niedziela, 22 czerwca 2008

14 letnia Agata zabiła swe dziecko. I co? I nic!



W ostatni wtorek, 17 czerwca, portale internetowe podały, że 14 letnia matka dokonała aborcji na swym dziecku, zaprowadzona tam za rączkę przez swoją matkę.
Sprawa ta stała się ponownie katalizatorem postaw pro- i anty- aborcyjnych. Jeszcze raz okazało się, że "pozbyć się problemu" można przez nóż i skalpel. Przed łyżkę ginekologiczną i odsysacz szczątków dzieciątka. Tak jakby nie było ośrodków adopcyjnych i bezdzietnych małżeństw. Kobiety najpierw cudzołożą, następnie zabijają, później przeżywają syndrom poaborcyjny, a koniec końców zobaczą swe dzieciątka na Sadzie Ostatecznym, kiedy staną się przedmiotem oskarżenia. A wystarczy tylko żyć moralnie, by tego uniknąć. Tyle dygresji nad kondycją moralną jednostki. Teraz wyjaśnię tytuł. Walka o dziecko Agaty rozegrała się w zasadzie między aktywistami za i przeciw. Odnoszę wrażenie, że społeczeństwu jest to wszystko obojętnie. Przeżywa totalny "Tusko-luz" czyli czas bogacenia się, konsumowania, brania kredytów, permanentnej rozrywki, tudzież innych przyjemności. Obiecanego wyborczego cudu nie ma i nie będzie, ale kompromis religijny, który zapewniają partie PO-PIS, trwa. Pozwala on nie myśleć o własnych wyborach moralnych i wiecznych konsekwencjach naszych czynów. Bo i po co?

19 VI 2008, Z Gdańska, miasta, gdzie Agata zabiła swoje dziecko
Piotr Błaszkowski

Brak komentarzy: