sobota, 31 grudnia 2016

 "Nowy rok bieży"



Nowy Rok bieży,
w jasełkach leży...
A kto, kto?
Dzieciątko małe
dajcie Mu chwałę
na ziemi.

Leży Dzieciątko
jako jagniątko...
A gdzie, gdzie?
W Betlejem mieście
tam się pospieszcie,
znajdziecie.

Jak Go poznamy,
gdy Go nie znamy,
Jezusa?
Podło uwity
nie w aksamity,
ubogo. 

(...) http://www.bibliotekapiosenki.pl/Nowy_Rok_biezy

piątek, 30 grudnia 2016

Zły omen w Neapolu? Krew świętego Januarego zwiastuje nieszczęścia w 2017 roku


Męczeństwo świętego Januarego
Męczeństwo świętego Januarego / Źródło: Wikimedia Commons / Girolamo Pesce

Podczas mszy świętej w Kaplicy Królewskiej w katedrze w Neapolu nie doszło do spodziewanej zmiany stanu skupienia krwi św. Januarego. Zdaniem Włochów to bardzo zły znak na nadchodzący rok. 
Mieszkańcy Neapolu straszą, że nadchodzący rok 2017 może być czasem wielu klęsk i ludzkich dramatów. Swój pesymizm opierają na... cudzie, którego nie było. Chodzi o krew świętego Januarego, która kilka razy do roku potrafi zmienić swój stan skupienia. Rzekomy cud zdarza się trzy razy do roku: w sobotę przed pierwszą niedzielą maja, 19 września w dzień męczeńskiej śmierci świętego oraz 16 grudnia w rocznicę wybuchu Wezuwiusza. Podczas mszy świętej prałat Vincenzo De Gregorio pocieszał wiernych, zawiedzionych daremnym oczekiwaniem na cud i mówił o potrzebie dalszej modlitwy. – Nie powinniśmy myśleć o tragedii i nieszczęściu. Jesteśmy ludźmi wiary – przekonywał. 
Przemiany krwi świętego Januarego mają miejsce regularnie od 1389 roku. January był biskupem Neapolu, którego ukrócił o głowę rzymski cesarz Dioklecjan w trzecim wieku naszej ery. Według tradycji jedna z pobożnych kobiet, obecna podczas egzekucji świętego w 305 roku, zebrała do flakonika pewną ilość krwi, która obecnie przechowywana jest w neapolitańskiej katedrze w specjalnym relikwiarzu. W powszechnym przekonaniu brak cudownych przemian krwi męczennika zwiastuje problemy dla świata. 

/ Źródło: La Stampa 
za:  https://www.wprost.pl/light/10035598/Zly-omen-w-Neapolu-Krew-swietego-Januarego-zwiastuje-nieszczescia-w-2017-roku.html

czwartek, 29 grudnia 2016

Ekumeniści wstydzą się krzyża.

Teleekumenisie bardzo się kochają

Nosząc godnie swoje pektorały



Chyba, że w pobliżu pojawi się jakiś muzułmanin, to wtedy zdejmują. Widać wstydzą się tego krzyża. Bo to przecież obciach jest.



W sesji udział wzięli:

Reinhard kard. Marx, przewodniczący Konferencji Episkopatu Niemiec

superintendent Henryk Bedford-Strohm, szef „Kościoła” Ewangelickiego w Niemczech

środa, 28 grudnia 2016

"Adeste Fideles" - Luciano Pavarotti - Montreal - 1978


Oktawa Bożego Narodzenia



 (...) W liturgii obchody Bożego Narodzenia trwają osiem dni. Oktawa (łac. octavus - ósmy) jest to czas w liturgii obejmujący ważną uroczystość i siedem dni po niej następujących. Ma ona swoją wielowiekową tradycję.
Najwcześniej w III w. powstała oktawa Zmartwychwstania Pańskiego, w czasie której odbywały się nabożeństwa i katechezy dla nowo ochrzczonych dorosłych. Po przyjęciu chrztu w Noc Paschalną konieczne było wtajemniczenie (tzw. mistagogia) w pełniejsze rozumienie tajemnicy zbawienia (co działo się w oktawie). W VII wieku ukształtowała się oktawa Bożego Narodzenia, później Bożego Ciała i Najświętszego Serca Pana Jezusa.
W obrządku rzymskim odnowionym na polecenie Soboru Watykańskiego II zachowane zostały tylko dwie formalne oktawy: Wielkiej Nocy i Bożego Narodzenia.

Drugi dzień oktawy Bożego Narodzenia, 26 grudnia, poświęcony jest św. Szczepanowi, diakonowi i pierwszemu męczennikowi. Kult liturgiczny św. Szczepana znany jest od IV wieku. W państwie Karolingów, a następnie w innych krajach zachodnich i północnych św. Szczepan stał się patronem koni, dlatego 26 grudnia święcono owies. W niektórych parafiach zwyczaj ten nadal jest pielęgnowany.
Trzeci dzień oktawy, 27 grudnia, poświęcony jest św. Janowi Apostołowi. Jego kult liturgiczny istniał już od IV wieku. W dniu św. Jana święci się wino i podaje się wiernym do picia: Bibe amorem s. Joannis. To bardzo stara tradycja Kościoła, sięgająca czasów średniowiecza. Związana jest z pewną legendą, według której św. Jan miał pobłogosławić kielich zatrutego wina. Wersje tego przekazu są różne. Jedna mówi, że to cesarz Domicjan, który wezwał apostoła do Rzymu, by tam go zgładzić, podał mu kielich zatrutego wina. Św. Jan pobłogosławił go, a kielich się rozpadł.
Dziś ta tradycja ma inną wymowę. Głównym przesłaniem Ewangelii według św. Jana jest miłość. Dlatego, gdy podaje się owo wino, mówi się „pij miłość św. Jana”. Bo wino – sięgając do biblijnych korzeni – oznacza szczęście, radość, ale również cierpienie i miłość. Czerwony, a taki był najczęstszy jego kolor, to barwa miłości.
Czwarty dzień oktawy, 28 grudnia, to święto Młodzianków, wprowadzone do liturgii w V wieku. Młodziankowie to dzieci z Betlejem i okolicy, które niewinnie musiały oddać życie dla Chrystusa. Historia tego wydarzenia stała się treścią obchodu liturgicznego.
Dni następne, to jest 29, 30 i 31 grudnia, zgodnie z prawami oktawy, są dalszym ciągiem obchodów Bożego Narodzenia. W tym czasie przypadają dwa wspomnienia dowolne - św. Tomasza Becketa, biskupa i męczennika (29 grudnia) i św. Sylwestra I, papieża (31 grudnia).
Z kolei Święto Świętej Rodziny, które Kościół katolicki co roku obchodzi w pierwszą niedzielę po Bożym Narodzeniu, w tegorocznej oktawie Bożego Narodzenia wypada 1 stycznia, kiedy obchodzona jest uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki Maryi. W tym roku święto Świętej Rodziny zostało zatem przeniesione na piątek 30 grudnia.
Kult Najświętszej Rodziny szerzył się w XVII wieku jako spontaniczna reakcja na demoralizujące skutki wojny trzydziestoletniej (1618 - 1648), które w szczególny sposób dotknęły rodzin. Kult Najświętszej Rodziny zwracał wtedy uwagę na wzór życia rodzinnego.

Święto to zaczęto obchodzić systematycznie w różnych krajach począwszy od XVIII wieku, a zatwierdził je papież Leon XIII. Natomiast decyzją papieża Benedykta XV zaczęto je obchodzić w całym Kościele. Na stałe do liturgii wprowadzono je za pontyfikatu papieża Leona XIII, który na prośbę kard. Bausa, arcybiskupa Florencji, 20 listopada 1890 r. wydał dekret aprobujący "kult czci zwrócony ku Rodzinie Świętej". Teksty liturgiczne na święto Najświętszej Rodziny ułożył papież Leon XIII. Jego dziełem również są przepiękne hymny kościelne, przeznaczone na ten dzień. Czytania tak są dobrane, by wyakcentować biblijne sceny, w których występuje rodzina. Teksty Pisma świętego podkreślają równocześnie obowiązki członków rodziny. W Niedzielę św. Rodziny polski Episkopat ogłasza tradycyjnie list pasterski skoncentrowany wokół problematyki rodzinnej.

Ostatni dzień oktawy Bożego Narodzenia wypada 1 stycznia - uroczystość Maryi Bożej Rodzicielki. Jest to także Światowy Dzień Pokoju, z okazji którego Ojciec Święty ogłasza swe orędzie pokojowe, kierowane do wszystkich ludzi dobrej woli.
Kolejni papieże w swych orędziach pokojowych zwracają uwagę na różne aspekty związane z budowaniem pokoju we współczesnym świecie. Hasłem 50. Światowego Dnia Pokoju są słowa „Wyrzeczenie się przemocy: styl polityki na rzecz pokoju”. Franciszek apeluje, aby miłość i wyrzeczenie się przemocy inspirowały sposób, w jaki traktujemy siebie nawzajem w relacjach międzyosobowych, społecznych i międzynarodowych. Prosi też, aby „wyrzeczenie się przemocy stało się charakterystycznym stylem naszych decyzji, naszych relacji, naszych działań, polityki we wszystkich jej formach”.

 http://gosc.pl/doc/3619125.Boze-Narodzenie-Dzien-lub-dwa-nie-pomieszcza-tej-radosci

wtorek, 27 grudnia 2016

O muzyce i liturgii - wywiad z nie żyjącym już kard. Domenico Bartoluccim

Ks. Bartolucci o reformie liturgicznej oraz “reformie reformy”

Blog Disputationes Theologicae zamieszcza wywiad z Mons. Domenico Bartoluccim Maestro Perpetuo Kaplicy Sykstyńskiej za panowania pięciu ostatnich papieży. Poniższe tłumaczenie zostało dokonane z języka angielskiego, z wersji opublikowanej na stronie Rorate Caeli.
Reforma liturgiczna lat 70-tych XXw. jest obecnie czołowym przedmiotem teologicznych debat, jako że liturgia i teologia łączą się w – pozwolę sobie rzec – ‘transcendentną relację’. Nie da się debatować nad jedną z pominięciem drugiej, jeżeli nie chce się popaść teologię wodoszczelnych komór z lat 50-tych ubiegłego wieku. Dziś, po szerszej debacie, w którą się angażujemy, istnieje konieczność sformułowania otwartej i bezpośredniej analizy tego, co się stało i zajęcia właściwego stanowiska wobec praktycznych środków zaradczych oraz nade wszystko tych, które są “możliwe do zrealizowania” (realizzabili) jak mawiał św. Pius X. Na prośbę rzesz czytelników nasze wydawnictwo także chciałoby podjąć tę polemikę, w miarę możliwości starając się unikać powtórki błędów metodologicznych przeszłości. Dlatego też naszym pragnieniem jest zainicjowanie prawdziwej transmitancji autentycznej Tradycji .– opierając się na świadectwach tych, którzy znają przeszłość, kierując się ich wiekiem i prestiżem, a nie tylko autorytetem. Ponieważ liturgia to także dziedzina praktyczna, nie chcemy zaczynać od „liturgistów” najwyższego szczebla, którzy przestudiowali całe tomy i kodeksy, lecz zwrócić się ku tym, którzy żyli ową liturgią i dotykali jej jak nikt inny, bowiem przygotowywali, powtarzali, koordynowali i znali ceremonie religijne w swoich toskańskich wioskach, ceremonie które kończyły się „Messa in terza” (Mszą św. odprawianą przez trzech duchownych tj. Mszą uroczystą (Missa Solemnis) — przyp. red. art.) i nieustające procesje z towarzyszeniem zespołów muzycznych, a także świetność „Cappella Papale” – papieskiej kapeli w Kaplicy Sykstyńskiej. Mamy zatem zaszczyt przedstawić Państwu Mons. Domenico Bartolucciego, w wywiadzie, którego niedawno raczył nam udzielić. Ksiądz Domenico przyszedł na świat w 1917 r. w Borgo San Lorenzo we Florencji. Toskańczyk z urodzenia, rzymianin z papieskiego wezwania, w roku 1952 u boku Perosiego został zastępcą dyrektora w Kaplicy Sykstyńskiej, a w roku 1956 został jej Maestro Perpetuo. W dniu 24.IV. 2006r. panujący papież zorganizował specjalną ceremonię na cześć muzyka (zob. zdjęcie powyżej), aby przypieczętować „ad perpetuam rei memoriam” swą bliskość z wielkim mistrzem. W czasie ceremonii papież powiedział tak: „polifonia sakralna, a zwłaszcza polifonia szkoły rzymskiej, jest dziedzictwem które musimy pielęgnować ze szczególną starannością (…); prawdziwe ożywienie muzyki sakralnej może mieć miejsce jedynie w obrębie wielkiej tradycji przeszłości chorału gregoriańskiego i polifonii sakralnej”. S.C.


WYWIAD Z MONS. DOMENICO BARTOLUCCIM

 – rozmawiali Pucci Cipriani i Stefano Carusi
Spotkanie z Mons. Domenico Bartoluccim, wybitnym muzykiem z Mugellan, Maestro Emeritus Kapeli Sykstyńskiej, wielbicielem, przyjacielem i współpracownikiem Benedykta XVI.
Słoneczne popołudnie na zielonych wzgórzach Mugellan, dojeżdżamy właśnie do romańskiego kościoła w Montefloscoli, w zabytkowym refektarzu pełnym wspomnień Maestro Perpetuo z Kaplicy Sykstyńskiej zażywa świeżego powietrza, za nim stoi w ramce jego zdjęcie – Mons. Domenico Bartolucciego – następcy Lorenzo Perosiego ze Świętego Pałacu, w objęciach obecnego papieża. Na biurku spoczywa sławna obecnie książka Mons. Brunero Gherardiniego: “Il Concilio Vaticano II- un discorso da fare” („Sobór Watykański II – debata, która się rozpoczyna”) wyd. przez Edizioni Casa Mariana.
Zatem od reformy liturgicznej zaczynamy rozmowę z Maestro, przyjacielem Benedykta XVI, który czuje się jak ryba w wodzie zarówno w arkanach liturgii jak i muzyki, człowiekiem który był doradcą pięciu papieży i który uważa dzieło Benedykta XVI za „niezwykły dar dla Kościoła, jeżeli pozwoli się owemu darowi działać”.

Maestro, niedawne ogłoszenie motu proprio “Summorum Pontificum” wniosło powiew świeżego powietrza w spustoszały krajobraz liturgiczny. Nawet Maestro może teraz odprawiać Mszę Wszechczasów (“messa di sempre”.)

Prawdę mówiąc, zawsze i bez przerwy ją odprawiałem od czasu mych święceń … wręcz przeciwnie, czasem trudno było mi odprawiać Mszę wedle nowego rytuału, nawet jeżeli nigdy o tym nie mówiłem.

Msza, która nigdy nie została zakazana, czyż nie tak?
Są to słowa samego Ojca Świętego, nawet jeżeli niektórzy nawet nie chcą przyjąć ich do wiadomości i nawet jeżeli wielu w przeszłości twierdziło, że jest odwrotnie
.
Maestro, musi Ksiądz przyznać rację osobom pomniejszającym wartość starej Mszy, że nie jest ona otwarta na uczestnictwo.
Aby Państwo nie myśleli, że mówię coś po to by coś powiedzieć, wiem jak wyglądało uczestnictwo we Mszy św. za dawnych czasów, czy to w Rzymie w bazylice św. Piotra czy też poza nią, lub na przykład tutaj w Mugello, w tej parafii, w tej pięknej okolicy, niegdyś zamieszkałej przez ludzi wielkiej wiary i głębokiej pobożności. W czasie nieszporów niedzielnych ksiądz mógł zaintonować „Deus in adiutorium meum intende” a potem spokojnie zasnąć na swoim krześle, aby się obudzić jedynie na „czytania”, gdyż wieśniacy ciągnęliby śpiew dalej a głowy rodzin intonowałyby antyfony!

Czy, zatem, w zetknięciu się Księdza z obecnym stylem liturgicznym mamy do czynienia z zawoalowaną polemiką?
Nie wiem czy kiedykolwiek byli Państwo na pogrzebie i byli świadkami wołań „hallelujah”, oklasków, żenująco „zabawnych” sformułowań, itp. Należałoby się naprawdę zapytać samego siebie, czy ludzie ci kiedykolwiek czytali Ewangelię. Sam Nasz Pan opłakiwał Łazarza i jego śmierć. A obecnie, z całym tym tanim sentymentalizmem, nie ma już w ogóle szacunku — nawet dla cierpienia matki. Chciałbym Wam przybliżyć sposób, w jaki ludzie zachowywali się w dawnych czasach na Mszy żałobnej i jak w wielkiej pokorze i pobożności intonowano majestatyczne i potężne „Dies Irae”.

Czyż reformy nie dokonali ludzie świadomi swoich działań, solidnie wykształceni w nauczaniu Kościoła Katolickiego?
Państwo wybaczą, ale pozwolę sobie powiedzieć, że reformy dokonali ludzie jałowi, powtórzę kilkakroć … jałowi, jałowi, i jeszcze raz jałowi. Znałem ich. Jeżeli chodzi o kwestie doktrynalne, to sam kard. Ferdinando Antonelli rzekł kiedyś (dobrze to pamiętam), że: „Jak to możliwe, że robimy liturgistów z ludzi, którzy nie mają pojęcia o teologii?”

Zgadzamy się z Księdzem, lecz czyż to nieprawda, że ludzie nic nie rozumieli ….
Najdrożsi, czyż nigdy nie czytaliście św. Pawła: „Nie trzeba nam wiedzieć wszystkiego, lecz to co konieczne”, “konieczne jest miłowanie wiedzy ad sobrietatem”. W takim tempie, po kliku latach ludzie będą udawali, że rozumieją „przeistoczenie” w ten sam sposób, w jaki wyjaśniają matematyczny teoremat. Lecz pomyślcie tylko, że przecież nawet sam kapłan nie może do końca zgłębić tej tajemnicy!

Dlaczego więc doszło do zniekształcenia liturgii?
Zapanowała pewna moda. Każdy mówił o odnowie, każdy „odnawiał”, każdy próbował robić z siebie papieża (tutti pontificavano) po dobie sentymentalizmu, pałając żądzą reformy. A głosy podniesione w obronie dwóch tysięcy lat Tradycji Kościoła były sprytnie wyciszane. Doszło do stworzenia pewnego rodzaju „ludzkiej liturgii” … gdy usłyszałem te refreny, przyszły mi na myśl słowa, które niegdyś wypowiadał mój profesor w seminarium: „liturgia to coś dane ludziom przez duchowieństwo” (“la liturgia è del clero per il popolo”). Pochodzi ona od Boga i nie pochodzi z dołu. Muszę jednak przyznać, że tego typu niemile widziane wystąpienia stały się rzadkością. Młode pokolenia księży mogą być lepsze niż poprzednie, nie mają one ideologicznej gwałtowności ikonoklastycznej ideologii, są pełne dobrych uczuć, lecz brak im wykształcenia.

Maestro, co ma Ksiądz na myśli, mówiąc że „brak im wykształcenia”?
Oznacza to, że go potrzebują! Mówię o strukturze, którą mądrość Kościoła tak delikatnie ukształtowała na przestrzeni wieków. Nie rozumieją Państwo ważności formacji seminaryjnej: liturgia, którą się żyje całą pełnią, uporządkowane sformułowania różnych okresów roku — a tego wszystkiego doświadczano w społecznej komunii ze współbraćmi… Adwent, Wielki Post, wielkie święta po uroczystości Zmartwychwstania Pańskiego. Wszystko to kształtuje i kształci człowieka, gdybyście tylko wiedzieli jak bardzo!
Błędna retoryka chce przedstawić seminarium jako coś, co psuje księdza, przedstawić życie kleryków z dala od świata, zamkniętych w sobie i dalekich od ludzi. To czysty wytwór wyobraźni, wymyślony przez ludzi którzy chcą unicestwić stare jak świat bogactwo formacji i zastąpić je pustką.

Ale powróćmy do kryzysu Kościoła i faktu, że zamknięto tak wiele seminariów, czy Ksiądz popiera powrót do kontynuacji Tradycji?
Drodzy Państwo, obrona starego obrządku to nie to samo co bycie katolikiem dawnych czasów; obrona [katolicyzmu – przyp. red. ] to bycie „wiecznym”. Nadawanie tradycyjnej Mszy miana „Mszy św. Piusa V” lub „Mszy Trydenckiej” to błąd, ponieważ implikuje, jakoby Msza przynależała do pewnej epoki. To nasza Msza, Msza Kościoła powszechnego ważna zawsze i wszędzie, jeden język którym mówi się od Oceanii po Arktykę. Jeżeli zaś chodzi o ciągłość w czasie to chciałbym przywołać pewien epizod. Pewnego razu z pewnym biskupem, którego imienia już nie pamiętam, byliśmy w małym kościółku w Mugello, gdy nagle nadeszła wiadomość, że odszedł jeden z naszych braci. Chcieliśmy zaraz odprawić Mszę za jego duszę, lecz nagle zdaliśmy sobie sprawę z tego, że mamy pod ręką tylko stare Mszały. Biskup kategorycznie odmówił odprawienia Mszy. Nigdy tego nie zapomnę i powtarzam, że ciągłość liturgii oznacza, że – z wyjątkiem drobnych szczególików – można ją odprawiać dziś, używając właśnie tego starego zakurzonego mszału stojącego na półce, który przez wieki służył moim poprzednikom.

Wielebny Księże, mówi się wiele o „reformie reformy”, która mogłaby wyprostować zniekształcenia lat 70-tych.
Pytanie jest raczej skomplikowane. To, że nowy obrządek ma wady jest obecnie jasne dla wszystkich, a Ojciec Święty wiele razy mówił i pisał, że musimy „zachować to co pradawne” (guardare all’antico). Jednakowoż musimy baczyć na pokusy wprowadzania hybrydowych rozwiązań. Liturgia przez wielkie „L” to ta, która powraca do nas od wieków, to punkt odniesienia, to nie liturgia pozbawiona korzeni, która godzi się na wiele kompromisów „która zasmuca Boga a weseli wroga” („a Dio spiacenti e a l’inimici sui”).

Co chce Ksiądz przez to powiedzieć?
Spójrzmy choćby na innowacje lat 70-tych. Szpetne piosenki w rytmie beat, które weszły w modę w kościołach w roku 1968, to dziś muzealne eksponaty. Porzucenie nieprzemijalności na rzecz realizowania siebie w czasie powoduje, że jesteśmy skazani na trendy i mody. W tym kontekście przychodzi mi na myśl reforma Wielkiego Tygodnia z lat 50-tych XX w., dokonywana w pośpiechu za panowania Piusa XII, który był już wyczerpany i zmęczony. Dopiero kilka lat później za pontyfikatu Jana XXIII, który w kwestiach liturgicznych był człowiekiem o przekonaniach tradycyjnych (spiritus movens), zadzwonił do mnie Mons. Dante, papieski ceremoniarz, który kazał mi przygotować „Vexilla Regis” na nadchodzące obrzędy wielkopiątkowe. Byłem wielce zaskoczony i odparłem: „Zabroniono mi”. Odpowiedź brzmiała: „Ale papież sobie tego życzy.” W kilka godzin zorganizowałem powtórki i ponownie z radością śpiewaliśmy te same pieśni, które Kościół śpiewał przez wieki w owym dniu. Mówię to po to, aby przekonać Was, że gdy oddalimy się od kontekstu liturgicznego, ową pustkę będzie trudno wypełnić i zapewniam Was, że nie pozostanie niezauważona! Patrząc na dorobek naszej wielowiekowej liturgii winniśmy ją kontemplować i czcić i pamiętać, że w naszej manii „ulepszania” narażamy się tylko na uczynienie wielkiej szkody.

Maestro, jaką rolę odgrywa w tym wszystkim muzyka?
Muzyka odgrywa niebywałą rolę z wielu powodów. Zmanierowany „cecylianizm”, który z pewnością nie był obcy Perosiemu, ze swoimi tonami które były tak delikatne i uwodzące dla ucha, wprowadził nowy romantyczny sentymentalizm, niemający nic wspólnego z np. elokwentną i solidną fizycznością Palestriny. Pewne ekstrawagancje wprowadzone przez szkołę solesmeńską kultywowały przygaszony gregorianizm, który był także owocem pseudo-restauratorskiego pasjonowania się średniowieczem, a które były tak popularne w XIX wieku.
Idea szansy odzyskania archeologicznego ducha przeszłości, zarówno na płaszczyźnie muzyki jak i liturgii, od której oddzieliły ją tzw. „ośle wieki” (seculi bui) Soboru Trydenckiego ….. w skrócie, archeologia, która nie ma nic wspólnego z Tradycją i która pragnie przywrócenia czegoś, co mogło nigdy nie istnieć, przypomina nieco pewne kościoły odrestaurowane w „pseudo-romantycznym” stylu Viollet-le-Duc.

Dlaczego zatem, Monsignore, atakuje Ksiądz Solesmes na polu muzyki?
Dzieje się tak dlatego, że chorał gregoriański jest modalny, nie tonalny i nie rytmiczny, nie ma nic wspólnego z „raz, dwa, trzy, raz, dwa, trzy”. Nie powinniśmy wzgardzać sposobem, w jaki ludzie śpiewali w naszych katedrach i zastępować ich śpiewu pseudo-monastycznym i zmanierowanym mruczeniem. Pieśń średniowieczna to nie interpretacja wedle dzisiejszych teorii, powinna być więc interpretowana tak jak była wtenczas. Nadto chorał gregoriański innej epoki historycznej mógł być śpiewany przez lud, śpiewany z użyciem siły, poprzez którą wierni wyrażali swą wiarę. Szkoła solesmeńska nigdy tego nie rozumiała, a my winniśmy uznać specjalistyczne i wielkie dzieła filologiczne stworzone na starych manuskryptach.

Maestro, gdzie znajdujemy się obecnie w procesie restauracji muzyki sakralnej i liturgii?
Nie mogę zaprzeczyć, że są pewne oznaki restauracji, aczkolwiek wciąż widzę, że panuje pewne zaślepienie, niemalże samozadowolenie z tego co jest wulgarne, ordynarne, w złym guście i jest zuchwalstwem także pod względem doktrynalnym. Proszę zatem nie prosić mnie o wydanie osądu w sprawie gitarzystów i taranteli śpiewanych na Offertorium… Problem liturgiczny jest poważny, nie słuchajcie więc głosów tych, którzy nie miłują Kościoła i sprzeciwiają się papieżowi, jeżeli chcecie wyleczyć chorego, to pamiętajcie, że miłosierny lekarz najpierw da ranie zaropieć (fa la piaga purulenta).

Tłumaczenie: Anna Kaźmierczak

 Mons. Domenico Bartolucci zmarł 11 listopada 2013. Ceremonię pogrzebowe odbyły się w bazylice watykańskiej 2 dni później z obecności kardynałów, biskupów.

Źródło informacji: NOWY RUCH LITURGICZNY
 http://www.bibula.com/?p=71311

poniedziałek, 26 grudnia 2016

"Milczenie" - "Silence", film o męczennikach w Japonii.



Na dzień św. Szczepana przedstawiamy nowy film niedoszłego księdza, reżysera Martina Scorsese.
W USA premierę zaplanowano na 23 grudnia 2016, w Polsce na 17 lutego 2017 r.

Redakcja

niedziela, 25 grudnia 2016

Rokiczanka - "Pastorałka od serca do ucha" (Official Video)




Pastorałka (łac. pastoralis, pasterski) − rodzaj udramatyzowanej kolędy, wykonywana dawniej przez wędrownych muzyków i żaków, w której religijna tematyka bożonarodzeniowa poszerzona została o warstwę obyczajową. Także ludowa pieśń religijna o wesołym charakterze (utrzymana zazwyczaj w tonie sielankowym), związana z tematyką Bożego Narodzenia, wprowadzająca często wątek pasterski. W Polsce rozpowszechniona szczególnie od XVII wieku. Pastorałek raczej nie powinno wykonywać się podczas liturgii, ze względu na ich niskie walory teologiczne[1].
Przykłady polskich pastorałek to: Lulajże, Jezuniu[2], Jezus malusieńki[3], Oj, maluśki, maluśki[4].

 https://pl.wikipedia.org/wiki/Pastora%C5%82ka

Cudowna pamiątka Bożego Narodzenia. Relikwie betlejemskiego Żłóbka w Rzymie

 
Data publikacji: 2016-12-21 07:00
Data aktualizacji: 2016-12-21 07:32:00
By Fczarnowski (Own work) [GFDL (http://www.gnu.org/copyleft/fdl.html) or CC BY-SA 3.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)], via Wikimedia Commons
W polskiej tradycji bożonarodzeniowej betlejemski Żłóbek zajmuje poczesne miejsce. Często śpiewa się o nim w kolędach i pastorałkach, eksponuje w kościołach w ramach wystawiania szopek, pokazuje się go w czasie jasełek. Nie wszyscy katolicy jednakże zdają sobie sprawę, że niewielkie relikwie Żłóbka (Sacra Culla – Święta Kołyska), w którym Najświętsza Maryja Panna położyła nowonarodzone Dziecię Jezus, znajdują się w Europie – a konkretnie w rzymskiej bazylice Matki Bożej Większej (Basilica di Santa Maria Maggiore).

Pierwsze historycznie potwierdzone wiadomości o istnienie relikwii Żłóbka pochodzą z III wieku. Posiadamy je od Orygenesa (185-254), jednego z największych teologów i pisarzy wczesnego Kościoła. W swojej znanej apologetycznej rozprawie „Przeciw Celsusowi”, napisanej w roku 248, argumentując za pełną wiarygodnością przekazu Ewangelii odnośnie miejsca urodzenia Zbawiciela napisał on: Jeżeli komuś nie wystarcza proroctwo Micheasza i historia spisana w Ewangeliach przez uczniów Jezusa, lecz zażąda innego dowodu na to, że Jezus narodził się w Betlejem, niechaj się dowie, iż w Betlejem istnieje grota, w której się urodził Jezus, i żłób, w którym Go położono owiniętego w pieluszki, a wszystko to się zgadza z opisem Jego narodzin zawartym w Ewangeliach. Miejsce to słynie w całej okolicy, nawet wśród niewierzących, z tego, że urodził się tam Jezus, którego czczą i któremu się kłaniając chrześcijanie (Orygenes, „Przeciw Celsusowi”, I, 51). Na podstawie tych słów można by wywnioskować, że w III wieku istniały nie tylko bardzo niewielkie fragmenty betlejemskiego Żłóbka, jak to ma miejsce dzisiaj, ale wręcz cały Żłóbek.

Nie jest niestety wiadome jak dokładnie doszło do zachowania Żłóbka Zbawiciela. Domyślać się można, że stoi za tym nieznana grupa chrześcijan związana z Betlejem. Świadectwo Orygenesa mówiące o tym, że grota i żłób betlejemski były słynne w okolicy również w kręgach niewiernych niejako potwierdza informacje, jakie można wyczytać w wizjach znanej mistyczki, bł. Anny Katarzyny Emmerich. Wedle tych wizji mieszkańcy Betlejem wiedzieli, że w ich mieście narodził się Mesjasz, do czego przekonała ich wizyta Trzech Mędrców ze Wschodu, którzy przybyli do Betlejem z bardzo liczną świtą. Liczni mieszkańcy Betlejem od tej pory oddawali hołd nowonarodzonemu Królowi. Zapewne dzięki temu pamięć o dokładnym miejscu narodzin Chrystusa Pana przetrwała, które wkrótce stało się nawet celem pielgrzymek. Rozwinęły się one do tego stopnia, że cesarz Hadrian (117-138) nakazał zbudować na miejscu narodzenia Mesjasza świątyni bożka Adonisa – oczywiście, celem zahamowania pielgrzymek chrześcijan.

W IV wieku w czasach cesarza Konstantyna Wielkiego (306-337) wzniesiono tam Bazylikę Narodzenia Pańskiego, która mogła w sposób godny chronić relikwie betlejemskiego Żłobu. W roku 614 wojska perskich Sasanidów zajęły Jerozolimę. Betlejem również zostało najechane, Bazylika miała być obrócona w gruzy, ale od katastrofy miały ją ocalić… znajdujące się na ścianach świątyni malowidła Mędrców ze Wschodu noszących perskie ubiory. Znacznie bardziej realnym niebezpieczeństwem było pojawienie się 20 lat później hord muzułmanów. Św. Sofroniusz, ówczesny biskup Jerozolimy, chcąc chronić relikwie Żłóbka, miał przekazać je Papieżowi, Teodorowi (642-649), który zresztą sam urodził się w tym świętym mieście.

Od tej pory losy relikwii Żłobu z betlejemskiej Groty nierozerwalnie związane są z Wiecznym Miastem. Już Sykstus III (432-440) nakazał wybudować we wnętrzu pierwotnej Bazyliki Matki Bożej Śnieżnej (dzisiejszej Santa Maria Maggiore) grotę Narodzenia, na kształt tej betlejemskiej. To właśnie tu trafiły później relikwie sprowadzone z Ziemi Świętej. Bazylika szybko zaczęła być nazywana Bazyliką Matki Bożej od Żłóbka (Sancta Maria ad Praesepem). W XIV wieku z inicjatywy Grzegorza XI drewniane deseczki umieszczono w specjalnym relikwiarzu. Relikwiarz ten uległ zniszczeniu w czasie prac renowacyjnych w XVI wieku. Wykonany więc nowy relikwiarz, który przetrwał do czasów Napoleona.

W XIX wieku włoski architekt i projektant wykonał relikwiarz będący istnym arcydziełem, które możemy podziwiać do dzisiaj. Na cokole z malowanego drewna znajduje się podstawa w formie równoległościanu wykonana ze srebra z czterema płaskorzeźbami. W części frontowej znajduje się wyobrażenie szopki, w tylnej części Ostatnia Wieczerza, w mniejszych bokach znajdują się Ucieczka do Egiptu oraz Pokłon Mędrców. Ponad tą podstawą znajduje się kryształowy relikwiarz w kształcie kolebki, podparty przez cztery pozłacane niemowlęta. W końcu, dzieło wieńczy przedstawienie podłogi ze słomy, na której położone jest błogosławiące Dzieciątko naturalnej wielkości. Naprzeciw umieszczony jest pomnik klęczącego Papieża, bł. Piusa IX, który był wielkim czcicielem Świętej Kołyski.

Do niedawna w czasie Świąt Bożego Narodzenia relikwie były przenoszone do nawy głównej, by wierni mogli je uczcić. Z biegiem czasu pogarszający się stan relikwii doprowadził do decyzji kapituły Bazyliki o zredukowaniu czasu ekspozycji relikwii do Pasterki o północy. Warta uwagi ciekawostką jest fakt, że to właśnie w kaplicy Narodzenia przy relikwiach Żłóbka odprawił w Boże Narodzenie 1538 roku swoją pierwszą Mszę Świętą szermierz kontrreformacji i założyciel zakonu jezuitów – św. Ignacy Loyola.

Warto na koniec zauważyć, że wiarygodność przechowywanych w rzymskiej Bazylice relikwii Żłóbka znanych jako Sacra Culla (Święta Kołyska) została potwierdzona przed kilkoma laty przez niezależne ekspertyzy naukowe. Wedle tych ustaleń pięć deseczek (deszczułek o długości od 70 do 80 centymetrów) przechowywanych w rzymskiej bazylice zostało wykonanych z drzewa klonowego pochodzącego z Palestyny. Wiek oszacowano na około 2000 lat.

Radosław Malicki

Częstochowa: oficjalna inauguracja Duszpasterstwa Wiernych Tradycji Łacińskiej podczas Pasterki

 
Data publikacji: 2016-12-24 16:00
Data aktualizacji: 2016-12-24 16:00:00
Zdjęcie ilustracyjne. Required attribution text: by the Priestly Fraternity of Saint Peter, available from http://fssp.org. [Attribution], via Wikimedia Commons
 
W Wigilię Bożego Narodzenia podczas Pasterki sprawowanej w kościele p.w. Najświętszego Imienia Maryi przy al. Najświętszej Maryi Panny w Częstochowie oficjalnie zainaugurowana zostanie działalność Duszpasterstwa Wiernych Tradycji Łacińskiej Archidiecezji Częstochowskiej.

Na tę chwilę czekało wielu wiernych z Częstochowy i okolic. Od Mszy Świętej sprawowanej w nocy przed Świętem Bożego Narodzenia oficjalnie funkcjonować będzie u podnóża Jasnej Góry tradycyjne duszpasterstwo.

Pasterka połączona z oficjalną inauguracją działalności Duszpasterstwa Wiernych Tradycji Łacińskiej Archidiecezji Częstochowskiej zostanie odprawiona o godzinie 22 w kościele pod wezwaniem Najświętszego Imienia Maryi przy al. Najświętszej Maryi Panny 56 w Częstochowie.

Mszę Świętą w Nadzwyczajnej Formie Rytu Rzymskiego (trydencką) odprawi ks. Karol Załęski z Instytutu Dobrego Pasterza.


Źródło: tradi.czest.pl
MWł