piątek, 20 stycznia 2017

Bp Nitkiewicz: "potępianie ekumenizmu jest herezją"

Artur Stelmasiak
Rozmowa z bp. Krzysztofem Nitkiewiczem, ordynariuszem diecezji sandomierskiej i przewodniczącym Rady KEP ds. Ekumenizmu


ARTUR STELMASIAK: – Trwa właśnie Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan. Czy nie jest tak, że formuła Tygodnia już się wyczerpała?
BP KRZYSZTOF NITKIEWICZ: – To prawda, że z ekumenizmem podczas Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan jest trochę, jak ze sztuczną choinką, którą wyciągamy na Boże Narodzenie. Później ją chowamy na strychu i przez kolejny rok leży zakurzona. Natomiast ekumenizm powinien być obecny w świadomości Kościoła przez cały rok.

– Dlaczego to takie ważne?
 – Trzeba sobie uświadomić, że podziały wśród chrześcijan są grzechem, a ekumenizm jest próbą przezwyciężenia tego grzechu. Przecież Chrystus w przededniu swojej Męki modli się o jedność swoich uczniów. Modląc się razem, rozmawiając ze sobą i współdziałając z innymi chrześcijanami wypełniamy wolę samego Chrystusa.

 – Ale nie wszyscy katolicy są przekonani do ekumenizmu.
– Niestety, nie zawsze jest idealnie. Są wrogowie, którzy mają nawet cenzusy naukowe w dziedzinie teologii i obarczają ruch ekumeniczny za kryzys Kościoła szczególnie na Zachodzie. Widzą w ekumenizmie jakąś herezje, a przecież w świetle nauczania Kościoła prawdziwą herezją jest potępianie ekumenizmu. Jestem prawnikiem i muszę powiedzieć, że nawet Kodeks Prawa Kanonicznego mówi, że ekumenizm jest obowiązkiem katolików.

– Sprzeciwianie się ekumenizmowi jest herezją. Czy dużo jest w Kościele katolickim takich "heretyków"?
– Ale ja mówię, że odrzucanie ekumenizmu jest herezją. Nikogo nie nazywam heretykiem. Ale są ludzie, którzy idą za daleko w krytyce ekumenizmu, jakby nie rozumieli tego, że taka jest wola samego Chrystusa. Taka postawa wynika z niewiedzy i nieznajomości dokumentów soborowych. Wiele się mówi, że Polacy kochają św. Jana Pawła II. Przecież ten nasz ukochany Papież w 1995 r. wydał wspaniałą ekumeniczną encyklikę. Ojciec Święty jasno wskazał, że ekumenizm jest ruchem, od którego nie ma odwrotu, bo taka jest droga Chrystusa.

 –Słuchając Księdza Biskupa, odnoszę wrażenie, że potrzebujemy nawrócenia ekumenicznego.
– Oczywiście, że tak. Musimy się nawrócić przede wszystkim ze swoich osobistych grzechów, ale także trzeba jasno wskazać, że brak troski o jedność chrześcijan także jest grzechem, który wymaga nawrócenia nas wszystkich.

 http://niedziela.pl/artykul/26815  2017-01-19 17:14

Takie głupoty mogą głosić tylko posoborowi biskupi w "posoborowym" Kościele,
z którego wyeliminowano wszelkie pojęcie o herezji
Redakcja

czwartek, 19 stycznia 2017

Drzwi Gnieźnieńskie - Drzwi Świętego Wojciecha 

 

niedziela, 15 stycznia 2017

Katedra w Mediolanie


Zdjęcie użytkownika Milano è Turismo.
https://www.facebook.com/turismo.milano/?hc_ref=NEWSFEED&fref=nf
Komentarze

piątek, 13 stycznia 2017


 APOKALIPSA [początek Apokalipsy?]- "Panna obleczona w słońce i księżyc" 23.09.2017[?]


czwartek, 12 stycznia 2017

 Klimuszko APOKALIPSA 2017 -NAJBARDZIEJ PRZERAŻAJĄCA WIZJA jasnowidza III Wojna Światowa Potop


środa, 11 stycznia 2017

Apostazja Irlandii

Kościół przestał walczyć

 - Nie tak dawno uznawana za najbardziej katolicki kraj w Europie Irlandia teraz znajduje się na drugim biegunie. Dlaczego tak się stało i co dalej robić, opowiada John Waters, irlandzki pisarz i felietonista.
Maciej Rajfur: Polaków i Irlandczyków łączyło niegdyś to, że w ich tożsamość narodową mocno wpisany był katolicyzm. Jak dziś Irlandczycy postrzegają Polaków, ich religijność?
John Waters: Wiele lat temu, kiedy kard. Karol Wojtyła został papieżem, naród irlandzki silnie identyfikował się z Polską i polskim katolicyzmem. Dało się odczuć pewnego rodzaju poczucie solidarności naszych narodów. Jan Paweł II był przez Irlandczyków bardzo kochany. Pociągała ich jego osobowość, mówili, że jest wspaniałym człowiekiem, ale nie słuchali tego, czego nauczał. Gdyby lepiej znali jego nauczanie, pewnie by go tak nie kochali.

- Jaka jest obecnie sytuacja religijna w Irlandii?
Jeśli chodzi o sytuację katolicyzmu irlandzkiego dziś, to trudno sobie wyobrazić, żeby mogła być gorsza. Irlandia, nie tak dawno uznawana za najbardziej katolicki kraj w Europie, teraz znajduje się na drugim biegunie. Zmiana oraz jej tempo są niezwykłe, bo wszystko zdarzyło się w ciągu ostatniej dekady. Szybko i bezboleśnie przekształcono kościoły w miejsca innego przeznaczenia. W tych, które się ostały, najwięcej ludzi widzi się na Mszach sprawowanych w języku polskim, np. w Dublinie.

- To znaczy, że Polacy w Irlandii wyróżniają się swoją pobożnością?
Owszem. Po skończonej Mszy św. wychodzą przed kościół i rozmawiają ze sobą przez pół godziny. To niesamowite. Wykorzystują okazję do utrzymywania więzi i pomagania sobie. My, Irlandczycy, pamiętamy takie zjawisko jedynie przez mgłę. W Irlandii dostrzega się siłę polskiego katolicyzmu. Jednak galopująca sekularyzacja zrobiła swoje. Irlandczycy, patrząc na Polaków, myślą o nich z poczuciem wyższości: „Jacy oni zacofani, nie przyswoili sobie zasad nowoczesnego świata, nie są tak nowocześni jak my”. To wyraźny efekt dominującej ideologii. Kiedy jesteś przez nią uformowany, gorąco wierzysz lub wręcz bierzesz za pewnik, że historia musi potoczyć się w określonym kierunku. Dominuje więc przekonanie, że katolikom pozostaje spakować się i opuścić codzienną rzeczywistość. Taką propagandę wpaja się nam cały czas.
Dużą, a może i kluczową rolę w tym procesie odgrywają media.
Odpowiem w ten sposób: sam byłem kiedyś dziennikarzem, ale rzuciłem tę pracę, ponieważ doszedłem do wniosku, że rzetelne dziennikarstwo umarło. Obecnie powołaniem dziennikarzy stało się szerzenie propagandy. Nie chciałem być częścią tej propagandowej maszyny.

Dlaczego Pana rodacy odwrócili się od Boga? Jakie są przyczyny tej szybkiej i radykalnej sekularyzacji?
Fundamentalnym powodem była słaba kondycja irlandzkiego katolicyzmu. W umysłach wielu pokutował naiwny obraz wiary. Dlatego kiedy w Kościele pojawiały się skandale związane z nadużyciami seksualnymi, tak łatwo naraziły one na szwank wizerunek instytucji. Ludziom brakowało intelektualnych podstaw wiary i doświadczenia Boga. Irlandczycy nie myślą zbyt dużo o tym, w co wierzą. Tak więc pierwsza rzecz to problem rozumienia samych prawd wiary. Kolejne powody są związane z pewnymi historycznymi uwarunkowaniami. Kościół w Irlandii nabrał bardzo moralizatorskiego, konfesyjnego charakteru. W XIX wieku pełnił rolę moralnego „rządu” w kwestiach obyczajowości i seksualności. Dołożyć do tego można również fakt, że Irlandczycy byli długo pozbawieni niepodległości. Z tego powodu pojawił się u nich pewnego rodzaju kompleks niższości, symptom społeczeństw kolonialnych. Katolicyzm stał się czymś, co nie przynosi chluby, ale raczej poczucie wstydu. Uważano go za coś prymitywnego i nienowoczesnego.

Takie spojrzenie na katolicyzm pojawia się również w Polsce.
W tym sęk. Kiedy w latach 60. w Irlandii zjawiły się nowe ideologie, które były propagowane przez media i system edukacji, byliśmy zbyt słabi, aby im się oprzeć. Gdy ludzie zaczęli zastanawiać się nad wiarą, która została zakwestionowana przez te ideologie, nie potrafili jej obronić. Nie potrafili usprawiedliwić wiary nawet sami przed sobą. I wtedy zaczęli masowo ogłaszać: „Ja już nie wierzę”. Kościół stał się dla nich rytualnym zabobonem, niczym więcej. Irlandzki katolicyzm nie integruje wiary i rozumu. Ludziom wydaje się zupełnie nieprawdopodobne, że wiara jest czymś racjonalnym. W ogóle nie zakładają czegoś takiego. Kiedy im mówisz, że wiara jest racjonalna, to się dziwią. Mówią, że wiara to przeskok w coś, co nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Szczególnie w kwestiach moralnych jest prawie niemożliwe przekonać ludzi do katolickich zasad.

Na ogół mówimy o czynnikach zewnętrznych, które spowodowały sekularyzację, ale na odejście Europejczyków od wiary mocno wpłynęła także wewnętrzna słabość Kościoła.
Mieliśmy problem z księżmi. Zostawali nimi niekoniecznie ci, którzy najbardziej się do tego nadawali. Wpływało na to wiele czynników społecznych. Nieraz to matki decydowały, który syn ma iść do seminarium. Ponadto jest faktem, że bycie duchownym było czymś atrakcyjnym dla osób o skłonnościach homoseksualnych. Jako księża byli osobami szanowanymi społecznie i nikt ich nie pytał o ich homoseksualizm. W Irlandii, a może i generalnie w Kościele, jest nadreprezentacja osób o tych skłonnościach wśród duchownych. W czasie Soboru Watykańskiego II powstało wrażenie radykalnej zmiany. Wydawało się że wszystkie stare zasady dotyczące małżeństwa, rozwodów, aborcji, antykoncepcji, a także homoseksualizmu zostają odrzucone. Taka mentalność była dominująca. Znam księży, z których większość wstępując do seminarium była przekonana, że sobór zniesie celibat i będą się żenić. Dzisiaj to właśnie takich ludzi, księży lub eks- księży, najgłośniej słychać w Irlandii. To oni grają rolę autorytetów w kwestiach Kościoła, bo na takie autorytety kreują ich media. Oni mówią o tym, czym Kościół jest lub czym musi się stać, opierając się na swoich przekonaniach czy oczekiwaniach. Przeciętny odbiorca mediów nie ma pojęcia o tym, jak sprawy naprawdę wyglądają. I nie ma szansy się dowiedzieć, bo Kościół nie reaguje na obecną sytuację.

- Co powinien robić, Pana zdaniem, Kościół katolicki w Irlandii?
Na pewno nie podporządkowywać się kaprysom naszych czasów. Mówimy przecież o ponadczasowej instytucji opartej na wiecznych prawdach i powołanej do tego, by je głosić. Niestety, ludzie w Irlandii już tego nie rozumieją. Bardzo rzadko można w naszym kraju usłyszeć kogoś, kto mówiłby, czym właściwie jest wiara katolicka.

- Czyli Kościół w Irlandii znajduje się na równi pochyłej i nic nie zapowiada poprawy?
Wszystkie te czynniki, które opisałem, skumulowały się w zeszłym roku, kiedy po legalizacji „małżeństw” homoseksualnych odtrąbiono zwycięstwo nad Kościołem. Ja jednak często powtarzam, że Kościół nie został pokonany, bo Kościół w ogóle nie podjął walki. Co więcej, wielu księży stanęło po drugiej stronie barykady, wsparło „małżeństwa” homoseksualne. I to właśnie pokazuje, w jak dramatycznej sytuacji się znaleźliśmy.

- Te diagnozy mogą posłużyć nam za przestrogę. Co poradziłby Pan Polakom, żeby w naszym kraju nie doszło do sytuacji, która panuje dziś w Irlandii?
Nie mam wystarczającej wiedzy, żeby wypowiadać się na ten temat, ale wiem, że polski katolicyzm dał światu jednego z najwspanialszych papieży w historii. To pewne. Dlatego zakładam, że dziedzictwo polskiego katolicyzmu jest bogate, a jego kondycja z pewnością jest silniejsza od kondycji naszego katolicyzmu. Myślę również, że w Polsce istnieje większa szansa na integrację wiary i rozumu, co według mnie jest sprawą kluczową dla przyszłości. Istotne jest to, by człowiek potrafił rozumieć swoje miejsce w czasie i przestrzeni. Myślę o miejscu poza rzeczywistością stworzoną przez człowieka. W każdym momencie musimy zdawać sobie sprawę, że nasze życie zostało nam podarowane, że zostaliśmy stworzeni. W dzisiejszym świecie musimy wyraźnie widzieć dwa wymiary ludzkiego życia, które zawsze nam towarzyszą. Pierwszy to nasza codzienność, praca, rozrywka itd. Drugi to świadomość, że jesteśmy istotami wiecznymi, zmierzamy gdzieś dalej, jesteśmy podróżnikami. Jest w nas intuicyjne przeczucie, że dokądś podążamy, choć niekoniecznie musi być ono jasne. Ta świadomość powinna być odzyskana w kulturze. I to jest zadanie Kościoła. Myślę, że Kościół, nie tylko w moim kraju, przełączył się na tryb obronny. Szuka jakiegoś sposobu na przeczekanie obecnej sytuacji, jakby skrył się za osłoną, zamknął okiennice. Ktoś mi powiedział: „Jeżeli przeczekamy dwadzieścia lat, może ten problem zniknie”. Odpowiadam: „Jeżeli przesiedzimy te dwadzieścia lat, wszystko będzie stracone”. Nadeszły dwie krytyczne dekady, w których musimy się zregenerować. I nie chodzi tu tylko o uratowanie Kościoła, choć bez Kościoła się to nie dokona. Chodzi o uratowanie osoby ludzkiej. To jest prawdziwa stawka, o którą toczy się gra.

John Waters

jest pisarzem, felietonistą, byłym dziennikarzem, autorem kilku książek, m.in. o kondycji duchowej Irlandii, oraz stałym stypendystą Centrum Etyki i Kultury na Uniwersytecie Notre Dame w stanie Indiana w Stanach Zjednoczonych.
 http://gosc.pl/doc/3587587.Kosciol-przestal-walczyc GN 50/2016,
dodane 08.12.2016 00:00

wtorek, 10 stycznia 2017

Jasełka Gdynia AD 2017



Dnia 7 stycznia AD 2017 po Mszy św. i nabożeństwie I sobotnim nabożeństwie fatimskim, w kościele gdyńskim pod wezwaniem Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny odbyło się - jak co roku - jasełka, przygotowany wspólnymi siłami przez młodzież i dzieci z naszej parafii.
Choć ewangeliczno-kanoniczny scenariusz jest co roku podobny, tym razem licznie zgromadzenia widzowie
usłyszeli rozbudowane partie dialogów Heroda z diabłem i śmiercią. Wczytując się uważnie w tekst, widzimy jak w wiele w tej prostej wierszowanej formie jest chrześcijańskiego moralitetu. Możemy być wdzięczni naszym przodkom, że stworzyli i przekazali nam takie pożyteczne wspólnotowe przeżywanie Bożego Narodzenia.
Po takim występie, przeplatanymi śpiewanymi przez widzów kolędami, mogła nastąpić tylko burza braw.

Duchową radość dopełnił przygotowany przez wiernych poczęstunek, który pobłogosławił duszpasterz ksiądz Krzysztof Gołębiewski.

Redakcja

poniedziałek, 9 stycznia 2017

Statystyki roku 2015 w polskim Kościele. W której diecezji więcej ludzi uczęszczało na Msze Święte?

Data publikacji: 2017-01-05 09:00
Data aktualizacji: 2017-01-05 11:48:00
By James Bradley (Flickr: IMG_6827) [CC-BY-2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], via Wikimedia Commons
W Polsce nieznacznie wzrósł procent osób uczestniczących w niedzielnej Mszy Świętej w 2015 r. w stosunku do roku poprzedniego Więcej jest też przystępujących do Komunii Świętej - wynika z zaprezentowanego dziś w Warszawie raportu Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego. Badania omawiają też kult maryjny wskazując na wielka popularność nabożeństwa fatimskiego.

Udzielanie sakramentów w parafiach ma charakter masowy. W 2015 udzielono 369 tys. sakramentów chrztu św., 360 tys. sakramentów bierzmowania, 270 tys. sakramentów I Komunii św. oraz 134 tys. sakramentów małżeństwa.

W 2015 r. wskaźnik osób uczestniczących w niedzielnej Eucharystii miał tendencję wzrostową z 39,1% w 2014 r. do 39,8% w roku 2015, zaś procent osób przystępujących do Komunii Świętej wzrósł z 16,3% do 17%.
Polska posiada jedną z najlepiej ukształtowanych sieci parafialnych w całym katolickim świecie. "Ciężko jest wskazać kraje, przynajmniej w Europie, które mają tak dobrze rozwiniętą sieć parafialną" - mówił ks. dr. Wojciech Sadłoń SAC, dyrektor ISKK. Zaznaczył, że chodzi zarówno o liczbę parafii, jak też o liczbę duszpasterzy, sióstr zakonnych i świeckich w nich zaangażowanych.

Udział parafii zakonnych jest względnie stabilny od 1972 roku i stanowi około 7%. W roku 2015 na terenie parafii katolickich w Polsce mieszkało 35,5 mln osób, w tym 32,7 mln katolików (92% katolików).

W 2015 r. liczba księży zaangażowanych duszpastersko w parafiach katolickich w Polsce wynosiła 20,8 tys. Z kolei liczba sióstr zakonnych pracujących w parafiach przekracza 7 tys.

W 1991 r. wskaźniki te kształtowały się na poziomie 4 tys. katolików w parafii i 1,5 tys. katolików na jednego księdza. Obecnie wynoszą one kolejno 3,2 tys. i 1,1 tys. Jednocześnie obserwuje się wyraźny spadek powołań, co w przyszłości zdaniem badaczy może skutkować odwróceniem się tej tendencji.

Stały wzrost liczby parafii oraz liczby księży, a także nieznaczny spadek liczby wiernych odnotowany w ostatnim dwudziestoleciu wpłynął na średnią liczbę wiernych w parafiach oraz liczbę wiernych przypadających na jednego księdza. "Oznacza to, że parafia staje się coraz bliższa wiernym" - ocenił ks. Sadłoń.

Jak w poprzednich latach, największy odsetek uczestnictwa w Mszach św. odnotowano w diecezji tarnowskiej (70,5%), rzeszowskiej (64,3%) i przemyskiej (58,5%).

Co ciekawe, wzrost uczestnictwa w niedzielnej mszy - choć nieznaczny, ale zauważalny - dokonał się w diecezjach od lat charakteryzujących się najniższym odsetkiem osób przychodzących do kościoła: łódzkiej (z 24,8% do 26,6%), szczecińsko-kamieńskiej (z 24,9% do 26%) i koszalińsko-kołobrzeskiej (z 25,8% do 26,2%).
O kształcie polskiego katolicyzmu decyduje religijna aktywność świeckich, która stanowi istotny element społecznego zaangażowania Polaków. W 2014 r. działało w Polsce ponad 60 tys. przyparafialnych organizacji, które skupiały ponad 2,5 mln osób.

Oprócz nich działają również katolickie instytucje społeczne takie jak szkoły czy hospicja w sumie około 1,8 tys. Około połowa z nich działa na rzecz dzieci i młodzieży. Ponadto organizacje te udzielają wsparcia osobom starszym, ubogim i niepełnosprawnym.

"Jeśli zastanawiamy się nad Polską, jako społeczeństwem obywatelskim, czyli tym, w jaki sposób i poprzez co Polacy angażują się społecznie, to parafie i instytucje kościelne stanowią ważną część tego tzw. trzeciego sektora" - podkreśla ks. Sadłoń.

Ważnym rysem polskiego katolicyzmu jest duchowość maryjna. Cechuje ją daleko posunięta różnorodność oraz bogactwo form, praktyk i zwyczajów. Z danych wynika, że w Polsce istnieją trzy podstawowe formy pobożności maryjnej: różaniec, nabożeństwa majowe oraz nabożeństwa fatimskie.

W co czwartej parafii nabożeństwo różańcowe sprawowane jest codziennie. Niemal we wszystkich parafiach (94%) praktykowane jest w październiku. Z okazji świąt maryjnych modlitwa różańcowa odmawiana jest w co trzeciej parafii. W ponad połowie parafii różaniec odmawiany jest z okazji innych okoliczności. Nabożeństwo fatimskie obecne jest w zdecydowanej większości parafii (72%) w Polsce.

Kult Matki Bożej jest wyraźnie obecny we wszystkich parafiach w Polsce. Nie ogranicza się on jedynie do obchodzenia liturgicznych świąt. Obejmuje również wiele form pobożności ludowej.

Z badań wynika, że w zdecydowanej większości parafii w Polsce (72%) praktykowane jest nabożeństwo fatimskie. Jego najbardziej wyraźnymi rysami jest: organizowanie go w pierwsze soboty miesiąca (80%), zachęta do spowiedzi (82% parafii z nabożeństwem fatimskim) i komunii wynagradzającej (80%), wspólne odmawianie różańca (80%). Zdecydowanie rzadziej w nabożeństwach fatimskich podawana jest intencja wynagradzająca Niepokalanemu Sercu Maryi (46%) oraz odbywa się 15 - minutowa medytacja (37%).
Główną ideą przyświecającą nabożeństwu fatimskiemu jest wynagradzanie Niepokalanemu Sercu Maryi.
Zdaniem dr. Pawła Skibińskiego fenomen polskiej popularności nabożeństw fatimskich można tłumaczyć ogromnym zainteresowaniem orędziem z Fatimy po zamachu na Jana Pawła II w maju 1981 r. oraz działalnością duszpasterską kard. Wyszyńskiego. Prymas wpłynął na wychowanie polskich katolików w duchu maryjnym - wskazywał historyk dodając, że każda pielgrzymka Jana Pawła II do Polski wzmacniała kult Matki Bożej.

Rozwój pobożności maryjnej oraz nabożeństwa fatimskiego z punktu widzenia religijności wydaje się istotne z punktu widzenia trwałości polskiego katolicyzmu oraz procesów sekularyzacji.

Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego jest pierwszym w Polsce ośrodkiem badań nad religijnością oraz duszpasterstwem. Został założony w 1972 r. przez Stowarzyszenie Apostolstwa Katolickiego (Księża Pallotyni). Współpracuje z Konferencją Episkopatu Polski oraz Głównym Urzędem Statystycznym.

KAI, kra

Read more: http://www.pch24.pl/statystyki-roku-2015-w-polskim-kosciele--w-ktorej-diecezji-wiecej-ludzi-uczeszczalo-na-msze-swiete-,48581,i.html#ixzz4UupejzbH

Najbardziej doniosła w tej statystyce jest informacja o nabożeństwie fatimskiej, która przygotowuje naród polski  na przyszła wojnę.
Redakcja

niedziela, 8 stycznia 2017

 IV Bydgoski Orszak Trzech Króli 06.01.2017 


piątek, 6 stycznia 2017

Relikwie Relikwie Trzech Mędrców

 
 
Relikwie Trzech Króli spoczywają w katedrze pw. św. Piotra i Najświętszej Maryi Panny w Kolonii. Zdjęcie: STADT KOELN/

Artykuł opublikowany na stronie: http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/173743,upadli-na-twarz-i-zlozyli-mu-poklon.html
(..) Relikwie Relikwie Trzech Mędrców miała odnaleźć cesarzowa św. Helena. Przesłane do nowego Rzymu budowanego przez cesarza Konstantyna pozostawały tam do czasu, aż św. Eustorgiusz, biskup Mediolanu (344-355), chwalony przez potomnych jako wielki obrońca wiary, otrzymał je od cesarza i umieścił w swojej katedrze. W 1163 r. Fryderyk I Barbarossa napadł na Mediolan i za namową arcybiskupa Kolonii Reinalda von Dassel zrabował relikwie i z wielką pompą – przez Burgundię – dokonał ich retranslacji do Kolonii, gdzie złożył je w specjalnej kaplicy ówczesnej katedry. Z czasem przeniesiono je do nowo budowanej katedry pw. św. Piotra i Najświętszej Maryi Panny. Spoczywają w olbrzymim, przebogatym, potrójnym sarkofagu-relikwiarzu imitującym trójnawową bazylikę, będącym arcydziełem średniowiecznej sztuki złotniczej. Mikołaj z Verdun, a później i jego uczniowie pracowali nad nim łącznie 30 lat (1190-1220). Relikwiarz (długość 220 cm, szerokość 110 cm, wysokość 155 cm) pokryty jest ponad tysiącem szlachetnych kamieni i pereł oraz emaliowanymi medalionami, z których wiele pochodzi z czasów rzymskich, o czym świadczą ich pogańskie motywy (np. głowa Meduzy czy postacie tancerek). Relikwiarz otoczony jest też 74 figurami z pozłacanego srebra. Ponad trzysta kamei na relikwiarzu stanowi największy zbiór tej biżuterii na świecie. Warto dodać, że Kolonia po Rzymie i Composteli stała się wtedy trzecim najważniejszym miejscem pielgrzymkowym w Europie. Kult – jak podkreślano – Trzech Króli z Kolonii był w cesarstwie usilnie propagowany, a cesarze po koronacji w Akwizgranie pielgrzymowali już nie do Rzymu, ale do Kolonii. Do jeszcze większego wzrostu popularności kultu Trzech Króli – również w Polsce – i rozwoju wielu wspaniałych tradycji z ich świętem związanych przyczyniło się walnie dzieło niemieckiego karmelity Jana z Hildesheim – „Historia Trium Regnum” [XIV w.].(...)

Artykuł opublikowany na stronie: http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/173743,upadli-na-twarz-i-zlozyli-mu-poklon.html