piątek, 12 stycznia 2018

O niszczeniu pogańskich bożków

O niszczeniu pogańskich bożków



POSĄGI ICH BOGÓW SPALISZ OGNIEM. Nie pożądaj srebra i złota, które jest na nich, abyś się przez nie usidlił, gdyż jest to obrzydliwością dla Jahwe, Boga twego. Nie przynoś tej OBRZYDLIWOŚCI do twego domu, bo zostaniesz obłożony klątwą tak, jak ono. Będziesz się tym BRZYDZIŁ I CZUŁ DO TEGO WSTRĘT, gdyż jest to obłożone klątwą. –  Powtórzonego Prawa 7, 25 – 26.
„Widzieliście OBRZYDLIWE ICH BAŁWANY I BOŻKI z drzewa i kamienia, ze srebra i złota, jakie są u nich. Niechże nie będzie wśród was mężczyzny ani kobiety, ani rodziny, ani plemienia, których serce odwróciłoby się dziś od Jahwe, Boga naszego, aby pójść i służyć bogom tych narodów.” –  Powtórzonego Prawa 29, 16 – 17.
Przemów do synów izraelskich i powiedz im: Gdy przeprawicie się przez Jordan do ziemi kanaanejskiej, to wypędzicie przed sobą wszystkich mieszkańców tej ziemi i ZNISZCZYCIE wszystkie podobizny ich bogów, ZNISZCZYCIE wszystkie ich posągi ulane z metalu, SPUSTOSZYCIE wszystkie ich święte gaje na wzgórzach.” – Liczb 33, 51 – 52.
„DOSZCZĘTNIE ZNISZCZYCIE wszystkie miejsca na wysokich górach, na pagórkach i pod każdym zielonym drzewem, gdzie służyły swoim bogom narody, którymi zawładniecie. ZBURZYCIE ICH OŁTARZE, POTŁUCZECIE ICH POMNIKI, POPALICIE ICH ŚWIĘTE DRZEWA, PORĄBIECIE ICH PODOBIZNY rzeźbione i zetrzecie ich imię z tego miejsca.”-  Powtórzonego Prawa 12, 2- 3
„Ale tak im macie uczynić: ołtarze ich ZBURZYCIE, ich stele POŁAMIECIE, aszery WYTNIECIE, a posągi SPALICIE OGNIEM.” – Powtórzonego Prawa 7, 5.
„Wtedy cały prosty lud wtargnął do świątyni Baala i zburzyli ją, jego ołtarze i posągi doszczętnie zniszczyli, Mattana zaś, kapłana Baala, zabili przed ołtarzami. Następnie ustanowił kapłan straż nad świątynią Pana.”- 2 Królewska 11, 18
(…) i powrzucali ich bogów w ogień, lecz nie byli to bogowie, ale dzieło rąk ludzkich z drzewa i z kamienia, więc mogli je zniszczyć.” – 2 Królewska 19;17- 18
„Wtedy cały lud wtargnął do świątyni Baala i zburzyli ją, jego ołtarze i posągi doszczętnie zniszczyli, Mattana zaś, kapłana Baala, zabili przed ołtarzami.” – 2 Kronik 23,17.
„Asa czynił to, co prawe w oczach Pana, tak jak Dawid, jego praojciec. Uprawiających nierząd kultowy wypędził z kraju i usunął wszystkie bałwany, które sporządzili jego ojcowie.  Nawet Maachę, swoją babkę, pozbawił godności królowej matki za to, że kazała sporządzić obrzydliwego bałwana Astarty. Asa kazał zwalić obrzydliwego bałwana i spalić nad potokiem Kidron.” – 1 Królewska 15;11-13
(…) potem wynieśli bałwany z świątyni Baala i spalili je. Następnie rozbili posąg Baala, zburzyli też świątynię Baala i uczynili z niej kloaki, i tak jest aż do dzisiaj. – 2 Królewska 10;26,27
„W jego obecności burzono ołtarze Baalów, on kazał poutrącać znajdujące się nad nimi ołtarzyki kadzielne, rozbijać aszery i bałwany i odlewane posągi rozkruszyć na miał, i rozrzucić na groby tych, którzy im składali ofiary.” – 2 Kronik 34, 4.

TRADYCJA KOŚCIOŁA:
Objawienia bł. Anny Katarzyny Emmerich:
Jezus nauczał tu aż do świtu, dopóki nie pogaszono płonących lamp. Nakazywał też surowo zniszczyć wszystkie bałwany jako wyobrażenia diabła (…) Całą noc z soboty na niedzielę Jezus nauczał przed bałwochwalnicą, sam pomagał rozbijać bałwany i objaśniał w jaki sposób mieli rozdać kawały kruszcu” [1].
Opis postawy pierwszych chrześcijan (ks. Piotr Skarga):
Co tym za wielką cnotę i mężny, a z miłości Bożej i ludzkiego zbawienia pochodzący uczynek, ku wiecznej chwale ich i odpłacie poczytano jest. Czym nie czynili szkody bliźnim, ale je do rozumu dobrego i poznania prawego Boga prowadzili i na to żywot swój i gardło ważyli; woląc umrzeć, a czci Boskiej i duszom ludzkim pomóc; bo i oni poganie, którzy na tego Epimacha, albo i Teodora i innych ono serce mężne patrzyli, gdy mówili: jam spalił, jam to pokołatał, przeto abyście czartów swoich nieprzyjaciół w takiej czci nie mieli i jemu należną cześć oddając, zbawienie swoje pozyskiwali; nie mogło być, aby się byli niektórzy tym nie budowali i ku lepszemu baczeniu i swojemu dobremu nie przywodzili” [2].
Św. Franciszek Ksawery:
Kiedy dowiaduję się od nich (dzieci pogańskich rodziców – przyp. moje MS) o bałwochwalczych obrzędach, które mają się odbyć w wioskach, (…) zbieram wszystkich chłopców i ruszamy do tych miejsc, gdzie diabeł potraktowany bywa z ich rąk gorzej, niż był uczczony przez ich rodziców. Malcy chwytają za niewielkie, gliniane figurki, tłuką je, rozbijają na proch, opluwają je i depczą po nich nogami” [3].

Św. Cezary z Arles:
Nie dopuszczajcie żadną miarą do naprawiania świątyni pogańskiej, a raczej gdziekolwiek ją spotkacie, dążcie do jej zburzenia i rozebrania. Również święte drzewa wycinajcie z korzeniem. Ołtarze diabelskie doszczętnie niszczcie” [4].

Św. Marcin z Tours (opis postawy)”
Podobnie, gdy zburzył w jakiejś wiosce prastarą świątynię i zabierał się do sosny, która rosła w pobliżu niej, wówczas starsi tej miejscowości oraz tłum pozostałych pogan zaczęli się temu sprzeciwiać. I chociaż ci sami, gdy burzył świątynię z nakazu Pana, zachowywali milczenie, to jednak teraz nie pozwalali, aby zostało ścięte drzewo. On napominał ich gorliwie, że w pniu drzewa nie ma nic świętego, że powinni pójść raczej za Bogiem, któremu on służy; to drzewo trzeba zaś ściąć, bo było poświęcone demonom”  
Opowiem też, co się zdarzyło w wiosce Eduów, gdzie rozszalały wielki  tłum pogańskich chłopów napadł na Marcina podczas burzenia tamtejszej świątyni, a jeden z pogan, zuchwalszy od innych, dobywszy miecza zmierzał w jego stronę. On, odrzuciwszy płaszcz, nadstawił temu, który chciał go zabić, obnażoną szyję. Poganin nie zawahał się go uderzyć: lecz gdy podniósł wyżej prawicę, upadł przegięty do tyłu i porażony Bożym lękiem błagał o przebaczenie. Podobnym do tego było wydarzenie następujące: w czasie niszczenia bożków, ilekroć ktoś chciał go zranić nożem, w tym samym momencie broń była mu wytrącona z ręki i znikała. Wieśniakom zaś mówiącym mu, aby nie niszczył ich przybytków, pobożnym kazaniem zazwyczaj tak uśmierzał pogańskiego ducha, że po ukazaniu im prawdy oni sami wywracali swoje świątynie” [5] .
Przypisy:
1. Cytat za: „Żywot i bolesna Męka Pana naszego Jezusa Chrystusa i Najświętszej Matki Jego Maryi wraz z Tajemnicami Starego Przymierza według widzeń  błogosławionej Anny Katarzyny Emmerich„,  Wrocław 2009, s. 662.
2. Cytat za: Ks. Piotr Skarga, „Żywoty Świętych Starego i Nowego Zakonu. Na każdy dzień przez cały rok. Wybrane z poważnych pisarzów i doktorów kościelnych”, tom II, Petersburg 1862, s. 595 – 596.
3. Cytat za: Ruth A. Tucker, „Sławni i nieznani”, Warszawa 1995, s. 43.
4. Cytat za: Św. Cezary z Arles, „Kazania do ludu (1-80)„, Kraków 2011, s. 301.
5. Cytat za: Sulpicjusz Sewer, „Pisma o św. Marcinie z Tours. Żywot, listy, dialogi„, Tyniec, s. 75 – 76; 79.

za: http://salwowski.net/2018/01/08/o-niszczeniu-poganskich-bozkow/

czwartek, 11 stycznia 2018

Osobiste postscriptum. Dziesięć lat Summorum Pontificum

Osobiste postscriptum. Dziesięć lat Summorum Pontificum



Poświęcam pamięci o. Bernarda-Marie Dewilde’a (1952‒2014)
Do regularnego uczestnictwa w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego, czyli w tzw. Mszy trydenckiej, dołączyłem dosyć późno. To musiała być prawdopodobnie druga połowa roku 2010, po powrocie z rekolekcji liturgicznych „Mysterium fascinans”, które odbyły się we wrześniu tamtego roku. Pamięć jest zawodna i mogło to być też nieco wcześniej – rzecz już nie do ustalenia, ale wyraźnie odciśnięte w pamięci wrażenia zarówno z Mszy śpiewanej, jak i cichej z tych rekolekcji wskazują na ten okres. O tym, że chcę tego uczestnictwa, że chcemy go jako rodzina, wiedzieliśmy przynajmniej rok, a możliwe, że dwa lata wcześniej, a jednak nie podjęliśmy skutecznie tego duchowego wezwania. Pierwsza nieudana próba rozpoczęcia stałego uczęszczania na Mszę trydencką – prawdopodobnie był to grudzień 2008 roku – zakończyła się stłuczką samochodową i małżeńskim nieporozumieniem. Cóż, dobre rzeczy nieraz napotykają trudności. Wcześniej w „starej” Mszy zdarzyło się nam brać udział tylko dwukrotnie i nie byliśmy tym doświadczeniem porwani. Co więcej, bardzo chcieliśmy w niej uczestniczyć aktywnie, gdy tymczasem nawet nie byliśmy w stanie rozpoznać części Mszy. Dziś, po latach, trudno mnie samemu pojąć tę całkowitą obcość rytu będącego w sercu katolickości, przeżywaną przez zaangażowanych w wiarę katolików. Pierwszy przypadek uczestnictwa to była bardzo uroczysta Msza święta w kościele św. Benona na warszawskim Starym Mieście, a drugi Msza cicha w tej samej okolicy, w kościele Nawiedzenia NMP na Przyrynku. Z powodu trudności w odbiorze tej liturgii do Mszy w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego przybliżaliśmy się raczej z przekonania niż jakiegoś rodzaju religijnej przyjemności.
Owo przekonanie, że liturgia – i to nie byle jaka – jest, jak mówi Sobór Watykański II w Konstytucji o liturgii świętej, „źródłem i szczytem życia chrześcijańskiego”, dojrzewało w nas przez jakiś czas. To dojrzewanie było przede wszystkim poszukiwaniem odpowiedzi na pytanie, jaka jest autentyczna modlitwa Kościoła. Aspekt estetyczny – często podkreślany przy okazji celebracji Mszy trydenckiej – znajdował się w tle, ponieważ nie mieliśmy żadnych bardziej szczegółowych wyobrażeń o tym, jak taka Msza wygląda czy powinna wyglądać, a wspomniane pojedyncze doświadczenia nie wypadły zbyt budująco, w dużej mierze zapewne przez dezorientację. Trudności z „przebiciem się” do starej liturgii na początku dawały wrażenie obcowania z czymś całkowicie odmiennym od nowej Mszy, czyli Mszy znanej z większości kościołów na świecie.

Jak zatem doszło do liturgicznej „konwersji” naszej rodziny? Najpierw – prawdopodobnie około roku 2001 – miało miejsce zetknięcie z liturgią według nowego rytu, którą odprawiali warszawscy dominikanie w swoich kościołach na Starym Mieście i Służewie. Było to zetknięcie z czymś odmiennym od przeciętności i braku poczucia obecności świętości podczas Mszy parafialnych. Potem nastąpiło zetknięcie z liturgią – naprawdę dla nas wtedy przejmującą – we Wspólnocie Błogosławieństw we Francji w domu Świętego Łukasza w Cuq-les-Vielmur. Znaczące było dla nas to, że na wzór życia mnichów życia liturgiczne ‒ nie tylko Msza ‒ znajdowały się tam na pierwszym miejscu. W domu wspólnoty we Francji, z którym byliśmy związani, elementy duchowości charyzmatycznej nie szły w parze z liturgiczną bylejakością i lekceważeniem formy. Pietyzm kapłanów podczas odprawiania Mszy, śpiewy gregoriańskie i te zaczerpnięte z tradycji wschodniej, nieustanna adoracja Najświętszego Sakramentu. Zobaczyliśmy tam wtedy niezwykłą, jak nam się wtedy zdawało, a po prostu przedsoborową „zastawę” ołtarzową, którą kapłani wspólnoty przygarniali z miejsc, gdzie „nie była potrzebna”, do tego przywiązanie do gestów, godna oprawa muzyczna. Jak wspomniałem, wiele tam było fascynacji chrześcijańskim Wschodem, ale te zapożyczenia także ułatwiły nam później zrozumienie sensu i smaku tradycji liturgicznej Zachodu. We Wspólnocie Błogosławieństw lubiano powtarzać, że liturgia jest „antycypacją Królestwa Bożego”. To proste stwierdzenie pracowało w nas i urabiało nowego ducha, który potem, gdy okrzepł, pozwolił nam się oderwać od wschodniego liryzmu liturgii obecnej w naszym domu we Francji czy też w liturgii nowodominikańskiej. Równocześnie docierało do nas, że liturgia to nie tylko czas spotkania wspólnoty, miejsce „dystrybucji” sakramentów, skupienie na modlitwie czy możliwość doświadczenia piękna. Liturgia nie wyczerpuje się i nie tłumaczy w tych poszczególnych swoich elementach, które cząstkowo można głębiej przeżyć gdzie indziej. Rytuał liturgiczny ‒ odprawiony z zachowaniem własnych zasad ‒ jest uczestnictwem w innej rzeczywistości. Jest inicjacją i przejściem. Przejściem człowieka przez czas niedostępny w codzienności, ale i przejściem Boga, Jego wielkim i niemożliwym do pojęcia przybliżeniem się do nas. Może właśnie dlatego ostatecznie nie zraziło nas to, że nic nie pojęliśmy z pierwszych doświadczeń z Mszą?[1] W tym samym okresie, w innej wspólnocie katolickiej, zobaczyliśmy, jak liturgia może być poniewierana, jak nic nie znaczy, jak się ją skraca, uczłowiecza, pozbawia misterium. Wszystko to miało miejsce w takim natężeniu, że liturgia ta stawała się udręką, a nie pokarmem duszy.

Około roku 2006 przełożonym „naszego” domu Wspólnoty Błogosławieństw został o. Bernard-Marie Dewilde, były benedyktyn z opactwa we Flavigny, który po roku szabatowym spędzonym we Wspólnocie Błogosławieństw został tam już, po okresie próbnym, na stałe. Benedyktynem był od roku 1974, a kapłanem we Wspólnocie Błogosławieństw od 1996, w ostatnich latach życia pełnił funkcję przełożonego wszystkich braci. Znał on dawną liturgię i poprzez rozmowy popchnął nas w jej kierunku. To popchnięcie nie było niczym wielkim. Starożytna liturgia katolicka już wtedy bardzo nas pociągała, ponieważ była dla nas świadectwem wcielonej ciągłości wiary, czymś własnym, a nie jak w przypadku elementów zapożyczonych ze Wschodu – pięknych, bo egzotycznych. Jednak równocześnie wciąż odczuwaliśmy w Kościele klimat niepewności, czy na pewno właściwe jest przywiązanie do tej Mszy. Tymi niepewnościami, a jednocześnie skłonnościami dzieliłem się z naszym przełożonym. Byliśmy wtedy kimś w rodzaju oblatów we Wspólnocie Błogosławieństw. Ojciec Bernard-Marie zareagował zdawkowo, ale z pełnym zrozumieniem: „dobrze, że szukacie w tę stronę, to wielka tradycja Kościoła”. W tamtym kontekście było to jak zdjęcie z serca ciężaru. Dziś trudna jest chyba do wyobrażenia ta atmosfera, podobnie jak nam już wtedy wydawała się niemożliwa atmosfera ucisku wobec Mszy i ludzi jej wiernych z lat wcześniejszych. Choć pewnie w różnych środowiskach niechętnych tradycyjnej liturgii rzymskiej klimat taki mógłby powtórzyć się w obu wersjach jeszcze dzisiaj. Jednak dziesięć lat po Summorum Pontificum nurt katolicyzmu tradycji jest na tyle szeroki, że nikt nie pozostanie sam z liturgicznymi odkryciami, w których to, co stare, naraz okazuje się bardzo nowe.
Gdy dziesięć lat temu Papież Benedykt XVI za pomocą motu proprio Summorum Pontificum (które zastąpiło ograniczone w zakresie motu proprio Ecclesia Dei) „uwalniał” dawniejszą formę katolickiej liturgii objętą do tego czasu rzekomymi kościelnymi zakazami, za swoje przyjąłem słowa, jakie w „Christianitas” ukazały się w roku następnym, a które sformułował redaktor naczelny naszego pisma Paweł Milcarek. W tym czasie ‒ w roku 2008, po rocznej roli współpracownika ‒ dołączyłem też do zespołu kwartalnika, który stał się moim środowiskiem życia i pracy.
Trzydzieści i czterdzieści lat temu zostawało się tradycjonalistą po prostu dlatego, że odmawiało się zupełnie wprost i bezczelnie propozycji porzucenia z dnia na dzień tego, co jeszcze wczoraj wszyscy czcili jako najświętsze lub szanowali jako uświęcone wiarą stuleci. Dwadzieścia lat temu można było zostać tradycjonalistą już choćby ze wstrętu do tandety nazywanej przypadkowo „szlachetną prostotą”i nieuctwa traktowanego jako „oczyszczenie”, podniesionych do rangi cnót „współczesnego człowieka”. Dziesięć lat temu zostawało się tradycjonalistą wtedy, gdy się odkrywało to, co „stare” jako absolutnie nowe, tak wyraźnie różne od świeżej „tradycji”z lat 60. i 70., i gdy się „wracało do źródeł”wbrew neoneoscholastyce Rahnera. Dzisiaj jest się tradycjonalistą, gdy się wita z radością i zaangażowaniem „nowe treści”wnoszone do życia Kościoła przez Benedykta XVI – a te nowe treści to: przywrócenie starej Mszy i utradycyjnienie mszału nowego, akcent na Ojcach Kościoła, przerzucanie pomostów do Magisterium dawniejszego niż osobista pamięć większości biskupów…[2]
Nieco wcześniej, w grudniu 2007 roku, dość buńczucznie pytałem na swoim blogu:
Co dzieje się w naszych seminariach, czy odprawia się tam Mszę tradycyjną, czy uczy się starego mszału? Nawet jeśli nie wszyscy księża muszą odprawiać mszę tradycyjną, to z pewnością wszyscy powinni znać jej zasady, ponieważ może zajść potrzeba jej odprawienia, ponieważ to papież nałożył obowiązek jej znajomości ostatnim dokumentem. Nie mamy do czynienia z rytem lokalnym, ale z nadzwyczajną formą rytu powszechnego. Czy czytają mnie jacyś księża, seminarzyści? Jak to jest w tym katolickim i ponoć ultramontańskim kraju?[3]
Pewne rzeczy się nie zmieniły zbytnio przez te dziesięć lat, dawna liturgia wciąż zyskuje popularność dzięki bardzo już licznym środowiskom świeckich, którzy w starych formach odnajdują zawsze odnawiające źródło życia duchowego. Właściwie tak chciał Sobór Watykański II, świeccy stali się stanem w Kościele, który dziś zachowuje to, co duchowni chcieliby może porzucić. Paradoks ‒ z perspektywy historii ‒ tej sytuacji zauważył Paweł Skibiński w swoim studium na temat soborowej teologii laikatu:
Paradoksalnie więc możemy zaryzykować tezę, że bez soborowego nauczania na temat świeckich znacznie trudniej byłoby wiernym przywiązanym do tradycji łacińskiej skutecznie upominać się o miejsce tradycji liturgicznej w życiu Kościoła…[4]
Nie pamiętam już tej Mszy (moja Żona także nie), która zapoczątkowała nasze regularne uczestnictwo w liturgii rzymskiej; na pewno było to w podwarszawskim Brwinowie. Po niej nastąpiły jednak setki kolejnych Mszy, które ułożyły się w życiowe doświadczenie, że ta „forma nadzwyczajna” jest już dla naszej rodziny formą zupełnie zwyczajną w przeżywaniu wiary. I Bogu dzięki za takie czasy w Kościele.

Tomasz Rowiński
 http://christianitas.org/news/osobiste-postscriptum-dziesiec-lat-summorum-pontificum/

wtorek, 9 stycznia 2018

Dwaj włoscy arcybiskupi wsparli hierarchów z Kazachstanu w sprawie Amoris laetitia

Dwaj włoscy arcybiskupi wsparli hierarchów z Kazachstanu w sprawie Amoris laetitia

Dwaj włoscy arcybiskupi wsparli hierarchów z Kazachstanu w sprawie Amoris laetitia
Fot. Pexels.com, Flickr / Fondazione Costruiamo il Futuro, Wikimedia

Dwaj włoscy arcybiskupi, w tym były nuncjusz w Stanach Zjednoczonych, dołączyli do trzech biskupów z Kazachstanu, podpisując się pod oświadczeniem potwierdzającym „niezmienne prawdy o małżeństwie sakramentalnym” – podała włoska katolicka strona internetowa Corrispondenza Romana.

Podobnie jak hierachowie z Kazachstanu arcybiskup Carlo Maria Viganò, były nuncjusz apostolski w Stanach Zjednoczonych i Jego Ekscelencja Luigi Negri, emerytowany arcybiskup Ferrary-Comacchio skrytykowali oficjalną interpretację Amoris laetitia argentyńskich biskupów, wspartą przez papieża Franciszka.

W ubiegłym miesiącu papież postanowił oficjalnie ogłosić za „autentyczne Magisterium” wytyczne biskupów z Buenos Aires dotyczące interpretacji adhortacji Amoris Laetitia, powstałej po Synodzie o Rodzinie.

W oświadczeniu opublikowanym przez biskupów Kazachstanu w Święto Świętej Rodziny (31 grudnia), hierarchowie ostrzegli, że dopuszczenie zarówno osób „rozwiedzionych”, jak i żyjących w ponownych (cywilnych) związkach do Komunii Świętej, która jest najwyższym wyrazem jedności Chrystusa Oblubieńca z Jego Kościołem, oznacza w praktyce w pewien sposób aprobatę lub legitymizację rozwodu i w tym sensie jest rodzajem wprowadzenia rozwodu w życiu Kościoła.

Hierarchowie: Tomasz Peta, arcybiskup metropolii Najświętszej Maryi Panny w Astanie; Jan Paweł Lenga, arcybiskup emerytowany z Karagandy oraz Atanazy Schneider, biskup pomocniczy archidiecezji Najświętszej Maryi Panny w Astanie, rok po wystosowaniu apelu wzywającego do modlitwy, aby papież zachował katolickie nauczanie o małżeństwie stwierdzili, że każda zmiana w sakramentalnej dyscyplinie, pozwalająca rozwodnikom żyjącym w nowych związkach przyjmować Komunię Świętą, jest „obca całej Tradycji wiary katolickiej i apostolskiej”.

Mając na uwadze „narastający zamęt” szerzący się wśród duchownych i świeckich, biskupi potwierdzili odwieczne nauczanie Kościoła na temat nierozerwalności małżeństwa.

Arcybiskup Carlo Maria Viganò został wyświęcony na kapłana 24 marca 1968 roku. Wstąpił do służby dyplomatycznej Stolicy Apostolskiej w 1973 roku i brał udział w misjach dyplomatycznych w Iraku oraz Wielkiej Brytanii. Został mianowany specjalnym wysłannikiem i stałym obserwatorem Stolicy Apostolskiej przy Radzie Europy w Strasburgu w 1989 r., a także nuncjuszem apostolskim w Nigerii przez papieża Jana Pawła II w 1992 r. Po zakończeniu misji w Nigerii, Viganò pracował jako urzędnik Sekretariatu Stanu. Został mianowany Sekretarzem Generalnym Gubernatorstwa Państwa Watykańskiego w latach 2009-2011, aż do momentu mianowania go nuncjuszem apostolskim USA. Jego brat Lorenzo jest jezuitą.

Arcybiskup Luigi Negri został wyświęcony na kapłana 28 czerwca 1972 r. 17 marca 2005 r. papież Jan Paweł II mianował go biskupem San Marino-Montefeltro. W grudniu 2012 r. został arcybiskupem Ferrary-Commacchio, gdzie pełnił posługę do 3 lutego 2017 r.

„Arcybiskup Negri znany jest jako energiczny kapłan, teolog i filozof. Biskup Viganò to z kolei uznany dyplomata i znakomity administrator” – napisała włoska agencja informacyjna Corrispondenza Romana w oświadczeniu wydanym w środę wieczorem w Rzymie.

Obaj arcybiskupi uczestniczyli w konferencji z okazji zbliżającej się 50. rocznicy wydania encykliki Pawła VI Humanae Vitae. Konferencja zatytułowana „Pięćdziesięciolecie Humanae Vitae” odbyła się w październiku na Papieskim Uniwersytecie św. Tomasza z Akwinu (Angelicum) w Rzymie. Brali w niej udział m.in. niemiecki kardynał Walter Brandmüller, włoski historyk prof. Roberto de Mattei i austriacki filozof prof. Joseph Seifert.


Źródło: lifesitenew.com., corrisponenzdaromana.it.,
AS

poniedziałek, 8 stycznia 2018

SANOK: Orszak Trzech Króli - 6 stycznia 2018

Aż 1,2 mln osób uczestniczyło w sobotę w organizowanych w 644 miejscowościach w Polsce Orszakach Trzech Króli - informują organizatorzy ogólnopolskiej akcji. Orszaki zorganizowane zostały także w kilkunastu miastach za granicą.



„Orszak Trzech Króli przeszedł wczoraj ulicami 644 miejscowości w Polsce. W całej Polsce uczestniczyło 1,2 mln osób! Powiedzieć sukces, to za mało! Dziękujemy wszystkim organizatorom lokalnych Orszaków i uczestnikom! Bóg jest dla wszystkich!” - napisali organizatorzy w jednym z serwisów społecznościowych.

Z kolei w największym orszaku w kraju, który odbył się w Warszawie, wzięło udział 80 tys. osób.

Tegorocznemu 10. Orszakowi Trzech Króli towarzyszyła kwesta pod hasłem „Mędrcy dla Wschodu”.

www.Pch24.pl