piątek, 24 listopada 2017

Netherlands: the SSPX Restores St. Willibrord's in Utrecht to Catholic Worship

On November 12, 2017, the day after the feast of St. Martin, patron saint of the archdiocese of Utrecht, Bishop Fellay, Superior General of the Priestly Society of St. Pius X, reconciled the church of St. Willibrord. 


 The church is situated in the historic center of the city of Utrecht, and 600 faithful from the Netherlands, Belgium, Luxembourg, and Germany were present. The ceremony began with the rite of reconciliation that the Roman Pontifical prescribes for restoring a sacred building to Catholic worship after it has been used for secular purposes. The bishop first blessed the “Gregorian water”, a mixture of water, wine, salt, and ashes, then sprinkled the interior walls and the ground  in the form of a cross, in order to purify the church of its profane defilements.


In his sermon, Bishop Fellay reminded the faithful that the artistic beauty of this place of worship is a reflection of the divine beauty, of which the Christian soul is also an image. He went on to point out that this sacred building has now been restored to the traditional liturgy for which it was built and that “has never been abrogated”, as pope emeritus Benedict XVI declared in his Motu Proprio Summorum Pontificum on July 7, 2007, although certain members of the hierarchy claimed it had been. The ceremony continued with a Pontifical High Mass celebrated from the faldstool, directed by the seminarians of Zaitzkofen, and enhanced by the magnificent sounds of the sumptuous organ and the baroque pieces that were sung most excellently and professionally.
After a luncheon attended by most of the faithful, the day drew to a close with Eucharistic adoration and the recitation of the rosary in this splendid church that is henceforth destined exclusively to the true worship of the one true Lord and Master of the universe.



The church was built in the 1870s, when the Catholic hierarchy was reestablished in the Netherlands. Nestled in the historic center of Utrecht, it is one of the city’s hidden treasures and one of the country’s most beautiful neo-Gothic churches. The Society of St. Pius X has just purchased this monumental jewel.
Richly decorated and perfectly preserved after a splendid interior restoration, the edifice offers a unique example of the spirit of medieval art from before Calvinist iconoclasm. The monumental organ – built by Michaël Maarschalkerweerd – is one of the building’s major attractions.



After the disaster of the Second Vatican Council, this jewel came close to being destroyed. It was saved thanks to the persistence of Fr. Winand Kotte and was classified as a historical monument and designated as a trial project for the preservation of the European architectural heritage.
By restoring true worship to an architectural jewel consecrated to St. Willibrord (657-739), the first bishop of Utrecht, apostle of Frisia and the Netherlands, where his feast is celebrated on November 7, the Society offers a concrete illustration of its holy Patron’s papal motto: omnia instaurare in Christo.


http://fsspx.news/en/news-events/news/netherlands-sspx-restores-st-willibrords-utrecht-catholic-worship-33573


czwartek, 23 listopada 2017

ROSARY ON THE COAST FOR LIFE AND FAITH 26th Nov 2017 at 2.30pm




ROSARY ON THE COAST FOR LIFE AND FAITH 26th Nov 2017 at 2.30pm
CONFIRMED LOCATIONS (as of 20th Nov 2017) PLEASE SHARE
if you spot a gap and want to fill it (no matter how small the praying group) please contact us.
email coastalrosaryireland@gmail.com or text or phone 0872786552.
VISIT OUR WEBSITE https://www.coastalrosaryireland.ie/
CHECK OUR MAP. https://www.google.com/maps/d/viewer


za: https://www.facebook.com/Rosary-on-the-Coast-for-Life-and-Faith-Ireland-388750808212828/

św. Cecylia


środa, 22 listopada 2017

Kandydaturę Bergoglio na papieża wysunął w 2005 roku kard. Martini – jak potwierdza Wielka Loża – mason




martini.mason
Dokument Loży z 2012 roku, w którym potwierdza, że kard. Martini był masonem.
Wszystko nabiera coraz większej klarowności, a w zasadzie mielibyśmy ją zawsze, gdyby nie fakt, że wszyscy zainteresowani milczą, musząc bądź chcąc, udając, że nic nie wiedzą i nic nie widzą. Jednak sami masoni nie mają żadnego problemu z głoszeniem swoich teorii, tak jak głoszenie Prawdy powinno być i było od czasów Chrystusa zawsze zadaniem Kościoła. Skoro jednak Kościół milczy, to przeciwnicy nabierają odwagi…

Kardynał Carlo Maria Martini (też jezuita, tak jak kard. Bergoglio), który zmarł 31 sierpnia 2012 roku, był znaną i barwną postacią Kościoła. To jemu zawdzięczamy to sławetne zdanie, które obiegło cały świat, że „Kościół pozostał 200 lat do tyłu”. Był zwolennikiem środków antykoncepcyjnych (jako mniejszego zła), żądał zupełnej transformacji Kościoła, porzucenia tradycji i otwarcia się na nowe wyzwania rodziny, jakie niesie ze sobą współczesny świat. W świetle tego, co głosi papież Franciszek, nie trzeba skupiać się za bardzo na poglądach kard. Martiniego, ponieważ papież Franciszek je wprowadza w życie, choć jeszcze nie w pełni.
     
Już dawno krążyły informacje, że po śmierci Jana Pawła II to właśnie kard. Martini wysunął oficjalnie kandydaturę kard. Bergoglio na stolicę Piotrową na konklawe w 2005 roku (zob. np. źródło włoskie tutaj http://www.aclibergamo.it/notizie/articolo/largentino-bergoglio-e-papa-francesco-vengo-dalla-fine-del-mondo). Wiadomo jest, że kard. Ratzinger wygrał, ale chodzą słuchy, że Bergoglio i jego zwolennicy mogli próbować zawrzeć specyficzny układ ze zwolennikami kard. Ratzingera (aby nie przedłużać czasu konklawe), że jego pontyfikat ma być krótki i przejściowy. Oczekiwano, że papież Benedykt albo odejdzie w sposób naturalny ze względu na wiek, albo… zrezygnuje. A ponieważ minęło 7 lat i papież Benedykt XVI nadal nam panował z woli Najwyższego, więc po śmierci Martiniego jego zwolennicy zdecydowali się dopomóc w jego rezygnacji. Wszyscy wiemy, jakie publiczne skandale rozpętano wokół osoby papieża Benedykta XVI, aż „zrezygnował”…

Wszystkie te informacje, o których jest mowa w powyższym akapicie, krążyły w prasie już na długo przed rezygnacja Benedykta XVI i wyborem kard. Bergoglio na stolicę Piotrową. I choć nie można ich bezpośrednio potwierdzić, to w świetle tych dwóch faktów, te właśnie powtarzane wcześniej przecieki z konklawe nabierają sensu.

W dwa tygodnie po śmierci kardynała Martini, 12 września 2012 roku, Wielka Loża Masońska we Włoszech publikuje dokument, w którym przy okazji jego śmierci oficjalnie potwierdza, że kard. Carlo Maria Martini przeszedł inicjację, wtajemniczenie do Loży Masońskiej. Znajdujemy tam zaraz na samym początku następujące zdanie:
„Jeżeli chodzi o nas, to z ogromną prostotą i z uczuciem, z bezgraniczną miłością i nieskończonym szacunkiem, pragniemy złożyć hołd naszemu bratu (sic!) Carlo Maria Martini w jego podróży do Wiecznego Orientu” (masońskie pojęcie wieczności).
Podpisali się pod tym nekrologiem, który w całej swojej dalszej treści ubliża papieżowi Benedyktowi XVI, bracia Wielkiego Demokratycznego Orientu.

Z innego źródła wiemy, że kard. Carlo Maria Martini sam się ubiegał i poszukiwał przynależności do Loży Masońskiej. Jest to pisane w książce autorstwa brata z loży Gioele Magaldi (zob. tutaj http://www.amazon.it/Massoni-responsabilit%C3%A0-illimitata-scoperta-Ur-Lodges/dp/886190159X.)
Pojawia się więc słuszne pytanie o to, kim naprawdę jest papież Franciszek, którego tak głęboko czczą masoni?
Czy też dopiero z nekrologu dowiemy się, że był ich bratem?

(post nadesłany, źródła:
http://www.traditioninaction.org/ProgressivistDoc/A_163_MartiniI.html
Italian Masonic Lodge Stated Cardinal Martini Was One Of Their Own
Cardinal Martini was a Freemason – the Lodge webpage says so)
 za;
 https://franciszekfalszywyprorok.wordpress.com/2015/02/26/kandydature-bergoglio-na-papieza-wysunal-w-2005-roku-kard-martini-jak-potwierdza-wielka-loza-mason/

poniedziałek, 20 listopada 2017

Historia upominania papieży przez wiernych

Wbrew niebezpiecznym mitom, Kościół dopuszcza teoretyczną możliwość popełnienia przez biskupa Rzymu ludzkich błędów. W historii Kościoła to się zdarzało, a wierni jako swój obowiązek pojmowali upomnienie papieża. Wielu z upominających zostało później świętymi. Tak jak niektórzy upominani, którzy pokornie przyjęli słuszne uwagi braci w Chrystusie.


Zdarzało się w dziejach, że słowa lub zachowania papieża, czy to poprzez ich treść czy formę (np. brak precyzji, zbytnią ogólność wyrażonej myśli) mogły wprowadzać zamęt wśród wiernych. Jeśli były to wypowiedzi publiczne, wtedy też – ze względu na dobro Kościoła – wierni podejmowali interwencje. Czynili tak również święci, których uwagi wobec postawy biskupa Rzymu nie tylko nie zamknęły im drogi na Ołtarze, ale niekiedy były nawet argumentami za beatyfikacją.

Święty Piotr, żydzi, poganie i napomnienie świętego Pawła
Pierwszy przykład takiej sytuacji został opisany już w Piśmie Świętym. Wczesne lata istnienia Kościoła, jeszcze za życia bezpośrednich uczniów Pana Jezusa, charakteryzował spór dotyczący obowiązku wypełniania żydowskiego Prawa przez chrześcijan. Nawróceni żydzi uważali, że poganie włączani do Kościoła powinni przestrzegać zasad starego Zakonu. Z kolei dawni poganie (np. z Antiochii), wspierani w swoich racjach m. in. przez świętego Pawła z Tarsu, mieli przeciwne zdanie. Sobór apostolski zebrany w Jerozolimie rozstrzygnął sprawę przyznając rację nawróconym nie-żydom.

Przebywający później w Antiochii święty Piotr traktował nawróconych pogan zgodnie z postanowieniami soboru, jednak po przybyciu do gminy byłych żydów zmienił zachowanie. Z tego też powodu Apostoł Narodów publicznie upomniał pierwszego papieża, bowiem – zdaniem świętego Pawła – niejednoznaczna postawa świętego Piotra wprowadzała wśród wiernych zamęt! Apostoł z Tarsu tak opisuje tę historię w Liście do Galatów:

„Gdy następnie Kefas przybył do Antiochii, otwarcie mu się sprzeciwiłem, bo na to zasłużył. Zanim jeszcze nadeszli niektórzy z otoczenia Jakuba, brał udział w posiłkach z tymi, którzy pochodzili z pogaństwa. Kiedy jednak oni się zjawili, począł się usuwać i trzymać się z dala, bojąc się tych, którzy pochodzili z obrzezania. To jego nieszczere postępowanie podjęli też inni pochodzenia żydowskiego, tak że wciągnięto w to udawanie nawet Barnabę. Gdy więc spostrzegłem, że nie idą słuszną drogą, zgodną z prawdą Ewangelii, powiedziałem Kefasowi wobec wszystkich: Jeżeli ty, choć jesteś Żydem, żyjesz według obyczajów przyjętych wśród pogan, a nie wśród Żydów, jak możesz zmuszać pogan do przyjmowania zwyczajów żydowskich?”. (Ga 2, 11-14).

Tak więc jeden wielki święty upomniał innego wielkiego świętego, gdy dostrzegł, że jego zachowanie nie było – przez brak konsekwencji – wzorcowe. Nie zrodziło to jednak wzajemnych zarzutów dotyczących schizmy, herezji czy niewierności wobec papieża. Piotr był człowiekiem pokornym i mimo szczególnej misji powierzonej mu osobiście przez Chrystusa, przyjął i zastosował się do uwag Pawła. Dzięki temu ludzie przyjmowani do ówczesnego Kościoła nie musieli (i wciąż nie muszą) poddawać się np. obrzezaniu.

Liberiusz, arianie i święty Atanazy
Upomnienia zdarzały się i później. Wartym wspomnienia jest przypadek zagubionego papieża Liberiusza, którego pontyfikat przypadł na okres rozprzestrzeniania się herezji ariańskiej. Biskup Rzymu nie sprzyjał herezji i – co więcej – opierał się błądzącemu cesarzowi, który wymagał od następcy świętego Piotra tylko potępienia stanowczo walczącego z arianizmem Atanazego Aleksandryjskiego (dziś świętego). Potępienie takie byłoby jednak równoznaczne z poparciem antytrynitarskich błędów. Gdy jednak papież został wygnany z Rzymu, a w azjatyckiej niewoli spotkał się z długotrwałymi prześladowaniami, jego opór zmalał i w końcu doszło do ekskomunikowania Atanazego.

Później Liberiusz podpisał formułę wiary niezawierającą słowa homoousios. To bardzo istotne, gdyż oznaczało, iż według papieża Chrystus, Syn Boży, nie jest współistotny Ojcu. Formuła niezawierająca słowa homoousios sama w sobie nie była heretycka, ale pozbawienie jej niezwykle precyzyjnego określenia (a więc de facto rozmycie jej) było korzystne dla heretyków i ariańskiego cesarza. Ten, dopóki żył, domagał się od Liberiusza – który po podpisaniu formuły mógł już powrócić do Rzymu – milczenia. Odwagi nabrał dopiero po śmierci władcy, jednak okres chwilowej słabości osłabił autorytet papiestwa. Ostatecznie w całym Kościele zwyciężyły racje Atanazego, dziś czczonego jako wielki święty i Doktor Kościoła. To on miał wtedy rację, a nie ówczesny papież.

Honoriusz, monoteletyzm i konsekwentne potępianie
W VII wieku zaistniał w Kościele chrystologiczny spór między patriarchą Jerozolimy Sofroniuszem (dziś świętym), a patriarchą Konstantynopola Sergiuszem. Ten drugi, chcąc dokonać pojednania ze zwolennikami monofizytyzmu (heretyckiego poglądu o wchłonięciu ludzkiej natury Jezusa Chrystusa przez naturę Boską) stworzył równie heretyckie rozwiązanie „kompromisowe” – monoteletyzm. Z przyczyn politycznych wspierał go w tym cesarz Herakliusz, pragnący za wszelką cenę pokoju wśród chrześcijan. Błędom monoteletyzmu (zakładającego, że Chrystus ma dwie natury, ale jedną wolę – co wyklucza wiarę w znanej nam formie, zgodnie z którą Pan Jezus jest i prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem) sprzeciwił się właśnie Sofroniusz.

W tym czasie papieżem był Honoriusz. Nie wspierał on herezji, ale odpisując na list konstantynopolitańskiego patriarchy nie przyjrzał się zagadnieniu wystarczająco dokładnie, zaś odpowiedzi brakowało precyzji, na czym skorzystali wyznawcy błędnej nauki.

Zaskoczony takim rozwojem sytuacji patriarcha Sofroniusz wysłał swoich przedstawicieli do biskupa Rzymu, by pouczyli papieża. Ten jednak nie wsłuchał się w głos ludzi znających z własnego doświadczenia problemy Wschodu i wysłał do heretyka Sergiusza kolejny, równie niejednoznaczny list, przyczyniając się w ten sposób w rozwoju błędów.

Honoriusz zmarł w roku 638. 11 lat później, za pontyfikatu jednego z jego następców – Marcina I – odbył się w Rzymie synod (zwołany jeszcze przez poprzednika Marcina) poświęcony potępieniu monoteletyzmu i patriarchy Sergiusza. Postawę samego Honoriusza jednak grzecznościowo przemilczano. Oburzony owym synodem cesarz wpadł we wściekłość i wysłał do Rzymu armię, która dostarczyła do Konstantynopolu papieża. Nie ugiął się on jednak przed przemocą, nie wyparł się poprawnej wiary i zmarł na Krymie.

Dopiero po kilkunastu latach, gdy w stolicy Imperium władzę objął katolik, zwołano III Sobór Konstantynopolitański, który ostatecznie potępił monoteletyzm i papieża Honoriusza, nazwanego wprost heretykiem. Papież Leon II odstąpił od tej formy mówiąc, że jego poprzednik nie był heretykiem, ale był winny szerzenia herezji, i dlatego należy go potępić. Od tego momentu Kościół zaczął przywiązywać wielką wagę do precyzyjnego formułowania doktryny, by poprzez brak jednoznaczności nie wspierać żadnych błędów.

Błądzący Jan, stanowczy król i ortodoksyjny Benedykt
Błędną doktrynę dotyczącą losów dusz po śmierci głosił z kolei papież Jan XXII. Uważał on, niezgodnie z nauką katolicką, że dusze po śmierci nie mogą oglądać Pana Boga w wizji uszczęśliwiającej (twarzą w twarz). Jego zdaniem ta łaska zostanie udostępniona zbawionym dopiero po sądzie ostatecznym.

Papież za swoje błędne poglądy był powszechnie krytykowany, a król Francji Filip VI miał nawet zadeklarować (w obliczu prób narzucenia herezji Wydziałowi Teologicznemu na Sorbonie), że jeśli Jan XXII przybędzie do Paryża to… zostanie spalony na stosie jako heretyk! Spośród duchowieństwa wyraźny opór wobec tez biskupa Rzymu prezentował cysters Jacques Fournier. Ostatecznie biskup Rzymu na łożu śmierci wyrzekł się przed wezwanymi kardynałami swoich błędów i wyraził skruchę. Przyznał też, że pogląd prezentował jako teolog, a nie jako papież.

Jego następcą został wspomniany wyżej cysters, który przeszedł do historii jako Benedykt XII. Jedną z decyzji papieża było ogłoszenie ex cathedra dogmatu o duszach, które umierając w świętości bez oczekiwania na sąd ostateczny dostępują wizji uszczęśliwiającej. W ten sposób oficjalnie Kościół potępił błędną koncepcję głoszoną przez… jednego z poprzednich papieży.

Miłość do Kościoła nie oznacza milczenia wobec błędów
Mimo, że w Kościele nie ma możliwości osądzenia urzędującego papieża, to na wiernych, zarówno świeckich jak i hierarchach, spoczywa obowiązek dbania o czystość nauczania. To jedno z głównych zadań biskupów, gdyż każdy z nich powinien być nauczycielem wiary i w ten sposób wyraźnie świadczyć o jedności w Kościele.

Interwencja konieczna jest zawsze w sytuacji gdy biskup Rzymu naucza tez niezgodnych z Prawdami Wiary, bądź – poprzez posługiwanie się nieprecyzyjnym językiem i niejednoznacznymi gestami – może przyczyniać się do zamętu lub rozprzestrzeniania się fałszywych doktryn. Papieży pouczali w historii nawet święci, czyli ludzie, którym nie sposób zarzucić podejmowania działań o charakterze schizmatyckim lub motywowanej pychą niewierności wobec Wikariusza Chrystusowego.
Człowiek może popełnić błąd. Kościół jednak nie może sobie na to pozwolić.


Michał Wałach
za:  https://www.pch24.pl/historia-upominania-papiezy-przez-wiernych,56171,i.html

niedziela, 19 listopada 2017