czwartek, 9 sierpnia 2018

Różańce publiczne w sierpniu AD 2018




KRAKÓW, Rynek Główny obok kościoła św. Wojciecha, 10 sierpnia (piątek), godz. 17:00

GLIWICE, Rynek, pod figurą Matki Bożej, 10 sierpnia (piątek), godz. 19:00

OLKUSZ, Rynek, 11 sierpnia (sobota), godz. 17:00
 
BYDGOSZCZ, Plac Wolności, 13 sierpnia (poniedziałek), godz. 17:00 (w obronie życia poczętego)

GDAŃSK, Wały Jagiellońskie 1, przed budynkiem Rady Miasta, 13 sierpnia (poniedziałek), godz. 17:30

GDYNIA, ul. Piłsudskiego, przy Urzędzie Miasta 13 sierpnia (poniedziałek), godz. 17:30

LESZNO, Rynek, przy Ratuszu, 13 sierpnia (poniedziałek), godz. 17:30

NOWY SĄCZ, Park przy ruinach Zamku Królewskiego, 13 sierpnia (poniedziałek), godz. 20:00

PUCK, Stary Rynek przed Urzędem Miasta, 13 sierpnia (poniedziałek), 17:00

TARNÓW, Rynek, 13 sierpnia (poniedziałek), godz. 15:00

TORUŃ, pod pomnikiem Kopernika, 13 sierpnia (poniedziałek), godz. 17:00

WEJHEROWO, pl. Wejhera, 13 sierpnia (poniedziałek), 17:30

BIAŁYSTOK, za Ratuszem, koło Cafe Esperanto – Rynek Kościuszki 10, 14 sierpnia (wtorek), godz. 19:00

POZNAŃ, wejście do Szpitala Klinicznego im. K. Marcinkowskiego od ul. Jackowskiego, 18 sierpnia (sobota), godz. 16:30 (zadośćuczynienie za grzech aborcji)

ZIELONA GÓRA, Pl. Pocztowy 3/2 (pod biurem PiS), 22 sierpnia (środa), godz. 18:00 (przeciw aborcji)

KĘDZIERZYN-KOŹLE, przed wejściem głównym do SPZOZ od ul. Roosevelta, 31 sierpnia (piątek), godz. 17:00 (w intencji zadośćuczynienia za grzech aborcji)

za:
https://www.pch24.pl/

Kara śmierci a chrześcijaństwo. Jak było? Rozmowa z prof. Bartyzelem



 (...)

W dyskusjach na temat kary śmierci i systemu penitencjarnego mówi się o aspekcie resocjalizacyjnym i prewencyjnym. Coraz rzadziej pamięta się natomiast o karze jako przywracaniu sprawiedliwości za wyrządzone zło. Czy ta zmiana również stanowi efekt mentalności laickiej?
Oczywiście. Mamy do czynienia z nowym rozumieniem sankcji karnej i prawa karnego w ogóle. Chrześcijaństwo – tak jak klasyczna tradycja filozoficzna – zawsze stało na gruncie tego, że każda kara ma funkcję retrybutywną, stanowi sprawiedliwą odpłatę za dokonany czyn, czyli ma przywracać – na ile to możliwe, bo w przypadku morderstwa nie przywrócimy życia ofierze – ład moralny i społeczny. Celem wymiaru sprawiedliwości jest wymierzenie tej odpłaty i przywrócenie ładu. Natomiast w argumentacji, która pojawia się zarówno w tym zmienionym brzmieniu owego punktu w Katechizmie, jak i w wypowiedziach osobistych Franciszka, mamy w ogóle inny język prawniczy i inną doktrynę prawa. Doktrynę ani nie tradycyjną ani nie chrześcijańską, tylko laicką i liberalną.

W dzisiejszym rozumieniu kary dominuje wątek resocjalizacyjny, aby przywrócić przestępcę do społeczeństwa. Wtedy rzeczywiście karę śmierci trzeba odrzucić, bo jak się przerwie życie skazańca, to na pewno się go do społeczeństwa nie przywróci. To jednak błąd teologiczny, moralny i błąd w filozofii prawa.

W nowym brzmieniu punktu Katechizmu czytamy, że zmiana stała się konieczna, gdyż rozpowszechniło się nowe rozumienie sensu sankcji karnych. To jest argument sytuacjonistyczny, odnoszący się do świadomości, psychologii społecznej, do zjawiska, które w jakiś sposób jest prawdziwe – gdyż propaganda abolicjonistyczna działa bardzo mocno i ma przełożenie na systemy prawne współczesnych państw – ale nie stanowi argumentu merytorycznego.

Nie ma żadnego przejścia – nawet logicznego – od tego, że istnieje jakieś rozumienie sensu sankcji karnej, które jest inne od istniejącego wcześniej, do mocnej tezy moralnej, która nosi w sobie charakter (w luźnym sensie) dogmatyczny. Dopuszczalność lub niedopuszczalność kary powinna być uzasadniana na gruncie rozumowania właściwego czy to filozofii, czy teologii moralnej, a nie dlatego, że ktoś coś na ten temat mniema. To jest – odwołując się do klasycznego rozróżnienia w epistemologii – zastąpienie aletheia (czyli prawdy) doksą (opinią). Mamy do czynienia z następującym myśleniem: ktoś wyznaje jakąś opinię, ta opinia jest dominująca, to musimy dostosować się do niej naukę moralną, która winna mieć charakter dogmatyczny i apodyktyczny – a więc podyktowany z jednej strony przez rozum, jak i z drugiej przez Objawienie. Tymczasem tutaj mamy do czynienia z jakimś quasi-objawieniem o charakterze socjo-psychologicznym, które wymusza zmianę stanowiska. To absurd.

W dodatku rzeczywistość i świadomość społeczna są rzeczami płynnymi. Za dziesięć czy dwadzieścia lat mogą się radykalnie zmienić. Kiedy za 10 lat czy 20 lat – a to nie tylko fantazja, ale coś prawdopodobnego – wskutek zalewania Europy przez imigrantów z innych cywilizacji, ludzi o innej mentalności, dojdzie do dramatycznych zaburzeń, zamieszek czy nawet regularnych ulicznych wojen, to wahadło nastawienia społecznego może przechylić się w drugą stronę. W świadomości społecznej może pojawić się bardzo radykalny i nieumiarkowany ton, że każdego obcego należy rozstrzeliwać czy wieszać. I co wtedy? Doktryna znów zostanie zmieniona, gdyż zmieniła się „samoświadomość ludu Bożego”, który ze strachu dyszy żądzą odwetu i chce rzezi najeźdźców? To jest niesłychanie niebezpieczna droga i podejście polegające na dostosowywaniu nauki moralnej do stanu świadomości!
(...)

Z prof. Jackiem Bartyzelem rozmawiał Michał Wałach.


całość:
Read more: http://www.pch24.pl/kara-smierci-a-chrzescijanstwo--jak-bylo--rozmowa-z-prof--bartyzelem,62049,i.html#ixzz5NZfq4r1e

środa, 8 sierpnia 2018

„Starożytna liturgia rzymska i współczesny kryzys wiary” – analiza konferencji abp. Pozzo


Abp Gwidon Pozzo w Licheniu

18 lipca br. abp Gwidon Pozzo, sekretarz papieskiej komisji Ecclesia Dei, wygłosił w Licheniu wykład dla uczestników warsztatów liturgicznych Ars Celebrandi 2018. Temat tradycyjnego rytu Mszy św. w kontekście współczesnego kryzysu wiary jest bliski wiernym Tradycji katolickiej, dlatego warto przyjrzeć się bliżej prelekcji włoskiego purpurata, tym bardziej, że wypowiadał się on również w kwestii Bractwa Św. Piusa X.

Kryzys wiary i Kościoła

Po pierwsze jest rzeczą godną uwagi, że przedstawiciel Watykanu tak otwarcie mówił o bardzo poważnym kryzysie wiary i o roli, jaką Msza św. trydencka może odegrać w przezwyciężaniu tego kryzysu:
[…] przyczynami tzw. kryzysu wiary i Kościoła są sekularyzacja wiary, sekularyzacja liturgii i sekularyzacja miłości; co do istoty są to te trzy elementy, które można by podsumować następująco: kiedy traci się nadprzyrodzone poczucie wiary, łaski, liturgii, wówczas w sposób konieczny wkrada się rzeczywistość zeświecczona, zsekularyzowana, immanentystyczna, horyzontalna, gdzie Bóg nie ma już prymatu. A skoro Bóg nie ma już prymatu, to zachodzi pytanie: po co Kościół, po co religia? […] Prawdziwą przyczyną dzisiejszego kryzysu w Kościele nie jest negacja konkretnych prawd wiary […] dzisiejszy kryzys wiary ma charakter gnostyczny, nowej gnozy, podobnie jak kiedyś w pierwszych wiekach chrześcijaństwa. Nie chodzi o jakąś określoną ideologię, jak np. komunizm czy nazizm, ale o duchową atmosferę, o ogólne postrzeganie życia i świata. A w centrum tej ogólnej atmosfery jest człowiek-podmiot, już nie prawda, nie Bóg, nie rzeczy nadprzyrodzone, nie sacrum. To jest dzisiejsza „herezja”, która nie jest jedną z wielu herezji przeszłości, i dlatego uważam, że jest o wiele głębsza. […] I wierzę, że liturgia starożytna […] pomaga przywrócić kolejność rzeczy, porządek.1
Pamiętajmy, że do czasu podjęcia rozmów z Bractwem Św. Piusa X w 2000 r. rzymscy hierarchowie nie dopuszczali do otwartej dyskusji o powszechnym kryzysie wiary. Jak widać wiele się zmieniło w tej kwestii, nie bez znacznej zasługi Bractwa, i wysocy przedstawiciele Kurii Rzymskiej coraz częściej mówią o kryzysie wiary, a nawet Kościoła. I choć ten dyskurs nie jest powszechny ani jednolity, jest jednak dostrzegalnym faktem.
Cytowana powyżej wypowiedź abp. Pozzo, udzielona podczas sesji pytań i odpowiedzi po prelekcji (notabene po krótkim czasie została ona wycięta z oficjalnego nagrania serwisu Polonia Christiana, które zredukowano do samego wykładu) potwierdza katastrofalny stopień sekularyzacji najważniejszych dziedzin życia katolickiego oraz panoszenie się perfidnej herezji, którą można by trafnie nazwać neomodernizmem. Modernizm był herezją zupełnie różniącą się od wcześniej rozpowszechnianych błędów i o wiele bardziej od nich niebezpieczną. Sam abp Pozzo określenia neomodernizm niestety nie użył – być może dlatego, że w ten sposób pośrednio przyznałby rację pewnemu Bractwu pod patronatem świętego papieża, który uroczyście potępił i zwalczał modernizm, a przecież abp Pozzo, jako sekretarz komisji Ecclesia Dei, ma obowiązek piętnować kapłanów-tradycjonalistów bez uregulowanego statusu kanonicznego…
Jeśli analiza abp. Pozzo jest trafna, to oznacza to, że Kościół wymaga obecnie jeszcze głębszej odnowy niż w czasach Soboru Trydenckiego. Należy przy tym zadać pytanie o przyczyny wspomnianej sekularyzacji… Nie tak dawno temu, bo w czerwcu br. ówczesny przełożony generalny Bractwa Św. Piusa X bp Bernard Fellay pisał do uczestników sympozjum rzymskiego pn. Kryzys w Kościele: jakie korzenie, jakie lekarstwa?:
Podważanie „obiektywnej i niezmiennej prawdy» oraz „obiektywnego kryterium moralności”, propagowanie „relatywizmu”, akceptowanie „moralności sytuacyjnej” – oto przyczyny kryzysu w Kościele.
Analizy abp. Pozzo i bp. Fellaya zdają się w dużej mierze pokrywać, choć pierwszy kładzie nacisk na opis zjawiska sekularyzacji, podczas gdy drugi – na jego przyczyny. Sam abp Pozzo w swoich analizach jest ograniczony przez pewne aprioryczne opinie, które dały o sobie znać także w jego wystąpieniu w Licheniu. Odpowiadając na prośbę o doprecyzowanie przyczyn kryzysu wiary, abp Pozzo skrytykował otwarcie się chrześcijan na zsekularyzowany świat: „wszystkie te próby otwarcia się na świat […], czy spowodowały wzrost chrześcijan? Nie – spowodowały jeszcze większy odpływ chrześcijan”2, jednocześnie nie dopuszczając do siebie myśli, że taką próbą łączenia katolicyzmu z duchem zsekularyzowanego świata było właśnie słynne soborowe aggiornamento, zilustrowane gestem papieża Jana XXIII teatralnie otwierającego okno… Abp Pozzo nie chce dopuścić do krytyki istotnych elementów owego aggiornamento, jakimi były teksty soborowe i reforma liturgii:
Reforma liturgiczna II Soboru Watykańskiego nie może być rozumiana jako zerwanie z tradycyjną liturgią, ale należy ją rozumieć jako odnowę przy zachowaniu ciągłości z tym, co zasadnicze […] Krytyczne spostrzeżenia na temat dyskusyjnych form wdrożenia odnowy nie powinny poddawać ponownie pod dyskusję mszału opublikowanego przez Pawła VI, następnie po raz trzeci wydanego za aprobatą Jana Pawła II, który pozostaje zwyczajną formą liturgii eucharystycznej.3
Postępując zgodnie z logiką włoskiego hierarchy nie można zatem mówić np. o – skądinąd historycznym – fakcie protestantyzacji Mszy Pawła VI, i to już w jej zarodku, bowiem zachodzą jedynie „zbanalizowane” lub „niewłaściwe” sposoby celebrowania zreformowanego rytu, który sam w sobie jest dobry:
Zagrożenie wynika nie tyle z ksiąg liturgicznych czy z samego rytu, ale ze specyficznego rozumienia i postrzegania, o czym wyżej pisałem. Nawet dla zrozumienia intelektualnej formacji liturgicznej warto przytoczyć to, co już miałem okazję powiedzieć w jednym z moich poprzednich wystąpień o nauczaniu Vaticanum II: reformie liturgicznej towarzyszyła ideologia okołosoborowa, która w pewnym stopniu pokrywała się z pomysłami i z zasadami zawartymi w konstytucji Sacrosanctum Concilium II Soboru Watykańskiego i która jednocześnie stała się podwaliną dewiacji, nadużyć i zniekształceń w postaci konkretnych zastosowań reformy liturgicznej. Z pewnością nie jest rzeczą drugorzędną, że klimatowi reformy liturgicznej towarzyszył specyficzny kontekst kulturowy głęboko naznaczony sekularyzacją.4
Winnym kryzysu jest więc niedobry klimat naszych czasów, kontekst kulturowy, okołosoborowa ideologia… Nawiasem mówiąc, bp Bernard Fellay wiele razy podczas swoich wystąpień zbijał tego typu argumentację, podnosząc, iż przedstawiciele Watykanu są obecnie skorzy twierdzić, że cierpimy z powodu skutków burzy, która szalała na zewnątrz Kościoła; ale co należy sądzić o człowieku, który podczas burzy szeroko otwiera okna swego domu? Już trafniej oceniał to zjawisko Paweł VI mówiąc o autodestrukcji Kościoła – a był to ten sam papież, który osobiście przewodniczył protestantyzacji rytu Mszy, konsultując reformę Mszału rzymskiego z protestanckim obserwatorami i zezwalając abp. Bugniniemu na wdrożenie ich uwag.
Wróćmy jednak do wywodu abp. Pozzo. Powiedział on otóż, że w celebracjach Mszy wg mszału Pawła VI wypaczenia zachodzą na tyle regularnie, że należy to zjawisko napiętnować, a wypaczenia – korygować, wykorzystując m.in. rolę edukacyjną vetus ordo, czyli starego rytu Mszy św., który dobitnie wyraża adorację Boga, rzeczywistą obecność oraz aspekt ofiary:
Podsumowując ten aspekt, uważam, że powinno się uznać, że motu proprio Summorum Pontificum Benedykta XVI odegrało znaczącą rolę, pomagając zrozumieć, że usus antiquor liturgii rzymskiej należy uważać za cenny skarb, który trzeba otworzyć dla wszystkich wiernych (por. instrukcja Universæ Ecclesiæ, 8), aby zachować właściwą wiarę, właściwą liturgię i właściwą miłość.5
Bardzo cieszy, że watykański purpurat podkreśla, iż ryt trydencki uczy właściwego znaczenia Mszy św. – ale czy nie oznacza to jednocześnie, że nowy ryt tego znaczenia już adekwatnie nie wyraża? Pół wieku temu kardynałowie Ottaviani i Bacci ostrzegali Pawła VI przed tym zagrożeniem w swojej Analizie krytycznej novus ordo Missæ – tymczasem stanowisko abp. Pozzo sprowadza się do kuriozalnego twierdzenia, że choć istniejący kryzys liturgiczny i kryzys wiary nie mają podstaw w reformie liturgicznej, to jednak przeszło 50 lat po jej przeprowadzeniu występuje wiele wypaczeń i należy je korygować odwołując się do nauki wyrażonej… w starej liturgii.
Można zrozumieć intencje, nie sposób jednak zaakceptować zawiłego toku myślenia sekretarza komisji Ecclesia Dei, który z jednej strony nie pozwala na krytykę aggiornamento oraz II Soboru Watykańskiego i jego reform, ale z drugiej – sam krytykuje skutki otwarcia się Kościoła na świat; z jednej strony zabrania dyskutowania o wartości mszału Pawła VI, a jednocześnie stwierdza, że ten ryt sam w sobie nie jest wystarczający, aby zapobiec nawarstwianiu się błędów doktrynalnych dotyczących natury Mszy św.

Kwadratura koła Ecclesia Dei

Na tym niestety nie koniec niespójności prezentowanych przez sekretarza komisji Ecclesia Dei. Zapytany po wykładzie o obecny status Bractwa Św. Piusa X i o to, czy udzielenie kapłanom Bractwa przez papieża Franciszka jurysdykcji zwyczajnej do udzielania sakramentu spowiedzi oraz możliwość udzielania przez nich ślubów wg zwyczajnej formy kanonicznej (pytania 6. i 7. po prelekcji) stanowią zachętę do korzystania z ich posługi, abp Pozzo – podkreślając klimat obopólnej życzliwości, a nawet przyjaźni – odpowiedział tak:
[…] problemem jest nieuznawanie przez Bractwo deklaracji doktrynalnej przedstawionej przez Kongregację Nauki [Wiary], zaaprobowanej przez papieża Franciszka.6
Ze strony hierarchy, który zdaje się rozumieć powszechność kryzysu wiary – także wśród biskupów – należałoby się spodziewać bardziej szerokiego ujęcia niż tylko sprowadzania całego problemu Bractwa Św. Piusa X do jego niezgody na uznanie jednej deklaracji. Abp Pozzo podkreślił jednak swoje czysto legalistyczne postrzeganie Bractwa, którego zdaje się nie podzielać m.in. sam papież Franciszek:
Papież jest zatroskany kwestią zbawienia dusz wiernych Bractwa, dlatego też przy okazji Roku Świętego opowiedział się za umożliwieniem godziwego szafowania sakramentu pokuty, dla dobra dusz, suprema lex salus animarum. Z tego samego powodu został również wydany list o udzielaniu sakramentu małżeństwa […] Niemniej jednak kapłani i biskupi Bractwa wykonują swoją posługę kapłańską w sposób niegodziwy (illecito), nieuprawniony (illegittimo). Nie są ekskomunikowani […] nie są formalnie schizmatykami – jest czymś zupełnie fałszywym mówić, że Bractwo Św. Piusa X jest schizmatyckie z punktu widzenia formalnego, kanonicznego – ale są w sytuacji nieregularnej i dopóki nie będą w sytuacji uregulowanej kanonicznie, nie sprawują prawowitej posługi poza sakramentami spowiedzi i małżeństwa wedle pozwolenia papieskiego.7
Wypowiedź hierarchy stanowi teologiczne kuriozum, albowiem kapłan, który sprawuje sakramenty w sposób niegodziwy, grzeszy; podobnie grzeszą wierni, jeśli uczestniczą w tych sakramentach (zakładając, że mają świadomość, że kapłan sprawuje je w sposób niegodziwy), które wówczas są bezowocne8. Abp Pozzo wyobraża sobie jednak, że z jednej strony kapłan Bractwa Św. Piusa X godziwie rozgrzesza penitenta przed niedzielną Mszą św. w jednej z kaplic Bractwa, by następnie kilka chwil później niegodziwie udzielić temu samemu penitentowi Komunii św. podczas Mszy św., którą sam grzesznie odprawia, narażając owego penitenta na świętokradczą Komunię. Znacznie więcej zdrowej logiki wyrażał list kard. Müllera o możliwości asystowania kapłanów Bractwa przy zawieraniu sakramentu małżeństwa, list ten bowiem w każdym przypadku przewiduje celebrację Mszy św. wotywnej za nowożeńców przez kapłana Bractwa. Jest jednak rzeczą niepojętą, aby zezwalać na odprawianie Mszy św. kapłanowi, który miałby ją sprawować w sposób niegodziwy. Podobnie sama komisja Ecclesia Dei już w latach 90. XX wieku przewidywała możliwość uczestnictwa w niedzielnych Mszach św. sprawowanych przez kapłanów Bractwa, łącznie z możliwością złożenia „skromnej” ofiary na tacę.
Jak widać sposób argumentacji się zmienił – dotychczas dla Ecclesia Dei głównym problemem miał być sakrament pokuty i małżeństwa, ale skoro po gestach papieża Franciszka problem ten dłużej nie istnieje, to sekretarz komisji Ecclesia Dei kurczowo trzyma się teorii niegodziwości innych sakramentów, choćby kosztem logiki: z jednej strony nie należy, z drugiej strony można; z jednej strony otrzymywanie sakramentów w Bractwie jest grzeszne, z drugiej wolno je otrzymywać – oto kwadratura koła zagubionego w swych niuansach hierarchy.
Takie podejście jest tym bardziej dziwne, że przecież abp Pozzo doskonale zdaje sobie sprawę z ogromu i rozległości herezji atakującej dziś Kościół, a także z karygodnej postawy dużej części episkopatu na świecie w zakresie wiary i liturgii:
Niestety, linia zerwania z Tradycją promowana przez liczebnie duże sektory życia Kościoła [tj. hierarchów, teologów i duszpasterzy – przyp. FM], wyłączając z tego biskupów polskich, dla których zachowuję wielki szacunek wobec tego, doprowadziła do wciąż obecnego kryzysu kościelnego i liturgicznego.9
Analiza „linii zerwania z Tradycją” w Kościele w Polsce i odpowiedzialności polskiego episkopatu wymagałaby odrębnego opracowania; tu napiszę tylko, że wobec „wciąż obecnego kryzysu kościelnego i liturgicznego”, który ma także oblicze dogmatyczne, od końca lat 60. XX wieku do dziś katolicy na całym świecie – także w naszym kraju – zwracają się do tradycyjnych kapłanów z Bractwa Św. Piusa X (choć nie tylko) z prośbą o pomoc w zachowaniu swojej katolickiej tożsamości, zagrożonej przez neomodernizm. W tych okolicznościach brak wspomnianej „regularności” nie czyni jednak posługi kapłanów Bractwa nielegalną czy niegodziwą, bowiem działają oni w stanie wyższej konieczności, który niestety trwa do dziś (co potwierdza sam abp Pozzo). Wręcz przeciwnie, przy okazji pielgrzymki jubileuszowej Bractwa w 2000 r. hierarchia watykańska dostrzegła widzialne owoce uświęcenia i łaski wśród przybyłych wtedy do Rzymu wiernych i duchownych i na tej podstawie postanowiła podjąć „dialog” z przełożonymi Bractwa w celu uregulowania kanonicznego statusu zgromadzenia.

Byle nie Bractwo Św. Piusa X…

W ostatnich latach hierarchowie pokroju abp. Pozzo czy kard. Burke’a, dostrzegający powszechność kryzysu wiary, byli pytani przez wiernych nie mających styczności z Bractwem Św. Piusa X, czy w takim razie ci wierni mogą korzystać z posługi kapłańskiej prezbiterów Bractwa. Za każdym razem schemat odpowiedzi był ten sam: „Jest kryzys, kryzys wiary, kryzys w Kościele, być może jest on nawet w Waszej parafii, w Waszej diecezji; trzeba uszlachetnić nowy ryt Mszy starym i odwrotnie”. „Ale co my sami mamy robić?” – słusznie dopytywali zaniepokojeni sytuacją wierni. Odpowiedź, która padała, była przede wszystkim negatywna: nie podważać soboru, nie krytykować nowego rytu Mszy, nie prosić Bractwa Św. Piusa X o pomoc duszpasterską. Ci, których nie zadowala ten – w gruncie rzeczy – brak odpowiedzi na tak zasadnicze pytanie, z pewnością z pożytkiem dla siebie przeczytają napisany w latach 70. XX wieku i nadal aktualny List otwarty do zagubionych katolików abp. Marcelego Lefebvre’a.

Autorem artykułu jest p. Franciszek Malkiewicz.

  1. Odpowiedź na pytanie o prelekcji o szczegółowe doprecyzowanie przyczyn kryzysu wiary i środków zaradczych (tłum. F. Malkiewicz), zob. 1:25 nagrania.
  2. Tamże, 1:26 (tłum. F. Malkiewicz).
  3. Cyt. z oficjalnego tłumaczenia prelekcji.
  4. Tamże, nr 1.
  5. Tamże, nr 3.
  6. Ww. nagranie, 1:18 (tłum. F. Malkiewicz).
  7. Tamże, 1:21.
  8. W przypadku sakramentu powodującego trwały skutek (jak chrzest, bierzmowanie małżeństwo czy kapłaństwo) jego niegodne przyjęcie sprawia, że łaska sakramentalna jest otamowana do czasu zniknięcia przeszkody. Ktoś niegodnie np. bierzmowany uzyskuje znamię sakramentu, jednak może korzystać z jego łask dopiero po odzyskaniu stanu łaski uświęcającej.
  9. Zob. tekst prelekcji. Wyróżniono słowa, które zostały dodatkowo wypowiedziane i przetłumaczone w czasie prelekcji (0:43), ale nie znalazły się w opublikowanym tekście pisanym.

 https://news.fsspx.pl/2018/08/starozytna-liturgia-rzymska-i-wspolczesny-kryzys-wiary-analiza-konferencji-abp-pozzo/

poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Władza pochodzi od Boga – stąd kara śmierci i hierarchia w społeczeństwie

Władza pochodzi od Boga – stąd kara śmierci i hierarchia w społeczeństwie

Papież Franciszek zmienił wielowiekowe nauczanie na temat kary śmierci, uznając, że jest teraz niedopuszczalna. Zmiana ta pociąga za sobą wiele innych, bo powstaje pytanie, czy Kościół np. wciąż uznaje, że władza pochodzi od Boga. Jeśli tak, zmiana ta jest niezrozumiała.

Pius XI w encyklice „Quas primas” w 1925 r. zwracał on uwagę, że tylko uznanie społecznego panowania Chrystusa Króla może przynieść ludzkości porządek, zgodę i pokój. Uznanie to wiąże się z przyjęciem, że każda prawowita władza pochodzi od Boga. Czymś właściwym i słusznym jest więc cnota posłuszeństwa, która ma kwitnąć nie tylko w Kościele, ale i w państwie, rodzinie i w każdej społeczności. Pewna nierówność jest czymś naturalnym. Pisał o tym wiele o. J. Woroniecki, który poruszał temat czci, szacunku, posłuszeństwa i wdzięczności. Wskazywał on na to, że ludzie mają różne zdolności, zasługi i tytuły do odbierania czci. Nie są równi więc w różnym stopniu zasługują na szacunek. Dzieci są bardziej winne szacunku rodzicom, niż rodzice dzieciom. Podobnie jest z uczniami i nauczycielem. Niektórzy obywatele zrobili dla społeczności więcej niż inni, więc cieszą się większymi względami1.

W Kościele przez wieki toczyła się dyskusja, czy władza jednych ludzi nad innymi jest skutkiem grzechu, pewnym złem koniecznym, czy też jest czymś naturalnym. Św. Augustyn opowiadał się za tą pierwszą opcją uznając, że w stanie niewinności nie było by stosunku podległości. Św. Tomasz uznał jednak inaczej, a za nim Magisterium Kościoła, stwierdzając, że skoro nierówność jest naturalna to i władza. Jedni bowiem są bardziej predysponowani do tego by rządzić, inni aby być rządzeni. Nie ma w tym niczego złego, a wręcz jest to korzystne dla wszystkich o ile władza dba naprawdę o dobro wspólne.



Św. Tomasz twierdził: „Cześć zawsze należy się komuś z powodu jego wybitnego znaczenia lub wyższości”2. Uczynił przy tym jednak również pewne zastrzeżenie: „ale z tego nie wynika, by ten, kogo się czci, był bardziej wybitny od człowieka, który mu tę cześć okazuje. Wystarczy, że jest wybitniejszy od niego pod pewnym względem”3. Czcimy w ludziach coś, co uważamy za jakoś wybitne i wyróżniające się. Możemy okazywać szacunek wobec profesora, doceniając jego wiedzę np. z historii, ale nie oznacza to od razu, że musimy go uznawać za człowieka szlachetnego. Okazując komuś wyrazy czci wcale nie musimy oceniać tej osoby jako lepszej od nas. Możemy bowiem stwierdzać jedynie, że przewyższa nas w czymś konkretnym np. w sporcie.

Tak pojęta cześć pokazuje nam, że różnimy się między sobą, ale niektórzy z nas różnią się na tyle dużo (w znaczeniu pozytywnym), że mogą spodziewać się pewnych oznak czci. Św. Tomasz stwierdził zresztą, że istnieją jej różne rodzaje. Szczególny szacunek należy się rodzicom i Ojczyźnie (czyli naszej ojcowiźnie, temu, co otrzymaliśmy w darze od naszych przodków). Akwinata określił go odrębnym słowem: „pietas”. Także w języku polskim mówimy o pietyzmie4.

Św. Tomasz mówiąc o czyjejś wyższości miał na myśli pewne zalety, które ktoś posiada, ale także fakt, że ktoś pełni jakiś urząd lub z tych bądź innych względów znajduje się wobec nas w stosunku przełożeństwa. Uściślał przy tym: „Jeśli przełożeni są źli, oddaje się im cześć nie ze względu na ich cnotę, ale ze względu na ich wybitne stanowisko jako sług Bożych, a także ze względu na cześć należną społeczności, której przewodzą”5. Niestety bywa często tak, że mamy problem właśnie z odróżnieniem osoby jako osoby, od urzędu jaki reprezentuje. Możemy nie lubić danego papieża jako człowieka, ale zawsze jesteśmy winni mu odpowiednią cześć jako namiestnikowi Chrystusa.

Św. Tomasz odróżniał przy tym wyraźnie cześć należną ludziom od czci należnej Bogu:
Jak widzieliśmy poprzednio, gdy różne są powody należności, różne też są cnoty uspraw­niające w jej oddawaniu. Otóż z innego powodu należy się służba Bogu, a z innego ludziom, podobnie jak z innego powodu panem jest Bóg, a z innego człowiek. Bóg bowiem posiada nadrzędną i pełną władzę w stosunku do całego wszechświata i każdego stworzenia, gdyż każde podlega Mu całkowicie. Człowiek zaś ma tylko udział w pewnym podobieństwie do władzy Bożej, w miarę jak posiada cząstkę władzy nad innym człowiekiem lub jakimś stworzeniem. Dla tego cześć jako wyraz służbistości należnej człowiekowi który nad kimś panuje, różni się od uwielbienia jako wyrazu służby należnej Bogu jako Najwyższemu Panu. Cześć ta jest gatunkiem szacunku, czyli poważania osób piastujących jakąś wybitną godność: Stąd w języku greckim odpowiednik czci dulia oznacza usługi, jakimi słudzy okazują cześć swoim panom6.
Podsumowując te rozważania należy powiedzieć, że człowiek powinien okazywać najwyższą cześć Bogu właśnie z tego powodu, że posiada On „nadrzędną i pełną władzę w stosunku do całego wszechświata i każdego stworzenia, gdyż każde podlega Mu całkowicie”. Szacunek okazywany innym ludziom jest okazywany z różnych powodów, ale zawsze jest w jakiś sposób częściowy i wynika z tego, że człowiek ma „udział w pewnym podobieństwie do władzy Bożej”. Mówiąc prościej, katolicka teologia zawsze uczyła, że wszelkiej prawowiernej władzy należy się szacunek, bo każda władza pochodzi od Boga. 

Nie pochodzi od Niego w tym sensie, że to Bóg mianuje prezydentów, premierów itd, ale w tym sensie, że każdy kto w jakikolwiek rządzi innymi, czy tego chce, czy nie, reprezentuje Boga i działa w Jego imieniu. Jest to zgodne z tym, czego nauczał Chrystus, który mówił swoim uczniom po zmartwychwstaniu: „Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi” (Mt 28, 18). Ta władza to nie musi być władza państwowa. To może być władza nauczyciela, czy lekarza. Szanując więc władzę sprawowaną przez ludzi okazujemy cześć Bogu. Szanując z kolei w kimś jakąś wybitną cechę także ostatecznie oddajemy cześć Stwórcy, który jest źródłem wszelkiej doskonałości i od którego wszelka doskonałość pochodzi.
Kiedy zrozumiemy, że oddajemy cześć ludziom, dlatego że w jakiś bardzo niedoskonały sposób reprezentują jakąś władzę lub doskonałość, którą ma Bóg, to możemy sobie uświadomić, że w takim hierarchizowaniu społeczeństwa nie ma żadnej pogardy, czy pychy.

Św. Tomasz wyróżniał różne postacie czci. Wymieniał „pietas”, ale także „honor” (cześć w najogólniejszym znaczeniu, okazywana zarówno osobom wyższym od nas stanowiskiem, jak i niższym oraz równym), „reverentia” (szacunek i poważanie) oraz „dulia” (cześć dla ludzi sprawujących jakiś urząd). Wśród tych określeń Akwinata odnosił do Boga jedynie termin „dulia”. Słowo to pochodzi bowiem od greckiego terminu „doulos” oznaczającego sługę i niewolnika. Mówiąc więc, że człowiek powinien żywić do Boga cześć, która kryje się pod nazwą „dulia” św. Tomasz miał na myśli, że człowiek powinien uważać się za sługę, albo wręcz niewolnika, a Boga za Pana, któremu winien jest szacunek i posłuszeństwo7.
Podziały św. Tomasza pokazują, jak wielką wagę przywiązywano w Kościele do zagadnienia czci, z którym wiąże się problem hierarchii społecznej, posłuszeństwa, wdzięczności itd.

 

1 O. J. Woroniecki, Katolicka etyka wychowawcza, t. II/2, 136-153.
2Św. Tomasz z Akwinu, Suma teologiczna, t. 20, tł. W. F. Bednarski OP, Londyn 1972, 28.
3Tamże, 30.
4Tamże, 13-21.
5Tamże, 31.
6Tamże, 32.
7Tamże, 219.

za zgodą:
http://prawy.pl/76230-wladza-pochodzi-od-boga-stad-kara-smierci-i-hierarchia-w-spoleczenstwie/