sobota, 29 marca 2008

Babciu, czemu nie chodzisz na Tridentinę?

Na forum "Fronda" pojawiła się ostatnio wypowiedź, w której użytkownik przedstawiający się jako "Inspektor Varma" twierdzi, że Msza trydencka skupia głównie intelektualistów i osoby w średnim wieku - i że brak na tych Mszach w Polsce "babć" i "prostego ludu", co ma być dowodem na to, że "Lud Boży" nie czuje potrzeby powrotu do Mszy po łacinie. Więc ten powrót Mszy tradycyjnej nie jest, według autora, krokiem w odnowie Kościoła.

Pomijając podstawowy błąd twierdzenia, którym jest fakt, że nie zawsze większość wybiera dobro, więc to nie może być jego kryterium (o czym świadczy fakt opowiadania się wielkiej części "babć", czyli pań na rencie i emeryturze chociażby za liberalizacją rozwodów), jest to duże uogólnienie. Część z tych osób przecież jednak na Mszę trydencką chodzi, co widać w wypowiedzi pewnego Księdza. Wypowiedź przytaczamy.

Pamiętajmy też, że właśnie prosty lud najłatwiej jest zdemoralizować, oszukać. Spójrzmy na przykład Anglii, gdzie lud oszukano pozorami katolickich obrzędów, i wielu mieszkańców "Wyspy" przeszło bez bólu na anglikanizm, a opierała się właśnie elita.

Nie zapominajmy, że trucizna protestantyzacji jest wyjątkowo przyjemna dla ludzkiej natury, której miła jest "złagodzona" wersja wiary, niezbyt wymagająca i posyłająca większość prosto do Nieba... A że "przyzwyczajenie staje się drugą naturą", do NOVUS ORDO również można się przyzwyczaić. Zwłaszcza wtedy, kiedy kapłani coraz częściej mówią o nim: Uczta eucharystyczna, nie - Ofiara...


WYPOWIEDŹ KSIĘDZA TOMASZA:

http://forum.fronda.pl/?akcja=pokaz&id=1559241
CAŁY WĄTEK:
http://forum.fronda.pl/?akcja=pokaz&id=1558611


Jedna z wypowiedzi na temat tego, kto w Polsce chodzi - i dlaczego - na Msze Trydenckie. Piękne świadectwo kapłana przytaczamy w całości. Chętnych do przeczytania całego wątku na forum "Frondy" odsyłamy pod powyższy adres.

x. Tomasz tak pisze o tym, czym dla niego jest Msza św. tradycyjna:

"Pozwólcie szanowni Państwo, że podzielę się nieco swoimi uwagami jako kapłan. Od chwili wejścia w życie motu proprio Benedykta, papieża naszego, odprawiam "tridentinę". W Ostrołęce, gdzie posługuję jako wikariusz co dwa tygodnie w niedzielę Msza "trydencka" skupia okoła trzydziestu osób. Nie ma więc mowy o jakimś hurra optymiźmie, ale ta celebracja weszła już do grafiku. Trudno u nas szukać asystentów uniwersyteckich, mecenasów i profesorów. W większości przychodzą prości ludzie. Przedział wieku od gimnazjum do babć. I te właśnie babcie z rozżewnieniem wspominają czasy "tridentiny panującej". Być może jest to nostalgia za młodością... Jednak, jak widzę, te babcie są całkiem świadome tego, w jakiej Mszy św. uczestniczą. Jest ich zaledwie kilka, ale pobożnością zawstydzają mnie - kapłana. Owszem są też ludzie we wpomnianym przedziale 30 - 40 lat. Jednak mogę powiedzieć, że wszstkie przedziały wiekowe mają swoją reprezentację. Ostatnio mówiła mi mama gimnazjalistki, z którą przychodzi na tridentinę, że córka woli stary ryt o NOM-u. I podawała argumenty, które były bardzo rozsądne.

A teraz trochę od siebie. Chciałem i chcę odprawiać tridentinę i robię, jak tylko mam taką możliwość (pracując w parafii muszę sprawować Msze parafialne, a one sa oczywiście w zwyczajnej formie i nie zawsze mogę "tridentinić"). Jednak, gdy staję do Mszy w KRR, to wstępuje we mnie jakaś radość. Może jest to radość neofity, podobna do tej, którą ma neoprezbiter. Nie wiem, nie wnikam. Ale "stara" Msza św. daje mi możliwość bardzo osobistego, wręcz intymnego spotkania z Jezusem Eucharystycznym. Stojąc obrócony w stronę krzyża, a nie ludzi, lepiej zdaję sobie sprawę, że wchodzę na Golgotę. To są może górnolotne słowa, ale tak to przeżywam (nutka subiektywizmu nie zawadzi). Ja tu nie muszę niczego wymyslać, nie muszę silić się na mądre komentarze. Nie muszę obawiać się, że znowu jakiś fachowiec od liturgii wymysli nową regułkę, nowy przepis, nowy gest jak to się dzieje w przypadku przystępowania do komunii św. Gdy odmawiam modlitwy przed ofiarowaniem, to wiem, po co składam na ołtarzu świętą hostię i że nie jest to jakiś nie sprecyzowany chleb życia (w mszale pisany z małej litery) ani jakiś napój duchowy (też z małej litery)tylko hostia ofiarowana za grzechy moje i wiernych, która stanie się Żywą Ofiarą. Każdy gest, każde słowo ma swoje miejsce i to chroni mnie przed pokusą "gadactwa", kreślone krzyżyki, których tak mi brakuje w NOMie przypominają o tajemnicy krzyża ukrytej w liturgii Najświętszej Ofiary.

Dla mnie liturgia tydencka nie jest sprawą rewolucji, jak pisali tu niektórzy FForumowicze. Jest raczej kwestią miłości do Boga i do Kościoła, która we mnie ciągle nie domaga. Oczywiście, pragnę, żeby jak najwięcej ludzi uczestniczyło w tridentinie - to troche tak jak w przypadku, gdy ktoś przezyje coś fascynującego, chce tym obdzielić innych. Ja odkryłem Mszę Wszechczasów i chcę dzielić się nią z wszystkimi. Nie wszyscy jednak rozumieją ten podarunek i wolę ich szanuję."

Brak komentarzy: