środa, 14 listopada 2018

Msza św. polowa odprawiona na dworcu kolejowym w Lesznie Wielkopolskim 20 IV 1919 r.























Pierwszy pociąg transportujący Błękitną Armię gen. Józef Haller do Polski przekroczył granicę z Wielkopolską w nocy z 19 na 20 kwietnia 1919. w Lesznie Wielkopolskim. Następnego dnia odprawiona została Msza św. polowa dla całego sztabu i komitetu powitalnego.

Józef Haller  należał obok innych członków rodziny do Sodalicji Mariańskiej oraz do Trzeciego Zakonu Świeckiego Franciszkańskiego (tercjarzy). Wielki wpływ na osobowość młodego Hallera wywarła atmosfera patriotyzmu i głębokiej religijności rodzinnego domu. Wartości, które go ukształtowały, określiły także całą jego późniejszą działalność.

Kadry z filmu "Niepodległość".
za:  https://pl.wikipedia.org/wiki/J%C3%B3zef_Haller

poniedziałek, 12 listopada 2018

Kazanie ks. Tomasza Jochemczyka przed Marszem Niepodległości 2018


Duch Bonapartego, krąży nad „Marszem Biało-Czerwonym” i co z tego wynika



Wyjaśniam na wstępnie, że nie chodzi o Marsz Niepodległości zorganizowany przez „Stowarzyszenie Marsz Niepodległości” z jego fundamentalnym, tegorocznym hasłem „Bóg, Honor i Ojczyzna”, ale o rządowy marsz z 11.11.2018 z jego oficjalnym hasłem, neutralnym religijnie „Dla Ciebie Polsko”, zwanym też medialnie „Marszem Biało-Czerwonym”.

Opinia publicznie nie dostrzega takich niuansów, jednak wnikliwych konserwatywno-tradycjonalistycznych komentatorów nie da się szukać.

Wyjaśniam po kolei.

Masoneria w XVIII wieku podjęła realizację wielkiego projektu zmiany paradygmatu katolickich państw aby uczynić je antyreligijnymi, a jeśli to nie możliwe, to przyjemniej indyferentnymi wyznaniowo. Dziś byśmy powiedzieli, że podjęto się zadania „podmiany społeczeństwa”, wtedy nie etnicznie ale mentalnie. Aby oderwać naród od Mistycznego Ciała Chrystusa jakim był Kościół, popychając go ku naturalizmowi. Oczywiście pisma filozofów trafiały do elity, a nie do ludu więc to od nich zaczęła się wielka zmiana. W Rzeczpospolitej Obojga Narodów tej pracy podjął się ideowy mason ostatni król Stanisław August Poniatowski, zaczynając bardzo trafnie od tworzenia nowej niekatolickiej, oświeceniowej elity, dzięki nowo założone szkole zwanej Szkołą Rycerską. Wyrzucono z niej naukę katechizmu na rzecz „wykładów z moralności” (ówczesna etyka?), a położono nacisk na „miłość ojczyzny”, „obywatelskość” i „cnoty”. Powstał w ten sposób laicki patriotyzm, bliźniaczo podobny do tego nad Sekwaną. Przez 30 lat swej działalności szkoła wychowała ok. 650 kadetów oraz ok. 300 eksternów, a jej wpływ ideowy trwał, aż do Wielkiej Emigracji z 1831 r.

Diabeł, jest nie tylko ojcem kłamstwa, ale doskonałym psychologiem i socjologiem. Najlepszym, „bez inwazyjnym” sposobem odciągnięcia duszy do Boga jest nastąpienie Dobra Najwyższego, innym dobrem, tu miłością ojczyzny. Dusza myśli, że postępuje właściwie, cnotliwie, ale efekty końcowy jest dokładnie taki sam jak przy każdym grzechu ciężkim. Piekło. Życiorysy większości „patriotów”. przełomu wieków XVIII/XIX, to połączenie gorącego patriotyzm i fanatycznego antyklerykalizmu, jak u autora śpiewanej frazy „dał ma przykład Bonaparte…” Józefa Wybickiego.



Symboliczna jest data powstania Szkoły Rycerskie czyli rok 1765, na 3 lata przed powstaniem Konfederacji Barskiej, z jej hasłem generalnym „Jezus Marya”. Cały program Konfederacji wyrażał katolicki pogląd na miłość Ojczyzny, która nie jest wartością absolutną, ale środkiem do Ojczyzny Niebieskiej, poprzez Wiarę prawowierną katolicką i państwo katolickie, które jej broni. Klęska Konfederacji Barskiej (60 tysięcy zabitych wg. króla, 14.000 wywiezionych do Rosji, nie znana liczba wcielonych siłą do armii carskiej), oznaczał początek końca tradycjonalistycznego paradygmatu i zastąpienia go oświeceniowym. Patriotyzm bez Boga często przekształca się w niszczący wojenny szowinizm lub antykatolicką furię o potwornej sile rażenia.

 Hasło „Honneur et Patrie” otrzymaliście z dobrodziejstwem inwentarza po micie napoleońskiej Francji i było ono mentalnie tak silne, że ukonstytuowano je w ustawie z dnia 1 sierpnia 1919 r. „o godłach i barwach Rzeczypospolitej Polskiej”. Przełamanie rewolucyjnego paradygmatu w haśle narodowym nastąpiło dopiero dekretem Prezydenta Rzeczypospolitej z 15 października 1943 r. w umieszczając słowo „Bóg Honor Ojczyzna” na sztandarach oddziałów Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Po upadku komunizmu dewiza „Bóg, Honor, Ojczyzna” została uchwalona przez Sejm RP w Ustawie z dnia 19 lutego 1993 r. o znakach Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej.

I takie hasło „BÓG HONOR OJCZYZNA” zostało ustanowione hasłem tegorocznego Marszu Niepodległości, któremu rząd przeciwstawił hasło lackie, akceptowalne dla wszystkich z wyjątkiem nihilistów: „Dla Ciebie Polsko”. Czyli jak u oświeceniowców, bez Boga miłujących ojczyznę. Bogu nie dziękując za otrzymane dobrodziejstwa. Parta PIS jest ideową, rewolucyjną kontynuatorką patriotów-oświeceniowców.

Aby spuentować tego dnia usłyszałem słowa przełożonego Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X ks. Karola Stehlina, który w liście do wiernych, przypomniał, że nie zadekretowany w 1927 r. „Mazurek Dąbrowskiego”, jest prawdziwym hymnem katolickiego narodu, a Bogurodzica. Wstyd dla, że katolicki, rodem z niemieckiej Badenii, kapłan musi nas upominać o cześć należnej Królowej Polski.

Tymczasem bezbożny hymn, w którym przywołuje się imię burzyciela i niszczyciela kościołów i klasztorów, pysznego zbrodniarza, konstytuującego rewolucyjny porządek prawny, rozbrzmiewa w kościołach, marszach, paradach w niby jeszcze katolickim narodzie. Podmieniona tożsamość, już nie elity, ale i ludu, zdaje się wyrzucać Boga z myśli, a imię Maryi z pieśni.

Tylko na platformie organizatorów, Marszu Niepodległości, pewna panna intonuje dziękczynne modlitwy, które autor tej Niepodległościowej dygresji powtarzał z garstką słyszących. Pogrobowcy konfederatów barskich.

 Piotr Błaszkowski

https://wrealu24.pl/duch-bonapartego-krazy-nad-marszem-bialo-czerwonym-i-co-z-tego-wynika/

#realu24#polskaiswiat

piątek, 9 listopada 2018

ks. dr Mieczysław Tarnawski, bohater znad rzeki Horyń 1920 r.


ks. dr Mieczysław Tarnawski (ur. 24 listopada 1866 w Tartakowie, zm. 21 stycznia 1928 we Lwowie) – ksiądz rzymskokatolicki, historyk Kościoła, kapelan Wojska Polskiego, działacz społeczny.
Mieczysław Tarnawski urodził się 24 listopada 1886 roku w Tartakowie koło Sokala. W 1906, jako uczeń Małego Seminarium Arcybiskupiego ukończył VI Gimnazjum we Lwowie i wstąpił do Arcybiskupiego Seminarium Duchownego. Będąc alumnem rozpoczął studia na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Lwowskiego we Lwowie. W 1910 przyjął święcenia kapłańskie.

Następnie podjął studia na Uniwersytecie w Innsbrucku, gdzie w 1912 roku obronił rozprawę doktorską z teologii. Studiował historię Kościoła na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie. W 1913 habilitował się z historii Kościoła na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Lwowskiego, po czym jako docent rozpoczął pracę na Wydziale Teologicznym tegoż uniwersytetu. Pełnił również funkcję podprefekta w Arcybiskupim Seminarium Duchownym. W 1916 został profesorem nadzwyczajnym, a trzy lata później zwyczajnym na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Lwowskiego.

W lipcu 1920 roku mając 54 lata, w okresie ofensywy bolszewickiej na Warszawę, wstąpił na ochotnika do Wojska Polskiego. Został kapelanem 24 pułku ułanów,Odznaczył się w bitwie pod Kowlem, gdzie po śmierci dowódcy szwadronu, objął dowództwo i wyprowadził oddział z krzyżowego ognia. Wykazał się także męstwem podczas obrony Zamościa przed kawalerią Siemiona Budionnego. Przy forsowaniu rzeki Horyń samorzutnie dokonał wywiadu na most i mimo trzech ran postrzałowych, pozostał w linii do końca.
Za bohaterstwo wykazane podczas wojny polsko–bolszewickiej, na wniosek dowódcy 24 pułku ułanów płk. Tadeusza Żółkiewskiego, został odznaczony Orderem Virtuti Militari V klasy. Uroczystość dekoracji odbyła się na placu św. Ducha we Lwowie z udziałem władz cywilnych i wojskowych. Miesięczna pensję, którą pobierał każdy odznaczony, przeznaczył na cele oświatowe 24 pułku ułanów.

Po demobilizacji w październiku 1920 roku ks. prof. Tarnawski powrócił do pracy dydaktycznej na Uniwersytecie Jana Kazimierza. W 1922 roku objął funkcję dziekana Wydziału Teologicznego. Odrzucił propozycję bpa Mariana Leona Fulmana objęcia stanowiska rektora nowo powstałego katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego ze względu na pogarszający się stan zdrowia. 1 lutego 1926 r. z tego samego powodu zrezygnował z wykładów.

Udzielał się również społecznie; przewodniczył Towarzystwu Wzajemnej Pomocy Kapłanów, działał w Polskim Towarzystwie Teologicznym, był członkiem komitetu redakcyjnego „Gazety Kościelnej”.
Arcybiskup Józef Bilczewski oraz jego następca abp Bolesław Twardowski wysuwali kandydaturę ks. prof. Tarnawskiego na biskupa sufragana diecezji lwowskiej. Kandydatura została jednak odrzucona przez Stolicę Apostolską wobec sprzeciwu metropolity lwowskiego obrządku greckokatolickiego abpa Andrzeja Szeptyckiego.

ks. dr Mieczysław Tarnawski zmarł 21 stycznia 1928 r. we Lwowie. Pochowany na Cmentarzu Janowskim.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Mieczys%C5%82aw_Tarnawski_(duchowny)

czwartek, 8 listopada 2018

bł. ks. Władysław Miegoń, kapelan do 1919 r. do KL Dachau w 1942 r.

ks. Władysław Miegoń (ur. 30 września 1892 w Samborcu, zm. 15 października 1942 w Dachau) –polski ksiądz katolickibłogosławiony, starszy kapelan Wojska Polskiegokapelan Floty i administrator parafii w Gdyni, uczestnik wojny polsko-bolszewickiej i kampanii wrześniowej, kawaler Orderu Virtuti Militari. Patron Wojska Polskiego.



Władysław Miegoń urodził się 30 września 1892 w niewielkiej wsi Samborzec, 9 kilometrów od Sandomierza, w średnio zamożnej rodzinie chłopskiej jako najstarszy z ośmiorga dzieci Stanisława Miegonia (ur. 1866 w Nawodzicach) i Marianny z domu Rewera (ur. 1871). Ojciec Władysława, obok gospodarstwa rolnego prowadził również warsztat kołodziejski, co pozwoliło mu zapewnić środki na edukację dzieci. Wujem Władysława był bł. ks. Antoni Rewera.
W 1902 Władysław rozpoczął naukę w Męskim Progimnazjum w Sandomierzu. Po uzyskaniu w 1908 świadectwa dojrzałości wstąpił do Seminarium Duchownego. Dał się poznać nie tylko jako dobrze zapowiadający się kapłan, ale też gorący patriota i świetny organizator działalności kulturalno-oświatowej. 2 lutego 1915 otrzymał święcenia kapłańskie, a następnie rozpoczął posługę duszpasterską na ziemi sandomierskiej.
28 listopada 1918 Miegoń poprosił władze kościelne o zgodę na skierowanie go do duszpasterstwa wojskowego. Biskup sandomierski Marian Józef Ryx nie wyraził jednak na to zgody. Dopiero ponowienie prośby dało efekt w postaci pozwolenia. Władysław otrzymał przydział do Marynarki Wojennej i stopień kapelana (odpowiednik kapitana marynarki). Początkowo, gdy polskie siły morskie tak naprawdę jeszcze nie istniały, pełnił służbę w tworzącym się 1. Batalionie Morskim w Modlinie, później w Aleksandrowie Kujawskim. Stał się głównym organizatorem i wykładowcą kursów uzupełniających wiedzę z zakresu języka polskiego, matematyki, historii, geografii, wychowania patriotycznego.
10 lutego 1920 Miegoń brał udział w słynnych Zaślubinach Polski z morzem w Pucku. W kwietniu został kapelanem i oficerem oświatowym Komendy Portu Wojennego Puck, a w lipcu mianowany został kapelanem Pułku Morskiego. Uczestniczył w walkach batalionu morskiego podczas wojny polsko-bolszewickiej. W czasie walk frontowych dźwigał i opatrywał rannych, wykazujac się osobistym męstwem. 9 sierpnia 1920 został ranny pod Makowem Mazowieckim. Marszałek Piłsudski osobiście odznaczył go za męstwo okazane na polu walki Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari oraz Krzyżem Walecznych. Pod koniec roku Miegoń powrócił na stanowisko kapelana Komendy Portu Wojennego Puck.
29 maja 1921 osobiście odprawiał mszę polową w związku z rozpoczęciem budowy portu w Gdyni. Później poświęcał nowe okręty floty Rzeczypospolitej (m.in. ORP „Pomorzanin). Od 1924 Miegoń pełnił funkcję kapelana komendy portu wojennego Gdynia, gdzie przeniesiono dowództwo floty Marynarki Wojennej[7]. Został również proboszczem parafii Najświętszej Marii Panny Królowej Polski w Gdyni. Wtedy też rozpoczął pracę nad składem i repertuarem powstającego przy komendzie Teatru Amatorskiego. Z czasem nie było gdyńskich uroczystości bez udziału tego zespołu, a także bez powołanego przez Władysława zespołu instrumentalno-wokalnego. W 1928 Miegoń przerwał pracę duszpasterską w środowisku marynarskim. Wyjechał aby odbyć studia z zakresu prawa kanonicznego na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim w Lublinie. Istnieją także przesłanki, że przeniesienie miało związek z publiczną krytyką zamachu majowego, którą miał wygłosić).
Do 1932 Miegoń był kierownikiem Rejonu Duszpasterstwa w Lublinie. 16 stycznia 1934 zastąpił ks. kapelana Jerzego Szackiego na stanowisku administratora parafii wojskowej w Gdyni. W ramach swoich obowiązków święcił bandery okrętowe, odprawiał nabożeństwa na pokładach statków, odbywał z marynarzami podróże w rejsach szkoleniowych. Stworzył również bibliotekę na Oksywiu. Mimo eksponowanego stanowiska nigdy nie okazywał wyższości. Wyrazem tego były humorystyczne wręcz sceny rozgrywające się na ulicach przy spotkaniach z marynarzami, których zwykle pierwszy pozdrawiał. Peszyło to niższych stopniem marynarzy. 4 lutego 1934 został mianowany starszym kapelanem ze starszeństwem z 1 stycznia 1934 i 4. lokatą w duchowieństwie wojskowym wyznania rzymskokatolickiego.
W 1936 brał udział w uroczystościach pogrzebowych gen. dyw. Gustawa Orlicz-Dreszera. Mediował wówczas z proboszczem parafii na Oksywiu, który nie chciał dopuścić do odprawienia w jego kościele mszy świętej żałobnej w intencji „rozwodnika i innowiercy”.
W 1938 Miegoń zainicjował budowę kościoła garnizonowego na Oksywiu. W 1939 stanowisko administratora parafii wojskowej w Gdyni łączył z funkcją kapelana Floty.
Podczas kampanii wrześniowej uczestniczył w walkach Lądowej Obrony Wybrzeża. Służył jako sanitariusz, spędzając długie godziny w Szpitalu Morskim na Oksywiu. 19 września dostał się do niewoli niemieckiej. Niemcy, zgodnie z Konwencjami Genewskimi, postanowili jednak zwolnić kapelana Miegonia. Otrzymał dokumenty gwarantujące mu nietykalność, odrzucił je jednak aby pozostać z żołnierzami, którzy potrzebowali jego posługi. Miał powiedzieć: „Pragnę znosić ciężar niewoli wraz z żołnierzami!” 2 października na pokładzie statku MS „Wilhelm Gustloff" został przewieziony z Gdyni do Flensburga. Przebywał w Stalagu IX C Rothenburg. Stamtąd, za zorganizowanie w oflagu uroczystości patriotycznych z okazji 11 listopada, został przewieziony do obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie. Niemcy przestali już wtedy respektować Konwencje Genewskie - jako oficer miał prawo przebywania w obozie jenieckim, jednak z uwagi na to że był kapłanem, odmówiono mu tego prawa. Od 8 lipca 1942 był więźniem numer 21 223 obozu koncentracyjnego Dachau. Tam zginął zamęczony. Ciało spalono w krematorium.
13 czerwca 1999 roku papież Jan Paweł II beatyfikował ks. Władysława Miegonia w grupie 108 błogosławionych męczenników.

Bł. Władysławie módl się za nami...

https://pl.wikipedia.org/wiki/W%C5%82adys%C5%82aw_Miego%C5%84
https://caw.wp.mil.pl/plik/file/biuletyn/b18/b_18_9.pdf

środa, 7 listopada 2018

ks. Władysław Biały, bohater znad Berezyny, zamęczony w KL Soldau (KL) w Działdowie w 1940 r.

ks. Władysław Biały (ur. 20 grudnia 1882 w Miodusach-Perkach w powiecie Wysokie Mazowieckie, zm. 27 maja 1940 w Działdowie) – ksiądz katolicki.


Był przyrodnim bratem ks. Aleksandra Dmochowskiego, dyrektora Muzeum Diecezjalnego w Płocku i stryjem ks. Witolda Białego. Po ukończeniu szkoły powszechnej i gimnazjum w Łomży wstąpił do Seminarium Duchownego w Warszawie, a w 1905 przeniósł się do Seminarium w Płocku.
Święcenia kapłańskie przyjął 24 czerwca 1909 z rąk bpa Antoniego Juliana Nowowiejskiego. Pracował jako prefekt w Lipnie, następnie jako wikariusz w MławiePorębie nad BugiemGoworowie i Nasielsku, administrator w Strzegocinie
W 1920 roku ó ochotnik ó kapelan Wojskowego Szpitala Epidemicznego w Mińsku Litewskim, a następnie 3 pułku piechoty Legionów. W czasie odwrotu pułku znad Berezyny, ks. Biały wykazał się żołnierską postawą i jeszcze na polu walki dowÛdca napisał wniosek o odznaczenie go Krzyżem Virtuti Militari
Za udział w wojnie 1920 otrzymał krzyż Virtuti Militari. W 1923 został proboszczem w Janowie, na granicy Prus Wschodnich. Wydawał „Janowskie Wiadomości Parafialne”, w 1932 przystąpił do budowy nowego, murowanego kościoła. Jednocześnie udzielał się w pracach społecznych. W 1939 wygłaszał płomienne kazania zagrzewające do miłości do ojczyzny i męstwa w obliczu niebezpieczeństw.
Aresztowany przez Niemców 3 września 1939, uwięziony po stronie pruskiej, w sąsiednim Komorowie. Wkrótce wraz z ks. Krysiakiem z Dzierzgowa przewieziono go do Olsztynka, gdzie przebywał do końca października. Następnie został wywieziony wraz z grupą innych więźniów do Ostródy, gdzie przez jeden dzień kopał u niemieckiego gospodarza ziemniaki. Ponownie odwieziony do Olsztynka, w połowie listopada został umieszczony w klasztorze franciszkanów w Stoczku.
W grudniu 1939 przewieziono go do obozu Hohenbruch koło Labiawy. 17 stycznia 1940 wezwano księży i znajdującą się tam inteligencję, aby podpisali deklarację, że wyrażają zgodę na wywiezienie ich do Generalnego Gubernatorstwa. Jeszcze tego samego dnia odwieziono go w grupie 80 osób do niemieckiego obozukoncentracyjnego Soldau (KL) w Działdowie. W kwietniu 1940 ludność cywilną wywieziono do obozu w Dachau (KL), a księży pozostawiono w Działdowie. Niemiecki Czerwony Krzyż przesłał wiadomość, że ks. Władysław Biały zmarł w Działdowie 27 maja 1940.

Wieczny odpoczynak racz mu dać Panie...

https://pl.wikipedia.org/wiki/W%C5%82adys%C5%82aw_Bia%C5%82y_(ksi%C4%85dz)
https://caw.wp.mil.pl/plik/file/biuletyn/b18/b_18_9.pdf
foto ze strony: https://www.facebook.com/kupiecblawatny/photos/a.685635601523929/1743481385739340/?type=3&theater

wtorek, 6 listopada 2018

ks. Edward Choma, kapelan od 1917 do Katynia 1940 r.





Urodził się 26 grudnia 1889 w Złoczowie jako syn Michała i Anny z domu Kosek. W 1909 zdał egzamin dojrzałości w C. K. Gimnazjum w Złoczowie. Ukończył studia na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Lwowskiego. Otrzymał sakrament święceń 4 sierpnia 1913. Posługiwał jako wikariusz w Bolechowie i Jazłowcu. W czerwcu 1916 został administratorem ekspozytury w Burakówce. Podczas I wojny światowej we wrześniu 1917 został powołany do c. i k. armii i pełnił funkcję kapelana 105 szpitala polowego, a później posługiwał w 100 pułku piechoty. U kresu wojny, a na początku obrony Lwowa w trakcie wojny polsko-ukraińskiej zgłosił się jako ochotnik do wojsk polskich, został mianowany kapelanem III odcinka, później służył w 1 pułku Strzelców Lwowskich. Od czerwca 1919 posługiwał w szeregach 4 Dywizji Piechoty do końca wojny z polsko-bolszewickiej. Wraz z tą jednostką powrócił do jej garnizonu we Włocławku. Został awansowany do stopnia starszego kapelana ze starszeństwem z dniem 1 czerwca 1919. Od października 1921 był kierownikiem Rejonu Duszpasterstwa Skierniewice

Od stycznia 1930 był administratorem parafii wojskowej w Słonimiu. Od lipca 1936 był administratorem parafii wojskowej w Radomiu.

Po wybuchu II wojny światowej we wrześniu 1939 uczestniczył w polskiej wojnie obronnej jako kapelan 77 pułku piechoty. Po agresji ZSRR na Polskę z 17 września 1939 dostał się do niewoli sowieckiej. Był osadzony w obozie w Starobielsku, później w Kozielsku. Na wiosnę 1940 został rozstrzelany w Katyniu przez funkcjonariuszy Obwodowego Zarządu NKWD w Smoleńsku oraz pracowników NKWD przybyłych z Moskwy na mocy decyzji Biura Politycznego KC WKP(b) z 5 marca 1940. Jest pochowany na terenie obecnego Polskiego Cmentarza Wojennego w Katyniu.

Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie... 


https://pl.wikipedia.org/wiki/Edward_Choma

poniedziałek, 5 listopada 2018

ks. Mateusz Jerzy Zabłocki, bohater znad Berezyny, zamordowany 1939 r.



ks. Mateusz Jerzy Zabłocki (ur. 16 sierpnia 1887 w Żurawicach, zm. 14 lub 17 października 1939 w Inowrocławiu) – polski duchowny katolicki, starszy kapelan Wojska Polskiego, powstaniec wielkopolski, działacz społeczno-polityczny, kawaler Orderu Virtuti Militari.

Urodził się w rodzinie kupieckiej Zygmunta Zabłockiego i Heleny z d. Ostoi-Lnińskiej. Uczęsczał do gimnazjum w Trzemesznie i Inowrocławiu. W czasach gimnazjalnych należał do tajnej organizacji młodzieżowej Towarzystwo Tomasza Zana. Egzamin maturalny zdał w 1909 w Gnieźnie, potem studiował w seminarium duchownym w Poznaniu i Gnieźnie. Po otrzymaniu w 1913 święceń kapłańskich był wikariuszem w Mogilnie, Kamieńcu koło Trzemeszna, Kruszwicy i Gnieźnie.

W grudniu 1918 był jednym z organizatorów powstania, kapelanem gnieźnieńskiej Polskiej Organizacji Wojskowej zaboru pruskiego, radykalny członek Rady Ludowej. Ksiądz Zabłocki odbierał przysięgi powstańczych oddziałów. Był kapelanem 3 pułku Ułanów Wielkopolskich i garnizonu gnieźnieńskiego. W powstaniu wielkopolskim, uczestniczył m.in. w walkach pod Szubinem i Łabiszynem. W pierwszych dniach powstania, z powodu braku oficerów-dowódców, dowodził oddziałem powstańczym pod Szubinem. Uprowadzony przez Niemców został skazany na śmierć, ostatecznie wymieniony za grupę niemieckich oficerów wziętych do niewoli przez powstańców. Powrócił do swego oddziału i dalej pełnił swe obowiązki kapelana i żołnierza.

Zostawszy proboszczem 15 Dywizji Piechoty oraz równocześnie kapelanem 61 pułku piechoty wielkopolskiej, wziął udział w wojnie 1920 roku. Na polu bitwy wykonywał swe powinności kapłańskie udzielając konającym ostatnich sakramentÛw, wynosił rannych spod ognia, w krytycznych chwilach znajdował się w pierwszej linii, aby walczą cym dodać odwagi. W czasie walk nad Berezyną 14 czerwca 1920, widząc cofający się pod naporem Armii Czerwonej I batalion pułku, wybiegł przed linie walczących, pociągając za sobą żołnierzy do przeciwnatarcia. Jak mówią dokumenty, uzbrojony tylko w laskę osobiście prowadził oddziały do ataku wykazując duże umiejętności dowódcze i nie zapominając przy tym, że jest księdzem. Swoją odwagą uratował batalion przed okrążeniem, za co został odznaczony Orderem Virtuti Militari V klasy .

Zweryfikowany w stopniu starszego kapelana rezerwy ze starszeństwem z dniem 1 czerwca 1919 roku i 25. lokatą w duchowieństwie wojskowym wyznania rzymskokatolickiego.
W 1920 wrócił do Gniezna, gdzie w 1921 został proboszczem początkowo w parafii św. Wawrzyńca, a następnie św. Trójcy i dziekanem dekanatu gnieźnieńskiego oraz sędzią prosynodalnym. Wydawał „Wiadomości Parafialne”. Politycznie związany był z endecją, reprezentował ją w radzie miejskiej. We wrześniu 1939 po opuszczeniu miasta przez polskie władze objął dowództwo straży obywatelskiej i był komendantem obrony miasta przed wojskami niemieckimi. Polecił emisję zastępczych bonów pieniężnych, utworzył izbę chorych oraz sieć punktów PCK

Chcąc uniknąć zniszczeń bezcennych gnieźnieńskich zabytków kultury polskiej oraz ofiar w ludności cywilnej, w godzinach południowych 10 września wyjechał z kierowcą samochodem w kierunku Wrześni, aby z dowództwem zbliżających się jednostek niemieckich omówić oddanie Gniezna. Mimo że na samochodzie umieszczono białą flagę, na wysokości Żydowa Niemcy obrzucili go granatami. Ksiądz Zabłocki odniósł ciężką ranę lewego przedramienia. Umieszczono go w szpitalu w Gnieźnie, gdzie leczył go niemiecki lekarz Andersch. W szpitalu przesłuchiwali go gestapowcy, obchodząc się z nim bardzo brutalnie.

Wprawdzie dr Andersch zabiegał o to aby księdza zatrzymać w szpitalu pod pozorem złego stanu zdrowia, ale wysiłki te spełzły na niczym, gdyż w nocy z 12 na 13 października dziekan gnieźnieński został aresztowany i osadzony w więzieniu w Inowrocławiu. Za udział w Powstaniu Wielkopolskim i zorganizowanie oporu przeciwko wojskom hitlerowskim, księdza, wyrokiem sądu doraźnego (Sondergericht), dwukrotnie skazano na śmierć przez rozstrzelanie. Zginął z okrzykiem "Niech żyje Polska". Wyrok został ogłoszony afiszami 14 października 1939. Ekshumowane zwłoki przeniesiono po wojnie na cmentarz św. Piotra w Gnieźnie. Jest patronem jednej z gnieźnieńskich ulic.

Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie... 

za:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Mateusz_Zab%C5%82ocki
https://caw.wp.mil.pl/plik/file/biuletyn/b18/b_18_9.pdf
#wrealu24#koscioliwiara


niedziela, 4 listopada 2018

ks. Stanisław Sinkowski, bohater spod Białokorowicz 1920 r.


ks. Stanisław Sinkowski

(ur. 3 stycznia 1890 w Sanoczku, zm. 20 października 1942 w Wielkiej Brytanii) – polski duchowny rzymskokatolicki, dziekan Wojska Polskiego.

urodził się 3 stycznia 1890 w Sanoczku. W 1909 zdał egzamin dojrzałości w C. K. Gimnazjum Męskim w Sanoku (w jego klasie byli m.in. Jakub Mikoś, Władysław Owoc, Jan Scherff, Zygmunt Wrześniowski, Karol Zaleski). Następnie studiował teologię w Seminarium Duchownym w Przemyślu. Będąc klerykiem w prowadził akcję niepodległościową w podprzemyskich wsiach będącymi pod wpływami ruskimi: Kuńkowce (przez trzy lata) i Ostrów, organizował koła amatorskie, przedstawienia, odczyty i naukę musztry. 29 czerwca 1913 przyjął święcenia kapłańskie w Przemyślu. Od 1913 do czerwca 1917 posługiwał jako wikariusz i zastępca katechety w różnych miejscowościach. Pod koniec 1913 został przeniesiony z Odrzykonia do parafii w Dębowcu, stamtąd w 1915 do Golcowej, następnie pod koniec 1916 do Jasienia
.
Podczas I wojny światowej na wiosnę 1917 został mianowany kapelanem rezerwowym c. i k. armii pełniąc wówczas służbę w powiatowej komendzie uzupełniającej obrony krajowej w Sanoku. 1 lipca 1917 został powołany do wojskowej służby duszpasterskiej w c. i k. armii w charakterze kapelana polowego (niem. feldsuperior) w Przemyślu do 30 sierpnia 1917. Od 1 września 1917 do 27 października 1918 służył w Batalionie Zapasowym 90 pułku piechoty w Jiczynie. Był kapelanem w szpitalach polowych (malarycznych) w okręgu Litomierzyce na terenie Czech. Od sierpnia 1918 działał w konspiracji polskiej w ramach 90 pułku będąc odpowiedzialnym za magazyn wojskowy.

W październiku 1918 w Jarosławiu uczestniczył w przekształcaniu Batalionu Zapasowego 90 pułku piechoty w Jiczynie na oddział Wojska Polskiego, późniejszy 14 pułk piechoty. W szeregach tego pułku wyruszył na front polsko-ukraiński. Od 1 listopada 1918 pełnił funkcję kapelana grupy „Lubaczów”. W grudniu 1918 z 3 kompanią podczas walk pod Lubaczowem szedł w tyralierze z atakującymi żołnierzami, opatrywał i wynosił rannych, pomagał strzelającym, wygłaszał przemówienia zagrzewając żołnierzy do walki i służył jako kapłan. Jako kapelan 14 pp walczył na wojnie z bolszewikami. Wyróżnił się w walkach, w pierwszej linii nad Sanem. Koło stacji kolejowej Białokorowicze konno udał się do oddziału atakującego, aby żołnierzom dodać animuszu. Dwukrotnie był przedstawiany do odznaczenia Krzyżem Virtuti Militari (za walki w 1918 i w 1920 roku), który otrzymał w 1921 roku. Za udział w wojnie polsko-ukraińskiej w 1918 roku otrzymał Krzyż Walecznych. Od 15 lipca 1921 roku był kapelanem Garnizonu Starogard, od września tego roku w stopniu starszego kapelana (major) ze starszeństwem z dniem 1 czerwca 1919, został mianowany proboszczem Syberyjskiej Dywizji Piechoty. 15 listopada 1923 objął stanowisko kierownika Rejonu Duszpasterstwa Toruń i proboszcza kościoła pw. Św. Katarzyny.

Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie...

za:  https://pl.wikipedia.org/wiki/Stanis%C5%82aw_Sinkowski

o. Stanisław Cyprian Rozumkiewicz, polegl w Lidzie 1920 r.



Ojciec Stanisław Cyprian Rozumkiewicz (OFMConv),
 urodził się 8 maja 1892 jako syn Wojciecha i Pauliny. Kształcił się w szkołach w rodzinnym Lwowie. Wstąpił do Zakonu Braci Mniejszych Konwentualnych. Otrzymał imię zakonne Cyprian. Studiował w seminarium franciszkańskim w Krakowie. Sakrament święceń otrzymał w 1916. Podczas I wojny światowej został powołany do c. i k. armii, służył jako kapelan szpitalu epidemicznym w Krakowie od 1917 do stycznia 1918, następnie posługiwał w jednostkach armii austriackiej, do połowy 1918 w strukturze 59 Dywizji Piechoty, do kresu wojny w listopadzie 1918 w 1 pułku ułanów.

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości został przyjęty do Wojska Polskiego. Od 14 stycznia 1919 pełnił funkcję kapelana 36 pułku piechoty. Uczestniczył w wojnie polsko-ukraińskiej i wojnie polsko-bolszewickiej. Pełniąc posługę duszpasterską w drodze do szpitala został bestialsko zamordowany przez patrol bolszewików, 16 lub 17 lipca 1920 w Lidzie. Otrzymał 2 rany postrzałowe i 6 cięć szablą. Ciało obdarto z sutanny.

Został pochowany na Cmentarzu Obrońców Lwowa (kwatera II, miejsce 42).
Pośmiertnie został awansowany do stopnia majora i odznaczony Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari. Przekazanie orderu rodzicom kapłana zorganizowano podczas uroczystości 15 sierpnia 1937.

Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie...

za: https://pl.wikipedia.org/wiki/Stanis%C5%82aw_Rozumkiewicz

piątek, 2 listopada 2018

Biskup Stanisław Łukomski – niezłomny niewolnik Chrystusa Króla



Biskup Stanisław Łukomski – niezłomny niewolnik Chrystusa Króla


Kiedy 26 października 1948 roku odbywał się pogrzeb prymasa Augusta Hlonda, nikt nie miał wątpliwości, że jego następcą zostanie celebrujący tego dnia uroczystości biskup Stanisław Kostka Łukomski. Dwa dni później doszło jednak do tragedii, w wyniku której były Sekretarz generalny Konferencji Episkopatu Polski podzielił los swojego niedawnego przełożonego i w do dziś niewyjaśnionych okolicznościach również odszedł do Domu Ojca…
(...)

Stosunki pasterza z władzami państwowymi zaostrzyły się jeszcze bardziej wskutek wydarzeń towarzyszących obchodom uroczystości Bożego Ciała 26 maja 1932 roku w Łomży. Sanacja zaplanowała, że tego uroczystego dnia oraz w oktawie święta odbędzie się tam powiatowe i miejskie święto wychowania fizycznego, a także przysposobienia wojskowego. Rozwieszono z tej okazji plakaty zapraszające na zawody młodzież, a także zorganizowano dojazd na miejsce imprezy.

Biskup Łukomski uznał to za odciąganie młodzieży od Boga i religii, i stanowczo zaprotestował. Ogłosił publicznie przed świętem Bożego Ciała otwarty protest, który został zamieszczony w prasie miejscowej i ogólnopolskiej. Duchowny powołał się na encyklikę papieża Piusa XI o chrześcijańskim wychowaniu młodzieży oraz encyklikę Leona XIII Militantes Ecclesiae. Wskazał, że Kościół ma szczególne prawo do wychowania chrześcijańskiego, które nie może ograniczać się tylko do religii, ale całe nauczanie ma tchnąć duchem chrześcijańskiej pobożności. Dlatego też sprzeciwiał się brakowi skromności w żeńskich strojach sportowych.

(...)

 Kiedy jednak zachodziła taka potrzeba, nie szczędził krytyki i upomnień podległemu mu duchowieństwu. Doskonałym przykładem jest tutaj konferencja dziekańska z 3 lipca 1935 r., kiedy to pasterz upominał księży wyjeżdżających na wypoczynek, aby „nie dawali powodów do krytyki swoim zachowaniem”. – Nie powinien taki kapłan chodzić do kawiarni, kina i na zawody, na których nie przestrzega się przyzwoitości. Nie powinien również spacerować i wyjeżdżać z kobietami – podkreślał.
(...)

Więcej

środa, 31 października 2018

poniedziałek, 29 października 2018

Bractwo Św. Piusa X dzierży w swoich rękach skarb, wywiad z ks. Dawidem Pagliaranim cz.1

Bractwo Św. Piusa X dzierży w swoich rękach skarb


Ks. Dawid Pagliarani FSSPX, przełożony generalny Bractwa Św. Piusa X


Wywiad z ks. Dawidem Pagliaranim, przełożonym generalnym FSSPX, opublikowany pierwotnie na łamach „Nouvelles de Chrétienté”, nr 173.

Księże Przełożony, zastąpił Ksiądz biskupa, który nie tylko kierował Bractwem Św. Piusa X przez 24 lata, ale także udzielił Księdzu święceń kapłańskich. Jak się Ksiądz czuje w tej sytuacji?

Ktoś zadał mi już podobne pytanie, kiedy zostałem mianowany rektorem seminarium w La Reja, gdzie przede mną tę funkcję pełniło dwóch biskupów. Powiedzmy, że tym razem jest to nieco bardziej skomplikowane! Biskup Fellay jest ważną osobistością w historii Bractwa, bowiem kierował nim przez połowę jego istnienia. W ciągu tego długiego czasu nie brakowało ciężkich prób, niemniej jednak Bractwo wciąż istnieje, wysoko wznosząc sztandar Tradycji. Myślę, że ta wierność Bractwa swej misji stanowi w pewien sposób odzwierciedlenie wierności mego poprzednika jego własnej misji. Pragnę mu za to w imieniu wszystkich podziękować.

Niektórzy jednak podkreślali, że posiada Ksiądz osobowość bardzo odmienną od osobowości Księdza poprzednika. Czy uważa Ksiądz, że jest jakaś kwestia, w której naprawdę zdecydowanie się różnicie?
Muszę przyznać – cum grano salis – że żywię nieprzezwyciężalną odrazę do wszelkich bez wyjątku mediów elektronicznych, podczas gdy bp Fellay jest ekspertem w tej dziedzinie…

Jak postrzega Ksiądz Bractwo Św. Piusa X, którym będzie Ksiądz musiał kierować przez dwanaście lat?
Bractwo ma w swoich rękach skarb. Wielokrotnie podkreślano, że ten skarb należy do Kościoła, jednak myślę, że możemy powiedzieć, iż należy on również do nas, że mamy do niego pełne prawo. Należy on do nas i właśnie dlatego Bractwo jest autentycznie dziełem Kościoła. Już teraz!
Tradycja jest skarbem, aby jednak wiernie go przechowywać, musimy być świadomi, że jesteśmy (jedynie – przyp. tłum.) glinianymi naczyniami. To tu właśnie leży klucz do naszej przyszłości: w świadomości naszej słabości oraz potrzeby nieustannego czuwania nad samym sobą. Nie wystarczy wyznawać wiarę w całej jej integralności, jeśli nasze życie nie stanowi stałego i konkretnego wyrazu tej wiary. Życie Tradycją oznacza bronienie jej, walkę o nią, walkę, aby zatryumfowała najpierw w nas samych oraz w naszych rodzinach, a dzięki temu mogła zatryumfować w całym Kościele.
Jest naszym najgłębszym pragnieniem, żeby hierarchia kościelna przestała uważać Tradycję za brzemię albo zbiór niemodnych staroci, ale [potraktowała ją jako] jedyny sposób, w jaki Kościół może się odnowić. Do doprowadzenia tego dzieła do końca nie wystarczą jednak poważne dyskusje doktrynalne: musimy najpierw posiadać dusze gotowe na wszelkie rodzaje poświęceń. I dotyczy to zarówno osób konsekrowanych, jak i wiernych świeckich.
Musimy sami nieustannie odnawiać nasze postrzeganie Tradycji, nie tylko w sposób czysto teoretyczny, ale też w sposób prawdziwie nadprzyrodzony, w świetle ofiary krzyżowej naszego Pana Jezusa Chrystusa. Ochroni nas to przed niebezpieczeństwem popadnięcia w dwie skrajności, które często wzajemnie się wzmacniają: w prowadzącą do rozpaczy lub defetyzmu apatię oraz w pewien rodzaj bezproduktywnego intelektualizmu. Jestem przekonany, że to jest właśnie sposób przezwyciężenia wszelkich trudności, jakie możemy napotkać.

W tym również głównego problemu, jakim jest kryzys w Kościele?
Jakie kwestie są dziś najważniejsze? Powołania, uświęcenie kapłanów, troska o dusze. Nie możemy pozwolić, żeby tragiczna sytuacja, w jakiej znajduje się Kościół, do tego stopnia nas przytłaczała, żebyśmy nie byli już w stanie wykonywać naszych obowiązków. Jasna wizja, jaką mamy, nie może nas paraliżować; a jeśli paraliżuje, to zmienia się w ciemność. Postrzeganie obecnego kryzysu w świetle krzyża pozwala nam zachowywać spokój ducha i właściwą perspektywę, ponieważ spokój i obiektywizm są nieodzowne dla sformułowania prawidłowego osądu.
Kościół znajduje się obecnie w stanie szybko postępującego uwiądu: mamy do czynienia z gwałtownym spadkiem liczby powołań, liczby kapłanów, zanikiem praktykowania wiary, porzucaniem zwyczajów chrześcijańskich, zanikiem najbardziej elementarnego zmysłu Boga, co znajduje – niestety – wyraz w kwestionowania prawa naturalnego…
Bractwo posiada jednak wszystkie środki niezbędne do tego, by pokierować ruchem powrotu do Tradycji. Mówiąc precyzyjniej, stoją przed nami dwa wyzwania:
– z jednej strony musimy chronić naszą tożsamość poprzez przypominanie prawdy i potępianie błędu: „Prædica verbum: insta opportune, importune: argue, obsecra, increpa” „Głoś słowo, nalegaj w porę, nie w porę, przekonywaj, proś, karć” (2 Tym 4, 2)
– z drugiej zaś strony „in omni patientia, et doctrina” „z wszelką cierpliwością i nauką” (ibidem) musimy przyciągać do Tradycji tych wszystkich, którzy skłaniają się ku niej, dodawać im otuchy, wprowadzać ich stopniowo do walki oraz zachęcać do zajmowania coraz odważniejszego stanowiska. Wciąż jeszcze istnieją dusze autentycznie katolickie, dusze spragnione prawdy i nie mamy prawa odmawiać im kubka zimnej wody, jakim jest Ewangelia, przyjmując wobec nich postawę obojętną lub wyniosłą. Nierzadko dusze te stają się z biegiem czasu – przez własną odwagę i determinację – inspiracją dla nas samych.
Te dwa zadania są komplementarne: nie możemy oddzielić ich od siebie, skupiając się wyłącznie na potępianiu błędów będących owocami II Soboru Watykańskiego albo na pomocy, jaką winni jesteśmy tym, którzy zaczynają uświadamiać sobie kryzys i potrzebują pouczenia. W istocie oba te zadania stanowią jedno, bowiem oba wynikają z tego samego umiłowania prawdy.

Jaką konkretną formę przybiera owa pomoc duszom spragnionym prawdy?
Myślę, że nie wolno nam stawiać granic Bożej Opatrzności, dzięki czemu będziemy w stanie wykorzystywać konkretne środki dostosowane do różnych okoliczności. Każda z dusz jest światem sama w sobie, mają one za sobą swą konkretną drogę i aby pomóc im w sposób efektywny, niezbędne jest poznanie każdej indywidualnie. Jest ważne, aby zachować pewną ogólną postawę, dyspozycję, będącą warunkiem wstępnym, niezbędnym do udzielenia pomocy, a nie marzyć o skompilowaniu uniwersalnego podręcznika, który miałby zastosowanie w każdej sytuacji.
Aby podać kilka konkretnych przykładów, w chwili obecnej nasze seminaria goszczą kilku księży spoza Bractwa – trzech w Zaitzkofen i dwóch w La Reja – którzy pragną zrozumieć sytuację, w jakiej znalazł się Kościół, przede wszystkim zaś pragną przeżywać swe kapłaństwo w całej jego pełni.
Kapłaństwo jest jedynym środkiem, dzięki któremu Tradycja może powrócić do Kościoła. Musimy dołożyć wszelkich starań, aby odnowić świadomość tego faktu. Bractwo Św. Piusa X będzie miało niebawem 48 lat. Dzięki łasce Bożej w zdumiewający sposób rozprzestrzeniło się ono po całym świecie, jego apostolat wszędzie się rozwija, ma licznych kapłanów, dystrykty, przeoraty, szkoły… Minusem tego rozwoju jest fakt, że bojowy duch pierwszych lat w nieunikniony sposób osłabł. Siłą rzeczy jesteśmy coraz bardziej zaabsorbowani rozwiązywaniem codziennych problemów, będących rezultatem tej ekspansji; w efekcie duch apostolski może osłabnąć i pojawia się ryzyko, że wzniosłe ideały zostaną zapomniane. Od momentu założenia Bractwa w 1970 r. mamy już trzecią generację kapłanów… Niezbędne jest odkrycie na nowo misyjnej gorliwości, jaką nas natchnął nasz Założyciel.

W jaki sposób w obecnym kryzysie – będącym źródłem licznych cierpień dla wiernych oddanych Tradycji – powinniśmy patrzeć na relacje pomiędzy Bractwem a Rzymem?
Również w tej kwestii musimy starać się zachować perspektywę nadprzyrodzoną i wystrzegać się popadnięcia w obsesję na tym punkcie, ponieważ każda obsesja przyćmiewa umysł i utrudnia mu dotarcie do obiektywnej prawdy, która jest jego celem.
Obecnie musimy się w szczególności wystrzegać formułowania pochopnych osądów, a taką tendencję rozbudzają współczesne środki przekazu; nie wolno nam w nieprzemyślany sposób wygłaszać „autorytatywnych” komentarzy na temat dokumentów ogłaszanych przez Rzym czy też w jakiejkolwiek innej delikatnej kwestii: siedem minut na napisanie i minuta na umieszczenie w Sieci… Media społecznościowe prowokują do pogoni za sensacją i tworzenia „szumu”, jednak informacje, jakie w ten sposób przekazują są bardzo powierzchowne oraz – co gorsza – forma ta uniemożliwia na dłuższą metę wszelką poważną, głęboką refleksję. Czytelnicy, słuchacze oraz widzowie irytują się i niepokoją… Niepokój wynika ze sposobu, w jaki te informacje są przekazywane. Bractwo wiele wycierpiało wskutek tej niezdrowej oraz – w ostatecznym rozrachunku – światowej tendencji, którą wszyscy powinniśmy starać się wykorzenić. Im mniej czasu będziemy spędzać w Internecie, tym szybciej odzyskamy spokój umysłu oraz trzeźwość osądu. Im mniej ekranów posiadamy, tym skuteczniej będziemy w stanie dokonać obiektywnej oceny rzeczywistych faktów oraz ich dokładnego znaczenia.

cdn.
za: https://news.fsspx.pl/2018/10/bractwo-sw-piusa-x-dzierzy-w-swoich-rekach-skarb/

Bractwo Św. Piusa X dzierży w swoich rękach skarb, wywiad z ks. Dawidem Pagliaranim cz.2

Bractwo Św. Piusa X dzierży w swoich rękach skarb


Ks. Dawid Pagliarani FSSPX, przełożony generalny Bractwa Św. Piusa X

Wywiad z ks. Dawidem Pagliaranim, przełożonym generalnym FSSPX, opublikowany pierwotnie na łamach „Nouvelles de Chrétienté”, nr 173. cześć 2.

(...)

Nasze relacje z Rzymem

A jak wyglądają obiektywne fakty dotyczące relacji Bractwa z Rzymem?
Można powiedzieć, że od czasu dyskusji doktrynalnych z rzymskimi teologami mamy do czynienia z dwoma źródłami informacji, dwoma rodzajami relacji na poziomach, które należy starannie rozróżnić:
  1. Źródło publiczne i oficjalne, które wciąż wymaga od nas deklaracji o zasadniczo tej samej treści doktrynalnej
  2. Innym źródłem informacji są różni członkowie Kurii. Podczas prywatnych rozmów z nimi pojawiały się nowe spostrzeżenia odnośnie do względnej rangi magisterialnej soboru lub dotyczące tego czy innego punktu doktryny… Są to nowe i interesujące dyskusje, które z pewnością powinny być kontynuowane, jednak pozostają dyskusjami nieformalnymi, nieoficjalnymi i prywatnymi, podczas gdy na płaszczyźnie oficjalnej – pomimo pewnej ewolucji języka – stale są powtarzane te same żądania.
Oczywiście odnotowujemy każdy przypadek, w którym prywatnie odnosi się do nas z życzliwością, nie jest to jednak oficjalny głos Rzymu – są to mający dobre intencje bojaźliwi Nikodemowie, którzy nie wyrażają oficjalnego stanowiska hierarchii. Musimy więc trzymać się ściśle oficjalnych dokumentów i tłumaczyć, dlaczego nie możemy ich zaakceptować.

Najnowsze oficjalne dokumenty – na przykład list od kard. Müllera z czerwca 2017 r. – zawsze zawierają to samo żądanie: jako warunek wstępny (dalszych dyskusji – przyp. tłum.) musimy zaakceptować sobór i dopiero potem będzie możliwe prowadzenie rozmów o tym, co w jego nauczaniu nie jest dla Bractwa jasne. W ten sposób redukują oni nasze obiekcje do subiektywnych trudności w odczytywaniu oraz rozumieniu i obiecują pomóc nam właściwie zrozumieć, co sobór rzeczywiście miał na myśli. Władze rzymskie czynią z tego warunku wstępnego kwestię wiary i zasady; mówią to wprost. Ich obecne żądania są takie same jak 30 lat temu. II Sobór Watykański musi być akceptowany jako element Tradycji Kościoła, usiłuje się uczynić z niego jej część. Ludzie ci przyznają, że Bractwo może mieć wątpliwości w pewnych kwestiach, które należałoby wyjaśnić, jednak w żadnym razie nie dopuszczają możliwości odrzucenia nauczania soboru jako takiego: [dla nich] jest to po prostu element Magisterium!

Na tym jednak właśnie polega problem i nie możemy udawać, że jest nim coś innego: jaka jest ranga dogmatyczna soboru, który sam określił się jako duszpasterski? Jaka jest wartość tych nowych zasad głoszonych przez sobór, zasad, które były wdrażane systematycznie, konsekwentnie i w doskonałej ciągłości z tym, co było nauczane przez hierarchię odpowiedzialną zarówno za sobór, jak i epokę posoborową? Rzeczywisty sobór był soborem wolności religijnej, kolegializmu, ekumenizmu, „żywej tradycji”… i niestety nie jest to skutek błędnych interpretacji. Dowodem na to jest fakt, że ten rzeczywisty sobór nie został nigdy skorygowany czy poprawiony przez kompetentną władzę. Przekazuje on ducha, nauczanie, sposób myślenia o Kościele, które są przeszkodą dla uświęcania dusz, a jego tragiczne skutki są widoczne dla każdego uczciwego człowieka, dla wszystkich ludzi dobrej woli. Dokumenty tego rzeczywistego soboru pokrywają się z doktryną oraz praktyką, które zostały narzucone „ludowi Bożemu”; odmawiamy więc uznania go za taki sam sobór jak wszystkie inne. Właśnie dlatego dyskutujemy o jego autorytecie, zawsze jednak w duchu miłości, bowiem naszym jedynym celem jest dobro Kościoła oraz zbawienie dusz. Prowadzona przez nas dyskusja nie jest jedynie potyczką teologiczną – w istocie dotyczy ona kwestii, które są „bezdyskusyjne”: stawką jest tu bez wątpienia samo życie Kościoła. I z tego Bóg będzie nas sądził.
Taka jest więc perspektywa, w jakiej postrzegamy oficjalne dokumenty Rzymu; [podchodzimy do nich] z szacunkiem, ale także z realizmem – to nie kwestia prawicowości czy lewicowości, bycia twardym czy elastycznym, chodzi po prostu o zachowanie realizmu.

Co więc należy czynić, oczekując na dalszy rozwój sytuacji?
Mogę na to pytanie odpowiedzieć jedynie wspominając o kilku priorytetach. Po pierwsze, należy ufać Bożej Opatrzności, która nie może nas opuścić i która zawsze dawała nam odczuć swą przychylność oraz opiekę. Wątpić, wahać się, prosić Opatrzność o inne gwarancje stanowiłoby przejaw niewdzięczności. Nasza stałość oraz siła zależą od naszego zaufania do Boga: myślę, że wszyscy powinniśmy zrobić rachunek sumienia pod tym względem.
Ponadto jest konieczne odkrywanie na nowo każdego dnia skarbu, jaki niesiemy w naszych rękach i pamiętanie, że ten skarb otrzymaliśmy od samego Zbawiciela i że jego ceną jest Jego własna Krew. Dzięki ciągłemu rozważaniu tych wzniosłych prawd nasze dusze będą trwać w nieustannej adoracji, zyskując siłę niezbędną na czas próby.
Musimy także przywiązywać większą troskę do wychowania dzieci. Musimy pamiętać o celu, jaki pragniemy osiągnąć i nie obawiać się mówić im o krzyżu, o męce Chrystusa Pana, o Jego miłości do maluczkich, o ofierze. Dla dusz dzieci jest absolutnie konieczne, aby już od najmłodszych lat rozwinęły w sobie miłość do Zbawiciela, zanim jeszcze duch tego świata będzie mógł je zwieść i zauroczyć. Ta kwestia ma absolutne pierwszeństwo i jeśli nie udaje nam się przekazać tego, co otrzymaliśmy, jest to znakiem, że nie jesteśmy do tego dostatecznie przekonani.
I na koniec musimy też walczyć z pewnym lenistwem intelektualnym: to właśnie doktryna jest tym, co nadaje sens naszej walce o Kościół oraz o dusze. Konieczne jest dołożenie starań, aby zrewidować naszą analizę dziejących się obecnie ważnych wydarzeń – patrząc na nie w świetle odwiecznej doktryny i nie zadowalając się metodą „kopiuj i wklej”, do czego niestety zachęca Internet. Mądrość porządkuje wszystkie rzeczy, nieustannie, tak że każda z nich trafia na swe właściwe miejsce…

Abp Lefebvre i krucjata w obronie Mszy

A co konkretnie mogą uczynić wierni?
Podczas Mszy św. wierni niejako słyszą echo słowa ephpheta, ‘otwórz się’, wypowiadanego przez kapłana podczas udzielania chrztu. Ich dusze są ponownie otwierane na łaskę Najświętszej Ofiary. Dzieci, które uczestniczą we Mszy św. – nawet te jeszcze bardzo małe – są niezwykle wrażliwe na święte rzeczywistości uwypuklane przez tradycyjną liturgię. Przede wszystkim zaś uczestnictwo we Mszy czyni owocnym życie małżonków ze wszystkimi jego próbami i nadaje mu głęboki sens nadprzyrodzony, ponieważ źródłem łask sakramentu małżeństwa jest ofiara Zbawiciela. Uczestnictwo we Mszy św. przypomina im, że Bóg pragnie uczynić ich współpracownikami w najwspanialszym ze swoich dzieł: w uświęceniu i chronieniu dusz ich dzieci.

Podczas swego jubileuszu (kapłańskiego – przyp. tłum.) w 1979 r. abp Lefebvre wzywał nas do podjęcia krucjaty Mszy św., bowiem Bóg pragnie odnowić swoje kapłaństwo, a za jego pośrednictwem także rodzinę, która jest obecnie atakowana ze wszystkich stron. Jego wizja okazała się prawdziwie prorocza: dziś nikt nie jest w stanie temu faktowi zaprzeczyć. To, co wówczas przewidywał, obecnie ziszcza się na naszych oczach:

„Cóż zatem winniśmy czynić, umiłowani bracia? Jeśli zgłębimy tę wielką tajemnicę Mszy świętej, to wówczas, myślę, będzie można powiedzieć: musimy podjąć krucjatę, opartą na świętej ofierze Mszy, na Krwi naszego Pana Jezusa Chrystusa, opartą na niezwyciężonej skale i na tym niewyczerpanym źródle łaski, jaką jest ofiara Mszy świętej. Widzimy to każdego dnia. Jesteście tu, ponieważ kochacie ofiarę Mszy świętej. Ci młodzi seminarzyści, którzy są w Ecône, w Stanach Zjednoczonych, w Niemczech, przyszli do naszych seminariów właśnie z powodu Mszy świętej, Mszy świętej wszech czasów, która jest źródłem łask, źródłem Ducha Świętego, źródłem cywilizacji chrześcijańskiej. Oto kim jest kapłan. Dlatego musimy podjąć krucjatę, krucjatę opartą właśnie na tym pojęciu odwieczności, pojęciu ofiary – po to, aby odrodzić chrześcijaństwo, aby odtworzyć chrześcijaństwo wedle myśli Kościoła, tak jak Kościół zawsze czynił, z tymi samymi zasadami, z tą samą ofiarą Mszy, z tymi samymi sakramentami, z tym samym katechizmem, z tym samym Pismem świętym” (kazanie wygłoszone w Paryżu przez abp. Lefebvre’a podczas Mszy z okazji 50. rocznicy przyjęcia święceń kapłańskich, 23 września 1979 r.).

Cywilizacja chrześcijańska musi być odbudowywana w naszym codziennym życiu poprzez wierne wypełnianie obowiązków stanu tam, gdzie dobry Bóg nas postawił. Niektórzy – całkowicie słusznie – wyrażają ubolewanie z powodu faktu, że Kościół oraz społeczeństwo nie są (obecnie – przyp. tłum.) tym, czym być powinny. Zapominają jednak, że mają do swej dyspozycji środki niezbędne do uzdrowienia tej sytuacji, w miejscu, które Bóg im wyznaczył, poprzez swoje osobiste uświęcenie. Tam każdy jest przełożonym generalnym… Do jego wyboru nie potrzeba żadnej Kapituły Generalnej: każdego dnia powinien starać się o uświęcenie tej części Kościoła, której jest absolutnym panem: swej własnej duszy!
Abp Lefebvre mówił dalej: „Musimy na nowo ożywić chrześcijaństwo. Wy zaś, umiłowani bracia, wy jesteście solą ziemi, jesteście światłem świata, do was zwraca się nasz Pan Jezus Chrystus i mówi wam: «Nie marnujcie owoców Mojej Krwi! Nie wyrzekajcie się Mojej Kalwarii! Nie wyrzekajcie się Mojej Ofiary!». A Najświętsza Maryja Panna, która stoi pod krzyżem, również wam to mówi – Ona, której serce zostało przeszyte, która jest przepełniona cierpieniem i bólem, ale także radością, że jednoczy się z ofiarą swego Boskiego Syna. Ona także mówi wam: «Bądźcie chrześcijanami, bądźcie katolikami, nie dajcie się porwać tym wszystkim ideom światowym, tym wszystkim prądom, które panują na świecie i prowadzą was do grzechu i do piekła». Jeśli chcemy iść za naszym Panem Jezusem Chrystusem, a musimy to czynić, dźwigajmy nasz krzyż. Podążajmy za naszym Panem Jezusem Chrystusem, naśladujmy Go w Jego krzyżu, w Jego cierpieniu, w Jego ofierze”.

Założyciel Bractwa Św. Piusa X zainicjował krucjatę dla młodzieży, dla chrześcijańskich rodzin, dla głów rodzin, dla kapłanów. Wzywał do niej w poruszających słowach, które mogą być dla nas źródłem inspiracji również dziś, czterdzieści lat później, widzimy bowiem wszyscy, jak bardzo stosowne remedium stanowi ona na trapiące nas aktualnie nieszczęścia:

„Dziedzictwo, które pozostawił nam Jezus Chrystus, to Jego Ofiara, to Jego Krew, to Jego krzyż. I to jest zaczyn całej cywilizacji chrześcijańskiej i tego, co ma nas zaprowadzić do nieba. (…) Strzeżcie tego testamentu naszego Pana Jezusa Chrystusa! Strzeżcie ofiary naszego Pana Jezusa Chrystusa! Strzeżcie Mszy świętej wszech czasów! Wówczas ujrzycie na powrót kwitnącą cywilizację chrześcijańską”.
Dziś, czterdzieści lat później, podjęte wówczas zobowiązania wciąż pozostają w mocy: w istocie wymagają one od nas jeszcze większej żarliwości i jeszcze bardziej gorliwej służby Kościołowi oraz duszom. Jak powiedziałem na początku tego wywiadu, Tradycja jest nasza, całkowicie, zaszczyt ten jednak wiąże się z poważną odpowiedzialnością: będziemy sądzeni z naszej wierności w przekazywaniu tego, co otrzymaliśmy.

Księże Przełożony, niech mi będzie wolno zadać na koniec jeszcze jedno pytanie. Czy odpowiedzialność, jaka spoczęła na Księdza ramionach 11 lipca, nie przeraziła Księdza?
Tak, muszę przyznać, że byłem nieco przestraszony, a nawet wahałem się przed jej przyjęciem. Wszyscy jesteśmy glinianymi naczyniami i jest to prawdą również w przypadku człowieka wybieranego przełożonym generalnym: choć jest on naczyniem nieco lepiej widocznym i nieco większym, jest niemniej naczyniem kruchym.
Przezwyciężyć lęk pozwoliła mi jedynie myśl o Najświętszej Maryi Pannie: to w Niej pokładam całą moją ufność. Ona nie jest z gliny, jest bowiem z kości słoniowej; nie jest naczyniem kruchym, ponieważ jest niezdobytą wieżą: turris eburnea (jak mówi Litania loretańska). Jest jak armia uszykowana do boju, terribilis ut castrorum acies ordinata (Pieśń 6, 3), wiedząca z góry, że we wszystkich bitwach pisane jest Jej zwycięstwo: „Na koniec Moje Niepokalane Serce zatryumfuje”.

za: https://news.fsspx.pl/2018/10/bractwo-sw-piusa-x-dzierzy-w-swoich-rekach-skarb/