy ktoś rozumie, że abp Lefebvre czekał na znaki, iż powinien konsekrować biskupów, i że po otrzymaniu dwóch takich znaków (w postaci modernistycznych skandali wywołanych przez Rzym) udał się do Rzymu, aby uzyskać uznanie kanoniczne, powinien wyprowadzić z tego ogólną zasadę: „modernistyczne skandale same w sobie nie stanowią przeszkody do przyjęcia uznania kanonicznego z rąk tych, którzy są odpowiedzialni za ich wywołanie”.
Wkrótce potem Arcybiskup wycofał swój podpis z protokołu mającego być podstawą nadania struktury kanonicznej, ponieważ utracił zaufanie do osób, z którymi negocjował. Po zakończeniu tej ciężkiej przeprawy uznał on, że większy tradycjonalizm – pod względem doktrynalnym – po stronie przedstawicieli Rzymu zapewniłby solidny fundament zaufania. Zatem ocena wiary papieża stanowiła dla niego punkt wyjścia do dokonania oceny [ewentualnej] akceptacji uznania kanonicznego – nie w tym znaczeniu, czy jest ono możliwe, lecz raczej czy jest ono roztropne. Jeśli można zaufać papieżowi, że pozwoli Bractwu pozostać „takim, jakim jest” i sprawować własną posługę – „eksperyment Tradycji” – z wystarczającym stopniem autonomii, wówczas uznanie kanoniczne dobrze przysłuży się Kościołowi i powinno zostać przyjęte.
Bractwo przyjęło tę samą linię postępowania w swoich obecnych kontaktach z hierarchią rzymską. Bractwo nigdy nie poszło do Rzymu prosząc, aby papież i biskupi nawrócili się na tradycjonalizm, zanim kwestia uznania kanonicznego w ogóle miałaby zostać rozważona. Bractwo nigdy nie domagało się złożenia przez papieża wyznania wiary, wyparcia się herezji, [sformułowania] syllabusa błędów ani temu podobnych rzeczy. Podobne żądania oznaczałyby, że Bractwo jest nadrzędne w stosunku do papieża i że to papież ma uzyskać legalne uznanie od Bractwa, a nie na odwrót. Krótko mówiąc, byłyby przejawem ducha schizmatyckiego.
Bractwo tymczasem stawiało jedynie takie wymagania, jakie pozostają w zgodzie z jego właściwym stanowiskiem; w szczególności chodzi o wymóg, aby pozostawić je „takim, jakim jest”. Na kapitule generalnej, zwołanej w 2012 r., Bractwo sformułowało sześć warunków – z których żaden nie dotyczył wiary papieża – aby zagwarantować, że pozostanie ono nietknięte i będzie się cieszyć wystarczającym stopniem autonomii po hipotetycznym uznaniu kanonicznym.
Nie oznacza to jednak, że wśród członków Bractwa, nawet tych bardzo wysoko postawionych, co pewien czas nie pojawiała się pokusa utrzymywania, że prawdziwy duch Arcybiskupa – a zatem i Bractwa – wymaga, aby papież wyznawał doktrynalny tradycjonalizm (doctrinal traditionalism), zanim będzie mogło nastąpić jakiekolwiek uznanie kanoniczne. Właśnie takie jest stanowisko tej luźnej grupy byłych kapłanów Bractwa, która określa się jako „ruch oporu” („The Resistance”), a w której gronie znajduje się także nie należący już do Bractwa biskup.
Twierdzę natomiast, że pogląd, zgodnie z którym „ścisła jedność wiary ma poprzedzać uznanie kanoniczne” nigdy, w żadnym momencie, nie był oficjalnym stanowiskiem Bractwa: ani w czasach, gdy żył Arcybiskup, ani też po jego śmierci.

Współpraca jest możliwa

Co do zasady pewna forma współpracy z modernistycznym papieżem jest zatem możliwa. Tymczasem odsuńmy nieco na bok zagadnienie rozmów Bractwa z Rzymem, aby zrozumieć fakt, który ma znaczenie fundamentalne dla całej tej dyskusji: Bractwo zawsze do pewnego stopnia współpracowało z posoborowymi papieżami. Trzy zasady pomogą doprecyzować, że tak właśnie ma się sprawa z papieżem Franciszkiem.
Pierwsza zasada brzmi: Bractwo uznaje papieża Franciszka za papieża. O ile abp Lefebvre wykazywał pewną dozę tolerancji wobec poszczególnych sedewakantystów, o tyle zawsze odrzucał sedewakantyzm jako rozwiązanie dla bractwa kapłańskiego, które założył. Po dziś dzień kandydaci do święceń wyższych w Bractwie w wieczór poprzedzający święcenia muszą oświadczyć przed Najświętszym Sakramentem, że uznają aktualnego papieża za papieża.
Druga zasada mówi, że papież Franciszek jest papieżem Kościoła katolickiego. Oznacza to, że sprawuje on najwyższy urząd w instytucji, którą założył nasz Pan, Jezus Chrystus. Jako taki, papież nie decyduje i nie może decydować o celu (finality) tej instytucji. Kościół jest Kościołem niezależnie od jego osobistych odczuć w tym względzie. Jest to zapewne jedna z tych rzadkich sytuacji, gdy papież Franciszek mógłby zasadnie zapytać: „Kimże jestem, aby decydować?”2.
O tym właśnie należy pamiętać, gdy rozważamy pewne kierunki, w których papież Franciszek zdaje się prowadzić Kościół. Wydaje się na przykład, że chce on, aby Kościół był rzecznikiem ideologii ekologicznej w jej nowoczesnej, antyludzkiej formie, reprezentowanej przez takie osoby jak Jeffrey Sachs3 czy Paul Ehrlich4. Nie trzeba dodawać, że promowanie „celów zrównoważonego rozwoju”5 nie należy do misji Kościoła, zwłaszcza wtedy, gdy pociąga to za sobą drastyczne ograniczenie liczby ludności na świecie. Jest to prawdą niezależnie od tego, czy papież Franciszek wierzy, że stanowi to część misji Kościoła bądź też chce, aby część tej misji stanowiło.
Po trzecie wreszcie, zarówno członkowie Bractwa, jak i związani z nim wierni są już członkami rzeczywistej społeczności Kościoła katolickiego, którego widzialną głową jest papież Franciszek. Innymi słowy, są oni w realny sposób zjednoczeni z papieżem Franciszkiem (nie chodzi tu o papieża Franciszka wraz z jego „osobistym magisterium”, lecz o papieża Franciszka jako papieża). Uznają oni, że jest on sprawującą władzę głową Kościoła, umieszczają jego wizerunek w swoich kaplicach, wymieniają jego imię podczas Mszy świętej i w trakcie błogosławieństw. Wymienione akty nie są ani obłudnym pozerstwem, ani pustymi symbolami – wskazują one na rzeczywistą jedność, jaka istnieje między Bractwem a papieżem. Wskazują na to, że Bractwo, mając na względzie dobro Świętej Matki Kościoła, współpracuje – przynajmniej do pewnego stopnia – z papieżem Franciszkiem.

Uznanie kanoniczne, a nie przyłączenie

To, że realna jedność Bractwa z papieżem Franciszkiem już ma miejsce, uświadamia nam drugi, kluczowy fakt często pomijany przez przeciwników akceptacji prałatury personalnej: w kanonicznym uznaniu Bractwa przez papieża Franciszka nie chodzi o to, że Bractwo się do czegoś przyłącza. Chodzi natomiast o to, że Bractwo otrzymuje status prawny w ramach instytucji, której już faktycznie jest częścią.
Nazbyt często przeciwnicy akceptacji uznania kanonicznego starają się przedstawiać dyskusję dotyczącą relacji między Bractwem a Rzymem tak, jak gdyby Bractwo miało uzyskać członkostwo w „Kościele Franciszka”. Tymczasem w ogóle nie ma mowy o tym, aby Bractwo miało się przyłączyć do czegoś, do czego wcześniej nie należało. Bractwo przyłączałoby się do jakiejś organizacji wtedy i tylko wtedy, gdyby:
1◦ miało obecnie charakter schizmatycki, znajdując się poza Kościołem – jest to twierdzenie, któremu z całą stanowczością zaprzeczamy;
2◦ władze Rzymu tworzyły nie-katolicki Kościół w ściśle organizacyjnym znaczeniu tego słowa – temu również zaprzeczamy.
Wielu z nas, należących do Bractwa, w trakcie rozmów z naszymi krewnymi i przyjaciółmi przywiązanymi do Kościoła posoborowego było przez nich oskarżanych – na podstawie pozorów – o to, że znajdujemy się „poza Kościołem”, ponieważ nasze parafie (to słowo należy tu rozumieć w sensie potocznym, a nie ściśle kanonicznym – przyp. red. WTK) nie są uznawane przez diecezje [w których się znajdują]. A my, rzecz jasna, wyjaśnialiśmy im, że to oddzielenie jest jedynie pozorne, ponieważ w pełni uznajemy władzę papieża i biskupów. Lecz tak jak wspomniane „oddzielenie” od władz kościelnych spowodowane brakiem struktury kanonicznej jest tylko pozorne, tak też i „połączenie się” z czymś poprzez uznanie struktury kanonicznej będzie miało charakter jedynie pozorny. Gdyby papież nadał Bractwu prałaturę personalną, niektórym mogłoby się wydawać, że tym samym Bractwo osiągnęło jedność z Kościołem („pełną jedność” w ich nomenklaturze!). W rzeczywistości jednak, biorąc pod uwagę jedność Bractwa z Kościołem, nic by się nie zmieniło. Jedność ta istniałaby bowiem w sposób integralny zarówno przed, jak i po nadaniu struktury kanonicznej.
Ten punkt jest ważny z powodu tych, którzy utrzymują, że uznanie kanoniczne jest złe w każdej sytuacji, gdy papież inaczej rozumie Kościół katolicki niż tradycjonaliści, bowiem wówczas tradycjonaliści staraliby się zjednoczyć swe wysiłki z osobą, z którą nie łączy ich wspólny cel. Jest faktem, że z konieczności tradycjonaliści muszą do pewnego stopnia jednoczyć swoje wysiłki z papieżem Franciszkiem, po prostu uznając go za papieża i starając się działać dla dobra instytucji, której on jest widzialną głową. Modernistyczna wiara papieża Franciszka nie może zatem być przeszkodą całkowicie uniemożliwiającą podjęcie z nim współpracy.
Jeśli zgodzimy się na to, że całkowita jedność wiary z Ojcem Świętym nie jest sama w sobie konieczna do współpracy, pojawi się pytanie: czy kanoniczne uznanie Bractwa stanowi jeden z tych obszarów, w których współpraca z modernistycznym papieżem jest możliwa? Innymi słowy: czy modernizm wyraźnie wyklucza taką możliwość, skoro współpraca dotyczy [przyjęcia] struktury kanonicznej?

Poziomy współpracy

Gdybyśmy mieli podjąć próbę ustalenia ogólnej zasady dotyczącej okoliczności, w jakich współpraca z legalnie wybranym papieżem, którego wiara jest wątpliwa, jest rzeczą dobrą, a kiedy nią nie jest, byłaby ona następująca: współpraca z takim papieżem jest dobra wtedy, gdy jest rzeczą moralnie pewną, że sprawuje on swoją posługę dla dobra Kościoła, natomiast zła, kiedy jest moralnie pewne, że tego nie robi.
Wydaje się, że w oparciu o taką właśnie zasadę działał abp Lefebvre. W swoim kazaniu, zawierającym krytykę sedewakantyzmu, a wygłoszonym podczas święceń w 1982 r., oświadczył on:
„[…] mimo ran Kościoła, mimo trudności, które piętrzą się przed nami, mimo prześladowań, jakich wszyscy doznajemy, nawet ze strony tych, którzy sprawują władzę w Kościele, kochajmy naszą Matkę, Kościół Święty, zawsze mu służmy – pomimo władz, jeśli to konieczne […] chcemy wspierać święty rzymski Kościół katolicki” (Apologia pro Marcel Lefebvre, t. III, ss. 415–416).
Gdy Arcybiskup mówi „pomimo władz, jeśli to konieczne”, to zarazem daje do zrozumienia, że „z władzami, jeśli to możliwe”. Cokolwiek się zdarzy, Bractwo musi służyć Kościołowi, a nie jego hierarchii. Gdy duchowni działają przeciwko Kościołowi – i widać to wyraźnie – Bractwu nie wolno z nimi współpracować. W przypadku konsekracji biskupich z 1988 r. Bractwo musiało wręcz posunąć się do tego, aby działać w opozycji do władz kościelnych po to, aby dobrze służyć Kościołowi. Z drugiej strony, gdy duchowni działają dla dobra Kościoła, wówczas – rzecz jasna – Bractwo musi z nimi współpracować; uczynienie czegoś przeciwnego byłoby działaniem przeciwko Kościołowi. Jest to prawdą niezależnie od tego, czy ci duchowni działający dla dobra Kościoła są modernistami, czy też nie, a także niezależnie od tego, czy ich wiara pokrywa się z wiarą tradycyjnych katolików, czy nie.
W odniesieniu do prałatury personalnej osobiste magisterium papieża Franciszka samo w sobie nie jest przeszkodą, żeby Bractwo mogło posłużyć się tą prałaturą dla dobra Kościoła. Papież nie musi być zagorzałym zwolennikiem encykliki Pascendi, żeby jego hipotetyczne uznanie Bractwa przyniosło owoce. Wszystko, co musi zrobić, to respektować warunki umowy ustanawiającej prałaturę.

Przykład

Aby zrozumieć, dlaczego współpraca z modernistycznym papieżem nie byłaby czymś złym, gdyby działał on w prawdziwym interesie Kościoła, rozważmy następujący przykład. Załóżmy, że we Francji za czasów socjalistycznego rządu Françoisa Hollande’a funkcjonowała organizacja o nazwie „Stowarzyszenie Ratowniczek Życia”: grupa kobiet, starających się uchronić matki w stanie błogosławionym i ich nienarodzone dzieci przed aborcją. To stowarzyszenie już istnieje we Francji, działając w interesie wspólnoty. A jednak jego członkinie mogłyby uczynić jeszcze więcej dobra, gdyby zostały zarejestrowane jako organizacja (tzn. gdyby uzyskały status prawny). Zakładając, że rząd Hollande’a jest prawowity, [należy uznać, że] otrzymał on władzę od Boga i to w celu krzewienia wspólnego dobra. Jeśli sam Hollande słyszy o prośbie „Stowarzyszenia Ratowniczek Życia”, mając świadomość, czym się ono zajmuje, i postanawia nadać związkowi tych wspaniałych kobiet osobowość prawną, wówczas będzie promował dobro wspólne czynem i – przynajmniej w tym przypadku – kobiety te będą współpracowały z władzami dla dobra kraju.
Czy wspomniane kobiety powinny mieć jakieś skrupuły w przyjęciu tej formy prawnego uznania ze strony takiej władzy, mówiąc sobie: „Hollande nie ma tej samej idei dobra wspólnego, co my, i dlatego nie możemy z nim współpracować dla dobra ogółu”? Z pewnością nie, ponieważ w tym konkretnym przypadku Hollande działa obiektywnie dla wspólnego dobra. Co więcej, Hollande posiada władzę, która nie opiera się na nim samym, lecz ostatecznie na Bogu. A Bóg określił cel wszystkich społeczności i stowarzyszeń, przekazując władzę głowom państw, aby one ten cel wspierały. Kiedy więc „Ratowniczki Życia” współpracują z Hollande’em dla dobra Francji, w gruncie rzeczy współpracują z Bogiem.
Oczywiście, koniecznie należałoby się upewnić, że Hollande nie próbuje zwabić tych kobiet w pułapkę, przyznając ich grupie status prawny tylko po to, aby ją później zniszczyć – lecz jest to kwestia roztropności, a więc zagadnienie, które nie stanowi przedmiotu analizy w niniejszym artykule – nie zaś kwestia samej zasady. Co do zasady, to w opisanej sytuacji nie można byłoby niczego zarzucić „Stowarzyszeniu Ratowniczek Życia”, gdyby przyjęły status prawny od socjalistycznego rządu.
Powyższy przykład nie został przytoczony po to, żeby sugerować, że Kościół jest pod każdym względem równoważny rządowi świeckiemu; mamy tu raczej do czynienia z pewną analogią. Jedną z podstawowych różnic między nimi jest na przykład to, że jako instytucja Kościół nigdy nie może upaść. Nasz Pan obiecał, że pozostanie z nami aż do końca czasów – czegoś podobnego nie obiecał żadnemu rządowi świeckiemu. Zatem nigdy nie mogłoby dojść do sytuacji, w której katolik byłby usprawiedliwiony odrzucając władzę kościelną jako taką.
Z drugiej strony, w pewnych przypadkach katolicy zostali upoważnieni do zakwestionowania władzy rządów świeckich; przykładowo św. Pius V radził angielskim katolikom, aby ci nie uznawali władzy królowej Elżbiety I podczas jej niegodziwego panowania.
Taki scenariusz nie jest możliwy w przypadku Kościoła, ponieważ Kościół nie może upaść ani w swej widzialnej strukturze, ani w wypełnianiu swojego celu. Zatem katolicy – a przynajmniej ci spośród nich, którzy wierzą w doskonałość Kościoła – nie mogą spodziewać się, że przyjdzie im stanąć przed koniecznością rozeznania, kiedy i w jakiej sytuacji mieliby odrzucić jego władze.

Zastosowanie

Wspomnieliśmy powyżej, że papież nie posiada władzy zmieniania misji Kościoła. To nie on ustanowił swój urząd, gdyż ten pochodzi od naszego Pana, Jezusa Chrystusa. Urząd ten został przez Niego przeznaczony do wspomagania realizacji celu Kościoła, którym jest zbawienie dusz – taki jest powód, dla którego Pan Jezus ustanowił swój Kościół. Papież sam w sobie, z samej natury swego urzędu, jest narzędziem Jezusa Chrystusa i – o ile nie nadużywa swego urzędu – pracuje dla celu wytyczonego przez Jezusa Chrystusa. W rzeczywistości akty prawne papieża mają powagę i moc tylko o tyle, o ile służą interesom Jezusa Chrystusa.
Zatem, gdy papież Franciszek podejmuje działania, służące interesom Kościoła, Bractwo również służy Kościołowi, gdy te działania wspiera. Z pewnością ma to miejsce wtedy, gdy Bractwo z wdzięcznością przyjmuje z rąk papieża Franciszka jurysdykcję zwyczajną w celu udzielania rozgrzeszenia i przyjmowania przysięgi małżeńskiej.
Ta sama zasada ogólna ma zastosowanie do zagadnienia uznania kanonicznego. Jeśli służy ono interesom Kościoła, Bractwo powinno współpracować; jeśli nie służy, Bractwo nie powinno współpracować. Dla Arcybiskupa odpowiedź na to pytanie była taka sama, jak odpowiedź na pytanie następujące: czy Bractwo będzie w stanie pozostać takim, jakim jest i kontynuować swoją działalność, ciesząc się odpowiednią dozą wolności? Czy też zostanie ono przez uznanie kanoniczne zniszczone?
Ci, którzy uważają, że to zagadnienie sprowadza się do pytania o wiarę papieża, zdają się mylić go z Kościołem, popadając tym samym w pewną postać papolatrii6. Zdają się sądzić, że dobro Kościoła może zależeć tylko od osobistego magisterium papieża. Gdy to magisterium jest ortodoksyjne, wówczas uznanie kanoniczne umacnia dobro Kościoła; gdy w pewnych punktach sprzeciwia się ortodoksji, wówczas dobro Kościoła nie może być krzewione przez uznanie kanoniczne [Bractwa]. Albo papież w doskonały sposób realizuje obowiązki wynikające ze swego urzędu, albo bogobojni katolicy nie mogą z nim współpracować.
Wprost przeciwnie: można sobie wyobrazić wiele sytuacji, w jakich uznanie kanoniczne Bractwa faktycznie służyłoby dobru Kościoła, niezależnie od osobistej wiary papieża, a zatem powinno zostać zaakceptowane, jeśli naprawdę chce się służyć Kościołowi. Jednak rozstrzyganie, czy taka sytuacja właśnie teraz ma miejsce, nie stanowi przedmiotu niniejszego artykułu. A jednak to, iż wspomniana sytuacja mogłaby rzeczywiście zaistnieć, powinno być oczywiste dla wszystkich. Przez sam fakt, iż mogłoby dojść do czegoś takiego, stanowisko, wedle którego przyjęcie uznania kanonicznego mogłoby być osądzane tylko na podstawie czyjejś jedności z wiarą papieża, okazuje się fałszywe.

Podsumowanie

Uznanie, że współpraca [z Rzymem] jest możliwa tylko wówczas, gdy zachodzi pełna jedność wiary z papieżem, nigdy nie było stanowiskiem osób kierujących Bractwem – ani w czasach, gdy żył Arcybiskup, ani potem. Współpraca między Bractwem a papieżem do pewnego stopnia zawsze miała miejsce; także w chwili obecnej mamy do czynienia z pewnym poziomem współpracy. Mówiąc ogólnie, należy odmówić współpracy, gdy sprzeciwia się ona interesom Kościoła, a podjąć ją, gdy dokonuje się ona w interesie Kościoła. W szczególności zatem uznanie kanoniczne powinno być przyjęte, jeśli jest dobre dla Kościoła, i odrzucone, jeśli takim nie jest – niezależnie od tego, jaka jest wiara papieża.

za: https://news.fsspx.pl/2017/06/jednosc-wiary-z-papiezem-franciszkiem-a-kanoniczne-uznanie-bractwa-kaplanskiego-sw-piusa-x/
  1. Autor artykułu polemizuje tu ze zdaniem ks. Patryka de La Rocque’a FSSPX. 
  2. Aluzja do słynnych słów Franciszka podczas konferencji prasowej 28 lipca 2013 r., zorganizowanej w trakcie powrotu z XXVIII Światowych Dni Młodzieży w Rio de Janeiro. Papież powiedział wtedy m.in.: „Jeśli ktoś jest gejem i szuka Boga, i ma dobrą wolę, kimże ja jestem, aby go osądzać?” – przyp. red. WTK 
  3. Jeden z najbardziej znanych na świecie ekonomistów, rzecznik terapii szokowej jako remedium na kryzysy gospodarcze; autor założeń „planu Balcerowicza”, czyli programu transformacji polskiej gospodarki w latach 90. XX wieku – przyp. red. WTK. 
  4. Amerykański biolog i demograf; zajmuje się prognozowaniem zmian w środowisku naturalnym pod wpływem wzrostu liczby ludności Ziemi – przyp. red. WTK. 
  5. Sustainable Development Goals, przyjęty w 2015 r. przez ONZ globalny plan zawierający siedemnaście celów, do których realizacji zobowiązały się dążyć państwa członkowskie. Zawiera godne pochwały postulaty (walka z ubóstwem, głodem i chorobami, edukacja, ochrona środowiska naturalnego, innowacyjność w gospodarce itd.), jednak są one z założenia (oczywiście) areligijne, zaś niektóre z nich są interpretowane wbrew katolickiej nauce moralnej, a nawet prawu naturalnemu (np. postulat 3.7 zapewnienia „powszechnego dostępu do świadczeń z zakresu zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego” oznacza w praktyce postulat powszechnej dostępności aborcji na życzenie) – przyp. red. WTK. 
  6. Przypisywanie urzędowi papieskiemu większej roli i prerogatyw, niż ma je w rzeczywistości – przyp. red. WTK.

 

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Pierwsza Msza solenna w Elblągu - 24 VI AD 2017


24 czerwca AD 2017 w kościele Matki Bożej Królowej Polski miała miejsc cudowne wydarzenie
czyli pierwsza solenna Msza św. w Elblągu.
Módlmy się za kontynuację tego dzieła Bożego.
za:
https://www.facebook.com/search/top/?q=elbl%C4%85skie%20%C5%9Brodowisko%20tradycji%20katolickiej
Toplista Tradycji Katolickiej
Powered By Blogger