piątek, 10 listopada 2017

Na św. Marcina - Msza św. za Ojczyznę - 11 XI w Gdyni - FSSPX



Serdecznie zapraszamy 11 listopada w  święto Św. Marcina, Biskupa i Wyznawcy i wspomnienie św. Mennasa męczennika 
na Mszę św. w tradycyjnym rycie, w intencji Ojczyzny 
na godzinę 10.00. 
Od 9.30 różaniec i śpiewane godzinki.

https://gdynia.fsspx.pl/

czwartek, 9 listopada 2017

bp Atanazy Schneider: "Mamy już niemylną odpowiedź na błędy Marcina Lutra..."



"(...) Ex cathedra – tzn. gdy [papież] sprawując urząd pasterza i nauczyciela wszystkich wiernych, swą najwyższą apostolską władzą określa zobowiązującą cały Kościół naukę w sprawach wiary i moralności."

Sobór Watykański I: Pastor aeternus. W: Breviarium fidei. Wybór doktrynalnych wypowiedzi Kościoła. Stanisław Głowa, Ignacy Bieda. Poznań: Księgarnia św. Wojciecha, 1998, s. 86. ISBN 83-7015-360-7.


za: https://www.facebook.com/BlogRzymskiKatolik/photos/a.1206766769389370.1073741918.141860555880002/1207714925961221/?type=3&theater&ifg=1

środa, 8 listopada 2017

Leon X. bulla "Exsurge Domine" – Potępienie błędów Marcina Lutra




Powstań, Panie [Exsurge Domine], i osądź sprawę swoją, miej w pamięci karę dla tych, którzy nieustannie pełni są głupoty. Wysłuchaj, Panie, nasze modlitwy, bo lisy nadciągnęły, aby spustoszyć winnicę, której prasy sam jedynie wytłaczasz.
Panie, przed Twoim wniebowstąpieniem do Twego Ojca powierzyłeś troskę, kierownictwo i zarząd nad nią św. Piotrowi (który jest jej głową i Twoim wikariuszem), i jego następcom, bo ona jest obrazem Kościoła triumfującego. Dzik leśny stara się ją zniszczyć, a wszelka dzika bestia żywi się w niej.
Powstań, św. Piotrze, i wypełniaj wspomniany wyżej urząd pasterski, który został ci przekazany od Boga, zważaj na sprawę świętego Kościoła Rzymskiego, który jest matką wszystkich kościołów i nauczycielką wiary, na sprawę Kościoła, który uświęciłeś swoją krwią z Bożego polecenia. Stosownie do twego ostrzeżenia, oto przeciwko temu Kościołowi podnoszą się kłamliwi nauczyciele, ustanawiają niszczące sekty i sprowadzają na siebie niechybną klęskę. Ich języki są jak ogień, złem nieustającym, pełnym śmiertelnego jadu, a występują z gorzkim zapałem, w duchu zwady, chełpliwi i kłamcy wobec prawdy.
Pawle, ty także powstań, o to Cię prosimy, bo jak Piotr rozjaśniałeś Kościół światłem twej nauki i męczeństwa, a dziś przychodzi nowy Porfiriusz, który jak jego poprzednik zwalczał świętych apostołów, tak dziś występuje przeciwko świętym pasterzom rzymskim, Naszym poprzednikom. Zwalcza ich, zamiast zanosić do nich prośby, wbrew twemu nauczaniu, ma czelność ich atakować, ranić i obrażać, gdy upada jego sprawa. Stał się podobnym do heretyków, dla których – wedle słów św. Hieronima – „ostatnią deską ratunku jest pluć jadem swego języka, gdy widzą, że sprawa zmierza do potępienia, a upadają w obelgi, gdy ich racje rozbito”. Powiedziałeś jednak, że muszą nadejść herezje, aby się okazało, kto jest wierny i muszą być zniszczone, gdy powstają, mocą Twej pomocy i pośrednictwa, aby nie wzrosły w potęgę jak wściekłe wilki.
Na koniec zaś niech powstanie Kościół świętych i reszta całego Kościoła. Niektórzy są zaślepieni w swych umysłach przez ojca kłamstwa i odrzucili prawdziwe rozumienie Pisma Świętego. Uważając siebie za mądrych, wedle starodawnego obyczaju heretyków, wyjaśniają Pismo inaczej niż domaga się tego Duch Święty, natchnieni są bowiem wyłącznie własnym duchem ambicji, pragnąc swego uznania, jak o tym powiada św. Paweł. W istocie zaś odwracają i znieważają Pismo, skutkiem czego – jak świadczy św. Hieronim – „nie mają już Ewangelii Chrystusowej, ale ludzką, albo co gorsze – diabelską”.
Wzywam więc do powstania cały święty Kościół Boży, prosząc wraz ze świętymi apostołami u Boga Wszechmogącego, aby oczyścił stado z błędów, wypędził herezje z wiernej ziemi, zaprowadzając pokój i jedność w swym świętym Kościele.
Boleść i smutek sprawia nam ciężar, trudno nam spokojnie powiedzieć, co od jakiegoś czasu do nas dociera od wiarygodnych świadków i drogą opinii, a nawet naocznie dojrzeliśmy już wiele błędów, o których mogliśmy także przeczytać. Niektóre spośród tych błędów (potępione już na soborach i w konstytucjach Naszych poprzedników), zawierają znane herezje Greków i Czechów, a inne opinie są heretyckie, fałszywe, gorszące, obrażają pobożne uszy, zwodzą proste dusze i biorą się z błędnych ujęć wiary, podawanych przez miłujących złudną chwałę tego świata w ich dumnej ciekawości, gdy wbrew nauczaniu św. Pawła, chcą wiedzieć więcej, niż jest nam dane. To ich wielomówstwo nie jest wsparte mocą Pisma Świętego, ale wedle słów św. Hieronima, nie znalazłoby uznania, gdyby nie pozór oparcia się ich przewrotnych nauk na boskim świadectwie, tyle że źle rozumianym. W ten sposób utracili wszelką bojaźń Bożą.
Błędy te były ostatnio odnawiane i głoszone w sławnym narodzie niemieckim. Martwi nas to szczególnie mocno, gdyż naród ten darzymy, podobnie jak i Nasi poprzednicy, szczególną przychylnością. Po przeniesieniu cesarstwa od Greków do Niemców mieliśmy zawsze obronę i wsparcie z ich strony, podobnie jak i nasi poprzednicy. Zaiste owi Niemcy byli prawdziwie wierni wierze katolickiej i zawsze najgoręcej przystępowali do walki z herezjami, o czym świadczą chwalebne postanowienia cesarzy niemieckich wydawane na rzecz niezależności i wolności Kościoła, a także dla wypędzenia i pokonania wszelkich heretyków w Niemczech. Postanowienia te były wydane, a następnie zostały potwierdzone przez Naszych poprzedników, a zakładały najcięższe kary, włącznie z konfiskatą dóbr i władzy, nakładane na tych, którzy chronili heretyków i odmawiali wydalenia ich ze swych księstw. Gdyby postanowienia te nadal obowiązywały, to wówczas bylibyśmy wraz z Niemcami wolni od współczesnego zamętu. Jako potwierdzenie możemy przywołać fakt potępienia i ukarania na soborze w Konstancji niewierności husytów i wiklefistów oraz Hieronima z Pragi. Można się także odwołać do tego, że niemiecka krew była tak często przelewana na wojnach z Czechami. Ostatnim zaś świadectwem jest zbicie, odrzucenie i potępienie – równie mądre, jak prawdziwe i święte – wielu spośród wspomnianych wyżej błędów przez uniwersytety w Kolonii i Lowanium, stanowiące najpobożniejszych i najgorliwszych robotników winnicy Pańskiej. Moglibyśmy odwołać się jeszcze do wielu innych zdarzeń, ale pomińmy je w tym miejscu, aby nie robić wrażenia, że zajmujemy się tylko refleksją historyczną.
Mocą Naszego urzędu pasterskiego, który został Nam udzielony od Boga, w żadnym razie nie możemy już znosić, ani nie dostrzegać tej niebezpiecznej zarazy wyżej wymienionych błędów, bez zniewagi wyrządzonej religii chrześcijańskiej i niesprawiedliwości dla wiary katolickiej. Niektóre spośród tych błędów postanowiliśmy zaś włączyć do niniejszej bulli, a ich istota jest następująca:
1. Twierdzenie, że sakramenty Nowego Przymierza udzielają łaski usprawiedliwiającej tym, którzy nie stawiają jej przeszkód jest nauką heretycką, która mimo to jest powszechna.
2. Uwłaczające dla św. Pawła i dla Chrystusa jest wykluczanie grzechu u dziecka po chrzcie.
3. Zarzewie grzechu, nawet bez grzechu faktycznie popełnionego, opóźnia duszy wejście do nieba po odejściu z ciała.
4. Umierający w niedoskonałej miłości przeżywa tak wielki lęk, że rodzi się z niego kara czyśćca, która opóźnia wejście do Królestwa Niebieskiego.
5. Nauka o trzech częściach pokuty (skrucha, wyznanie grzechów i zadośćuczynienie) nie ma oparcia ani w Piśmie Świętym, ani w pismach starożytnych Doktorów chrześcijańskich.
6. Skrucha, do której dochodzimy przez namysł, zebranie i znienawidzenie grzechu, gdy rozważamy dotychczasowe życie z goryczą w duszy, ciężar grzechów, ich liczbę i obrzydliwość, utratę wiecznego szczęścia i winę wiecznego potępienia, taka skrucha sprawia, że jesteśmy kłamcami i jeszcze większymi grzesznikami.
7. Najbardziej – jak dotąd – trafna sentencja i nauka o skrusze brzmi następująco: «Nie grzeszyć już więcej, to najlepsza pokuta, a więc najlepsza pokuta – to po prostu nowe życie».
8. Nie sposób wyznać grzechów lekkich, a nawet wszystkie grzechy ciężkie, bo nikt nie może poznać wszystkich swoich ciężkich grzechów. Dlatego w Kościele wczesnochrześcijańskim wyznawano tylko jawne grzechy ciężkie.
9. Chcieć wyznawać wszystkie grzechy, to znaczy nie chcieć niczego pozostawić do przebaczenia Bożemu miłosierdziu.
10. Do odpuszczenia grzechów potrzeba wierzyć, że zostały one odpuszczone przez kapłana. Bez wiary w odpuszczenie grzechy trwają, a nawet odpuszczenie grzechów i udzielenie łaski nie wystarcza bez wiary, że doszło do ich odpuszczenia.
11. Żal nie daje pewności odpuszczenia grzechów, ale słowa Chrystusa: «Cokolwiek rozwiążecie...» i dlatego powiadam, że po rozgrzeszeniu kapłańskim trzeba ufać w odpuszczenie i mocno wierzyć, że się go uzyskało, a wówczas niezależnie od żalu uzyskasz prawdziwe odpuszczenie grzechów.
12. Gdyby się zdarzyła rzecz niemożliwa, a mianowicie ktoś odbyłby spowiedź bez żalu, albo kapłan nie udzieliłby rozgrzeszenia, ale tylko by żartował, wówczas ten człowiek wierząc w usprawiedliwienie rzeczywiście by go uzyskał.
13. W sakramencie pokuty i przy odpuszczeniu grzechów papież albo biskup moją taką samą moc, jak najniższy kapłan, a nawet z braku kapłana każdy chrześcijanin, a nawet kobieta lub dziecko.
14. Nikt nie musi odpowiadać kapłanowi czy żałuje za grzechy, a kapłan nie powinien tego dociekać.
15. Wielkim błędem jest przystępowanie do Komunii ufając w odbytą spowiedź, gdy nie mamy już świadomości żadnego grzechu ciężkiego, gdyśmy odmówiliśmy modlitwy i się przygotowali. Wówczas jemy i pijemy sąd dla siebie. Jeżeli jednak wierzymy i ufamy, że otrzymamy łaskę, to przez samą tę wiarę stajemy się czyści i godni.
16. Wydaje się ustalone, że Kościół postanowił na soborze powszechnym, że świeccy mają przyjmować Komunię pod obiema postaciami, a Czesi, którzy przyjmują Komunię w ten sposób nie są heretykami, ale schizmatykami.
17. Skarbami Kościoła, z których papież udziela odpustów, nie są zasługi Chrystusa ani świętych.
18. Odpusty to pobożne oszustwo dla wiernych, które zwalnia od pełnienia dobrych uczynków. Odpusty są dopuszczalne, ale nie są stosowne.
19. Odpusty nie mają żadnej mocy, gdy ktoś je prawdziwie uzyska, dla odpuszczenia kary za grzechy rzeczywiście popełnione wobec Bożej sprawiedliwości.
20. Oszukańcza jest wiara w skuteczność i duchową pożyteczność odpustów.
21. Odpusty są potrzebne tylko z racji na publiczne przestępstwa, a należy ich udzielać jedynie zatwardziałym i odmawiającym skruchy.
22. Odpusty nie są niezbędne ani pożyteczne dla sześciu kategorii ludzi, a mianowicie: dla zmarłych, dla umierających, dla chorych, dla obarczonych przeszkodą, dla wolnych od ciężkiej winy, dla winnych, ale winy niejawnej, i dla tych, którzy robią coś lepszego.
23. Kary ekskomuniki są wyłącznie zewnętrzne i nie pozbawiają powszechnych duchowych modlitw Kościoła.
24. Należy nauczać chrześcijan, aby bardziej cenili ekskomunikę, niż się jej bali.
25. Papież rzymski, następca Piotra, nie jest zastępcą Chrystusa wobec wszystkich kościołów na całym świecie, ustanowionym przez samego Chrystusa w osobie św. Piotra.
26. Słowa Chrystusa skierowane do Piotra: „Cokolwiek rozwiążesz na ziemi...” dotyczyły wyłącznie spraw związanych przez samego Piotra.
27. Pewne jest, że ani Kościół, ani papież nie mogą ogłaszać prawd wiary, a tym bardziej zasad dotyczących moralności, czyli dobrych uczynków.
28. Jeżeli papież coś zdecydował, wraz z większą częścią Kościoła, nie popełniając nawet błędu, to jednak nie będzie grzechem ani herezją być innego zdania, zwłaszcza gdy chodzi o kwestie nie dotyczące wiecznego zbawienia, dopóki określone stanowisko nie będzie ustalone (a przeciwne – odrzucone) przez sobór powszechny.
29. Ukazano nam drogę, jak osłabiać powagę soborów, jak swobodnie sprzeciwiać się ich postanowieniom, oceniać ich decyzje i śmiało wyznawać nasze mniemania, niezależnie od tego, co zostało uznane, a co odrzucone przez jakikolwiek sobór.
30. Niektóre spośród nauk Jana Husa, potępione przez sobór w Konstancji, są w najściślejszym sensie chrześcijańskie, najbardziej prawdziwe i ewangeliczne, a więc Kościół powszechny nie mógłby ich potępić.
31. Sprawiedliwy grzeszy w każdym dobrym uczynku.
32. Dobry uczynek, doskonale wykonany, jest grzechem powszednim.
33. Skazywanie heretyków na karę spalenia jest sprzeczne z wolą Ducha.
34. Wojowanie z Turkami jest niezgodne z wolą Bożą, bo to Bóg karze przez nich nasze nieprawości.
35. Z powodu nader ukrytej pychy nikt nie może być pewien, że nie popełnia stale grzechu śmiertelnego.
36. Wolna wola po grzechu pierworodnym jest tylko wolna z nazwy, a wszystkie jej własne uczynki są grzechami śmiertelnymi.
37. Księgi Pisma Świętego zawarte w kanonie nie wykazują istnienia czyśćca.
38. Dusze przebywające w czyśćcu nie są pewne, że będą zbawione, a przynajmniej nie wszystkie. Nie można udowodnić, za pomocą żadnych argumentów, ani z Pisma Świętego, że dusze w czyśćcu nie mogą zdobywać zasług ani wzrastać w miłości.
39. Dusze znajdujące się w czyśćcu ciągle grzeszą, gdy tylko pragną odpoczynku i drżą przed karą.
40. Dusze uwolnione z czyśćca przez wstawiennictwo żywych są mniej szczęśliwe, niż gdyby same dokonały swego zadośćuczynienia.
41. Dostojnicy Kościoła i władcy świeccy zrobiliby dobrze, gdyby zniszczyli wszystkie worki żebracze.
Każdy zdrowo myślący człowiek łatwo stwierdzi, jak szkodliwe, przewrotne, gorszące i oszukańcze dla pobożnych i prostolinijnych umysłów są te różne błędy, jak dalece sprzeciwiają się one miłości i czci należnej świętemu Kościołowi Rzymskiemu, który jest matką wszystkich wiernych i nauczycielką wiary, jak szkodliwe są dla żywotności dyscypliny kościelnej, a mianowicie dla posłuszeństwa. Cnota ta jest źródłem i początkiem wszystkich cnót, a bez niej każdy może łatwo okazać się niewiernym.
My zatem, wedle powyższego wyliczenia i stosownie do jego wagi, pragniemy postępować ze szczególną troską i w odpowiedni sposób, chcąc zatrzymać rozprzestrzenianie się tej zarazy i owego nowotworu, aby już się nie szerzył w winnicy Pańskiej jak szkodliwy cierń. Przeprowadziliśmy więc uważne studia, poddaliśmy sprawę pod dyskusję i dokonaliśmy uważnego sprawdzenia oraz dojrzałego namysłu z udziałem każdego spośród naszych braci, czcigodnych kardynałów świętego Kościoła Rzymskiego, jak również z udziałem przełożonych i ministrów generalnych zakonów, a także profesorów i mistrzów świętej teologii i prawa (zarówno świeckiego, jak i kanonicznego).
Ustaliliśmy, że wspomniane błędy albo tezy nie są katolickie i nie można ich nauczać w tym brzmieniu, ale są one raczej przeciwne nauce i tradycji Kościoła katolickiego, sprzeciwiają się również prawdziwemu ujęciu Pisma Świętego, którego naucza Kościół. Święty Augustyn twierdził, że autorytet Kościoła należy przyjmować w całej pełni i dlatego powiedział, że nie uwierzyłby Ewangelii, gdyby go o niej nie zapewnił autorytet Kościoła katolickiego.
Ze wspomnianych wyżej błędów (zarówno gdy chodzi o pojedyncze zdania, jak również gdy mowa o większej ich liczbie) jasno wynika, że Kościół prowadzony przez Ducha Świętego tkwi w błędzie i zawsze się mylił. Twierdzenie takie sprzeciwia się obietnicy danej przez Chrystusa uczniom przed Jego wniebowstąpieniem, jak to czytamy u św. Mateusza: „Oto Ja jestem z wami aż do skończenia świata”. Sprzeciwia się również nauczaniu świętych Ojców, a także wyraźnym postanowieniom kanonów soborowych i rozstrzygnięciom papieskim. Wedle świadectwa św. Cypriana występowanie przeciwko tym kanonom jest źródłem i przyczyną wszelkiej herezji i schizmy.
Korzystając z rady i za zgodą naszych wspomnianych czcigodnych braci, po dojrzałym namyśle nad każdą z osobna i nad wszystkimi spośród wymienionych wyżej zdań, mocą autorytetu Boga Wszechmogącego, świętych apostołów Piotra i Pawła, oraz mocą Naszego autorytetu, potępiamy, wykluczamy i całkowicie odrzucamy wszystkie te zdania albo błędy jako heretyckie, gorszące, fałszywe, obraźliwe dla pobożnych uszu i zwodnicze dla prostych umysłów, oraz przeciwne wierze katolickiej. Wymieniając te zdania postanawiamy i wyjaśniamy, że wszyscy wierni, obojga płci, mają obowiązek traktować te zdania jako potępione, wykluczone i odrzucone... Mocą świętego posłuszeństwa zobowiązujemy do tego wszystkich, pod karą automatycznej ekskomuniki większej...
Skoro zaś powyższe błędy, jak również szereg innych, zawartych jest w księgach i innych pismach Marcina Lutra, My zatem w podobny sposób potępiamy, wykluczamy i całkowicie odrzucamy księgi, pisma i kazania wspomnianego Marcina Lutra, spisane w języku łacińskim, jak również w innych językach, a zawierające wspomniane błędy, jak również niektóre spośród tych błędów i życzymy sobie, aby były uważane za całkowicie potępione, wykluczone i odrzucone.
Zakazujemy wszystkim razem i każdemu z osobna wiernym, płci obojga, mocą świętego posłuszeństwa i pod groźbą wymienionych powyżej kar, które będą wiązały mocą samego prawa: czytania, posiadania, głoszenia, pochwalania, drukowania, publikowania albo bronienia tych pism. Popadną oni w te kary, jeżeli odważą się popierać te pisma w jakikolwiek sposób, czy to osobiście, czy też za pośrednictwem innej osoby lub innych osób, wprost albo pośrednio, po cichu albo dobitnie, publicznie albo w ukryciu, czy to we własnych domach, czy też w innych miejscach, publicznych albo prywatnych. Natychmiast po ogłoszeniu niniejszego listu, pisma te, gdziekolwiek by się znajdowały, powinny być pilnie wyszukane przez ordynariuszy oraz innych przełożonych, a pod groźbą każdej z osobna oraz wszystkich wyżej wymienionych kar mają być publicznie spalone w uroczysty sposób w obecności duchowieństwa i ludu.
W odniesieniu zaś do wspomnianego Marcina Lutra, to czegóż – o dobry Boże – zaniedbaliśmy, albo co przeoczyliśmy? Jakiej miłości ojcowskiej poniechaliśmy, aby go odciągnąć od owych błędów? Po tym, jak wezwaliśmy go do opamiętania, chcąc z nim postępować łagodnie, ponaglaliśmy go do porzucenia tych błędów za pośrednictwem różnych dyskusji przez Naszego posła oraz Naszymi osobistymi listami. Proponowaliśmy mu gwarancję swobodnego przybycia i pieniądze niezbędne na podróż, wzywając go, aby przybył bez lęku i obaw, które powinna wykluczyć doskonała miłość, aby rozmawiać jawnie, a nie w ukryciu, twarzą w twarz, stosownie do przykładu danego przez naszego Zbawiciela i przez apostoła Pawła. Gdyby to uczynił, to z pewnością zmieniłby usposobienie i uznał swe błędy. Nie znalazłby tylu błędów w Kurii Rzymskiej, którą zwalcza tak napastliwie, przypisując jej znacznie więcej niż trzeba wskutek próżnych podszeptów ludzi niegodziwych. Moglibyśmy mu pokazać jaśniej niż słońce, że papieże rzymscy, Nasi poprzednicy, których niesprawiedliwie atakuje bez żadnego umiaru nigdy nie pobłądzili w swych kanonach i postanowieniach, które stara się obalić. Wedle słów proroka w Gileadzie nie brak ani leczniczego olejku, ani lekarza.
Ale on nigdy nie chciał Nas słuchać i gardził wcześniejszymi wezwaniami, oraz każdą z osobna i wszystkimi wspomnianymi propozycjami i nie zechciał przybyć, trwając w uporze aż do dzisiaj. Przez ponad rok pozostaje pod nałożoną karą z sercem zatwardziałym. Co gorsze, zło do zła dodając, gdy dowiedział się o wezwaniu, wówczas zuchwale odwołał się do przyszłego soboru, co z pewnością jest sprzeczne z postanowieniami Naszych poprzedników, Piusa II i Juliusza II, którzy stwierdzili, że wszelkiego tego rodzaju odwoływanie się będzie karane jak herezja. Skoro zaś jawnie głosi, że nie wierzy w sobór, to na próżno się do niego odwołuje.
Możemy więc, bez żadnych dodatkowych wezwań ani zwłoki, postępować przeciwko niemu aż do wydania wyroku potępienia i skazania, jako temu, którego wiara jest trwale podejrzana, a nawet który jest prawdziwym heretykiem, możemy postępować z całą surowością na mocy każdej z osobna i wszystkich razem wspomnianych wyżej kar i wyroków.
Idąc wszakże za radą Naszych braci, wzorując się na łaskawości Boga Wszechmogącego, który nie chce śmierci grzesznika, ale aby się raczej nawrócił i żył, darowując mu wszystkie niegodziwości wyrządzone Nam i Stolicy Apostolskiej, postanowiliśmy okazać najdalej idące zrozumienie. Mamy nadzieję, o ile to od Nas zależy, że doświadczy odmiany serca i wejdzie na drogę łagodności, którą przedstawiliśmy, że się nawrócili i porzuci swe błędy. Przyjmiemy go wówczas serdecznie, jak syna marnotrawnego, który wraca w objęcia Kościoła.
Niechże więc sam Marcin Luter, oraz wszyscy jego zwolennicy, a także ci, którzy go chronią i wspierają, przez miłosierne serce naszego Boga i przez pokropienie krwią naszego Pana Jezusa Chrystusa, przez którą i przez Którego świat został odkupiony i zbudowany został święta matka Kościół, niech wiedzą, że z serca go zachęcamy i błagamy, aby przestał rujnować pokój, jedność i prawdę Kościoła, za który nasz Odkupiciel tak gorąco modlił się do Ojca. Niech porzuci swe zgubne błędy, aby mógł do Nas powrócić. Jeżeli rzeczywiście będą Nam posłuszni i dadzą temu wyraz mocą autentycznych dokumentów, wówczas znajdą u Nas wyraz ojcowskiej miłości, otwarcie źródła i skutków ojcowskiej miłości, a także zdroje przebaczenia i łaskawości.
Nakazujemy wszakże, aby w tym czasie Marcin Luter zaprzestał głoszenia jakichkolwiek nauk i powstrzymał się od pełnienia funkcji kaznodziejskich...
Skoro zaś nawet umiłowanie sprawiedliwości i cnoty nie potrzymały go od grzechu, a nadzieja na wybaczenie nie skierowała go do pokuty, to może strach przed karą skłoni go do tego. Błagamy więc i napominamy Marcina Lutra, jego zwolenników i tych, którzy go wspierają mocą tych świętych nakazów i przepisanych kar. Z całą łaskawością wzywamy go i jego zwolenników, pomocników i tych, którzy mu towarzyszą, aby w ciągu sześćdziesięciu dni powstrzymał się od głoszenia kazań, zarówno wyjaśniających ich stanowisko, jak również dotyczących stanowiska innych osób, a także od ogłaszania książek i broszur, które dotyczą niektórych albo wszystkich błędów. Okres ten chcemy podzielić na trzy części po dwadzieścia dni, licząc czas od ogłoszenia tej bulli w miejscach niżej wymienionych. Ponadto, wszystkie pisma, które zawierają niektóre albo wszystkie błędy, mają być spalone. Marcin Luter ma zaś ostatecznie odwołać tego rodzaju błędy i poglądy. Zobowiązujemy go, aby ogłosił nam to odwołanie za pomocą jawnego pisma, opieczętowanego przez dwóch dostojników, które powinniśmy otrzymać w ciągu kolejnych sześćdziesięciu dni. Może on również poinformować Nas osobiście o tym odwołaniu, przybywając do Rzymu z gwarancjami bezpieczeństwa. Naszym zdaniem ta druga metoda jest lepsza, aby nie było wątpliwości co do szczerości jego posłuszeństwa.
Jeżeli zaś Marcin Luter i jego zwolennicy, pomocnicy i ci, którzy mu towarzyszą, z wielkim dla Nas smutkiem, będą uporczywie odmawiać wypełnienia powyższych warunków, w przepisanym okresie czasu, wówczas – stosownie do nauczania świętego apostoła Pawła, który powiada, aby heretyka unikać po dwukrotnym upomnieniu – potępimy Marcina Lutra, jego zwolenników, pomocników i tych, którzy mu towarzyszą, jako nieurodzajną winorośl, która nie jest z Chrystusa, jako głoszących niegodną naukę, sprzeczną z wiarą chrześcijańską i obraźliwą dla Bożego majestatu, szkodliwą i haniebną dla całego Kościoła Chrystusowego i uszczuplającą władzę kluczy Kościoła, jako uporczywych i jawnych heretyków.
[15 czerwca 1520]

Leon X. Decet Romanum Pontificem 
– Potępienie nauk i ekskomunika na Marcina Lutra oraz jego zwolenników
Leon biskup, sługa sług Bożych, na przyszłą rzeczy pamiątkę.
Papież rzymski został ustanowiony mocą Bożą do nakładania kar duchowych i doczesnych stosownie do okoliczności. Celem tej władzy jest unieszkodliwianie niegodziwych zamysłów błądzących ludzi, którzy do tego stopnia opanowani przez fałszywe pomysły niegodnych planów, że zatraciwszy bojaźń Bożą wzgardzili postanowieniami kanonów i apostolskimi nakazami i ośmielili się ogłosić nowe i fałszywe nauki oraz wprowadzić zło rozłamu do Kościoła Bożego bądź też mieli czelność wspierać, pomagać i przyłączać się do tego rodzaju rozłamowców, którzy rozszarpują niepodzielną szatę naszego Zbawiciela i jedność prawdziwej wiary.
Godzi się zatem, aby Najwyższy Pasterz podejmował surowe środki przeciwko tego rodzaju ludziom i ich zwolennikom, aby łódź św. Piotra nie zdawała się dryfować bez sternika i wioślarza. Papież powinien mnożyć surowe kary i inne stosowne posunięcia, aby owi wyniośli ludzie, równie oddani złym zamysłom, wraz ze swymi zwolennikami, nie zwodzili tłumu prostaczków mocą swych kłamstw i oszukańczych forteli, nie pociągali ich za sobą na drogę błędu i upadku, zarażając niebezpieczną zarazą.
Ponadto przystoi, aby Papież, potępiwszy rozłamowców, zabezpieczył innych od narastającego zamętu, otwarcie ukazując i wyraźnie stwierdzając wobec wszystkich wiernych chrześcijan jak straszne są kary i cenzury, do których wiodą tego rodzaju przestępstwa, w tym mianowicie celu, iżby tego rodzaju jawne stwierdzenie winni mogli powrócić ze złej drogi z zażenowaniem i skruchą, bezwarunkowo nawracając się z zakazanych dyskusji, towarzystwa, a przede wszystkim z poddaństwa wobec wyklętych. W ten sposób będą mogli uniknąć Bożej odpłaty za zło i udziału w potępieniu niegodziwców.
1. [Papież przywołuje wcześniejszą bullę Exsurge Domine].
2. Dowiedzieliśmy się, że od czasu wydania tej bulli, po upływie określonego w niej czasu [60 dni] – My zaś niniejszym uroczyście ogłaszamy wszystkim wiernym chrześcijanom, że okres ten już upłynął – wielu spośród zwolenników Marcina Lutra, którzy poszli za jego błędami, dowiedziawszy się o Naszej bulli, o jej napomnieniach i nakazach, w duchu dobrej rady dokonało namysłu, wyznania swych błędów i odżegnało się herezji na Nasze żądanie, a przez powrót do prawdziwej wiary katolickiej uzyskało łaskę rozgrzeszenia, której udzielali Nasi wysłannicy. W kilku krajach i miejscach na terenie Niemiec księgi zaś i pisma wspomnianego Marcina Lutra zostały publicznie spalone, zgodnie z Naszym nakazem.
Mimo to, sam Marcin Luter, co stało się dla nas okazją do ciężkiego smutku i przykro Nam o tym mówić, zniewolony przez swój niegodziwy rozum, wzgardził obowiązkiem odwołania swych błędów w określonym czasie i zlekceważył nakaz przesłania Nam formuły takiego odwołania, ani nie przybył do Nas osobiście. Mało tego, niczym kamień obrazy, nie lękał się pisać i głosić znacznie gorszych nauk niż wcześniej, przeciwko Nam oraz wobec Stolicy Apostolskiej i Wiary katolickiej, wiodąc innych tą samą drogą.
Niniejszym ogłaszamy, że jest on uznany za heretyka, podobnie jak pozostali, niezależnie od zajmowanego stanowiska lub godności, którzy wzgardzili troską o własne zbawienie i jawnie, w oczach całego świata, stali się zwolennikami niegodziwej i heretyckiej sekty Marcina Lutra, jawnie i otwarcie udzielając mu pomocy, rady i wsparcia, umacniając go w jego nieposłuszeństwie i zawziętości, albo utrudniając ogłoszenie Naszej bulli. Ludzie ci zaciągnęli kary ustalone w Naszej bulli i mają być słusznie uważani za heretyków i unikani przez wszystkich wiernych chrześcijan, stosownie do słów św. Pawła (Tt 3, 10–11).
3. Nasza wola jest taka, aby słusznie zaliczyć tych ludzi, wraz z Marcinem Lutrem i innymi przeklętymi do grona heretyków i ekskomunikowanych. O ile zaś oni sami zaliczyli się do tego grona wskutek zawziętości w grzechu wspomnianego Marcina Lutra, to podobnie winni dzielić z nim jego kary i brać wszędzie od niego swe miano jako luteranie, którzy popadają w te same co on kary.
Nasze wcześniejsze nakazy były tak jasne i skutecznie ogłoszone, My zaś mamy zamiar egzekwować tak skutecznie Nasze obecne postanowienia i wyjaśnienia, że nie brak im mocy dowodowej, ostrzeżenia bądź wezwania.
Nasze poniższe postanowienia dotyczą Marcina Lutra i innych, którzy idą za nim w zawziętości jego niegodziwego i godnego potępienia zamysłu, a także przeciwko tym, którzy go bronią i ochraniają zbrojną ręką, nie lękając się wspierać go własnymi środkami, albo w inny sposób i odważyli się oraz nadal odważają proponować i dostarczać mu pomocy, rady i wsparcia. Chcemy, aby imiona, nazwiska i funkcje ich wszystkich, niezależnie jak wysokie i szokujące by nie były te stanowiska, były włączone do tego postanowienia z taką samą mocą, jak gdyby były tutaj kolejno wymienione jedno po drugim i powinny być wymienione podczas ogłaszania tego postanowienia, które musi być przeprowadzone z mocą dorównującą jego zawartości.
Nakładamy na nich wszystkich karę ekskomuniki albo anatemy, wieczystego potępienia i interdyktu, pozbawienia godności, zaszczytów i dóbr, zarówno ich samych, jak i ich następców, a ponadto ogłaszamy ich jako niezdolnych do ich posiadania, a także karę konfiskaty dóbr oraz winnych zdrady. Stwierdzamy, że wszyscy ci ludzie popadają pod wyrok skazujący, podobnie jak pod inne postanowienia, cenzury i kary ustanowione w prawie kanonicznym wobec heretyków i określone we wspomnianej już bulli.
4. Do tego Naszego postanowienia dodajemy jeszcze, mocą Naszej władzy apostolskiej, że państwa, regiony, obozy, miasta i miejscowości, w których mieszkali wspomniani ludzie, albo które zdarzało im się odwiedzać, wraz z ich posiadłościami (miastami katedralnymi i metropolitalnymi, klasztornymi, a także tam, gdzie znajdują się domy zakonne albo inne święte miejsca, czy to uprzywilejowane, czy też nieuprzywilejowane), wszystkie razem i każde z osobna obłożone karą naszego interdyktu kościelnego, który miał obowiązywać bez względu na odpust apostolski (za wyjątkiem przypadków przewidzianych prawem, a także gdy drzwi są zamknięte, a obłożeni ekskomuniką i interdyktem nie mają wstępu), będą mieli prawo do sprawowania Mszy Świętej i innych nabożeństw. Ustalamy i dodajemy ponadto, że wszyscy wspomniani wyżej ludzie powinny być wszędzie ogłaszani jako ekskomunikowani, wyklęci, potępieni, obłożeni interdyktem, pozbawieni posiadłości i niezdolni do ich posiadania. Wszyscy wierni chrześcijanie mają obowiązek ich unikać.
5. Chcemy powiadomić wszystkich małej wiary, że Marcin Luter, jego zwolennicy i inni buntownicy wystąpili wobec Boga i Jego Kościoła z zawziętością i bezczelną zuchwałością. Pragniemy ochronić stado od jednej zatrutej duszy, aby zaraza nie rozszerzyła się na zdrowe owce. Nakazujemy więc wszystkim razem i każdemu z osobna patriarchom, arcybiskupom, biskupom oraz dostojnikom kościołów patriarchalnych, metropolitalnych, katedralnych i kolegiackich, a także zakonnikom z każdego zakonu, również żebraczego, zarówno uprzywilejowanego, jak i nieuprzywilejowanego, niezależnie od posiadanej godności, aby na mocy złożonych ślubów posłuszeństwa, pod groźbą kary ekskomuniki, w razie potrzeby do wykonania Naszych niniejszych postanowień, publicznie ogłosili i przyczynili się do ogłoszenia przez innych w ich kościołach, że wspomniany Marcin Luter i pozostali zostali ekskomunikowani, wyklęci, potępieni, uznani za heretyków, zatwardziałych, obłożonych interdyktem, pozbawionych posiadłości i niezdolnych do ich posiadania i zaliczeni do takich mocą niniejszej bulli.
Ogłaszamy ustanowienie upomnienia kanonicznego na okres trzech dni: pierwszy dzień służy pierwszemu upomnieniu, drugi – drugiemu, a na trzeci dzień przypada bezwarunkowe i ostateczne wykonanie Naszego rozkazu. Powinno to mieć miejsce w niedzielę, albo w inne święto, gdy wielu ludzi gromadzi się na nabożeństwo. Należy ustawić sztandar z krzyżem, bić w dzwony i zapalić świece, a po upływie przepisanego czasu je zgasić, strącić na ziemię i podeptać. Należy trzykrotnie rzucić kamienie oraz wypełnić inne zwyczajowe obrzędy. Wszyscy razem i każdy z osobna wierni chrześcijanie powinni być usilnie wezwani do unikania tamtych ludzi.
Doznawaliśmy coraz większego poruszenia ze strony wspomnianego Marcina Lutra i innych wspomnianych heretyków, a także ich zwolenników, uczestników i pomocników. Odtąd więc, mocą złożonych ślubów posłuszeństwa, wzywamy wszystkich razem i każdego z osobna patriarchów, arcybiskupów, i innych dostojników, którzy zostali ustanowieni we władzy Jeremiaszowej aby likwidować rozłamy, aby w obecnym zamęcie, stosownie do powinności urzędu, stali się jak mur obronny dla ich ludu chrześcijańskiego. Nie mogą milczeń jak nieme psy, które nie szczekają, ale ciągle winni krzyczeć i podnosić swój głos, głosząc kazania i dbając o głoszenie słowa Bożego i prawdy wiary katolickiej przeciwko przeklętym naukom i wspomnianym wyżej heretykom.
6. Zachęcamy także, na mocy ślubów posłuszeństwa, wszystkich razem i każdego z osobna przełożonych kościołów parafialnych, a także zwierzchników wszystkich zakonów, również żebraczych, zarówno uprzywilejowanych, jak i nieuprzywilejowanych, jako ustanowionych przez Pana, aby byli jak obłoki, rozlewające duchowe strumienie na lud Boży, nie lękając się szerokiego rozgłaszania potępienia zawartego w powyższych przepisach, stosownie do tego, jak tego wymaga ich powinność. Napisane jest, że doskonała miłość wyklucza strach. Niech więc każdy z was i wszyscy razem podejmą brzemię tych chwalebnych obowiązków z całkowitym poświęceniem, dając wyraz tak wielkiej dbałości w ich wypełnianiu, wyraz tak wielkiego zapału i gorliwości w słowach i uczynkach, aby z waszych wysiłków, z pomocą łaski Bożej, wynikły upragnione owoce, a wasze oddanie przyniosło wam nie tylko koronę chwały, która jest należną nagrodą dla wszystkich wypełniających Boże obowiązki, ale ponadto, aby przyniosło wam od Nas i od tej Stolicy Apostolskiej obfite pochwały, dla których wasza pilność stanie się zasługą.
7. Skoro zatem nie było by łatwo dostarczyć niniejsze pismo (wraz z jego postanowieniami i ustaleniami) osobiście Marcinowi Lutrowi i innym, którzy zostali w tym piśmie ekskomunikowani, z racji na siłę tego ruchu, dlatego Naszą wolą jest, aby pismo to zostało przybite, na widok publiczny, do drzwi dwóch kościołów katedralnych (dwóch metropolitarnych, albo jednego metropolitarnego, a drugiego katedralnego) na terenie Niemiec, przez Naszego posła na tamtym terenie i taka forma publikacji ma mieć moc wiążącą dla Marcina Lutra i innych, których potępienie ogłosiliśmy. Należy uważać, że każdy paragraf Naszego pisma nabiera tym samym mocy, tak samo, jakby Nasze pismo zostało osobiście doręczone i przedstawione tym osobom.
8. Skoro zaś trudne może okazać się dostarczenie tego pisma do każdego miejsca, gdzie jego ogłoszenie okaże się konieczne, Naszą wolą i postanowieniem jest więc, aby jego kopie, opieczętowane przez jakiegoś dostojnika kościelnego, albo przez jednego ze wspomnianych posłów, a także przez publicznego notariusza, miały wszędzie taką samą moc jak wystawienie i opublikowanie oryginalnego dokumentu.
9. Znosi się wszelkie przeszkody wobec Naszej woli, wyrażone czy to w konstytucjach apostolskich i nakazach, czy też w inny sposób, w Naszej wcześniejszej bulli. Przeszkody te pozbawiamy mocy, niezależnie od wszelkich innych przeciwnych decyzji.
10. Nikt nie może naruszać tego Naszego pisemnego postanowienia, wyjaśnienia, nakazu, załączenia, określenia, woli i dekretu, ani w żaden sposób nie może mu się lekkomyślnie sprzeciwiać. Gdyby jednak ktokolwiek się na to odważył, ten niech wie, że naraża się na gniew Boga Wszechmogącego oraz świętych apostołów Piotra i Pawła.
Dan w Rzymie, u św. Piotra, 3 stycznia 1521, w ósmym roku Naszego pontyfikatu.
Leon X
Z języka angielskiego przełożył Marcin Karas.
Przedruk tekstu jest możliwy jedynie za podaniem klikalnego źródła.

http://rodzinakatolicka.pl/index.php/magisterium/34-magisterium/27537-leon-x-exsurge-domine--potpienie-bdow-marcina-lutra

poniedziałek, 6 listopada 2017

niedziela, 5 listopada 2017

Terorr w protestanckiej Anglii . Topcliffe – „łowca księży”, oprawca katolików

 Topcliffe – „łowca księży”, oprawca katolików

Trwająca długo, bo aż czterdzieści cztery lata (1558-1603), epoka panowania Elżbiety I Tudorówny była definitywnym zakończeniem procesu protestantyzacji Kościoła Anglii, zapoczątkowanego schizmą od Rzymu dokonaną w 1534 roku przez jej ojca – Henryka VIII. Oznaczało to również wyjątkową brutalną w środkach dekatolicyzację społeczeństwa angielskiego, w szczególności zaś martyrologię księży katolickich i udzielających im pomocy w działalności duszpasterskiej katolików świeckich.



Jak słusznie zauważa w swojej najnowszej książce (Myśl polityczna reformacji i kontrreformacji, t. 1. Rewolucja protestancka, Warszawa 2013) prof. Adam Wielomski, wyznawany przez świecką (królewską) zwierzchność Kościoła anglikańskiego erastianizm oznaczał traktowanie katolicyzmu nie w kategoriach teologicznych – jako „herezji”, lecz w politycznych – jako zagrażającej jedności i suwerenności królestwa Anglii doktryny służącej interesom obcego i wrogiego mocarstwa, tj. papieskiego Rzymu. W konsekwencji, bycie rzymskim katolikiem („papistą”) stało się za panowania Elżbiety równoznaczne ze zdradą stanu. Każdy zaś ksiądz katolicki, wyświęcony po wejściu w życie (1559) nowego aktu o supremacji władcy nad Kościołem, podlegał karze śmierci z mocy prawa po upływie czterdziestu dni pobytu na ziemi angielskiej. Egzekucje przeprowadzano zazwyczaj ze szczególnym okrucieństwem, każąc ofiarom długo cierpieć zanim umrą.

Zważywszy, że z chwilą wstąpienia na tron – po swojej starszej siostrze Marii Katoliczce – Elżbiety katolicy stanowili jeszcze znaczną większość narodu angielskiego, złamanie ich oporu nie byłoby możliwe, gdyby nie zastosowano tak drakońskich a zarazem przebiegłych środków. Najważniejszym z nich było zorganizowanie pierwszej w dziejach nowoczesnej policji politycznej, wynajdującej i stosującej pełny repertuar służb specjalnych, „udoskonalony” dopiero przez XX-wieczne systemy totalitarne, a więc: inwigilację, gromadzenie danych osobowych, szpiegostwo, prowokację, propagandę i dezinformację, aresztowania prewencyjne, przeszukania domostw prywatnych, lustracja korespondencji, karne ekspedycje w terenie, wreszcie wyrafinowane metody inwestygacji i torturowania. Organizatorem i bezpośrednim kierownikiem (spymaster) tych służb specjalnych Elżbiety I był sekretarz stanu sir Francis Walsingham (1532-1590), zaś ogólny nadzór sprawował nad nimi kanclerz William Cecil, lord Burghley (1520-1598), jednakowoż ze wszystkich funkcjonariuszy tej służby szczególnie wyróżnił się pod każdym względem – od gorliwości po inwencję – „łowca księży” (priest-hunter) Richard Topcliffe (1531-1604), będący w latach 1582-1599 oprawcą w co najmniej 50 znanych przypadkach.

Należy zaznaczyć, że teoretycznie procedura stosowania tortur była w renesansowej Anglii nielegalna. Jednakowoż znaleziono (John H. Langbein) 81 oficjalnych zezwoleń na ich stosowanie w latach 1540-1640. Inni badacze w oparciu o inne dokumenty, jak słynny Dziennik z Tower, czy znane i opisane przypadki ich dokonania bez braku stosownego dokumentu, podwyższają tę liczbę do około 165 – 175. Z pracy Jamesa Heatha (Torture and English Law, Westport 1982) wynika jednoznacznie, że prawdziwy zalew przypadków stosowania tortur nastąpił po przejęciu przez Koronę najwyższej władzy duchownej i po zerwaniu z Rzymem, oraz że ten rodzaj kary zawsze stosowano z prerogatywy monarchy, stanowiącej jej usprawiedliwienie.

Z owych 81 oficjalnych zezwoleń, aż 54 przypadają na czasy panowania Elżbiety I oraz dotyczą około 90 osób. Nie będzie żadną przesadą powiedzieć o szczególnym okrucieństwie i zawziętości Elżbiety (przedstawianej do dziś, zwłaszcza w kulturze popularnej, jako rzekome uosobienie łagodności i religijnej koncyliacyjności, co kontrastuje z „czarną legendą” jej katolickiej siostry Marii, nazywanej „bloody Mary”). Była ona osobiście odpowiedzialna za barbarzyńskie represje wobec katolików po tzw. powstaniu północnym w 1569 roku. Kiedy w 1583 roku jej agenci aresztowali w Szkocji jezuitę, o. Williama Holta, domagała się od Szkotów (którzy jednak zignorowali to żądanie, ku jej irytacji), aby go poddano torturom. W 1586 roku zażądała specjalnych tortur podczas egzekucji jej niedoszłego zabójcy, sir Anthony’ego Babingtona, czyli pozbawienie go najpierw wnętrzności, potem poćwiartowanie i dopiero na końcu powieszenie (tymczasem normalną praktyką kata było upewnić się, że skazańcy nie żyją i dopiero potem wypruwać im wnętrzności); gdy po zamęczeniu w ten sposób pierwszych siedmiu uczestników spisku Babingtona tłum domagał się coraz głośniej litości, Elżbieta wycofała się, ale jednocześnie kazała ogłosić, że to ona w swoim miłosierdziu pragnie, by najpierw ich zgładzić. Z krwiożerczością „królowej ludu” kontrastuje wyraźnie powściągliwość obu „absolutystycznych” Stuartów, niechętnych stosowaniu tortur, co potwierdzają liczby: za panowania Jakuba I wydano tylko siedem zezwoleń na nie (w tym trzy dotyczyły uczestników spisku prochowego), a za panowania Karola I zaledwie dwa, w dodatku kaci nie otrzymywali wolnej ręki w procedowaniu.

Bardzo wymowny dla postępowania Elżbiety jest pewien epizod, przywodzący też na myśl tę scenę z szekspirowskiego Króla Leara, w którym Goneryla i Regana wypędzają na pustkowie (oślepiwszy go uprzednio) Gloucestera z jego własnego domu, z którego gościny korzystały. W 1578 roku królowa odbywała obchód wschodniej Anglii, zatrzymując się między innymi w domu niejakiego Rockwooda (papisty) w Euston Hall w Suffolk, który był „daleko poniżej godności Jej Wysokości”. Mimo to, na pożegnanie „łaskawie” podała gospodarzowi swą szlachetną dłoń do ucałowania, ale wtedy lord szambelan (hrabia Sussex) spytał, jak on, ekskomunikowany papista, „śmie myśleć sobie, iżby miał prawo starać się tu być w ogóle obecny, on, który nie jest godzien towarzyszyć jakiejkolwiek chrześcijańskiej osobie”. Następnie, pod pretekstem, że brakuje jakiegoś talerza, ludzie królowej przeszukali stodołę i tam od razu „znaleźli” w stogu siana obraz Matki Boskiej, zresztą wspaniale wykonany. „Jej Wysokość kazała wrzucić go w ogień, który od razu na jej oczach szybko rozniecili wieśniacy, ku jej zadowoleniu i radości wszystkich zebranych z wyjątkiem jednego lub dwóch, którzy pili zatrute mleko bożka”, zaś gospodarz został zakuty w dyby i wysłany do miejskiego więzienia w Norwich.

Uczestnikiem tego zdarzenia i autorem cytowanego wyżej opisu był właśnie Topcliffe. Urodził się on 14 listopada 1531 roku, w zamożnej i szlacheckiej rodzinie z Lincolnshire. Jego podzielona na 16 pól tarcza herbowa (której zazdrościł mu sam Cecil) świadczyła o co najmniej kilku pokoleniach arystokratycznych przodków, w tym rodzin Neville’ów i Percych po kądzieli. Wśród przodków miał też Katarzynę Parr, ostatnią żonę Henryka VIII. Do służby królowej dołączył zapewne w 1558 roku, a państwowej – w 1569 roku. Podczas powstania północnego zwerbował i na własny koszt wyposażył oddział w sile 30 jeźdźców. W dokumentach procesowych z 1589 roku jest przedstawiany jako „osobisty służący Jej Wysokości” (Esquire for the Body to Her Majesty).

Jego rola łowcy księży i inwestygatora zaczęła się w 1582 roku. „Jest teraz – pisał pewien katolik – nowy oprawca obsługujący łoże tortur, który znacznie przerasta poprzedniego [Thomasa Nortona] – Mr. Topcliffe”. W swoją działalność angażował się całą duszą: tropił, aresztował, przesłuchiwał i torturował, czasem w swoim domu, czasem w Tower lub Bridewall. Nadzorował procesy i egzekucje, zachowując się przy tym niezmiernie hałaśliwie. Jego działalność w latach 1588-1595 da się prześledzić niemal dzień po dniu. Jako że z około 50 przypadków stosowanych przezeń tortur, tylko 19 było usankcjonowanych oficjalnymi zezwoleniami rady królewskiej, należy sądzić, że miał dużą swobodę działania i działał w oparciu o inny, ogólny rodzaj zezwolenia, bez jakichkolwiek ograniczeń terytorialnych na obszarze całego królestwa, otrzymany niewątpliwie od samej królowej. Dysponował pismami z pieczęcią (zachowało się kilka takich dokumentów), dającymi okazicielowi prawo żądania pomocy miejscowych władz w poszukiwaniu każdej osoby, ilekroć uznał to za konieczne, wchodzenia do wszystkich domów, do których uważał za stosowne wejść, zatrzymywania wszystkich podejrzanych, zarówno na czyjeś ziemi jak poza nią, przeszukiwania i przejmowania wszelkiego rodzaju listów, pism, papierów, książek i wszystkich innych podejrzanych przedmiotów. Przesłuchiwanemu ojcu Thomasowi Pormont powiedział, że „nie obchodzi go rada królewska, ponieważ ma swą władzę od królowej”. Wyznał nawet, że królowa pozwoliła mu dotknąć swoich piersi, nóg i brzucha, pytając: „Czyż nie są to ramiona, nogi i ciało króla Henryka?”, a także podarowała mu białe, lniane pończochy. Chyba była to prawda, bo wiadomo, że Elżbieta kiedyś, i to w późnym wieku, rozebrała się przed ambasadorem Francji. Potem, chcąc zmusić księdza do odwołania tego, co powiedział w trakcie procesu, kazał mu jeszcze przed egzekucją stać przez dwie godziny na drabinie w samej koszuli w zimny poranek lutowy.

Jednym z największych sukcesów Topcliffe’a było wytropienie i aresztowanie jezuickiego księdza, apologety i poety „metafizycznego”, o. Roberta Southwella (1561-1595). Okoliczności tego zdarzenia znamy z jego własnej, chełpliwej, relacji. W niedzielę w nocy, 25 czerwca 1592 roku, Topcliffe wraz z oddziałem swoich ludzi i przy udziale sędziego pokoju, niejakiego Barnesa, włamał się do posiadłości Uxendon Roberta Bellamy’ego w parafii Harrow-on-the-Hill, około 10 mil na północ od Londynu. Tam, zgodnie z przewidywaniami, znalazł duchownego, którego aresztował i zabrał ze sobą do Londynu, gdzie uwięził go we własnym domu sąsiadującym z więzieniem Gatehouse w Westminsterze. Nazajutrz, po krótkim przesłuchaniu więźnia napisał list do królowej informujący o tym fakcie oraz o zamiarze podania Southwella torturom. Odpowiedź królowej nie zachowała się, lecz ponieważ następnego dnia więzień został podany torturom powodującym głębokie obrażenia wewnętrzne, można założyć, że zgodę uzyskał. Jak zauważa trafnie Frank Brownlow (Richard Topcliffe: człowiek Elżbiety a reprezentacja władzy w „Królu Learze”, [w:] Szekspir. Teoria lancasterska – domysły i fakty, redaktorzy naukowi Tomasz Kozłowski, Krzysztof Kozłowski, Warszawa 2012, s. 406), list ten, którego obszerne fragmenty niżej przytaczamy) „został napisany zaskakująco bezceremonialnym, a wręcz nieformalnym stylem. Przyprawiające o dreszcze przemieszanie brutalnej szczerości, gorliwości, chełpienia się własnym sukcesem i złowieszczej żartobliwości wskazują na długotrwałą znajomość, a nawet przyjaźń z adresatką”.

26 czerwca 1592 roku Topclif do K/Mości, w sprawie przesłuchania księdza, który nie chce wyznać swojego imienia
Do Waszego Najwspanialszego Majestatu i Wielkiej mojej Łaskawości Monarchini w wielkim pośpiechu.
Najłaskawsza Monarchini, mając (w moim mniemaniu) ojca Roberta Southwella, jezuitę, w moim lochu w Westminster Church Yard, zabezpieczyłem go, by nie miał możności ruchu lub się nie okaleczył, przez nałożenie mu na ręce pary kajdan i tam mogę go trzymać zarówno przed widokiem innych, jak i możliwością rozmowy z kimkolwiek poza Nicolasem, strażnikiem w Gatehouse, i moim sługą. (…)
Ośmieliłem się (po odrobinie snu) przesłać wynik tego zamkniętego przesłuchania wiernie spisanego, w którym głupio i podejrzanie odpowiadał, i znając w pewien sposób naturę i postępowanie tego człowieka, chciałbym prosić, by Wasza Wysokość zechciała łaskawie spojrzeć na moją skromną opinię, którą czuję się w obowiązku przedstawić.
Skoro obecnie go mamy, dobrze będzie natychmiast zmusić go, by odpowiadał prawdziwie i wprost, tak by jego odpowiedzi okazały się prawdziwe, gdy udzielane pospiesznie. Po to, by będąc głęboko pogrążony w swojej zdradzieckości, nie miał czasu kluczyć lub uciec się do innych sposobów w zwyczajnym więzieniu. Stanie prosto lub pod ścianą (co przewyższa wszystko inne i nie powoduje ran) będzie ostrzeżeniem. Jeśli jednak życzeniem Waszej Wysokości będzie znać każdą rzecz w jego sercu, wtedy stanie pod ścianą ze stopami na ziemi i rękoma wyciągniętymi w górę przy ścianie, tak wysoko, jak potrafi je unieść, jakby robił figurę w trenchmore, zmusi go, żeby powiedział wszystko, i prawda zostanie w następstwie dowiedziona.
1.Jego odpowiedź na pytanie o hrabinę Arundel
2. i to, że ojciec Parsons rozszyfrował go.
Być może zadowoli Waszą Wysokość, jeśli zważy, że nigdy dotąd nie pojmałem tak znaczącego człowieka; jeśli będzie właściwie wykorzystany.
(…)
Tak więc pokornie oddając się instrukcjom Waszej Wysokości w tej sprawie bądź w jakiejkolwiek służbie, której towarzyszy niebezpieczeństwo, kończę, aż otrzymam Waszą wolę. Tu w Westminster, z ojcem duchowym będącym pod moją pieczą, tego poniedziałku, 26 czerwca 1592 roku.
Waszej Wysokości Wierny Sługa
Ric: Topclyffe.

Jak widać, Topcliffe kierował się tym samym przekonaniem, co wieki później śledczy stalinowscy – że nie ma ludzi niewinnych, są tylko źle przesłuchani. Mimo to, przeliczył się w tym wypadku: o. Southwell wytrzymał straszne tortury i nie wydał żadnego żadnego ze swoich konfratrów ani nie powiedział nic obciążającego hrabinę Arundel. Przeniesiony do więzienia w Westminsterze, a następnie do Tower, spędził tam jeszcze dwa i pół roku, aby 21 lutego 1595 roku, w dzień po procesie, zostać powieszonym w Tyburn. Został beatyfikowany w 1886 roku przez papieża Leona XIII i kanonizowany (pośród 40 męczenników Anglii i Walii) w 1970 roku przez Pawła VI.

Historycy protestanccy, nie mogąc usprawiedliwić Topcliffe’a, skłonni są przedstawiać go jako postać wyjątkową, sadystę niemającego odpowiednika pośród innych sług królowej Elżbiety. Chociaż jego okrucieństwo jest niewątpliwe, nie wydaje się, aby można było sprowadzić jego działalność do psychopatycznych cech charakteru. Sam nie uważał się za zbrodniarza i ubolewał nad swoją złą reputacją: w liście do Roberta Cecila z 17 stycznia 1594 albo 1595 roku pisał: „I z tego właśnie płynie nasz [komisarzy] smutek, a mój w szczególności. Że często się o nas mylnie sądzi, iż jesteśmy okrutni. Bóg jednak widzi wszystko”. Uważał się za człowieka, który poświęcił życie i fortunę królowej – i tak rzeczywiście było, bo chociaż był hojnie wynagradzany, doprowadził się ostatecznie do ruiny, finansując agentów (podobnie jak Walsingham) z własnych środków. Niespożyta energia i szczery entuzjazm, jaki wykazywał w swoim tropicielskim i katowskim fachu płynęły w ostateczności z pobudek „wyższych”, ideowych – głębokiej i zaciekłej nienawiści do religii rzymskokatolickiej oraz jej kapłanów i wiernych.

Jacek Bartyzel