wtorek, 25 lipca 2017

"10 lat SUMMORUM PONTIFICUM" - konferencja na warsztatach Ars Celebrandii, Licheń 23.07.2017

Cała konferencja w Radio Chrystusa Króla
http://www.radiochrystusakrola.pl/

foto za:
http://arscelebrandi.pl/ars-celebrandi-2017/ars-celebrandi-2017-dzien-4/

piątek, 14 lipca 2017

Ameryka Łacinska - protestancka (ex-katolicka) - statystyka na 2014 r.

1 de cada 5 latinoamericanos ya es «protestante», ¿por qué?

El Pew Research Center acaba de publicar (13 de noviembre de 2014) un macroestudio basado en 30.000 entrevistas presenciales entre octubre de 2013 y febrero de 2014 en todos los países de habla hispana y portuguesa de América Latina y el Caribe, con la excepción de Cuba y la inclusión de Puerto Rico y los ‘hispanics’ de USA. El término ‘protestante’ es amplio, porque incluye a todas denominaciones históricas y a los pentecostales que suponen la mitad de esta categoría, y en ese sentido uso ‘protestante’ en este post.
Los resultados son los que son, redondeando:
  • 70% católicos
  • 20% protestantes
  • 10% no afiliados (ateos, agnósticos) y varias
Una pena no disponer de datos históricos por décadas, pero claramente el desplome de católicos desde 1970 es significativo. Si definiésemos mejor la pregunta «ser católico» probablemente el porcentaje de católicos sería bastante menor.
El estudio es muy interesante, lo recomiendo con todas las limitaciones que tiene. No voy a centrarme en el análisis de distribuciones, al fin y al cabo es un estudio global. Por países los resultados son coherentes con estudios locales:
  • Paraguay es el «más católico» (89%), seguido de México (81%) y Colombia (79%)
  • Las Repúblicas centroamericanas las «menos católicas»: El Salvador (50%), Guatemala (50%), Nicaragua (50%) y Honduras (46%).
No descarto que «la sangre de los mártires cristeros» tenga mucho que ver en el caso mexicano y también que «los mártires sociales centroamericanos» sean una consecuencia de la situación en esas repúblicas, aunque en este caso en sentido contrario.
Porque quizá los datos más sugerentes del estudio son los que arrojan un poco de luz sobre los motivos por los que están abandonando la Iglesia nuestros hermanos. Las causas son múltiples y complejas, internas y externas, en algún caso locales, pero me atrevo a decir, con estos datos delante, que:
Los católicos dejan de serlo porque la Iglesia no les habla de Dios (al menos así es percibido)

Tantos años de pobrerismo, de teologías de liberación y del pueblo de distintos pelajes, no sólo no han mostrado el verdadero rostro de Cristo, ni siquiera han sido eficaces para resolver los problemas sociales. La mayoría de los protestantes son católicos que han dejado de serlo. Los motivos que ellos aducen son claros: mayor «conexión personal con Dios» y, sorprendentemente tratándose de protestantes, «mayor énfasis en la moralidad»

Y es que para hablar de pobres sin hablar de Cristo, pues mejor un partido político. Y explica en gran medida no sólo que muchos ‘se pasen’ a sectas protestantes, también que la práctica religiosa sea menor.

Pobreza

Son muy significativas las opiniones sobre «la pobreza» y el énfasis que hace cada uno:
  • Los protestantes dicen que hay que llevarles a Cristo
  • Los católicos en las obras de caridad.

Y sin embargo, a la hora de la verdad, los protestantes están más implicados en la ayuda material que los católicos. Quizá porque el fundamento de esa preocupación marque la diferencia.

Temas morales

Expongo las tablas y que cada uno saque las conclusiones. Son terroríficas se vean como causa o como efecto. Desde luego rompen, al igual que el pobrerismo, el discurso de la progresía católica en cuanto a «lo que hay que hacer»
Divorcio

Relaciones prematrimoniales (sexo fuera del matrimonio)

Contracepción

Aborto


Homosexualidad

Gaymonio

Esperanza

No toca hoy proponer soluciones. Algunas son tan evidentes que daría vergüenza. Creo que en España, Italia o Francia las causas son similares. Además, algunos asuntos tocan de lleno los temas tratados en el Sinodo.
La labor que tenemos por delante es ilusionante, de la mano de Nuestra Madre, la Virgen de Guadalupe, Emperatriz de las Américas.
A lo mejor alguien piensa que la tarea de mostrar a Cristo es cosa de curas en la que no tenemos nada que ver.
 http://infocatolica.com/blog/delapsis.php/1411131237-1-de-cada-5-latinoamericanos

czwartek, 13 lipca 2017

"Pentecostal en Guatemala" - czy tak samo będzie w Polsce?



Pokazujemy powyższe filmy jako przykład protestanckiej obrzędowości, bardzo podobnej do tego co się dzieje na tzw. "nabożeństwach uwielbienia" czy spotkaniach charyzmatyków w katolickich świątyniach w Polsce.

W prowadzenie się w trans, histeria, bełkot, który tłumaczy się jak dar języków lub faktyczne mówienie językiem nienauczonym są typowe lub podobne w różnym stopniu, dla takich kultów pogańskich jak np. muzułmańscy derwisze, chasydzi, kult voodoo czy trybalne  kulty animistyczne. 

Według Rytuał z 1614 r. o egzorcystach, mówienie nieznanym językiem lub rozumienie jego jest zna mionem opętania. Nie sposób nie skonstatować, że diabeł zbiera w Polsce swoje nowe żniwo. Winę ponoszą biskupi i kapłani pozbawieni sensus catholicus lub wyznających herezję ekumenizmu co na to samo wychodzi. Modlitwa katolicka, która jest kontemplacją Mistycznego Ciała Chrystusa została zamieniona na koncert, na zbiorową histerię ze znamionami modlitwy. Nieustanne pragnienie emocji i "cudów"w zderzeniu z banalnością Novus Ordo sprzyjają konwersji do charyzmatycznej herezji "zielonoświątkowej" i innych denominacji protestanckich.

Inni zostaną w posoborowym Kościele, ale nie należy wykluczyć, że charyzmatycy i "odnowieni w duchu świętym" oddadzą pokłon Antychrystowi, gdyż już są opętani lub są do tego urabiani -  przez akty ślepej, bezrozumnej emocji, która utrudnia racjonalną ocenię rzeczywistości. 

Redakcja

środa, 12 lipca 2017

"I ty zostaniesz protestantem" - odgórna protestantyzacja

Krystian Kratiuk

I ty zostaniesz protestantem

Już wkrótce miliony katolików mogą się stać protestantami. Istnieje spora szansa, że proces ten dokona się w ciągu najbliższych lat. Co ciekawe, protestantyzacja Kościoła Świętego następuje odgórnie. Protestantem będzie można zostać nie zmieniając nawet parafii

Ekumeniczne dążenia wysokich czynników Kościoła rozpędziły się do nieprzewidywanej jeszcze kilka lat temu prędkości. Prócz bowiem dialogu z protestantami, znanymi dziś jako „bracia odłączeni”, mamy wraz z nimi świętować. Nie będzie to jednak wspólne świętowanie, na przykład, uroczystości Świętej Bożej Rodzicielki, gdyż protestanci negują Boże macierzyństwo Maryi. Ponadto w czasie wspólnego świętowania wspomniani bracia nie pokłonią się przed Najświętszym Sakramentem, gdyż nie do końca wierzą w realną obecność Ciała Pańskiego pod postacią chleba. Wspólnie świętując, nie za dobrze też będzie wspominać o papieżu, który według braci zreformowanych pozostaje kimś w rodzaju uzurpatora; nie wspomnimy też raczej o świętych, czyśćcu, odpustach i celibacie. Żeby nie psuć atmosfery – jesteśmy przecież bardzo gościnni.

Jeszcze jednak nie do końca wiadomo, kto podczas tego wspólnego świętowania będzie czyim gościem – czy katolicy protestantów, czy może odwrotnie? Jeśli gospodarzami będą uczniowie Marcina Lutra, mogą poczuć dyskomfort, rozmawiając z nami, na przykład, na temat antykoncepcji, aborcji czy „święceń” kobiet, które dziś istotna część protestanckich wyznań dopuszcza. No i nie staniemy raczej przed wspólnym świętowaniem we wspólnej kolejce do konfesjonału, bo protestanci nie spowiadają się indywidualnie.

Najważniejsze jest jednak to, co zamierzamy wspólnie świętować. Otóż nie Boże Narodzenie czy Wielkanoc, nic z tych rzeczy. Wspólnie z uczniami Lutra mamy uczcić rocznicę zainicjowania reformacji! Taki plan ogłosiła w stworzonym wraz z luteranami dokumencie Od konfliktu do komunii Papieska Rada ds. Popierania Jedności Chrześcijan.

Warto jednak pamiętać, że zbliżająca się rocznica pięćsetlecia reformacji – buntowniczego zrywu heretyków przeciwko papieżowi i katolickim dogmatom, dającego początek procesowi sprowadzania na manowce milionów ludzkich dusz – to nie pierwsza okrągła rocznica obchodzona przez nas wspólnie z „braćmi odłączonymi”. Otóż w roku 1983 minęło pół tysiąca lat od narodzin przywódcy buntowników – wspomnianego Marcina Lutra, według którego toaletowych natchnień Bóg, by stać się Bogiem, musi najpierw stać się diabłem. Już wówczas przygotowano specjalny dokument, w którym padło stwierdzenie, że katolicy, myśląc o swej wierze, nie mogą pominąć osoby i przesłania Lutra, który przecież – jak dodano – był świadkiem Jezusa Chrystusa.

Raport równie śliczny, co ekumeniczny
Z myślą o lepszym przygotowaniu się do wspólnych obchodów rocznicowych powstał raport Luterańsko‑Rzymskokatolickiej Komisji Dialogu ds. Jedności, którego autorzy ubolewają między innymi nad zarzucaniem przez katolików protestantom niczym nieusprawiedliwionego oderwania od prawdziwego Kościoła. Smuci ich, że nawet dzisiaj wielu katolików kojarzy słowo „reformacja” głównie z podziałem Kościoła, a nie – jak luteranie – z ponownym odkryciem Ewangelii, pewnością wiary i wolnością.

Z dokumentu dowiadujemy się także, iż katolicy pragną razem z luteranami obchodzić pamiątkę roku 1517. Dlaczego? Ano dlatego, że ekumeniczni teolodzy zdecydowali, że nie będą pielęgnować konfesyjnej tożsamości kosztem partnerów w dialogu, ale raczej – poszukiwać tego, co wspólne pośród różnic oraz przeciwieństw dzielących Kościoły, by tym mocniej im przeciwdziałać.

W raporcie bardzo wiele pisze się również o koniecznym ponoć usprawiedliwieniu Marcina Lutra rzekomo skrzywdzonego przez katolicką literaturę, a skoro już o nim mowa, to nie mogło przecież zabraknąć tematu odpustów. Z dokumentu katolicko‑luterańskiej komisji dowiadujemy się więc, że odpusty BYŁY formą pobożności chrześcijańskiej i KIEDYŚ MOŻNA BYŁO uzyskać je według jasno określonych warunków – jak modlitwa, uczynki miłosierdzia i jałmużna. Cóż, najwyraźniej według autorów, dziś odpustu już uzyskać nie można…

Raport Od konfliktu do komunii w istotnej mierze sprowadza się do usprawiedliwienia Lutra, jednak czyni to metodami wyjątkowo absurdalnymi. Oto czytamy o cytatach wyrwanych z kontekstu, dobrych chęciach i o niechęci do dyskusji. Zupełnie jakbyśmy pięćset lat temu w Wittenberdze mieli do czynienia ze sprzeczką gimnazjalistów, a nie z heretyckim występkiem przeciwko Tradycji i Magisterium oraz paleniem papieskich bulli.
Treści zawarte w omawianym dokumencie w pełni oddają dzisiejszy kryzysowy stan Kościoła. Zbyt wielu jego członków ulega fascynacji godzącym się ze światem protestantyzmem, zamiast pozostawać wiernym przemieniającemu świat katolicyzmowi. Również w Polsce próbuje się zaszczepić ową fascynację – Katolicka Agencja Informacyjna w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy kilkaset razy informowała, co słychać u luteranów, co świętują w maju, a co w lipcu. Obszernie relacjonowała także obchodzone przez protestantów coroczne „święta” reformacji, cytując przy tym mądrości pewnej niemieckiej pastorki twierdzącej, iż to reformacja wykuła Europę.

W imię fałszywego usprawiedliwienia
Protestantyzacja Kościoła Świętego wciąż postępuje. Na wskroś katolicką liturgię zmieniono w obrzęd bardzo podobny do symulowanego przez heretyków – zarówno pod względem estetyki, jak i odejścia od ofiarnego charakteru Mszy Świętej. Przyjęliśmy protestanckie spojrzenie na rolę Kościoła w państwie – Kościół ma być jednym z wielu głosów, do tego wzdragającym się często przed zajęciem jednoznacznego stanowiska. Wielu katolików prezentuje dziś również iście protestanckie podejście do spowiedzi i Komunii Świętej, a – jak pokazał ubiegłoroczny synod – dziesiątkom biskupów podoba się luterańskie podejście do kwestii małżeństwa i etyki seksualnej.

Wygląda na to, że niedługo – jeśli proces ten będzie wciąż postępował – bez potrzeby formalnej zmiany nazw naszych parafii każdy z nas będzie mógł zostać protestantem.

Oto wytyczona przez niemiecki episkopat ścieżka odwrotu od Wiary i Tradycji. Usprawiedliwiamy Lutra, hołubimy wyznawców Mahometa, oglądając mordowanie przez nich chrześcijan, obawiamy się wypowiedzieć podczas Mszy Świętej słowa o winie narodu wybranego za śmierć Pana Jezusa, by nie obrazić członków tego narodu. Mamy dziś starszych braci, braci odłączonych, ba, nawet wspólnego z muzułmanami Boga.
Kiedy więc już się całkiem sprotestantyzujemy, czy nie pozostanie nam tylko uznanie szatana za anioła odłączonego? Oraz wyjście doń z propozycją dialogu? I usprawiedliwienia…

Krystian Kratiuk
 http://www.pch24.pl/i-ty-zostaniesz-protestantem,34688,pch.html

poniedziałek, 10 lipca 2017

sobota, 8 lipca 2017

5 argumentów za pobożnym spędzeniem wakacji

5 argumentów za pobożnym spędzeniem wakacji

Data publikacji: 2017-07-02 06:00
Data aktualizacji: 2017-07-04 11:08:00
5 argumentów za pobożnym spędzeniem wakacji
Zdjęcie ilustracyjne. Fot. Waldek Sosnowski / Forum
Rozpoczęły się szkolne i akademickie wakacje. Także wielu pracujących rozpoczyna lub planuje wkrótce rozpocząć urlop. Ten wyczekiwany czas dla niektórych okaże się okresem pogrążania w mrokach grzechu, pustki i beznadziei. Inni zaś wykorzystają go do pogłębienia życia duchowego, więzi z Bogiem, wiedzy i wiary religijnej. Dlaczego warto pobożnie spędzić urlop? Przedstawiamy pięć konkretnych powodów.

1. „Idźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i odpocznijcie nieco", powiedział apostołom Chrystus (Mk 6,31). Odpoczynek wymaga skupienia, oderwania się od zgiełku. Tego też wymaga pogłębiona modlitwa. Tymczasem w naszych czasach wyjazdy urlopowe i wakacyjne prowadzą zazwyczaj do wielkich skupisk ludzkich. Hotele, plaże, modne kurorty. Człowiek wtapia się na nich w tłum. Często podąża za ludzkimi masami czy to do dyskoteki czy też do innych przybytków. Jeśli jednak urlop ma przynieść owoce, to warto pamiętać o słowach Pana Jezusa

2. „Wtedy Bóg pobłogosławił ów siódmy dzień i uczynił go świętym; w tym bowiem dniu odpoczął po całej swej pracy, którą wykonał stwarzając” (Rdz 2,2). Dla osób wykorzenionych z chrześcijańskiej cywilizacji niedziela stała się dniem chodzenia po sklepach, wykonywania niekoniecznych prac domowych czy zawodowych. Jednak jest to czas na Mszę, kontemplację czy oddanie się różnym godziwym przyjemnościom. Dlaczego nie potraktować urlopu jako swego rodzaju przedłużonej niedzieli. Nie trzeba oczywiście tego rozumieć dosłownie. Nie zaszkodzi jednak pójść do kościoła w tygodniu czy dłużej się pomodlić. Warto też pozwiedzać zabytki religijne, w jakie obfituje Polska i Europa. Nie traktujmy jednak tego czysto „konsumpcyjnie”. Podziwiając skarby chrześcijańskiej cywilizacji wznieśmy duszę ku Bogu.

3. „Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej i z domu twego ojca do kraju, który ci ukażę”, mówi Pan Bóg do Abrahama (Rdz 12, 1–3). Pielgrzymki mają bardzo bogatą tradycję biblijną. To właśnie z pielgrzymką do Jerozolimy udał się 12-letni Pan Jezus. Dlatego też wiele osób, także w tym roku, pójdzie pieszo do Częstochowy czy do innych sanktuariów, by przez swój dojść do obrazu ukochanej niebieskiej Matki. Ci, którym nie stanie zdrowia, mogą uczestniczyć w pielgrzymkach duchowych. Warto, w miarę możliwości, kultywować tę piękną chrześcijańską tradycję.

4. „Gdy faryzeusze dowiedzieli się, że zamknął usta saduceuszom, zebrali się razem, a jeden z nich, uczony w Prawie, zapytał Go, wystawiając Go na próbę: Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe? On mu odpowiedział: Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie” (Mt 22;34-38).

Niestety o miłowaniu Boga „umysłem” często się dziś zapomina. Poziom wiedzy religijnej wśród współczesnych katolików jest często na niskim poziomie. Składa się na to wiele przyczyn. Nie bez znaczenia jest ograniczenie katechez dla dorosłych. Ktoś powiedział, że „Pan Jezus nauczał dorosłych, a błogosławił dzieci, a Kościół dziś czyni odwrotnie”. Pogłębianie wiedzy religijnej może odbywać się w czasie wolnym, ale w dzisiejszym zabieganym świecie bywa, że tego czasu brakuje. Jakaż więc okazja może być lepsza na lekturę Pisma Świętego, Katechizmu, dzieł i dziełek katolickich teologów, mistyków czy innych ludzi wiary, niż urlop? Jak nie w wakacje to kiedy?

5. „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię” (Mt 11,28). Wakacje, wakacje i po wakacjach. Mówienie o tym jest niepoprawne politycznie, ale nie da się ukryć, że nawet najdłuższy odpoczynek kiedyś się skończy. Przyjdzie czas powrotu do nauki, pracy czy obowiązków w domu. Najważniejsze jest to, co po wakacyjnym okresie zostanie. Chwilowa, niegodziwa przyjemność może przynieść w najlepszym razie pustkę, a w najgorszym uszczerbek na zdrowiu. A także na duszy. Pogłębienie życia religijnego i więzi z Bogiem z pewnością nie okaże się czymś, czego będziemy żałować po powrocie do domu. Wiara bowiem okazuje się pomocna nie tylko w czasach łatwych, lecz również w godzinie próby. Z Chrystusowego pokrzepienia, z owoców pogłębionego życia wiary i wiedzy religijnej korzystać będziemy nie tylko przez chwilę. Pomogą nam one w trudnościach, czekających na nas w kolejnym roku pracy.

Marcin Jendrzejczak
www.pch24.pl

piątek, 7 lipca 2017

Motu Proprio "Summorum Pontificum" 7/7/2007 - 10 lat minęło



Z radością ponownie pokazujemy ten filmik
Redakcja

środa, 5 lipca 2017

11 rzeczy, których katolikowi nie wolno robić na urlopie

Data publikacji: 2017-07-04 07:00
Data aktualizacji: 2017-07-05 08:30:00
11 rzeczy, których katolikowi nie wolno robić na urlopie
Zdjęcie ilustracyjne. FOT.Radek Jaworski/FORUM
Powszechnie wiadomo, że katolikowi wolno wszystko, oprócz grzechu. Niestety wakacje to czas, gdy wielu zapomina o tej zasadzie i folguje głupim, a nawet grzesznym zachciankom. Tymczasem wierny nie tylko nie może grzeszyć, ale także być głupcem, biblijną „panną nieroztropną”, gdyż w ten sposób odrzuca daną przez Stwórcę zdolność analizowania oraz liczne dary Ducha Świętego. Jakie są „typowo” wakacyjne grzechy, czego w trakcie urlopu absolutnie robić nie wolno, czego należy unikać i z czego warto zrezygnować, by nie wyjść na głupca?

1. Nie wspieraj komunistów!
Taka porada brzmi absurdalnie. Wspierać komunistów podczas urlopu? To w ogóle możliwe? Tak! Wakacje to czas, w którym poczynania Polaków są najbardziej obarczone ryzykiem umacniania międzynarodowego komunizmu. Nawet przypadkowego.
Czymże innym jak wspieraniem komunistycznego, a więc antykatolickiego reżimu, jest spędzanie wakacji na Kubie? Chociaż urlop na karaibskiej wyspie może być przeżyciem niespotykanym, to z relacji podróżnika Wojciecha Cejrowskiego wynika, że inne wyspy w regionie są bardziej wartościowe i co więcej, nie panuje tam komunizm wraz z wszystkim, co z niego wynika. Od łapówkarstwa po braki podstawowych towarów.
Jednak rzecz idzie nie tylko o nasz komfort. Nie warto wyjeżdżać do krajów komunistycznych, gdyż zostawiane tam przez nas pieniądze służą umacnianiu diabelskiego reżimu, w ten sposób przedłużając cierpienie miejscowej ludności, w tym Kościoła katolickiego. Powszechnie wiadomo, że marksistowskie reżimy wegetują tylko dzięki zagranicznym dewizom. Po co więc przykładać rękę do ratowania tworu sowietów, który przeżył „imperium zła”?
Krajów stricte komunistycznych jest dzisiaj na świecie jak na lekarstwo. Nie brakuje jednak państw o charakterze socjalistycznym, rewolucyjnym lub realizujących demokratyczną drogę do rządów socjal-liberalnych, która de facto oznacza tłamszenie wolności religii katolickiej, chociażby przez dyktaturę politycznej poprawności. Dlatego warto rozważyć, czy udając się na wakacje nawet do kraju demokratycznego, przypadkiem nie umacniamy „wartości”, jakimi kierują się jego „elity”. Może lepiej zmienić kierunek destynacji?

2. Nie finansuj islamistów!
Wakacyjne wspieranie islamistów to rzecz o wiele prostsza, oczywistsza i częstsza niż umacnianie reżimu komunistycznego. Każde wakacje spędzone w kraju muzułmańskim oznaczają, że swoje pieniądze przeznaczamy na bogacenie się społeczeństwa jawnie bądź skrycie wrogiego chrześcijaństwu. Zaś zwiększenie potencjału ekonomicznego każdego z państw islamskich prędzej czy później przerodzi się w siłę polityczną i militarną. Nie mamy pewności, czy owa siła nie zostanie użyta do intensyfikacji prześladowań wyznawców Chrystusa.
Dlatego też należy uważnie przeanalizować bliskowschodni i północnoafrykański kierunek podróży. Wszak nikt z nas nie chce być przecież sponsorem Państwa Islamskiego.

3. Nie wchodź do meczetu!
Jesteśmy katolikami. Wierzymy w Boga w Trójcie Świętej Jedynego. On jest naszym Panem. Kto nie czci Pana Boga, ten tak naprawdę oddaje cześć siłom zła. W ten sposób każde pogańskie miejsce kultu traktować należy jako świątynię satanistyczną.
Tymczasem wchodząc do czynnego meczetu musimy wypełnić określone czynności. Z jednej stronny wyrażamy w ten sposób szacunek ludziom oddającym się tam swoim duchowym praktykom, z drugiej jednak oddajemy szacunek całemu systemowi, jaki za danym kultem stoi. W tym przypadku islamowi, religii fałszywej i nienawidzącej Kościoła Chrystusowego.

4. Nie odwiedzaj pogańskich świątyń!
Islamski meczet to nie wszystko. W trakcie wakacji wielu ludzi odwiedza Chiny, Indie, czy inne kraje azjatyckie. W tamtejszych świątyniach hinduistycznych czy buddyjskich również oddaje się kult religijny istotom innym, niż Prawdziwy Bóg – Stwórca wszechrzeczy, który jako jedyny zasługuje na cześć.
Katolicy doskonale wiedzą kogo czczą miejscowi poganie. Dlatego też nie warto ryzykować wizyt w miejscach, w których czyhają na nas zagrożenia duchowe. Wizyta w takim przybytku, nawet jeśli ostatecznie w naszym życiu religijnym nie spowoduje zamętu, z pewnością nie pomaga nam w drodze do nieba.

5. Nie kupuj okultystycznych pamiątek!
Wakacyjna wizyta w pogańskim kraju często wiąże się z zakupem lokalnej pamiątki. Niestety nieobojętnej dla życia duchowego. Wielu ludzi nieświadomie wydaje pieniądze na pogańskie symbole kultu, a następnie przywozi je do swoich domów i stawia na szafce obok… Krzyża, Pisma Świętego, figury Matki Bożej lub wizerunków świętych.
Ta swoista schizofrenia wynika nie tyle ze złej woli, co raczej ignorancji lub braku świadomości zagrożenia duchowego. Tymczasem poganie, głęboko wierzący w swoje kulty, nie obstawiają się machającymi kotami, Śiwami, Wisznami czy Buddami bez powodu. Wynikają z nich określone reakcje, które nijak nie pomagają katolikom w drodze do nieba. Więcej – figurki nieznanych nam bliżej istot, często demonów, są w naszej ziemskiej pielgrzymce kulą u nogi, ściągającą nas w złą stronę.
Lista takich przedmiotów jest bardzo szeroka, tak jak obszerny jest – niestety – świat niechrześcijański. Warto zrezygnować więc z zakupu amuletów „oko proroka”, wszelkiej maści pogańskich figurek bożków (w tym bożków płodności), czy popularnych w Europie „młotów Thora” (Mjølnir) oraz wszystkiego, co do czego nie mamy pewności, że przedstawia istotny dobre.

6. Nie odwiedzaj uzdrowicieli!
Współczesne społeczeństwa zachodnie stylizują się na modłę gardzących wszelkim zabobonem oświeconych racjonalistów. Wszystko to podszyte jest jednak wróżbiarstwem, pasjansami, okultyzmem, magią czy tajemniczymi uzdrowicielami.
Drwiące z „ciemnych katolików” europejskie „mądre głowy”, ale także ignorujący zagrożenia duchowe lub nieznający ich – z własnej winy – wierzący, w trakcie wakacji w orientalnych krajach chętnie odwiedzają lokalnych, pogańskich cudotwórców i magików. Zamiast głębokiej modlitwy o zdrowie oraz cnoty cierpliwości w trakcie terapii, ludzie narażają się na wieczne potępienie swojej duszy z powodu chęci natychmiastowego usunięcia dolegliwości lub… ciekawości. Nie przypadkiem jednak mądrość ludowa ostrzega nas, że zbytnie zainteresowanie niektórymi sprawami to pierwszy krok do piekła.

7. Nie przesadzaj z alkoholem!
Grzechem jest nie tylko chodzenie do uzdrowicieli w celu magicznej poprawy stanu zdrowia, ale także niszczenie swojego ciała poprzez nadużywanie alkoholu. Nie chodzi jednak o całkowity zakaz spożywania. Decydująca w tej sprawie jest cnota umiarkowania lub jej brak.
Wielu ludzi zgodzi się z twierdzeniem, że w duszny i upalny dzień niewiele jest rzeczy przyjemniejszych niż łyk dobrego i przede wszystkim zimnego piwa. Jest jednak różnica między spożywaniem trunków, w tym złocistych, w miłym towarzystwie, w doskonałej atmosferze i z rozwagą, a nieustannym zaglądaniu w kieliszek czy kufel przez cały urlop.
Druga postawa jest grzechem. Może skończyć się popadnięciem w nałóg, ale także oznacza marnowanie czas. Wszak stworzony przez Boga Ojca świat jest zbyt piękny, by ograniczać się wyłącznie do picia alkoholu, nawet smacznego. Samo w sobie spożywanie trunków przez ludzi dorosłych i odpowiedzialnych nie jest niczym nagannym, jednak trzeba znać granice. Nieprzypadkowo Kościół w Polsce od lat nawołuje w jednym z wakacyjnych miesięcy – w sierpniu – o trzeźwość. Trzeźwość nie jest tym samym co absolutna abstynencja.

8. Nie bądź jak świnia!
Nakaz umiarkowania dotyczy także jedzenia i nie jest on znoszony przez ogrzewające nas słońce, które umożliwia zorganizowanie grilla, za jakim nie raz tęsknimy w ciemne, chłodne, zimowe wieczory. Tutaj również należy znać granicę między przyjemnością spożywania smacznego posiłku, a obżarstwem.

9. Nie ćpaj! Nigdzie!
W Polsce zażywanie narkotyków jest nielegalne. Istnieją jednak w Europie Zachodniej (a nawet tuż za naszymi granicami) kraje, w których narkotyki – przynajmniej „miękkie” – nie są traktowane z podobną surowością co nad Wisłą.
Prawo ziemskie nie jest jednak dla katolika instancją najważniejszą, bowiem nie zawsze pokrywa się z moralnością. My musimy kierować się przede wszystkim Prawem Bożym. Święty Paweł w Pierwszym Liście do Koryntian pisze: „Czyż nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego, który w was jest, a którego macie od Boga, i że już nie należycie do samych siebie? Za [wielką] bowiem cenę zostaliście nabyci. Chwalcie więc Boga w waszym ciele!” (1 Kor, 6, 19-20).
Wobec powyższego absolutnie nie możemy narażać naszego ciała, świątyni Ducha Świętego, na zepsucie, nawet jeśli prawo danego państwa nie czyni z tego powodu problemów.

10. Nie grzesz rozpustą!
„Czyż nie wiecie, że niesprawiedliwi nie posiądą królestwa Bożego? Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwięźli, ani mężczyźni współżyjący z sobą, ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy nie odziedziczą królestwa Bożego” (1 Kor 6, 9-10) – pisze święty Paweł w swoim Pierwszym Liście do Koryntian.
Tymczasem wiele osób zdaje się twierdzić, że w trakcie wakacji wolno zawiesić stosowanie zasad moralności seksualnej. Nic z tych rzeczy! Moralność obowiązuje nas w domu, w szkole i w pracy, na urlopie i w trakcie wypełniania obowiązków. Nikt nie jest z pewnych zasad zwolniony tylko dlatego, że przebywa z dala od domu, a na polu mocno świeci słońce.
Wakacje nie znoszą kluczowej zasady katolickiej etyki seksualnej, zgodnie z którą każdy stosunek inny niż małżeński jest grzechem. W ten sposób absolutnie niedozwolona i niedopuszczalna jest wszelka nieczystość i rozpusta: homoseksualizm, przygodny seks, seks przedmałżeński, małżeńskie zdrady czy – szczególnie kojarzona z wakacjami – tzw. seks-turystyka.

11. Nie bądź leniem!
Pokusa leniwego spędzenia urlopu jest jedną z najsilniejszych. Czym innym jest jednak skorzystanie z okazji i porządne oraz zdrowe wyspanie się, a czym innym wręcz otępiająca, kilkudniowa bierność połączona z obżarstwem lub pijaństwem. W wakacjach nie chodzi o to, by leżeć na tapczanie i nic nie robić cały dzień. Oczywiście każdy ma prawo odpoczywać jak lubi, a niektórzy niewątpliwie potrzebują przynajmniej raz w roku spokojnego i niezbyt aktywnego czasu.
Jednak mimo tego nadal pozostajemy katolikami. Cały czas mamy obowiązek modlić się, czynić dobre uczynki, unikać grzechu, ewangelizować otoczenie, żyć Sakramentami świętymi i uczestniczyć – przynajmniej tylko w obowiązkowych – praktykach religijnych.
Przed wyjazdem na wakacje niemal koniecznym jest zlokalizowanie kościoła, gdzie moglibyśmy udać się na niedzielną Mszę świętą. I to szczególnie w sytuacji, gdy kierunkiem destynacji jest kraj o innej niż katolicka większości. Jeśli udanie się do kościoła w obcym kraju przekracza nasze możliwości logistyczne, warto w ogóle rozważyć zmianę miejsca pobytu. W wyjątkowych sytuacjach proboszcz może udzielić nam dyspensy z uczestnictwa w niedzielnej Mszy świętej. Nie warto jednak nadużywać tej okoliczności, gdy kilkanaście kilometrów od kurortu posługę katolicką sprawują na przykład polscy księża.
Ponadto czas wolny, nieobecny w chwilach codziennego zgiełku, warto wykorzystać na dodatkowy, intensywny rozwój duchowy i wzrost w wierze poprzez zagłębienie się w pobożne lektury, do których zazwyczaj ciężko sięgnąć.

Michał Wałach
https://www.pch24.pl/11-rzeczy--ktorych-katolikowi-nie-wolno-robic-na-urlopie,52795,i.html

sobota, 1 lipca 2017

I Komunia św. Wojtka z Gdyni - FSSPX

25 czerwca AD 2017 w kościele Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny w Gdyni Wojtek przyjął po raz pierwszy Pana Jezusa do swego serduszka.
Miło jest widzieć, ile błogosławieństwa spływa na syna, którego tata wiele lat temu poznał i zaangażował się w odbudowę Tradycji Katolickiej. Bez pobożnej mamy i jej macierzyńskiej troski wychowawczej mały Wojtek nie wzbudzałby tyle sympatii wiernych.
Niech Nasz Pan błogosławi temu dziecięciu i Jego Bliskim.

Redakcja

środa, 28 czerwca 2017

Przelgrzymka Tradycji Katolickiej do Gietrzwałdu

„Odmawiajcie różaniec! Łaski wyproszone przez tę modlitwę będą dla was zbawienne i doprowadzą was do szczęścia wiecznego w niebie” – mówi redaktor Grzegorz Kasjaniuk, autor książki pt. „Gietrzwałd. 160 objawień Matki Bożej dla Polski i Polaków – na trudne czasy”.




  
24 czerwca AD 2017 wyruszyła III Pielgrzymka Tradycji Katolickiej do Gietrzwałdu. Poniżej fotorelacja.


za:
 https://www.facebook.com/FSSPXOlsztyn/photos/gm.298943983885759/1438068029547988/?type=3&theater
https://www.facebook.com/photo.php?fbid=1539128852795171&set=pcb.1539060916135298&type=3&theater
 

wtorek, 27 czerwca 2017

Jedność wiary z papieżem Franciszkiem a kanoniczne uznanie Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X

Jedność wiary z papieżem Franciszkiem a kanoniczne uznanie Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X

W niniejszym artykule, opublikowanym za zgodą Domu Generalnego Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X, ks. Paweł Robinson (profesor dogmatyki w seminarium Świętego Krzyża w Goulburn w Australii – przyp. red. WTK) zajmuje się kwestią, czy papież musi być tradycjonalistą, żeby Bractwo postąpiło słusznie, przyjmując z jego rąk rozwiązanie kanoniczne.

Wprowadzenie

W debacie dotyczącej tego, czy Bractwo Kapłańskie Św. Piusa X powinno zaakceptować prałaturę personalną w trakcie pontyfikatu papieża Franciszka, pojawiły się opinie, że nie powinno ono zajmować się kwestią, czy uznanie kanoniczne jest rzeczą stosowną lub roztropną. Rzeczywiste pytanie, które należałoby postawić, powinno raczej dotyczyć tego, czy Bractwo i Franciszek mają wspólny cel oraz czy wyznają tę samą wiarę. Jeśli nie, to wówczas czymś złym z zasady byłoby nawet samo rozważanie przyjęcia uznania kanonicznego. Jeśli tak, to wtedy i tylko wtedy takie rozważania byłyby z zasady słuszne, można byłoby więc się zastanawiać, czy akceptacja prałatury personalnej jest roztropna.
Ci, którzy wyrażają tę opinię, milcząco zakładają, że papież Franciszek nie ma tej samej wiary ani tego samego celu, co Bractwo, zatem akceptacja uznania kanonicznego podczas pontyfikatu papieża Franciszka byłaby rzeczą złą co do zasady. Więcej nawet, byłoby to nielogiczne, gdyż „ustanowienie jedności prawnej bez rzeczywistej jedności […] wprowadzałoby sprzeczność”1.
Celem niniejszego artykułu będzie wykazanie, że przyjęcie uznania kanonicznego od modernistycznego papieża nie jest czymś złym z zasady oraz próba ustalenia kryterium pozwalającego określić stopień, w jakim współpraca z modernistycznym papieżem jest możliwa do zaakceptowania. Przedmiotem tego artykułu nie będzie [natomiast] rozważanie tego, czy w obecnych okolicznościach przyjęcie przez Bractwo prałatury personalnej od papieża Franciszka jest rzeczą roztropną.

Historia Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X

Pierwszym faktem, na który należy zwrócić uwagę, jeśli chodzi o wyrażone powyżej stanowisko, jest to, że sprzeciwia się ono duchowi przenikającemu całą historię Bractwa. Pozwólmy sobie dokonać krótkiego przeglądu tej historii, aby zobaczyć, że tak właśnie ma się sprawa w omawianym przypadku.
Wydaje się, iż bez specjalnego trudu można wykazać, że papież Paweł VI przejawiał silne tendencje modernistyczne – a jednak Bractwo zostało erygowane kanonicznie właśnie za jego pontyfikatu i w latach 1970–1975 miało status stowarzyszenia pobożnego (łac. pia unio – przyp. red. WTK). Zatem, biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności, współpraca z modernistycznym papieżem, polegająca na posiadaniu podległej mu struktury kanonicznej, nie mogła być – przynajmniej w opinii abp. Lefebvre’a – uznawana za rzecz złą.
Zdarzenia prowadzące do tego, co dokonało się w roku 1988, są w tym względzie nawet bardziej pouczające. Gdy ktoś rozumie, że abp Lefebvre czekał na znaki, iż powinien konsekrować biskupów, i że po otrzymaniu dwóch takich znaków (w postaci modernistycznych skandali wywołanych przez Rzym) udał się do Rzymu, aby uzyskać uznanie kanoniczne, powinien wyprowadzić z tego ogólną zasadę: „modernistyczne skandale same w sobie nie stanowią przeszkody do przyjęcia uznania kanonicznego z rąk tych, którzy są odpowiedzialni za ich wywołanie”.
Wkrótce potem Arcybiskup wycofał swój podpis z protokołu mającego być podstawą nadania struktury kanonicznej, ponieważ utracił zaufanie do osób, z którymi negocjował. Po zakończeniu tej ciężkiej przeprawy uznał on, że większy tradycjonalizm – pod względem doktrynalnym – po stronie przedstawicieli Rzymu zapewniłby solidny fundament zaufania. Zatem ocena wiary papieża stanowiła dla niego punkt wyjścia do dokonania oceny [ewentualnej] akceptacji uznania kanonicznego – nie w tym znaczeniu, czy jest ono możliwe, lecz raczej czy jest ono roztropne. Jeśli można zaufać papieżowi, że pozwoli Bractwu pozostać „takim, jakim jest” i sprawować własną posługę – „eksperyment Tradycji” – z wystarczającym stopniem autonomii, wówczas uznanie kanoniczne dobrze przysłuży się Kościołowi i powinno zostać przyjęte.
Bractwo przyjęło tę samą linię postępowania w swoich obecnych kontaktach z hierarchią rzymską. Bractwo nigdy nie poszło do Rzymu prosząc, aby papież i biskupi nawrócili się na tradycjonalizm, zanim kwestia uznania kanonicznego w ogóle miałaby zostać rozważona. Bractwo nigdy nie domagało się złożenia przez papieża wyznania wiary, wyparcia się herezji, [sformułowania] syllabusa błędów ani temu podobnych rzeczy. Podobne żądania oznaczałyby, że Bractwo jest nadrzędne w stosunku do papieża i że to papież ma uzyskać legalne uznanie od Bractwa, a nie na odwrót. Krótko mówiąc, byłyby przejawem ducha schizmatyckiego.
Bractwo tymczasem stawiało jedynie takie wymagania, jakie pozostają w zgodzie z jego właściwym stanowiskiem; w szczególności chodzi o wymóg, aby pozostawić je „takim, jakim jest”. Na kapitule generalnej, zwołanej w 2012 r., Bractwo sformułowało sześć warunków – z których żaden nie dotyczył wiary papieża – aby zagwarantować, że pozostanie ono nietknięte i będzie się cieszyć wystarczającym stopniem autonomii po hipotetycznym uznaniu kanonicznym.
Nie oznacza to jednak, że wśród członków Bractwa, nawet tych bardzo wysoko postawionych, co pewien czas nie pojawiała się pokusa utrzymywania, że prawdziwy duch Arcybiskupa – a zatem i Bractwa – wymaga, aby papież wyznawał doktrynalny tradycjonalizm (doctrinal traditionalism), zanim będzie mogło nastąpić jakiekolwiek uznanie kanoniczne. Właśnie takie jest stanowisko tej luźnej grupy byłych kapłanów Bractwa, która określa się jako „ruch oporu” („The Resistance”), a w której gronie znajduje się także nie należący już do Bractwa biskup.
Twierdzę natomiast, że pogląd, zgodnie z którym „ścisła jedność wiary ma poprzedzać uznanie kanoniczne” nigdy, w żadnym momencie, nie był oficjalnym stanowiskiem Bractwa: ani w czasach, gdy żył Arcybiskup, ani też po jego śmierci.

Współpraca jest możliwa

Co do zasady pewna forma współpracy z modernistycznym papieżem jest zatem możliwa. Tymczasem odsuńmy nieco na bok zagadnienie rozmów Bractwa z Rzymem, aby zrozumieć fakt, który ma znaczenie fundamentalne dla całej tej dyskusji: Bractwo zawsze do pewnego stopnia współpracowało z posoborowymi papieżami. Trzy zasady pomogą doprecyzować, że tak właśnie ma się sprawa z papieżem Franciszkiem.
Pierwsza zasada brzmi: Bractwo uznaje papieża Franciszka za papieża. O ile abp Lefebvre wykazywał pewną dozę tolerancji wobec poszczególnych sedewakantystów, o tyle zawsze odrzucał sedewakantyzm jako rozwiązanie dla bractwa kapłańskiego, które założył. Po dziś dzień kandydaci do święceń wyższych w Bractwie w wieczór poprzedzający święcenia muszą oświadczyć przed Najświętszym Sakramentem, że uznają aktualnego papieża za papieża.
Druga zasada mówi, że papież Franciszek jest papieżem Kościoła katolickiego. Oznacza to, że sprawuje on najwyższy urząd w instytucji, którą założył nasz Pan, Jezus Chrystus. Jako taki, papież nie decyduje i nie może decydować o celu (finality) tej instytucji. Kościół jest Kościołem niezależnie od jego osobistych odczuć w tym względzie. Jest to zapewne jedna z tych rzadkich sytuacji, gdy papież Franciszek mógłby zasadnie zapytać: „Kimże jestem, aby decydować?”2.
O tym właśnie należy pamiętać, gdy rozważamy pewne kierunki, w których papież Franciszek zdaje się prowadzić Kościół. Wydaje się na przykład, że chce on, aby Kościół był rzecznikiem ideologii ekologicznej w jej nowoczesnej, antyludzkiej formie, reprezentowanej przez takie osoby jak Jeffrey Sachs3 czy Paul Ehrlich4. Nie trzeba dodawać, że promowanie „celów zrównoważonego rozwoju”5 nie należy do misji Kościoła, zwłaszcza wtedy, gdy pociąga to za sobą drastyczne ograniczenie liczby ludności na świecie. Jest to prawdą niezależnie od tego, czy papież Franciszek wierzy, że stanowi to część misji Kościoła bądź też chce, aby część tej misji stanowiło.
Po trzecie wreszcie, zarówno członkowie Bractwa, jak i związani z nim wierni są już członkami rzeczywistej społeczności Kościoła katolickiego, którego widzialną głową jest papież Franciszek. Innymi słowy, są oni w realny sposób zjednoczeni z papieżem Franciszkiem (nie chodzi tu o papieża Franciszka wraz z jego „osobistym magisterium”, lecz o papieża Franciszka jako papieża). Uznają oni, że jest on sprawującą władzę głową Kościoła, umieszczają jego wizerunek w swoich kaplicach, wymieniają jego imię podczas Mszy świętej i w trakcie błogosławieństw. Wymienione akty nie są ani obłudnym pozerstwem, ani pustymi symbolami – wskazują one na rzeczywistą jedność, jaka istnieje między Bractwem a papieżem. Wskazują na to, że Bractwo, mając na względzie dobro Świętej Matki Kościoła, współpracuje – przynajmniej do pewnego stopnia – z papieżem Franciszkiem.

Uznanie kanoniczne, a nie przyłączenie

To, że realna jedność Bractwa z papieżem Franciszkiem już ma miejsce, uświadamia nam drugi, kluczowy fakt często pomijany przez przeciwników akceptacji prałatury personalnej: w kanonicznym uznaniu Bractwa przez papieża Franciszka nie chodzi o to, że Bractwo się do czegoś przyłącza. Chodzi natomiast o to, że Bractwo otrzymuje status prawny w ramach instytucji, której już faktycznie jest częścią.
Nazbyt często przeciwnicy akceptacji uznania kanonicznego starają się przedstawiać dyskusję dotyczącą relacji między Bractwem a Rzymem tak, jak gdyby Bractwo miało uzyskać członkostwo w „Kościele Franciszka”. Tymczasem w ogóle nie ma mowy o tym, aby Bractwo miało się przyłączyć do czegoś, do czego wcześniej nie należało. Bractwo przyłączałoby się do jakiejś organizacji wtedy i tylko wtedy, gdyby:
1◦ miało obecnie charakter schizmatycki, znajdując się poza Kościołem – jest to twierdzenie, któremu z całą stanowczością zaprzeczamy;
2◦ władze Rzymu tworzyły nie-katolicki Kościół w ściśle organizacyjnym znaczeniu tego słowa – temu również zaprzeczamy.
Wielu z nas, należących do Bractwa, w trakcie rozmów z naszymi krewnymi i przyjaciółmi przywiązanymi do Kościoła posoborowego było przez nich oskarżanych – na podstawie pozorów – o to, że znajdujemy się „poza Kościołem”, ponieważ nasze parafie (to słowo należy tu rozumieć w sensie potocznym, a nie ściśle kanonicznym – przyp. red. WTK) nie są uznawane przez diecezje [w których się znajdują]. A my, rzecz jasna, wyjaśnialiśmy im, że to oddzielenie jest jedynie pozorne, ponieważ w pełni uznajemy władzę papieża i biskupów. Lecz tak jak wspomniane „oddzielenie” od władz kościelnych spowodowane brakiem struktury kanonicznej jest tylko pozorne, tak też i „połączenie się” z czymś poprzez uznanie struktury kanonicznej będzie miało charakter jedynie pozorny. Gdyby papież nadał Bractwu prałaturę personalną, niektórym mogłoby się wydawać, że tym samym Bractwo osiągnęło jedność z Kościołem („pełną jedność” w ich nomenklaturze!). W rzeczywistości jednak, biorąc pod uwagę jedność Bractwa z Kościołem, nic by się nie zmieniło. Jedność ta istniałaby bowiem w sposób integralny zarówno przed, jak i po nadaniu struktury kanonicznej.
Ten punkt jest ważny z powodu tych, którzy utrzymują, że uznanie kanoniczne jest złe w każdej sytuacji, gdy papież inaczej rozumie Kościół katolicki niż tradycjonaliści, bowiem wówczas tradycjonaliści staraliby się zjednoczyć swe wysiłki z osobą, z którą nie łączy ich wspólny cel. Jest faktem, że z konieczności tradycjonaliści muszą do pewnego stopnia jednoczyć swoje wysiłki z papieżem Franciszkiem, po prostu uznając go za papieża i starając się działać dla dobra instytucji, której on jest widzialną głową. Modernistyczna wiara papieża Franciszka nie może zatem być przeszkodą całkowicie uniemożliwiającą podjęcie z nim współpracy.
Jeśli zgodzimy się na to, że całkowita jedność wiary z Ojcem Świętym nie jest sama w sobie konieczna do współpracy, pojawi się pytanie: czy kanoniczne uznanie Bractwa stanowi jeden z tych obszarów, w których współpraca z modernistycznym papieżem jest możliwa? Innymi słowy: czy modernizm wyraźnie wyklucza taką możliwość, skoro współpraca dotyczy [przyjęcia] struktury kanonicznej?

Poziomy współpracy

Gdybyśmy mieli podjąć próbę ustalenia ogólnej zasady dotyczącej okoliczności, w jakich współpraca z legalnie wybranym papieżem, którego wiara jest wątpliwa, jest rzeczą dobrą, a kiedy nią nie jest, byłaby ona następująca: współpraca z takim papieżem jest dobra wtedy, gdy jest rzeczą moralnie pewną, że sprawuje on swoją posługę dla dobra Kościoła, natomiast zła, kiedy jest moralnie pewne, że tego nie robi.
Wydaje się, że w oparciu o taką właśnie zasadę działał abp Lefebvre. W swoim kazaniu, zawierającym krytykę sedewakantyzmu, a wygłoszonym podczas święceń w 1982 r., oświadczył on:
„[…] mimo ran Kościoła, mimo trudności, które piętrzą się przed nami, mimo prześladowań, jakich wszyscy doznajemy, nawet ze strony tych, którzy sprawują władzę w Kościele, kochajmy naszą Matkę, Kościół Święty, zawsze mu służmy – pomimo władz, jeśli to konieczne […] chcemy wspierać święty rzymski Kościół katolicki” (Apologia pro Marcel Lefebvre, t. III, ss. 415–416).
Gdy Arcybiskup mówi „pomimo władz, jeśli to konieczne”, to zarazem daje do zrozumienia, że „z władzami, jeśli to możliwe”. Cokolwiek się zdarzy, Bractwo musi służyć Kościołowi, a nie jego hierarchii. Gdy duchowni działają przeciwko Kościołowi – i widać to wyraźnie – Bractwu nie wolno z nimi współpracować. W przypadku konsekracji biskupich z 1988 r. Bractwo musiało wręcz posunąć się do tego, aby działać w opozycji do władz kościelnych po to, aby dobrze służyć Kościołowi. Z drugiej strony, gdy duchowni działają dla dobra Kościoła, wówczas – rzecz jasna – Bractwo musi z nimi współpracować; uczynienie czegoś przeciwnego byłoby działaniem przeciwko Kościołowi. Jest to prawdą niezależnie od tego, czy ci duchowni działający dla dobra Kościoła są modernistami, czy też nie, a także niezależnie od tego, czy ich wiara pokrywa się z wiarą tradycyjnych katolików, czy nie.
W odniesieniu do prałatury personalnej osobiste magisterium papieża Franciszka samo w sobie nie jest przeszkodą, żeby Bractwo mogło posłużyć się tą prałaturą dla dobra Kościoła. Papież nie musi być zagorzałym zwolennikiem encykliki Pascendi, żeby jego hipotetyczne uznanie Bractwa przyniosło owoce. Wszystko, co musi zrobić, to respektować warunki umowy ustanawiającej prałaturę.

Przykład

Aby zrozumieć, dlaczego współpraca z modernistycznym papieżem nie byłaby czymś złym, gdyby działał on w prawdziwym interesie Kościoła, rozważmy następujący przykład. Załóżmy, że we Francji za czasów socjalistycznego rządu Françoisa Hollande’a funkcjonowała organizacja o nazwie „Stowarzyszenie Ratowniczek Życia”: grupa kobiet, starających się uchronić matki w stanie błogosławionym i ich nienarodzone dzieci przed aborcją. To stowarzyszenie już istnieje we Francji, działając w interesie wspólnoty. A jednak jego członkinie mogłyby uczynić jeszcze więcej dobra, gdyby zostały zarejestrowane jako organizacja (tzn. gdyby uzyskały status prawny). Zakładając, że rząd Hollande’a jest prawowity, [należy uznać, że] otrzymał on władzę od Boga i to w celu krzewienia wspólnego dobra. Jeśli sam Hollande słyszy o prośbie „Stowarzyszenia Ratowniczek Życia”, mając świadomość, czym się ono zajmuje, i postanawia nadać związkowi tych wspaniałych kobiet osobowość prawną, wówczas będzie promował dobro wspólne czynem i – przynajmniej w tym przypadku – kobiety te będą współpracowały z władzami dla dobra kraju.
Czy wspomniane kobiety powinny mieć jakieś skrupuły w przyjęciu tej formy prawnego uznania ze strony takiej władzy, mówiąc sobie: „Hollande nie ma tej samej idei dobra wspólnego, co my, i dlatego nie możemy z nim współpracować dla dobra ogółu”? Z pewnością nie, ponieważ w tym konkretnym przypadku Hollande działa obiektywnie dla wspólnego dobra. Co więcej, Hollande posiada władzę, która nie opiera się na nim samym, lecz ostatecznie na Bogu. A Bóg określił cel wszystkich społeczności i stowarzyszeń, przekazując władzę głowom państw, aby one ten cel wspierały. Kiedy więc „Ratowniczki Życia” współpracują z Hollande’em dla dobra Francji, w gruncie rzeczy współpracują z Bogiem.
Oczywiście, koniecznie należałoby się upewnić, że Hollande nie próbuje zwabić tych kobiet w pułapkę, przyznając ich grupie status prawny tylko po to, aby ją później zniszczyć – lecz jest to kwestia roztropności, a więc zagadnienie, które nie stanowi przedmiotu analizy w niniejszym artykule – nie zaś kwestia samej zasady. Co do zasady, to w opisanej sytuacji nie można byłoby niczego zarzucić „Stowarzyszeniu Ratowniczek Życia”, gdyby przyjęły status prawny od socjalistycznego rządu.
Powyższy przykład nie został przytoczony po to, żeby sugerować, że Kościół jest pod każdym względem równoważny rządowi świeckiemu; mamy tu raczej do czynienia z pewną analogią. Jedną z podstawowych różnic między nimi jest na przykład to, że jako instytucja Kościół nigdy nie może upaść. Nasz Pan obiecał, że pozostanie z nami aż do końca czasów – czegoś podobnego nie obiecał żadnemu rządowi świeckiemu. Zatem nigdy nie mogłoby dojść do sytuacji, w której katolik byłby usprawiedliwiony odrzucając władzę kościelną jako taką.
Z drugiej strony, w pewnych przypadkach katolicy zostali upoważnieni do zakwestionowania władzy rządów świeckich; przykładowo św. Pius V radził angielskim katolikom, aby ci nie uznawali władzy królowej Elżbiety I podczas jej niegodziwego panowania.
Taki scenariusz nie jest możliwy w przypadku Kościoła, ponieważ Kościół nie może upaść ani w swej widzialnej strukturze, ani w wypełnianiu swojego celu. Zatem katolicy – a przynajmniej ci spośród nich, którzy wierzą w doskonałość Kościoła – nie mogą spodziewać się, że przyjdzie im stanąć przed koniecznością rozeznania, kiedy i w jakiej sytuacji mieliby odrzucić jego władze.

Zastosowanie

Wspomnieliśmy powyżej, że papież nie posiada władzy zmieniania misji Kościoła. To nie on ustanowił swój urząd, gdyż ten pochodzi od naszego Pana, Jezusa Chrystusa. Urząd ten został przez Niego przeznaczony do wspomagania realizacji celu Kościoła, którym jest zbawienie dusz – taki jest powód, dla którego Pan Jezus ustanowił swój Kościół. Papież sam w sobie, z samej natury swego urzędu, jest narzędziem Jezusa Chrystusa i – o ile nie nadużywa swego urzędu – pracuje dla celu wytyczonego przez Jezusa Chrystusa. W rzeczywistości akty prawne papieża mają powagę i moc tylko o tyle, o ile służą interesom Jezusa Chrystusa.
Zatem, gdy papież Franciszek podejmuje działania, służące interesom Kościoła, Bractwo również służy Kościołowi, gdy te działania wspiera. Z pewnością ma to miejsce wtedy, gdy Bractwo z wdzięcznością przyjmuje z rąk papieża Franciszka jurysdykcję zwyczajną w celu udzielania rozgrzeszenia i przyjmowania przysięgi małżeńskiej.
Ta sama zasada ogólna ma zastosowanie do zagadnienia uznania kanonicznego. Jeśli służy ono interesom Kościoła, Bractwo powinno współpracować; jeśli nie służy, Bractwo nie powinno współpracować. Dla Arcybiskupa odpowiedź na to pytanie była taka sama, jak odpowiedź na pytanie następujące: czy Bractwo będzie w stanie pozostać takim, jakim jest i kontynuować swoją działalność, ciesząc się odpowiednią dozą wolności? Czy też zostanie ono przez uznanie kanoniczne zniszczone?
Ci, którzy uważają, że to zagadnienie sprowadza się do pytania o wiarę papieża, zdają się mylić go z Kościołem, popadając tym samym w pewną postać papolatrii6. Zdają się sądzić, że dobro Kościoła może zależeć tylko od osobistego magisterium papieża. Gdy to magisterium jest ortodoksyjne, wówczas uznanie kanoniczne umacnia dobro Kościoła; gdy w pewnych punktach sprzeciwia się ortodoksji, wówczas dobro Kościoła nie może być krzewione przez uznanie kanoniczne [Bractwa]. Albo papież w doskonały sposób realizuje obowiązki wynikające ze swego urzędu, albo bogobojni katolicy nie mogą z nim współpracować.
Wprost przeciwnie: można sobie wyobrazić wiele sytuacji, w jakich uznanie kanoniczne Bractwa faktycznie służyłoby dobru Kościoła, niezależnie od osobistej wiary papieża, a zatem powinno zostać zaakceptowane, jeśli naprawdę chce się służyć Kościołowi. Jednak rozstrzyganie, czy taka sytuacja właśnie teraz ma miejsce, nie stanowi przedmiotu niniejszego artykułu. A jednak to, iż wspomniana sytuacja mogłaby rzeczywiście zaistnieć, powinno być oczywiste dla wszystkich. Przez sam fakt, iż mogłoby dojść do czegoś takiego, stanowisko, wedle którego przyjęcie uznania kanonicznego mogłoby być osądzane tylko na podstawie czyjejś jedności z wiarą papieża, okazuje się fałszywe.

Podsumowanie

Uznanie, że współpraca [z Rzymem] jest możliwa tylko wówczas, gdy zachodzi pełna jedność wiary z papieżem, nigdy nie było stanowiskiem osób kierujących Bractwem – ani w czasach, gdy żył Arcybiskup, ani potem. Współpraca między Bractwem a papieżem do pewnego stopnia zawsze miała miejsce; także w chwili obecnej mamy do czynienia z pewnym poziomem współpracy. Mówiąc ogólnie, należy odmówić współpracy, gdy sprzeciwia się ona interesom Kościoła, a podjąć ją, gdy dokonuje się ona w interesie Kościoła. W szczególności zatem uznanie kanoniczne powinno być przyjęte, jeśli jest dobre dla Kościoła, i odrzucone, jeśli takim nie jest – niezależnie od tego, jaka jest wiara papieża.

za: https://news.fsspx.pl/2017/06/jednosc-wiary-z-papiezem-franciszkiem-a-kanoniczne-uznanie-bractwa-kaplanskiego-sw-piusa-x/
  1. Autor artykułu polemizuje tu ze zdaniem ks. Patryka de La Rocque’a FSSPX. 
  2. Aluzja do słynnych słów Franciszka podczas konferencji prasowej 28 lipca 2013 r., zorganizowanej w trakcie powrotu z XXVIII Światowych Dni Młodzieży w Rio de Janeiro. Papież powiedział wtedy m.in.: „Jeśli ktoś jest gejem i szuka Boga, i ma dobrą wolę, kimże ja jestem, aby go osądzać?” – przyp. red. WTK 
  3. Jeden z najbardziej znanych na świecie ekonomistów, rzecznik terapii szokowej jako remedium na kryzysy gospodarcze; autor założeń „planu Balcerowicza”, czyli programu transformacji polskiej gospodarki w latach 90. XX wieku – przyp. red. WTK. 
  4. Amerykański biolog i demograf; zajmuje się prognozowaniem zmian w środowisku naturalnym pod wpływem wzrostu liczby ludności Ziemi – przyp. red. WTK. 
  5. Sustainable Development Goals, przyjęty w 2015 r. przez ONZ globalny plan zawierający siedemnaście celów, do których realizacji zobowiązały się dążyć państwa członkowskie. Zawiera godne pochwały postulaty (walka z ubóstwem, głodem i chorobami, edukacja, ochrona środowiska naturalnego, innowacyjność w gospodarce itd.), jednak są one z założenia (oczywiście) areligijne, zaś niektóre z nich są interpretowane wbrew katolickiej nauce moralnej, a nawet prawu naturalnemu (np. postulat 3.7 zapewnienia „powszechnego dostępu do świadczeń z zakresu zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego” oznacza w praktyce postulat powszechnej dostępności aborcji na życzenie) – przyp. red. WTK. 
  6. Przypisywanie urzędowi papieskiemu większej roli i prerogatyw, niż ma je w rzeczywistości – przyp. red. WTK.

 

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Pierwsza Msza solenna w Elblągu - 24 VI AD 2017


24 czerwca AD 2017 w kościele Matki Bożej Królowej Polski miała miejsc cudowne wydarzenie
czyli pierwsza solenna Msza św. w Elblągu.
Módlmy się za kontynuację tego dzieła Bożego.
za:
https://www.facebook.com/search/top/?q=elbl%C4%85skie%20%C5%9Brodowisko%20tradycji%20katolickiej

czwartek, 22 czerwca 2017

piątek, 16 czerwca 2017

czwartek, 15 czerwca 2017

Kwietne dywany na Boże Ciało

Hiszpania, miasteczko Bueu. Może lata 40-50-te XX w. (?)
https://www.facebook.com/photo.php?fbid=1006782806125911&set=a.109289672541900.12797.100003826041500&type=3&theater

wtorek, 13 czerwca 2017

Msza Prymicyjna ks. Tymoteusza Szydło - Bielsko-Biała

więcej na: https://www.facebook.com/Msza-Trydencka-w-Bielsku-Bia%C5%82ej-189969744348428/
https://www.facebook.com/189969744348428/photos/rpp.189969744348428/1565545743457481/?type=3&theater

niedziela, 11 czerwca 2017

Dogmat Trójcy Przenajświętszej

Na samym początku Nowego Testamentu mamy pierwsze ujawnienie dogmatu Trójcy Przenajświętszej  w scenie Zwiastowania NMP

 "Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym” (Łk 1, 35)

piątek, 2 czerwca 2017

Czerwiec z Najświętszym Sercem Jezusowym. Poznaj 7 sposobów na uczczenie Go!

Data publikacji: 2017-06-01 06:00
Data aktualizacji: 2017-05-31 14:09:00

Czerwiec kojarzy się nieodparcie z przedwakacyjnym słońcem, końcówką roku szkolnego oraz Uroczystością Bożego Ciała. Każdy katolik powinien jednak pamiętać także o tym, że w czerwcu Kościół ofiarowuje nam Nabożeństwo ku czci Najświętszego Serca Pana Jezusa. Dlaczego warto w nim uczestniczyć?


W samym centrum chrześcijańskiego przesłania znajduje się miłość – poprawnie rozumiana jest ona de facto całym przesłaniem Kościoła. W chrześcijańskiej miłości chodzi bowiem o umiejętność złożenia ofiary z samego siebie, tak dla Boga jak i dla innych ludzi. Im dłużej studiujemy dzieje chrześcijaństwa tym bardziej zaczynamy sobie zdawać sprawę, iż Ewangelia skupia się nie tyle na miłości człowieka do Boga, ale na miłości Jego do nas. Z tego właśnie powodu Kościół zdecydował się poświęcać każdy czerwiec na przypominanie o głębi Boskiej miłości. Otrzymaliśmy też narzędzie do tej miłości kultywowania: nabożeństwo do Najświętszego Serca Pana Jezusa.

Papież Leon XIII uważał to nabożeństwo za „najbardziej wypróbowaną formę religijności”, za „skuteczne lekarstwo dla uleczenia chorób naszych czasów”, które dzisiaj o wiele szerzej i ostrzej atakują i rujnują pojedynczych ludzi i całe społeczeństwa. „To jest nabożeństwo, które doradzamy wszystkim, bo wszystkim ono przyniesie pożytek” – dodawał. W jaki więc sposób możemy czcić Najświętsze Serce Chrystusowe?

1.       Poświęcenie się Najświętszemu Sercu
Poprzez Najświętsze Serce Pana Jezusa realizuje się głębia Bożej miłości i poświęcenia dla człowieka. Chrystus wszak nie tylko ofiarował nam siebie całkowicie na Krzyżu, ale także udowadnia nam naszą miłość nadal, każdego dnia, podczas Najświętszej Ofiary Mszy Świętej.

Tak więc Chrystus po raz kolejny ofiarowuje nam swoje serce, każdego dnia na nowo, a jedyną rzeczą jakiej oczekuje w zamian, jest ofiarowanie Jemu naszych serc. Najpiękniejszą drogą ku temu jest ofiarowanie się Jego Najświętszemu Sercu. Akt osobistego poświęcenia się Najświętszemu Sercu Jezusowemu znajdziemy we wszystkich dobrych modlitewnikach, a także w Internecie. Pozostaje tylko pobożnie go odmówić i ze wszystkich sił starać się żyć zgodnie z jego treścią.

2.       Intronizacja Pana Jezusa
Ważnym aspektem nabożeństwa do Najświętszego Serca Pana Jezusa jest rozpoznanie i zaakceptowanie autorytetu Jezusa Chrystusa w każdym aspekcie naszego życia. Nasz Zbawiciel jest prawdziwym Królem, nie tylko Królem Kościoła, ale i Królem naszych rodzin i społeczeństwa w ogóle. Doskonale ten fakt obrazuje przepiękna Tradycja przedstawiania Najświętszego Serca na tronie.

Ale Pan Jezus domaga się od nas nie tylko uczynienia zeń Króla naszych serc, ale także Króla naszego kraju. Chciał, by uczynić to publicznym aktem. Do tej pory nikt jednak się na to nie zdecydował – naszym obowiązkiem jest więc nie tylko modlitwa, by taki akt się dokonał, ale i działać na rzecz realizacji prośby Chrystusa. By o niej nie zapomnieć, warto powiesić w swoim domu obraz Najświętszego Serca!

3.        Wynagradzanie Najświętszemu Sercu
Imię Pana Jezusa jest regularnie znieważane, nie tylko w prywatnych rozmowach, ale również coraz częściej w przestrzeni publicznej. Każde bluźnierstwo jest ponowny ciosem w tak miłujące nas Serce. Aby pokazać naszą miłość do Niego, powinniśmy również modlić się słowami wynagradzania Sercu Jezusowemu.

Sam Pan Jezus podał trzy sposoby wynagradzania Jego Najświętszemu Sercu. Prosił by: często przyjmować Komunię Świętą w intencji wynagrodzenia, zwłaszcza w pierwsze piątki miesiąca, prosił o  modlitewne czuwanie w nocy z czwartku na piątek, aby towarzyszyć Chrystusowi w Jego śmiertelnym smutku na Górze Oliwnej i wypraszać miłosierdzie dla grzeszników, a także o oddawanie czci obrazowi Serca Jezusowego.

4.       Pierwsze piątki
Kiedy nasz Zbawiciel ukazał się świętej Małgorzacie i wyjawił prośbę o ustanowienie nowego Nabożeństwa, zażądał także uczęszczania na Mszę Świętą, do sakramentu spowiedzi oraz przyjmowania Eucharystii w pierwsze piątki miesiąca przez dziewięć miesięcy z rzędu. W piątki wspominamy przecież Mękę i Śmierć Pana Jezusa.

Cóż, liczni katolicy są dziś zabiegani i tłumaczą swoją słabnącą pobożność brakiem czasu i dobrej organizacji. Czy nie warto jednak sięgnąć, nawet w tej chwili, po swojego smartfona i ustawić w nim przypomnienie na najbliższe dziewięć pierwszych piątków miesiąca?

5.       Częsta modlitwa
Modlitwa jest oddechem życia duchowego i podstawowym sposobem w jaki możemy wzrastać w miłości do Boga i bliźniego. Zwrócenie się do Najświętszego Serca stanowi doskonały sposób na modlitwę, na odwołanie się do miłości i miłosierdzia Pana Jezusa. Modlitwa do Najświętszego Serca może być tak długa jak nowenna lub litania, czy tak prosta jak spontaniczne westchnienie „Najświętsze Serce Pana Jezusa, zmiłuj się nad nami.

6.       Naśladowanie miłości Serca Jezusowego
Nabożeństwo do Najświętszego Serca ma na celu nie tylko uzyskanie łask, ale powinno również zainspirować w czcicielach próby naśladowania tej niezwykłej postawy, jaką jest nieustanna miłość Boga do człowieka. Nasze modlitwy mogą okazać się niewystarczające, jeśli w codziennym życiu nie będziemy próbować ofiarowywać daru z samych siebie innym, naśladując przy tym ofiarną miłość Chrystusa.

Naśladowanie Najświętszego Serca zaczyna się oczywiście od umiłowania Chrystusa i gotowości poświęcenia się dla Niego. Ale pobożny człowiek musi także wykazywać się postawą miłości do innych ludzi, spotykanych każdego dnia, nawet tych, za którymi nie przepadamy.

7.       Działalność misyjna
Z punktem szóstym, przekazywaniem miłości innym ludziom, wiąże się także punkt siódmy - dzielenie się naszą wiarą z tymi, którzy mogli od niej odejść, lub tymi, którzy nigdy nie mieli okazji usłyszeć Dobrej Nowiny. W dzisiejszym świecie sporo jest też osób, które imię Chrystusa słyszały, ale nie otrzymały łaski pojęcia kim On jest. Musimy więc, w imię Najświętszego Serca dawać świadectwo całemu światu, że Pan Jezus jest naszym królem, któremu chcemy ofiarnie służyć. Za każdą cenę.





PODSUMOWANIE




Gdy w czerwcu zasypiasz, lub z niecierpliwością wiercisz się podczas wygłaszania ogłoszeń parafialnych, gdyż na zewnątrz czeka na Ciebie piękne słońce, uczyń mocne postanowienie. Posłuchaj ogłoszeń i dowiedz się, o której godzinie w Twojej parafii odprawiane jest Nabożeństwo Czerwcowe. Przyjdź – to tylko około pół godziny. A możesz zanurzyć się w Bożej miłości.  


 malk
Opracowano na podstawie: catholicgentleman.net
 https://www.pch24.pl/czerwiec-z-najswietszym-sercem-jezusowym--poznaj-7-sposobow-na-uczczenie-go--,36086,i.html