wtorek, 15 kwietnia 2014

Wielki Tydzień

w Sewilli
w Maladze
za; https://www.facebook.com/pages/Populus-Summorum-Pontificum/496583173743711?fref=photo

Katholische Jugendbewegung (KJB). Niemiecka katolicka młodzież (FSSPX)


sobota, 12 kwietnia 2014

14 IV: Muzyczna Scena Tradycji - Koncert pieśni pasyjnych: Klęcząc w Ogrójcu

14 kwietnia 2014 roku w Studiu Polskiego Radia im. Władysława Szpilmana w Warszawie odbędzie się Koncert pieśni pasyjnych: Klęcząc w Ogrójcu w ramach Muzycznej Sceny Tradycji.


Podczas koncertu wystąpią: Adam Strug, Maria Siwiec, Maria Pęzik, Maria Oracz, Maria Kuty, Bronisława Świder, Antonina Deptuła, Wiera Niczyporuk, Walentyna Troc i Julita Charytoniuk.
http://www.kolberg2014.org.pl/pl/2014/aktualnosci/muzyczna-scena-tradycji-koncert-piesni-pasyjnych-kleczac-w-ogrojcu

czwartek, 10 kwietnia 2014

Koszalin: biskup Cieślik odprawił Mszę trydencką


Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, w wtorek po Niedzieli Męki Pańskiej, 8 kwietnia, biskup Paweł Cieślik sprawował Mszę świętą w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego w kościele pw. Ducha Świętego w Koszalinie.



Do Mszy świętej asystowali biskupowi kapłani z miejscowej parafii - ks. Rafał Pernal i ks. Paweł Kowalski. Kazanie wygłosił natomiast ks. Janusz Bujak. Podczas celebry śpiewał chór pod dyrekcją Kamila Szafrana, a na organach grał Krzysztof Skrzypczak.

Msza przypomina mi moją młodość i pierwsze chwile mojej posługi. Cztery pierwsze lata tej posługi przypadły na czasy, kiedy Msza trydencka była powszechna w całym Kościele. - Ten manipularz przywołuje w pamięci moją prymicję, pierwszą Mszę świętą, którą 50 lat temu odprawiłem w kościele parafialnym
- powiedział po Mszy świętej mówił bp Cieślik, który w tym roku obchodzi jubileusz pięćdziesięciolecia kapłaństwa.

Więcej słów biskupa, a także liczne zdjęcia, można znaleźć na stronie internetowej parafii.
Dodane przez: Jacek Sitarczuk

Źródło: Parafia Ducha Świętego
w Koszalinie
za: http://www.unacum.pl/2014/04/koszalin-biskup-cieslik-odprawi-msze.html

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

niedziela, 6 kwietnia 2014

Introit z IV niedzieli Wielkiego Postu

Prezentujemy nagranie introitu z IV niedzieli Wielkiego Postu, którego słowa zaczerpnięte są z Iz 66, 10. 11 i Ps 121, 1.



Laetare, Ierusalem : et conventum facite, omnes qui diligitis eam : gaudete cum laetitia, qui in tristitia fuistis : ut exsultetis, et satiemini ab uberibus consolationis vestrae (Iz 66, 10. 11). Laetatus sum in his, quae dicta sunt mihi : in domum Domini ibimus (Ps 121, 1).

"Wesel się, Jeruzalem! A wszyscy, którzy je miłujecie, śpieszcie tu gromad-nie. Cieszcie się i weselcie, którzyście się smucili, radujcie się i nasyćcie się z piersi pociechy waszej. Uradowałem się, gdy mi powiedziano : Pójdziemy do domu Pańskiego".

Od pierwszego słowa tego introitu pochodzi nazwa "Laetare", którą określa się czwartą niedzielę Wielkiego Postu. Ta niedziela jest jednym z dwóch dni w całym roku liturgicznym, kiedy używa się szat w kolorze różowym, symbolizującym w IV niedzieli Wielkiego Postu radość wśród smutku.

Introit ten funkcjonuje jako dowolna antyfona na wejście w zwyczajnej formie rytu rzymskiego, której tekst nawiązuje do Iz 66, 10-11.



za: http://www.nowyruchliturgiczny.pl/

piątek, 4 kwietnia 2014

Obecność Chrystusa w Eucharystii...św Tomasz


Obecność Chrystusa w Eucharystii,
a rozwój nauk fizycznych i święty Tomasz z Akwinu,
czyli „Quid hoc sacramento mirabilius?”[1]



Lata pięćdziesiąte ubiegłego wieku wraz z gwałtownym rozwojem nauk fizycznych dały początek ogromnemu sceptycyzmowi co do nauki świętego Tomasza z Akwinu dotyczącej obecności Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie Eucharystii przyjętej przez Kościół za własną – Sobór Trydencki w swych formułach dogmatycznych praktycznie słowo w słowo posłużył się wyrażeniami Doktora Anielskiego (sesja XIII).

Święty Tomasz z Akwinu

Tradycyjną formułę transsubstancjacji[2] próbowano zastąpić nowymi interpretacjami wyrastającymi w nowej teologii, która inspirowała się właśnie odkryciami fizycznymi oraz naukami takich heretyków jak Luter. Teorie „transsignifikacji” (P. Schoonenberg), „transfinalizacji” (E. H. Schillebeeckx), czy „transessencjacji” (L. Smits) rozwijały się w najlepsze, mimo profetycznej encykliki Piusa XII Humani generis (1950 r.); dopiero encyklika Misterium fidei Pawła VI z 1965 r. nieco zastopowała te zgubne dla wiary dywagacje.

Niestety, dziś również można spotkać się z różnymi teoriami, które próbują polemizować z autentyczną doktryną Kościoła katolickiego. Mówi się na przykład o różnych „systemach pojęć”, które zmieniają się i ewoluują – jeden z takich systemów miałby w przyszłości zastąpić fundamentalną naukę Doktora Eucharystycznego.

Ad meritum: współczesna fizyka kontestuje doktrynę transsubstancjacji twierdząc, że pojęcie substancji używane przez św. Tomasza z Akwinu (który wiele czerpał w tym od Arystotelesa) i przez Sobór Trydencki jest dziś wątpliwe, jeśli nie kompletnie przestarzałe, a więc należałoby je jak najszybciej zastąpić jakimś innym. Taka argumentacja, jakkolwiek wydawałaby się „dostosowana do rozwoju myśli ludzkiej”, może być utrzymywana tylko dlatego, że już u jej podstaw (czego niestety się nie dostrzega – albo nie chce się dostrzegać) leży błąd w rozumowaniu! Otóż metafizyczne pojęcie substancji, na którym opiera się dogmat transsubstancjacji – i które w nadzwyczajny wręcz sposób harmonizuje się ze „zmysłem wspólnym” (sensus communis)[3] – jest całkowicie niezależne od postępu współczesnej fizyki. Odrzuca ona zaś tomistyczne pojęcie substancji wyłącznie jako nauka, „która dąży do badania fenomenów, to znaczy manifestacji natury możliwych do zmierzenia. Oczywiście, naukowa refleksja przebiega na całkiem innym poziomie niż refleksja filozofii egzystencjalnej. Podejście fizyczne nie stwierdza niemożliwości przyjęcia substancji na poziomie ontologicznym” – są to słowa wybitnego współczesnego tomisty, ojca L. Eldersa[4].

Innymi słowy możemy powiedzieć, że współczesna fizyka nie zna absulutnie żadnego prawdziwego pojęcia substancji. I, za Horstem Seidlem, należy z całą pewnością stwierdzić, że „pojęcie substancji, które redukuje się do akcydentalnego [przypadłościowego], do ilościowego czy jakościowego, takim pojęciem nie jest”[5]. Konkluzja Seidla może być właściwie tylko jedna: obiekcje dotyczące pojęcia substancji są nie tylko bez podstawne, ale wręcz przeciwnie, by móc wyjaśnić dogmat transsubstancjacji klasyczne pojęcie substancji jest nam absolutnie niezbędne. W dodatku jest to możliwe „tylko w tym jednym sensie, tradycyjnym, z jasną dystankcją między substancją a przypadłością”[6].

Ten sens, wyrażony w doskonałej formie, znajdujemy właśnie u św. Tomasza, „najuczeńszego wśród świętych i najświętszego wśród uczonych” – jak wyraża się Papież Pius XI[7].

* * *

Tekst ten w swej większości stanowi tłumaczenie fragmentów dziełka Davida Bergera Thomas d’Aquin et la liturgie [„Święty Tomasz i liturgia”](opublikowanego w Paryżu w 2001 roku staraniem Centre International d’Etudes Liturgiques [„Międzynarodowe Centrum Studiów Liturgicznych”]) – mowa zwłaszcza o ekskursusie znajdującym się na stronach od 63 do 80. Warto zadać sobie również trud lektury recenzji tego tytułu, którą napisał ksiądz Franck Maria Quoëx: « D. Berger : Thomas d’Aquin et la liturgie », [in:] Sedes Sapientiae 80 (2/2002), ss. 89-93. Ten ostatni jest autorem tezy doktorskiej zatytułowanej Les actes extérieures du culte dans l’histoire du salut selon saint Thomas d’Aquin [„Zewnętrzne czynności kultu w historii zbawienia według świętego Tomasza z Akwinu”], obronionej w 2001 roku na rzymskim Angelicum (promotorem był o. Pierre-Marie Gy O.P.). Jego pionierska praca została zauważona przez ówczesnego Prefekta Kongregacji Nauki Wiary, kardynała Josepha Ratzingera; pozwoliła mu ona także opublikować serię artykułów dotyczącej tomistycznej koncepcji kultu Bożego w cytowanym już przeglądie naukowym Sedes Sapientiae, jak i bardzo ważny (dwuczęściowy) artykuł w Revue Thomiste dotyczący traktatu o Mszy świętej w Sumie teologicznej (« Thomas d’Aquin, mystagogue. L’Expositio Missae de la Somme de théologie (IIIa, q. 83, a. 4-5), [in:], Revue Thomiste 105 (2005), ss. 179-225 [część pierwsza], 435-472 [część druga]). Samemu promotorowi pracy doktorskiej księdza Quoëxa zawdzięczamy pewność tego, że autorem oficjum na uroczystość Bożego Ciała jest Doctor Angelicus (cf. Pierre-Marie Gy, « L’Office du Corpus Christi, oeuvre de S. Thomas d’Aquin », [in:] idem, La liturgie dans l’histoire, Paryż, 1990, ss. 223-245; artykuł pierwotnie opublikowany w: Revue des Sciences philosophiques et théologiques, 69 (1985), ss. 314-347. Nie bez pożytku mogłaby okazać się lektura tekstu La relaltion au Christ dans l’Eucharistie selon S. Bonaventure et S. Thomas d’Aquin, [in:] idem, La liturgie dans l’histoire, ss. 247-283 [zwłaszcza od s. 263]). Koncepcję liturgii Doktora Anielskiego omówił m. in. Cipriano Vagaggini, O. S. B. w swym sztandarowym Il senso teologico della Liturgia. Saggio di liturgia teologica generale, Roma, 1957, ss. 451-465 [= Capitolo XVIII: « Teologia e liturgia in s. Tommaso »], gdzie też należy szukać dalszej bibliografii.


[1] „Cóż bardziej wspaniałego nad to, czym jest ten Sakrament” – tytuł dziełka nr 57 z edycji rzymskiej opera omnia Akwinaty.
[2] Najlepsze współczesne traktaty to m. in.: R. Garrigou-Lagrange, De Eucharistia. Commentarius in Summam theologicam S. Thomae, Turyn – Rzym, 1946, ss. 86-128; A. Piolanti, Misterio Eucaristico, ss. 241-250.
[3] Należy odnieść się do: R. Garrigou-Lagrange, De Eucharistia, ss. 116-120; idem, Le sens commun, Paryż, 19223, ss. 91-98. Warto w tym miejscu przytoczyć stwierdzenie H. Meyera: „Filozofia świętego Tomasza jest filozofią rozumu naturalnego wyrażoną w pojęciach filozoficznych” (Thomas von Aquin, Padeborn, 19612, s. 689).
[4] La métaphysique de saint Thomas d’Aquin, Paryż, 1994, s. 199.
[5] « Zum Substanzbegriff der katholischen Transsubstantiationslehre », [in:] FKTh 11 (1995), s. 5.
[6] Ibid.
[7] Pouczający może się okazać również przykład Innocentego VI, którzy już w XIV wieku pisał: „Bardziej niż wszystko inne, poza Pismami kanonicznymi [kanon ksiąg Pisma Świętego został ustalony ostatecznie na Soborze Trydenckim – przyp. B. K.], doktryna Doktora anielskiego posiada taką precyzję, wyraz i – co się nierozdzielnie łączy – zupełną prawdę w swych konkluzjach, że ci, którzy za nią szli nigdy nie oddalili się od drogi prawdy. W przeciwieństwe, ci zaś, którzy ją atakowali zawsze byli podejrzewani o błądzenie [w sprawach wiary]”, Sermo de S. Thoma cytowane przez Laurencjusza z Pontu w swej homilii do dziewiątego rozdziału Księgi Mądrości (n. 13).

Artykuł ukazał się w Nova et Vetera nr 14.
za: http://www.nowyruchliturgiczny.pl/

środa, 2 kwietnia 2014

Ikona Matki Boskiej Częstochowskiej u Mery Wagner w więzieniu!

Wybierz Życie
"Wybierajcie więc życie,
abyście żyli wy i wasze potomstwo."
(Pwt 30, 19)


Human Life International - Polska

W wigilię Dnia Świętości Życia 24 marca 2014 r. Matka Boża w Ikonie Częstochowskiej zatrzymała się w więzieniu dla kobiet „Vanier Center” w Milton w Kanadzie, które jest przeznaczone dla ponad 300. więźniarek.
Inspiracją tej wizyty było spotkanie z Mary Wagner, która od 14 sierpnia 2012 roku jest tam osadzona za przekonywanie kobiet do urodzenia swojego poczętego dziecka. Spędziła w więzieniu 14 miesięcy jeszcze przed rozpoczęciem procesu, który nadal trwa.

Spotkanie z Ikoną

Głównym celem wizyty było umożliwienie Mary Wagner spotkania się z pielgrzymującą w obronie życia Matką Bożą Częstochowską. Dopiero po raz drugi od dnia aresztowania, tj. od 14 sierpnia 2012 roku, Mary miała możliwość uczestniczenia we Mszy św.
To zresztą nie było pierwsze więzienie, które odwiedzała Matka Boża Częstochowska na trasie swojej pielgrzymki. Była w olbrzymim zakładzie karnym dla kobiet pod Madrytem, gdzie po Eucharystii Ikona wyruszyła w niecodziennej procesji wewnętrznymi korytarzami wzdłuż cel.

Msza św. w więzieniu

Władze więzienia wyraziły zgodę na tę wizytę i odprawienie Mszy św. Ks. Allan Varlaki z pobliskiej parafii p. w. Różańca Świętego z Milton przywiózł ze sobą wszystkie sprzęty, konieczne do celebracji Eucharystii. Mszy św. przewodniczył ks. Peter West wiceprezydent Human Life International ds. Misji. Podczas homilii mówił o niezmierzonym miłosierdziu Bożym. W modlitwie uczestniczyło ok. 25 osób: więźniarek, pracowników ochrony, pielęgniarek oraz pracowników administracji. Nie wszyscy uczestnicy tej Mszy św. byli katolikami, nie mogli więc przystąpić do Komunii. Każdy jednak mógł podejść i otrzymać specjalne błogosławieństwo. Wspólnie odmówiono dziesiątkę Różańca św. „Zwiastowanie”. Stając kolejno w indywidualnej modlitwie przed Ikoną i dotykając Ją prosili Maryję, aby prawo kanadyjskie szanowało ludzkie życie.

List z Polski

Po Mszy św. John Bulsza, który znacznie przyczynił się do zorganizowania tej wizyty, przeczytał list od ks. Piotra Baltarowicza z Polski, proboszcza parafii Narodzenia NMP w Siemysłowie, w diecezji wrocławskiej, głównego inicjatora wizyty. Napisał on: Przenajświętsza Matko, która swoim wzrokiem ogarniasz wszystkich: kapłanów, pracowników więzienia i administracji, gości, a zwłaszcza spoglądasz na więźniarki! To spojrzenie jest pełne miłości i miłosierdzia. Każdej z Was Najświętsza Matka chce powiedzieć: „Jesteś ukochanym dzieckiem Boga”.(…) Korzystam z okazji, aby razem z Najświętszą Matką i Jej Synem, Jezusem, zwrócić się do drogiej Marii Wagner. Dziękuję za Twoją postawę w obronie życia. Jest to największy dar, jaki mogłaś dać światu!(…) Niech doświadczenie obecności Najświętszej Maryi Panny będzie dla Was błogosławieństwem. Ona zna wasze serca i potrzeby. Módlcie się, a Wasze serca wypełni miłością. Dziękuję kobietom, które razem z Maryją modlą się każdego dnia. Ucałujcie Ikonę Najświętszej Matki!

Zarówno Mary, jak i inne więźniarki, były bardzo wzruszone i wdzięczne za to spotkanie.

Karana za pozytywną ochronę

Mary Wagner jest 38. letnią katoliczką, która odważnie broni prawa poczętych dzieci do urodzenia się. Od kilku lat podejmuje w pełni pokojową, delikatną misję wśród kobiet oczekujących w placówkach aborcyjnych.
Mary Wagner działa całkowicie bez przemocy. Prosi tylko brzemienną kobietę, aby ochroniła swoje dziecko, najczęściej klękając przed nią i wręczając białą różę oraz ulotkę, na której są wymienione organizacje pro-life pomagające kobietom w ciąży. Jej działanie jest na tyle skuteczne, że placówki aborcyjne boją się jej jak ognia. Akt oskarżenia mówi, że zakłócała ona komfort w prowadzeniu zgodnego z prawem biznesu. Faktem jest, że usługi aborcyjne przynoszą wielkie zyski.

Biznes aborcyjny

Podczas rozprawy, która toczyła się w grudniu ubr. wyszło na jaw, że w centrum aborcyjnym, gdzie aresztowano Mary, legalnie dokonuje się aborcji nawet u dziewczynek w wieku 14 i 15 lat bez wiedzy i zgody rodziców, co jest zgodne z kanadyjskim prawem. Wykonuje się tam także bardzo późne aborcje, ponieważ kanadyjskie prawo chroni dzieci dopiero od momentu urodzenia. Jak zeznała w sądzie jedna z pracownic tej placówki, zabija się tam ok. 30 dzieci dziennie.

Kto się myli?

Już wcześniej Mary była sześciokrotnie aresztowana i ponad trzy lata spędziła w więzieniu. Pomimo nacisków, straszenia i sankcji, nie zmieniła swojej postawy. Argumentuje, że nie może ustąpić, gdy obok niej zabijane jest małe, bezbronne dziecko. Podczas ogłaszania poprzedniego wyroku sędzia prowadzący jej sprawę powiedział: Mylisz się i twój Bóg też się myli. Uzasadniał, że nie miała prawa narażać kobiet na dodatkowy stres.

Holokaust nadal trwa

W swoim liście do Polaków Mary napisała: „Wizyta w Polsce zaprowadziła mnie również do Oświęcimia. Nigdy bym tam sama nie pojechała, ale nie chciałam odmówić moim przyjaciołom. To co tam zobaczyłam, wstrząsnęło mną do głębi. Czytając w księdze gości wezwania: Niech ta zbrodnia już nigdy się nie powtórzy, uświadomiłam sobie, że TO dzieje się ponownie na naszych oczach, tylko w innym przybraniu. TO dzieje się obecnie w Kanadzie i na świecie.”

Kim jest dziecko poczęte?

Obecną prawną sytuację Mary pogarsza fakt, że złamała warunki poprzedniego wyroku, który zakazywał jej zbliżania się do jakiejkolwiek placówki aborcyjnej w prowincji Ontario na mniejszą odległość niż 200 m. Jej sprawa zaczyna nabierać znaczenia precedensu. Zwraca uwagę, że dziecko poczęte jest człowiekiem. Swoją postawą Mary działa zgodnie z Sekcją 37 Kodeksu Karnego, który zezwala na samoobronę oraz wykazuje niezgodność Kodeksu Karnego Kanady z Konstytucją. To może umożliwić nowe sformułowanie definicji istoty ludzkiej, która dzisiaj nie jest objęta żadną ochroną aż do momentu urodzenia.

Można napisać list


Każdy może napisać do Mary (oczywiście po angielsku). Adres: Vanier Center for Women, 655 Martin Street, Box 1040, Milton, Ontario L9T 5E6, Canada. Z dopiskiem: for Mary Wagner.

Pielgrzymka trwa

Informacje o ostatnich wydarzeniach z peregrynacji otrzymujemy teraz codziennie. Po opracowaniu od razu umieszczamy je na stronie www.odoceanudooceanu.pl Zapraszamy!

Bardzo prosimy o pomoc

Już niedługo Matka Boża Częstochowska stanie na granicy Meksyku, rozpoczynając wizytę w Ameryce Środkowej i Południowej. Trwają rozmowy i przygotowania. Mamy też sporo problemów. Te kraje nie są bogate. Trzeba im pomóc, a na pewno powitają Ikonę bardzo gorąco. Bardzo prosimy Przyjaciół o wsparcie. O towarzyszenie w tej pielgrzymce, o modlitwę, bez której to dzieło nie jest możliwe do przeprowadzenia. Jeśli ktoś z Was zechciałby wspomóc nas również finansowo, bardzo serdecznie dziękujemy! Można to zrobić przez Klub Przyjaciół Ludzkiego Życia.

Serdeczne Bóg zapłać wszystkim,
którzy pomagają ratować życie!

W imieniu KPLŻ
Ewa Kowalewska

Klub Przyjaciół Ludzkiego Życia
Human Life International - Polska
za: http://www.odoceanudooceanu.pl/node/741

wtorek, 1 kwietnia 2014

Święci Geminianus i Severus

Paolo Veronese (ur. 1528 w Weronie, zm. 19 kwietnia 1588 w Wenecji) – jeden z najwybitniejszych włoskich malarzy renesansowych tworzących w XVI – wiecznej Wenecji. Urodził się jako Paolo Cagliari lub Paolo Caliari; często nazywany Werończykiem z racji miejsca swych narodzin. "Święci Geminianus i Severus", 1560 Galleria Estense, Modena (4187) © Courtesy of the Ministero dei Beni e delle Attività Culturali e del Turismo - Archivio Fotografico della SBSAE di Modena e Reggio Emilia

poniedziałek, 24 marca 2014

Z Mszą trydencką od niemal ćwierćwiecza

Data aktualizacji: 2014-03-24 08:23:00

W latach 90-tych nawet w najśmielszych przypuszczeniach nie oczekiwaliśmy ani takiej poprawy statusu formalnego Mszy trydenckiej, ani takiego rozpowszechnienia, jakie ma obecnie miejsce, aczkolwiek nadal nie brakuje trudności i przeszkód – mówi dla portalu PCh24.pl ks. dr Dariusz Olewiński z archidiecezji wiedeńskiej.



Wobec Księdza chyba najlepiej pasuje stwierdzenie, że zainteresował się Ksiądz Mszą trydencką „zanim stało się to modne”. Na swój sposób jest Ksiądz też nestorem i protoplastą polskiego powrotu do tradycji. Kiedy zainteresował się Ksiądz przedsoborowym rytem? Co miało decydujący wpływ na to?

Nie zasługuję na takie zaszczytne tytuły. Dziękuję za życzliwość. Mówiąc najkrócej, Pan Bóg poprowadził przez ludzi i okoliczności, a droga była nieco zawiła. Dla zrozumienia całości muszę podać parę szczegółów biograficznych. Przeszedłem zwykłą parafialną edukację religijną w Polsce. Po maturze w Przemyślu i roku studiów świeckich na Uniwersytecie Jagiellońskim (filologia germańska), rozpocząłem formację zakonno-seminaryjną. Jako kleryk-werbista wyjechałem na dalsze studia do Austrii. Tam po półtora roku odszedłem ze zgromadzenia z powodu ewidentnych i ważkich nadużyć liturgicznych, których praktykowania ze swojej strony odmawiałem nie tylko z powodów czysto formalnych, lecz mając w wyniku słuchania wykładów pewność, że są one narzucane z powodów teologicznych. Po mozolnym poszukiwaniu rozwiązania musiałem stwierdzić, że nie mam wsparcia nawet u przełożonego generalnego, choć prawnie miałem oczywistą rację. Ta sprawa była początkiem otwierania oczu na obecną sytuację w Kościele. Po miesiącach rozmów z kierownikiem duchowym przyjąłem propozycję kontynuowania studiów jako kleryk seminarium archidiecezjalnego we Wiedniu. Tam właśnie zacząłem poznawać liturgię tradycyjną. Dotychczas znałem ją tylko pośrednio, a to z kpiących i pogardliwych uwag. Po raz pierwszy uczestniczyłem w takiej Mszy św. – dzięki propozycji kolegi z seminarium – w niedzielę Chrystusa Króla Wszechświata w 1990 r. (homilię wygłosił ówczesny biskup pomocniczy wiedeński x. K. Krenn, zaprzyjaźniony zresztą z x. kardynałem Jaworskim).

Łacina stanowiła dla Księdza problem?

Od liceum lubiłem łacinę (a łacina też mnie lubiła, jeśli można tak powiedzieć) i dość łatwo mogłem zrozumieć teksty. Cała atmosfera, wraz ze śpiewem gregoriańskim, od razu wydała mi się bliska. Poczułem się w tej liturgii jak w domu. Nie przyszło mi jednak wtedy na myśl, że można by ją stosować w codziennym duszpasterstwie. Rzeczywistość parafialna zbyt od niej odbiegała. Ogólnie także wśród nastawionych kościelnie księży było takie mniemanie, że powrót liturgii tradycyjnej jest nie do pomyślenia, wręcz niemożliwy. Uważałem za swoje zadanie nauczanie wiary oraz wierność przepisom Novus Ordo, a może z czasem stopniowe zbliżenie do liturgii tradycyjnej, jak np. przez ustawienie krzyża na ołtarzu czy używanie Kanonu Rzymskiego. Później w prywatnej lekturze dowiedziałem się, że jest na to nazwa, mianowicie obecnie już słynna „reforma reformy“ postulowana przez x. kardynała Ratzingera. Z takim nastawieniem jako kleryk niekiedy uczestniczyłem w liturgii tradycyjnej i przyjąłem święcenia kapłańskie w Novus Ordo.

Kiedy zaczął Ksiądz naukę starszej formy rytu?

Podczas rekolekcji przed święceniami (prowadzonych notabene przez tyle sędziwego co rześkiego jezuitę, który na zakończenie podarował nam po obrazku św. Ignacego w ornacie barokowym z manipularzem) zacząłem uważnie czytać, a następnie uczyć się na pamięć cichych modlitw kapłana z mszalika tradycyjnego. To było następne głębsze odkrycie duchowego piękna tej liturgii. Podczas wakacji po prymicjach zacząłem prywatnie sprawować Mszę św. według Missale Romanum św. Piusa V. Nie były mi wtedy znane kontrowersje prawne, poszedłem jednak za wyczuciem teologicznym, mówiącym, że liturgia sprawowana w Kościele przez wieki nie może być zakazana. Przełożeni dowiedzieli się z czasem o moim prywatnym używaniu Mszału Rzymskiego. Ze zrozumiałych powodów nie wydali ani zakazu, ale też nie byli tym faktem zachwyceni. Równocześnie starali się wpierw, żebym miał jak najmniej dni wolnych od obowiązkowej Mszy św. parafialnej (zwykle przysługiwał jeden dzień w tygodniu, ale ja tego zwykle nie miałem). Starano się też sprowadzić celebrowane przez mnie Msze św. w Novus Ordo do stylu rozpowszechnionego, czyli zawierającego mniejsze czy większe nadużycia. Gdy to się po roku nie udało, odwrócono sytuację, tzn. miałem Mszę św. parafialną dwa do trzy razy w tygodniu, w inne dni mogłem celebrować według mszału tradycyjnego. Wtedy mogłem już na dobre się zżyć z tą liturgią. Powody tej decyzji musiałbym wyjaśniać szerzej. W skrócie mogę powiedzieć, że chodzi o motywy głównie teologiczne, ale także duchowe i duszpasterskie. Tradycyjną teologię katolicką poznawałem także przez lekturę prywatną. Na studiach usilnie starano się nas raczej zaszczepić przeciw tej teologii, najczęściej w sposób dość brutalny i prymitywny. W tym czasie najbardziej lubiłem patrologię, która mi dała zarówno solidne podstawy myślenia katolickiego, jak też poszerzyła horyzont teologiczny. Potem w liturgii tradycyjnej odkryłem ducha Ojców Kościoła, który jest równocześnie duchem katolickim. U profesorów miałem opinię „dobrego scholastyka” (nie było to z reguły rozumiane pochlebnie), choć pod tym względem byłem tylko samoukiem. Mogę powiedzieć, że liturgia tradycyjna w swym bogactwie, głębii i zarazem wyrazistości odpowiada także duchowi scholastyki, i w ogóle każdej prawdziwie katolickiej teologii, także nowoczesnej – w dobrym znaczeniu tego słowa.

A jak w Polce przyjęto wiadomość o tym, że Ksiądz sprawuje Mszę trydencką?

Boża Opatrzność sprawiła, że w Polsce byłem jednym (wówczas chyba najmłodszym) z pierwszych księży sprawujących Mszę św. tradycyjną po „reformie liturgicznej”. W drodze na prymicje w rodzinnej parafii zajechałem nieco okrężną drogą najpierw na Jasną Górę, gdzie dnia 2 lipca 1993 r. swoją piewszą Mszę św. na polskiej ziemi sprawowałem przed Cudownym Wizerunkiem Matki Bożej, właśnie według mszału tradycyjnego. Była to Msza św. tzw. cicha (po niej przypadkowi uczestniczący pytali mnie, dlaczego nie mówiłem do mikrofonu). Drugą Mszę św. w Polsce (3 lipca 1993 r.) sprawowałem przy konfesji św. Stanisława na Wawelu. Miałem wtedy nawet ministranta, którym był młodszy kolega z seminarium.

W latach 1994-1995 pojawiły się kontakty z wiernymi w Polsce, głównie w Warszawie, Krakowie i Poznaniu. Były to celebracje okazyjne, co kilka miesięcy. Liczba uczestniczących wynosiła od kilku do kilkudziesięciu osób. W 1997 r. udało się wiernym w Warszawie zorganizować celebrację Triduum Paschalnego, bodajże po raz pierwszy od soboru, i jest to chyba kontynuowane nieprzerwanie do dziś. Przyjeżdżałem do Warszawy na Triduum do 2002 r. włącznie, aż inne obowiązki to uniemożliwiły.

Czy orientuje się Ksiądz, jak wyglądała sytuacja polskich tradycjonalistów w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia? W ilu miejscach sprawowana była Tridentina?

Nie jestem w stanie odpowiedzieć wyczerpująco, gdyż nie przebywałem na stałe w Polsce i nie byłem we wszystkich miejscach, gdzie sprawowano liturgię tradycyjną. Zawsze uważałem, że lepiej jest, gdy księża miejscowi zaopiekują się wiernymi. Mogłem tylko pomóc w sposób bardzo ograniczony. Docierały do mnie różne wieści, dobre i niedobre. Zebrałem też swoje własne różnorodne doświadczenia. Mogę powiedzieć, że już w latach 90-tych, gdy zewnętrznie przynajmniej w Polsce nic na to nie wskazywało, miałem przeświadczenie, iż liturgia tradycyjna nie wymarła i nie wymrze, gdyż zawiera i o wiele pełniej niż Novus Ordo wyraża Boże Objawienie, które jest nieprzemijające.

Równocześnie nawet w najśmielszych przypuszczeniach nie oczekiwaliśmy ani takiej poprawy statusu formalnego, ani takiego rozpowszechnienia, jakie ma obecnie miejsce, aczkolwiek nadal nie brakuje trudności i przeszkód.

Mówiąc o tych czasach nie sposób nie wspomnieć również o problemach, które wówczas miały miejsce. Jak zapatrywali się na tradycjonalistów ówcześni biskupi i księża?

Najpierw uwaga odnośnie terminologii: nie należy osób przywiązanych do liturgii tradycyjnej nazywać „tradycjonalistami”, gdyż to słowo ma swoje określone znaczenie w historii teologii (chodzi o herezję XIX-wieczną), które zupełnie nie ma zastosowania w tym przypadku i właściwie jest wręcz obraźliwe. Rozumiem, że to wygodny skrót i że brakuje odpowiedniego poręcznego słowa. Może trzeba je dopiero wynaleźć. Póki co należy mówić o katolikach tradycyjnych, w skrócie o tradikatolikach.

Teraz do rzeczy samej. Mogę powiedzieć tylko o własnych doświadczeniach. Niestety, były dość często niedobre, aczkolwiek były także życzliwe i przychylne reakcje. Te ostatnie miały miejsce, gdy dany ksiądz czy biskup znał i cenił wiernych, którzy prosili o Mszę św. tradycyjną. Właśnie z reguły wierni organizowali celebracje, szukali proboszczów, kościoła itd. Także starając się o celebrację „prywatną” napotykałem różne odpowiedzi. Jako ksiądz „z Zachodu” traktowany byłem przeważnie z mieszanką zarówno polskiej gościnności jak i nieufności. Zasadniczo respektowano celebret, którym zawsze mogłem się wylegitymować. Nierzadko jednak zdarzało się, że umożliwiano jedynie celebrację prywatną w tym znaczeniu, że praktycznie nie dopuszczano do uczestnictwa wiernych. Jeden z proboszczów wprost zażądał, żebym pojawiał się przy ołtarzu dopiero wtedy, gdy nie będzie nikogo w kościele, choć nigdy nie miałem formalnego zakazu celebracji z ludem. W rodzinnej parafii okrzyczany zostałem jako rzekomy „lefebrysta”, i to właśnie przez osoby bliskie księżom, a chyba także przez niektórych księży. Wydaje mi się, że nie wynikało to z braku osobistej życzliwości, lecz raczej ze zwykłej ignorancji, tudzież urazy do takiego liturgicznego „wyróżniania się” czy „braku wspólnotowości”, choć wcale nie unikałem kontaktów poza „koncelebrą”. Szczególnie przykre było jedno spotkanie z pewnym, skądinąd bardzo szacownym, biskupem (już nieżyjącym). Odwiedziłem go, pragnąc podziękować za pisemne życzenia z okazji święceń. Rozmowa przebiegała bardzo życzliwie, ale gdy wspomniałem, że sprawuję liturgię tradycyjną, ów biskup nagle zmienił ton i wstając dał do zrozumienia, że rozmowa jest zakończona. Inny dość znamienny przykład z ostatniego okresu: Kilka lat temu mogłem uczestniczyć w pogrzebie osoby z rodziny w sąsiędztwie mojej rodzinnej parafii. Zostałem zaproszony do przewodniczenia koncelebrze. Po pogrzebie dowiedziałem się od rodziny, że tamtejszy proboszcz (kilka lat starszy ode mnie) wypytywał się dosłownie, „z jakiej sekty” jestem, bo użyłem – były to jedyne elementy tradycyjne – Kanonu Rzymskiego i miałem palce złączone po Konsekracji. A miało to miejsce w jednej z najbardziej tradycyjnych diecezji w Polsce.

Podsumowując mogę powiedzieć, że w latach 90-tych rozpowszechniona była pewna nieporadność odnośnie kogoś, kto sprawował czy chciał uczestniczyć w liturgii tradycyjnej. Najczęściej nie wiedziano, co z tym zrobić. Różne były reakcje, a właściwie różnego rodzaju posądzenia i uprzedzenia. Brakowało przede wszystkim wiedzy odnośnie statusu prawnego. To zostało dość jednoznacznie rozwiązane dopiero przez Motu proprio „Summorum Pontificum”. Jednak klarowność prawna widocznie nie wszędzie dotarła i nie wszędzie została należycie przyjęta.

Czy obserwuje Ksiądz zmianę w tej dziedzinie?

Na ile znam sytuację, wydaje mi się, że właśnie Polska jest krajem, w którym najwięcej się zmieniło w związku z wydaniem rzeczonego Motu proprio. Świadczy to znowu o tym, że katolicyzm w Polsce bardziej niż w innych krajach jest skłonny słuchać Stolicy Apostolskiej. W innych krajach doszło także do pewnej poprawy podczas pontyfikatu Benedykta XVI, jednak raczej nie na tak znaczącą skalę jak w Polsce. Będąc w 2006 r. przez kilka dni w Rzymie, odniosłem wrażenie, że niestety nawet tam pontyfikat ten był przez wielu traktowany jak chwilowy, niewiele znaczący epizod.

Jednakowoż w tym czasie sporo dotarło do świadomości zarówno wiernych, jak też duchownych, zwłaszcza młodych. Tego nie da się wymazać ani z umysłów, ani z historii. Liturgia tradycyjna odzyskała przynajmniej formalnie i częściowo swoją godność. Tym samym ktoś, kto się do niej przyznaje, nie musi być automatycznie jakby „trędowaty”, przynajmniej nie w takim stopniu jak przedtem. Jest po prostu większa normalność, którą powinien docenić każdy, kto myśli i czuje kategoriami Kościoła. Co będzie dalej, tylko Pan Bóg wie.

Czy spodziewał się Ksiądz tak znacznego wzrostu zainteresowania Tradycją w przeciągu kilkunastu lat?

Przyznam, że z początku nie zastanawiałem się nad tym w kategoriach liczebnego wzrostu. Wybrałem stosowanie liturgii tradycyjnej w ramach możliwych dla mnie, choć miało to dość poważne konsekwencje. Wówczas wyglądało na to, że idę wprost pod prąd. Równocześnie nie uważałem siebie za kogoś wyjątkowego i zamkniętego w swoich upodobaniach czy tradiświatku. W moim skromnym doświadczeniu duszpasterskim doszedłem do przekonania, że ludzie współcześni są dość otwarci na prawdę katolicką, w tym także liturgię tradycyjną. Problem polega właściwie na jej udostępnianiu i odpowiednim prezentowaniu. Zasadnicze przeszkody pochodzą najczęściej nie od zwykłych ludzi, lecz od tych, którym zależy na tym, żeby do zwykłych ludzi nie dotarła prawda katolicka. Sam zostałem wychowany w Novus Ordo, całe studia teologiczne wraz z doktoratem odbyłem w atmosferze dość dalekiej od Tradycji katolickiej. Po ludzku patrząc, nie miałem właściwie szans na zainteresowanie w tym kierunku. A jednak. Gdy w 1995 r. pewien przełożony zgromadzenia związanego z liturgią tradycyjną powiedział mi w rozmowie osobistej, że ta liturgia ma przyszłość, raczej nikt, czy jedynie mało kto oczekiwał aż takiej poprawy sytuacji oficjalnej, jaka nastąpiła dziesięć lat później. Szczytem moich marzeń była możliwość sprawowania tej liturgii z wolnym dostępem wiernych, bez rozgłosu czy jakiejś popularności. Prawdzie katolickiej nie trzeba reklamy. Wystarczy ją pokazać, nauczać. Ludzie pragnący i szukający prawdy na pewno pochwycą, choć pozostaje jeszcze oczywiście walka o świętość. Wbrew temu, co się wielu wydaje i wielu głosi, ani zdoności intelektualne, ani wiedza, ani nawet dobrobyt nie są przez się wrogami Kościoła i jego wiary. Tak mniemają moderniści, bo oni – nie uznając prawdy katolickiej – cierpią na wrodzony kompleks niższości wobec współczesności. Dlatego właśnie, usiłując być niby nowocześni, tak łatwo dogadują się z wrogami Kościoła, tworząc przy tym karykaturę katolicyzmu, a owoce tego są, jak wiadomo, pożałowania godne. Tylko prawda jest ciekawa, jak powiedział Józef Mackiewicz. Zadaniem Kościoła jest jej głoszenie. O zainteresowanie nie trzeba się troszczyć. Obojętność owszem boli, nawet niekiedy bardziej niż wrogość. To jest ostatecznie tajemnica serc ludzkich. W każdym razie ludzie XXI w. pod względem religijnym z całą pewnością nie są ani lepsi ani gorsi od poprzednich, czy nawet zamierzchłych pokoleń. Zamiast narzekać na współczesny świat, powinniśmy raczej stale robić rachunek sumienia, czy jesteśmy wierni tej prawdzie, którą Kościół otrzymał od Jezusa Chrystusa i stale nauczał. Można przyjąć, że papieżowi Franciszkowi właśnie o to chodzi. To jest zadanie także dla nas, którzy pragniemy być wierni Tradycji Kościoła.

Jaką obecnie pełni Ksiądz posługę w Kościele? Czy możliwe jest częste sprawowanie Mszy trydenckiej?

Mam obecnie – dzięki dobroci Bożej i wyrozumiałości przełożonych – możliwość wyłącznego codziennego sprawowania liturgii tradycyjnej. Wiąże się to z pewnymi ograniczeniami w innych dziedzinach. Mogę wyznać, że dopiero dzięki tej liturgii zrozumiałem, że kapłanem jest się dla sprawowania Najświętszej Ofiary. To jest najważniejsze, niezależnie od liczebności wiernych. Służę duchowo i sakramentalnie wiernym, którzy o to proszą. Ostatnio miałem szczególne wyzwanie i zarazem piękne zadanie przygotowania do Chrztu św. kilkunastu imigrantów perskich. Mam też kilkuletnią praktykę naukowo-dydaktyczną, zarówno w uniwersytecie, jak też w seminarium duchownym. W miarę moich skromnych możliwości staram się sprostać aktualnym zapotrzebowaniom.

Jak Ksiądz sądzi, czy w najbliższym czasie środowiska tradycyjne czeka regres, czy raczej będą się nadal rozwijać?

Oczywiście nie potrafię przewidzieć. Prawda katolicka jest i pozostanie zawsze aktualna i atrakcyjna. Jak wspomniałem, problemem jest jedynie jej dostępność. A ta zależy od wielu czynników, przede wszystkim od ludzi, tzn. również od nas samych. Nawet najdogodniejsze ramy prawne będą bezowocne, jeśli zabraknie ducha umiłowania Boga i bliźniego. Człowieka dobrej woli przyciągają właśnie prawda i miłość. A możemy je ukazywać także borykając się zarówno z przeszkodami zewnętrznymi, jak też z własną grzesznością i ograniczonością. Tak się Kościół zawsze rozwijał i wzrastał. Tak też będzie zapewne w przyszłości.

Bóg zapłać za rozmowę!

Rozmawiał Kajetan Rajski

Read more: http://www.pch24.pl/z-msza-trydencka-od-niemal-cwiercwiecza,21682,i.html#ixzz2wumuUEFT
Toplista Tradycji Katolickiej
Powered By Blogger