wtorek, 9 grudnia 2008

GDYNIA - wizyta ks. N. Pflugera

Zdjęcie: pielgrzymka Bractwa do Lourdes, 25 - 27 X 2008
autor: P. W.


Ksiądz Niklaus (Mikołaj) Pfluger urodził się 3 listopada w Oensingen
(Szwajcaria). Do seminarium wstąpił w 1978 roku, święcenia otrzymał sześć lat później. Po roku spędzonym w przeoracie w Oberriet został przeorem w Bazylei w latach 1985 - 1989. Przełożonym dystryktu Szwajcarii mianowano go w 1989 roku, pieczę nad seminarium w Zaitzkofen objął w 1991 roku. W 1998 roku wrócił na stanowisko przełożonego dystryktu Szwajcarii. Od 2004 roku jest przełożonym dystryktu Niemiec. Od lipca 2006 roku jest Pierwszym Zastępcą (inaczej Asystentem) Przełożonego Generalnego Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X.

źródło: http://www.laportelatine.org/international/maison/maison.php



W piątek 5 grudnia kościół p/w Niepokalanego Serca Maryi jak zawsze napełnił się grupką wiernych, chcących uczcić pierwszy piątek miesiąca. Tym razem jednak, oprócz Różańca i Mszy świętej, której towarzyszył śpiew, odbył się również wykład dotyczący sytuacji w Kościele, a szczególnie sytuacji Bractwa św. Piusa X, nadziei na przyszłość, pytań, jakie Bractwo sobie stawia i odpowiedzi, których Przełożeni szukają na modlitwie, w mądrości Kościoła, ale także, po prostu, we wspólnych rozmowach toczonych w serdecznej, aczkolwiek pełnej troski atmosferze.

Zastępca J. E. bpa Fellaya przypomniał pokrótce historię arcybiskupa Lefebvre'a, jego pragnienie zachowania dla Kościoła wielkiego skarbu, jakim jest katolickie kapłaństwo. Przypomniał trudne okoliczności sakr, dramatyczny spór, toczony aż do samej chwili wydarzeń, których dwudziestolecie obchodzimy. Wydarzeń, które stały się początkiem rozdziału zdań nie tylko z Rzymem, ale i w łonie samego ruchu Tradycji. Wielu z tych, którzy szli z arcybiskupem ramię w ramię, obiecali mu szacunek, ale postanowili szukać własnej drogi zachowania tradycyjnej liturgii, nauczania nieskażonego depozytu wiary czy reguły zakonnej. Odchodzili z bólem serca, przekonani, że gest niemłodego już arcybiskupa nie może być przez nich zaakceptowany.

Wielki spór na linii Rzym - Econe nie gasł, i trwa nadal. Ale od gniewu i wytykania palcami dyplomacja rzymska przeszła do woli pojednania. Pojednania w imię wielości, zgodnie z obecną filozofią naszego obecnego Ojca Świętego, Benedykta XVI, widzącego w nauce Soboru Watykańskiego II kontynuację wielowiekowej Tradycji Kościoła. Zmarły już Ojciec Święty Jan Paweł II mówił raczej o nowej epoce w dziejach Kościoła, o rozdziale między "trydencką" a "nowosoborową" epoką, teraz mamy do czynienia z zacieraniem granic, które chciano za poprzedniego pontyfikatu tak bardzo podkreślić, przypominał ks. Pfluger.

Stoimy więc wobec sporu nie tylko teologicznego, ale i filozoficznego, jakby to powiedzieli również Ojcowie Soboru - pastoralnego, bo takim zadeklarowało się zgromadzenie biskupów odbyte jeszcze przed reformą liturgii, zgromadzenie owiane atmosferą entuzjazmu i radości. Cel był prosty: przybliżyć wiernym wiarę. Uczynić Kościół i liturgię bardziej dostępną. Środki wybrane przez ojców Soboru były jednak przedziwne: zmiany definicji, używanych od lat, zmiany na nowe, inne, jak mówiono, prostsze... żeby nie powiedzieć - uboższe, w treść. Taką obawę żywił nie tylko arcybiskup Lefebvre. Kościół z "Mistycznego Ciała Chrystusa" stał się po prostu "Ludem Bożym", Msza święta z Ofiary, odnowienia Kalwarii, stała się "zgromadzeniem Ludu Bożego". W Polsce, a nawet we Włoszech, pobożność nie słabła tak szybko jak w innych krajach Europy Zachodniej. A może raczej nie zmieniała od razu oblicza na bardziej "na luzie". Zaczęto przychodzić do kościoła nie po to, by się pomodlić, ale aby się spotkać. To jednak prawda, że nie wszędzie, że są teraz miejsca, jak choćby katedra w Mediolanie, gdzie grupki wiernych spokojnie i pobożnie wysłuchują nowej mszy. Chociaż niestety słowa konsekracji, mimo próśb samego Rzymu, wypowiadane są według błędnego tłumaczenia...

Co jednak w Bractwie? Przełożeni z pokorą czekają na znaki Opatrzności, które pozwolą zasiąść z Rzymem do rozmowy o wierze... przedziwne pragnienie, powie niejedna osoba. Tym niemniej nawet dziecko ma obowiązek bronić swojej wiary po bierzmowaniu... wyznawać ją i dawać jej świadectwo. Rzecz jasna nie każdy wierny będzie z Rzymem rozmawiał, ale zatroskani o los Kościoła biskupi i kapłani mają do tego prawo, a nawet obowiązek. Stoimy przed trudną sytuacją, przed pytaniem zadawanym przez wielu: czy Kościół może się mylić? Czy ryt Kościoła, za który uznaje tak wielu Novus Ordo Missae, może nie być rytem Kościoła i źródłem łask? Czy Sobór, witany z tak wielką radością przez biskupów i samego Ojca Świętego, wprowadzany w życie przez ukochanego przez Polaków Papieża, może być przyczyną zła?

O duchu Soboru napisano już tak wiele,że nie będziemy tutaj do tego wracać. Artykuły na ten temat są ogólno dostępne, tak w źródłach samego Watykanu, na łamach prasy katolickiej, jak i w publikacjach krytycznych Bractwa. Podsumowaniem pozycji Tradycji jest chociażby książka "Oni jego detronizowali" (albo: "Zabrali Mu koronę") czy "List otwarty do zakłopotanych katolików" arcybiskupa Lefebvre'a, pisany dawno, ale w swoich ogólnych zarysach, (nie szczegółach, bo kontekst historyczny się zmienił), dość przystępnie zarysowujący problem.

Módlmy się za Kościół, pokornie i z prostotą, dołączmy się do Krucjaty Różańcowej w intencji odwołania dekretu ekskomuniki, módlmy się w intencjach Ojca Świętego.

Módlmy się za kapłanów, aby wierzyli w Ciało Chrystusa, obecne prawdziwie i substancjalnie w ich dłoniach podczas Mszy świętej, gdy łączą się z Kościołem i pragną czynić to, co Kościół czynił od samego początku: sprawować jedną nieskalaną Ofiarę, od wschodu do zachodu słońca, jak mówi Proroctwo, którego wypełnieniem jest Kalwaria, ale i każda Msza święta. Ofiara czysta i nieskalana, źródło bijące w samym sercu Kościoła. Bijące dla Chwały Boga, ale i dla wszystkich tych, którzy do tego źródła przychodzą. Aby stać się lepszymi dla Boga, lepszymi dla innych... "dobrą wonią Chrystusa"...

Brak komentarzy: