sobota, 18 kwietnia 2015

7 lat po przywróceniu tradycyjnej liturgii u trapistów w Mariawald

Dom Josef Vollberg OCSO: Klasyczna liturgia daje światu coś, czego mu brakuje

W 2008 roku jedyny klasztor trapistów w Niemczech – opactwo Mariawald – jako pierwszy (i jak dotychczas jedyny) od czasów reformy soborowej klasztor trapistów powrócił w całości do tradycyjnej liturgii. Reformie tej – a właściwie powrotowi do źródeł – osobiście patronował papież Benedykt XVI. Przedstawiamy wywiad udzielony przez opata Mariawald Dom Josefa Vollberga niemieckiemu dziennikowi Die Tagespost w maju 2013 roku.

Przewielebny Ojcze Opacie, cztery lata temu wprowadził Ojciec w swoim opactwie liturgię w formie nadzwyczajnej. Co to zmiana przyniosła Ojca klasztorowi?
Pierwszą Mszę solenną w klasycznym rycie rzymskim odprawiliśmy w Mariawald w styczniu 2009 roku. Miesiąc później rozpoczęliśmy odprawiać w nadzwyczajnej formie Mszę konwentualną. Na początku nie wszystkim braciom spodobała się ta zmiana. Ale w międzyczasie sytuacja się poprawiła. Oczywiście każdy ksiądz musiał się nauczyć celebracji tego rytu, co było wymagające i niełatwe. Każdy musiał także przypomnieć sobie łacinę. Krok po kroku dokonaliśmy tej zmiany. Kolejnym krokiem było śpiewanie w tradycyjnej formie oficjum Tercji przed niedzielną Mszą. W ten sposób osiągnęliśmy liturgiczną jedność. Następnie stopniowo zmienialiśmy godziny mniejsze, Sekstę, Nonę oraz Kompletę. Później to samo zrobiliśmy z Nieszporami i Jutrznią oraz wigiliami. Miało to na celu nasze całkowite oddanie tej Liturgii, z jej bardziej intensywnym teocentrycznym charakterem, który w szczególny sposób pasuje do naszego kontemplacyjnego powołania

Jaki rodzaj duchowego rozwoju od tego czasu odnotowaliście? Czym skutkowało przyjęcie w waszej wspólnocie formy nadzwyczajnej?
Nie wolno nam lekceważyć duchowego wzbogacenia, które dokonało się poprzez poszukiwanie i ponowne odkrycie źródeł. Ważne cechy tradycji kościelnej mogą ponownie odgrywać znaczącą rolę. Nasze powołanie monastyczne czerpie swój charakter z Reguły św. Benedykta, którą ślubowaliśmy przestrzegać. Reguła św. Benedykta i łacińska liturgia w starszej formie tworzą symbiozę, w której jeden z jej składników wzmacnia zrozumienie i znaczenie drugiego. Tak jak codziennie składa się Najświętszą Ofiarę, tak samo czyta się codziennie fragment Reguły, a mi zazwyczaj przypada go objaśniać. Bez wątpienia dużo prawdy tkwi w starym powiedzeniu: „Trzymaj się reguł, a reguły będą się trzymać ciebie”. Należy również powiedzieć, że z pewnością nikt nie mógłby przetrwać bez Ofiary Mszy Świętej. Tradycyjna forma, w której odprawiamy teraz Mszę, bardzo nam służy. Rozbudzona mądrość wieków pomaga kapłanowi być bardziej kapłanem a mnichowi być bardziej mnichem. Nie ulega wątpliwości, że ta reforma zmieniła niektórych z nas. Mariawald się zmieniło. Ale to nie my powinniśmy oceniać skalę tych zmian. Musimy to pozostawić Bogu i Jego Świętej Matce, której poświęcone jest to miejsce.

Czy po tych zmianach wzrosły powołania? Zmiany były chyba przede wszystkim na to ukierunkowane.
Polemizowałbym czy to było celem tej reformy. Sfery sacrum nie wolno w ten sposób traktować. To dotyczyło przede wszystkim Boga i należnej Mu czci. Oczywiście klasztor musi myśleć o powołaniach, ale nie może to być jego głównym celem. Ale tak, mieliśmy nadzieję, że wzmocnienie monastycznych i katolickich ideałów, które przyniosła reforma, może skutkować powtórną atrakcyjnością. To prawda, że mamy teraz więcej powołań. Jednak miłość do formy nadzwyczajnej nie wystarcza żeby kogoś przyjąć. Ani też miłość do specyfiki naszego rytu cysterskiego, z jego niewielkimi różnicami w kalendarzu liturgicznym czy formularzach mszalnych. Należy zacząć od tego, że człowiek musi być prawdziwie wezwany do bycia mnichem. Dlatego ważne jest by zachować ostrożność w doborze kandydatów. Kandydat musi dobrze poznać samego siebie. Dlatego przed okresem postulatu jest okres próbny, któy trwa przynajmniej cztery tygodnie. Ten okres wspólnego poznania się jest bardzo ważny, jeśli chce się podjąć właściwą decyzję. Naszym klasztorem interesowało się bardzo dużo osób. Od 2009 roku było ich ponad 40. 2012 to był dobry rok, miała miejsce wtedy rzadka uroczystość ślubów wieczystych. Mieliśmy również obłóczyny nowicjusza. Tak więc sprawy idą w dobrą stronę. Prawdziwe życie mnicha stanowi dla wielu ogromne wyzwanie, ponieważ nikt nie może być mnichem bez ofiary. Nawet regularne wstawanie w środku nocy stanowi trudność, bo mnich to przecież też człowiek. Jest to szczególne zobowiązanie. Pozwolę sobie to wyjaśnić. Istnieje wiele zawodów, które wymagają pracy na nocne zmiany, czy to na kolei, czy w piekarni lub szpitalu. My, mnisi, nie musimy wykonać żadnej pracy, która stanowiłaby konkretną pomoc innym, a mimo to chcemy wstawać o 2.30. Wzorujemy się na Chrystusie, który modlił się w nocy. Myślę też o św. Pawle, który modlił się w nocy w więzieniu, a także o pierwszych mnichach, którzy robili to właśnie wtedy, gdy dzień był nadal świeży i niczym nie obciążony. I tysiące następców podążało ich przykładem. „Najpierw Bóg” – dokładnie do tego dążymy w naszym życiu. I dlatego modlimy się o 3 nad ranem, w imieniu wielu ludzi w Kościele, na świecie, w zakonie, tak jak było wcześniej, aby przebić się przez ciemność która tak często nas otacza. I oczywiście po to, aby pochłonąć trochę Bożego światła, które świeci w ciemnościach
.
Jak zareagowali wierni, którzy przychodzą do was na Msze?
Reakcje były bardzo zróżnicowane. Na szczęście protestów nie było wiele. Wśród naszych bywalców, oprócz tych którzy pozostali, było także wielu, którzy zdecydowali się pójść gdzieś indziej. Byli też tacy, którzy przyszli pierwszy raz. Bardzo uderzające jest to, że od reformy zaczęli przychodzić do nas młodzi ludzie, co się wcześniej nie zdarzało. Co jakiś czas przypadkowa wizyta rozwija się w trwałą więź. Możliwe, że klasyczna forma liturgii daje światu – pełnemu technologii, kalkulacji, finansów i przyjemności – coś, czego mu brak. I tak właśnie jest w przypadku młodych, którzy odkrywają w naszej liturgii dyskretną drogę znalezienia pokoju i modlitwy. Nikt nie jest tu przymuszany do zorganizowanego dialogu, do którego trzeba koniecznie dołączyć. Każdy może sobie po cichu usiąść i oddać się temu, co ma tu miejsce. Każdy może to śledzić i powierzyć temu swoje intencje. Boska Liturgia oferuje pewną przestrzeń, która szczęśliwie nie jest pod naszym panowaniem. Istotnie, Bóg przychodzi ku nam, jeśli poświęcamy się liturgii, jeśli oddajemy się Temu, który stoi tu w samym centrum rzeczy. Miło jest mi powiedzieć, że otrzymaliśmy wiele pozytywnych maili i listów. Jednak był też negatywne, bliskie nienawiści, ujawniające wielkie niezrozumienie. Odrzucenie formy nadzwyczajnej często wiąże się z odrzuceniem Ojca Świętego, który nadzorował reformę i zachęcał do niej z ojcowską wielkodusznością. Można wyczuć wokół sprawy klasztoru obecność niezrozumienia czy nawet głupoty. Odkąd papież osobiście pochwalił nasze przedsięwzięcie, wierzę, że reforma ma Boże błogosławieństwo, ponieważ jest koniec końców kwestią należnej Bogu czci, a także zbawienia naszych dusz – aspektu często dziś zapomnianego. Wierzymy w Boga, wierzymy w życie wieczne, które On przygotował dla tych, którzy Go miłują. Podczas Mszy Świętej wyznajemy w Credo naszą wiarę w życie wieczne. Nasze życie powinno nas prowadzić do wieczności. A reforma Mariawald powinna pomóc nam osiągnąć ten cel. 

Utrzymujecie kontakt z zagranicznymi wspólnotami?
Prawdę mówiąc niewielki. Nasz problem polega na tym, że jest nas niewielu, więc trudno jest nam utrzymywać kontakt z innymi klasztorami. Jest nas tylko dziesięciu, niektórzy są już w podeszłym wieku. A ja jako opat mam bardzo dużo obowiązków w naszym domu. Mieliśmy bliższy kontakt z niektórymi francuskimi benedyktyńskimi klasztorami Tradycji, np. z Le Barroux czy Fontgombault i innymi, a także z Vyšší Brodem w Czechach. Mamy także częsty kontakt z księżmi z Bractwa Kapłańskiego św. Piotra, które pracuje „w świecie” i jest nam bardzo bliskie poprzez Mszę. W klasztorze kontemplacyjnym zawsze pracuje się z różną dynamiką. Oczywiście czasami musimy opuścić nasz maleńki światek i załatwić pewne ważne sprawy. Ale zazwyczaj praca wewnątrz domu jest tak wyczerpująca, że nie mamy na nic więcej czasu.

Przeszedłby Ojciec ponownie drogą reformy?
Oczywiście że tak, nawet jeśli wiem, że nie jest to łatwa droga, na której spotykałoby się samych przyjaciół. Niektórzy uznają reformę za atak na swoje osobiste terytorium, atak na swoje jakoby suwerenne prawa do interpretacji. Uznają, że papież jest omylny – ale oni sami już nie. Ale my wierzymy, że reforma jest ważna. To kwestia pewnych wartości, które w wielu miejscach zatracono. Życiu monastycznemu również grozi ich utrata. Właściwie to w tym obszarze utracono je tak samo jak w każdym innym. Oczywiście nie da się całkowicie skopiować przeszłości, ale należy próbować na nowo odkryć drogocenne skarby, takie jak liturgia ukierunkowana całkowicie na Boga. To bardzo ważne w życiu kontemplacyjnym! Wielu nie zdaje sobie sprawy z tego, że jest to również kwestia kompletności Wiary, w której nie możemy sobie przebierać. Wiara musi być przestrzegana i
pielęgnowana w całości. Dyskutuje się w Kościele wiele spraw, ale czymś niezwykle pilnym jest podstawowa katecheza, która obejmuje Credo i wszystko, co konstytuuje naszą Wiarę. Lekceważymy to, co należało do niej od początku, a tym samym należy do niej teraz i będzie należało w przyszłości. Odrodzenie Tradycji położy kres tym zagrożeniom. Osiągnie akceptację Wiary w całej jej okazałości. Bardzo ośmieliło mnie to, co przeczytałem w Piśmie Świętym: to kwestia wyłącznie Prawdy, Rzeczywistości, która nie zależy od opinii większości. Przypomina mi się tu Mojżesz. Zawsze miał kłopoty, chcieli go nawet ukamienować. I czasem myślę o tym, albo o tym proroku w starożytnym Izraelu, który był podobnie traktowany. Rozważanie ich wytrwałości daje poczucie komfortu i pewności siebie. To nie jest łatwy czas dla prawdy, ale ona pochodzi od Boga, samego Boga w Prawdzie, nie w abstrakcie, ale w bardzo konkretnej formie osobowej: samego Chrystusa. Powtórzę jeszcze raz: Prawda nie zależy od opinii większości. Widzimy to w Chrystusie, Naszym Panu. Nie wzruszały Go opinie większości. Dlatego znajdujemy się w najlepszym możliwym towarzystwie! Tak, zrobiłbym to jeszcze raz.

Źródło: rorate-caeli.blogspot.com
Tłumaczenie: Redakcja Bazy Dokumentów Papieskich
za:http://bdp.xportal.pl/publicystyka/dom-josef-vollberg-ocso-klasyczna-liturgia-daje-swiatu-cos-czego-mu-brakuje/

czwartek, 16 kwietnia 2015

Argentyna: Państwo nadaje Bractwu Św. Piusa X osobowość prawną

Opublikowano , autor: Jakub Pytel

Winieta
Pasek tytułowy Biuletynu Urzędowego Republiki Argentyny (wydanie z 9 kwietnia 2015 r.)
12 kwietnia br. argentyński dziennik „Clarín” poinformował o opublikowanym trzy dni wcześniej w Biuletynie Urzędowym Republiki Argentyny (Boletín Oficial de la Republica Argentina) postanowieniu sekretarza ds. wyznań Wilhelma R. Oliveriego o nadaniu Bractwu Kapłańskiemu Świętego Piusa X osobowości prawnej i wpisaniu go do Rejestru Instytutów Życia Konsekrowanego (Registro de Institutos de Vida Consagrada), obejmującego katolickie zakony i zgromadzenia zakonne obecne w tym kraju.
Podjęcie tej decyzji było możliwe m.in. dzięki wystosowaniu przez kard. Mariana Aureliusza Polego, arcybiskupa metropolitę Buenos Aires, listu do Sekretariatu ds. Wyznań w ramach procedury wszczętej przed tym organem przez władze FSSPX w 2011 r. List, jak ten, w którym arcybiskup Buenos Aires „wnioskował o to, aby Towarzystwo Apostołów Jezusa i Maryi (Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X) było uznawane – aż do chwili, gdy uzyska ostateczny status kanoniczny w Kościele powszechnym – za stowarzyszenie na prawie diecezjalnym”, jest koniecznym warunkiem uznania każdego zgromadzenia zakonnego w Argentynie.
List kard. Polego nie rodzi skutków kanonicznych, ponieważ nie działa on w zastępstwie władz rzymskich, które jako jedyne mogą regulować status kanoniczny Bractwa Św. Piusa X. Jest to wyłącznie procedura warunkująca podjęcie przez władze argentyńskie decyzji administracyjnej w oczekiwaniu na „uzyskanie [przez Bractwo] ostatecznego statusu kanonicznego w Kościele powszechnym”.
Trzeba zauważyć, że w Argentynie, zgodnie z wymogami prawa i przepisami administracyjnymi, katolickie zgromadzenia zakonne nie mogą prowadzić apostolatu, jeśli – po uprzednim zawiadomieniu przez władze kościelne – nie zostaną wpisane do Rejestru Instytutów Życia Konsekrowanego.
Fakt, że kard. Poli jest następcą kard. Bergoglia na stolicy arcybiskupiej w Buenos Aires, może uzasadniać domysły, że wzmiankowane postanowienie nie zostało podjęte bez konsultacji z papieżem Franciszkiem. Niemniej pozostaje faktem, że jest to jedynie procedura ściśle administracyjna wykonywana w szczególnych warunkach [prawnych] Republiki Argentyny.

 http://news.fsspx.pl/2015/04/argentyna-panstwo-nadaje-bractwu-sw-piusa-x-osobowosc-prawna/

wtorek, 14 kwietnia 2015

Sataniści w natarciu


 Gdynia: włamanie do kościoła i profanacja Eucharystii

W nocy z 10 na 11 kwiet­nia do­ko­na­no wła­ma­nia do ko­ścio­ła MB Bo­le­snej w Gdy­ni-Or­ło­wie. Spraw­cy do­sta­li się do ta­ber­na­ku­lum skąd ukra­dli Naj­święt­szy Sa­kra­ment. Do­cho­dze­nie w spra­wie wła­ma­nia wsz­czę­ła gdyń­ska po­li­cja.


Foto: Shutterstock Gdynia: włamanie do kościoła i profanacja Eucharystii
- Wła­ma­nie od­kry­ły w so­bo­tę przed go­dzi­ną siód­mą rano osoby, które otwie­ra­ły ko­ściół. Zna­la­zły na drzwiach ślady wła­ma­nia. Spraw­cy skra­dli ze świą­ty­ni przed­mio­ty li­tur­gicz­ne – po­in­for­mo­wał kom. Mi­chał Rusak, rzecz­nik gdyń­skiej po­li­cji, która pro­wa­dzi w tej spra­wie do­cho­dze­nie.
REKLAMA
Zło­dzie­je do­sta­li się do świą­ty­ni po wy­wa­że­niu zamka w głów­nych drzwiach, na­stęp­nie sfor­so­wa­li drzwi wej­ścio­we do za­kry­stii. Od­na­leź­li ukry­ty tam klucz, za po­mo­cą któ­re­go otwo­rzy­li ta­ber­na­ku­lum. – Kiedy je otwie­ra­łem, mia­łem jesz­cze na­dzie­ję, że znaj­dę tam kon­se­kro­wa­ne ho­stie. My­śla­łem, że za­bie­ra­jąc na­czy­nia li­tur­gicz­ne, zło­czyń­cy nie się­gną po naj­więk­sze świę­to­ści. Było jed­nak ina­czej – mówi ks. Krzysz­tof Rybka, pro­boszcz pa­ra­fii.
Z ko­ścio­ła zgi­nę­ły także zgro­ma­dzo­ne tam wota oraz inne przed­mio­ty li­tur­gicz­ne, m.​in. krzy­że, lich­ta­rze, pa­te­ny, dzwon­ki oraz gong. – Za­bra­li Naj­święt­szy Sa­kra­ment i wszyst­ko, co służy Eu­cha­ry­stii. Dziw­ne jest jed­nak to, że z za­kry­stii w któ­rej były cen­niej­sze kie­li­chy i mon­stran­cje, nic nie zgi­nę­ło - do­da­je pro­boszcz.
– To tra­gicz­ne i nie­zwy­kle bo­le­sne wy­da­rze­nie. Od razu jed­nak roz­po­czę­li­śmy mo­dli­twę za tych ludzi. Od so­bo­ty, przez całą nie­dzie­lę trwa­my w mo­dli­twie eks­pia­cyj­nej. Su­pli­ka­cje śpie­wa­ne są także po każ­dej Mszy św. we wszyst­kich pa­ra­fiach de­ka­na­tu – stwier­dził pro­boszcz.
Do po­dob­ne­go zda­rze­nia do­szło także ty­dzień wcze­śniej, w nocy z Wiel­kie­go Piąt­ku na Wiel­ką So­bo­tę, w ko­ście­le w So­bo­wi­dzu. Stam­tąd zło­dzie­je także za­bra­li Naj­święt­szy Sa­kra­ment i przed­mio­ty li­tur­gicz­ne, m.​in. czte­ry pusz­ki do prze­cho­wy­wa­nia Eu­cha­ry­stii.
(RC)

http://wiadomosci.onet.pl/trojmiasto/gdynia-wlamanie-do-kosciola-i-profanacja-eucharystii/p4hvj7

niedziela, 12 kwietnia 2015

Toplista Tradycji Katolickiej
Powered By Blogger