piątek, 26 grudnia 2008

BOŻE NARODZENIE


W te błogosławione Dni życzymy wszystkim Pokoju Chrystusowego, płynącego z podążania za Prawdą, Jasności w sercu, umyśle, woli... niech Boże Dzieciątko, maleńkie, ciche i dobre, uczy nas chrześcijańskiej cnoty, niech nas uwolni od ciężaru materializmu, a da radość płynącą z czystości intencji, dobrych uczynków, prostoty, szczerości, odważnego i skromnego wyznawania naszej Wiary. W dniu św. Szczepana módlmy się o miłość do nieprzyjaciół Chrystusa, i o ducha apostolskiego. Abyśmy umieli prosić, by Bóg wybaczył wielu ich grzechy i pomógł zmienić na lepsze życie... A dziełom Tradycji życzmy wzrostu, przede wszystkim duchowego...

A do stajenki idźmy z Matką Bożą, radośnie, skromnie, ufnie.

niedziela, 14 grudnia 2008

III Niedziela Adwentu


Dziś Ewangelia Święta wspomina postać św. Jana Chrzciciela, o którym Zbawiciel powiedział, że wśród ludzi nie narodził się większy, niż on... pytając też, co tłum zgromadzony przed Nim chciał zobaczyć na pustyni, jaka ciekawość pchała go na piaski, bo przecież nie po to tam szli, aby oglądać trzcinę chwiejącą się na wietrze albo człowieka w miękkim, pięknym ubraniu, takiego, który najczęściej przyciąga spojrzenia. Święty Jan był człowiekiem o wielkim, jakby to dziś ktoś powiedział, "magnetyzmie", a jaka jest prawda? Miał od Boga wielki dar, dar płynący z tego, że już w łonie św. Elżbiety został uświęcony. Poruszenie, o którym mówi Ewangelia, w chwili słów Najświętszej Dziewicy, Ojcowie Kościoła zgodnie uznają za znak łaski, przez którą małe, nieobdarzone jeszcze rozumem dziecko, rozpoznało swojego Boga. Dziwne tajemnice... a co mówi o św. Janie inny wielki święty, Augustyn? Pisze on o różnicy między światłem Jana Chrzciciela, będącym odblaskiem Światła Bożego, a Źródłem tego Światła, którym jest sam Bóg i Bóg Wcielony, Chrystus. A gdzie znajdziemy to prawdziwe Światło, nie myląc "przyjaciela oblubieńca" z samym Oblubieńcem, nie myląc ludzi, nawet świętych, z samym Bogiem? Oto co mówi święty Augustyn w swoim kazaniu o Ewangelii wg św. Jana, nr 2, §5-7

"A gdzież jest samo Światło? « Światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, na świat przychodzącego » ? (Jan 1,9) Skoro oświeca każdego człowieka, oświeciła też Jana, przez którego chciała się okazać... Przyszła do ułomnych umysłów, do zranionych serc, do dusz, których oczy były chore..., do ludzi niezdolnych, by Ją ujrzeć bez pośredników. Okryła Jana swoimi promieniami. Wyznając, że sam został opromieniony Jej blaskiem, Jan daje poznać Tego, który oświeca, który opromienia, który jest źródłem wszelkiego daru."



Pomódlmy się dzisiaj za kapłanów - będących szczególnie powołanych, by być odblaskiem Boga... i za nas samych. Byśmy jaśnieli chrześcijańską radością, prostotą, Bożym Światłem.

OBRAZ:
Godfried Schalcken (1643-1706), Salomé z głową św. Jana Chrzciciela, ok. 1700
Olej na płótnie, Muzeum sztuk pięknych w Montrealu. Widać na tym obrazie zadowolenie córki królowej niosącej głowę Proroka, jeszcze roznegliżowaną po tańcu, kiedy to władca nieopatrznie obiecał zepsutej dziewczynie wszystko, czego zapragnie, ulgę w oczach kata, niepokój służącej, może jej wyrzuty sumienia. Na niebie świecą gwiazdy, tylko płomień świecy ukazuje smutek, dramatyzm tej chwili... podobnie dziś wielcy i ważni tego świata odwracają się często od Światła Ewangelii... ale są też dusze proste, które się nawracają. Święty Jan do nawrócenia wzywał króla, ale to nie władca się nawrócił dzięki jego śmierci...

wtorek, 9 grudnia 2008

GDYNIA - wizyta ks. N. Pflugera

Zdjęcie: pielgrzymka Bractwa do Lourdes, 25 - 27 X 2008
autor: P. W.


Ksiądz Niklaus (Mikołaj) Pfluger urodził się 3 listopada w Oensingen
(Szwajcaria). Do seminarium wstąpił w 1978 roku, święcenia otrzymał sześć lat później. Po roku spędzonym w przeoracie w Oberriet został przeorem w Bazylei w latach 1985 - 1989. Przełożonym dystryktu Szwajcarii mianowano go w 1989 roku, pieczę nad seminarium w Zaitzkofen objął w 1991 roku. W 1998 roku wrócił na stanowisko przełożonego dystryktu Szwajcarii. Od 2004 roku jest przełożonym dystryktu Niemiec. Od lipca 2006 roku jest Pierwszym Zastępcą (inaczej Asystentem) Przełożonego Generalnego Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X.

źródło: http://www.laportelatine.org/international/maison/maison.php



W piątek 5 grudnia kościół p/w Niepokalanego Serca Maryi jak zawsze napełnił się grupką wiernych, chcących uczcić pierwszy piątek miesiąca. Tym razem jednak, oprócz Różańca i Mszy świętej, której towarzyszył śpiew, odbył się również wykład dotyczący sytuacji w Kościele, a szczególnie sytuacji Bractwa św. Piusa X, nadziei na przyszłość, pytań, jakie Bractwo sobie stawia i odpowiedzi, których Przełożeni szukają na modlitwie, w mądrości Kościoła, ale także, po prostu, we wspólnych rozmowach toczonych w serdecznej, aczkolwiek pełnej troski atmosferze.

Zastępca J. E. bpa Fellaya przypomniał pokrótce historię arcybiskupa Lefebvre'a, jego pragnienie zachowania dla Kościoła wielkiego skarbu, jakim jest katolickie kapłaństwo. Przypomniał trudne okoliczności sakr, dramatyczny spór, toczony aż do samej chwili wydarzeń, których dwudziestolecie obchodzimy. Wydarzeń, które stały się początkiem rozdziału zdań nie tylko z Rzymem, ale i w łonie samego ruchu Tradycji. Wielu z tych, którzy szli z arcybiskupem ramię w ramię, obiecali mu szacunek, ale postanowili szukać własnej drogi zachowania tradycyjnej liturgii, nauczania nieskażonego depozytu wiary czy reguły zakonnej. Odchodzili z bólem serca, przekonani, że gest niemłodego już arcybiskupa nie może być przez nich zaakceptowany.

Wielki spór na linii Rzym - Econe nie gasł, i trwa nadal. Ale od gniewu i wytykania palcami dyplomacja rzymska przeszła do woli pojednania. Pojednania w imię wielości, zgodnie z obecną filozofią naszego obecnego Ojca Świętego, Benedykta XVI, widzącego w nauce Soboru Watykańskiego II kontynuację wielowiekowej Tradycji Kościoła. Zmarły już Ojciec Święty Jan Paweł II mówił raczej o nowej epoce w dziejach Kościoła, o rozdziale między "trydencką" a "nowosoborową" epoką, teraz mamy do czynienia z zacieraniem granic, które chciano za poprzedniego pontyfikatu tak bardzo podkreślić, przypominał ks. Pfluger.

Stoimy więc wobec sporu nie tylko teologicznego, ale i filozoficznego, jakby to powiedzieli również Ojcowie Soboru - pastoralnego, bo takim zadeklarowało się zgromadzenie biskupów odbyte jeszcze przed reformą liturgii, zgromadzenie owiane atmosferą entuzjazmu i radości. Cel był prosty: przybliżyć wiernym wiarę. Uczynić Kościół i liturgię bardziej dostępną. Środki wybrane przez ojców Soboru były jednak przedziwne: zmiany definicji, używanych od lat, zmiany na nowe, inne, jak mówiono, prostsze... żeby nie powiedzieć - uboższe, w treść. Taką obawę żywił nie tylko arcybiskup Lefebvre. Kościół z "Mistycznego Ciała Chrystusa" stał się po prostu "Ludem Bożym", Msza święta z Ofiary, odnowienia Kalwarii, stała się "zgromadzeniem Ludu Bożego". W Polsce, a nawet we Włoszech, pobożność nie słabła tak szybko jak w innych krajach Europy Zachodniej. A może raczej nie zmieniała od razu oblicza na bardziej "na luzie". Zaczęto przychodzić do kościoła nie po to, by się pomodlić, ale aby się spotkać. To jednak prawda, że nie wszędzie, że są teraz miejsca, jak choćby katedra w Mediolanie, gdzie grupki wiernych spokojnie i pobożnie wysłuchują nowej mszy. Chociaż niestety słowa konsekracji, mimo próśb samego Rzymu, wypowiadane są według błędnego tłumaczenia...

Co jednak w Bractwie? Przełożeni z pokorą czekają na znaki Opatrzności, które pozwolą zasiąść z Rzymem do rozmowy o wierze... przedziwne pragnienie, powie niejedna osoba. Tym niemniej nawet dziecko ma obowiązek bronić swojej wiary po bierzmowaniu... wyznawać ją i dawać jej świadectwo. Rzecz jasna nie każdy wierny będzie z Rzymem rozmawiał, ale zatroskani o los Kościoła biskupi i kapłani mają do tego prawo, a nawet obowiązek. Stoimy przed trudną sytuacją, przed pytaniem zadawanym przez wielu: czy Kościół może się mylić? Czy ryt Kościoła, za który uznaje tak wielu Novus Ordo Missae, może nie być rytem Kościoła i źródłem łask? Czy Sobór, witany z tak wielką radością przez biskupów i samego Ojca Świętego, wprowadzany w życie przez ukochanego przez Polaków Papieża, może być przyczyną zła?

O duchu Soboru napisano już tak wiele,że nie będziemy tutaj do tego wracać. Artykuły na ten temat są ogólno dostępne, tak w źródłach samego Watykanu, na łamach prasy katolickiej, jak i w publikacjach krytycznych Bractwa. Podsumowaniem pozycji Tradycji jest chociażby książka "Oni jego detronizowali" (albo: "Zabrali Mu koronę") czy "List otwarty do zakłopotanych katolików" arcybiskupa Lefebvre'a, pisany dawno, ale w swoich ogólnych zarysach, (nie szczegółach, bo kontekst historyczny się zmienił), dość przystępnie zarysowujący problem.

Módlmy się za Kościół, pokornie i z prostotą, dołączmy się do Krucjaty Różańcowej w intencji odwołania dekretu ekskomuniki, módlmy się w intencjach Ojca Świętego.

Módlmy się za kapłanów, aby wierzyli w Ciało Chrystusa, obecne prawdziwie i substancjalnie w ich dłoniach podczas Mszy świętej, gdy łączą się z Kościołem i pragną czynić to, co Kościół czynił od samego początku: sprawować jedną nieskalaną Ofiarę, od wschodu do zachodu słońca, jak mówi Proroctwo, którego wypełnieniem jest Kalwaria, ale i każda Msza święta. Ofiara czysta i nieskalana, źródło bijące w samym sercu Kościoła. Bijące dla Chwały Boga, ale i dla wszystkich tych, którzy do tego źródła przychodzą. Aby stać się lepszymi dla Boga, lepszymi dla innych... "dobrą wonią Chrystusa"...

czwartek, 4 grudnia 2008

CI NAJMNIEJSI...

Jednym z uczynków miłosiernych jest dobrze radzić tym, którzy błądzą... A jak możemy to uczynić? Jak się zachować wobec jednego z tych wielkich nieszczęść dzisiejszych czasów, jakim jest ABORCJA, grzech wołający o pomstę do nieba...



CI NAJMNIEJSI...


To, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście uczynili...

Pan Jezus biorąc dzieci na kolana...



Kiedy mówimy o aborcji, budzimy emocje. Z jednej strony gniew jej przeciwników, z drugiej złość i smutek zwolenników i zwolenniczek. Bądźmy szczerzy, to nie jest prosty temat, i każdy ma swoje "argumenty". Stojąc po stronie Prawdy, mamy jednak obowiązek wsłuchać się w to, co płynie z serc, które wyznają błąd. Nie po to, aby ten błąd przyjąć... ale aby mieć miłosierdzie. Pewnego rodzaju mgła w sercu może być źródłem wielkich grzechów. Skąd przychodzi ta mgła, tego nie dociekniemy, jej źródłem jest wiele czynników, o których tutaj nie sposób mówić. Dość, że sumienia we mgle błądzą, i aby je zbudzić, nie jest potrzebny gniew, ale prawda i modlitwa. I wielka skromność ze strony tych, którzy tę prawdę niosą...

Przypomnijmy, że aborcja jest grzechem, grzechem niewątpliwie ciężkim, jest zamachem na ciało dziecka, na ciało samej kobiety, na cel zawodu lekarza, który ją wykonuje, ale przede wszystkim na duszę maleństwa, które rośnie w łonie matki. Nie będziemy opisywać sposobu tego procederu, wielu o tym już wie. Skupmy się na tym, że życie dziecka jest darem, jest decyzją Boga o poczęciu się nowego życia. Nie nam decydować o tym, co z tym jakże delikatnym życiem się stanie. Kobieta jest stworzona do macierzyństwa, nawet jeśli matką nie zostaje, jest w niej zawsze część matczyna, ciepła, pragnąca dawać schronienie, opiekę, zapewniać bezpieczeństwo, towarzyszyć dziecku w jego rozwoju, pomagać mu w nim, zachęcać do tego, być przykładem i pomocą w podejmowaniu dobrych decyzji. Zamach na życie własnego dziecka burzy to, co w niej i naturalne, naturalne jako zgodne z jej wyjątkowym darem, i przede wszystkim Boże... jaki smutek, jaki gniew, jaka rozpacz mogą być źródłem takiej decyzji? Muszą to być uczucia skrajne, uczucia złe, niszczące... bo ich owocem jest zadanie komuś śmierci.

Zapytajmy się o smutek, smutek z różnych powodów. Niechciane dzieci, a raczej dzieci, których nie pragnie się po prostu całym sercem, to często owoc błędu, albo może nieszczęścia. Zapaleni przeciwnicy aborcji powiedzą - grzechu. Powstrzymajmy się jednak od tego osądu, spróbujmy spojrzeć pokornie. Więc jakaś kobieta oczekuje dziecka, może w wyniku zdrady, może jest młoda, i właśnie świat wydaje się walić pod stopami. Może musi się rumienić z powodu upokorzeń związanych z ciążą, może nawet w domu nie słyszy nic dobrego, tylko wyzwiska. Może "dobrzy ludzie" podpowiadają jej, jak rozwiązać problem. Może jest kobietą nowoczesną, elegancka sukienka, modny makijaż, życie z zegarkiem w ręku i na dziecko "brak czasu". Ten ostatni przypadek chyba jest najsmutniejszy, ale niestety pewnie coraz powszechniejszy. Cokolwiek pcha młodą kobietę w przygnębiające lub złe myśli, nie jest to niczym dobrym dla niej. A z pewnością dla dziecka staje się zagrożeniem... wystarczy jeszcze lekarz, za drzwiami gabinetu, do którego nikt przecież nie wchodzi, i są to wszelkie rzeczy, które ciągną do takiej decyzji. Dziecka można nienawidzić, bo rośnie, i nie ma się na to wpływu, można rozpaczać, że się mu nie zapewni przyszłości, można słyszeć w duchu przykre słowa wypowiedziane przy okazji. Ale...

Wróćmy do rzeczywistości. Bo byliśmy w świecie uczuć, po trochu, a po trochu okoliczności. Przyszła mama żyje w naszym wieku, w którym na szczęście nie zabija się nieślubnych dzieci. O ile kiedykolwiek tak było, ale o tym rozsądzą historycy, nie ja. Każdy ma w swoim otoczeniu przynajmniej jedną życzliwą osobę, i zazwyczaj się dąży do takich osób. I trzeba do nich iść. Taka mama powinna więc trzymać się tych, którzy życzą jej i jej dziecku dobrze. Dziecko można oddać. Wielkie dyskusje na temat niemoralności takiego postępowania odłóżmy na bok. Na pewno nie jest niemoralne przekazanie opieki nad swoim maleństwem komuś innemu, o ile żadne inne rozwiązanie nie jest możliwe. Taka mama powinna to wiedzieć i w to wierzyć. Jest to z pewnością trudne, bolesne, ale lepsze niż szukanie rozwiązania w ginekologicznych narzędziach zbrodni. Nie będziemy tutaj również pisać o tym, że najlepszym rozwiązaniem byłoby życie w czystości, bo to truizm, i nic nie pomoże w sytuacji, kiedy niewiasta w ciąży już jest. Grzesznica, wytkną ją palcami niektórzy. Zostawmy im ich wytknięte palce, my raczej nasze dłonie zachowajmy przy sobie, bez głupiej gestykulacji. Za mamę należy i można się modlić (gdyby ktoś w to wątpił), a zamiast plotek raczej należy dobrze o niej mówić, bez przesady oczywiście, nie jest z pewnością święta, ale nie jest też potworem w ciąży. Niby oczywiste, ale nie dla wszystkich. Mama powinna znaleźć pracę, jeśli jej nie posiada (nie jest to proste, zatrudnienie kobiety w ciąży wiąże się z niesamowitymi trudnościami) - ale nie wymagajmy od niej cudów. Powinna przynajmniej wierzyć, że na każdym kroku jej życia czeka pomoc...

Ktoś powie - to głupie rady w naszej ekonomicznej sytuacji. Problem jest głęboki, natury moralnej, należy do niego podejść w taki sposób. Padre Pio jednak problemy natury moralnej radził rozwiązywać na sposób praktyczny. To znaczy nie MYŚLĄC o problemach, ale DZIAŁAJĄC w rzeczywistości. Gdy ktoś jest głodny, należy dać mu jeść, mówi Pan Jezus, nie głosić mu kazania. Gdy mama boi się przyszłości, powinna tę przyszłość zacząć budować po swojemu, a raczej po Bożemu, w codziennych sprawach. Iść po zakupy, sprzątać dom, myśleć o ubrankach dla dziecka. Przede wszystkim o jego duszy, rzecz jasna. Ale i o tym, co trzeba robić teraz, jak zmieniać życie na bieżąco, a jak zmienić je po narodzinach.

Kościół naucza, że dusza maleństwa istnieje od pierwszej chwili, kiedy się poczęło. Zostawmy na boku teologiczne spory na ten temat. Zaufajmy temu, co mówi Kościół. Co mówi teraz. Dusza jest pięknym obrazem Boga. Święta Teresa widziała ją na kształt kuli z kryształu, albo duchowej twierdzy. Dusza dziecka w łonie matki ma jeszcze na sobie znamię grzechu pierworodnego, jeszcze nie zdobi jej blask Łaski, ale jest przeznaczona do tej chwili, gdy się będzie cieszyć Bogiem. Została stworzona dla Boga... dlaczego mielibyśmy nie pozwolić jej żyć, istnieć, rosnąć? Dlaczego matka miałaby nienawidzić tego daru, który w niej jest, daru życia? Nawet gdyby był owocem grzechu, powinna wierzyć, że o ile żałowała, poszła do spowiedzi, jej pokutę i łzy będą miłe Bogu. O tym mówią wszystkie Psalmy. I to, co było przekleństwem, może stać się błogosławieństwem...

Zabijanie niemowląt to wielki grzech, ściągający na siebie karę Boga, i gniew przeciw życiu dziecka wraca do tego, kto ten gniew żywił, bo Bóg mści niewinnych... Ale jest też Bogiem przebaczenia i nawet taki grzech wybacza. Ktoś powie - to potworne, to niemożliwe... Nie sądźmy jednak, abyśmy nie byli sądzeni. Umiejmy rozróżnić dobro od zła, ale i powstrzymajmy się od Sądu, który może odbyć jedynie Bóg.

Co powiedzieć o tym wielkim nieszczęściu, o społeczeństwie, które na niego pozwala, o naszych czasach? Chyba lepiej nic nie mówić, bo niewiele to zmieni. Znakomita większość z nas może za to w codziennym życiu, w zetknięciu z prawdziwą sytuacją, mądrze postąpić. A mamom, przyszłym mamom, życzmy DOBRZE. Po ludzku, w tym znaczeniu tego słowa, które jest najbliższe Sercu Boga, i po katolicku. Zwyczajnie i prosto, nie jak zbyt przejęty, młody i niedoświadczony ksiądz z ambony. Który, gdy głosił kazania, wywoływał strach i migreny. Oraz cofanie się wszystkich pod chór. Ale to tylko smutna bajka, i to dosyć stara.

czwartek, 27 listopada 2008

NOWA STRONA INTERNETOWA




Z Łaską Bożą i pod czułą opieką Maryi udało się nam jednak stworzyć nową domenę i to na niej zapraszamy do naszego osiemnastego numeru. Więc pod tym adresem będzie można czytać nasze skromne teksty.

W numerze 18 przeczytać można o najpiękniejszej Tajemnicy, jaką jest Msza święta, a dokładnie o sposobach jej słuchania, o myślach, jakie mogą i powinny nam towarzyszyć. Poświęciliśmy temu dwa artykuły. Artykuł o modzie przypomina o zdrowym rozsądku wobec tyranii, jaką narzuca nam często świat, tyranii będącej kultem ciała. Katolicka odpowiedź na to jest skromną dbałością o siebie, prostą, godną, ale nie przesadzoną. Niezwykle cenne spostrzeżenia zawiera artykuł o zagrożeniach płynących z mediów, muzyki, mody, o smutnych faktach nieczystości i okultyzmu.

Wobec tej fali nie zapominajmy o dziękczynieniu za każde dobro, płynące z góry, od Boga, o ufności w Bożą Moc. Pamiętajmy o promieniach płynących z dłoni Niepokalanej - rozświetlających mrok. Módlmy się za dusze, stworzone na obraz Boga, dla Niego. Miejmy nadzieję, do końca, na nawrócenie i pamiętajmy też, żebyśmy nie nazywali nieczystym tego, co Bóg uczynił czystym, to znaczy nawróconych grzeszników... nade wszystko nie sądźmy, abyśmy nie byli sądzeni, ale płaczmy cicho i bez złośliwej satysfakcji nad stanem tylu dusz. Przyjrzyjmy się też własnej duszy... najmniejszy grzech jest źródłem wielu nieszczęść. Każdy grzech jest odwróceniem się od Boga. Ale i każdy dobry uczynek źródłem dobra. Jak mówi święty Maksymilian, nie tylko dostrzegajmy zło, ale dążmy do dobra.

Zapraszamy serdecznie na stronę: http://katoliktradycji2008.googlepages.com/home

Cześć Niepokalanej!

niedziela, 16 listopada 2008

ZDJĘTO PORTRET...

W kościele Świętej Trójcy w Gdyni-Dąbrowie usunięto z nawy bocznego ołtarza portret Jana Pawła II. Stało się tak na polecenie Kurii Metropolitalnej w Gdańsku, która z kolei otrzymała taki nakaz z samego Watykanu -czytamy w dzienniku "Polska". Wizerunek papieża wisi teraz na jednej ze ścian świątyni, ale w sporej odległości od ołtarza. Bezpowrotnie zniknął towarzyszący mu napis: "Ojcze Święty, módl się za nami".

Portret zdjęto za sprawą Stolicy Apostolskiej. Do Rzymu dotarł bowiem list ze skargą, że w gdyńskim kościele obraz Jana Pawła II zawisł wbrew przepisom prawa kanonicznego. - Nie chcę rozmawiać na ten temat - ucina proboszcz parafii Świętej Trójcy w Gdyni-Dąbrowie, ks. Marek Boniewicz. - Ten portret wisiał tu od dwóch lat, proszę o nic więcej nie pytać.


Interwencję zwierzchników potwierdza ksiądz prałat dr Stanisław Zięba, kanclerz Kurii Metropolitalnej w Gdańsku, choć nie chce rozmawiać o tym, skąd Kuria otrzymała informację. - Kuria słusznie zareagowała - mówi ksiądz Zięba. - I nawet nie chodzi o to, że wizerunek papieża wisiał przy ołtarzu, a głównie o to, że zgodnie z przepisami prawa kanonicznego nie można pod wizerunkiem Ojca Świętego umieszczać słów "módl się za nami", dopóki nie zostanie beatyfikowany lub kanonizowany. Kultu nie można oddawać żadnemu zmarłemu człowiekowi przed jego beatyfikacją lub kanonizacją - dodaje ks. Zięba.

Takiego samego zdania jest ks. prałat Sławomir Oder, postulator procesu beatyfikacyjnego Jana Pawła II. Pytany przez Radio Watykańskie powiedział, że przed beatyfikacją dozwolone są jedynie formy kultu prywatnego, a więc indywidualne przedstawianie próśb, natomiast niedopuszczalne są jakiekolwiek formy kultu publicznego jak wystawianie ołtarzy, obrazów wskazujących na świętość jego osoby. Inicjatywy takie mogą stać się przeszkodą w procesie.

(kab, mj)

czwartek, 6 listopada 2008

W obliczu śmierci...

Listopad jest miesiącem modlitwy za zmarłych, a dokładniej - za dusze cierpiące w Czyśćcu. Nasza modlitwa za nie wznosi się wraz z pięknymi słowami z Mszy żałobnej, którą kapłani często w tym miesiącu odprawiają: De profundis clamavi ad Te, Domine, Domine, exaudi vocem meam... Z głębokości wołam do Ciebie Panie, Panie wysłuchaj mego głosu. Dusze cierpiące w Czyśćcu wołają istotnie z wielkiej głębokości, głębokości miejsca, w którym ogień je oczyszcza, jak oczyszcza się złoto, ale i z głębi własnych dusz, istnień, które wiedzą już, ze zostały zbawione, że kiedyś połączą się z Bogiem na zawsze. Nasza modlitwa, refleksja, ofiara za nie są dobrymi uczynkami, o których mówi Zbawiciel. Przypomnijmy sobie piękną historię Tobiasza, nagrodzonego z swoją troskę o zmarłych, przypomnijmy sobie dbałość tych, którzy byli przy śmierci Chrystusa, o jego pogrzeb, o jego grób. Jest to dla nas przykład, jak mamy dbać o mogiły bliskich, i jak w sercu zachować wiarę w Zmartwychwstanie.

Bo przecież Kościół, składając ciało w ziemi, z której Bóg stworzył Adama, śpiewa: Niech Aniołowie prowadzą cię do raju. Światłość wiekuista niechaj im świeci...

Żyjmy nadzieją na zmartwychwstanie, wiedząc jednak, że musimy uciec się do źródła Łask, jakim jest Msza święta, odnowienie mistyczne Chrystusowego Całopalenia. Nasze grzechy połóżmy w Jego Krwi, jak i grzechy zmarłych, aby ta Krew stała się dla nich, jak mówi tekst Mszy, źródłem ochłody i odpoczynku.


GREGORIAŃSKI CHORAŁ:

Msza św. za zmarłych

Introit

środa, 20 sierpnia 2008

Pielgrzymka na Jasną Górę

14 sierpnia 2008 r. w godzinach porannych dotarła na Jasną Górę XIV Międzynarodowa Pielgrzymka Tradycji Katolickiej zorganizowana przez Bractwo Kapłańskie św. Piusa X. Poranne godziny wejścia do klasztoru, którym towarzyszył względny spokój, były nagrodą za trud blisko 10-dniowego marszu, choć zaczął się on straszliwą burzą. Ale Matka Boża błogosławiła dobrą pogodą, łaskami, gorliwością modlitwy i życzliwością mieszkańców wiosek. Mijane kościoły były otarte dla pielgrzymów, a i stosunek miejscowego duchowieństwa zdawał się być cieplejszy. Goście z Niemiec, Szwajcarii, USA, Francji, Czech, Łotwy i Białorusi razem z Polakami wysoko trzymali sztandar Krzyża ku chwale prawdziwego Boga.

inf. własna
Piotr Błaszkowski
"Katolik Tradycji Przegląd Prasy"

środa, 16 lipca 2008

Msza Święta...



Krwi Chrystusa, która poisz i oczyszczasz dusze
w Eucharystii, wybaw nas!
Posted by Picasa

Gdynia, podczas Mszy św.

Posted by Picasa

sobota, 12 lipca 2008

Ultimatum ciąg dalszy

Znamy już prawdziwe warunki postawione Bractwu przez Rzym. Są one dość ogólne i polegają na uznaniu przez Bractwo autorytetu Ojca Świętego czy nie stawianiu się ponad Magisterium. Rzecz doprawdy dla Bractwa oczywista. Biskup Fellay odpowiedział już na wystosowane ultimatum i potwierdził, że Bractwo oczywiście uznaje autorytet Ojca Świętego i nie zamierza ustanawiać niezależnego magisterium. Należałoby jednak zauważyć, że to pewnego rodzaju curiosum - gdyż to Sobór Watykański II postawił się ponad prawie dwutysiącletnim Magisterium Kościoła Katolickiego, a nie Bractwo. Logiczny porządek został więc odwrócony w tym ultimatum do góry nogami. Nie pierwszy raz zresztą obecne autorytety watykańskie mają na bakier z logiką.

Módlmy się jak zawsze w intencji Kościoła i Bractwa. Królowo Kościoła Świętego, módl się za nami!

Oto oficjalne stanowisko Bractwa z informacyjnego serwisu Bractwa, DICI:

4 czerwca 2008 roku, na prośbę kardynała Dario Castrillóna Hoyosa, prefekta Papieskiej Komisji Ecclesia Dei, przełożony generalny Bractwa Świętego Piusa X, bp Bernard Fellay, udał się do Rzymu wraz ze swoim drugim asystentem, księdzem Alanem Markiem Nély.

W czasie spotkania zostało mu przedstawione memorandum w formie ultimatum, z wymogiem odpowiedzi na koniec czerwca. 23 czerwca, wbrew zwyczajom, włoski dziennik Il Giornale zdradził istnienie tego ultimatum i podał jego zawartość następnego dnia w swoim wydaniu internetowym. Informację w następnych dniach powtarzała cała międzynarodowa prasa. Tak też do naglącej formy ultimatum dołączyła się medialna presja.

Dokument kardynała Castrillóna Hoyosa wysuwał pięć żądań: poza pozytywną odpowiedzią wymaganą na koniec czerwca, Bractwo w osobie swojego przełożonego generalnego miało się zobowiązać (1) do « odpowiedzi proporcjonalnej do hojności Papieża » ; (2) do « unikania wszelkiej publicznej działalności godzącej w szacunek do osoby Ojca Świętego i sprzecznej z kościelną miłością » ; (3) do « unikania podawania się za magisterium wyższe od nauczania Ojca Świętego i ukazywania Bractwa jako będącego w opozycji do Kościoła » ; (4) do « okazania woli uczciwego działania w pełnej kościelnej miłości i w szacunku dla autorytetu Wikariusza Chrystusa ».

Należy zauważyć, że ogólny, by nie powiedzieć niejasny, charakter sformułowanych wymagań kontrastuje z naglącym terminem ultimatum. Te warunki wydają się mieć na celu stworzenie odpowiedniej atmosfery do późniejszych rozmów, nie zaś uzyskanie dokładnych zobowiązań dotyczących konkretnych zagadnień. Bractwo Świętego Piusa X pragnie, by ten dialog toczył się na płaszczyźnie doktrynalnej i objął wszystkie pytania, które, jeśli się je będzie omijać, mogą uczynić nietrwałym kanoniczny status ustanowiony w pośpiechu. Bractwo uważa, że uprzednie zniesienie dekretu ekskomuniki z 1988 roku byłoby korzystne dla spokojnych rozmów.

Bractwo Świętego Piusa X nie ma ambicji stawiania się na miejscu magisterium wyższego od nauczania Ojca Świętego, nie pragnie też przeciwstawiać się Kościołowi. Jak jego założyciel, pragnie ono przekazać to, co otrzymało, to znaczy « to, co zawsze, wszędzie i przez wszystkich było wyznawane ». Czyni swoim wyznanie wiary arcybiskupa Marcelego Lefebvre'a, wysłane do Pawła VI 24 września 1975 roku: « To swemu Wikariuszowi Jezus Chrystus powierzył zadanie utwierdzania swych braci w wierze, i od niego też wymaga, aby każdy biskup wiernie strzegł depozytu, według słów świętego Pawła do Tymoteusza ».

W taki właśnie sposób biskup Fellay odpowiedział na ultimatum w liście adresowanym do Benedykta XVI w czwartek 26 czerwca 2008 roku. Kardynał Castrillón Hoyos jedynie potwierdził otrzymanie tej odpowiedzi następnego dnia.

Aż do nadejścia innych informacji, nie będzie więcej komentarzy.

DICI 05.07.2008 - http://www.dici.org/actualite_read.php?id=1715

poniedziałek, 7 lipca 2008

Summorum Pontificum, blaski i cienie



W sobotę 5 lipca AD 2008 wraz z delegacją z Gdańska uczestniczyłem w I Spotkaniu Pokolenia Summorum Pontificum - Mogilno 2008. Samo spotkanie trwało jeszcze jeden dzień i skończyło się w niedzielę.

Obecni byli katolicy zaangażowani w dzieło powrotu Tradycji Katolickiej z Bydgoszczy, Torunia, Płocka, Płońska, Łodzi, Warszawy, Wrocławia, Gdańska i innych miast. Obecnych było 2 księży w sobotę, w niedzielę miał przyjechać jeszcze kolejny na poranną celebrację Mszy św. Obecny był diakon i 2 kleryków z Instytutu Dobrego Pasterza.

Wzajemnie dzielono się doświadczeniami, często gorzkimi, ze swojej pracy. Podawano przykłady księży, którzy nie mogli być, bo przełożeni "zmienili" im plany.

Przedstawiono raport o stanie realizacji 'Summorum Pontificum". Podano liczbę 44 miejsc jako szacunkową, niepewną, gdzie były odprawiane lub miały być odprawiane Msze św. rytu klasycznego. Podano liczbę 16 gdzie stale jest sprawowana liturgia, też z zaznaczeniem, że jest to liczba niepewna. Cyfry te nie obejmują kościołów i kaplic należących do Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X. Bractwo nie było też w sobotę przedmiotem publicznej debaty.

Wystosowano list do JŚ papieża Benedykta XVI dziękując za przywrócenie Kościołowi "liturgicznego bogactwa rytu nadzwyczajnego" oraz zapewniając o "nieustannej posłudze modlitewnej". Wystosowano apel do środowisk Tradycji katolickiej o powołanie Rady Porozumienia Dzieł Tradycji Katolickiej, "która będzie synchronizować nasze działania i reprezentować zarówno wobec hierarchii kościelnej, jak i instytucji zewnętrznych". Przedstawiciel IDP przedstawił koncepcję działania Instytutu w Polsce, która z uwagi na niechęć Episkopatu do dzieł podległych Komisji Eclesia Dei kopiuje dokładnie działanie Bractwa św. Piotra w ciągu ostatnich lat.

Godna zauważenia jest gorliwość i pobożność obecnych świeckich, bez działania których Summorum Pontificum byłoby martwym dokumentem.

uczestnik
Piotr Błaszkowski
Gdańsk, 6 VII AD 2008

sobota, 5 lipca 2008

Święcenia kapłańskie w Bractwie...



...w Szwajcarii i w Niemczech, Anno Domini 2008:


Szwajcaria, Econe: http://www.fsspx.info/special/?id=img1214904551
http://www.laportelatine.org/communication/presse/2008/Ordinat08/econe2008.php
http://www.laportelatine.org/communication/presse/2008/Ordinat08/eco4/eco4.php
http://www.laportelatine.org/communication/presse/2008/Ordinat08/eco5/eco5.php
http://www.laportelatine.org/communication/presse/2008/Ordinat08/eco6/eco6.php
http://www.laportelatine.org/communication/presse/2008/Ordinat08/eco7/eco7.php

Niemcy, Zaitzkofen: http://www.fsspx.info/special/?id=img1215076972


FILMY: http://www.fsspx.info/media/Flash/FSSPX/

Na czym polega świętość kapłańska? Jej wzór znajdujemy w osobie Naszego Pana. Nasz Pan, który zstąpił na ziemię dla nas i dla naszego zbawienia, całkowicie się oddał i poświęcił, powierzył Ojcu, na całopalenie na Jego Chwałę i dla naszego zbawienia. Zbawienie ludzi ku chwale Bożej jest bezpośrednim celem kapłaństwa, jak i tym celem jest przyjście i ofiara Chrystusa. Stąd też kapłan, wzorując się na Chrystusie, ma się oddać i powierzyć całkowicie Bogu, wyrzekając się jakiegokolwiek szukania własnej korzyści, ma on oddać chwałę Bogu, pracując dla zbawienia swoich braci. Dlatego też Kościół oddziela go od świata i zabrania mu świeckich zajęć. Powinien patrzeć na siebie jak na naczynie konsekrowane dla Boga, którego nie wolno użyć do świeckich celów, jak na ofiarę, poświęconą wraz z Chrystusem ku chwale Boga i dla zbawienia dusz, co jest celem kapłaństwa. Istota ducha kapłańskiego tkwi więc w oddaniu samego siebie, w całkowitym wyrzeczeniu się jakiegokolwiek stworzenia, w zupełnym zaparciu się siebie i własnej korzyści, w ofierze z całego siebie dla zbawienia dusz. Bez wątpienia, wierny także musi zaprzeć się siebie, aby podążać za Chrystusem, ale między księdzem i wiernym jest ta różnica, że ten ostatni może i powinien zazwyczaj mieć na ziemi pewne naturalne uczucia, pewne więzy, łączące go z korzyściami tego świata, o ile więzy te nie rozdzielają go z Bogiem i o ile te uczucia nie szkodzą większej miłości, jaką powinien zachować dla samego Boga, kapłan natomiast, oddzielony sercem od wszelkiego ziemskiego uczucia, wolny od wszelkiej naturalnej więzi, jest wyłącznie człowiekiem duchowym, Bożym mężem, homo Dei.

Świętość kapłańska, ksiądz Michel Simoulin

poniedziałek, 30 czerwca 2008

Rocznica konsekracji biskupich

Mija dwadzieścia lat od chwili, kiedy arcybiskup Lefebvre konsekrował czterech biskupów bez zgody Rzymu. Wypada nam schylić głowę, wspominając tego świątobliwego prałata, i zastanowić się nad dziełem, któremu zapewnił wówczas trwałość. Jest bowiem rzeczą nie podlegającą dyskusji, że liberalny nurt, zatruwający Kościół, z niecierpliwością czekał na śmierć tego żarliwego obrońcy wiary. Umarli nie mają już głosu.

Dlaczego arcybiskup był tak nieprzejednany? Dlaczego nie zgodził się na "malutki kącik" w Kościele dla Tradycji? Cóż, odpowiedź znajdziemy w samej istocie jego biskupiego posłannictwa - głosić Wiarę, bronić Wiary. Być świadkiem Chrystusa, Jego nauki, dziedzicem i szafarzem duchowych dóbr Kościoła. Przekazać to, co samemu się otrzymało. Gdy więc w Kościele dało się czuć zimny wiatr nowej nauki, arcybiskup po prostu nie poddał się temu powiewowi. Więcej, czuł się zobowiązany bronić całej łodzi Piotrowej. Nie spuścił małej szalupy na szalejący ocean, mówiąc - troszczcie się teraz sami o siebie. Ale, z tej właśnie łodzi ratunkowej, jaką stało się Bractwo, nie przestawał nawoływać, by kapitan zmienił kurs, bo zbliża się nieuchronnie do katastrofy. Było to jednak wołanie jak na pustyni. Na Piotrowej łodzi świętowano bowiem właśnie w najlepsze "nowe czasy". Kto by się miał przejmować jakąś pesymistyczną wizją?

Do dzisiaj kwestia Soboru jest łyżką dziegciu w miodzie negocjacji z Rzymem. Wszystko może być w porządku, ale Bractwo nie ma się stawiać ponad magisterium. W domyśle, ponad Sobór. Zapomina się o fakcie, że to Sobór Watykański II postawił się kiedyś ponad nauczanie tylu świętych i tylu Papieży. Coś jest jednak nie tak. Albo w lewo, albo w prawo. Albo odrzucamy poprzednie nauczanie i świętujemy hucznie wiosnę w Kościele, albo musimy przyznać, że to nie skowronki radośnie ćwierkają, ale nad Kościołem kołują liberalno modernistyczne sępy. Innej drogi zdrowy rozsądek nie uznaje. No, chyba że, jak nasz obecny Papież, chce się pogodzić dwie skrajnie sprzeczne wizje Kościoła. Ale wówczas - żegnaj zdrowy rozsądku.

Z wielkim wzruszeniem należy przypominać sobie o tamtych konsekracjach. Był to wielki i niezwykle mądry gest wiernego syna Kościoła. Wielkości tego czynu nie sposób przeceniać. Chodziło nie tylko o mały kąt w eklezjalnym życiu, ale o ratowanie prawie dwutysiącletniego dziedzictwa. Gdzie jeszcze seminarzyści skupiają się na codziennej cichej modlitwie? Gdzie słońcem ich życia jest Msza? Gdzie pochylają się nad dziełami świętych, doktorów Kościoła? Gdzie wierni otrzymują tę Wiarę Apostołów, nieskażoną modernizmem, ekumenizmem, herezją wolności religijnej, relatywizmem? Gdzie białe jest białe, a czarne - czarne? W Bractwie.

Dzisiejsze ultimatum Rzymu dowodzi tylko bezsilności "nowego Kościoła". Chce on postawić pod ścianą uczniów arcybiskupa, zepchnąć na margines. Zmusić do kompromisu. Dopóki w Bractwie istnieje jednak duch walki o Kościół, żadne ultimatum nie będzie mu straszne. Albo idzie się za Chrystusem, albo za masońskim światem, albo służy się Bogu, albo międzyreliginemu bożkowi. Noszenie kościelnych szat w tym nie przeszkadza, niestety. "Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha".

środa, 25 czerwca 2008

23 czerwca 2008, ilgiornale.it



Ultimatum Watykanu w stosunku do buntowników

Lefebvre'a:

pokój, jeśli zaakceptujecie Sobór

Andrea Tornielli

W stosunkach między Stolicą Apostolską a lefebrystami zaczęła się tendencja do powrotu: po najbliższym 28 czerwca Bractwo Świętego Piusa X, stworzone przez francuskiego arcybiskupa z powodu posoborowej reformy liturgii, będzie w istocie musiało przyjąć pięć warunków zaproponowanych przez Watykan, jeśli zechce wrócić do pełnej jedności z Rzymem. Kilka dni temu przełożony lefebrystów, biskup Bernard Fellay, spotkał się z kardynałem Darío Castrillónem Hoyosem, przewodniczącym Komisji «Ecclesia Dei», zajmującym się z ramienia Benedykta XVI negocjacjami z grupą tradycjonalistów. Fellay, który w przeszłości napisał do Papieża z prośbą o odwołanie ekskomuniki nałożonej w 1988 roku przez Jana Pawła II na Lefebvre'a i czterech nowych biskupów, których on konsekrował bez zgody Stolicy Apostolskiej (wśród których był i sam Fellay), otrzymał list z pięcioma warunkami wyznaczonymi przez kardynała i będzie o nich rozmawiać podczas najbliższej kapituły Bractwa, która się odbędzie pod koniec miesiąca.

Jeszcze nigdy tak, jak w tej chwili, negocjacje zbliżyły się do zgody, która uleczyłaby mini-schizmę stworzoną przed dwudziestoma laty, pozwalając na pełen powrót lefebrystów do jedności katolickiej. Między punktami, których podpisania Stolica Apostolska wymaga, jest, według naszych informacji, przyjęcie Soboru Watykańskiego II i zadeklarowanie, że msza odprawiana zgodnie z reformowaną liturgią jest w pełni ważna: dwa warunki, pod którymi w 1988 arcybiskup Lefebvre się podpisał w obecności Józefa Ratzingera, wówczas kardynała. Watykan ze swojej strony oferuje tradycjonalistycznej grupie status kanoniczny podobny do tego, który posiada Opus Dei, to znaczy «prałatury», który pozwoliłby Bractwu na prowadzenie dalej swej działalności i kształcenie swoich seminarzystów.

Pochód w stronę zbliżenia zaczął się w 2000, kiedy lefebryści odbyli pielgrzymkę jubileuszową do Rzymu. Nastąpiła po niej króciutka audiencja udzielona przez Papieża Wojtyłę biskupowi Fellayowi, oraz początek długich i żmudnych negocjacji z kardynałem Castrillónem. Wiele spraw jednak się od tej pory zmieniło. Llefebryści prosili, zanim poczynią jakieś kroki w stronę zgody, o uwolnienie dawnego przedsoborowego mszału, którego już nie używano po liturgicznej reformie. Nowy Papież Benedykt XVI, szczególnie wrażliwy w tej sprawie, rok temu opublikował Motu proprio ogłaszające pełne współistnienie dawnej Mszy w każdej parafii, w istocie uniemożliwiając biskupowi zabronienia jej. Realizacja nowych postanowień papieskich nie jest prosta, pojawiły się punkty oporu - niektóre bardzo głośne, trzeba zauważyć – ale bez wątpienia ogłaszając istnienie rytu rzymskiego nadzwyczajnego (dawnego) oraz zwyczajnego (zreformowanego), Papież pozwolił w całym Kościele i to bez wyjątku na celebracje trydenckie. Poza tym, Ratzinger wprowadził na nowo krzyż na środek ołtarza, zaczął udzielać Komunii klęczącym wiernym, zakłada stare szaty liturgiczne: to wszystko sygnały, które mają podkreślać kontynuację tradycji.

Są to warunki bardzo sprzyjającego powrotowi do pełnej jedności, które bez wątpienia już się nie powtórzą. Wielu wiernych, teraz, kiedy otrzymali zgodę na Mszę w dawnym rycie, nie rozumie dlaczego Bractwo nie zawrze ostatecznie pokoju z Rzymem. Lefebryści zdali sobie sprawę z tego, co się dzieje, nawet jeżeli Fellay ma pewne wewnętrzne opory. Wybór jest między zgodą i powrotem do pełnej jedności ze Stolicą Apostoską, a pozostaniem małym oddzielonym ciałem, z ryzykiem stania się sekciarską grupką bez znaczenia.


________________________________________________________

KOMENTARZ KATOLIKA TRADYCJI:

Jak wiadomo, nie habit czyni mnicha. Jest rzeczą z pewnością dobrą i godną pochwały, że na papieskich mszach na ołtarzu stoi krzyż - rzecz tyleż znacząca, co po prostu zgodna z prawem. Stare paramenty kościelne cieszą oczy, a uwolnienie Mszy to położenie kresu jakże długiemu i niesprawiedliwemu wygnaniu z życia Kościoła powszechnego liturgii, która była źródłem pobożności dla wielu świętych.

Tym niemniej jedna jaskółka wiosny nie czyni. Lex orandi, lex credendi - prawo modlitwy jest prawem wiary i tym bardziej odwrotnie. Zmiany soborowe nie dotyczą jedynie liturgii, chociaż liturgia, będąca domeną działania w Kościele, wyraża w jaskrawy to, co stało się w domenie myśli. A tam właśnie nastąpił wielki przewrót, który sprawił, że Kościół przesiąknęły liberalne, dwuznaczne, a nawet wprost modernistyczne tezy.

Powrót do normalności odbywać się będzie etapami - zaczęło się od liturgii i nie może się na niej skończyć. Należałoby się uważnie przyjrzeć pewnym soborowym dokumentom, ale i całemu kierunkowi, w którym ostatnio prowadzą Kościół najwyżsi Pasterze Rzymu! Kolegializm, ekumenizm, wolność religijna, dążenie do oderwania Kościoła od życia narodów, to wszystko pojęcia nic nie mające wspólnego z Tradycją Kościoła. Mówienie o ciągłości Tradycji jest zatem grubym nieporozumieniem. Papież, który spotyka się z Żydami, przyznając im rację, niewiele ma wspólnego ze swoimi świętymi poprzednikami...

Broniąc Wiary Apostołów, Bractwo jest w całkowitej jedności z katolickim Rzymem, który zresztą nigdy nie rzuciłby ekskomuniki na żadnego z jego członków. Sprotestantyzowanej mszy odpowiada sprotestantyzowany Kościół... walka dopiero się zaczęła. Jeszcze wiele czasu upłynie, zapewne, zanim wiatr w Rzymie zmieni na dobre kierunek i kiedy tradycyjna Msza nie będzie już postrzegana jako estetyczny czy nostalgiczny wybór, ale po prostu jako pragnienie katolickich dusz, chcących wyznawać jak najdoskonalej nieskażoną Wiarę.

Oby Niepokalana Dziewica, która miażdży wszelkie herezje, prowadziła małe stadko Tradycji w wierności depozytowi Wiary. Bo, jak mówił święty Paweł, gdyby nawet Anioł z Nieba miał głosić inną Ewangelię, niech będzie wyklęty!

niedziela, 22 czerwca 2008

14 letnia Agata zabiła swe dziecko. I co? I nic!



W ostatni wtorek, 17 czerwca, portale internetowe podały, że 14 letnia matka dokonała aborcji na swym dziecku, zaprowadzona tam za rączkę przez swoją matkę.
Sprawa ta stała się ponownie katalizatorem postaw pro- i anty- aborcyjnych. Jeszcze raz okazało się, że "pozbyć się problemu" można przez nóż i skalpel. Przed łyżkę ginekologiczną i odsysacz szczątków dzieciątka. Tak jakby nie było ośrodków adopcyjnych i bezdzietnych małżeństw. Kobiety najpierw cudzołożą, następnie zabijają, później przeżywają syndrom poaborcyjny, a koniec końców zobaczą swe dzieciątka na Sadzie Ostatecznym, kiedy staną się przedmiotem oskarżenia. A wystarczy tylko żyć moralnie, by tego uniknąć. Tyle dygresji nad kondycją moralną jednostki. Teraz wyjaśnię tytuł. Walka o dziecko Agaty rozegrała się w zasadzie między aktywistami za i przeciw. Odnoszę wrażenie, że społeczeństwu jest to wszystko obojętnie. Przeżywa totalny "Tusko-luz" czyli czas bogacenia się, konsumowania, brania kredytów, permanentnej rozrywki, tudzież innych przyjemności. Obiecanego wyborczego cudu nie ma i nie będzie, ale kompromis religijny, który zapewniają partie PO-PIS, trwa. Pozwala on nie myśleć o własnych wyborach moralnych i wiecznych konsekwencjach naszych czynów. Bo i po co?

19 VI 2008, Z Gdańska, miasta, gdzie Agata zabiła swoje dziecko
Piotr Błaszkowski

sobota, 10 maja 2008

List wiernych z Gdyni do kardynała Hoyosa...

... w sprawie Oświadczenia Metropolity Gdańskiego Arcybiskupa Tadeusza Gocłowskiego ostrzegajacego przed działalnością Bractwa Świętego Piusa X oraz komentarz "Rzeczpospolitej"

LIST

Wierni Kościoła Rzymskokatolickiego

W archidiecezji gdańskiej

Polska

Adres do korespondencji:

Piotr Błaszkowski

ul. Doki 1/7

80-863 Gdańsk

Gdynia, 19 kwietnia 2008




Jego Eminencja

Ks. Dario Kardynał Castrillon-Hoyos

Przewodniczący Papieskiej Komisji

Ecclesia Dei

Rzym



Eminencjo,


Na wstępie naszego listu pragniemy zapewnić o naszej niegasnącej miłości do Kościoła Rzymskokatolickiego i stałych synowskich modlitwach za naszego Ojca Świętego Bene­dykta XVI.


My wierni, przywiązani do Katolickiej Tradycji i Mszy Wszechczasów, uczęszczający do kościoła należącego do Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X pragniemy szczególnie podziękować Naszemu Ojcu Świętemu za list apostolski motu proprio „Summorum Pontificum”, którego błogosławione skutki rozlały się już po wszystkich zakątkach ziemi. Dziękujemy również Waszej Eminencji za to, co do tej pory zrobił dla środowisk Tradycji, co nie może pozostać bez nagrody naszego Pana Jezusa Chrystusa.


Dlatego z tym większym bólem odebraliśmy list lokalnego hierarchy metropolity archidiecezji gdańskiej abp. Tadeusza Gocłowskiego z dnia 8 stycznia 2008 r. (Znak: III D 2 – 2/2008, tłumaczenie w załączeniu) odczytany dnia 13 stycznia w niedzielę świętej Rodziny w większości kościołach archidiecezji (w niektórych kościołach oświadczenie odczytano 20 stycznia).


W oświadczeniu arcybiskupa czytamy min. (całość w załączeniu):

Ta schizmatycka grupa [FSSPX] usiłuje rozprzestrzeniać się również w Polsce. W Gdyni-Karwinach (...) zbudowała nawet kaplicę i pod pozorem wprowadzania liturgii Mszy świętej według mszału św. Piusa V, zaprasza wiernych do uczestnictwa w nabożeństwach sprawowanych przez członków tego Bractwa, które ma charakter schizmatycki, czyli burzący jedność Kościoła. Ojciec Święty Benedykt XVI, uznając w pełni liturgię zatwierdzoną przez Sobór Watykański II, nie wyklucza liturgii przedsoborowej, z zachowaniem obowiązujących w Kościele norm prawa.

Działalność Bractwa św. Piusa X, które ma wspomnianą kaplicę w Gdyni, pozostaje poza Kościołem i nie wolno pod sankcją karną uczestniczyć w liturgii sprawowanej przez to Bractwo.

Przypominam tę fundamentalną zasadę i proszę wiernych, by zdecydowanie unikali udziału w tej liturgii. To przypomnienie uważam za konieczne, gdyż członkowie Bractwa św. Piusa X – wprowadzają w błąd wiernych poprzez publikowane ogłoszenia.

Módlmy się o nawrócenie naszych Braci, którzy oderwali się od Kościoła, by wrócili do jedności z naszą wspólnotą z Kościołem.”


Eminencjo, jesteśmy rzymskimi katolikami i takim chcemy pozostać, aż do śmierci!


Oświadczenie to narusza paragraf 220 Kodeksu Prawa Kanonicznego, wprowadzając oczywiste zamieszanie w duszach wiernych, powodując dodatkowo napięcia w rodzinach i w stosunkach międzyludzkich, sugerując, że jesteśmy podobni do sekty. Oświadczenie podchwyciła lokalna prasa, co dodatkowo wyrządziło nam wiernym dodatkowe straty moralne. Mało tego, również ogólnokrajowe stacje telewizyjne w Polsce zaczęły relacjonować wydarzenia w archidiecezji, czyniąc tym samym szkody wiernym Katolickiej Tradycji w Polsce. Nie musimy dodawać, że nie były to przychylne opinie i komentarze.


Mimo, dwóch listów wyjaśniających Przełożonego FSSPX w Polsce, ks. Karla Stehlina, z dnia 18 stycznia i 31 stycznia do metropolity gdańskiego, abp Gocłowski podtrzymał swoje stanowisko w odpowiedziach listownych stwierdzając jednoznacznie „Jesteście Drodzy Bracia poza wspólnotą Kościoła Katolickiego (...)” (list z 19 stycznia, znak akt: 13/01/2008/Abp) i „Dziś, niestety jesteście poza wspólnotą Kościoła” (list z 6 lutego, bez sygnatury).


Eminencjo, ośmielamy sobie przypomnieć fakty i dokumenty watykańskie, również znane Waszej Eminencji, które dotyczą wiernych uczęszczających do kościołów i kaplic Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X.



  1. Nie jest prawdą twierdzenie, iż abp Marcel Lefebvre „odrzucił nauczanie Soboru”. Sformułowanie to sugeruje, że abp M. Lefebvre odrzucił całe nauczanie ostatniego Soboru, tymczasem odrzucił tylko te fragmenty niektórych dokumentów soborowych, które stoją w jawnej sprzeczności z wcześniejszym nauczaniem Urzędu Nauczycielskiego Kościoła.

  2. Nie jest prawdą, że abp Marcel Lefebvre „nie uznawał władzy papieża, jako zastępcy Chrystusa na ziemi i następcy św. Piotra”. Zawsze tę władzę uznawał i w stosunku do Jana XXIII, Pawła VI, Jana Pawła I oraz w końcu Jana Pawła II. Pontyfikatu Jego Świątobliwości Benedykta XVI nie doczekał. Jak wiadomo zmarł w 1991 roku. Zawsze więc tę papieską władzę uznawał. Zawsze walcząc z modernizmem masakrującym życie katolickie na całym świecie, walczył jednocześnie z sedewakantyzmem. Uznanie jednak papieża nie oznacza ślepego posłuszeństwa. Arcybiskup Lefebvre tym bardziej nie mógł być posłuszny w niektórych kwestiach soborowym i posoborowym papieżom, gdy ci w swych wystąpieniach, nie mających zresztą znamion orzeczeń doktrynalnych i nieomylnych, stawali w jawnej kolizji z nauczaniem swoich poprzedników na tronie św. Piotra. Zewnętrznym wyrazem uznania władzy papieskiej jest umieszczanie w zakrystiach wszystkich kościołów i kaplic Bractwa na całym świecie portretów aktualnie sprawującego swój urząd papieża. Takich wyrazów jest więcej. Kapłani i wierni codziennie modlą się za aktualnie sprawującego władzę nad Kościołem papieża uznając jego autorytet dokładnie w tym znaczeniu, jakie zdefiniował Sobór Watykański I.

  3. Nie jest prawdą jakoby Bractwo Kapłańskie Św. Piusa X było „schizmatycką grupą”, by „burzyło jedność Kościoła”. Absurdalność tych oskarżeń widać jak na dłoni gdy weźmie się pod uwagę, że obecnie nikt nie nazwie schizmatykami prawosławnych, mimo, że nimi faktycznie są. Oto schizma: dublowanie struktur kościelnych. Wyświęcenie biskupów bez zgody papieża jest niewątpliwie aktem nieposłuszeństwa, ale nieposłuszeństwa uzasadnionego i wręcz w stanie konieczności obowiązkowego. Nie jest jednak schizmą. Konsekrowani przez abpa M. Lefebvre'a i bpa A. de Castro Mayera biskupi nie zrobili nic, co stwarzałoby choćby pozór schizmy. Są to biskupi pomocniczy. Nie posiadają jurysdykcji zwyczajnej. Ich posługa biskupia ogranicza się więc zasadniczo do udzielania sakramentu kapłaństwa i bierzmowania oraz do konsekracji świątyń i ołtarzy. Świątynia w Gdyni nie jest kościołem parafialnym. Biskupi Bractwa nie mają władzy erekcji parafii. Kościół Bractwa jest na terenie jednej z parafii archidiecezji gdańskiej, dlatego w zakrystii naszego kościoła wisi także portret abp. Gocłowskiego. O wybudowanie tego kościoła prosili wierni, którzy w swoich parafiach nie znajdowali ani tradycyjnych obrzędów sakramentów świętych, ani tradycyjnej Ofiary Mszy świętej, ani tradycyjnej, integralnej nauki katolickiej. Warto dodać, że zapytany w sprawie rzekomej schizmy Bractwa kard. Edward Cassidy, ówczesny prefekt Papieskiej Rady ds. Jedności Chrześcijan, w odpowiedzi wystosowanej dnia 3 maja 1994 r. na pytanie o status Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X, stwierdził wyraźnie: „Sytuacja członków tego Bractwa jest wewnętrzną sprawą Kościoła. Bractwo nie jest innym Kościołem lub związkiem wyznaniowym”. Również Wasza Eminencja podkreślił kilkakrotnie oficjalnie i publicznie, że Bractwo Kapłańskie Św. Piusa X nie jest schizmatyckie.

  4. Nie jest prawdą, że „nie wolno pod sankcją karną uczestniczyć w liturgii sprawowanej przez to Bractwo”. Metropolita Gocłowski nie był wstanie wskazać wiernym przepisu prawa kanonicznego, który by tego zabraniał. W liście do zapytującego o tę sprawę wiernego z 6 października 1995 r. (Nr 123/95) abp Kamil Perl z Pontyfikalnej Komisji "Ecclesia Dei" stwierdził, że uczestnictwo w Mszach i sakramentach szafowanych w kaplicach Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X nie posiada formalnie charakteru popełnienia schizmy. W komunikacie Komisji „Ecclesia Dei” z 18 stycznia 2003 r., można przeczytać, że „W ścisłym sensie można wypełnić swój niedzielny obowiązek uczestnicząc we Mszy odprawianej przez kapłana Bractwa Św. Piusa X (...) Nie jest grzechem uczestniczyć w takiej Mszy, o ile uczestniczący nie wyraża chęci zerwania łączności z Ojcem Świętym (...) Wydaje się, że skromna ofiara na tacy podczas takiej Mszy może być usprawiedliwiona”. Bardzo pouczająca historia spotkała bpa Józefa Ferrario z Honolulu na Hawajach, który 1 maja 1991 r. ekskomunikował kilku wiernych świeckich za uczestnictwo w liturgii sprawowanej przez kapłanów naszego Bractwa. „Ekskomunikowani” odwołali się do Stolicy Apostolskiej w wyniku czego nuncjusz apostolski w Waszyngtonie, na polecenie kard. Józefa Ratzingera, ówczesnego prefekta Kongregacji Nauki Wiary, wydał 28 czerwca 1993 r. oświadczenie, w którym uznał decyzję bpa Ferrario za pozbawioną podstaw i ważności.

  5. Nie jest prawdą, by członkowie Bractwa działali pod jakimkolwiek „pozorem”, by kogokolwiek „wprowadzali w błąd”. To są wielce krzywdzące oskarżenia. Wszystko odbywa się jawnie i publicznie. My, wierni sami jesteśmy tego przykładem, poznając w kościołach i kaplicach FSSPX doktrynę katolicką i korzystając z sakramentów. Nikt niczego nie ukrywa. Nie stwarza żadnych pozorów i nikogo nie wprowadza w błąd.

  6. My wierni przywiązani do tradycyjnej liturgii, nie potrzebujemy nawrócenia rozumianego jako powrót do Kościoła katolickiego. Byliśmy, jesteśmy i z Bożą łaską oraz dzięki wsparciu Niepokalanej, pozostaniemy, wiernymi synami Kościoła katolickiego, który to Kościół został założony przez Chrystusa Pana nie na Soborze Watykańskim II tylko ponad dwa tysiące lat temu. Z całą natomiast pewnością takiego nawrócenia do Kościoła katolickiego potrzebują wyznawcy fałszywych religii, heretycy depcący katolicką prawdę, a także schizmatycy dublujący struktury kościelne i nie uznający władzy papieskiej. Oni wszyscy z całą pewnością bardziej potrzebują modlitwy abp. Gocłowskiego, niż my.



Oświadczenie abp. Gocłowskiego całkowicie zaprzecza duchowi motu proprio „Summorum Pontificum” Jego Świątobliwości, w którym Ojciec Święty pochyla się z ojcowską troską, nad wiernymi Katolickiej Tradycji i Mszy św. Piusa V. Znając negatywne stanowisko metropolity gdańskiego wobec Mszy Wszechczasów, do tej pory w żadnym kościele naszej archidiecezji nie powstało miejsce na jej sprawowanie.


Dlatego zwracamy do Waszej Eminencji jako osoby właściwej do rozstrzygnięcia tego sporu z pokorną prośbą o interwencję, tak aby nie straszono nas „karami”, nie rzucano w nas kamieniami „schizmy”, nie używano liberalnej prasy do „rozrywania” naszych ciał kłamstwami.


Prosimy o stosowne działanie, które jest w mocy Waszej Eminencji, jako Przewodniczącego Papieskiej Komisji Ecclesia Dei .


Z należytym szacunkiem oraz z zapewnieniem o naszej modlitwie,


Podpisani




KOMENTARZ "RZECZPOSPOLITEJ"


http://www.rp.pl/artykul/131798.html

Lefebryści kontra abp Gocłowski

Ewa K. Czaczkowska 09-05-2008, ostatnia aktualizacja 09-05-2008 01:57

Sympatycy Bractwa Kapłańskiego im. Piusa X skarżą się do Watykanu na byłego metropolitę

19 kwietnia, kiedy abp Tadeusz Gocłowski żegnał się z archidiecezją, lefebryści z Gdańska (ruch przywiązany do mszy trydenckiej, odrzuca niektóre postanowienia Soboru Watykańskiego II) napisali list do przewodniczącego Papieskiej Komisji Ecclesia Dei kardynała Dario Castrillon-Hoyosa. Proszą o interwencję, aby już nie straszono ich karami, nie rzucano „kamieniami schizmy”, „nie używano liberalnej prasy do „rozrywania naszych ciał kłamstwami”.

Zarzucają to wszystko byłemu metropolicie gdańskiemu, który w styczniu przestrzegał diecezjan w liście przed bractwem założonym przez abp. Marcela Lefebvre’a. Nazwał je „schizmatycką grupą”, która burzy jedność Kościoła, a w kaplicy w Gdyni-Karwinach pod pozorem wprowadzania liturgii Mszy świętej w rycie przedsoborowym zaprasza wiernych do uczestnictwa w nabożeństwach sprawowanych przez bractwo. Abp Gocłowski przypomniał, że Benedykt XVI „nie wyklucza liturgii przedsoborowej”, ale z zachowaniem prawa kościelnego. Uprzedzał, że wiernym „nie wolno pod sankcją karną uczestniczyć w liturgii sprawowanej przez to bractwo”.

– Podtrzymuję treść dokumentu – mówi abp Gocłowski. – Powiedziałem to, co do mnie należało. W tej chwili decyzje podejmuje mój następca.

Nie jesteśmy schizmatykami, nie burzymy jedności Kościoła, nie jest prawdą, że nie wolno pod sankcją karną uczestniczyć w liturgii sprawowanej przez bractwo – piszą do Watykanu lefebryści. Twierdzą, że arcybiskup naruszył paragraf 220 kodeksu prawa kanonicznego, gdyż sugerując, że bractwo jest podobne do sekty, „wprowadza zamieszanie w duszach wiernych”.

– Oczekujemy sprostowania ze strony byłego metropolity. I tego, że w kościołach naszej archidiecezji będzie można wreszcie odprawiać mszę w rycie trydenckim – mówi Piotr Błaszkowski, jeden z sygnatariuszy listu do Watykanu. Podkreśla, że dotąd w żadnym kościele archidiecezji nie jest odprawiana msza w rycie przedsoborowym (zezwolił na to w 2007 r. papież, a episkopat wydał instrukcję wykonawczą). Ma nadzieję, że nowy metropolita abp Sławoj Leszek Głódź nie będzie temu przeciwny.

Źródło : Rzeczpospolita

poniedziałek, 21 kwietnia 2008

Zmiana ordynariusza w Archidiecezji Gdańskiej




Czy nowy Metropolita Gdański będzie przychylny katolickiej Tradycji...

... zdaniem Tradycjonalistów? Jakiś czas temu zadzwonił do mnie mój znajomy ze studiów, obecnie dziennikarz lokalnego dodatku "Gazety Wyborczej", redaktor Roman Daszczyński. Prosił o skomentowanie, jak środowisko tradycjonalistyczne odnosi się do zmiany ordynariusza Metropolii Gdańskiej. Powiedziałem, że wystarczy, że nowy biskup będzie neutralny wobec powrotu katolickiej Tradycji w diecezji. Pytanie, które sobie dzisiaj zadaję: skąd taki sceptycyzm?

Owszem, pragnęlibyśmy widzieć w tym radiomaryjnym biskupie Leszku Sławoju Głodziu nadzieję dla powrotu Mszy Wszechczasów do kościołów archidiecezji. Arcybiskup Tadeusz Gocłowski nie ukrywał przecież swojej osobistej niechęci do tego jakże pięknego rytu i brutalnie "pacyfikował" prośby swoich księży o możliwość publicznego odprawiania tej Mszy. Mówił wprost, by odprawiali sami dla siebie. Wiem, że wielu księży chciałoby ujawnić swoje pragnienie, ale dotąd nie mieli odwagi. Pytanie, czy znajdą zrozumienie u nowego ordynariusza, pozostaje jednak kwestią otwartą.

Bycie "radiomaryjnym" pociąga za sobą akceptację Novus Ordo z jego dziwactwami, może z wyjątkiem Komunii świętej, której udzielania na rękę to środowisko nie popiera. To być może za mało, aby być, jak zachęca Motu Proprio, szczodrym w umożliwianiu wiernym i księżom dostępu do tradycyjnej liturgii i sakramentów. Możemy przypuszczać, że ekumeniczne ekstremizmy w wydaniu abpa Gocłowskiego takie jak "Święto Księgi", gdzie zrównano rangę Biblii z Koranem już się nie powtórzą. Tym niemniej zapewne nadal będziemy słyszeli, że wszystkie religie są dobre, a najważniejsza jest godność osoby ludzkiej. Czyli dalej utrwalany będzie kryzys, który zapoczątkowały niekatolickie dekrety Vaticanum Secundum. Sprawdzian podejścia nowego arcypasterza Gdańskiego do środowisk tradycyjnych może nadejść niespodziewanie szybko.

Piotr Błaszkowski
19 IV 2008, Gdańsk

uczestnik Mszy świętej rytu trydenckiego w kościele Bractwa Świętego Piusa X w Gdyni

sobota, 5 kwietnia 2008

o Mszy świętej raz jeszcze...

... oczami wiernego. Pisze, że Msza święta to... baśń. Ale nie dlatego, jakoby była nieprawdziwa, tylko dlatego, że prowadzi nas w nadprzyrodzony świat. Posłuchajmy tego pięknego świadectwa:



"Msza święta to baśń 28.12.2006

Ale baśń jedyna i wyjątkowa, która pozwala nam wziąć udział w rzeczywistej akcji. Z naszych domów, z pracy, z banalnych spraw wypełniających nam życie trafiamy do Bożego Domu. Jest On inny, niż inne domy, bo i Mieszkaniec jest wyjątkowy. Przychodzimy do Króla, więc nasze zachowanie musi być szczególne. Nasze gesty mają wyrazić największą cześć i szacunek, dlatego padamy na kolana, albo głęboko pochylamy głowę, gdy brzmi Jego imię. Ten Dom jest przedsionkiem innego Świata, do którego wytrwale zdążamy przez całe ziemskie życie. Stąd wyrażające się architekturą piękno i potęga. Inne niż zwykle światło, sączące się do wnętrza przez witraże okien. Inny niż zwykle zapach kadzideł. Inna niż zwykle mowa modlitw i pieśni. Każdym zmysłem czujemy, że oddaliliśmy się od rzeczywistości, z którą zmagamy się na co dzień. Rozpoczyna się Opowieść, którą przenosi nas w czasie i przestrzeni. Stojąc między Apostołami spoglądamy na naszego Pana, który unosi się coraz wyżej powracając do Ojca. Do nas też kierowane są słowa aniołów: - Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? Ten Jezus, wzięty od was do nieba, przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstępującego do nieba. - Mija chwila i widzimy Pana na krzyżu, kiedy składa za nas Ofiarę z samego siebie. Tym razem jednak bezkrwawą, dając Siebie pod postacią Chleba i Wina. Gdy minie oszołomienie po kolejnej łacińskiej pieśni jesteśmy już w Wieczerniku. Do każdego z nas podchodzi Chrystus i wkłada do ust kawałek Chleba, w którym ukrył Siebie. - Corpus Domini nostri Jesu Christi custodiat animam tuam in vitam aeternam."

do góry



źródło: http://dixit.msza.net/m/pub/msza-swieta-to-basn.html

sobota, 29 marca 2008

jeszcze o Zmartwychwstaniu Pańskim...


... ze strony Bractwa. Zamieszczamy piękny tekst ze strony głównej. Polecamy! Źródło: http://www.piusx.org.pl/listy/2008_03



Przeorat św. Piusa X

marzec 2008 r.

Drodzy wierni!

Oto dzień, który nam Pan zgotował, weselmy się nim i radujmy.”

Mamy wielką uroczystość Wielkiej Nocy, centrum życia Kościoła, centrum tajemnicy Chrześcijaństwa, prawdziwe centrum naszego życia.

Nasz Zbawiciel był martwy i pogrzebany. Teraz powstał z martwych.

To więcej niż cud. Pan Jezus wypełnił to co obiecał. Dal nas cierpiał śmierć na Krzyżu, umarł za nas. Swoją śmiercią zniweczył naszą śmierć. Przez swe zmartwychwstanie przywrócił nam życie.

Dzisiaj Pan Jezus pokazuje nam co dla nas zyskał. Największy akt miłości, Jego śmierć na Krzyżu, dziś przynosi swój owoc: darowanie życia światu. On jest pierwszym, który bierze to nowe życie. Jego Zmartwychwstanie jest tajemnicą, w której wy też macie udział poprzez przejście waszej duszy od śmierci grzechu do życia łaski.

Największe wydarzenie w historii świata, jedyny raz kiedy człowiek własną mocą wraca ze śmierci do życia. Zmartwychwstanie dowodzi bez wątpienia, że On jest samym Bogiem.

Ale Zmartwychwstanie Pana Jezusa nie jest tylko wydarzeniem historycznym. Wcześniej dowiódł On swej boskości wieloma innymi cudami. Zmartwychwstanie jest największym z cudów, ponieważ nie dotyczy tylko Jego, ale także tych wszystkich, którzy są przez łaskę z Nim zjednoczeni. To nie przemijający cud, ale taki, który trwa po dziś dzień i wypełni się ostatniego dnia, przez powstanie żywych i umarłych na sąd ostateczny.

Przez chrzest zostaliśmy pogrzebani z Jezusem w Jego grobie. Przez śmierć na Krzyżu Pan Jezus zniszczył grzechy tych, którzy wierzą w Niego, którzy są z Nim złączeni przez łaskę. Przez zmartwychwstanie zaś Pan Jezus przeszedł do nowego życia. Słowo Pascha nie oznacza bowiem „powrót” lecz „przejście”. Pan Jezus nie wstaje z martwych aby wrócić do ludzkiego życia. Nie. Jego ludzkie życie zostało przemienione. Przeprowadził naturę ludzką od śmiertelności do nieśmiertelności. Już dłużej nie cierpi, zasiadając po prawicy Ojca, wstawiając się za nami jako pośrednik między Bogiem a człowiekiem.

Ta przemiana człowieczeństwa Jezusa Chrystusa czyni Jego boskość osiągalną dla nas. To właśnie Boskie życie daje nam Pan Jezus przez łaskę uświęcającą. Przez wasz chrzest zostaliście z nim pogrzebani, a przez Jego zmartwychwstanie zrodzeni do nowego życia. Życie Jezusa Chrystusa przebywa w Was przez łaskę uświęcającą. Byliście kiedyś dziećmi zatracenia., teraz jesteście dziećmi Bożymi. Byliście umarli dla łaski, teraz żyjecie dla sprawiedliwości. Byliście martwi duchowo, teraz żyjecie duchowym życiem.

Zatem, drodzy wierni, zawsze pamiętajcie jaka jest cena łaski którą otrzymaliście. Pan Jezus zaprasza was, w tej mszy, abyście przyjęli Jego łaskę. Odnawia swoją ofiarę na ołtarzu w obfitości, jako że przez sakrament Eucharystii posiadacie samego sprawcę łaski, Jego człowieczeństwo, Jego ciało, Jego krew, Jego duszę i Jego bóstwo, całego Chrystusa. Pan Jezus pragnie dać wam to życie, które oddał za was.

Z jakąż łatwością możemy otrzymać wieczne życie. Pan Jezus zapłacił za to życie własną krwią, a my, my otrzymujemy to życie tak łatwo. Poprzez sakramenty możemy niezasłużenie otrzymać życie Boże od Pana Jezusa. Ale tę łaskę otrzymujemy stosownie do naszej dyspozycji.

Zobaczcie zatem co naprawdę jest ważne. Nie marnujcie swojego czasu, na rzeczy przemijające, które nie mają żadnej trwałości. To życie, które Pan Jezus wam daje, musi wzrastać, musi rosnąć lub umrze. Jak każda istota żyjąca, musi rosnąć lub zginąć. Gdzie nie ma pragnienia życia, śmierć nadchodzi prędko. Tak więc łaska, która jest w was, musi być zawsze ożywiana gorliwością, aby wszystko robić z większym zaangażowaniem, większą czystością intencji, większą miłością do Pana Jezusa.

Wystarczyło jedno słowo, aby Bóg stworzył światłość i całą wspaniałość tego świata. Stworzył gwiazdy, rośliny i zwierzęta z taką samą łatwością. Daje życie aniołom zaledwie poruszeniem Swojej woli. Działa najwspanialsze cuda przez prosty akt swej woli, jakby bawiąc się. Potrzeba było dwóch słów aby wskrzesić Łazarza i nie trzeba by więcej, aby wskrzesić cały świat.

Ale żeby dać wam swoją łaskę, Bóg Wszechmogący podjął się zadania, które kosztowało Go kilkadziesiąt lat pracy, cierpienia, a wreszcie śmierć. A ty, ty pozwalasz sobie kroczyć drogą grzechu, pozostajesz na niej czasami miesiącami, latami. Czy to zbyt wiele, podjąć mały wysiłek, aby się nawrócić. Postanawiasz oczyścić się z grzechów przez spowiedź, i dobrze, ale potem odchodzisz jak by nic się nie stało. Natychmiast zapominasz o swoich postanowieniach. Nieszczęsny! Czyż nałóg grzechu tak cię oślepił? Jako prawdziwy sługa Boży, rozważaj cenę swojego odkupienia, przystąp do sakramentu pokuty z gorliwością i czuwaj nad swoimi postanowieniami, aby się poprawić i zachować aż do śmierci tę łaskę, którą otrzymałeś. Upominaj sam siebie przez cały czas tymi słowami Świętego Piotra: Czy nie wiecie, że członki wasze są świątynią Ducha Świętego, który w was jest, którego macie od Boga i nie jesteście swoi? Jesteście bowiem kupieni za cenę wielką, chwalcież i noście Boga w ciele waszym.

Ks. Jan Jenkins

Babciu, czemu nie chodzisz na Tridentinę?

Na forum "Fronda" pojawiła się ostatnio wypowiedź, w której użytkownik przedstawiający się jako "Inspektor Varma" twierdzi, że Msza trydencka skupia głównie intelektualistów i osoby w średnim wieku - i że brak na tych Mszach w Polsce "babć" i "prostego ludu", co ma być dowodem na to, że "Lud Boży" nie czuje potrzeby powrotu do Mszy po łacinie. Więc ten powrót Mszy tradycyjnej nie jest, według autora, krokiem w odnowie Kościoła.

Pomijając podstawowy błąd twierdzenia, którym jest fakt, że nie zawsze większość wybiera dobro, więc to nie może być jego kryterium (o czym świadczy fakt opowiadania się wielkiej części "babć", czyli pań na rencie i emeryturze chociażby za liberalizacją rozwodów), jest to duże uogólnienie. Część z tych osób przecież jednak na Mszę trydencką chodzi, co widać w wypowiedzi pewnego Księdza. Wypowiedź przytaczamy.

Pamiętajmy też, że właśnie prosty lud najłatwiej jest zdemoralizować, oszukać. Spójrzmy na przykład Anglii, gdzie lud oszukano pozorami katolickich obrzędów, i wielu mieszkańców "Wyspy" przeszło bez bólu na anglikanizm, a opierała się właśnie elita.

Nie zapominajmy, że trucizna protestantyzacji jest wyjątkowo przyjemna dla ludzkiej natury, której miła jest "złagodzona" wersja wiary, niezbyt wymagająca i posyłająca większość prosto do Nieba... A że "przyzwyczajenie staje się drugą naturą", do NOVUS ORDO również można się przyzwyczaić. Zwłaszcza wtedy, kiedy kapłani coraz częściej mówią o nim: Uczta eucharystyczna, nie - Ofiara...


WYPOWIEDŹ KSIĘDZA TOMASZA:

http://forum.fronda.pl/?akcja=pokaz&id=1559241
CAŁY WĄTEK:
http://forum.fronda.pl/?akcja=pokaz&id=1558611


Jedna z wypowiedzi na temat tego, kto w Polsce chodzi - i dlaczego - na Msze Trydenckie. Piękne świadectwo kapłana przytaczamy w całości. Chętnych do przeczytania całego wątku na forum "Frondy" odsyłamy pod powyższy adres.

x. Tomasz tak pisze o tym, czym dla niego jest Msza św. tradycyjna:

"Pozwólcie szanowni Państwo, że podzielę się nieco swoimi uwagami jako kapłan. Od chwili wejścia w życie motu proprio Benedykta, papieża naszego, odprawiam "tridentinę". W Ostrołęce, gdzie posługuję jako wikariusz co dwa tygodnie w niedzielę Msza "trydencka" skupia okoła trzydziestu osób. Nie ma więc mowy o jakimś hurra optymiźmie, ale ta celebracja weszła już do grafiku. Trudno u nas szukać asystentów uniwersyteckich, mecenasów i profesorów. W większości przychodzą prości ludzie. Przedział wieku od gimnazjum do babć. I te właśnie babcie z rozżewnieniem wspominają czasy "tridentiny panującej". Być może jest to nostalgia za młodością... Jednak, jak widzę, te babcie są całkiem świadome tego, w jakiej Mszy św. uczestniczą. Jest ich zaledwie kilka, ale pobożnością zawstydzają mnie - kapłana. Owszem są też ludzie we wpomnianym przedziale 30 - 40 lat. Jednak mogę powiedzieć, że wszstkie przedziały wiekowe mają swoją reprezentację. Ostatnio mówiła mi mama gimnazjalistki, z którą przychodzi na tridentinę, że córka woli stary ryt o NOM-u. I podawała argumenty, które były bardzo rozsądne.

A teraz trochę od siebie. Chciałem i chcę odprawiać tridentinę i robię, jak tylko mam taką możliwość (pracując w parafii muszę sprawować Msze parafialne, a one sa oczywiście w zwyczajnej formie i nie zawsze mogę "tridentinić"). Jednak, gdy staję do Mszy w KRR, to wstępuje we mnie jakaś radość. Może jest to radość neofity, podobna do tej, którą ma neoprezbiter. Nie wiem, nie wnikam. Ale "stara" Msza św. daje mi możliwość bardzo osobistego, wręcz intymnego spotkania z Jezusem Eucharystycznym. Stojąc obrócony w stronę krzyża, a nie ludzi, lepiej zdaję sobie sprawę, że wchodzę na Golgotę. To są może górnolotne słowa, ale tak to przeżywam (nutka subiektywizmu nie zawadzi). Ja tu nie muszę niczego wymyslać, nie muszę silić się na mądre komentarze. Nie muszę obawiać się, że znowu jakiś fachowiec od liturgii wymysli nową regułkę, nowy przepis, nowy gest jak to się dzieje w przypadku przystępowania do komunii św. Gdy odmawiam modlitwy przed ofiarowaniem, to wiem, po co składam na ołtarzu świętą hostię i że nie jest to jakiś nie sprecyzowany chleb życia (w mszale pisany z małej litery) ani jakiś napój duchowy (też z małej litery)tylko hostia ofiarowana za grzechy moje i wiernych, która stanie się Żywą Ofiarą. Każdy gest, każde słowo ma swoje miejsce i to chroni mnie przed pokusą "gadactwa", kreślone krzyżyki, których tak mi brakuje w NOMie przypominają o tajemnicy krzyża ukrytej w liturgii Najświętszej Ofiary.

Dla mnie liturgia tydencka nie jest sprawą rewolucji, jak pisali tu niektórzy FForumowicze. Jest raczej kwestią miłości do Boga i do Kościoła, która we mnie ciągle nie domaga. Oczywiście, pragnę, żeby jak najwięcej ludzi uczestniczyło w tridentinie - to troche tak jak w przypadku, gdy ktoś przezyje coś fascynującego, chce tym obdzielić innych. Ja odkryłem Mszę Wszechczasów i chcę dzielić się nią z wszystkimi. Nie wszyscy jednak rozumieją ten podarunek i wolę ich szanuję."