sobota, 18 kwietnia 2015

7 lat po przywróceniu tradycyjnej liturgii u trapistów w Mariawald

Dom Josef Vollberg OCSO: Klasyczna liturgia daje światu coś, czego mu brakuje

W 2008 roku jedyny klasztor trapistów w Niemczech – opactwo Mariawald – jako pierwszy (i jak dotychczas jedyny) od czasów reformy soborowej klasztor trapistów powrócił w całości do tradycyjnej liturgii. Reformie tej – a właściwie powrotowi do źródeł – osobiście patronował papież Benedykt XVI. Przedstawiamy wywiad udzielony przez opata Mariawald Dom Josefa Vollberga niemieckiemu dziennikowi Die Tagespost w maju 2013 roku.

Przewielebny Ojcze Opacie, cztery lata temu wprowadził Ojciec w swoim opactwie liturgię w formie nadzwyczajnej. Co to zmiana przyniosła Ojca klasztorowi?
Pierwszą Mszę solenną w klasycznym rycie rzymskim odprawiliśmy w Mariawald w styczniu 2009 roku. Miesiąc później rozpoczęliśmy odprawiać w nadzwyczajnej formie Mszę konwentualną. Na początku nie wszystkim braciom spodobała się ta zmiana. Ale w międzyczasie sytuacja się poprawiła. Oczywiście każdy ksiądz musiał się nauczyć celebracji tego rytu, co było wymagające i niełatwe. Każdy musiał także przypomnieć sobie łacinę. Krok po kroku dokonaliśmy tej zmiany. Kolejnym krokiem było śpiewanie w tradycyjnej formie oficjum Tercji przed niedzielną Mszą. W ten sposób osiągnęliśmy liturgiczną jedność. Następnie stopniowo zmienialiśmy godziny mniejsze, Sekstę, Nonę oraz Kompletę. Później to samo zrobiliśmy z Nieszporami i Jutrznią oraz wigiliami. Miało to na celu nasze całkowite oddanie tej Liturgii, z jej bardziej intensywnym teocentrycznym charakterem, który w szczególny sposób pasuje do naszego kontemplacyjnego powołania

Jaki rodzaj duchowego rozwoju od tego czasu odnotowaliście? Czym skutkowało przyjęcie w waszej wspólnocie formy nadzwyczajnej?
Nie wolno nam lekceważyć duchowego wzbogacenia, które dokonało się poprzez poszukiwanie i ponowne odkrycie źródeł. Ważne cechy tradycji kościelnej mogą ponownie odgrywać znaczącą rolę. Nasze powołanie monastyczne czerpie swój charakter z Reguły św. Benedykta, którą ślubowaliśmy przestrzegać. Reguła św. Benedykta i łacińska liturgia w starszej formie tworzą symbiozę, w której jeden z jej składników wzmacnia zrozumienie i znaczenie drugiego. Tak jak codziennie składa się Najświętszą Ofiarę, tak samo czyta się codziennie fragment Reguły, a mi zazwyczaj przypada go objaśniać. Bez wątpienia dużo prawdy tkwi w starym powiedzeniu: „Trzymaj się reguł, a reguły będą się trzymać ciebie”. Należy również powiedzieć, że z pewnością nikt nie mógłby przetrwać bez Ofiary Mszy Świętej. Tradycyjna forma, w której odprawiamy teraz Mszę, bardzo nam służy. Rozbudzona mądrość wieków pomaga kapłanowi być bardziej kapłanem a mnichowi być bardziej mnichem. Nie ulega wątpliwości, że ta reforma zmieniła niektórych z nas. Mariawald się zmieniło. Ale to nie my powinniśmy oceniać skalę tych zmian. Musimy to pozostawić Bogu i Jego Świętej Matce, której poświęcone jest to miejsce.

Czy po tych zmianach wzrosły powołania? Zmiany były chyba przede wszystkim na to ukierunkowane.
Polemizowałbym czy to było celem tej reformy. Sfery sacrum nie wolno w ten sposób traktować. To dotyczyło przede wszystkim Boga i należnej Mu czci. Oczywiście klasztor musi myśleć o powołaniach, ale nie może to być jego głównym celem. Ale tak, mieliśmy nadzieję, że wzmocnienie monastycznych i katolickich ideałów, które przyniosła reforma, może skutkować powtórną atrakcyjnością. To prawda, że mamy teraz więcej powołań. Jednak miłość do formy nadzwyczajnej nie wystarcza żeby kogoś przyjąć. Ani też miłość do specyfiki naszego rytu cysterskiego, z jego niewielkimi różnicami w kalendarzu liturgicznym czy formularzach mszalnych. Należy zacząć od tego, że człowiek musi być prawdziwie wezwany do bycia mnichem. Dlatego ważne jest by zachować ostrożność w doborze kandydatów. Kandydat musi dobrze poznać samego siebie. Dlatego przed okresem postulatu jest okres próbny, któy trwa przynajmniej cztery tygodnie. Ten okres wspólnego poznania się jest bardzo ważny, jeśli chce się podjąć właściwą decyzję. Naszym klasztorem interesowało się bardzo dużo osób. Od 2009 roku było ich ponad 40. 2012 to był dobry rok, miała miejsce wtedy rzadka uroczystość ślubów wieczystych. Mieliśmy również obłóczyny nowicjusza. Tak więc sprawy idą w dobrą stronę. Prawdziwe życie mnicha stanowi dla wielu ogromne wyzwanie, ponieważ nikt nie może być mnichem bez ofiary. Nawet regularne wstawanie w środku nocy stanowi trudność, bo mnich to przecież też człowiek. Jest to szczególne zobowiązanie. Pozwolę sobie to wyjaśnić. Istnieje wiele zawodów, które wymagają pracy na nocne zmiany, czy to na kolei, czy w piekarni lub szpitalu. My, mnisi, nie musimy wykonać żadnej pracy, która stanowiłaby konkretną pomoc innym, a mimo to chcemy wstawać o 2.30. Wzorujemy się na Chrystusie, który modlił się w nocy. Myślę też o św. Pawle, który modlił się w nocy w więzieniu, a także o pierwszych mnichach, którzy robili to właśnie wtedy, gdy dzień był nadal świeży i niczym nie obciążony. I tysiące następców podążało ich przykładem. „Najpierw Bóg” – dokładnie do tego dążymy w naszym życiu. I dlatego modlimy się o 3 nad ranem, w imieniu wielu ludzi w Kościele, na świecie, w zakonie, tak jak było wcześniej, aby przebić się przez ciemność która tak często nas otacza. I oczywiście po to, aby pochłonąć trochę Bożego światła, które świeci w ciemnościach
.
Jak zareagowali wierni, którzy przychodzą do was na Msze?
Reakcje były bardzo zróżnicowane. Na szczęście protestów nie było wiele. Wśród naszych bywalców, oprócz tych którzy pozostali, było także wielu, którzy zdecydowali się pójść gdzieś indziej. Byli też tacy, którzy przyszli pierwszy raz. Bardzo uderzające jest to, że od reformy zaczęli przychodzić do nas młodzi ludzie, co się wcześniej nie zdarzało. Co jakiś czas przypadkowa wizyta rozwija się w trwałą więź. Możliwe, że klasyczna forma liturgii daje światu – pełnemu technologii, kalkulacji, finansów i przyjemności – coś, czego mu brak. I tak właśnie jest w przypadku młodych, którzy odkrywają w naszej liturgii dyskretną drogę znalezienia pokoju i modlitwy. Nikt nie jest tu przymuszany do zorganizowanego dialogu, do którego trzeba koniecznie dołączyć. Każdy może sobie po cichu usiąść i oddać się temu, co ma tu miejsce. Każdy może to śledzić i powierzyć temu swoje intencje. Boska Liturgia oferuje pewną przestrzeń, która szczęśliwie nie jest pod naszym panowaniem. Istotnie, Bóg przychodzi ku nam, jeśli poświęcamy się liturgii, jeśli oddajemy się Temu, który stoi tu w samym centrum rzeczy. Miło jest mi powiedzieć, że otrzymaliśmy wiele pozytywnych maili i listów. Jednak był też negatywne, bliskie nienawiści, ujawniające wielkie niezrozumienie. Odrzucenie formy nadzwyczajnej często wiąże się z odrzuceniem Ojca Świętego, który nadzorował reformę i zachęcał do niej z ojcowską wielkodusznością. Można wyczuć wokół sprawy klasztoru obecność niezrozumienia czy nawet głupoty. Odkąd papież osobiście pochwalił nasze przedsięwzięcie, wierzę, że reforma ma Boże błogosławieństwo, ponieważ jest koniec końców kwestią należnej Bogu czci, a także zbawienia naszych dusz – aspektu często dziś zapomnianego. Wierzymy w Boga, wierzymy w życie wieczne, które On przygotował dla tych, którzy Go miłują. Podczas Mszy Świętej wyznajemy w Credo naszą wiarę w życie wieczne. Nasze życie powinno nas prowadzić do wieczności. A reforma Mariawald powinna pomóc nam osiągnąć ten cel. 

Utrzymujecie kontakt z zagranicznymi wspólnotami?
Prawdę mówiąc niewielki. Nasz problem polega na tym, że jest nas niewielu, więc trudno jest nam utrzymywać kontakt z innymi klasztorami. Jest nas tylko dziesięciu, niektórzy są już w podeszłym wieku. A ja jako opat mam bardzo dużo obowiązków w naszym domu. Mieliśmy bliższy kontakt z niektórymi francuskimi benedyktyńskimi klasztorami Tradycji, np. z Le Barroux czy Fontgombault i innymi, a także z Vyšší Brodem w Czechach. Mamy także częsty kontakt z księżmi z Bractwa Kapłańskiego św. Piotra, które pracuje „w świecie” i jest nam bardzo bliskie poprzez Mszę. W klasztorze kontemplacyjnym zawsze pracuje się z różną dynamiką. Oczywiście czasami musimy opuścić nasz maleńki światek i załatwić pewne ważne sprawy. Ale zazwyczaj praca wewnątrz domu jest tak wyczerpująca, że nie mamy na nic więcej czasu.

Przeszedłby Ojciec ponownie drogą reformy?
Oczywiście że tak, nawet jeśli wiem, że nie jest to łatwa droga, na której spotykałoby się samych przyjaciół. Niektórzy uznają reformę za atak na swoje osobiste terytorium, atak na swoje jakoby suwerenne prawa do interpretacji. Uznają, że papież jest omylny – ale oni sami już nie. Ale my wierzymy, że reforma jest ważna. To kwestia pewnych wartości, które w wielu miejscach zatracono. Życiu monastycznemu również grozi ich utrata. Właściwie to w tym obszarze utracono je tak samo jak w każdym innym. Oczywiście nie da się całkowicie skopiować przeszłości, ale należy próbować na nowo odkryć drogocenne skarby, takie jak liturgia ukierunkowana całkowicie na Boga. To bardzo ważne w życiu kontemplacyjnym! Wielu nie zdaje sobie sprawy z tego, że jest to również kwestia kompletności Wiary, w której nie możemy sobie przebierać. Wiara musi być przestrzegana i
pielęgnowana w całości. Dyskutuje się w Kościele wiele spraw, ale czymś niezwykle pilnym jest podstawowa katecheza, która obejmuje Credo i wszystko, co konstytuuje naszą Wiarę. Lekceważymy to, co należało do niej od początku, a tym samym należy do niej teraz i będzie należało w przyszłości. Odrodzenie Tradycji położy kres tym zagrożeniom. Osiągnie akceptację Wiary w całej jej okazałości. Bardzo ośmieliło mnie to, co przeczytałem w Piśmie Świętym: to kwestia wyłącznie Prawdy, Rzeczywistości, która nie zależy od opinii większości. Przypomina mi się tu Mojżesz. Zawsze miał kłopoty, chcieli go nawet ukamienować. I czasem myślę o tym, albo o tym proroku w starożytnym Izraelu, który był podobnie traktowany. Rozważanie ich wytrwałości daje poczucie komfortu i pewności siebie. To nie jest łatwy czas dla prawdy, ale ona pochodzi od Boga, samego Boga w Prawdzie, nie w abstrakcie, ale w bardzo konkretnej formie osobowej: samego Chrystusa. Powtórzę jeszcze raz: Prawda nie zależy od opinii większości. Widzimy to w Chrystusie, Naszym Panu. Nie wzruszały Go opinie większości. Dlatego znajdujemy się w najlepszym możliwym towarzystwie! Tak, zrobiłbym to jeszcze raz.

Źródło: rorate-caeli.blogspot.com
Tłumaczenie: Redakcja Bazy Dokumentów Papieskich
za:http://bdp.xportal.pl/publicystyka/dom-josef-vollberg-ocso-klasyczna-liturgia-daje-swiatu-cos-czego-mu-brakuje/

czwartek, 16 kwietnia 2015

Argentyna: Państwo nadaje Bractwu Św. Piusa X osobowość prawną

Opublikowano , autor: Jakub Pytel

Winieta
Pasek tytułowy Biuletynu Urzędowego Republiki Argentyny (wydanie z 9 kwietnia 2015 r.)
12 kwietnia br. argentyński dziennik „Clarín” poinformował o opublikowanym trzy dni wcześniej w Biuletynie Urzędowym Republiki Argentyny (Boletín Oficial de la Republica Argentina) postanowieniu sekretarza ds. wyznań Wilhelma R. Oliveriego o nadaniu Bractwu Kapłańskiemu Świętego Piusa X osobowości prawnej i wpisaniu go do Rejestru Instytutów Życia Konsekrowanego (Registro de Institutos de Vida Consagrada), obejmującego katolickie zakony i zgromadzenia zakonne obecne w tym kraju.
Podjęcie tej decyzji było możliwe m.in. dzięki wystosowaniu przez kard. Mariana Aureliusza Polego, arcybiskupa metropolitę Buenos Aires, listu do Sekretariatu ds. Wyznań w ramach procedury wszczętej przed tym organem przez władze FSSPX w 2011 r. List, jak ten, w którym arcybiskup Buenos Aires „wnioskował o to, aby Towarzystwo Apostołów Jezusa i Maryi (Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X) było uznawane – aż do chwili, gdy uzyska ostateczny status kanoniczny w Kościele powszechnym – za stowarzyszenie na prawie diecezjalnym”, jest koniecznym warunkiem uznania każdego zgromadzenia zakonnego w Argentynie.
List kard. Polego nie rodzi skutków kanonicznych, ponieważ nie działa on w zastępstwie władz rzymskich, które jako jedyne mogą regulować status kanoniczny Bractwa Św. Piusa X. Jest to wyłącznie procedura warunkująca podjęcie przez władze argentyńskie decyzji administracyjnej w oczekiwaniu na „uzyskanie [przez Bractwo] ostatecznego statusu kanonicznego w Kościele powszechnym”.
Trzeba zauważyć, że w Argentynie, zgodnie z wymogami prawa i przepisami administracyjnymi, katolickie zgromadzenia zakonne nie mogą prowadzić apostolatu, jeśli – po uprzednim zawiadomieniu przez władze kościelne – nie zostaną wpisane do Rejestru Instytutów Życia Konsekrowanego.
Fakt, że kard. Poli jest następcą kard. Bergoglia na stolicy arcybiskupiej w Buenos Aires, może uzasadniać domysły, że wzmiankowane postanowienie nie zostało podjęte bez konsultacji z papieżem Franciszkiem. Niemniej pozostaje faktem, że jest to jedynie procedura ściśle administracyjna wykonywana w szczególnych warunkach [prawnych] Republiki Argentyny.

 http://news.fsspx.pl/2015/04/argentyna-panstwo-nadaje-bractwu-sw-piusa-x-osobowosc-prawna/

wtorek, 14 kwietnia 2015

Sataniści w natarciu


 Gdynia: włamanie do kościoła i profanacja Eucharystii

W nocy z 10 na 11 kwiet­nia do­ko­na­no wła­ma­nia do ko­ścio­ła MB Bo­le­snej w Gdy­ni-Or­ło­wie. Spraw­cy do­sta­li się do ta­ber­na­ku­lum skąd ukra­dli Naj­święt­szy Sa­kra­ment. Do­cho­dze­nie w spra­wie wła­ma­nia wsz­czę­ła gdyń­ska po­li­cja.


Foto: Shutterstock Gdynia: włamanie do kościoła i profanacja Eucharystii
- Wła­ma­nie od­kry­ły w so­bo­tę przed go­dzi­ną siód­mą rano osoby, które otwie­ra­ły ko­ściół. Zna­la­zły na drzwiach ślady wła­ma­nia. Spraw­cy skra­dli ze świą­ty­ni przed­mio­ty li­tur­gicz­ne – po­in­for­mo­wał kom. Mi­chał Rusak, rzecz­nik gdyń­skiej po­li­cji, która pro­wa­dzi w tej spra­wie do­cho­dze­nie.
REKLAMA
Zło­dzie­je do­sta­li się do świą­ty­ni po wy­wa­że­niu zamka w głów­nych drzwiach, na­stęp­nie sfor­so­wa­li drzwi wej­ścio­we do za­kry­stii. Od­na­leź­li ukry­ty tam klucz, za po­mo­cą któ­re­go otwo­rzy­li ta­ber­na­ku­lum. – Kiedy je otwie­ra­łem, mia­łem jesz­cze na­dzie­ję, że znaj­dę tam kon­se­kro­wa­ne ho­stie. My­śla­łem, że za­bie­ra­jąc na­czy­nia li­tur­gicz­ne, zło­czyń­cy nie się­gną po naj­więk­sze świę­to­ści. Było jed­nak ina­czej – mówi ks. Krzysz­tof Rybka, pro­boszcz pa­ra­fii.
Z ko­ścio­ła zgi­nę­ły także zgro­ma­dzo­ne tam wota oraz inne przed­mio­ty li­tur­gicz­ne, m.​in. krzy­że, lich­ta­rze, pa­te­ny, dzwon­ki oraz gong. – Za­bra­li Naj­święt­szy Sa­kra­ment i wszyst­ko, co służy Eu­cha­ry­stii. Dziw­ne jest jed­nak to, że z za­kry­stii w któ­rej były cen­niej­sze kie­li­chy i mon­stran­cje, nic nie zgi­nę­ło - do­da­je pro­boszcz.
– To tra­gicz­ne i nie­zwy­kle bo­le­sne wy­da­rze­nie. Od razu jed­nak roz­po­czę­li­śmy mo­dli­twę za tych ludzi. Od so­bo­ty, przez całą nie­dzie­lę trwa­my w mo­dli­twie eks­pia­cyj­nej. Su­pli­ka­cje śpie­wa­ne są także po każ­dej Mszy św. we wszyst­kich pa­ra­fiach de­ka­na­tu – stwier­dził pro­boszcz.
Do po­dob­ne­go zda­rze­nia do­szło także ty­dzień wcze­śniej, w nocy z Wiel­kie­go Piąt­ku na Wiel­ką So­bo­tę, w ko­ście­le w So­bo­wi­dzu. Stam­tąd zło­dzie­je także za­bra­li Naj­święt­szy Sa­kra­ment i przed­mio­ty li­tur­gicz­ne, m.​in. czte­ry pusz­ki do prze­cho­wy­wa­nia Eu­cha­ry­stii.
(RC)

http://wiadomosci.onet.pl/trojmiasto/gdynia-wlamanie-do-kosciola-i-profanacja-eucharystii/p4hvj7

niedziela, 12 kwietnia 2015

czwartek, 9 kwietnia 2015

Kard. Burke: Trzeba wrócić do katechizmu

dodane 2015-03-02 16:41

KAI |
Sposób nauczania papieża Franciszka wprowadza zamieszanie - uważa amerykański kardynał Raymond Burke. W wywiadzie dla tradycjonalistycznego portalu „Rorate caeli” kardynał-patron Suwerennego Zakonu Kawalerów Maltańskich zaznaczył, że sam papież w numerze 16 swej adhortacji apostolskiej „Evangelii gaudium” napisał, że nie uważa jej za nauczanie Magisterium Kościoła.
Kard. Burke: Trzeba wrócić do katechizmu   Pufui Pc Pifpef I / CC-SA 3.0 Kard. Raymond Burke

[Faktycznie Ojciec Święty napisał tam tylko: „Nie uważam (...) że należy oczekiwać od papieskiego nauczania definitywnego lub wyczerpującego słowa na temat wszystkich spraw dotyczących Kościoła i świata. Nie jest stosowne, żeby Papież zastępował lokalne episkopaty w rozeznaniu wszystkich problemów wyłaniających się na ich terytoriach. W tym sensie dostrzegam potrzebę przyjęcia zbawiennej «decentralizacji»” - KAI].

- Za papieża Benedykta XVI mieliśmy mistrza nauczania, który dawał nam obszerne katechezy na różne tematy. Mówię teraz ludziom, że jeśli doświadczają zamieszania z powodu sposobu nauczania papieża Franciszka, to ważne jest, by powrócili do katechizmu i do tego, czego Kościół zawsze nauczał, by tego uczyli, by to pielęgnowali na poziomie parafii, zaczynając od własnych rodzin. Nie możemy tracić energii na frustrację z powodu tego, co - jak uważamy - powinniśmy otrzymać, a nie otrzymujemy. Wiemy za to na pewno, czego Kościół zawsze nauczał i musimy na tym polegać i skupiać na tym swoją uwagę - stwierdził purpurat.

Ponawiając swój sprzeciw wobec możliwości udzielania Komunii św. katolikom, którzy po rozwodzie zawarli nowy związek małżeński, kard. Burke podkreślił, że „żadna władza nie może nakazać nam działać przeciwko prawdzie, a jednocześnie, gdy prawda jest zagrożona, musimy o nią walczyć”. Walka ta polega na zachowywaniu prawd wiary w swoim życiu i na przedstawianiu papieżowi swego stanowiska, że nie do przyjęcia jest zmiana dyscypliny kościelnej, która mogłaby doprowadzić do zmiany w jego nauczaniu o nierozerwalności małżeństwa.

Kardynał-patron zakonu maltańskiego wskazał na „fałszywą dychotomię” przedstawianą przez tych, którzy mówią, że chodzi jedynie o zmianę dyscypliny bez ruszania kościelnej doktryny. - Ale jeśli zmienisz dyscyplinę Kościoła w odniesieniu do dopuszczania osób żyjących w cudzołóstwie do Komunii św., to przecież zmieniasz doktrynę Kościoła nt. cudzołóstwa. Mówisz, że w pewnych okolicznościach cudzołóstwo jest dopuszczalne a nawet dobre, skoro ludzie żyją w cudzołóstwie i nadal mogą przyjmować sakramenty. To bardzo poważna sprawa i katolicy muszą nalegać, by dyscyplina kościelna nie została w jakiś sposób zmieniona, co faktycznie osłabiłoby nasze nauczanie nt. jednej z najbardziej zasadniczych prawd: prawdy o małżeństwie i rodzinie - wyjaśnił amerykański kardynał.

Według niego katoliccy tradycjonaliści mogą odegrać wiodącą rolę w odnowie Kościoła w przyszłości, a zwłaszcza rodziny przywiązane do „tradycyjnej Mszy”, których jest „coraz więcej”. Zachęcił także do studiowania Katechizmu Kościoła Katolickiego w domu i lokalnych wspólnotach. Kościół bowiem „strasznie wycierpiał z powodu dziesięcioleci słabej katechizacji”, zarówno dzieci, młodzieży, jak i dorosłych, którzy „nie znają swej wiary”.

za:  http://info.wiara.pl/doc/2375950.Kard-Burke-Trzeba-wrocic-do-katechizmu

niedziela, 5 kwietnia 2015

Zmartwychwastał. prawdziwie zmartwychwstał!

"Pascha nasza 
ofiarowan jest Chrystus,
alleluja; 
świętujemy przeto 
w przaśnikach,
 to jest w czystości i prawdzie, alleluja,alleluja,alleluja" z I listu św. Pawła do Koryntian

Komunia z Niedzieli Zmartwychwstania

Życzymy naszym Szanownym Czytelnikom uczestnictwa w chwale Baranka

Redakcja

piątek, 3 kwietnia 2015

czwartek, 2 kwietnia 2015

Przewodnik po "trydenckim" Wielkim Tygodniu

Data publikacji: 2015-04-01 09:50 

Data aktualizacji: 2015-04-01 10:31:00

Przewodnik po "trydenckim" Wielkim Tygodniu
fot. dimitri_c / sxc.hu
Przy pomocy rytów i obrzędów przypominamy sobie i uobecniamy najważniejsze momenty z historii naszego zbawienia – mówi dla portalu PCh24.pl ks. Grzegorz Śniadoch z Instytutu Dobrego Pasterza, moderator Duszpasterstwa Tradycji Katolickiej w Białymstoku.

Zanim porozmawiamy o liturgii w Triduum Paschalne i znaczeniu tych dni dla katolików chciałbym zapytać o to, co w liturgii w nadzwyczajnej formie przeżywaliśmy od Wielkiego Poniedziałku do Wielkiej Środy.

Cały Wielki Tydzień to jedno wielkie przygotowanie do Świąt Paschalnych. W tradycyjnym rycie podczas Wielkiego Tygodnia począwszy od niedzieli palmowej czyta się wszystkie cztery ewangeliczne opisy Męki Pańskiej. W Wielki Poniedziałek czytamy w Ewangelii jak Chrystus sześć dni przed Paschą przybył do Betanii do domu Szymona, gdzie spożywał wieczerzę wraz z uczniami i Łazarzem. Marta im usługiwała a Maria Magdalena namaściła Jezusa na dzień pogrzebu. W Wielki Wtorek czyta się Pasję wg św. Marka a w Wielką Środę wg św. Łukasza. Czytania z proroctw Izajasza i Jeremiasza wprowadzają nas dodatkowo w podniosły nastrój pasyjny.

Chrystus ustanowił w Wielki Czwartek dwa sakramenty: Eucharystii i kapłaństwa. Czy można stwierdzić, że rozumienie tych dwóch sakramentów we współczesnych czasach jest mocno zagrożone?

Sam nastrój Wielkiego Tygodnia wprowadza nas do wydarzeń, które odbyły się w wielkoczwartkowy wieczór. Pan nasz ustanowił Eucharystię, której nie można oddzielić od nadchodzącej Męki, ponieważ jest to nierozerwalna całość. Często wesoły nastrój współczesnej liturgii Mszy, zupełnie obcy dla tradycji łacińskiej, bardzo utrudnia uświadomienie sobie, że oto przed nami rozgrywa się dramat i kaźń Męki Pańskiej. Kapłaństwo zaś zostało ustanowione właśnie w kontekście Eucharystii. Dlatego podstawowym obowiązkiem kapłańskim jest sprawowanie ofiary Nowego Przymierza. Odnoszę wrażenie, że kult Boży u wielu współczesnym kapłanów nie znajduje się na należnym pierwszym miejscu.

Czy spotkał się Ksiądz podczas swego kapłaństwa z niechęcią lub nawet nienawiścią skierowaną wobec Księdza ze względu na to, że jest Ksiądz kapłanem?

Paradoksalnie nie spotkałem się z agresją za granicą, natomiast w Polsce wielokrotnie byłem publicznie znieważany. Tylko raz przyjaciele stanęli w mojej obronie, w pozostałych przypadkach nikt. Zaraz po wejściu do Sejmu RP ugrupowania pana Palikota ilość agresywnych zachowań jakby się zwiększyła. Podejrzewam, że wrogowie chrześcijan, a przede wszystkim katolików, poczuli się silniejsi, ale oni „karmią” się naszą biernością.

W Wielki Czwartek w niektórych kościołach sprawowany jest obrzęd mandatum, czyli obmycie nóg dwunastu mężczyznom. Jak wygląda on w starszej formie rytu rzymskiego?

Obrzęd umycia nóg nazwany jest Mandatum. Wyraz ten pochodzi od słowa „rozkaz”, czyli przykazanie. Słowo to rozpoczyna antyfonę, śpiewaną podczas tego obrzędu: „Mandatum novum do vobis, ut diligatis invicem, sicut dilexi vos” – „daję wam przykazanie nowe, abyście tak się wzajemnie miłowali, jak Ja was umiłowałem”. Zwyczaj umywania nóg praktykowany był także niekiedy poza liturgią, na przykład na dworze cesarza austriackiego czy króla hiszpańskiego. Tak było zresztą przed reformą obrzędów Wielkiego Tygodnia za pontyfikatu Piusa XII, gdzie obrzęd ów był wykonywany poza Mszą świętą i przede wszystkim w konwentach zakonnych, w których przełożony w ten sposób okazywał pokorę. Od 1955 r. obrzęd ten jest już ad libitum (według upodobania) elementem wielkoczwartkowej liturgii mszalnej i wygląda zupełnie tak samo, jak w nowym rycie Mszy. Przy czym zawsze podkreślało się jego związek z Eucharystią i sakramentem kapłaństwa.

Dlaczego Kościół nie sprawuje Najświętszej Ofiary w Wielki Piątek? Jaki przebieg ma dzisiejsza liturgia w nadzwyczajnej formie?

W Wielki Piątek na pamiątkę tej jednej jedynej Ofiary Chrystusa Kościół nie sprawuje ofiary Mszy. Przed rokiem 1955 tego dnia sprawowano starożytną formę tak zwanej Mszy z darów uprzednio konsekrowanych (w Wielki Czwartek), zupełnie podobnie jak to ma miejsce w rytach bizantyjskich. Po piusowej reformie liturgia Wielkiego Piątku jest bardzo podobna do nowego rytu z tą różnicą, że zachowano tradycyjne wezwania modlitwy powszechnej.

Chciałbym szczególnie zatrzymać się tutaj właśnie nad modlitwą powszechną. Za kogo kierowane są wezwania? Jaka była historia wezwania za wyznawców judaizmu?

Zaraz po motu proprio Summorum Pontificum rozgorzała dyskusja, w której poniekąd słusznie zarzucano, że stary mszał jest nieekumeniczny w posoborowym znaczeniu tego słowa. Powstał pewien paradoks, ponieważ papież Benedykt XVI powiedział, że stary mszał jest tym samym prawem wiary, co nowy. Przypomnijmy, że tradycyjna liturgia zachowuje tradycyjne dziewięć wezwań: 1) Za Kościół święty; 2) Za Ojca Świętego; 3) Za duchowieństwo i wiernych (wymieniając wszystkie stopnie wyższych i niższych święceń, co jest zupełnie logiczne, bo do tej pory ich się udziela w obrządku łacińskim i wschodnich); 4) Za rządzących państwami; 5) Za Katechumenów; 6) W potrzebach Wiernych; 7) O jedność Kościoła (aby heretycy i schizmatycy porzucili swoje błędy i wrócili do Kościoła Katolickiego); 8) O nawrócenie Żydów; 8) O nawrócenie pogan (aby porzucili swoje bałwany). Pod wpływem żydowskich nacisków papież Benedykt XVI zmienił treść starożytnej modlitwy o nawrócenie Żydów. Nie jest już ona tak precyzyjna przez swoje odniesienia do słów św. Pawła, ale nadal jest zachowana jej istotna intencja, że Żydzi mają się nawrócić do Chrystusa – jedynego zbawiciela wszystkich ludzi.

W Wielki Piątek przed krzyżem się przyklęka. W jaki sposób wizerunek krzyża świętego powinien być obecny w naszym życiu?

Dla chrześcijanina każdy wizerunek ukrzyżowanego Zbawiciela winien być otaczany należnym szacunkiem. Nie wyobrażam sobie domu katolickiego, w którym by nie było krzyża. To coś więcej, niż symbol naszego zbawienia. To nasz zwycięski sztandar! Sztandaru zaś każdy żołnierz ślubuje bronić nawet za cenę krwi.

W świętą noc, w czasie której Chrystus zmartwychwstał, Kościół wkracza w ciemności, którą rozświetla blask płonącego paschału. Śpiewa się przy nim wspaniały Exsultet. Jaka jest jego historia? O czym on mówi?

Znowu musimy się cofnąć do jego klasycznego umiejscowienia i znaczenia. Przed rokiem 1955 Exsultet, ten wspaniały hymn chwały i triumfu zmartwychwstania, był jednocześnie pieśnią poświęcenia paschału. Podczas jego śpiewania następowały obrzędy poświęcenia tej szczególnej świecy, która symbolizuje Zmartwychwstałego Chrystusa. Do kościoła zaś wnosiło się poświęcony ogień na tak zwanym triangule, który był bardzo podobny do trikirionu używanego we wschodniej liturgii. Właśnie podczas śpiewania Exsultetu paschał był uroczyście zapalany. Rozdzielenie poświęcenia od Exsultetu jest – moim zdaniem – dużym błędem, ale pamiętajmy, że reforma Wielkiego Tygodnia, aby posłużyć się słowami Pawła VI z Konstytucji ogłaszającej nowy mszał, „stanowiła pierwszy krok do zaadaptowania Mszału Rzymskiego do współczesnego sposobu myślenia”.
Warto podkreślać ustawicznie, że liturgia Wigilii Paschalnej rozpoczyna najdłuższe ze wszystkich świętowanie, ponieważ będzie ono trwało aż do niedzieli białej. To bardzo wyjątkowe święta. W wielkosobotnią noc paschalną świętujemy zstąpienie Chrystusa do otchłani, pokonanie śmierci i uwolnienie stamtąd wszystkich sprawiedliwych Starego Przymierza. W niedzielny ranek zaś będziemy świętować objawienie się zmartwychwstałego Chrystusa niewiastom i apostołom.

W Wigilię Paschalną odnawiamy swoje przyrzeczenia chrzcielne. Jaki jest tego sens?

To, co świętujemy w paschalną noc, to – jeśli można tak to ująć – narodziny sakramentu chrztu, który dla każdego chrześcijanina jest przejściem ze śmierci, w której się urodził, do życia w stanie łaski. Odnowienie przyrzeczeń nie ma być ich składaniem na nowo, ale raczej przypomnieniem co się ślubowało i o czym każdy chrześcijanin winien codziennie pamiętać.

W jaki sposób powinniśmy przeżywać liturgię Triduum Paschalnego? Jak w ogóle przeżyć te uroczyste dni, by przygotowania potraw i odpoczynek nie przesłoniły nam rzeczywistego wymiaru świąt?

Każda liturgia to pewnego rodzaju opowieść, która przenosi nas w inny wymiar. Przy pomocy rytów i obrzędów przypominamy sobie i uobecniamy najważniejsze momenty z historii naszego zbawienia. Tylko przy pomocy wiary i łaski możemy oczami duszy zobaczyć to, co się dzieje pod postacią obrzędów i symboli. Warto przeczytać wcześniej mszalik i przemyśleć i pomedytować nad tym, co się będzie się dziać w naszych kościołach w tę szczególną noc. Przyniesie to błogosławione owoce, gdy stojąc ze świecami będziemy otwierać naszą duszę na działanie łaski. Warto też odpowiedzieć samemu sobie na pytanie: czy liturgia jest dla ciebie tylko uciążliwym obowiązkiem, czy też czasem, który chętnie ofiarujesz dla Boga, aby On cię przemienił i ubogacił?

Bóg zapłać za rozmowę!

Rozmawiał Kajetan Rajski

Św. Józefie módl się za nami


poniedziałek, 30 marca 2015

Święty męczennik, karlista Antonio Molle Lazo (1915-1936)

Z kalendarzyka reakcjonisty prowadzonego przez prof. Jacka Bartyzela


100 lat temu, 2 kwietnia 1915 roku urodził się w Arcos de la Frotera k. Kadyksu Antonio Molle Lazo, karlistowski męczennik Chrystusa; od 16 roku życia działacz Młodzieży Tradycjonalistycznej; z chwilą wybuchu powstania w lipcu 1936 roku, wraz ze swoimi braćmi (starszym i młodszym) wstąpił do Tercio de Requetés de Nuestra Señora de la Merced; 18 lipca brał udział w obronie Peñaflor przed Czerwonymi, dostając się do niewoli; 10 sierpnia został poddany sadystycznym torturom: okaleczano jego ciało stopniowo, za każdym razem, gdy pozbawiano go kolejnej części ciała, obiecywano jednocześnie darowanie mu życia, jeśli wyrzeknie się Chrystusa lub wzniesie okrzyk: „Śmierć religii!” albo „Niech żyje Rosja!”, na co on – dopóki nie obcięto mu języka – odpowiadał „Niech żyje Chrystus Król!” lub „Niech żyje Hiszpania!”, zaś ostatnie jego słowa brzmiały: „Mnie zabijecie, ale Chrystus zwycięży” (Me mataréis, pero Cristo triunfará); ostatecznie rozstrzelano go w pozycji ukrzyżowanej.


za:  https://www.facebook.com/jacek.bartyzel.7?fref=nf
Toplista Tradycji Katolickiej
Powered By Blogger