czwartek, 28 grudnia 2017

Kard. John Henry Newman: Homilia na Boże Narodzenie

Kard. John Henry Newman: Homilia na Boże Narodzenie


 
| 24 grudnia 2017 | 0 Komentarzy
Dzisiejsza wspaniała uroczystość uczy nas przede wszystkim dwóch rzeczy – pokory i radości. W dniu dzisiejszym ponad wszelką wątpliwość ukazana nam została niebiańska wspaniałość i zrozumienie, jakie w oczach Boga znalazła kondycja tak wielu ludzi – prostota ich życia osobistego oraz jego pogoda. Jeśli odwołamy się do pism historyków, filozofów i poetów światowej sławy, być może będziemy sądzić, że ludzie wielcy to ludzie szczęśliwi; zatopimy nasze serca i umysły w rozważaniach o niezwykłych czynach, przedziwnych przygodach, wielkiej odwadze do ich przeżywania; srogich bojach i wzniosłych czynach. Być może nawiedzi nas myśl, że to dążenie do szczęścia, a nie jego przeżywanie jest najwznioślejszą funkcją życia.
 
Ale gdy pomyślimy o dzisiejszej uroczystości i podumamy nad tym, co niesie ze sobą owo wielkie święto, otwiera się przed nami nowa, zupełnie inna perspektywa. Po pierwsze, zostajemy pouczeni o tym, że  pomimo, iż nasze życie doczesne pełne jest trudu i wysiłków, nie musimy, w ścisłym tego słowa znaczeniu, szukać i troskać się o najwyższe dobro. Już bowiem zostało odnalezione; jest tu przy nas, bo Bóg – Syn zniżył się i z łona Ojca zstąpił na ziemię. Zamieszkało między nami! Człowiek, strudzony niespokojną myślą nie musi już gonić za tym, co uważa za największy skarb; nie trzeba już, aby błąkał się pośród niebezpieczeństw w poszukiwaniu nieznanej błogości, której pożąda jego serce, jak to było za czasów pogańskich. Ludziom wszystkich czasów ogłasza Pismo: "Dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Chrystus Pan".
 
Nie trzeba nam też podążać za rzeczami próżnymi, które świat nazywa wielkimi i szlachetnymi. Chrystus miał w pogardzie to, co ceni świat; wziął zaś na barki ciężar, którym świat pogardzał. Syn Boga wybrał dla siebie los najskromniejszy i najprostszy.
A więc w Święto Narodzenie są nam dane te dwie nauki – zamiast niepokoju w sercu I przygnębienia na twarzy, zamiast męczącej pogoni za sprawami tego świata – bądźmy radośni i weselmy się; a bądźmy tacy pośród szarych i zwyczajnych kolei życia, które świat pomija I wyszydza.
Rozważmy to bliżej, przypatrując się szerszemu kontekstowi przywołanego powyżej cytatu biblijnego.
 
Po pierwsze więc, co poprzedza ów passus? Wcześniej jest mowa o pasterzach sprawujących w nocy pieczę nad trzodami, i o Aniołach, którzy ich nawiedzają. Czemu Goście z nieba przychodzą do pasterzy? Co w pasterzach przyciągnęło uwagę Aniołów, jak i Pana nad Aniołami? Czy pasterze byli uczeni, szlachetni bądź potężni? Znani z talentów czy pobożności? Nic na to nie wskazuje. Dali wiarę; tyle możemy powiedzieć, przynajmniej niektórzy z nich uwierzyli – bo kto ma, temu będzie dodane; a jednak nie możemy sądzić, że byli świętsi czy mądrzejsi niż inni dobrzy ludzi ich czasów, oczekujący wyswobodzenia Izraela. Nie ma żadnego powodu, by przypuszczać, że przewyższali zwykły lud swojego stanu, prosty i bogobojny, jednak bez wybitnej pobożności, bez określonych nawyków formacji religijnej. Czemu więc zostali wybrani? Dla swojego ubóstwa i prostoty. Bóg Wszechmogący ze szczególną miłością, czy też (o ile można tak rzec) afektem, spogląda na to, co najniższe. Być może człowiek, istota upadła, niesamodzielna i nędzna, jest bardziej w zgodzie ze swą natura, kiedy żyje w biedzie, niż – choć to konieczne w niektórych przypadkach – wśród bogactwa I potęgi, które są nienaturalnym dodatkiem do człowieczeństwa? Podobnie jak istnieją interesa i układy nie do końca transparentne, choć może i konieczne; my zaś, chociaż korzystamy z nich i poważamy ludzi, którzy się w nie angażują, cieszymy się jednocześnie, że nie są to interesa nasze. Odczuwamy wdzięczność i szacunek dla żołnierza; cieszymy się jednak, że nie jesteśmy żołnierzami; podobnie w oczach Boga wielkość jest mniejsza niż prostota. Wielkość bowiem nas pomniejsza.
 
Pasterze zatem byli wybrani przez wzgląd na swoją nędzę, by jako pierwsi usłyszeć wiadomość o narodzinach Pana; sekret, o którym nie słyszał żadne z książąt tego świata.
Jakiś kontrast znajdujemy pomiędzy pasterzami a niebiańskimi posłańcami wielkiej nowiny! Aniołowie, istoty o wielkiej potędze, pochylali się nad pasterzami. Oto spotkały się najpotężniejsze i najmarniejsze z myślących stworzeń boskich. Ludzie ubodzy, otoczeni nędzą, żyjący pośród zimna i ciemności nocy, pilnujący swoich trzód, na które czyhały dzikie bestie i zbójnicy; i oto – pośród swoich przyziemnych trosk, przeliczania owiec, nawoływania psów, nasłuchiwania odgłosów pastwiska, myśli o pogodzie i nadchodzącym dniu – nagle spotykają się z Gośćmi zgoła niezwykłymi. Wiemy wszyscy, jak bardzo ograniczony jest zakres myśli człowieka prostego; jak zwykłe są przedmioty jego myśli – jeden, góra dwa; wciąż i wciąż, bez różnorodności; w życiu, które upływa na odczuwaniu ciepła, zimna i wilgoci; głodu i nagości, nędzy i ubóstwa. Przestaje się wtedy dbać naprawdę o cokolwiek, żyje niejako mechanicznie, bez serca, a tym bardziej bez wielkich refleksji.
 
Do tych mężczyzn zbliżył się Anioł, by otworzyć ich umysły, oderwać od przyziemności i poddania właśnie ze względu na ich poniżenie. Zbliżył się, by pokazać, że Bóg wybiera to, co pogardzane w oczach świat, by dać mu dziedzictwo w swoim Królestwie, i obdarzyć chwałą. "Nie bójcie się", powiedział, "Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Chrystus Pan."
 
Teraz zaś przypatrzmy się drugiemu pouczeniu, jakie płynie dziś ze Świat Narodzenia Pańskiego. Anioł wyniósł skromnych maluczkich przez samo zbliżenie się do pasterzy; potem zaś kazał im radować się przekazaną przez niego nowiną. Wyjawił dobrą wieść tak bardzo przewyższającą rzeczywistość tego świata,  by zrównać to, co wysokie z tym, co niskie; to, co bogate –  z ubogim. Rzekł: "Nie bójcie się". Ten zwrot często można odnaleźć w Piśmie Świętym, gdy mamy do czynienia z człowiekiem potrzebującym wsparcia, zwłaszcza w sytuacji obecności Bożej. Anioł rzekł "Nie bójcie się",  gdy spostrzegł zmieszanie, jakie powstało wśród pasterzy w wyniku jego obecności. Nie trzeba było przecież aż takiego cudu, by ich przerazić. Dlatego właśnie zaapelował: "Nie bójcie się". Naturalna koleją rzeczy przeraża nas komunikacja spoza tego świata, gdyż, mając nieczyste sumienia, przewidujemy, że posłaniec z nieba oznacza dla nas przykre konsekwencje. Poza tym, tak mało wiemy o świecie poza doczesnym, że zjawienie się Anioła bądź ducha spotyka się z naszym zaskoczeniem i niewiarą, jako że nie używaliśmy tych sfer umysłu, które otwierałyby nas na takie zdarzenia. Z tego czy też innego powodu, pasterze byli przerażeni do bólu, gdy otoczyła ich chwała Pana. Anioł powiedział zaś: "Nie bójcie się". Odrobina religii sprawia, że odczuwamy strach; gdy w sumieniu zapala się wątłe światełko, wtedy tym wyraźniej widoczna jest ciemność; da się dojrzeć strach i ból; podobnie chwała Pańska niepokoi, gdy rozbłyska wokół. Jego świętość, waga i ciężar Jego przykazań, wspaniałość Jego potęgi i  niewzruszoność Jego słowa mogą budzić poruszenie w grzesznikach; jakże często ludzie sądzą, że to religia ich przeraża, podczas, gdy to zupełnie nie jest kwestia religii. To surowość osądu ich sumień, a nie religia, powoduje strach. Religia zaś sama, daleka od niesienia bólu i strachu, mówi słowami Anioła: "Nie bójcie się"; bo tak wielkie jest Jego miłosierdzie; Bóg, rozlewając swoją chwałę, nasycił ją pocieszeniem, gdyż światło tej chwały przychodzi na ziemię w Jego Synu, Jezusie Chrystusie.  Stąd też niebieskie posłaniec stłumił nieco ostrość oślepiającego światła Ewangelii w tę pierwszą w historii noc Bożego Narodzenia. Chwała Boga zrazu zaniepokoiła pasterzy, Anioł przybliżył im ją więc w pełnych otuchy słowach, by mogli w pełni zakosztować radosnego nastroju. Wtedy dopiero się rozradowali.
 
"Nie bójcie się", powiedział Anioł, Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Chrystus Pan." A gdy skończył ogłaszać wieść, "nagle przyłączyło się do anioła mnóstwo zastępów niebieskich, które wielbiły Boga słowami: >>Chwała Bogu na wysokościach,. A na ziemi pokój ludziom Jego upodobania<<". Takimi właśnie słowami duchy niebieskie poddane Bogu i Jego świętym przemawiały do pasterzy w tę błogosławioną noc, wyrywając ich z uścisku zimna i głodu i zapraszając do wielkiej radości; ukazując im, że są umiłowanymi dziećmi Boga i najwspanialszymi ludźmi na ziemi – a było tak, skoro to właśnie im jako pierwszym ogłoszono, co stało się tej nocy. Syn Boży przyszedł na świat. Takie wiadomości wyjawia się przyjaciołom i zaufanym, ukochanym, o których wiemy, że nas nie zawiodą; na pewno nie –  obcym. Jak Bóg Wszechmogący mógłby bardziej jeszcze okazać swoją łaskawość, i swoje upodobanie w tym, co niskie i niekochane, niż pędząc (jeśli można tak powiedzieć), wy wyjawić wspaniały, radosny sekret pasterzom pilnującym swoich trzód?
 
Tak więc Anioł poucza nas o tym, ze istnieje związek pomiędzy uniżeniem a radością; nieskończenie wspanialsza nauka kryła się za wydarzeniem, ku któremu skierował on pasterzy – za narodzinami Jezusa Chrystusa.  Anioł ukrył ją w słowach: " Znajdziecie Niemowlę, owinięte w pieluszki i leżące w żłobie". Niewątpliwie, gdy usłyszeli o przyjściu na świat Chrystusa Pana, pomyśleli o tym, że należałoby Go szukać w pałacach. Przekraczało ich wyobraźnię to, że mógł On stać się jednym z nich; że oni mieliby możliwość zbliżenia się do Niego. Stąd też Anioł dał im dokładne wskazówki nie tylko jako "znak", lecz udzielając tym samym pewnej nauki.
 
"(…) pasterze mówili nawzajem do siebie: "Pójdźmy do Betlejem i zobaczmy, co się tam zdarzyło i o czym nam Pan oznajmił". Udajmy się wraz z nimi, by rozmyślać nad drugim, wspanialszym cudem, który objawił im Anioł – nad Bożym Narodzeniem. Święty Łukasz pisze, że Maryja "porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie". Pan nieba i ziemi, Słowo Boga, który od początku przebywał w chwale Ojca, narodził się na grzesznym świecie jako niemowlę. W tym momencie, płacząc w ramionach Matki, wydawał się bezbronny i bez siły, owinięty w ubogie odzienie i złożony do żłobu.  Syn Boga Najwyższego, Stworzyciel Świata, przyjął ludzkie ciało, pozostając jednak Tym, Czym był uprzednio. Lecz stał się ciałem w sposób tak pełny, jakby nieomal zrezygnował z bóstwa i został cielesnym śmiertelnikiem. Zgodził się być synem Maryi; zgodził się powierzyć Siebie rękom śmiertelnika; zgodził się zostać dzieckiem, na które nieustannie patrzy Jego matka, i przebywać w jej łonie. Córka ludzka została Matką Boga – dla niej był to niewysłowiony dar łaski, lecz jak wielkie uniżenie dla Boga! Jak wielkie odstąpienie od Swojej chwały – stać się człowiekiem! I nie tylko bezbronnym niemowlęciem, co samo w sobie byłoby wielkim umniejszeniem, ale przecież również dziedzicem wszelkich niedoskonałości ludzkiej natury, które można nabyć, pozostając bezgrzesznym. Co musiał myśleć – jeśli możemy się w ogóle nad tym zastanawiać; jeśli to dobre słowo dla Nieskończonego; co myślał, gdy ludzkie uczucia, smutki i pragnienia stały się Jego własnymi? Jakaż wielka tajemnica tkwi w tym zstąpieniu Boga od pierwszego, do najmniejszego z małych; od Boga do człowieka! Tajemnica, ale i łaska oraz miłosierdzie, a jak wielka łaska, tak wielkie też jej owoce.
 
Pochylmy się przeto nad tajemnicą i powiedzmy sami, czy może być coś większe od daru tak wielkiego; jakaś większa tajemnica czy łaska pełniejsza od tej, które objawiają się we wcieleniu i śmierci Wiecznego Syna. Gdyby nam powiedziano, że w konsekwencji staniemy się jak serafini, którzy wzniosą się tak wysoko, jak nisko musiał zstąpić On – czy to jeszcze zdziwiłoby nas po tym, co Anioł powiedział pasterzom? A w rzeczywistości właśnie to się dzieje, o ile można tak – śmiało i z pewną przesadą – powiedzieć. Pozostajemy ludźmi, a jednak nie tylko ludźmi, bo obdarzono nas pewną miarą tej doskonałości, której pełnię posiada Chrystus, uczestnicząc – każdy we właściwym dla siebie stopniu – w jego pełnej Boskiej Naturze, że właściwie jedynym powodem, dla którego Święci boży nie są samym
 
Bogiem, jest to, że to niemożliwe – jako, że On jest Stworzycielem, a my Jego stworzeniami, i nie można by było tego uczynić bez naruszenia Jego nieprzekazywalnego Majestatu. Bóg, w całej swej chwale, ma również zdolność obdarzania chwałą i może to uczynić, na jaki sposób chce – z wyjątkiem uczynienia nas bogami – gdyż jesteśmy nieskończenie niżsi w stosunku do naszego uwielbionego Stwórcy – a jednak, możemy wznieść się wyżej od jakichkolwiek innych stworzeń; od aniołów i archaniołów, cherubinów i serafinów. Nie własną mocą, ale przez Chrystusa, pierwszego spośród nas, Boga i człowieka, wywyższonego ponad wszelkie stworzenie; a poprzez Jego łaskę możemy stać się tak samo wywyższeni, dzieląc z Nim chwałę tu, oraz, jeśli okażemy się wierni – jej pełnię w wieczności.
 
Jeśli tak istotnie jest, to wówczas owa lekcja radości, którą daje nam Wcielenie, jest tak samo wspaniała, jak lekcja pokory. Tę zaś daje nam święty Paweł w Liście do Filipian: "To dążenie niech was ożywia; ono też było w Chrystusie Jezusie. On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi". Lekcję radości odbieramy zaś u świętego Piotra: "Wy, choć nie widzieliście, miłujecie Go; wy w Niego teraz, choć nie widzicie, przecież wierzycie, a ucieszycie się radością niewymowną i pełną chwały wtedy, gdy osiągniecie cel waszej wiary – zbawienie dusz."
 
Zanieście, bracia, te myśli ze sobą do domów w ten świąteczny dzień; niech towarzyszą wam w spotkaniach z rodziną i przyjaciółmi. Oto dzień radości: rzeczą słuszną jest radować się – złą zaś smucić. Na ten jeden dzień odrzućmy na bok ciężar naszych zbrukanych sumień  i radujmy się nieskończoną doskonałością Chrystusa, bez myślenia o sobie, o naszym pożałowania godnym brudzie; kontemplujmy więc Jego chwałę, prawość, Jego czystość, Jego majestat, Jego niezmierzoną miłość. Radujmy się w Bogu, i niech Jego obraz będzie dla nas widoczny we wszystkich Jego stworzeniach. Radujmy się w Jego ziemskim Ciele, i myśląc o Nim, korzystajmy z rzeczy, które dają nam radość tu na ziemi; radujmy się naszymi przyjaciółmi z Jego powodu, kochając ich ze względu na to, że i On ich ukochał.
 
"Ponieważ nie przeznaczył nas Bóg, abyśmy zasłużyli na gniew, ale na osiągnięcie zbawienia przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który za nas umarł, abyśmy czy żywi, czy umarli, razem z Nim żyli". Szukajmy więc daru radosnego serca, spokoju ducha, słodyczy, łagodności i jasności umysłu, abyśmy kroczyli w Jego świetle, prowadzeni Jego łaską. Wypraszajmy u Pana ducha wszechogarniającej, wiecznie żywej miłości, która przezwycięża i czyni niebyłymi troski życia dzięki własnemu bogactwu i sile, a przede wszystkim jednoczy nas z Nim, który jest źródłem i sercem wszelkiego miłosierdzia, dobroci i radości.
 
Kard. John Henry Newman
 
Tłum. Agnieszka Sztajer

 http://myslkonserwatywna.pl/john-henry-newman-homilia-na-boze-narodzenie/

środa, 27 grudnia 2017

Prześladowanie, zdrada, nienawiść. To nas czeka w najbliższym czasie. Te zapowiedzi nie pozostawiają wątpliwości

Prześladowanie, zdrada, nienawiść. To nas czeka w najbliższym czasie. Te zapowiedzi nie pozostawiają wątpliwości

 



Zamiast szukać odpowiedzi na to, co nas czeka, warto sięgnąć po źródło niezawodne. Ono nie pozostawia wątpliwości.

I po świętach. Boże Narodzenie, ciepłe rodzinne święta, skupione na drobnych radościach, zostają gwałtowne przełamane przez święto św. Szczepana pierwszego męczennika. Ewangelia od razu uświadamia, że nie jesteśmy chrześcijanami, by nam było dobrze, by wygodnie żyć, by spędzać czas na radosnym świętowaniu. Wcielony Bóg jest zawsze zgorszeniem, zawsze budzi gwałtowny sprzeciw, a  ci, którzy są powołani by być Jego świadkami muszą o tym pamiętać.

„Miejcie się na baczności przed ludźmi! Będą was wydawać sądom i w swych synagogach będą was biczować. Nawet przed namiestników i królów będą was wodzić z mego powodu, na świadectwo im i poganom. Kiedy was wydadzą, nie martwcie się o to, jak ani co macie mówić. W owej bowiem godzinie będzie wam poddane, co macie mówić, gdyż nie wy będziecie mówili, lecz Duch Ojca waszego będzie mówił przez was. Brat wyda brata na śmierć i ojciec syna; dzieci powstaną przeciw rodzicom i o śmierć ich przyprawią. Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony” - wskazuje dzisiejsza Ewangelia.

Nie ma ucieczki przed tymi słowami. Właśnie to nas czeka, jeśli rzeczywiście przyjmiemy Wcielonego Boga do swojego serca. I tylko jeśli wytrwamy będziemy zbawieni!
 
Tomasz P. Terlikowski
 http://malydziennik.pl/przesladowanie-zdrada-nienawisc-to-nas-czeka-w-najblizszym-czasie-te-zapowiedzi-nie-pozostawiaja-watpliwosci,9451.html


 

poniedziałek, 25 grudnia 2017

niedziela, 24 grudnia 2017

"Do szopy, hej pasterze"


Kolęda "Bóg się rodzi"


Z życzeniami na Boże Narodzenie

Hodie scietis, quia veniet Dominus, et salvabit nos: et mane videbitis gloriam eius.

Dziś poznacie, że Przyjdzie Pan i zbawi nas; a rano ujrzycie chwałę Jego
 Ex 16, 6 et 7

Z introitu na Wigilię Bożego Narodzenia


Z serdecznymi życzeniami
dla naszych Szanownych Czytelników
z całego świata.
Aby Dzieciątko Jezus królował na całym świecie,
aby iskra, która ma wyjść z Polski
przed powtórnym przyjęciem Pana
żarzyła się nasza gorliwością.

Redakcja

czwartek, 21 grudnia 2017

Der Engel Gabriel


Archanioł Boży Gabriel



«1. Archanioł Boży Gabriel,
Posłan do Panny Maryi,
 Z Majestatu Trójcy Świętej,
Tak sprawował poselstwo k`Niej
Zdrowaś, Panno, łaskiś pełna,
Pan jest z Tobą, to rzecz pewna".

 2. Panna się wielce zdumiała
z poselstwa, które słyszała.
Pokorniuchno się skłoniła;
jako Panna wstrzemięźliwa
zasmuciła się z tej mowy,
 nic nie rzekła Aniołowi.

3. Ale poseł z wysokości,
napełnion Boskiej mądrości,
rzekł Jej: Nie bój się Maryjo,
najszczęśliwszaś, Panno miła,
znalazłaś łaskę u Pana,
 oto poczniesz Jego Syna.

4. Jezus nazwiesz imię Jego,
będzie Synem Najwyższego;
wielki z strony człowieczeństwa,
a niezmierny z strony Bóstwa,
wieczny Syn Ojca Wiecznego,
Zbawiciel świata całego".

5. Temu Panna uwierzyła,
przyzwalając tak mówiła:
O, Pośle Boga wiecznego,
gdy to wola Pana mego,
toć ja służebnica Jego,
stań się według słowa twego».


wtorek, 19 grudnia 2017

Suche dni zimowe - po III Niedzieli Adwentu - 20,22,23 XII AD 2017


Suche dni zimowe


AshWednesday

Każda z czterech pór roku rozpoczyna się okresem pokutnym, czyli  suche dni. (łac. „quattuor tempora”). Zwyczaj ten sięga już pierwszych wieków Kościoła. Suche dni składają się z trzech dni postu: Środy, Piątku i Soboty, z których sobota jest najważniejszym. Celem ich jest poświęcenie Bogu poszczególnych okresów uprawy ziemi i przygotowaniem do święceni duchownych przez pokutę i modlitwę całego Kościoła. Suche dni zimowe przypadające w Adwencie przybrały ponadto charakter przygotowania do świąt. Jutro, 20 w piątek oraz w sobotę, 22 i 23 grudnia wypadają suche dni zimowe (środa, piątek i sobota po niedzieli Gaudete)


                                            Środa Suchych Dni Zimowych
W środę Kościół wspomina tajemnice wcielenia, która dokonała się  w łonie Najświętszej Maryi Panny. Postać Maryi jest  myślą przewodnią. Do niej słowo Boże przyszło jak rosa z niebios.  Teksty mszalne  wspominają proroctwo Izajasza: „ Oto Dziewica porodzi... ”  i scenę Zwiastowania : „ Oto Ja służebnica Pańska..”.  Środowa msza święta zwana  -  „Mszą złotą”, dała początek roratom, tj. wotywnej Mszy o Matce Bożej. Na ofiarowanie składamy Bogu nasz post.

                                             Piątek Suchych Dni Zimowych

W piątek suchodniowy zbierano się w kościele Dwunastu Apostołów, aby za ich orędownictwem przygotować się do święceń przyszłych sług ołtarza. Z tą myślą łączy się dziś myśl oczekiwania Chrystusa. Izajasz opisuje znamiona Królestwa Bożego.  Z  serca Maryi wyrywa się dziękczynienie „ Uwielbia dusza moja Pana . Przez post i umartwienie oczyszczajmy serca nasze, abyśmy byli godni wziąć udział w tajemnicy zbawienia.
                                                                
                                            Sobota Suchych Dni Zimowych

Sobota jest najważniejszym dniem z Suchych dni, ponieważ wówczas odbywają się święcenia kapłańskie. W Rzymie, u Świętego Piotra, liturgia zazwyczaj trwała całą noc. Podczas niej czytano Pismo Święte, śpiewano, składano dziesięcinę ze zbiorów, a podczas Mszy udzielano Święceń.  Śpiewy między lekcjami są zapożyczone z Psalmów 79 i 18. W ewangelii słyszymy głos Jana Chrzciciela, który rok rocznie przygotowuje dusze nasze do przyjścia Zbawiciela.

 http://tridentina-zielonka.blogspot.com/2015/12/suche-dni-zimowe.html


Posty obowiązujące - [DO SOBORU]
Ks. Franciszek Bączkowicz CM
I. Pojęcie i podział.
Rozróżniamy post naturalny (ieiunium naturale), polegający na zupełnym wstrzymaniu się od jedzenia i picia, oraz kościelny (ieiunium ecclesiasticum), polegający na wstrzymaniu się od pokarmów w granicach przepisanych przez Kościół.
Kodeks [Prawa Kanonicznego] rozróżnia: a) post jakościowy czyli wstrzymanie się od potraw mięsnych (abstinentia); b) post ilościowy czyli pożywanie do sytości raz dziennie (ieiunium); c) post ścisły czyli post ilościowy połączony z jakościowym (ieiunium et abstinentia).

1. Post jakościowy polega na wstrzymaniu się od mięsa i rosołu (ius ex carne); nie zabrania pożywania jaj, nabiału i rozmaitych przypraw (condimenta) nawet z tłuszczu zwierzęcego (kan. 1250).
Nie wolno pożywać mięsa, tj. tego wszystkiego, co z natury swej, ze zwyczaju lub z powszechnego mniemania ludzi zalicza się do mięsa; wolno natomiast jeść ryby oraz żyjątka o zimnej krwi, które zwykły przebywać w wodzie, np. żaby, ślimaki, żółwie itp. Co się tyczy pożywania mięsa ptaków wodnych, opinie autorów są podzielone; wobec tego należy stosować się do zwyczaju danej okolicy.
Pod pojęcie mięsa podpada także krew, mózg, szpik kości, słonina nietopiona oraz bulion i ekstrakty z mięsa.

Niedozwolone jest pożywanie rosołu. Przez rosół należy rozumieć wodę, w której gotowane było mięso lub kości.

Wolno używać jakichkolwiek przypraw do potraw, nawet z tłuszczów zwierzęcych, czyli tego wszystkiego, co się w małej ilości dodaje do głównej potrawy, by ją uczynić smaczniejszą. Dozwolone jest zatem używanie masła, łoju, sadła, smalcu, słoniny stopionej itp.; drobne kawałeczki mięsa (skwarki), pozostałe po przetopieniu, wolno spożyć razem z tłuszczem. Przepis o poście jakościowym obowiązuje sub gravi [tj. pod grzechem ciężkim]. Moraliści są zdania, że spożycie potraw mięsnych do 20 gramów jest tylko grzechem lekkim, ponad 60 gramów na pewno grzechem ciężkim (1).

2. Post ilościowy polega na jednorazowym posiłku do sytości w ciągu dnia; nie zabrania wszelako rannego i wieczornego posiłku, przy którym jednak co do ilości pokarmów przestrzegać należy przyjętych zwyczajów miejscowych. Nie jest również wzbronione pożywanie potraw mięsnych i ryb przy tym samym posiłku; wolno także brać posiłek do sytości wieczorem zamiast w południe (kan. 1251) (2).
Post ilościowy nie zabrania spożywania pokarmów mięsnych podczas posiłku do sytości. Natomiast przy posiłku rannym i wieczornym wolno pożywać pokarmy mięsne tylko wtedy, jeżeli w jakiejś okolicy panuje taki zwyczaj (3). W Polsce takiego zwyczaju nie było.
Zwyczaj, o którym mowa, nie jest to zwyczaj prawny w ścisłym znaczeniu, formalny, lecz praktyka, powstała czy to na podstawie zwyczaju prawnego czy też dyspensy lub przywileju (4).
Należy zachować zwyczaj powszechnie panujący w tym miejscu na którym się aktualnie przebywa, a nie zwyczaj w miejscu zamieszkania.

Kto nie jest obowiązany do zachowania postu ilościowego (np. z powodu choroby, braku lub przekroczenia wieku) albo otrzymał od niego dyspensę, może w dni wolne od postu jakościowego, np. w poniedziałki, wtorki, środy i czwartki Wielkiego Postu, spożywać mięso przy każdym posiłku (5).

Przepis o poście ilościowym obowiązuje sub gravi. Moraliści przyjmują, że na śniadanie wolno spożyć około 70 gramów a na wieczerzę około 300 gramów stałych pokarmów; spożycie ilości pokarmów przekraczających 120 gramów w ciągu dnia poza przewidzianymi posiłkami uważają za grzech ciężki, bez względu na to czy ilość ta została w ciągu dnia spożyta naraz czy też częściami (6). Co do zachowania postu ilościowego można podać następującą praktyczną wskazówkę: w dniu postu ilościowego lub ścisłego każdy powinien na śniadanie i wieczerzę o tyle mniej spożyć pokarmów, żeby między dniem postu a dniem zwykłym zachodziła naprawdę różnica, czyli żeby każdy odczuł pewne umartwienie; do zachowania postu wystarcza ująć sobie jedną trzecią z tego, co się zwykle na śniadanie lub wieczerzę spożywa.

3. Post ścisły polega na jednorazowym dziennie posiłku do sytości oraz na wstrzymaniu się od potraw mięsnych; dlatego też, jeżeli obowiązuje post ścisły, należy zachować przepisy odnoszące się zarówno do postu ilościowego, jak i do postu jakościowego.
Kto otrzymał dyspensę tylko od postu jakościowego, jest obowiązany do zachowania postu ilościowego; wolno mu zatem pożywać mięso tylko przy jednorazowym posiłku do sytości. Kto jest zwolniony tylko od postu ilościowego, zachować musi post jakościowy.

II. Dni postne.
l. Post jakościowy czyli wstrzymanie się od potraw mięsnych (lex solius abstinentiae) obowiązuje we wszystkie piątki całego roku (kan. 1252 § l).

2. Post ścisły czyli tak co do ilości jak co do jakości zachować należy: w środę popielcową, piątki i soboty Wielkiego Postu, w Suche Dni, w Wigilię Zielonych Świąt i Bożego Narodzenia, oraz 7 grudnia (7) (kan. 1252 § 2).

3. Post ilościowy (ieiunium) obowiązuje we wszystkie inne dni Wielkiego Postu, tj. w poniedziałki, wtorki, środy (z wyjątkiem popielcowej i suchodniowej, kiedy obowiązuje post ścisły) i czwartki (kan. 1252 § 3).
4. W niedziele i święta nakazane (festa de praecepto), z wyjątkiem świąt przypadających w Wielkim Poście, post nie obowiązuje; jeżeli wigilia przypadnie na niedzielę, to postu nie przenosi się na sobotę (kan. 1252 § 4) (8). Wielki Post kończy się o północy z Wielkiej Soboty na Wielką Niedzielę, a nie jak dotychczas, w Wielką Sobotę w południe (9). Jeżeli w jakiejś miejscowości któreś ze świąt nakazanych jest zniesione lub przeniesione na najbliższą niedzielę, post nie przestaje w tym dniu obowiązywać (10). W niedziele wielkopostne nie ma postu; w święta natomiast nakazane, przypadające w Wielkim Poście, post obowiązuje (11).

5. Powyższe przepisy nie zmieniają indultów partykularnych, ślubów osób fizycznych czy moralnych, reguł i konstytucji jakiegokolwiek zakonu lub zatwierdzonego stowarzyszenia tak mężczyzn jak niewiast, prowadzących życie wspólne, nawet bez ślubów (kan. 1253).

III. Podmiot.
1. Post jakościowy czyli wstrzymanie się od potraw mięsnych obowiązuje tych wszystkich, którzy ukończyli siódmy rok życia (kan. 1254 § 1).
Ci jednak, którzy po ukończeniu siódmego roku życia nie mają używania rozumu, nie są obowiązani do zachowania postu jakościowego (zob. kan. 12).
2. Post ilościowy obowiązuje wszystkich, którzy ukończyli 21 rok życia, a nie rozpoczęli jeszcze 60 roku (kan. 1254 § 2).
––––––––––
Ks. Franciszek Bączkowicz CM, Prawo Kanoniczne. Podręcznik dla duchowieństwa, T. II (wydanie trzecie uzupełnili i przygotowali do druku Ks. Józef Baron CM i ks. Władysław Stawinoga CM), Wydawnictwo Diecezjalne Św. Krzyża w Opolu 1958, ss. 420-424. (a)
Przypisy:
(1) Zob. Noldin, Summa theologiae moralis, II, n. 676; Jone, II, ad can. 1250.
(2) Vermeersch, De frustulo et coenula quadragesimali, w: „Periodica” 1933, 60.
(3) Inaczej: Cocchi, V, n. 84; Grabowski, 496. Opierają się na odpowiedzi Kom. Int. z 23 października 1919 (AAS, XI (1919), 480), która na zapytanie, czy po wydaniu Kodeksu można bezpiecznie uczyć, że w dniach samego postu jest dozwolone spożywać więcej razy dziennie potrawy mięsne, odpowiedziała przecząco. Odpowiedź tę należy jednak rozumieć w ten sposób, że na podstawie samego Kodeksu, bez uwzględnienia przyjętego zwyczaju, nie wolno w dniach samego postu ilościowego spożywać więcej razy mięsa; Kodeks bowiem ani nie zabrania ani nie przepisuje potraw mięsnych przy tym lekkim posiłku, lecz odsyła do miejscowego zwyczaju. Zob. Vermeersch-Creusen, II, n. 566; Coronata, De locis etc., n. 302.
(4) Vermeersch-Creusen, II, n. 556; Cocchi, V, n. 84.
(5) Vermeersch-Creusen, II, n. 556; Cocchi, V, n. 85. Zob. także artykuł w „Gazecie Kościelnej”, 1927, 149 nn.
(6) Zob. Noldin, II, n.679; Jone, II, ad can. 1250; Coronata, Institiones iuris canonici, II, n. 826.
(7) Post ścisły przypadający na wigilię Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny został dekretem Kongregacji Soboru z 25 VII 1957, AAS, 49 (1957), 638, przeniesiony na 7 grudnia. – Kan. 1252 & 2 wśród dni, w które przypada post ścisły, wylicza również wigilię Wszystkich Świętych. Ponieważ wigilia ta została zniesiona dekretem Kongregacji Obrzędów z 23 marca 1955 (AAS, 47 (1955), 48), wygasł tym samym obowiązek zachowania przywiązanego do niej postu ścisłego.
(8) Kom. Int., 24 XI 1920, AAS, 12 (1920), 576.
(9) C. Rit., 16 XI 1955, AAS, 47 (1955), 838, n. 10.
(10) Kom Int., 17 II 1918, AAS, 10 (1918), 170.
(11) Kom. Int., 24 XI 1920 AAS, 12 (1920), 576.
(a) Por. 1) Ks. Dr Ignacy Grabowski, Prawo kanoniczne według nowego kodeksu. 2) Ks. Antoni Chmielowski, a) Nauka o poście. b) Nauka o spowiedzi. c) Rozmyślania o pokucie i jej warunkach. (Przyp red. Ultra montes).

 https://pelagiusasturiensis.wordpress.com/2015/12/15/suche-dni-zimowe-2015/

św. Małgorzata Maria Alacoque


poniedziałek, 18 grudnia 2017

O. Bergogilo – niewłaściwy, by być biskupem

pl.news

O. Bergogilo – niewłaściwy, by być biskupem


W książce “The Dictator Pope” Marcantonio Colonny opisana jest opinia, jaką o. Bergoglio otrzymał od ówczesnego przełożonego jezuitów, o. Petera Hansa Kolvenbacha (+2016), kiedy starał się o dyspensę od reguły zabraniającej jezuitom obejmowania mitry biskupiej.

Według Colonny, Kolvenbach oskarżył Bergoglio o szereg wad, począwszy od częstego używania wulgarnego słownictwa, po przewrotność i nieposłuszeństwo ukryte za maską pokory oraz brak równowagi duchowej.


W odniesieniu do zdolności do pełnienia posługi biskupie, Kolvenbach miał zaznaczyć, że Bergoglio jako zakonnik stał się źródłem podziałów. Był widziany swego czasu jako konserwatysta w stylu Jana Pawła II, ale miał też zwyczaj mówienia każdego dnia diametralnie różnych rzeczy.

 za: https://gloria.tv/article/V8VNPqTMKFTN2Yv8E6ocqYBaX
więcej na :  https://www.churchmilitant.com/news/article/cm-exclusive-author-of-the-dictator-pope-speaks

niedziela, 17 grudnia 2017

Adwentowe zwyczaje i pieśni z Podlasia i Kurpiów




 PolskieRadio.pl Dwójka Muzyczna Scena Tradycji

Adwentowe zwyczaje i pieśni z Podlasia i Kurpiów

Ostatnia aktualizacja: 17.12.2017 15:30 
 
- W Adwencie, to ludzie nawet z mlekiem nie jadali, tylko pościli. Ten czas niczym się nie różnił od wielkiego postu przed Wielkanocą. Zwolnione od niego były tylko kobiety przy nadziei, matki karmiące i dzieci, które nie były jeszcze u komunii świętej - opowiadała o adwentowych zwyczajach Zofia Warych.  

Zofia Warych
Zofia WarychFoto: Wojciech Kusiński/PR
Gospodarzami koncertu "Muzcznej Sceny Tradycji" byli Kaja i Janusz Prusinowscy, którzy wystąpili ze Szczepanem Pospieszalskim. Ich gościem była znakomita kurpiowska śpiewaczka Zofia Warych z Myszyńca.


Adwent to czas skupienia i postów, oczekiwanie na Boże Narodzenie. Jak pisze o tym czasie Barbara Ogrodowska: na Podlasiu (przede wszystkim, ale także i w innych regionach Polski,  początek Adwentu obwieszczało głośno trąbienie na drewnianych ligawach, (na Pomorzu zwanych bazunami), zwane otrąbianiem Adwentu. Był to znak, że zamilknąć mają instrumenty, ustać zabawy i tańce. Dla wszystkich był to sygnał, że oto nastaje czas skupienia, pobożnych praktyk i modlitw, zwłaszcza za dusze zmarłych, które - jak wierzono - w czasie Adwentu, w długie ciemne wieczory i noce mogą błąkać się po ziemi.


W przeszłości Adwent nazywany bywał "czterdziestnicą" (ponieważ w średniowieczu trwał 40 dni), a w polskiej tradycji także "przedgodami". Adwent i długie jesienne wieczory były – zwłaszcza na wsi – czasem zwyczajowych spotkań  łączonych zawsze z pracą: przędzeniem wełny i lnu, darciem pierza (tzw. szkubaczkach inaczej podskubkach), przebieraniem siewnego ziarna, fasoli lub grochu i innymi kobiecymi robotami ręcznymi. W Adwencie spotkaniom tym i wykonywanym podczas nich pracom towarzyszyła zwykle wspólnej modlitwie, śpiewie  słuchanie pobożnych opowieści.

***

do odsłuchania;
https://www.polskieradio.pl/8/2771/Artykul/1951538,Adwentowe-zwyczaje-i-piesni-z-Podlasia-i-Kurpiow
Tytuł audycji: Muzyczna Scena Tradycji
Prowadzi: Piotr Kędziorek
Data emisji: 17.12.2017

"Niebiosa, rosę spuście nam z góry"



1. Niebiosa, rosę spuście nam z góry;
Sprawiedliwego wylejcie, chmury.
O wstrzymaj, wstrzymaj Twoje zagniewanie
I grzechów naszych zapomnij już, Panie!

 2. Niebiosa, rosę spuście nam z góry;
Sprawiedliwego wylejcie, chmury.
Grzech nas oszpecił i w sprośnej postaci
 stoim przed Tobą, jakby trędowaci.

3. Niebiosa, rosę spuście nam z góry;
Sprawiedliwego wylejcie, chmury.
O, spojrzyj, spojrzyj na lud Twój znękany
I ześlij Tego, co ma być zesłany.

4. Niebiosa, rosę spuście nam z góry;
Sprawiedliwego wylejcie, chmury.
Pociesz się, ludu, pociesz w swej niedoli,
 Już się przybliża kres twojej niewoli

5. Niebiosa, rosę spuście nam z góry;
Sprawiedliwego wylejcie, chmury.
Roztwórz się ziemio, i z łona twojego,
Wydaj nam, wydaj już Zbawcę naszego.

 Nagranie z płyty "Wszyscy na Ciebie czekamy", Dominikański Ośrodek Litrugiczny

sobota, 16 grudnia 2017

piątek, 15 grudnia 2017

„Ojcze Nasz” wymaga korekty? Odpowiada ks. prof. Chrostowski

Czy należy zmienić słowa „I nie wódź nas na pokuszenie”? Nie sądzę, aby jakakolwiek zmiana była konieczna, potrzebne jest natomiast cierpliwe objaśnianie głębokiego znaczenia tej prośby. Modlitwa, odmawiana w tym brzmieniu przez setki lat, a więc miliony razy przez miliony ludzi, bardzo mocno się utrwaliła. Także w obecnym brzmieniu, kiedy jest właściwie rozumiana, jej sens jest głęboki i teologicznie poprawny – mówi w rozmowie z Arkadiuszem Stelmachem ksiądz profesor Waldemar Chrostwoski komentując informacje o planach zmiany fragmentu Modlitwy Pańskiej.



W związku z doniesieniami medialnymi o sugestii Ojca Świętego Franciszka, jakoby należało zmodyfikować fragment modlitwy „Ojcze Nasz”, chcielibyśmy poprosić Księdza Profesora o komentarz. Czy należy zmienić coś w tekście Modlitwy Pańskiej?

Wszelkie sugestie dokonywania zmian w modlitwach należy przyjmować z ogromną ostrożnością. Może się bowiem okazać, że za postulatem zmiany w jednej modlitwie pójdą  żądania kolejnych zmian, aż po zmiany w samym Credo. To niebezpieczeństwo jest realne, także i dlatego, że zwolennikom politycznej poprawności, mówiąc najdelikatniej, nie wszystko się w chrześcijaństwie podoba.

Jeśli chodzi o tę konkretną sprawę, czyli treść modlitwy „Ojcze Nasz”, najlepiej wrócić do Ewangelii.

Jest to Modlitwa Pańska, bo nauczył jej nas sam Pan Jezus, a więc stoi za nią Jego autorytet. Powiedział: „Kiedy się modlicie, mówcie”. Słowa tej modlitwy ważą więc bardzo wiele i trzeba się pilnie starać, żeby w rozmaitych językach, gdy ją tłumaczymy, wiernie wyrazić treść oryginału.

Oryginał modlitwy, który zachował się w kanonie Nowego Testamentu, jest w języku greckim. Zawiera najpierw wezwanie, niejako „adres”, czyli: „Ojcze Nasz, któryś jest w Niebie”, a następnie siedem próśb. Przedostatnia brzmi po grecku: „Kaí mē eisenénkes hēmás eis peirasmón”.

Słowo „peirasmós” w biblijnym języku greckim oznacza „próbę”, i „doświadczenie”, a także „pokusę”. Po polsku można tę prośbę przetłumaczyć: „I nie wystawiaj nas na próbę”, co znaczy: Boże, nie wystawiaj nas na próbę, z której nie wyszlibyśmy zwycięsko, a jeżeli ją dopuszczasz, daj nam moc do jej przezwyciężenia.

Ta grecka modlitwa z Nowego Testamentu została już w starożytności przełożona na język łaciński. Po łacinie ów werset brzmi: „Et ne nos inducas in tentationem”.

Mamy tutaj wyrażenie „temptatio”, które w języku łacińskim ma dwa zasadnicze znaczenia, a mianowicie „próba” i „pokusa”. Pochodzi od czasownika „tempto”, który ma podstawowe znaczenie „macać”, „dotykać”, a stąd „próbować”, „wystawiać na próbę” i „(wy)badać” oraz „wieść na pokuszenie”, „przerobić”. W tradycyjnym brzmieniu Modlitwy Pańskiej, jakie mamy w języku polskim oraz w innych językach, słuchać drugie znaczenie.

„Et ne nos inducas in tentationem” zostało więc w dawnym języku polskim przetłumaczone jako: „I nie wódź nas na pokuszenie”. Ten przekład może sugerować, że tym, kto nas wodzi na pokuszenie, czyli kusi, jest Bóg, co jest teologicznie niepoprawne. Jednak staropolskie „pokuszenie” znaczyło również „próba”, „trudne doświadczenie”.

Mając na względzie oryginalny, grecki sens „Nie wystawiaj nas na próbę”, nasuwa się pytanie: Czy Bóg może nas wystawiać na próbę?

Znowu wracamy do Pisma Świętego. Mamy przykład Abrahama w 22. rozdziale Księgi Rodzaju, który przeżył Bożą próbę, z której wyszedł zwycięsko. Mamy przykład Hioba, który został wystawiony na ciężką próbę, z której też wyszedł zwycięsko. Szósta prośba modlitwy „Ojcze Nasz” nawiązuje do tych starotestamentowych wzorców i przypomina postawę wielkich bohaterów wiary, którzy w trudnych okolicznościach pozostali wierni Bogu.

Czy zatem należy zmienić słowa „I nie wódź nas na pokuszenie”? Nie sądzę, aby jakakolwiek zmiana była konieczna, potrzebne jest natomiast cierpliwe objaśnianie głębokiego znaczenia tej prośby. Modlitwa, odmawiana w tym brzmieniu przez setki lat, a więc miliony razy przez miliony ludzi, bardzo mocno się utrwaliła. Także w obecnym brzmieniu, kiedy jest właściwie rozumiana, jej sens jest głęboki i teologicznie poprawny.

Papież Franciszek sugeruje jednak zmianę w brzmieniu.

Ta sprawa była już w Polsce poruszana. Dyskusja miała miejsce kilkanaście lat temu, gdy pojawił się nowy przekład Pisma Świętego dokonany przez Paulistów, tzw. Biblia Paulistów, a w nim tłumaczenie: „I nie dopuszczaj do nas pokusy”. Reakcje wówczas, tak jak dzisiaj, były różne, lecz najczęściej przeciwne wprowadzaniu jakichkolwiek zmian do modlitwy od wieków utrwalonej w polskiej tradycji.

Czyli mamy do czynienia z problemem pewnej ostrożności, jaką należałoby zachować. Mamy bowiem z jednej strony całe dziedzictwo kanonicznych modlitw, którymi Kościół posługuje się od wieków i pojawiłoby się niebezpieczeństwo, że nagle będzie jakiś nurt reformatorski i zaczniemy wnikać i korygować więcej tekstów, a to groziłoby zamętem.

W naszej wierze i pobożności utrwaliło się „I nie wódź nas na pokuszenie”. Dojrzali katolicy wiedzą o co chodzi, a ci, którzy nie rozumieją tych słów, powinni dołożyć starań, by je poprawnie rozumieć. Wszelkie próby majstrowania, jeżeli tak można powiedzieć, przy tej modlitwie są dwuznaczne. Na ich przedłużeniu, co widać w środkach masowego przekazu, chodzi nie o utwierdzanie wiary chrześcijańskiej, lecz o jej rozmywanie i rozmontowywanie. Wyjmując jedną cegiełkę z potężnej konstrukcji wiary i pobożności Kościoła stwarza się precedens do wyjmowania kolejnych cegiełek, co zresztą na rozmaite sposoby się odbywa.

Ksiądz Profesor wspomniał, że Bóg dopuszcza pewne próby i stawia nas w ich obliczu. Czy nie dałoby się również tutaj takiego porównania zrobić między tym, co Pan Jezus nauczył nas w Modlitwie Pańskiej,  z tym, co sam przeżył w Ogrodzie Oliwnym, kiedy modlił się o „odsunięcie tego kielicha”, czyli próby, przed którą miał stanąć. Czy tutaj jest uprawnione porównanie, że sam Jezus był wystawiony na próbę?

Jezus, człowiek i Syn Boży, przeszedł przez wszystko, co  jest udziałem Jego wyznawców – z wyjątkiem grzechu. Jezus, prawdziwy człowiek, przeżył w Ogrójcu bardzo ciężką próbę, z której wyszedł zwycięsko okazując zaufanie i posłuszeństwo Ojcu.

Szósta prośba Modlitwy Pańskiej niejako antycypuje, czyli wyprzedza to, co wydarzyło się w Ogrójcu i zostało dopełnione na Krzyżu.

Skoro już takie słowa padły, skoro już jest to elementem debaty publicznej, być może należałoby, żebyśmy nawzajem zachęcali się do pogłębienia katechezy na temat Modlitwy Pańskiej. Myślę, że jest dobra okazja ku temu, czyli Adwent.

Od 32 lat prowadzę konferencje biblijne w kościele Zwiastowania Pańskiego w Warszawie. Raz w miesiącu spotykamy się z wiernymi, których jest około pół tysiąca. Temat tegorocznych konferencji brzmi: „Biblijna medytacja nad Modlitwą Pańską”. Do tej pory, podczas dwóch kolejnych konferencji, omawialiśmy wspomniany na początku naszej rozmowy „adres”, czyli „Ojcze nasz, któryś jest w Niebie”. Na początku grudnia rozważaliśmy pierwszą prośbę, czyli „Święć się Imię Twoje”. W styczniu będzie „Przyjdź Królestwo Twoje” i tak dalej. W maju dojdziemy do prośby „I nie wódź nas na pokuszenie”.

Każda konferencja na temat poszczególnych wezwań Modlitwy Pańskiej trwa godzinę. Wszystkie konferencje są dostępne również w Internecie. Wiem, że zainteresowanie tegorocznymi konferencjami jest bardzo duże i mam odrobinę satysfakcji, że na kilka miesięcy przed tym, zanim zaczęła się obecna dyskusja, podjęliśmy pogłębioną katolicką refleksję nad modlitwą „Ojcze Nasz”.

Kiedy będzie najbliższe takie spotkanie?

15 stycznia 2018 roku o godzinie 19.15 w kościele pod wezwaniem Zwiastowania Pańskiego na ulicy Gorlickiej w Warszawie. Przedmiotem refleksji będzie, jak wspomniałem, druga prośba Modlitwy Pańskiej, czyli „Przyjdź Królestwo Twoje”.

Poprzednie konferencje są dostępne w Internecie na stronie Parafii Zwiastowania Pańskiego oraz na stronie internetowej „konferencje biblijne” z moim imieniem i nazwiskiem (http://wch-biblijne.pl/).


Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał Arkadiusz Stelmach


DATA: 2017-12-14 12:57
AUTOR: ROZMOWA PCH24.PL 
 https://www.pch24.pl/ojcze-nasz-wymaga-korekty--odpowiada-ks--prof--chrostowski,56793,i.html

czwartek, 14 grudnia 2017

Nadchodzi czas katolickiego, ortodoksyjnego "ludowego Kościoła" - Kościoła walczacego.

Nadchodzi czas katolickiego, ortodoksyjnego "ludowego Kościoła", który tradycyjna doktryna nazywa Kościołem walczącym (Ecclesia militans)

Opuszczeni przez rozsiewającego heretyckie błędy Franciszka, zdradzeni przez heretyckich, masońskich, szantażowanych seksualnymi skandalami i obojętnych  biskupów, lub takich, którzy po prostu stracili wiarę. Pozostawieni sami sobie wierni, stają się świadomi, że są ostatnimi żołnierzami Kościoła walczącego. Można czysto technicznie powiedzieć, że nadchodzi czas katolickiego, ortodoksyjnego "ludowego Kościoła". Ludowego gdyż to wierni, jak ten opisany w Dziełach Apostolsku "lud", modlący się za Piotra, zmusza biskupów w Polsce do Intronizacji Jezusa Chrystusa na Króla Polski, choć formalnie kompromisowy biskupi dokument mówi o "Panie i Władcy". To lud organizuje w Polsce, Włoszech, Irlandii, Stanach Zjednoczonych różaniec "do granic i wybrzeża". To lud pobudza i organizuje powrót Tradycyjnej Mszy św. i tradycyjnego nauczania. To lud wspiera nielicznych już  hierarchów i księżny czy kongregacje księży,  wiernych ortodoksyjnemu doktrynie. To lud organizuje media i komunikacje między ortodoksyjnymi. To lud, woła "Matko ratuj nas, bo toniemy!" bo szalejąca burza bezbożności, jest już huraganem i tajfunem łącznie. Można szukać analogi w czasach ariańskiej herezji ale czasy są już inne bo ostateczne.
Nie można nie widzieć ręki Opatrzności, która dała prawowiernym Jedynego, Świętego, Katolickiego i Apostolskiego Kościoła narzędzia techniczne. Internet i media społecznościowe połączyły porwane przez herezje parafie i biskupstwa, przekraczając granice państw i kontynentów.
"Wolno mielą młyny boże" jak mówi ludowe przysłowie i nie wiemy jak długo jeszcze potrwa obecny stan Kościoła. Czy iskra, która miała wyjść z Polski przed ponownym przyjściem Naszego Pana długo wędrować będzie jeszcze po świecie i co jeszcze nam przyniesie. Możemy już tylko opowiedzieć za św. siostrą Faustyną Kowalską  "Jezu ufamTobie!

Redakcja



wtorek, 12 grudnia 2017

'Rosary on the Coast for Life & Faith' Westport, Ireland







List do Przyjaciół i Dobroczyńców nr 88

List do Przyjaciół i Dobroczyńców nr 88

Drodzy Przyjaciele i Dobroczyńcy!

W październiku 2017 r. obchodzimy rocznice trzech wydarzeń, które naznaczyły bieg historii ludzkości i Kościoła: buntu Lutra, rewolucji bolszewickiej i cudu w Fatimie.
Pięćset lat temu, 31 października 1517 r., Marcin Luter wystąpił przeciw Kościołowi katolickiemu. Sto lat temu, 7 listopada, wybuchła rewolucja w Rosji. Ze względu na obowiązujący tam wówczas kalendarz juliański otrzymała nazwę „rewolucji październikowej”.

Sto lat temu, kilka dni przed wydarzeniami w Rosji, 13 października Niepokalane Serce Maryi spektakularnym cudem przypieczętowało swoje przesłanie zapowiadające wielkie wydarzenia w Kościele i na świecie, spośród których kilka należy już do przeszłości, jak na przykład II wojna światowa, a inne jeszcze się nie wydarzyły, jak na przykład triumf Niepokalanego Serca i nawrócenie Rosji.

Reformacja zainicjowana przez Lutra jawiła się początkowo jako wydarzenie należące [tylko] do sfery religijnej. Z pewnością niemiecki heretyk wstrząsnął fundamentami Kościoła katolickiego, atakując papiestwo, [pojęcie] łaski, Mszę świętą, kapłaństwo, Najświętszą Eucharystię… Wiara i środki dane ludziom przez Boga dla wyjednania im wiecznego zbawienia zostały odrzucone lub kompletnie zafałszowane.
Z uwagi na niezaprzeczalny związek między nadprzyrodzonym porządkiem Kościoła i łaski z jednej strony, a doczesnym porządkiem rządów człowieka i społeczeństwa obywatelskiego z drugiej, wkrótce bunt przeciwko Kościołowi rozprzestrzenił się na sferę społeczną, po dziś dzień dzieląc Europę, rozpoczynając czasy prześladowań Kościoła w krajach, w których zwyciężyła reformacja i zostawiając na całym kontynencie blizny okrutnych wojen, z których najbardziej brutalna była wojna trzydziestoletnia. Jesteśmy prawdziwie skonsternowani, widząc dzisiaj katolickich prałatów upamiętniających, a nawet świętujących to wydarzenie, tak smutne i przerażające dla chrześcijaństwa.

Bunt Lutra oparł się na zasadzie, która jest podstawą myśli współczesnej i która rządzi całym dzisiejszym społeczeństwem, niezależnie od tego, czy uważa się ono za liberalne, czy socjalistyczno-komunistyczne. Ta zasada pragnie uwolnić ludzi od ich zależności od Boga i od ustanowionego przezeń porządku, zarówno w sferze naturalnej, jak i nadprzyrodzonej.

Tymczasem u podstaw natury człowieka leży ontologiczny fakt jego całkowitej zależności od Stwórcy; całkowitej, ponieważ nie ma miejsca, w którym człowiek mógłby się przed nią ukryć; już samo pojęcie stworzenia wyraźnie na to wskazuje. Od strony stworzenia ta obiektywna zależność natychmiast rodzi obowiązek równie całkowitego poddania się Stwórcy, który jest Bogiem. To poddanie się wykracza daleko poza posłuszeństwo przykazaniom Bożym, posłuszeństwo moralne, uważane za najpowszechniejszy sposób jego wyrażenia. Rozciąga się również na porządek inteligencji, na naszą wiedzę. Jest to poddanie naszego rozumu rzeczywistości, która narzuca się nam w ten sposób, że prawdę możemy zdefiniować jako „zgodność intelektu z rzeczywistością”, rzeczywistością obiektywną. W sferze wiary podążamy tą samą drogą, jednak powód naszego poddania się jest inny. O ile rozum naturalny ulega mocy dowodów, o tyle nadprzyrodzona wiara poddaje się autorytetowi Boga, Prawdy objawionej, która nie myli się, jak wyznajemy w akcie wiary, i nie wprowadza nas w błąd.

Stosując zasadę „wolnego badania”, Luter zniszczył to podporządkowanie. Od tego czasu hasłem, które rozbrzmiewa w świecie, jest okrzyk: „wolność!”; w rzeczywistości wyraża ono bunt przeciwko Bogu i przeciwko ustanowionemu przez Niego porządkowi rzeczy. Ta współczesna wolność schlebia duszy upadłej na skutek grzechu pierworodnego; to pokusa i ułuda naszych czasów. To fantazja, która natchnęła archanioła Lucyfera do grzechu i zainspirowała wszystkie kolejne grzechy. Tak zwana emancypacja kończy się bardzo źle i ostatecznie ma niewiele wspólnego z prawdziwą wolnością. Człowiek został bowiem stworzony jako istota wolna nie po to, aby buntować się przeciwko Bogu – swemu ostatecznemu celowi i najwyższemu dobru – ale po to, aby samemu wybrać środki, które go doprowadzą do Boga, a tym samym aby zasłużyć na osiągnięcie wiecznego szczęścia, które Bóg Wszechmogący pragnie dzielić ze swoim stworzeniem.

Jakże niewielu ludzi, żyjących w tej liberalnej atmosferze, rozumie dziś te podstawowe prawdy!
Niemożliwe do uniknięcia nadużycia liberalizmu doprowadzonego do swojej logicznej konkluzji – a więc albo do anarchii, albo do tyranii materialistycznej władzy – podobnie jak ekscesy socjalizmu i komunizmu, których okrutne występki tragicznie naznaczyły XX wiek dwustu pięćdziesięcioma milionami ofiar, nie skłaniają współczesnego człowieka do refleksji.

Rewolucja rosyjska zaczęła się od buntu przeciwko jarzmu władzy doczesnej, ale korzenie tej rewolty nie znajdowały się w Rosji. Odnajdujemy je raczej w Europie Zachodniej: Karol Marks był Niemcem. Rosja była terenem, na którym miały zostać wprowadzone opracowane przez Niemca Marksa zasady, przy – jak uważają niektórzy historycy – finansowym wsparciu zachodnich kręgów biznesowych. Jednak bardzo szybko rewolucja zaatakowała także religię. Komunizm już zawsze będzie widział w Kościele katolickim, bardziej niż w jakimkolwiek innym wyznaniu, swego zaprzysięgłego wroga, którego trzeba zniszczyć, o ile to możliwe. To właśnie pod rządami komunistów miały miejsce największe prześladowania Kościoła i trwają one po dziś dzień w Chinach, w Korei Północnej czy w Wietnamie.

Wszystko to zostało przepowiedziane w Fatimie, gdzie Matka Boża w celu zażegnania zagrażającego ziemi zła poprosiła władze kościelne oraz każdego chrześcijanina o coś bardzo prostego: o praktykowanie nabożeństwa do Jej Niepokalanego Serca, nabożeństwa pięciu pierwszych sobót miesiąca w duchu zadośćuczynienia za zniewagi przeciwko Matce Bożej oraz o poświęcenie Rosji.

Uderza nas pozorna dysproporcja między wskazanymi przez niebo środkami, mającymi naprawić wszelkie zło ludzkości a dramatycznym kierunkiem obranym przez narody w naszej epoce. Jednakże Bóg Wszechmogący, w sposób nieskończenie wykraczający ponad ludzki zamęt, nie potrzebuje ludzkich środków. Wystarczy jedno Jego słowo, żeby stworzyć wszechświat, żeby go odnowić, żeby go ocalić – jednak do tego potrzeba ludzi, którzy w końcu uznają Jego władzę. „Wojna zbliża się ku końcowi, ale jeżeli ludzie nie przestaną obrażać Boga, to w czasie pontyfikatu Piusa XI rozpocznie się kolejna, jeszcze gorsza”. „Jeżeli Moje życzenia zostaną spełnione, Rosja nawróci się i nastanie pokój. Jeżeli nie, bezbożna propaganda rozszerzy swoje błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowanie Kościoła”. Pokój świata – i Kościoła – zależy od poświęcenia Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi. Według niepodważalnego świadectwa, które zostało mi osobiście złożone, siostra Łucja na krótko przed śmiercią powiedziała pewnemu księdzu, że „poświęcenie Rosji ZOSTANIE DOKONANE, ale będzie to bardzo trudne [do przeprowadzenia]”.

Triumf Niepokalanego Serca Maryi nadejdzie, nie mamy co do tego wątpliwości, ale w chwili obecnej walka szaleje, tym razem nawet w samym Kościele. Filary naszej wiary, które wydawały się niewzruszone, drżą w posadach; niektórzy biskupi i kardynałowie posuwają się nawet dalej niż ich nowy mistrz, Luter, i świętują w tym roku rocznicę jego buntu. Niewielu jest tych, którzy bronią prawdy objawionej. Głos, od którego w Kościele tu na ziemi wszystko zależy, konsekwentnie milczy. Pozwala ciemnościom doktrynalnego i moralnego chaosu przenikać do Miasta Boga.

Już Paweł VI, 29 czerwca 1972 r. zauważył, że „przez jakąś szczelinę dym szatana przeniknął do świątyni Boga”. Dziś to już nie nikły kłąb dymu, ale gęsty dym erupcji wulkanicznej. Św. Pius X twierdził z kolei: „Kto się istotnie nad tym zastanowi, ten się musi słusznie zatrwożyć, czy czasem ta przewrotność umysłów nie jest pewną próbką i już jakby początkiem nieszczęść, które są przeznaczone czasom ostatecznym; czy czasem «syn zatracenia» (2 Tes 2, 3), o którym mówi Apostoł, nie przebywa już na tej ziemi” (encyklika E supremi apostolatus z 4 października 1903 r.). Co sto lat później mamy powiedzieć na widok Kościoła, który stopniowo się rozpada? Nasza krew zastyga, gdy słyszymy ten sam głos, mówiący w trakcie konferencji prasowej 26 czerwca 2016 r. na pokładzie samolotu powracającego z Armenii, że Luter nie mylił się w kwestii usprawiedliwienia: „Uważam, że zamiary Marcina Lutra nie były błędne: był on reformatorem. […] A dzisiaj luteranie i katolicy, wraz ze wszystkimi protestantami, zgadzamy się w kwestii doktryny usprawiedliwienia: w tym bardzo ważnym punkcie, on [Luter] nie mylił się”.

Nie mamy zatem dla Bractwa Św. Piusa X, dla was, Drodzy Wierni, żadnej innej strategii działania, jak tylko kontynuowanie tego, co zawsze czynił Święty Kościół, cokolwiek by się działo. Droga prawdy, która we wszystkich czasach wydawała na świat świętych, zawsze pozostanie bezpieczną drogą daną przez niebo; drogą Ewangelii, drogą naśladowania Pana Jezusa i Matki Bożej. Przyjmujemy środki wskazane przez niebo, mając pewność, że nie możemy zrobić nic lepszego. Nasza Krucjata Różańcowa oficjalnie zakończyła się 22 sierpnia, jednak błagamy i zachęcamy Was, abyście podtrzymali nabyte dobre nawyki: odmawianie różańca, składanie małych ofiar tak miłych Bogu, mających moc ratowania dusz dla wieczności, pod warunkiem, że włożymy w nie ziarno miłości do Boga!

Pod koniec tego roku, w którym obchodzimy setną rocznicę objawień fatimskich, pamiętajmy o naukach i prośbach Maryi, zawsze Dziewicy i Matki Boga. Zgodnie z Jej własnymi słowami Jej Serce będzie naszą ucieczką i drogą, która prowadzi do Boga. Żyjemy tą nadzieją, nie zniechęcając się przerażającymi wydarzeniami, które się wokół nas dzieją, świadomi, że możemy i powinniśmy robić wiele dobrego dla ludzi nam współczesnych, wiernie zachowując skarby Tradycji.

Przyjmijcie serdeczne podziękowania za Waszą niestrudzoną wspaniałomyślność. Niech Bóg Wam wynagrodzi łaskami i niech Wam błogosławi w Waszym oczekiwaniu na triumf Niepokalanego Serca Maryi.
Menzingen, 21 listopada 2017 r., w uroczystość Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny

+ Bernard Fellay
Przełożony generalny

za:  https://news.fsspx.pl/2017/11/list-do-przyjaciol-i-dobroczyncow-nr-88/

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Kalifornia poświęcona Matce Bożej. Amerykanie wzorowali się na Różańcu do Granic

W minioną sobotę, tuż po Świecie Niepokalanego Poczęcia, dzięki  inicjatywie świeckich katolików dokonano aktu poświęcenia Kalifornii Matce Bożej. 9 grudnia w południe odprawiano Msze święte w wyznaczonych parafiach, a następnie odmawiano Różaniec i akt konsekracyjny. Były też procesje z parafii na pobliskie plaże.



 Chociaż organizatorzy tej wielce potrzebnej akcji modlitewnej nie mówią, że zainspirował ich polski „Różaniec do granic”, to jednak  trudno oprzeć się pewnym skojarzeniom. Nawet na stronie internetowej organizatorów są zdjęcia znad Bałtyku. Po Włoszech i Irlandii, Kalifornia poszła polskimi śladami. I nie koniec na tym, bo 12 grudnia  modlitwa różańcowa obejmie całe USA!

Pomysłodawcą kalifornijskiej akcji był Angelo Libutti, utalentowany artysta grafik, hollywodzki weteran. W wieku 16 lat odkryty przez Disneya jako komik-artysta, zaczął pracować dla głośnej wytwórni filmowej oraz dla znanych gazet i czasopism europejskich jako ilustrator i projektant graficzny. W połowie listopada tego roku Angelo Libutti zgłosił pomysł z akcją modlitewną dla Kalifornii. Pytany o genezę inicjatywy powiedział, że pomysł zrodził się w nim podczas godziny świętej między 2- 4 nad ranem!

Oddany adoracji Najświętszego Sakramentu doświadczył głębokiego poczucia nędzy duchowej Kalifornii. „Spośród wszystkich stanów, Kalifornia jest najbardziej niewierna Dekalogowi i najdalsza od Boga”, powiedział Libutti. A jednak, jak uważa hollywoodzki artysta, w Kalifornii panuje dotkliwy głód Boga. Widać to po szukaniu transcendencji niejako po omacku.

Stąd niezliczone sekty i protestanckie kościoły wyrosłe z uczuciowego gruntu bez klarownej teologii.  „Jednego dnia ludzie są ateistami, 5 miesięcy później stają się buddystami, a za kolejne pół roku wchodzą do nowego kościoła. Wśród tych poszukiwań w ciemnościach wielu pozostaje ślepymi naprawdę” - powiedział Libutti.  I to stało się inspiracją dla akcji poświęcenia Kalifornii Matce Najświętszej. „Z Jej pomocą możemy pokonać wszelkie przeszkody, gdyż Jezus dał nam Ją na Kalwarii” – dodał.

Dzięki społecznemu poparciu i włączeniu się w duchowe dzieło znanych świeckich apologetów, inicjatywa zaczęła nabierać tempa począwszy od Los Angeles, przez Orange Country i San Diego, aż po San Francisco na północy. Wśród aktywnie działających na rzecz aktu konsekracji pojawiły się nazwiska znanych nie tylko w Kalifornii, ale w całych USA katolickich ewangelizatorów, np. Jesse Romero (dawny niepraktykujący katolik, zastępca szeryfa w Los Angeles),  czy odważnych obrońców życia, np. Lila Rose i David Daleiden. Do akcji włączyli się także egzorcysta ks. Chad  Ripperger, towarzystwo „Tradycja, Rodzina, Własność” (TFP) oraz głośny świecki ewangelizator Joseph Sciambra, nawrócony z hulaszczego trybu życia homoseksualista, założyciel organizacji „Jesus Loves Gay Men” (Jezus kocha gejów) działającej szczególnie wśród gejów rejonu San Francisco.

Największe znaczenie dla duchowego przedsięwzięcia miało niewątpliwie zdobycie poparcia biskupów, proboszczów i księży. W Kalifornii mieszka 11 milionów katolików czyli 29 proc. ludności stanu. Należą oni do 1073 parafii zlokalizowanych w 12 diecezjach. Służbę duszpasterską pełni w nich 3620 kapłanów, 24 biskupów oraz 2 arcybiskupów (w tym jeden kardynał). Gdy dodać do tego 41 katolickich szpitali, 36 ośrodków służby zdrowia, 13 katolickich uczelni wyższych, 114 szkół średnich, 569 szkół podstawowych oraz 181 ośrodków pomocy społecznej i charytatywnej  jawi się obraz niemałego, prężnego Kościoła Katolickiego.

Dopiero jednak akcja taka jak Konsekracja CA Niepokalanemu Sercu Maryi z 9 grudnia obnaża jego kondycję duchową. Wedługg dostępnych danych na 24 biskupów, zaledwie 3 wyraziło poparcie i zaangażowało się w oddolną inicjatywę wiernych świeckich. Byli nimi Arcybiskup Salvatore Cordileone z San Francisco, Biskup Robert Vasa z diecezji Santa Rosa (na północy CA) oraz zgłoszony nieco później Biskup David O’Connell z San Gabriel (archidiecezja Los Angeles). Liczba kościołów parafialnych  biorących udział w konsekracji jest równie boleśnie niska, bo zaledwie 16, z których aż 3 – o dziwo - w San Diego.

Gdybyśmy mieli skupić się jedynie na tych zasmucająco małych liczbach, stracilibyśmy z oczu coś znacznie ważniejszego. A jest nim sam fakt zaistnienia tak ważnej oddolnej inicjatywy wśród kalifornijskich katolików. To autentycznie wielkie zwycięstwo żywej wiary ludzi przejętych upadkiem moralnym swego stanu nad bezmiarem grzechów, obojętności  wobec zła i braku wiary (także duchowieństwa) oraz upadku nadziei. Nawet jeśli liczba osób modlących się nad samym Pacyfikiem w dzielnicy Santa Monica w Los Angeles, bądź na plaży w San Francisco, San Diego czy Dana Point była niewielka, to byli jeszcze inni ludzie modlący się w swoich kościołach i kaplicach bez udziału księży oraz w prywatnych domach.  Ich świadectwo poruszać musi wszystkich, którzy nie mogli tam być 9 grudnia oraz których kapłani nie chcieli włączyć się w publiczny akt konsekracji. Ich modlitwa wstawia się także za tymi katolikami, których zmogła pokusa „świętowania Christmas” z milionami innych uwiedzionych przez festiwale świateł i  „handlowe świątynie”.

W ciemnościach grzechów, jakie ma na sumieniu Kalifornia: od obojętności lub wręcz wrogości wobec Dekalogu, braku uczestnictwa w niedzielnej Mszy św., bylejakości Liturgii, przez gorszącą modę, seksualizację dzieci i młodzieży, zaniedbywanie starszych i chorych przez ich rodziny, plagę rozwodów, narkomanię, deprawujący przemysł rozrywkowy rodem z Hollywood po powszechną akceptację homoseksualnego stylu życia, dyktaturę groźnej filozofii gender, aż po miliony aborcji, akt konsekracji Kalifornii Sercu Niepokalanej jest światełkiem nadziei, że nie wszystko stracone.

Co ciekawe, organizatorzy wyrażali życzenie, aby modlić się szczególnie w kościołach  wzdłuż budzącego trwogę Kalifornijczyków uskoku San Andreas. Z uskokiem tym liczącym 1200 km długości oraz 15 km głębokości wiążą się trzęsienia ziemi nawiedzające stan, w tym najbardziej znanego i tragicznego w skutkach z 1906 r., które zniszczyło San Francisco.

Data 9 grudnia 2017 r.  będzie nowym dniem w historii urzekająco pięknej, choć upadłej Kalifornii. Tego dnia za sprawą może nielicznych, ale gorliwych serc narodziła się dla niej nowa nadzieja. Będzie budzić inne serca do refleksji i nawrócenia.
 
Lucyna Kondra

za:  https://www.pch24.pl/kalifornia-poswiecona-matce-bozej--amerykanie-wzorowali-sie-na-rozancu-do-granic-,56739,i.html

niedziela, 10 grudnia 2017

"Consensus Catholicism"





When we approach the spiritual life, there's is only one view which can predominate and that is spirituality involves conflict — spiritual combat as some of the mystics called it. Images of militancy on the way to holiness are all over the pages of Sacred Scripture. Struggle, combat, fight — this is the hallmark of Catholicism. It's why the Church on earth is called the Church Militant. It's why we chose the name we did for our activities and productions because the need to bring to mind once more the reality that the Church Militant must be emphasized.

Getting to Heaven is a war. That often means that we will be at odds with the world, severe odds on occasion, just as Our Blessed Lord told us in the Upper Room, "If the world hates you, know that it has hated me before it hated you." Given all this, it is very easy to see why the Church in the West has failed in Her mission to make disciples and win the culture for Christ. Leaders long ago laid down their weapons, their spiritual weapons, and set about to make peace with the world.

Leaders have fused together the Church and the world and created a hybrid monster — a Catholicism by consensus — where divine truths are marginalized for the more "practical" solutions to life's problems. The Church, in too many examples, has simply acquiesced to the prevailing whims of the world and tried to make a contract with the world — a sort of peace treaty, a detente with the evil of the so-called sexual revolution.
First, it was no-fault divorce, then contraception, then came little more than the occasional whimper about abortion. Now, we have chosen to remain silent about same-sex marriage and next in queue is the whole transgender insanity. And why has this happened? Leaders have abdicated their leadership in order to keep consort with the average Joe. Instead of protecting Joe when he would have still been open to hear about the evils of rampant sexual license, they chose not to offend him. They wanted and still want his praise, his company, his respect. So, they never challenge him and call him to the greatness for which he was created and leave him to mire in his sinfulness. There is no appeal to his intellect, no formation of his soul. He is left to his own devices — largely unassisted by grace — as his clerical buddies don't just meet him where he's at but pitch a tent and hang out with him there. They make him comfortable in his sin, excuse it with the power of their collar or mitre, help him rationalize himself straight into Hell — all because they don't want to upset the status quo.

Since the consensus among a majority of Catholics today is that the Sexual Revolution is okay then that's where the religious leaders go, either agreeing with them or at least not challenging them. But they never call Joe out of his darkness because they would have to pay a price for it, a personal price in terms of their careers or the latest diocesan-wide collection or worldly respect — you name it. There isn't really the slightest sign of hope among the clerical ranks at least that any of this is going away anytime soon. No, in fact, we are only at the beginning of the real crisis. Many prelates are willing to sacrifice truth on the altar of consensus, of bridge building.

Consensus Catholicism does not build a bridge. It fashions a slide. And guess where that slide goes?There is no doubt that consensus Catholicism is popular. But most importantly, it is pointless. The only consensus a committed faithful Catholic needs to worry about creating is within his own soul regarding the truth of the Catholic faith. Any other consensus is a fraud.

za:  https://www.churchmilitant.com/video/episode/vortex-consensus-catholicism
 więcej: https://www.churchmilitant.com/video/archive/the-vortex

sobota, 9 grudnia 2017

„wszelki prozelityzm między chrześcijanami jest w sobie ciężkim grzechem i.." - Franciszek

Przewrót franciszkański i milczenie:

 DoRzeczy.pl

To, co uderza we współczesnej debacie religijnej to fakt, że najbardziej rewolucyjne stwierdzenia przechodzą w niej… bez echa. Jakże to tak, myślę sobie, czyżby wszyscy otępieli, całkiem słuch stracili, zupełnie już przestali zważać na słowa? Są one tylko pustym dźwiękiem, znakiem odległym i niewyraźnym nigdy niedosiężnej prawdy? Nie wiem. Pewne jest wszakże, że ostatnia wypowiedź Ojca Świętego Franciszka w wywiadzie dla włoskiego dziennika „Avvenire” [XII.2016] nie powinna przejść niedostrzeżona. 
 Natrafiłem na nią na jednym z amerykańskich portali i pomyślałem, że tym razem do tłumaczenia musiał wkraść się albo błąd albo ktoś celowo słowa papieża wypaczył. Niemożliwe, mniemałem, żeby wypowiedź tak znacząca, tak istotna i nowa nie spotkała się z lawiną komentarzy, analiz, opinii. Jakież było moje zdumienie, kiedy znalazłem ją, w takiej samej postaci, przytoczoną po polsku przez Radio Watykańskie! Papież Franciszek powiedział, że „wszelki prozelityzm między chrześcijanami jest w sobie ciężkim grzechem i jest sprzeczny z samą dynamiką stawania się i bycia chrześcijanami.” I żeby nikt nie miał wątpliwości co miał na myśli dodał: „Kościół to nie drużyna piłkarska, która szuka kibiców”. Naprawdę, to właśnie Ojciec Święty powiedział i też naprawdę, nikt niemal tych słów nie zauważył!
Czym jest „prozelityzm między chrześcijanami”? Oczywiście, nawracaniem, przekonywaniem do swych racji. Jest tym, co do tej pory Kościół katolicki zawsze robił i co zawsze uważał za swój obowiązek: pokazywać prawdę objawienia i przekazać ją w nieuszczuplonej postaci, także tym, którzy jak protestanci, jej nie przyjmowali i nie przyjmują. Teraz jednak nawracanie zostało nazwane „prozelityzmem” – już samo to słowo jest dziwaczne, pierwotnie stosowano je w odniesieniu do pogan, którzy nawracali się na judaizm. Nie mniej zaskakuje metafora, jaką posłużył się papież: porównał nawracanie do zdobywania kibiców przez różne drużyny sportowe. Tak jakby przynależność do wspólnoty chrześcijańskiej – katolickiej, luterańskiej, prezbiteriańskiej lub metodystycznej – była tym samym co kibicowanie jakiemuś zespołowi. Czyli: wiadomo, że kluby są sobie równe, żaden nie jest bardziej prawdziwy i autentyczny, tak samo jest z kościołami. Czytałem te słowa wiele razy, tak jak i cały wywiad w „Avvenire" i doprawdy, włos jeżył mi się na głowie.

Przecież jeśli papież mówiłby prawdę, to wyszłoby na to, że przez ostatnich kilka wieków katoliccy nauczyciele, którzy dążyli do nawracania protestantów popełniali ciężki grzech! Nie byle jacy nauczyciele, ale praktycznie wszyscy papieże od XVI wieku a także najwięksi i najbardziej szanowani jezuici, ojcowie zakonu, z którego Franciszek się wywodzi. Czym innym zasłynął Piotr Kanizjusz, jak nie odzyskaniem dla katolicyzmu Niemiec? Na czym polegało zaangażowanie Piotra Skargi, jak nie na walce o dusze protestantyzujących się Polaków? A jak rozumieć tych wszystkich ludzi, którzy w XIX, XX wieku odkryli, że to Kościół rzymski przechował nieskażone słowo objawienia? Czy kardynał Newmannteż nie rozumiał „dynamiki bycia chrześcijaninem”? Po jakie licho przez tyle lat zmagał się z sobą i z otoczeniem? Co zrobić z Chestertonem? Z Julianem Greenem, z Evelynem Waugh? Więc to wszystko było bez sensu? To, czym Kościół do tej pory się chlubił – setkami, tysiącami konwertytów – nagle stało się „ciężkim grzechem”? Spór o autentyczność, podawanie racji, tłumaczenie, dążenie do pełni prawdy okazuje się nagannym „prozelityzmem”? I tak jak jedni kibicują Realowi Madryt a inni Barcelonie, jedni Legii Warszawa a inni Polonii tak też jest z katolikami i luteranami i episkopalianami i adwentystami? Niech każdy zostanie u siebie, niech każdy swoim kibicuje, niech każdy pilnuje swoich sektorów?

Nie mniej musi zdumiewać, że papież Franciszek w cytowanym tu wywiadzie kilka razy odwoływał się do Soboru Watykańskiego II. To w jego tekstach, najwyraźniej, upatruje uzasadnienia swojej postawy. Tyle, że mimo pewnej mglistości i często braku precyzji teksty soborowe niczego podobnego do tego, czego naucza papież, nie zawierały. Ot, w słynnej skądinąd deklaracji „Dignitatishumane”, jednym z najważniejszych dokumentów Soboru, ojcowie napisali: „Wierzymy, że owa jedyna prawdziwa religia przechowuje się w Kościele katolickim i apostolskim, któremu Pan Jezus powierzył zadanie rozszerzania jej na wszystkich ludzi, mówiąc Apostołom: "Idąc tedy nauczajcie wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego, ucząc je zachowywać wszystko, cokolwiek wam przykazałem" (Mt 28,19-20). Wszyscy ludzie zaś obowiązani są szukać prawdy, zwłaszcza w sprawach dotyczących Boga i Jego Kościoła, a poznawszy ją, przyjąć i zachowywać.” To co Sobór czyni obowiązkiem każdego człowieka – działania służące poznaniu jedynej prawdziwej religii przechowywanej w Kościele katolickim, przyjęcie jej i zachowanie – papież nazywa grzechem i to nie byle jakim ale ciężkim. Ten sam Sobór w dekrecie o ekumenizmie naucza "Sposób formułowania wiary katolickiej żadną miarą nie powinien stać się przeszkodą w dialogu z braćmi. Całą i nieskazitelną doktrynę trzeba przedstawić jasno. Nic nie jest tak obce ekumenizmowi jak fałszywy irenizm, który przynosi szkodę czystości nauki katolickiej i przyciemnia jej właściwy i pewny sens."Ale czy słowa Franciszka to nie właśnie hiperirenizm? Dalej: w ogłoszonym przez kardynała Josepha Ratzingera, przyszłego papieża Benedykta XVI dokumencie „Dominus Iesus”, podpisanym przez Jana Pawła II, zostało napisane: „«Nie wolno więc wiernym uważać, że Kościół Chrystusowy jest zbiorem — wprawdzie zróżnicowanym, ale zarazem w jakiś sposób zjednoczonym — Kościołów i Wspólnot eklezjalnych”. Jak to wiernym nie wolno, skoro sam papież stwierdza, że różne wspólnoty kościelne są niczym drużyny piłkarskie, a przekonywanie do zmian barw klubowych jest moralnie niewłaściwe?

A może coś przegapiłem, może są inne możliwości rozumienia słów papieskich? Spróbujmy raz jeszcze je zbadać. Po pierwsze, może Franciszek nie powiedział tego, co powiedział? Jednak skoro dokładnie te same twierdzenia padają we włoskim oryginale, angielskich tłumaczeniach i oficjalnym polskim przekładzie, tej tezy nie da się obronić. Po drugie Franciszkowi może chodziło o coś innego niż to się powszechnie przyjmuje? Ale każda słownikowa definicja „prozelityzmu” jasno mówi, że chodzi o zmianę wiary, o przejście z jednej wspólnoty religijnej do drugiej. Może papież miał na myśli przymusowe nawrócenia? Nie. Mówi „wszelki prozelityzm”, a więc także ten, do którego dochodzi za pośrednictwem słowa, argumentów, przekonywania. A może ma na myśli płytki prozelityzm, kiedy to ktoś zmienia poglądy jak rękawiczki lub robi to ze względu na materialne korzyści? Tyle, że takiego zastrzeżenia nie ma.
Trzeba by zatem jego wypowiedź rozumieć dosłownie? Lecz to nie do przyjęcia. Gdyby faktycznie Franciszka rozumieć literalnie, to trzeba by uznać, że dokonał radykalnego przewrotu i przekreślił tradycję. Tylko i ta hipoteza ma swoją słabą stronę. Bo gdyby tak się stało, to przecież taki akt zostałby, nie ma wątpliwości,powszechnie dostrzeżony. Przecież setki, tysiące teologów, historyków, znawców dostrzegłoby owo zerwanie i przynajmniej dopominałoby się wyjaśnień. Przynajmniej pytałoby o co chodzi? Ba, błagałoby o wytłumaczenie, szukałoby właściwego znaczenia.

Tymczasem słowa padają, są czytane, docierają w różnych językach do całego świata, reakcji nie ma. W czym rzecz? Czy język aż tak się zdezawuował? Może wszyscy, co się tyczy możliwości dotarcia do prawdy religijnej stali się tak wielkimi sceptykami, że najosobliwsze nawet stwierdzenia nie spędzają im snu z powiek?Może powszechnie przyjmują, że żadne twierdzenie Boga nie sięga, a dogmaty wiary są jedynie odbiciem niejasnym i symbolicznym nieskończenie niepochwytnego Słowa? A może odpowiedź jest jeszcze inna: zbliżamy się do chwili, o której mówił Jezus, gdy pytał „czy Syn Człowieczy znajdzie wiarę gdy przyjdzie”. Powszechna oziębłość i obojętność zastąpiła gorliwość. Paplanina wyparła wiarę. Cóż, niezwykła to epoka, w której żeby wyjaśniać wypowiedzi następcy świętego Piotra trzeba odwoływać się do czasów ostatecznych. 

 https://dorzeczy.pl/codzienne-felietony/16006/Przewrot-franciszkanski-i-milczenie.html