piątek, 12 kwietnia 2013
środa, 10 kwietnia 2013
Polska: Wizyta bp. Alfonsa de Galarrety FSSPX

Na początku kwietnia w Polsce przebywał bp Alfons de Galarreta. W niedzielę 7 kwietnia w kościele pw. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny w Warszawie-Radości Jego Ekscelencja odprawił Mszę św. i udzielił bierzmowania grupie 29 wiernych – młodzieży i dorosłych. Po zakończeniu celebracji biskup spotkał się z bierzmowanymi oraz z ich rodzinami, potem został podjęty obiadem przez księży posługujących w przeoracie św. Piusa X, a popołudniu wygłosił konferencję dla wiernych, której tematem wiodącym były relacje pomiędzy Bractwem Kapłańskim Św. Piusa X a Stolicą Apostolską.
Opublikowano 9 kwietnia 2013, autor: Jakub Pytel
za: http://news.fsspx.pl/?p=2586
poniedziałek, 8 kwietnia 2013
Rachunek za dziecko: pół miliona koron + śmierć braciszka lub siostrzyczki
Wiele norweskich par mających problem z
dochowaniem się dziecka, a także pary gejowskie, które z natury swej dzieci
mieć nie mogą, próbują obejść ograniczenia stawiane przez matkę naturę i w tym
celu korzystają z usług indyjskich matek-surogatek, którym wszczepiane są
zapłodnione komórki jajowe uzyskane dzięki metodzie in vitro.
"Zamawialiśmy tylko jedno
dziecko!"
W celu zwiększenia szans na zagnieżdżenie
się zarodka w macicy surogatki wszczepia się jej nieraz
trzy zapłodnione komórki jajowe. Jeśli wszystkie zdołają się zagnieździć,
nadliczbowe embriony mogą zostać usunięte.
Rodzice, którzy życzą sobie mieć tylko
jedno dziecko, mogą poprosić o to, by nadliczbowe płody zostały zniszczone.
Ciąża potrójna jest ponadto bardziej ryzykowna, niż ciąża bliźniacza, więc
indyjskie kliniki wolą, by surogatka nie rodziła więcej, niż maksymalnie dwoje
dzieci na raz. Jednak w celu zwiększenia szans na pomyślne narodziny dziecka,
wolą "na wszelki wypadek" implantować jej dodatkową komórkę jajową.
Te i inne szokujące informacje o
"produkcji" dzieci na zamówienie w Indiach przedstawia dziennikarka
Aftenposten Mala Wang-Naveen w swojej książce "Dziecko doby globalizacji,
Norweska przygoda z surogatkami w Indiach" («Den globale baby, Det norske
surrogatieventyret i India»), która ukaże się w dniu dzisiejszym (4. kwietnia
2013) nakładem wydawnictwa Aschehoug (patrz-> zdjęcie w nagłówku).
Braciszek i siostrzyczka zabici
zastrzykiem z chlorku potasu
Mala Wang-Naveen opisuje dwa indyjskie
szpitale, które co miesiąc dokonują wielu zabiegów redukcji liczby embrionów,
innymi słowy aborcji zagnieżdżonych w macicy surogatki zarodków ludzkich.
(Nawiasem mówiąc to bardzo znamienne, że aborcja nie jest w tym
przypadku nazywana aborcją, tylko "redukcją liczby embrionów". Pewnie
po to, by rodzicom, którzy w tym przypadku pragną mieć dziecko, a nie pozbyć
się go, nie nasuwały
Dziennikarka rozmawiała z ciężarnymi
surogatkami, które powiedziały jej, że nie mają prawa do decyzji, czy mogą
urodzić bliźniaki bądź trojaczki, czy nie, ale za dwoje dzieci dostają więcej
pieniędzy.
Przywołany w książce doktor Hitesh Patel z
kliniki Akanksha, twierdzi, że usunięcie zarodka nie jest niebezpieczne i że
klinika dysponuje ekspertem od wykonywania tego typu zabiegów.
Peter Fedorcsak z kliniki leczenia
niepłodności przy szpitalu Rikshospitalet w Olso dopowiada, że śmierć zarodków
wywoływana jest poprzez wstrzyknięcie im do serca zastrzyku z chlorku potasu,
co powoduje zatrzymanie pracy serca.
Chlorek potasu, obok tiopentalu i
pankuronium (niesławnego "Pavulonu"), jest jedną z trzech substancji
chemicznych wstrzykiwanych osobom, na których wykonuje się wyrok śmierci przez
zastrzyk.
Jako, że wyroki śmierci wykonuje osoba,
której profesję z reguły określa się mianem kata, należy przyjąć, że klinika
Akanksha dysponuje wykwalifikowanym katem.
To, czy w macicy surogatki zagnieździło
się więcej zdolnych do życia zarodków można stwierdzić już w szóstym tygodniu
ciąży, ale wtedy serduszka dzieci są na tyle maleńkie, że trudno trafić w nie
strzykawką z trucizną, tak więc doktor Fedorscak sugeruje, że wyrok śmierci
wykonywany jest dopiero pomiędzy siódmym, a dziewiątym tygodniem.
Rachunek ekonomiczny biznesu produkcji
dzieci
Mala Wang-Naveen odwiedziła wiele klinik w
Indiach, które oferują usługi matek-surogatek norweskim parom oraz osobom
samotnym. Jak opisuje, wiele surogatek nie jest informowanych o tym, jak wiele
zapłodnionych komórek jajowych trafia do ich macicy.
Dyrektor jednej z klinik, Nayana Patel,
poinformowała dziennikarkę, że kiedyś wszczepiano nawet po cztery zapłodnione
komórki jajowe, ale teraz szpitale ograniczają się do trzech.
Mimo to jedna z surogatek przyznała, że
wciąż wszczepianych bywa więcej zarodków, w celu zwiększenia szansy przetrwania
ciąży i uniknięcia konieczności ponownego hormonalnego stymulowania surogatki.
Szpitale uważają, że ich postępowanie jest
nieszkodliwe i uzasadnione z medycznego punktu widzenia.
- Mamy osobę, która jest ekspertem w tej
dziedzinie i nigdy nie mieliśmy żadnych problemów - deklaruje dr Hitesh.
Inny lekarz, dr Yashodhara Matre z kliniki
Surrogacy India, niezwykle popularnej wśród norweskich par, mówi w rozmowie z
Malą Wang-Naveen, że klinika nie wszczepia więcej niż trzech zarodków, ale nie
jest wskazane, by - jeśli wszystkie trzy się zagnieżdżą - surogatka donosiła i
urodziła trójkę dzieci.
Powód implantowania większej liczby
zarodków jest bardzo prosty. Jest to powód czysto ekonomiczny:
Jeśli do macicy surogatki trafią trzy
zapłodnione komórki jajowe, szansa na utrzymanie się ciąży wynosi 50-53%. Przy
dwóch komórkach jajowych jest to tylko 35-40%.
Przerywanie ciąży mnogiej, jak przerywanie
warzyw na grządce
- Nie wszczepiamy więcej niż trzech embrionów na raz, ale
problem polega na tym, że ciężko jest spowodować, by ciąża u surogatki
utrzymała się. Lepiej jest zredukować potem nadliczbową ilość embrionów, niż na
starcie storpedować szansę zajścia w ciążę - tłumaczy doktor Yashodara Matre. -
A jeśli pozwolimy rosnąć aż trzem zarodkom, też sporo ryzykujemy: np. niską masę
ciała u nowo narodzonych dzieci lub to, że urodzą się jako wcześniaki.
Opisane powyżej podejście można by
określić mianem ogrodnictwa eugenicznego. Jest to nic innego, jak zastosowanie
w odniesieniu do ludzi (zarodki ludzkie to już ludzie!) metod hodowli warzyw na
grządce. Otóż warzywa w pewnym momencie trzeba "przerwać", tj.
powyrywać część z nich, by nie rosły za gęsto, a te które w ziemi zostaną,
miały więcej miejsca i dzięki temu urosły większe. Postępowej części ludzkości
nie wystarcza już zrównywanie ludzi ze zwierzętami, teraz przyszedł czas, by
dać im prawa równe prawom pietruszki.
Matre zapewnia rzecz jasna, że jeśli
rodzice, którzy zaangażowali matkę surogatkę, sprzeciwiają się przeprowadzeniu
"redukcji embrionów", zabieg mordowania zastrzykiem z chlorku potasu
nie będzie wykonany.
Norwegia - stan prawny
Norweskie prawo biotechnologiczne nie
zezwala na donację komórek jajowych ani na świadczenie usług surogatek w
Norwegii, jednak nie jest prawnie zabronionym bycie rodzicem dziecka,
narodzonego w wyniku donacji komórki jajowej lub urodzonego przez surogatkę. W
związku z tym Norwegowie, którzy chcą mieć dzieci w ten sposób, wyjeżdżają w
celu załatwienia sprawy za granicę, najczęściej właśnie do Indii, czasem do
USA.
Według danych podawanych przez portal
surrogati.no, w tej chwili w Norwegii mieszka około setki dzieci urodzonych przez
matki surogatki.
Jeśli chodzi o sam proces in vitro i
ewentualną późniejszą aborcję "nadliczbowych" zarodków, w Norwegii z
reguły wszczepia się kobiecie (matce biologicznej) tylko jedną zapłodnioną
komórkę jajową.
- Jedynie w szczególnych przypadkach, na
przykład kiedy kobieta jest w dość zaawansowanym wieku, wszczepiamy więcej
zarodków, ale nigdy aż trzy.
W związku z tym praktyka abortowania
nadliczbowych dzieci zdarza się bardzo rzadko. Według profesora Toma Tandbo z
Rikshospitalet praktykowane jest to jedynie wtedy, kiedy jeden z płodów jest
śmiertelnie zniekształcony.
Wokół pośrednictwa
pomiędzy norweskimi parami, a hinduskimi klinikami płodności zorganizowany jest
cały biznes.
Istnieją specjalne biura, które zajmują
się całym procesem: pomagają znaleźć odpowiednią surogatkę i/lub w razie
potrzeby dawców komórek jajowych i nasienia, pomagają zawrzeć umowę,
ubezpieczyć cały proces, organizują stronę medyczną, w razie czego zapewniają
pomoc prawnika lub psychologa.
Kiedy para zawiera kontrakt z biurem,
przygotowywana jest prezentacja na jej temat. Potencjalne surogatki oglądają
prezentacje i wybierają parę, której dziecko chcą urodzić. Następnie surogatka
i para spotykają się - często kilkukrotnie - by przyszli rodzice również mogli
zdecydować, czy dana kobieta będzie odpowiednim naczyniem, które przez 9
miesięcy będzie nosić dla nich dziecko.
Jeśli przyszli rodzice muszą skorzystać z
dawcy nasienia, komórek jajowych lub jednego i drugiego, zazwyczaj też mają
możliwość dokonania wyboru spośród kilku możliwości. Niektórzy dawcy są znani,
inni anonimowi, ale z reguły istnieje opcja, by jakieś informacje o dawcy
uzyskać, tak, żeby można było przekazać je później dziecku. Wiele osób stawia
jako warunek to, by dziecko po ukończeniu 18. roku życia miało możliwość
skontaktowania się z dawcą.
Większość Norwegów korzystających z usług
surogatki utrzymuje potem regularny kontakt z nią i jej rodziną. Często już
podczas pierwszego spotkania z przyszłą matką-surogatką ustala się, jak częsty
kontakt i w jakiej formie będzie ona mogła utrzymywać z urodzonym przez siebie
dzieckiem.
A ile kosztuje cała ta operacja (in vitro
+ noszenie ciąży i poród przez surogatkę)? Ceny wahają się od ponad 300 000 do
nawet 800 000 koron.
Indie ograniczą dostęp do surogatek?
Ministerstwo spraw wewnętrznych Indii
planuje zaostrzenie wymogów wizowych wobec osób, które przyjeżdżają do tego
kraju w celu skorzystania z usług surogatek.
Jeśli postulowane zmiany wejdą w życie, akceptowane
będą jedynie pary heteroseksualne z co najmniej dwuletnim stażem małżeńskim,
które będą w stanie okazać zaświadczenie, że korzystanie z usług surogatek jest
dozwolone w ich kraju macierzystym.
Norwegia oświadczyła jasno, że nie będzie
wystawiać takich zaświadczeń.
Jednocześnie dwa tygodnie temu rząd
zaproponował, by zdepenalizować korzystanie z usług surogatek w Norwegii.
Na podstawie: Aftenposten, surrogati.no, babyverden.no, dagen.no,
Aschehoug
piątek, 5 kwietnia 2013
środa, 3 kwietnia 2013
wtorek, 2 kwietnia 2013
Papież Argentyńczyk: „mamma mia!”
Tuż po wyborze papieża z Argentyny (a dokładniej mówiąc, z Wicekrólestwa La Platy) napisałem do jego rodaka, prof. Alberta Bueli, który jest jednym z największych współczesnych filozofów (zob.http://es.wikipedia.org/wiki/Alberto_Buela oraz naszą notę:http://www.legitymizm.org/spw-alberto-buela-lamas), z prośbą o wyrażenie opinii. Jego natychmiastowa odpowiedź była nader lakoniczna:
„Jest to człowiek, który zawsze angażował się na rzecz najbiedniejszych, i tak z pewnością będzie nadal, według kierunku zapoczątkowanego przez Pańskiego rodaka, Jana Pawła II. Jest duszpastersko postępowy, a doktrynalnie konserwatywny”.
Wszelako nazajutrz prof. Buela przesłał znacznie obszerniejszą wypowiedź, w formie artykułu, której tłumaczenie tu, za jego łaskawą zgodą, podaję.
za "Bibula pismio niezależne": http://www.bibula.com/?p=67418Według naszej niewspółmiernej samooceny (której nie będę teraz komentował) Argentyńczykami znanymi w świecie są: Maradona, Messi, [Juan Manuel] Fangio, [Carlos] Gardel, Perón, Evita, Ché Guevara, Borges i [żona następcy tronu Wilhelma Aleksandra] Maksyma [Zorreguieta Cerruti], księżna Niderlandów; obecnie dodajemy do nich Papieża. Ponadto jest to pierwszy papież amerykański1, aczkolwiek niektórzy niedouczeni dziennikarze utrzymują, że pierwszy nieeuropejski, ignorując św. Piotra i wielu innych.A zatem co to oznacza: najpierw dla naszego kraju, następnie dla Ameryki Południowej i ekumeny iberoamerykańskiej, wreszcie dla świata?Jak dobrze wiadomo, trudno jest przewidywać z pewną ścisłością, ponieważ znajomość przyszłości stała się wykluczona z chwilą, gdy okazało się, że taki dar oznacza otwarcie puszki Pandory. Z tym zastrzeżeniem i wiedząc, że będziemy mówić raczej jako philodoksos – miłośnicy mniemań, spróbujemy poczynić kilka spostrzeżeń.Dla Argentyny wybór na papieża jednego z jej synów stanowi zobowiązanie do większego zaangażowania katolickiego, zarówno jej narodu, jak i, zwłaszcza, rządzących nią. Jednakowoż trzeba zachować pewną proporcjonalność pomiędzy tym, kim jesteśmy, a tym, co mówimy o nas, kim jesteśmy. W przeciwnym razie należałoby uznać za prawdę stary dowcip, mówiący o tym, że najlepszym interesem na świecie jest kupić Argentyńczyka i sprzedać go za to, co mówi, ile jest wart. A dzisiaj wybór papieża Franciszka oznajmia, że Argentyńczycy są warci wiele. Wybornie, lecz jeśli tak jest, to my, jako naród i nasi rządzący, wszyscy, musimy podjąć działania, które nas wzniosą do tego poziomu szacunku, ku któremu nas wzywa desygnacja papieża naszej narodowości.W odniesieniu do Ameryki Południowej trzeba uwzględnić potencjał regionu, jako że doświadczenia, które papież wyniósł z tego regionu, czynią go uprzywilejowanym rzecznikiem ich potrzeb i interesów, nadto zaś z tej racji, iż posiada o nich wiedzę bezpośrednią, może być pośrednikiem i rozjemcą pomiędzy różnymi krajami regionu.W odniesieniu do całej ekumeny iberoamerykańskiej papież Franciszek ma wizję integracyjną w stylu Bolivara, San Martina i – bliżej nas – Perona, Vargasa oraz niedawno zmarłego Chaveza. Nie chcę przez to powiedzieć, że Franciszek jest peronistą, tylko że doskonale rozumie ten fenomen polityczny.Na ostatek, w odniesieniu do reszty świata, przypuszczamy, że zainicjuje wielką kampanię ewangelizacyjną w zamiarze odzyskania Afryki i byłych republik sowieckich dla Kościoła. I z pewnością upomni się o chrześcijan masowo mordowanych (105 000 w 2011 roku!), głównie w krajach mających rządy islamskie.Co się tyczy jego profilu kulturalnego, to jest jezuitą uformowanym w epoce pełnego wrzenia Soboru Watykańskiego II – to znaczy, kiedy rozpoczął się upadek ładu. Nie otrzymał prawie żadnej formacji teologicznej, tylko raczej socjologiczną, zgodnie z wytycznymi zakonu w tym czasie, iż duchowny nie musi „czynić tego, co święte”, lecz winien „walczyć i być aktywnym politycznie”. Jezuici przekształcili się w socjologów raczej niż księży. Stąd też zakon opustoszał zaledwie w ciągu dekady. Kiedy ojciec Bergoglio był prowincjałem zakonu (1973-1979), przekazał zarządzanie jezuickim Uniwersytetem Zbawiciela protestantom (Pablo Franco, Oclander i inni), podczas gdy sam zajął się doradztwem duchowym i politycznym w ugrupowaniu Żelazna Gwardia, które stało się rodzajem argentyńskiego wsparcia dla RuchuComunione e Liberazione – ugrupowania polityczno-religijnego dwugłowego: liberalizującego w Argentynie, a konserwatywnego we Włoszech.Dziś w Buenos Aires wszyscy rabini i żydzi bez wyjątku świętują jego wybór na papieżaJego wybór jako Pater inter pares – czego akrostych tworzy słowo Papa – przynosi uspokojenie Kurii Watykańskiej, ponieważ Franciszek jest dzieckiem Włochów i ze strony matki, i ojca, oraz urodzonym i wychowanym w Buenos Aires, tym wielkim mieście, o którym można wykrzyknąć za mediewistą Franco Cardinim: „najbardziej włoskie miasto na świecie” (la piu grande citá italiana del mondo). Oznacza to, że możemy mówić o „braterskim kuzynie” Włochów. Jednocześnie jego serdeczna więź (niepozbawiona patosu) z argentyńską wspólnotą żydowską – najliczniejszą po Izraelu – upewnia Watykan, że ze strony Franciszka nie grozi nic „rdzennie katolickiego”. Dziś w Buenos Aires wszyscy rabini i żydzi bez wyjątku świętują jego wybór na papieża. Wyjąwszy przypadek dziennikarza Horatio Verbitsky’ego, zawodowego oszczercy i zarządcy „selektywnych praw człowieka” w rządzie [Nestora] Kirchnera.Jako arcybiskup Buenos Aires i jako kardynał – prymas okazywał zawsze predylekcję dla ubogich podług linii Jana Pawła II i Ratzingera. Jednocześnie dzielił z nimi ortodoksję w niektórych kwestiach. I na tym urzędzie przeciwstawiał się zawsze rządowi neoliberalnemu [Carlosa] Menema oraz socjaldemokratycznemu [Nestora i Cristiny Fernández] Kirchnerów. Konfrontacja z tymi ostatnimi była i jest bardzo mocna, nie tyle z powodów ideologicznych – bo nie należy zapominać, że obie strony nazywają się postępowymi – ile w tym, co dotyczy dwóch różnych osobowości (jednej świeckiej i drugiej religijnej), które wierzą, że są autentycznymi rzecznikami ludu.Czego zatem możemy się spodziewać? Tego, że Franciszek będzie podążał szlakiem wyznaczonym przez Vaticanum II, Jana Pawła II i Benedykta XVI bez większych niespodzianek. Centrum Kościoła pozostanie nadal Rzym, lecz jego córką umiłowaną nie będzie już Europa, lecz Iberoameryka, którą zamieszkuje największa liczba katolików na świecie.Dziś wszystkie ośrodki władzy światowej i „gadatliwi analfabeci” (dziennikarze), ich agenci, żądają, żeby Kościół zmienił wszystko, aby ukończyć przekształcanie się w jedną z wielu „religii politycznych”, jakimi są liberalizm, socjaldemokracja, marksizm i nacjonalizmy. I godne pożałowania jest to, że świat katolicki uznaje to za niezbędne, zapominając, że chrześcijaństwo jest przede wszystkim nauką o zbawieniu, a nie nauką społeczną.A co z tym, co święte, ze świętością Kościoła, actio sacra, pragnieniem uświęcania ludzi, usuwaniem Boga, zmierzchem transcendencji?Ach, nie! To za duże wymagania wobec argentyńskiego papieża.Alberto BuelaPrzeł. Jacek Bartyzel
1 Upraszam, aby nie mówić więcej „latynoamerykański”, co jest grubym błędem pojęciowym. „Latynami” są tylko ci z Lacjum we Włoszech. My w Ameryce jesteśmy Hispanoamerykanami, Iberoamerykanami, Indoiberyjczykami, Indianami lub po prostu Amerykanami. Ale nie Latynoamerykanami, co jest wynalazkiem oszukańczym, podstępnym i, zwłaszcza, mającym nas wynaturzyć
.
niedziela, 31 marca 2013
Niedziela Wielkanocna
Bądź uwielbiony nasz Zbawicielu!
Nasz Wybawco, nasza Radości, nasza cała Nadzieja!
Alleluja! Chrystus Zmartwychwstał!
Życzymy wszystkim naszym czytelnikom
wielu łask od Jezusa Zmartwychwstałego.
Redakcja, Wielkanoc AD 2013
czwartek, 28 marca 2013
Wielka Sobota - Całun Turyński w tv
Jeszcze przed zakończeniem pontyfikatu Benedykt XVI zrobił wiernym cenny dar, zezwalając na telewizyjne wystawienie Całunu Turyńskiego. Ponieważ właścicielem tej relikwii jest Stolica Apostolska, każde jej wystawienie wymaga autoryzacji Papieża. W telewizji będzie można zobaczyć z bliska Całun po raz drugi w historii od 1973 r., a od tego czasu technologia poszła znacznie naprzód. Obraz będzie w wysokiej rozdzielczości, dostępny także dla smartfonów.Za "Gościem Niedzielnym" informujemy, że Całun można jednak będzie zobaczyć za pośrednictwem videotransmisji, link podany w: http://gosc.pl/doc/1500029.Calun-Turynski-
http://www.sindone.org/santa_sindone/intro_page/00033781_Intro_Page.html
Za Portalem Prawy.pl podajemy, że Telewizja Polska nie postarała się o prawa do transmisji z Turynu. Na pytanie portalu prawy.pl o możliwość transmisji, Zespół Prasowy TVP S.A. odpowiedział: „z uwagi na to, że RAI robi własny program z tego wydarzenia, a w ofercie EBU wciąż nie ma międzynarodowego sygnału z wystawienia Całunu, jeśli tylko pojawi się możliwość pobrania sygnału i zostanie on umiędzynarodowiony, to oczywiście możemy pokazać wydarzenie w TVP Info.”http://www.sindone.org/santa_sindone/intro_page/00033781_Intro_Page.html
Subskrybuj:
Posty (Atom)








