wtorek, 1 października 2013

Pielgrzymi Tradiclaromontana 2013 pod opieką Apostołów

Dwanaście szlaków poprowadzi polskie wspólnoty wiernych tradycji łacińskiej na Jasną Górę podczas ogólnopolskiej pielgrzymki Tradiclaromontana2013, a pielgrzymi podążający autokarami do narodowego sanktuarium przywoływać będą opieki Świętych Apostołów. 

Fundacja Inicjatywa Włodowicka, organizator pielgrzymki i koordynator działań wolontariuszy w poszczególnych wspólnotach, przeprowadziła szereg rozmów z kapłanami celebrującymi Msze Święte Nadzwyczajnej Formie Rytu Rzymskiego na terenie całego kraju. W wyniku tych konsultacji opracowano 12 szlaków, które tworzą sieć komunikacyjną pozwalającą na wygodny dojazd ze wszystkich miejsc, w których celebrowana jest Msza Święta w tej formie rytu.
Mapa szlaków Tradiclaromontana2013

Niezależnie od miejsca rozpoczęcia trasy, wszyscy pielgrzymi dotrą na Jasną Górę jednocześnie, w pierwszym dniu pielgrzymki, tj. w piątek, 25 października, ok. godz. 12.30, a więc na godzinę przed uroczystym odsłonięciem Obrazu Matki Bożej oraz pierwszą Mszą Świętą (link). Pozwoli to na spokojne rozlokowanie pielgrzymów w Domu Pielgrzyma i chwilę odpoczynku po podróży. Wyjazd autokarów z Jasnej Góry w drogę powrotną planowany jest w sobotę 26 października, ok. godz. 16:00. Każdemu z 12 szlaków patronować będzie jeden z Apostołów, o którego szczególną opiekę prosić będą pielgrzymi. Szlaki zostały zaplanowane w następujący sposób:

I – Szlak św. Andrzeja
Świnoujście – Szczecin – Gorzów – Poznań – Łódź – Częstochowa
II –  Szlak św. Jakuba Większego
Szamotuły – Oborniki – Pobiedziska – Gniezno – Września – Koszuty – Kalisz – Łódź – Częstochowa
III – Szlak św. Jana
Koszalin – Bydgoszcz – Łódź – Częstochowa
IV – Szlak św. Filipa
Sopot – Gdańsk – Wierzchucinek – Bydgoszcz – Płock – Łódź – Częstochowa
V – Szlak św. Bartłomieja
Ciechanów – Płońsk – Brochów – Sochaczew – Łowicz – Łódź – Częstochowa
VI – Szlak św. Tomasza
Białystok – Zielonka – Warszawa – Brwinów  – Częstochowa
VII – Szlak św. Mateusza
Siedlce – Wielgolas – Józefów – Warszawa – Piaseczno  – Częstochowa
VIII – Szlak św. Szymona
Zamość – Kraśnik – Lublin – Radom – Częstochowa
IX – Szlak św. Piotra
Jarosław – Rzeszów – Tarnów – Kraków – Częstochowa
X – Szlak św. Jakuba
Bielsko Biała – Wodzisław Śl. – Tychy – Dąbrowa Górnicza  – Częstochowa
XI – Szlak św. Judy Tadeusza
Kłodzko – Wałbrzych – Świdnica – Wrocław – Bytom – Częstochowa
XII – Szlak św. Macieja
Zielona Góra – Legnica – Wrocław – Dąbrówka – Opole – Gliwice – Częstochowa

Zapisy dla wiernych ze wspólnot, gdzie Msza Święta w nadzwyczajnej formie celebrowana jest co tydzień rozpoczynają się już w najbliższą niedzielę. W pozostałych miejscach, w dniu najbliższej celebracji. Przez wzgląd na rozbudowane przygotowania logistyczne towarzyszące organizacji tego ogólnopolskiego wydarzenia, wierni pragnący uczestniczyć w grupach zorganizowanych (transport autokarem, nocleg, ubezpieczenie) proszeni są o zgłaszanie się najdalej do końca września 2013 do organizatora lub do wolontariuszy zajmujących się organizacją grup w poszczególnych wspólnotach. Na chwilę obecną organizatorzy dysponują pulą zarezerwowanych autokarów i miejsc noclegowych. W dniu 1 października 2013 r. planowane jest ostateczne potwierdzenie ilości pielgrzymów, którzy decydują się na zorganizowaną formę uczestnictwa w pielgrzymce – przewóz autokarowy, nocleg i ubezpieczenie.

UWAGA! Organizator pielgrzymki prosi o kontakt osoby chętne do organizacji grup pielgrzymów w następujących wspólnotach:
- Brwinów
- Ciechanów
- Kalisz
- Piaseczno
- Tychy
- Warszawa; kaplica przy kościele św. Tomasza (ul. Dereniowa 12)
- Wodzisław Śląski

Fundacja Inicjatywa Włodowicka
Zespół Organizacyjny ds. Tradiclaromontana
Tel. 506 973 360

niedziela, 29 września 2013

27.09.2013 r. nie udało się przerwać aborcji eugenicznej w Polsce.



27.09.2013 - Sejm odrzucił obywatelski projekt zaostrzający ustawę aborcyjną. Głosowanie poprzedziła burzliwa wymiana zdań pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami zaostrzenia ustawy. W jej trakcie marszałek Sejmu Ewa Kopacz dwukrotnie zarządziła przerwę, w czasie jednej z nich zwołała Konwent Seniorów. W czasie debaty salę obrad opuścili na kilka minut posłowie Ruchu Palikota, jak tłumaczyli, na znak protestu wobec mowy nienawiści.
Marszałek Ewa Kopacz upomniała przedstawiciela Fundacji Pro Life, żeby nie używał na sali plenarnej słów „zabijanie dzieci". - Mi nie wolno używać słów „mordowanie dzieci". Widzę, że jest cenzura w Sejmie - powiedziała Kaja Godek, przedstawiciel Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej.

sobota, 28 września 2013

Proroctwo dla Polski br. Ludwika Rocci z 1849 [1840?] r.

'Wiele zdrajców wygnanych zostanie z kraju polskiego, a potem zabierze się Polska do oczyszczenia z Żydów. Najwyżej wyniesie Pan Bóg Polaków, gdyż dadzą światu wielkiego Papieża. Pod hegemonią Polski połączą się Słowianie i utworzą zachodnio-słowiańskie państwo-mocarstwo Europy, którego granicami będą: Odra, Nissa, m[orze] Adriatyk, m[orze] Czarne, Dniepr, Dźwina i Bałtyk. Polska zawsze zostanie. Wielki mąż Ameryki roztoczy nad nią przemożną opieką, pod którą w wielkiej szczęśliwości królować będzie”. 

 Ponadto Polska ma ostatecznie odzyskać swojego króla, który będzie wywodził się z dawnego rodu książęcego. Zakonnik wyjawił też, że nasz kraj stanie się tak ważny, że języka polskiego będą nauczać na uczelniach całego świata. 

"W 65 lat po mojej śmierci ( 1914) rozpocznie się wielka wojna morderstwem na Bałkanach, gdzie zamordowany zostanie panujący z rodu habsburskiego […] , skończy się ona po czterech latach”. 
"Rosja będzie widownią wielkich okrucieństw.[…] „Car zginie od swoich poddanych” [...]. Rodzina cesarska, cala szlachta i część duchowieństwa będą wymordowane”„ Wielka Rosja rozpadnie się na małe państewka”.

Dalej jest wzmianka o Niemcach, którzy:

 „Na swych sztandarach nosić będą godło „Bóg z nami” i to będzie bluźnierstwem” i  „W 90 lat po mojej śmierci (1939) wybuchnie bratobójcza wojna, która ogarnie cały świat.[…] Najwięcej spustoszenia czynić będą żelazne ptaki, które z warkotem skrzydeł pomagać będą walczącym, szerząc spustoszenie, a żelazne smoki obrócą w perzynę pół Europy”
i dalej o Niemcach:
 „których do ostatecznego upodlenia doprowadzi ich wódz, szaleniec, Żyd z pochodzenia, sprzęgnięty z bratem antychrystą” 
Franciszkanin przepowiada jednak klęskę państw Osi i przejście Sowietów do obozu aliantów:
  „Trzy potęgi, którym się zdawało, że nikt im się nie sprzeciwi i nie oprze, złamane zostaną w kraju, gdzie od lat zapomniano o Bogu, radości i śmiechu. Pięć milionów Żydów zostanie wymordowanych”.
Japonia :
 „Nad krajem kwitnącej wiśni chmura ogniem ziejąca obróci w gruzy południe i środek wyspy”
 „wiele klęsk spotka Anglię i oderwą się od niej kraje zamorskie”, 

 Marny los, jak wynika z przepowiedni, czeka Włochy, której piękne miasta zostaną zrujnowane. Nie można też wykluczyć, bazując na wizjach duchownego, że Watykan przestanie być siedzibą papieża, który "będzie uciekał po zwłokach kardynałów". Źle ma się też dziać w Anglii, która zostanie podbita przez Irlandię i Szkocję. Do zjednoczenia ma dojść natomiast na Półwyspie Iberyjskim, gdzie zunifikować mają się Portugalia i Hiszpania. 

Przepowiedznia została opublikowana w Polsce po raz drugi , w wydaniu konspiracyjnym z 1942 roku, w ośmio-stronicowej broszurze „Mówią wieki. Zbiór niektórych przepowiedni dotyczących obecnej wojny”. podając źródło wcześniejsze; "Prorok z Góry Synaj. Przepowiedział w roku 1849 los dzisiejszej Europy, Polska stanie się jednym z pierwszych mocarstw Europy” w "Ilustrowany Kurier Codzienny" z dn. 5 maja 1923, nr 97. Ten zaś powołuje się i dość wiernie cytuje  książkę dr. Johannsena [prawidłowo - Johannesa] znajdującą  się [również obecnie] w Bibliotece Narodowej w Wiedniu pod nr 427314.
Wydanie zaś konspiracyjne dodatkowo podaje jako źródło  książkę wydaną przez  Drukarnię Narodową Watykanu z 1853 roku. Jednak współcześnie nie udało się odnaleźć  tej publikacji.
za:
http://www.nautilus.org.pl/?p=artykul&id=435
http://niewiarygodne.pl/kat,1031979,title,Przewidzial-wojny-Holokaust-i-Jana-Pawla-II-Wedlug-jego-wizji-wkrotce-staniemy-sie-potega,wid,16019402,wiadomosc.html


piątek, 27 września 2013

Proroctwa dla Polski



Objawienia prywatne nie wchodzą do depozytu Wiary.
W wyniku pełzającej apostazji w Polsce obawiamy się, że tak jak żydom zostało odjęte z powodu niewiary,
tak nam nie zostanie dodane z tego samego powodu.
Red.

wtorek, 24 września 2013

Matka Boża z Akito mówi przez wizjonerkę s.Agnes

Pisaliśmy już o tym w poprzednim poście.
http://katoliktradycjionline.blogspot.com/2011/03/kataklizm-w-japonii.html
Poniżej bezpośrednie słowa wizjonerki.

poniedziałek, 23 września 2013

sobota, 21 września 2013

Dom Matki Bożej na Wzgórzu Słowików koło Efezu

Dom Dziewicy MariiMeryemana, położony jest powyżej ruin Efezu (ok. 7,0 km od Selçuk), na wzgórzu Coressus zwanym Wzgórzem Słowików. Miejsce to zostało odnalezione 29 czerwca 1891 r. przez wyprawę badawczą zorganizowaną przez księży lazarytów z Izmiru, po opublikowaniu książki Anny Katarzyny Emmerich Życie Najświętszej Maryi Panny. Książka powstała na podstawie zapisów z wizji zakonnicy zanotowanych przez Klemensa Brentano. Opis podany w książce położenia wzgórza, niewielkiego domku, detale związane z jego układem były zgodne z odnalezionym przez księży z kościoła św. Polikarpa miejscem. Odkrycie zainteresowało arcybiskupa Izmiru, który zlecił naukowcom przeprowadzenie badań w 1892. Badania potwierdziły, że odnaleziona w tym miejscu budowla została zbudowana w VI wieku na starszych murach, datowanych na I wiek i IV wiek. Utwierdziło to księży z Izmiru w przekonaniu, że odnaleziony dom jest kaplicą zbudowaną w miejscu i na fundamentach domu, w którym mieszkała Matka Boża pod koniec swojego życia. Zgodnie z tradycją, po nasileniu się prześladowań chrześcijan w Jerozolimieśw. Jan sprowadził Marię do Efezu około 37 - 45roku. 
Za tym stwierdzeniem, że faktycznie odkryto miejsce, w którym zakończyła pobyt na ziemi Matka Boża, przemawiały  dodatkowo:
  • tradycja o życiu św. Jana mówiąca, że w Efezie spędził ostatnie lata swojego życia, tu napisał Ewangelię oraz zmarł i został pochowany w Selçuk (nad jego grobem, w VI wiekucesarz Justynian wybudował Bazylikę św. Jana)
  • Ewangelia, w której umierający Jezus Chrystus powierzył Maryję opiece św. Jana
  • wybór Efezu na miejsce obrad III soboru Ekumenicznego obradującego nad dogmatem jej Boskiego Macierzyństwa
  • wybudowanie w Efezie pierwszego kościoła pw. Marii (Kościół Marii Dziewicy)
  • ustna tradycja, która przetrwała wśród mieszkańców wsi Kirkince wyznania prawosławnego, którzy zachowali obyczaj pielgrzymowania na wzgórze, do miejsca które nazywają Panaya Kapulu, dla uczczenia dnia Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny.

Jednocześnie zakonnice z Francuskiego Szpitala w Izmrze rozpoczęły starania o wykupienie ziemi, na której znajdował się dom i źródło, a następnie o uporządkowanie terenu i prace renowacyjne. Wszystko to trwało do 1894 roku zaś Dom Marii Panny został ogłoszony miejscem pielgrzymek. Z tego okresu pochodzi absyda z ołtarzem. W 1951 dom został gruntownie odrestaurowany. Miejscem należącym obecnie do Stowarzyszenia na rzecz Domu Najświętszej Marii Panny opiekuje się zakon Braci Mniejszych Kapucynów.

Jest to miejsce uznawane za święte przez niektórych chrześcijan i muzułmanów. Dzień 15 sierpnia jest obchodzony w sposób uroczysty, jako pamiątka dnia Wniebowzięcia NMP. Przez cały rok przybywają tu z pielgrzymką wierni i turyści z różnych stron świata. Dom Marii Panny odwiedził papież Paweł VI w dniu 26 czerwca 1967 , Jan Paweł II 30 listopada 1979 i papieżBenedykt XVI 29 listopada 2006.
Wzdłuż drogi prowadzącej na wzgórze umieszczono szereg tablic, w różnych językach (również po polsku) informujących o tym miejscu. Wyżej, po lewej stronie znajduje się niewielka figura Anny Katarzyny Emmerich i tuż przy drodze statuetka Marii witającej przybyłych. Obok domu widoczna jest zagłębiona w ziemię cysterna, w której zbierano wodę. W niewielkiej kaplicy znajduje się ołtarz z figurą Matki Bożej i świece zapalane przez przybywających. Przy drodze, poniżej domu są trzy źródła wody: źródło miłości, zdrowia i szczęścia. Obok, na specjalnie przygotowanych kratach, pielgrzymi zawieszają prośby kierowane do Matki Bożej.

środa, 11 września 2013

"Dlaczego potrzebujemy tradycji katolickiej?"- wykład w Przemyślu


Początek: 19.09.2013 r. (czwartek), godz. 18.00
Miejsce: Restauracja Wiedeńska, pl. Konstytucji 3 Maja 6, Przemyśl


wtorek, 10 września 2013

chrześcijańska klepsydra w Syrii

Według "Chrześcijańskiej Syrii" https://www.facebook.com/Syrian.Christians.Union?fref=ts 
męczennikami za wiarę stali się śp.  Michał Mtanios, Anton londios, Sarkis Habib.
Pogrzeb odbył się dziś 10 IX 2013r.

niedziela, 8 września 2013

Katolicka Tradycja i muzyka

Przypominanie o rzeczach najważniejszych

Marcin Bornus Szczyciński i Maciej Kaziński — były i obecny dyrektor artystyczny festiwalu „Pieśń naszych korzeni” w Jarosławiu — mówią o roli liturgii i tradycji w życiu człowieka. Od ubiegłego roku na fetiwalu odprawiane są Msze św. w rycie dominikańskim, w tym roku pierwsza od lat solenna (Nowy Ruch Liturgiczny informował już o tym http://www.nowyruchliturgiczny.pl/2013/08/msze-w-rycie-dominikanskim-na-festiwalu.html).

Jak narodził się festiwal „Pieśń naszych korzeni” w Jarosławiu?
Marcin Bornus Szczyciński: Założycielem jarosławskiego festiwalu jest dominikanin o. Wojciech Gołaski, który spędził tutaj kilka lat i na wzór innego festiwalu, odbywającego się niegdyś w Starym Sączu, założył tutaj nowy. My właściwie przyszliśmy na gotowe, przyniósłszy ze sobą formułę „Pieśni naszych korzeni”, którą zaczęliśmy uprawiać w Starym Sączu: spotkanie artystów zajmujących się muzyką dawną — ponieważ wszyscy wywodziliśmy się z tego środowiska — i odbycie z nimi debaty na temat ich korzeni, czyli tradycji.

Zamiarem festiwalu jest pieczołowite pielęgnowanie tradycji — różnych tradycji kulturowych tworzących tożsamość Europy. Dlaczego tradycja ma tak wielkie znaczenie i czemu obecnie kładzie się silny nacisk na to, by ją odtwarzać?
Marcin Bornus Szczyciński: No właśnie, czy odtwarzać? Mam nadzieję, że nie odtwarzać, tylko korzystać z tego, co żyje. W naszych działaniach zakładamy, że tradycja żyje; może przymiera czy raczej przysypia, czy też przykryta jest cienką warstwą niepamięci, spod której chcemy ją wyrwać, ale żyje. Gdyby trzeba ją było odtwarzać w sensie rekonstrukcji, wznawiania, wzbudzania czegoś, co już dawno umarło, to raczej byśmy się za to nie zabierali.
Maciej Kaziński: Tradere znaczy przekazywać, zatem traditio to przekaz, spadek. Jest on bardzo ważny, bo bez niego nie możemy żyć, nie jesteśmy sobą. Jeżeli zostaniemy pozbawieni naszej tożsamości, to możemy sobie wymyślić jakąś nową; jednak jest to niebezpieczne, konfliktogenne, prowadzi do wojen i nie wiadomo, kiedy się taka nowa tożsamość ustabilizuje. Dlatego lepiej jest sięgać po to, co poprzednie pokolenia dla nas odłożyły. Jest to również obowiązek, bo jesteśmy tylko ogniwem w łańcuchu. Nie jesteśmy ostatnim pokoleniem na ziemi; przynajmniej ci, którzy mają dzieci, wiedzą o tym; mają zatem obowiązek im coś przekazać. Ci, co coś otrzymali, muszą w tym zaistnieć i to przekazać dalej. Prosta sprawa.

Marcel Pérès podczas uroczystości nadawania mu tytułu honorowego obywatela miasta powiedział, że festiwal to miejsce eksperymentowania. Jak należy to rozumieć?
Maciej Kaziński: Eksperymentowanie jest wypróbowywaniem rzeczy nieoczywistych. Tradycja jest zastana, ale niekoniecznie jest oczywista, ujawniona. To tak, jakbyśmy znaleźli walizkę, którą po pierwsze nie byłoby łatwo otworzyć, po drugie wymagałaby ona odkurzenia, a po trzecie dokumenty w niej złożone byłyby zapisane niezrozumiałym dla nas językiem. Musielibyśmy więc nauczyć się tego języka, włożyć pewien wysiłek w zrozumienie tego, co tam jest napisane. W tym sensie należy rozumieć eksperymentowanie: sprawdzanie, podchodzenie do jakiegoś zjawiska z różnych stron, z różnymi kluczami.
Marcin Bornus Szczyciński: Sama forma koncertów jest niemal zawsze eksperymentem. Takich klasycznych koncertów: artysta wchodzi, karmi publiczność swoją sztuką i wychodzi, i koniec imprezy, tutaj właściwie nie ma. Granice między publicznością a artystą się zacierają. Mamy za sobą takie przedsięwzięcia, w których dokładnie wszyscy obecni brali czynny udział przez śpiew, łącznie z ostatnim człowiekiem, który przyszedł w charakterze widza, ale się wciągnął — mam na myśli „Pasję” G. Ph. Telemanna, gdzie udział ludu jest wręcz zaznaczony i tutaj go zrealizowaliśmy.

Wspólne przebywanie sławnych artystów i zwykłych uczestników w nieformalnej, rodzinnej atmosferze wyróżnia „Pieśń naszych korzeni” spośród innych festiwali. W Jarosławiu każdy może zaśpiewać z Marcelem Pérèsem, Robertem Hugo czy Markiem Vitale. Jak udało się do tego doprowadzić?
Maciej Kaziński: To wszystko odbywa się przez kontakty osobiste. Artystę trzeba poznać, opowiedzieć mu o festiwalu, zdobyć jego zaufanie, przekonać go. Jeśli zaś nie można poznać go osobiście, to zachęcić listownie.
Marcin Bornus Szczyciński: Od samego początku zapraszaliśmy artystów na cały tydzień. Jest to wyjątkowa sytuacja zarówno od strony organizatorów, jak i od strony artystów. Są oni bardzo zajęci, zwłaszcza w lecie, i nie wyobrażają sobie, żeby mogli w jednym miejscu spędzić tak dużo czasu. Zwykle mijają się w drzwiach lotniska i mówią: „No jak tam było?” „No dobrze”. „A wy kiedy macie koncert?” „A jutro”. Pojutrze zaś są znowu gdzieś indziej. Namawialiśmy ich długo i nie zawsze skutecznie, ale od początku przyjeżdżali na kilka dni. A później już nie trzeba było ich namawiać. Gdy raz przybyli do Jarosławia, to już zostawali dłużej, bo widzieli, że im się to — powiem brutalnie — artystycznie opłaci. Grają tutaj dla ludzi co najmniej znajomych, jeśli nie przyjaciół, przeżywają z nimi inne ważne sprawy, wzruszenia, i dla takich ludzi gra się zupełnie inaczej. Stąd też wielu artystów zauważyło, że grają w Jarosławiu koncerty swojego życia, znacznie lepsze niż te na co dzień. Tym bardziej, że program jest zawsze specjalny; to nie jest gotowy program z katalogu, z którego zamawia się to, co pasuje. Debatujemy, dyskutujemy i z tego rodzi się oddzielny program, będący odpowiedzią na skierowane przez nas do artysty pytanie o jego korzenie.
Maciej Kaziński: Twórcy są zadowoleni z pracy z amatorami, bo amator często jest o wiele bardziej otwarty niż zawodowiec; nie posiada sformatowanej wizji działania. Słowo „amator” pochodzi od czasownika „kochać”. Czyli amator jest miłośnikiem i połączenie tego z muzyką jest najlepszym, co może się zdarzyć. Prostym amatorom można wierzyć, że robią to szczerze i prawdziwie, a zawodowcom nie; więc amator jest pożądanym partnerem.

Jak odbywa się tworzenie programu i dobór artystów?
Maciej Kaziński: Najpierw jest idea, a potem się zastanawiam, jakie narzędzia czy też formy mogą ją zrealizować, jakich ludzi do tego zaprosić. Czasem ludzie są nosicielami idei i wtedy jest łatwiej, bo idea niejako idzie z człowiekiem. W kręgu festiwalu znajduje się szereg osób, których pracę trzeba śledzić i od czasu do czasu do nich powracać, gdyż zawsze przynosi ona jakieś owoce, zawsze może się znaleźć w relacji do idei festiwalu. Na przykład Marcel Pérès — jakiegokolwiek pytania by mu się nie zadało, możemy być pewni, że uzyskamy odpowiedź niebanalną, odkrywczą, nowatorską i aktualną. Jest on przykładem człowieka — idei. Ta idea ma różne konkretyzacje, ale można zrozumieć jej podłoże, jądro, i istnieje pewna zbieżność ideowa. Takich osób jest jeszcze kilka.
Marcin Bornus Szczyciński: Debatujemy głównie we dwóch, ale istnieje także szersze grono, z którym się spotykamy i zastanawiamy. Zbieramy dużo muzyki, podróżujemy, gramy tę muzykę z różnymi zespołami po świecie i z tego wychodzi pomysł, że coś by nam się bardzo przydało w danym momencie. Staramy się wyrażać dążenia i potrzeby środowiska, które się tą tradycją muzyczną zajmuje. Nie ma jednak gotowej recepty. Czasem mamy gotowy temat, jak w tym roku psalmy, i poniekąd one wiodą nas do określonych artystów, którzy nimi zajmują się mocniej niż inni. Ale tak bywa rzadko. Najczęściej orientujemy się, że o tym i o tym najbardziej ze sobą rozmawiamy, że to nas najbardziej fascynuje, i dopiero gdy festiwal się kończy, wiemy, jaki będzie następny. A wcześniej tego nie wiemy. Bo festiwal, jak każde święto, nas przemienia.

Dlaczego jako tegoroczny temat wybrane zostały psalmy?
Marcin Bornus Szczyciński: A nie zasługiwały na to? Jest to doskonała literatura i wcale niełatwa. Psalm jest wyzwaniem muzycznym, ponieważ czy to z naszej europejskiej natury, czy to może w ogóle z kondycji ludzkiej wynika, że łatwiej nam robić te rzeczy, które się dzieją, które mają akcję. A psalm jest ze swej natury pewnym rodzajem trwania.

O wyjątkowości „Pieśni naszych korzeni” decyduje ważne miejsce liturgii. Ktoś nazwał nawet festiwal „dorocznymi rekolekcjami”. Skąd takie silne umocowanie festiwalu w końcu muzycznego w liturgii?
Maciej Kaziński: Można odpowiedzieć na to pytanie na wiele sposobów. Słowo „rekolekcje”, tak jak ja je rozumiem, oznacza przypomnienie sobie czegoś. Kiedy zapominamy o rzeczach ważnych, rekolekcje nam o nich przypominają za pomocą różnych metod i środków. Jednym z nich jest muzyka. Muzyka, zwłaszcza historyczna, nie jest zjawiskiem autonomicznym, lecz niesie ze sobą jakiś tekst, jakąś relację do słowa; treści nie tylko abstrakcyjne, lecz bardzo często duchowe. Dlatego świetnie nadaje się ona do przypominania o rzeczach najważniejszych. W tym sensie pojęcie recollectio jest absolutnie na miejscu, choć muszę powiedzieć, że nie rezerwuję go dla przypomnienia wyłącznie katolickiego (ale na pewno chrześcijańskiego). To jest pierwsza odpowiedź: że dzieje się to, aby przypominać i powracać do ważnych spraw. A jakie są ważniejsze sprawy niż sprawy ostateczne? I cóż mówi lepiej o sprawach ostatecznych, o drodze człowieka, o jego losie i przeznaczeniu, niż liturgia? Liturgia jest zakorzeniona w człowieku tkwiącym w Bogu oraz w Bogu, który się w życiu człowieka ujawnia. Więc nie ma rzeczy ważniejszych. Druga odpowiedź jest czysto formalna i historyczna. Jeśli mówimy o muzyce dawnej, historycznej — a „Pieśń naszych korzeni” to festiwal muzyki dawnej — to podobnie jak w przypadku innych dziedzin sztuki była ona tworzona przede wszystkim na potrzeby Kościoła i służyła kultowi. Połączenie tych dwóch pojęć jest bardzo znaczące: kult i kultura. Zatem jeśli zajmujemy się kulturą, to nie możemy zapominać, że była ona związana z kultem. To bardzo prosta sprawa: jeżeli oderwiemy kulturę od kultu, to straci ona swój sens. Jeżeli zabierzemy ikonę z cerkwi i powiesimy w muzeum, to zredukujemy ją do formalnego przedmiotu, może pięknego, ale formalnego. Natomiast jeśli będzie ona tkwiła w swoim kontekście: w świetle świec, przy woni kadzidła, w asyście hymnów kościelnych, z wiarą ludzi, którzy do niej podchodzą, to po prostu będzie na swoim miejscu.
Marcin Bornus Szczyciński: Ja bym powiedział, że ten festiwal robimy właściwie w ogóle dla liturgii. Jest to dla nas najważniejsza kwestia i taki od razu był pierwotny zamysł, aby tych wszystkich specjalistów z dziedziny muzyki dawnej wciągnąć w orbitę zainteresowania liturgią; aby oni na różne pytania odpowiedzieli, aby nad nimi się zastanowili i sami też doszli do tego, iż liturgia będzie dla nich ciekawa. Liturgie na festiwalu są zawsze na bardzo dobrym poziomie, przewyższającym to, z czym na ogół mamy do czynienia na co dzień, i mam nadzieję, że ta jakość jest wciągająca, perspektywiczna i zachęca do dalszej pracy.

Czy macie już jakieś pomysły na następny festiwal?
Maciej Kaziński: Nie ma konkretnych planów, ale myślę o kontynuowaniu w przyszłości tematu psalmów, tym razem w odniesieniu do Kościołów wschodnich, bo ten festiwal skupił się na Kościele łacińskim. Chciałbym pochylić się nad liturgią Jana Chryzostoma.
Marcin Bornus Szczyciński: Nie powiem, co będzie na następnym festiwalu, bo tworzenie programu jest bardzo skomplikowanym procesem i często się zdarza — a przynajmniej mnie się tak zdarzało za czasów, gdy go prowadziłem — że po kilku miesiącach od zakończenia poprzedniego festiwalu miałem już cały program niemal był gotowy i wyrzucałem go do kosza, bo się nie domykał; po prostu nie służył tym ideom, które chcieliśmy uzyskać. Oczywiście sami chcielibyśmy, żeby program powstawał jak najszybciej, i zaczyna on powstawać tego samego albo najpóźniej następnego dnia po zakończeniu poprzedniego festiwalu. Jednak wcześniej ta idea nie może powstać. Festiwal musi się zakończyć, wszystkie rzeczy muszą się wydarzyć, dopełnić; musimy się pożegnać i dopiero wtedy można odpowiedzialnie myśleć o przyszłości. Zaprogramowanie festiwalu na trzy lata naprzód jest niemożliwe, chociaż z punktu widzenia organizacji konieczne.

Rozmawiała Dominika Krupińska
Marcin Bornus Szczyciński i Maciej Kaziński - były i obecny dyrektor artystyczny festiwalu „Pieśń naszych korzeni” w Jarosławiu - są wybitnymi znawcami i wykonawcami muzyki dawnej. Wywiad ukazał się oryginalnie na portalu pch24.pl i został tutaj opublikowany za zgodą redakcji. Dziękujemy.
Festiwal Muzyki Dawnej w Jarosławiu – Pieśń Naszych Korzeni – festiwal muzyczny w Jarosławiu, zwyczajowo odbywający się w ostatnim pełnym tygodniu sierpnia.
Festiwal jest jednym z najsłynniejszych europejskich festiwali tego typu.
Podczas Festiwalu odbywają się różnorakie warsztaty: tańców, chorału gregoriańskiego oraz chóru festiwalowego. Te ostatnie przygotowują uczestników do sobotniego koncertu, w którym, tradycyjnie, czynny udział biorą wszyscy – zarówno artyści, jak i publiczność.
Festiwal łączy w sobie aspekt religijny i artystyczny. Tradycją przez ostatnie lata stało się otwarcie Festiwalu liturgią greckokatolicką, zakończenie zaś mszą św. oprawioną w chorał gregoriański. Na sam Festiwal licznie ściągają nie tylko widzowie świeccy, ale i osoby duchowne, które prowadząc codzienne łacińskie jutrznie i nieszpory, odbudowują dawny klimat w jarosławskich kościołach.
W ciągu piętnastu edycji wystąpili m.in.: Adam StrugKapela BrodówJordi SavallLycourgos AngelopoulosJoseph MalovanyMarcel Pérès,Micrologus, Organum, La Petite Bande, La ReverdieE Voce di u Cumune, Grecki Chór Bizantyjski, Byzantion, Sirin, Fretwork, Linnamuusikud, Mudejar, Taurus i Sequentia.


Toplista Tradycji Katolickiej
Powered By Blogger