niedziela, 30 grudnia 2018

Biskupi w Polsce boją się poruszać temat kryzysu w Kościele

 


"No, niestety w Polsce, ...  jestem już 8 lat, nie znalazł się ani jeden biskup, który chciał się podnieść takiego tematu (...)  ja ich rozumiem... oni nie mają tej odwagi nawet żeby gdzieś cicho porozmawiać, w pokoju jakimś... oni się boją wypowiedzieć swoje zdanie... to jest fałszywe, trzeba rozmawiać...

...to znaczy ja nie wiem, czy to jest taka zmowa milczenia, czy presja strachu, uwikłanie nie wiadomo do czego. Jeszcze nie mogę dać sobie na to odpowiedzi... ale od Boga jednak to nie pochodzi. Gdyby pochodziło od Boga, to z obfitości serca mówiły by usta...

Odpowiedział na telewizji wRealu.24.pl  (audycja nadana 11.12.2018) ks. abp. Jan Paweł Lenga na pytanie dr Stanisława Krajskiego "Czy ksiądz arcybiskup rozmawia  innymi kapłanami czy biskupami,  na te tematy, o kryzysie w Kościele,  jaki powinien być dobry kapłan i dobry biskup?"

Od siebie dodajmy postawienie diagnozy co do stanu Kościoła, oznaczałoby koniec "świętego spokoju", gnuśności duchowej i zdefiniowaniu przyczyn kryzysu.

 ://www.youtube.com/watch?v=ng6NHy9ppcc  od 8'39''
https://wrealu24.pl/biskupi-w-polsce-boja-sie-poruszac-temat-kryzysu-w-kosciele/

sobota, 29 grudnia 2018

O kołysce za króla Augusta III - ks. Jędrzej Kitowicz

 

O kołysce

Jak wiele rzeczy o Panu Jezusie mamy z rewelacyj św. Teresy, św. Brygitty, św. Mechtyldy i innych tym podobnych świętych, o których rzeczach nic nie mówią Ewangelie ani inne Pismo święte, tak trzeba rozumieć i o kołysce, czyli kołysaniu Pana Jezusa, że początek swój bierze albo z jednej z tych rewelacyj; albo jeżeli i w tych nie ma nic o nim, to z pobożnej ojców bernardynów imaginacji, u których samych tylko odprawowała się ta kołyska nie w kościele, ale w izbie jakiej gościnnej przy forcie klasztornej będącej. Ceremonia ta mała niewielom wiadoma była i niemal tylko dewotom i dewotkom bernardyńskim znajoma. Schodzili się na nią zaraz po obiedzie; była zaś takowa: kolebka zwyczajna, w jakiej kołyszą dzieci, ale jak najsuciej w kwiaty i materią bogatą ubrana, stała na środku izby; w niej osóbka Pana Jezusa miary dziecięcia zwyczajnej, w pieluszki bogate uwinionego, śpiącego. W głowach kolebki osoba dwułokciowa Najświętszej Panny, w suknie według mody ustrojona, w głowach św. Józefa, żydowskim krojem, ale w światłe materie ubranego.

Całe zgromadzenie klasztorne klęcząc formowało cyrkuł około kolebki, śpiewające pieśń do usypiania Dziecięcia Pana Jezusa przystojnie złożoną. Gwardian z jednej strony, a pierwszy po nim w stopniu godności z drugiej strony klęczący kołysali kolebkę śpiewając razem z drugimi. Po skończeniu pieśni gwardian, powstawszy, mówił modlitwę z wierszem i odpowiedzią, śpiewanym tonem; potem dawał ludowi zgromadzonemu aspersją i na tym kończyła się ceremonia, która nie trwała dłużej nad pół godziny i nie bywała, tylko raz jeden w rok, w sam dzień Bożego Narodzenia. NB. O kolędzie i Ewangeliach .
(...)

czwartek, 27 grudnia 2018

Dlaczego katolicy wychowani na Novus Ordo wybierają tradycyjną mszę łacińską?

Dlaczego katolicy wychowani na Novus Ordo wybierają tradycyjną mszę łacińską?



Wielu z tych, którzy dorastali przed Soborem Watykańskim II, nie może zrozumieć, 
jak dla kogoś, kto urodził się później — powiedzmy po 1970 r. — tradycyjna msza łacińska może być atrakcyjna. W końcu — myślą sobie — kto chciałby się cofnąć
 do czasów, gdy ksiądz „stał tyłem do ludzi” i „mamrotał coś w martwym języku”;
 do czasów, kiedy do komunii przystępowało jedynie „parę babć”, a gdy te same
 babcie odmawiały różaniec, reszta parafian „bujała w obłokach”? Wciąż pamiętam,
 jak słyszałem takie argumenty, kiedy w połowie lat 90. jako szesnastolatek
 chodziłem na spotkania katechumenatu dorosłych w parafii św. Alberta Wielkiego
 w mieście North Tonawanda, w stanie Nowy Jork. „Podoba ci się łacina, co?”
 zapytał diakon Brick, mój nauczyciel, ukazując na twarzy grymas niezrozumienia, 
gdy powiedziałem mu, że wolę tradycyjną mszę. Diakon Brick i jego rówieśnicy nie potrafili pojąć, dlaczego jakikolwiek młody katolik chciałby powrócić do przeszłości, 
którą oni, jak sądzili, pogrzebali na dobre.



Moje doświadczenie było inne od doświadczenia diakona Bricka. Korzystaliśmy z mszalików, których nie dało się łatwo wertować w przód i w tył, od modlitw
 wstępnych do czytań na dany dzień. Gdy wierni nie odpowiadali wystarczająco
 głośno, ksiądz wykrzykiwał sarkastycznie: „Nie słyszę was!” Niektóre osoby
 rozmawiały przez całą mszę. Niemal do samej komunii bez przerwy wchodzili do kościoła spóźnialscy. 
Komunii udzielano wszystkim, bez względu na to, czy ktoś dopiero przyszedł, 
czy nie przywiązywał uwagi do tego, co się działo. Oprawę muzyczną zawsze
 stanowiły folkowe pioseneczki w stylu Peter, Paul and Mary albo wybrane utwory Marty’iego Haugena bądź Dana Schuttego. Od czasu do czasu śpiewaliśmy 
początkowe wersy „Warownym grodem jest nasz Bóg” Marcina Lutra. Gdy 
nadchodził czas na „Ojcze nasz”, modlitwa kończyła się protestancką doksologią: 
„bo Twoje jest królestwo i potęga, i chwała na wieki.” Wtedy jeszcze nikt nie 
trzymał  się za ręce w trakcie modlitwy ani nie wznosił ich do góry podczas
 doksologii —  zwyczaj ten pojawił się później. Na myśl o przekazaniu znaku
 pokoju ogarniało mnie przerażenie, ponieważ wiązało się to z tym, że pewna
 osoba, która  przychodziła  na mszę spóźniona, wydawała się mieć przeziębienie
 albo chorobę przypominającą gruźlicę, nieuchronnie siadała przede mną
 i wyciągała do mnie rękę.

Delikatnie mówiąc, moje doświadczenia z mszy nie były duchowo uwznioślające. 
Nigdy nie czułem się, jakbym był w obecności Boga. Msza jawiła mi się jako coś 
nijakiego i kiczowatego — jako coś, co katolicy muszą znosić raz w tygodniu przez godzinę.

Dzięki programom „Katedra”, Davida Macaulaya, i „Potęga mitu”, Josepha
 Campbella, emitowanym w publicznej telewizji, mając piętnaście lat, dowiedziałem
 się, że istniało kiedyś coś takiego jak msza łacińska, która jeszcze trzydzieści
 lat wcześniej służyła  na co dzień większości katolików do oddawania kultu i że 
było tak od wieków, dopóki nie pozbył się jej papież Paweł VI i nie zastąpił
 rozmydlonym nabożeństwem w protestanckim stylu, do jakiego przywykłem.
 Byłem  zdeterminowany, aby trafić na jedną z takich łacińskich mszy i przekonać
 się, jak wygląda.

W tamtych czasach łatwiej było to powiedzieć, niż zrobić. W połowie lat 90. 
tradycyjna msza była niemalże niedostępna. Summorum Pontificum miało zostać
 wydane dopiero za trzynaście lat. Niedługo po tym, kiedy obejrzałem wspomniane programy,  „Katedra” i „Potęga mitu”, zrządzeniem opatrzności zwróciłem uwagę
 na osobliwe  ogłoszenie w dziale religijnym gazety Buffalo News: w centrum
 miasta, w katedrze św. Józefa, miała zostać odprawiona w niedzielę wielkanocną
 msza łacińska.  W jakiś sposób przekonałem rodzinę, abyśmy w niej uczestniczyli.

Jeśli nigdy wcześniej nie byliście na tradycyjnej mszy, wybierzcie się na taką
 odprawianą w katedrze w niedzielę wielkanocną, jeżeli macie możliwość. Chór 
rozpoczął mszę śpiewem Resurrexi, et adhuc tecum sum — do dziś nie słyszałem 
równie pięknego wykonania propriów. Nad głównym ołtarzem unosiły się kłęby 
dymu z kadzidła.  Niemal wszyscy z obecnych, począwszy od celebransa,
 a kończącna wiernych, byli przepełnieni czcią i powagą. Atmosfera świętości była wszechogarniająca. Zacząłem się wtedy zastanawiać, jak to musiało być w starej katedrze św. Pawła w Londynie albo w Notre Dame w Paryżu, zanim przejęli je protestanci i moderniści. Różnica  między tą mszą a każdą inną, w której wcześniej uczestniczyłem, była kolosalna,  niczym różnica między dniem a nocą. 
Nawet po tylu latach od tamtego momentu  nie trafiłem na tradycyjną mszę łacińską,
 która mogłaby się równać z tamtą.

Sześć miesięcy później byłem na spotkaniu katechumenatu dorosłych z diakonem Brickiem. Powodem, dla którego nie przyjąłem pierwszej komunii kilka lat wcześniej, 
było to, że nie zostałem oficjalnie ochrzczony. Rodzice nie mogli znaleźć dla mnie chrzestnych, ponieważ wszyscy ich znajomi odeszli, zanim się narodziłem. 
Ostatecznie dziadkowie zgodzili się zostać moimi rodzicami chrzestnymi, ale to 
nastąpiło dopiero w liceum. Przed tym, gdy miałem osiemnaście miesięcy, zostałem ochrzczony 
w obliczu zagrożenia śmiercią przez kapelana szpitalnego, jednakże Kościół nie
 uznał tego chrztu. Musiałem wtedy opuścić katechezę, zacząłem skłaniać się ku protestantyzmowi, do wiary zaś powróciłem w pełni dopiero jako nastolatek 
i to dzięki tradycyjnej mszy. Tymczasem dla księdza i diakona, którzy włączyli mnie
 do Kościoła, msza, która doprowadziła mnie z powrotem do katolicyzmu, była
 niczym klątwa. Wiele lat później proboszcz parafii, ks. Fisher, odszedł na emeryturę,
 a było to mniej więcej w tym czasie, gdy papież Benedykt wydał Summorum
 Pontificum. W swoim ostatnim kazaniu ks. Proboszcz skrytykował Papieża za ten
 ruch, twierdząc, że łacina jest przeszkodą utrudniającą uczestnictwo we mszy, 
ponieważ wierni muszą rozumieć wszystko, co się dzieje.

Dlaczego tak wielu z nas urodzonych po Soborze Watykańskim II wybiera
 tradycyjną mszę oraz nabożeństwa wbrew tym, którzy kierując wtedy Kościołem, dyskredytowali ją i sprzeciwiali się jej, i robią to do dziś, będąc nadal u jego 
steru? Wymienię kilka powodów znanych mi z doświadczenia. Pierwszym z nich
 jest to, iż wszystko na tradycyjnej mszy — łacina, westymenta, rubryki, ustawienie celebransa — nakierowane jest na Boga. Nie my jesteśmy w centrum lecz Bóg.
 Katolicy z Kościołów wschodnich nazywają mszę Boską Liturgią, ponieważ 
ma boski rodowód. Każda modlitwa, gest, obrzęd pochodzi od samego 
Pana Jezusa, apostołów lub innych świętych, którzy żyli na przestrzeni wieków.
 Każdy nowo dodany element pogłębiał nasze rozumienie celu i przeznaczenia
 mszy. Wszystkie uproszczenia i zmiany, jakie wprowadził Annibale
 Bugnini wraz ze swoją komisją, pozbawiły mszę sakralnego charakteru oraz nadprzyrodzonej mocy. Potoczny język, banalne westymenta, celebracja przy 
stole zwróconym do wiernych, protestanckie hymny, komunia na rękę sprawiają,
że msza bardziej przypomina zwykłe, towarzyskie spotkanie, a nie to czym
 naprawdę jest —  ofiarą Chrystusa na Kalwarii.

 Drugi powód jest powiązany z pierwszym. Ponieważ tradycyjna msza 
kładzie nacisk na  pieczołowitość, przyciąga ludzi, którzy pragną nabożnej liturgii
 oraz traktują wiarę bardzo poważnie. Osoby uczęszczające na Novus Ordo 
wciąż mogą być bogobojne i głęboko wierzące, kapłan zaś może z czcią 
sprawować mszę,  niemniej będzie im o wiele trudniej. Stały uczestnik Novus Ordo,
 który poważnie traktuje wiarę, będzie prawdopodobnie częściej stykał się z ludźmi,
 którzy nie podchodzą gorliwie do wiary i mają luźny stosunek do tego,
 w co wierzą i jak postępują — nowa msza raczej wzmacnia niż osłabia
 tę tendencję. Mówiąc prościej, liturgia sprawowana z czcią pomaga przeciętnemu wiernemu w uświęceniu się, a tym łatwiej mu to osiągnąć, gdy otaczają go
 podobnie myślący ludzie,  którzy skupiają się na dostąpieniu  zbawienia
 bardziej niż na dobrach tego świata.

Następną przyczyną wyższości tradycyjnej mszy jest fakt, że to nie msza łacińska, 
jaką pamiętają nasi dziadkowie. Starsi ludzie mówiący nam młodym, że
w dawnych czasach kapłani odprawiali mszę pośpiesznie i że prawie zawsze
 była to nieciekawa msza cicha, nie potrafiliby dostrzec, jak wiele troski
 i wysiłku wkładają celebransi i chóry w sprawowaną współcześnie liturgię łacińską.
 Msza śpiewana to norma, natomiast chór najczęściej wie aniżeli nie wie,
 jak wykonywać chorał gregoriański,  ksiądz przy ołtarzu jest zaś na ogół pobożny
 i celebruje mszę powoli oraz z wielką czci.

Kolejną zaletą, jaką posiada msza wszechczasów nad nową mszą, jest cykl
 czytań. Soborowi rewolucjoniści wyrzucili na śmietnik stary cykl, ponieważ ich
 zdaniem nie uwzględniał on wystarczająco Pisma. Zamiast jednorocznego cyklu,
 który podkreśla naszą upadłą naturę i potrzebę Bożej łaski, opracowano nowy,
 trzyletni, mający na celu przeprowadzić wiernych biegiem przez całe 
Pismo Święte. Z nowego lekcjonarza usunio również niewiarygodnie dużo
 fragmentów dotyczących czterech rzeczy ostatecznych i potrzeby zbawiciela.
 Na starej mszy stawia się na jakość czytań a nie ilość. Jeśli ktoś regularnie
 uczestniczy w tradycyjnej liturgii, otrzymuje co tydzień napomnienie, dzięki
 czemu istnieje większa szansa na to, że będzie dokonywał rachunku sumienia,
 żałował za grzechy i pracował nad swoimi słabościami.

To zaledwie kilka z powodów, dla których młodzi ludzie powracają do liturgii,
 jaką odrzucili ich przodkowie. Wielu z tych, którzy kochają Novus Ordo, 
nie może zrozumieć, dlaczego ktoś chciałby wrócić do tej okropnej, 
starej mszy łacińskiej. Wielu z tych, którzy wolą mszę łacińską, nie może
 zrozumieć, dlaczego chciano się jej tak ochoczo pozbyć.

Jeff Dahlberg
Źródło: OnePeterFive.com
Tłumaczenie: Robert Włodarczyk
Zdjęcie: Joseph Shaw

https://www.unacum.pl/2018/12/dlaczego-katolicy-wychowani-na-novus.html?m=1&fbclid=IwAR3tC8hBFad7CZuRxp4haCMdp2ctyEMfNsCkTlvuHM8jOein1490G0tSSzI#start

środa, 26 grudnia 2018

Dlaczego świat nie śpiewa kolęd tylko „dżingobele”?


 


Kiedyś czytałem, wypowiedz anglojęzycznych katolików, którzy skarżyli się, że stare pieśni na Boże Narodzenie zostały, wyparte przez to, co pogardliwie nazywam „dżingobele od piosenki Jingle Bells. Pieśni te miały starą, często katolicką średniowieczną konotację i przetrwały w ludowym śpiewaniu, mimo prześladowań czy nawet zakazu świętowania w krajach heretyckich tego „papistowskiego (bo nie ma go w Biblii i ustanowił je papież!) święta.
To, czego nie udało się prześladowaniami udało się wszech ogarniającej komercji z krasnalami, reniferami i orgią zakupów.

Zapoznajmy się ze słowami tej miłej dla ucha pioseneczki „Dzwonią dzwonki”:
Pędząc przez śnieg
W saniach z jednym koniem
O te pola, na które idziemy
Śmiać się całą drogę.
Dzwonki na pierścieniu ogonowym
Sprawiając, że duchy są jasne
Jakaż to zabawa jeździć i śpiewać
Dzisiejszy wieczór sań!
I taka dalej i tak dalej, tyle tylko gdzie jest …. Dzieciątko Jezus?
Nie ma! Poprawnie polityczne „święta idealne dla emocjonalnych sentymentalistów, bezbożników, a nawet i antyklerykał je przełknie.

A teraz porównajmy ze słowami starych dogmatycznych, wierszowanych polskich kolęd.

„Witaj Jezu nam zjawiony, witaj dwakroć narodzony, Raz z Ojca przed wieków wiekiem, a teraz z matki człowiekiem – dogmat Trójcy Przenajświętszej.

„A Słowo Ciałem się stało i mieszkało między nami – dogmat wcielenia bóstwa w człowieczeństwo.

„Poszli, znaleźli Dzieciątko w żłobie, Z wszystkimi znaki danymi sobie – nie bajki, ale wypełnienie wszystkich proroctw Starego Testamentu co do osoby Jezusa.

„Bo się narodził Zbawiciel, Wszego świata Odkupiciel – sens wcielenia, czyli odkupienie ludzkości.

„W nędznej szopie urodzony, Żłób mu za kolebkę dano? – przymioty Pana Jezusa, czyli tu, niepojęta pokora.

„Nie mało cierpiał, nie mało, Żeśmy byli winni sami – odkupieńcza męka Pana Jezusa i kondycja ludzkości; nikt nas nie był bez grzechu.

„A skoro przyjdziesz na głos kapłana, Padniemy na twarz przed Tobą, Wierząc, żeś jest pod osłoną, Chleba i wina – dogmat przeistoczenia, zwany Mszą św. dla dania nam Niebieskiego Pokarmu.

Świat nie chce Dzieciątka Jezus, nie che prawdy, nie chce dogmatów prawdziwej Wiary, gdzie tylko kolorowej pustki i chwilowej przyjemności.
Dlatego śpiewa i słucha „dżingobele“.

https://wrealu24.pl/dlaczego-swiat-nie-spiewa-koled-tylko-dzingobele/

 #wrealu24#kosciolwiara

Czym jest Boże Narodzenie

 Boże Narodzenie 

Drodzy Wierni!

Przeżywamy w tym dniu pamiątkę przedziwnej tajemnicy – Bożego Narodzenia. Kościół swą świąteczną liturgią zachęca nas do pochylenia się nad tą tajemnicą, do pochylenia głowy i serca nad Żłobkiem – kołyską Boga-Człowieka. Słynny pisarz Chesterton mówi: „Trzeba by naprawdę być świętym, aby napisać żywot świętego”. Napisać to znaczy pochylić się nad świętym, zrozumieć go, ocenić i opowiedzieć pisanym słowem. Jakiej że świętości potrzeba by, aby pochylić się nad po trzykroć Świętym, aby Go zrozumieć, aby ocenić to, co nam daruje w tym żłóbku.Św. Franciszek z Asyżu, Biedaczyna w brązowym habicie, syn zamożnego kupca, nie mogąc się pochylić nad Żłóbkiem Chrystusa w znaczeniu dosłownym, pochylił się nad Ewangelią, nad tą dobrą nowiną, aby pojąć i przyswoić sobie tajemnicę Narodzenia. Pastuszków olśniło cudowne światło, jego olśniła Ewangelia. Zbudował swą Szopkę Betlejemską, pierwszy Żłóbek, ułożył na nim Dzieciątko, a sam wmieszał się w tłum pasterzy i zwierząt, aby zewnętrznie być takim, jakim się widział wewnętrznie. W tym ubóstwie żłóbku dojrzał nie tylko Syna Bożego jako Odkupiciela, lecz także jako wzór dla siebie. Dlatego postanowił zostać Biedaczyną. I czymże lepszym może się okazać człowiek wobec majestatu Wcielonego Słowa? Odtąd Szopka Betlejemska, Żłóbek weszły do obrzędu dzisiejszego święta. Św. Franciszek nauczył nas patrzeć na Boże Narodziny – patrzeć oczami wiary szczerej i prostej, oczami pokory i miłości.

Trzeba więc poczuć się małym jak on, Franciszek, aby ulec olśnieniu dzisiejszego święta, liturgii, Ewangelii, tajemnicy Narodzenia, aby pojąć, że Słowo stało się Ciałem, że Bóg zeszedł na ziemię i stał się Człowiekiem, że duch związał się z materią, że Syn Boży stał się Synem Maryi Dziewicy, że Pan nieba stał się poddanym swego stworzenia.Nazwa Betlejem, miejsce narodzenia Chrystusa, oznacza – dom chleba. Nad grotą Narodzenia pogański cesarz Hadrian zbudował pogańską świątynię, aby zatrzeć ślady tego świętego miejsca. Bóg jednak nie pozwolił mu zaginąć. Św. Helena wraz z cesarzem Konstantynem wybudowała w r. 325 tam, nad grotą, bazylikę, która dochowała się do dziś. Pod głównym ołtarzem bazyliki znajduje się grota z napisem: „Hic de Virgine Maria Jesus Christus natus est” – Tu z Maryi Dziewicy narodził się Jezus Chrystus – Słowo stało się Ciałem.Z Jerozolimy do Betlejem prowadzi dzisiaj droga asfaltowa, autostrada wybudowana jeszcze przez anglików po pierwszej wojnie światowej. Wtedy, gdy Dziewica Maryja miała wydać na świat Zbawiciela, droga z Nazaret poprzez Jeruzalem była wyboista, trudna. Św. Jan nawoływał, by prostować drogę Panu, zrównywać wzgórki, zasypywać doliny. Ale mówił w sensie, w znaczeniu przenośnym i moralnym. W znaczeniu bowiem dosłownym drogi, które wiodły do Betlejem, miejsca narodzin Syna Bożego, były krzywe. Dziś do Betlejem przebiega autostrada, droga wyrównana i gładka. Lecz możemy zapytać, czy wyrównana i w sensie duchowym, moralnym, w takim sensie, o jakim myślał św. Jan, gdy mówił: „Gotujcie drogę Pańską, czyńcie proste ścieżki Jego” (Łk 2, 14)? Czy my zdobywamy się w swoim życiu na trud prostowania drogi naszego życia, by je uczynić drogami prostymi, równymi dla Chrystusa, by bez przeszkód mógł przechadzać się nimi, przychodzić do nas, rodzić się w nas i przebywać w żłóbku naszego serca?Człowiek został śmiertelnie raniony przez grzech i nosi w siebie zarodek własnej śmierci duchowej. Aby go uratować od zgonu, od wiecznej duchowej śmierci, potrzeba mu lekarza, który by przeprowadził odpowiednią operację i wydobył go ze śmiertelnego kalectwa. Bóg dobry i miłosierny widział, jak cień śmierci – umbra mortis – osłonił ziemię, złowrogo rozpostarł się nad rodzajem ludzkim. Postanowił więc zapobiec temu niebezpieczeństwu grożącemu człowiekowi ze strony anioła śmierci, zabijającego duszę. I oto Lekarz, jak nazywają Chrystusa ojcowie Kościoła, Zbawiciel przybył z nieba. W cichą betlejemską noc przybył na ziemię w widzialnej, ludzkiej postaci. Aby się uwidocznić, to odwieczne Słowo przywdziało na siebie ludzką powłokę, naturę złożoną z ciała i rozumnej, wolnej, nieśmiertelnej duszy. Odziało się materią ciała ludzkiego – stało się Ciałem. Słowo to przez wcielenie nadal pozostało Słowem, Bogiem, zostając równocześnie całym, pełnym człowiekiem – Ciałem. To Bóg-Człowiek, Jezus Chrystus, Lekarz śmiertelnie schorzałych dusz. Przyszedł na ziemię, aby własną Krwią uleczyć krew naszych żył i serc, naszą naturę uwolnić od szatańskiego jadu grzechowego, śmiertelnie groźnego dla duszy. Odtąd więc człowiek nie musi umrzeć, choć może umrzeć. Nie musi, gdyż mamy obecnego Boskiego Lekarza. Może umrzeć, gdy nie zechce skorzystać z Jego życzliwej pomocy, zabiegu i leku.Słowo stało się Ciałem właśnie w Betlejem. Były to narodziny Boże, Boże Narodzenie – zjednoczenie bóstwa z człowieczeństwem w Osobie Słowa. Było to wcielenie jedno jedyne w świecie i w historii świata. To jedyne Wcielenie, cudowne i niepowtarzalne stało się początkiem Odkupienia. Jego zakończenie odbyło się na krzyżu. Żłóbek i Krzyż, Betlejem i Golgota, narodzenie i śmierć Boga-Człowieka sprzed dwu tysięcy lat obchodzi nas bezpośrednio, dotyczy naszego losu. Narodzenie i śmierć Syna Bożego były dla nas, dla naszego zbawienia. To cudowne przybycie z nieba na ziemię boskiego Lekarza do chorych zapewniło nam ocalenie. I moje ocalenie jest w Chrystusie – u Żłóbka i pod Krzyżem. Gdy skorzystam z Jego pomocy i lekarstwa, uratuję się od śmierci, gdy Nim wzgardzę – umrze nie zaznawszy prawdziwego, pełnego szczęścia na ziemi, a tym bardziej po śmierci.
 
Papież Pius XII, w swym wigilijnym przemówieniu (1956 r.) pisał, że współczesny człowiek przeżywa jakby rewolucję, przewrót techniczny. Miał on stworzyć świat pełen dóbr i dzieł, zabezpieczyć przed biedą i niepewnością. A tymczasem „gorzka rzeczywistość” żałoby, zniszczeń i lęku, który przybiera na sile, że mimo wszystko nie udaje się „osiągnąć nawet skromnego początku długotrwałej harmonii i uspokojenia” – stoi w rażącej sprzeczności z tymi nadziejami. W przekonaniu papieża jedyna droga rozkwitu życia doczesnego i wiecznego, materialnego i duchowego, prowadzi przez Betlejem – obok Żłóbka. Dlatego też Ojciec św. w owym wigilijnym orędziu powiedział: „Ludziom na nowo stworzonym, wypatrującym po nocach jakiegoś skrawka światła i jasności, który by mógł ukoić ducha, umęczonego głębokimi przeciwieństwami obecnego wieku, wskazujemy na Boski Żłóbek Betlejemski, z którego rozbrzmiewa jeszcze zapowiedź niechybnej nadziei”. W tym celu głosem pasterzy zachęca cały świat: „Pójdźmy aż do Betlejem, a oglądajmy to słowo, które się stało, które nam Pan oznajmił” (Łk 2, 15).

Pójdźmy do Betlejem, gdyż jesteśmy zagrożeni przewrotem technicznym, zagrożeni u samych podstaw, zagrożeni w naszym życiu biologicznym i duchowym, przyrodzonym i nadprzyrodzonym. Pójdźmy do Betlejem, gdzie Słowo stało się Ciałem. Tam Ono się znajduje, tam nasz Lekarz od wszelkich schorzeń ciała i duszy grożących człowiekowi zagładą. Nie rezygnujmy więc z tego wołania Chrystusowej Ewangelii i Chrystusowego Namiestnika, najwyższego Pasterza w Kościele. Nie rezygnujmy z zaproszenia niebios, skąd Słowo przyszło i stało się Ciałem w Betlejem. Amen.
Ks.E.N.  FSSPX (Na podstawie: Józef Solecki w: Współczesna ambona, 1957 Nr 4, s. 517) 

wtorek, 25 grudnia 2018

Tylko od nas zależy czy Europa będzie jeszcze chrześcijańska


 


Tylko od nas zależy czy Europa będzie jeszcze chrześcijańska. Na razie zostały już tylko kamienie, czyli puste świątynie, które ewangelicznie wołają, że “Bóg nie umarł” („Powiadam wam, jeśli ci umilkną, kamienie wołać będą”, Łk, 19, 40). Prawdziwa Europa to Europa katedr i starej, łacińskiej Mszy św. dla której zostały wybudowane. Strzeliste wieże pokazują cel życia, z tego łez padołu jakim jest ziemia, do naszego ostatecznego celu jakim jest Królestwo Niebieskie, które objawiło nam Dzieciątko Jezus.


Wytrwajmy w wierze do końca i głośmy ją wszelkiemu stworzeniu, jak pastuszkowie.
I tego nasza Redakcja wszystkim życzy.

Foto: kościół św. Mateusza w Budapeszcie

foto z: https://www.facebook.com/ThisIsChristianEurope/photos/a.409283922536187/1449831638481405

Tryumfy Króla Niebieskiego (Triumph of the Heavenly King)

Lulajże Jezuniu

poniedziałek, 24 grudnia 2018

'Bóg się rodzi" - (God is Born)


Niebiosa, rosę spuście nam z góry



1. Niebiosa, rosę spuście nam z góry; Sprawiedliwego wylejcie, chmury. O wstrzymaj, wstrzymaj Twoje zagniewanie I grzechów naszych zapomnij już, Panie! 2. Niebiosa, rozę spuście nam z góry; Sprawiedliwego wylejcie, chmury. Grzech nas oszpecił i w sprośnej postaci stoim przed Tobą, jakby trędowaci. 3. Niebiosa, rozę spuście nam z góry; Sprawiedliwego wylejcie, chmury. O, spojrzyj, spojrzyj na lud Twój znękany I ześlij Tego, co ma być zesłany. 4. Niebiosa, rozę spuście nam z góry; Sprawiedliwego wylejcie, chmury. Pociesz się, ludu, pociesz w swej niedoli, Już się przybliża kres twojej niewoli 5. Niebiosa, rozę spuście nam z góry; Sprawiedliwego wylejcie, chmury. Roztwórz się ziemio, i z łona twojego, Wydaj nam, wydaj już Zbawcę naszego. Nagranie z płyty "Wszyscy na Ciebie czekamy", Dominikański Ośrodek Litrugiczny

Zachowujemy post wigilijny!


Wigilia Bożego Narodzenia, wigilia świąt Bożego Narodzenia (wieczerza wigilijna, wieczór wigilijny, niekiedy także gwiazdka) (z łaciny vigilia – czuwanie, straż; vigilare – czuwać) – w tradycji chrześcijańskiej dzień poprzedzający Boże Narodzenie, kończący okres adwentu.
W kościele łacińskim wigilia Bożego Narodzenia jest obchodzona 24 grudnia, w kościele greckokatolickim i prawosławnym – 6 stycznia (w związku z posługiwaniem się kalendarzem juliańskim), a w kościele katolickim obrządku ormiańskiego – 5 stycznia.
Dzień wigilii Bożego Narodzenia bywał też przesuwany. Według tradycji ludowej (wciąż żywej np. na Kielecczyźnie), w latach, gdy 24 grudnia wypada w niedzielę, wigilia nie mogła być obchodzona, ponieważ „niedziela nie przyjmuje postu”. W takim przypadku wieczerzę wigilijną urządzano już w sobotę, a Boże Narodzenie świętowało się przez trzy dni.
Zgodnie z tradycją w Polsce wieczerza wigilijna rozpoczyna się wraz z „pierwszą gwiazdką na niebie”. Jest to symboliczne nawiązanie do Gwiazdy Betlejemskiej zwiastującej narodziny Jezusa, którą według Biblii na wschodniej stronie nieba ujrzeli Trzej Królowie. Wieczerzę, jak każe obyczaj, postną, rozpoczyna się modlitwą i czytaniem fragmentu Ewangelii Mateusza lub Ewangelii Łukasza w części dotyczącej narodzin Jezusa. Potem uczestnicy wieczerzy wzajemnie przełamują się opłatkiem, jednocześnie składając sobie życzenia. Na stole przykrytym białym obrusem z wiązką sianka pod spodem ustawia się o jedno nakrycie więcej, niż wynosi liczba zgromadzonych osób. Dodatkowe miejsce przy stole wigilijnym przeznaczone jest dla niezapowiedzianego gościa, a zwyczaj ten upowszechnił się w XIX wieku. Ważnym zwyczajem towarzyszącym wigilii Bożego Narodzenia jest śpiewanie kolęd. Często też pod choinką umieszczane są prezenty, które wedle tradycji przynosić ma gwiazdor, św. Mikołaj, dzieciątko, aniołek lub gwiazdka.
W zależności od regionu i tradycji rodzinnych zestaw wigilijnych potraw jest różny, ale zwyczajowo na wigilijnym stole powinny znaleźć się wszystkie płody ziemi, a potraw powinno być dwanaście. Każdej należy spróbować, co ma zapewnić szczęście przez cały rok. Do najbardziej typowych należą: barszcz z uszkami (wymiennie w niektórych regionach Polski z białym żurem, zupą grzybową, zupą owocową lub zupą rybną), ryby, przyrządzane na różne sposoby, z najbardziej tradycyjnym karpiem smażonym i w galarecie, kapusta z grochem, kapusta z grzybami, pierogi z kapustą, kasza z suszonymi grzybami, fasola z suszonymi śliwami, paszteciki z grzybami, kotleciki z ryżu z sosem grzybowym, kluski z makiem, cukrem i miodem, makiełki, chałka z kompotem z suszonych owoców, zupa migdałowa czy z tradycji wschodniej kulebiak, gołąbki i kutia. Na Śląsku potrawami wigilijnymi są moczka i makówki. Zgodnie z polskim zwyczajem potrawy wigilijne powinny być postne, czyli bezmięsne i bez użycia tłuszczów zwierzęcych. Post wigilijny jest zwyczajem dość powszechnie przestrzeganym, mimo że w wielu wyznaniach chrześcijańskich nie jest nakazany. Biskupi łacińscy zachęcają do zachowania tego zwyczaju “ze względu na wyjątkowy charakter tego dnia w Polsce”.
W 2003 roku Konferencja Episkopatu Polski wprowadziła wierzących (i tych mniej też) w osłupienie. W liście odnoszącym się do przykazań kościelnych wskazano bowiem, że dniami postnymi i pokutnymi są jedynie piątki i okres Wielkiego Postu. Czy w Wigilię Bożego Narodzenia będzie można zjeść kurczaka? – pytały sensacyjnym tonem media. Na nic zdały się wyjaśnienia, że w tym samym liście apelowano o zachowanie postu także w dzień poprzedzający święta Bożego Narodzenia. Wizja golonki spożywanej 24 grudnia wystarczająco pobudzała zmysły i wyobraźnię. Skąd jednak w ogóle pomysł na przedbożonarodzeniową ascezę?
Skąd jednak pomysł postów? Pierwotnie wigilia oznaczała tyle co nocne nabożeństwo, które przygotowywać miało do uroczystości właściwej. Miało ono mieć charakter pokutny, wprowadzać w nastrój modlitewny, być przypomnieniem prawd właściwych dla danego święta. Odwoływano się tym samym do starożytnych jeszcze idei misteriów odbywanych nocami. Noc była bowiem tajemnicą, przestrzenią łączącą dzień, porą duchów i zjaw. Szybko poszerzono ten obyczaj wychodząc z nim poza rzeczywistość sakralną, obejmując także to co było zwyczajne i codzienne, np. jedzenie. Dzień wigilii miał być w rzeczywistości czymś w rodzaju zintegrowanego przygotowania do świąt duszy i ciała, a raczej tylko duszy poprzez poświęcenie ciała, miało być całkowitym wejściem człowieka w świat absolutu. To oczywiście wiązać miało się z postem, który nie tylko odrzucał pokarmy mięsne, ale także znacznie ograniczał ilość posiłków, zazwyczaj do jednego spożywanego wieczorem, bądź dwóch – jednego skromnego rano, i drugiego po zachodzie słońca. Czasem nakazywano, aby w ogóle porzucić jedzenie, np. jeśli chciało się przyjąć komunię świętą (wiązało się to zresztą z ogólną wstrzemięźliwością, także od jakichkolwiek kontaktów intymnych, nawet w małżeństwie). Jeśli przyjrzymy się co na stoły w dni postne lądowało choćby na dworze Władysława Jagiełły, to w istocie nie były to dania obfite – dominowały ryby, groch, kasza jaglana i, od czasu do czasu, jajka.
W tradycyjnym katolicyzmie post ścisły obowiązuje w środę popielcową, piątki i soboty Wielkiego Postu, w Suche Dni, w Wigilię Zielonych Świąt i Bożego Narodzenia, oraz Wniebowzięcia NMP (14 sierpnia) i jest kontynłowany jest wśród katolickich tradycjonalistów.
Zachowujmy więc posty na przekór światu tak jak robili to nasi ojcowie.
https://histmag.org/dlaczego-poscimy-w-wigilie-12479
https://pl.wikipedia.org/wiki/Wigilia_Bo%C5%BCego_Narodzenia
#wrelu24#koscioliwiara

Msza św. łacińska, trydencka na Święta – mapa





 CZY WIESZ, ŻE…

Msza Święta to najważniejsza modlitwa, jaką człowiek może skierować do Boga?
Każda Msza święta, w której dobrze i pobożnie się uczestniczy, jest przyczyną cudownych działań w naszej duszy, obfitych łask duchowych i materialnych, których my sami nawet nie znamy. Dla osiągnięcia takiego celu nie marnuj bezowocnie twego skarbu, ale go wykorzystaj. Wyjdź z domu i uczestnicz we Mszy świętej. Świat mógłby istnieć nawet bez słońca, ale nie może istnieć bez Mszy świętej.

św. Ojciec Pio

 Na linku poniżej podajemy miejsca odprawiania Mszy św. “diecezjalnej”

https://www.google.com/maps/d/u/0/viewer?ll=51.890734063680156%2C19.14642305859377&z=6&mid=1DWGjoiPcz4dm81CVq7CpCrDUM4A

za: https://www.unacum.pl/

dodatkowo Msze św. w Bractwie św. Piusa X – http://www.piusx.org.pl/kaplice
foto: Msza Trydencka w Katedrze

 https://wrealu24.pl/msza-sw-lacinska-trydencka-na-swieta-mapa/https://wrealu24.pl/msza-sw-lacinska-trydencka-na-swieta-mapa/










niedziela, 23 grudnia 2018

Oto Pan Bóg przyjdzie - Deus Meus - Pieśni Adwentowe

To nie do pomyślenia, aby Kościół mógł błądzić przez dwa tysiące lat – wywiad z ks. Dawidem Pagliaranim


Ks. Dawid Pagliarani, przełożony generalny Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X
W sobotę 15 grudnia 2018 r. na łamach ukazującego się w Austrii dziennika „Salzburger Nachrichten” został opublikowany wywiad z Przełożonym Generalnym Bractwa Św. Piusa X, ks. Dawidem Pagliaranim. Ks. Pagliarani wyjaśnia w nim, czego każdy katolik oczekuje od papieża: wiernego przekazywania depozytu wiary, będącej przylgnięciem intelektu do Bożego objawienia a nie indywidualnym i subiektywnym doświadczeniem. Niestety, ogłaszane w ostatnim czasie przez Rzym dokumenty, jak np. ekshortacja Amoris laetitia, promują w istocie negujący istnienie absolutnej prawdy subiektywizm, wywołując w rezultacie powszechną dezorientację i osłabiając ducha misyjnego Kościoła wobec wyznawców innych religii.
Założyciel Bractwa Św. Piusa X, abp Marcel Lefebvre, został w 1988 r. ekskomunikowany z powodu konsekrowania czterech biskupów bez zgody [papieża]. W 2009 r. papież Benedykt XVI zniósł te ekskomuniki. Co to dla was oznacza?
Jeśli chodzi o nas, niczego to nie zmieniło, ponieważ zawsze uważaliśmy te ekskomuniki za nieważne. Niemniej jednak [deklaracja ta] ośmieliła do zbliżenia z nami pewną liczbę ludzi, którzy do tej pory nie mieli odwagi tego uczynić. Ogłoszenie jej wpłynęło także na poprawę naszych relacji z niektórymi biskupami oraz częścią duchowieństwa, zwłaszcza z młodymi księżmi.
Także papież Franciszek wykonał pewne gesty względem was. Czego jeszcze oczekujecie?
Chodzi nam o to, o co każdy katolik prosi Kościół podczas chrztu – o wiarę. Boże objawienie zakończyło się i od tej pory obowiązkiem [każdego] papieża jest wierne przekazywanie depozytu wiary. Papież musi więc położyć kres straszliwemu kryzysowi, który wstrząsa Kościołem od co najmniej 50 lat. Kryzys ten wywołany został przez nową koncepcję wiary, kładącą nacisk na subiektywne doświadczenie jednostki – każdy człowiek posiada pełną wolność w sprawach wiary i może wybierać jakąkolwiek religię, nie starając się rozeznać, która jest prawdziwa a która fałszywa. Jest to jednak sprzeczne z obiektywnym prawem Bożym.
A na jakie gesty względem papieża gotowe jest Bractwo Św. Piusa X?
Bractwo Kapłańskie Św. Piusa X jest głęboko przywiązane do Następcy Piotra, nawet kiedy krytykuje [ono] błędy II Soboru Watykańskiego. Bardzo niepokoi nas jednak fundamentalna cecha obecnego pontyfikatu – całkowicie nowe stosowanie idei miłosierdzia. Jest ono przedstawiane jako panaceum na wszelkie grzechy, ignorując potrzebę autentycznego nawrócenia, przeobrażenia duszy przez łaskę, umartwienie i modlitwę. W swej posynodalnej adhortacji Amoris laetitia papież daje wszystkim chrześcijanom możliwość indywidualnego decydowania – w oparciu o ich własne sumienie – w kwestiach moralnych związanych z małżeństwem. Jest to całkowicie sprzeczne z jasnymi i jednoznacznymi nakazami prawa Bożego.
Dostrzec w tym można echa duchowości Lutra – chrześcijaństwo bez potrzeby moralnej odnowy; subiektywizm, który nie dopuszcza istnienia jakiejkolwiek prawdy absolutnej. Skutkiem tego jest głęboka dezorientacja wśród wiernych oraz duchowieństwa. Każda istota ludzka poszukuje prawdy. Do tego jednak konieczne jest kierownictwo kapłana, podobnie jak uczeń potrzebuje kierownictwa nauczyciela.
Jakie skutki przyniosły pod tym względem obchody 500-lecia reformacji w 2017 r.?
Od XVI wieku wszelkie inicjatywy Kościoła katolickiego wobec protestantów miały na celu ich nawrócenie i doprowadzenie z powrotem do prawdziwego Kościoła [Chrystusowego]. Jednakże wydarzenia organizowane z okazji 500-lecia reformacji celowi temu – tj. nawróceniu protestantów – nie służyły. Wręcz przeciwnie – zostali oni utwierdzeni w swych błędach. Powodem tego jest fakt, iż od II Soboru Watykańskiego Kościół głosi, że każdy człowiek może znaleźć Boga w swej własnej religii. Jest to założenie, które redukuje wiarę do osobistego i wewnętrznego doświadczenia, nie jest już ona bowiem rozumiana jako przylgnięcie intelektu do objawienia Bożego.
Wielu wyznawców innych religii prowadzi przykładne życie, idąc za głosem serca i sumienia. Czy Bóg uzna ich dobrą wolę?
Kościół jest zasadniczo misyjny. Nasz Pan Jezus Chrystus powiedział: „Ja jestem drogą, prawdą i życiem”. To On jest jedynym źródłem zbawienia dla całego rodzaju ludzkiego. [I] założył On tylko jeden Kościół, Kościół Rzymskokatolicki. Ta prawda teologiczna musi być przypominana, podobnie jak podkreślać należy obiektywizm norm moralnych oraz ukazywać piękno tradycyjnej Mszy w rycie trydenckim.
Szczere poszukiwanie prawdy przez wyznawców innych religii nie wystarcza do jej poznania. Musimy więc pomagać tym duszom osiągnąć zbawienie. Jeśli nawet ktoś osiągnie zbawienie poza Kościołem katolickim (tj. nie należąc do niego w sposób widzialny – przyp. tłum.), osiągnie je pomimo błędu w jakim się znajduje, a nie dzięki niemu, a przede wszystkim jedynie dzięki Jezusowi Chrystusowi.
Księdza poprzednik, [bp] Bernard Fellay, widział w żydach, masonach oraz modernistach wrogów Kościoła. Czy także żydzi muszą nawrócić się do Kościoła katolickiego, podobnie jak powinni to uczynić, wedle was, protestanci?
Modernizm jest jednym z najniebezpieczniejszych błędów. Przed II Soborem Watykańskim Kościół nakładał na wszystkich kapłanów obowiązek składania Przysięgi antymodernistycznej, którą złożyłem również ja.
Co do judaizmu, ukrywanie przed narodem żydowskim dóbr i skarbów Kościoła katolickiego byłoby niewybaczalnym grzechem. Zbawcza misja Kościoła ma charakter powszechny i nie może wykluczać żadnego narodu.
Bractwo Św. Piusa X odrzuca ważne dokumenty II Soboru Watykańskiego, takie jak deklaracje o wolności religijnej i ekumenizmie. Czy chodzi jedynie o różnicę w interpretacji czy też odrzucacie te teksty całkowicie?
Sam II Sobór Watykański stwierdził, że jest jedynie soborem duszpasterskim. Niemniej jednak [w jego trakcie] podjęto ważne decyzje natury doktrynalnej, m.in. dotyczące wspomnianych przez Pana kwestii. Doprowadziło to do całkowitego przeobrażenia wiary.
Papież Benedykt XVI uważał, że różnice pomiędzy Rzymem a Bractwem Kapłańskim Św. Piusa X sprowadzały się jedynie do interpretacji tekstów soborowych. [Sądził, że] dla osiągnięcia porozumienia wystarczy wnikliwie je przeanalizować. Nasze stanowisko w tej kwestii jest jednak inne. Bractwo Św. Piusa X odrzuca w tekstach II Soboru Watykańskiego wszystko, co nie pozostaje w zgodzie z Tradycją katolicką.
Papież powinien ogłosić, że dekret o wolności religijnej zawiera błędy i odpowiednio go skorygować. Jesteśmy przekonani, że pewnego dnia [któryś] papież tak właśnie postąpi i powróci do nieskażonej doktryny, która stanowiła punkt odniesienia przed tym soborem. Przed II Soborem Watykańskim papieże wypowiadali się w kwestiach wolności religijnej, ekumenizmu oraz boskiej konstytucji Kościoła. Wystarczy powrócić do ich nauczania.
To nie do pomyślenia, aby Kościół mógł błądzić przez dwa tysiące lat i odnaleźć prawdę w tych kwestiach dopiero podczas soboru, pomiędzy rokiem 1962 a 1965.
Czy nie odczuwacie niepokojów sumienia wskutek tego, że – z punktu widzenia Rzymu – pozostajecie w stanie schizmy z Kościołem?
W rzeczywistości Rzym nie uważa nas za schizmatyków, ale raczej za wspólnotę o nieuregulowanym statusie kanonicznym. W każdym bądź razie, gdybym nie miał pewności, że posługuję w Kościele katolickim i dla niego, natychmiast opuściłbym Bractwo.
Wychodzący od 1945 r. dziennik „Salzburger Nachrichten” jest wydawany w nakładzie 80 tys. egzemplarzy (2016). Wywiad przeprowadził Józef Bruckmoser. Tytuł pochodzi od redakcji portalu internetowego fsspx.news
https://news.fsspx.pl/2018/12/to-nie-do-pomyslenia-aby-kosciol-mogl-bladzic-przez-dwa-tysiace-lat-wywiad-z-ks-dawidem-pagliaranim/