czwartek, 16 grudnia 2010

Czyny mówią głośniej niż słowa

Środa, 20 października 2010

Czyny mówią głośniej niż słowa

Nowe nieznane informacje, dotyczące relacji pomiędzy Watykanem, a Bractwem Kapłańskim św. Piusa X.


Podczas ostatniej konferencji zorganizowanej w USA w dniach 15-17 października przez "The Angelus Press" dla uczczenia 40. rocznicy powstania FSSPX, JE Bp Bernard Fellay przedstawił inspirującą i wyczerpującą ocenę sytuacji Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X, odnosząc się zarówno w przeszłości, jak i przyszłości.
Jego dwugodzinne wystąpienie w połączeniu z treścią kazania wygłoszonego podczas Mszy Pontyfikalnej zawiera syntezę problemu i całościowe omówienie zagadnienia.


Jakkolwiek z perspektywy wieczności nie był to może najważniejszy aspekt konferencji, ostatnie pół godziny JE poświęcił przedstawieniu politycznych i prawnych stosunków Bractwa z władzami w Rzymie. Jego uwagi, które potwierdził również osobiście w późniejszym wywiadzie dla "The Remnant", zawierają świeże spojrzenie na przeszłość, teraźniejszość i przyszłość.
Wyczerpujący raport z konferencji "The Angelus Press" pojawi się w najbliższym wydaniu "The Remnant"; niniejszy artykuł koncentruje się głównie na sytuacji prawnej Bractwa.


JE określił kontekst przez przedstawienie polityki Watykanu jako procesu "sprzeczności". Scharakteryzował najnowszą historię relacji jako proces mówienia jednych rzeczy głośno, bo tak trzeba i robienia czegoś przeciwnego w praktyce. Wydaje się, że przygotował w ten sposób swoich słuchaczy na to, że dynamika tych sprzeczności będzie kontynuowana, przynajmniej w najbliższej przyszłości.


Aby ułatwić zrozumienie tej dynamiki (oficjalny Watykan kontra rzeczywiste praktyki) porównał podejście do Bractwa do postawy Watykanu wobec największego kryzysu, jaki trwa w Kościele od czasu SW II. Oficjalne stanowisko Watykanu nie uległo zmianie od 40 lat: Nie ma żadnego kryzysu w Kościele; żyjemy w czasie posoborowej wiosny. A jednak, jak udokumentował JE, cytując wypowiedzi Pawła VI, Jana Pawła II i Benedykta XVI, widzimy, że Watykan skrycie przyznaje się do bezprecedensowego kryzysu w Kościele, do powszechnej apostazji.


I tak na przykład Biskup Fellay wskazał na założoną ostatnio przez papieża Benedykta XVI Pontyfikalną Radę ds. Nowej Ewangelizacji jako na papieskie de facto przyznanie się do kryzysu wiary, pomimo głoszonej oficjalnie wersji, że w posoborowym Kościele wszystko gra.


Odnosząc się konkretnie do sytuacji Bractwa, Biskup Fellay wyjaśnił, że Stolica Apostolska prowadzi dwutorową politykę - oficjalną de jure sprzeczną z działaniami de facto.
Wskazał on na oficjalne stanowisko Watykanu, jakie zostało zawarte w dokumencie wydanym przez Sekretariat Stanu po dekrecie z 2009 roku, unieważniającym ekskomuniki biskupów Bractwa. Zgodnie z tym niepodpisanym dokumentem, Bractwo prawnie nie istnieje i nie cieszy się "legalnym statusem w Kościele", a księża FSSPX sprawują swą posługę nielegalnie. Jednak Ojciec Święty mówi i podejmuje konkretne działania, które zaprzeczają temu stanowisku, a często nawet potwierdzają, że istnienie i posługa kapłanów FSSPX jest legalna i prawnie ważna.

Jego Ekscelencja opisał tę sytuację jako „zasadę działania”, odnoszącą się do trybu interpretacji i stosowania norm prawnych. Ponieważ efekt danego prawa jest intencją prawodawcy, w sytuacji gdy stan prawny jest niejasny lub niepewny, teksty prawne należy interpretować w świetle intencji prawodawcy, tak jak manifestuje się ona w sposobie, w jaki on sam [prawodawca] to prawo stosuje. Stosuje się tu prawne rozróżnienie pomiędzy prawem „pisanym” i prawem „stosowanym”. Innym aspektem tej zasady prawnej jest to, że czyny prawodawcy stosującego prawo mogą stworzyć sytuację faktycznego (de facto) odstępstwa od litery prawa.

Uwaga dla czytelników „The Remnant” nie będących prawnikami: nasi ojcowie i matki ujmowali tę odwieczną prawdę w formie zasady, mówiącej, że „czyny przemawiają głośniej niż słowa”. Żadna sytuacja prawna nie była w ostatnich dziesięcioleciach przedmiotem gorętszej dyskusji, niż kwestia sytuacji prawnej w Kościele kapłanów i biskupów Bractwa. Szybkie wyszukiwanie w internecie ujawnia, że techniczna sytuacja prawna jest dyskutowana przez katolików z dosłownie wszystkich stron. W takim wypadku, aby móc skierować się w stronę prawidłowego zrozumienia obecnego prawnego zamieszania wokół tej kwestii, należy przeanalizować działania najwyższego prawodawcy (papieża).

Biskup Fellay przedstawił zastosowanie tej "zasady działania" [de jure kontra de facto] w przypadku Bractwa, podając liczne przykłady, z których większość nie była wcześniej upubliczniana. Na początku poruszył kwestię spowiedzi w Bractwie. Jak większości katolikom wiadomo, istnieją pewne grzechy ciężkie, w przypadku których jedynie Stolica Apostolska ma władzę udzielić rozgrzeszenia. Zgodnie z prawem kościelnym, kapłan wysłuchujący spowiedzi osoby, która popełniła tego rodzaju grzech, jest zobowiązany w ciągu 30 dni zawiadomić o tym Stolicę Apostolską, by uzyskać upoważnienie do udzielenia rozgrzeszenia oraz propozycję stosownego zadośćuczynienia dla penitenta. Jego Ekscelencja zasugerował, że księża Bractwa miewali od czasu do czasu takie przypadki i że za każdym razem wysyłano owo wymagane powiadomienie do Stolicy Apostolskiej. W każdym przypadku Watykan odpowiadał, że "wszystko jest dobrze i legalnie", a pozwolenie na udzielenie rozgrzeszenia przez kapłana Bractwa było udzielane.

Jaki z tego wniosek? Najwyraźniej kapłani Bractwa mogą ważnie słuchać spowiedzi. Gdyby kapłanom Bractwa brakowało jakiegokolwiek rodzaju jurysdykcji, by słuchać spowiedzi, Stolica Apostolska odpowiedziałaby, że penitent powinien wyspowiadać się u kapłana z prawną jurysdykcją, pozwalającą mu słuchać spowiedzi. Z definicji mamy tu do czynienia z poważną materią, a zatem z grzechami śmiertelnymi (zakładając, że pozostałe okoliczności też są obecne). A jednak Stolica Apostolska odpowiadała Bractwu, że "wszystko jest dobrze i legalnie". Tym samym jest to akt uznania de facto przez Stolicę Apostolską posiadania przez Bractwo jurysdykcji, by słuchać spowiedzi - jest to taki stan rzeczy, jaki od lat jest utrzymywany przez wielu ekspertów kanonicznych, w obliczu trudnej sytuacji prawnej.

Drugi przykład przedstawiony przez biskupa Fellaya odnosił się do kapłanów opuszczających Bractwo po otrzymaniu święceń z rąk jednego z biskupów FSSPX. Zgodnie z prawem i praktyką Kościoła, kapłana, który otrzymuje Sakrament święceń kapłańskich poza Kościołem (np. od biskupa, który wprawdzie ważnie posiada władzę święceń biskupich, ale oddzielił się od Kościoła Katolickiego) po jego powrocie do Kościoła Katolickiego obowiązuje na zawsze zakaz wykonywania władzy kapłańskiej, otrzymanej podczas swoich niegodziwych świeceń. Zachowuje niezatarte znamię kapłaństwa, ale ma na zawsze zakaz sprawowania związanych z tym czynności i władzy.

Mimo to, jak wyjaśnił biskup Fellay, za każdym razem, kiedy kapłan wyświęcony przez biskupa Bractwa opuszczał Bractwo, ale pragnął pozostać księdzem, Stolica Apostolska zezwalała mu na sprawowanie urzędu kapłańskiego. I znowu konkluzja prawna jest nieunikniona: Księża FSSPX nie zostali wyświęceni "poza Kościołem". Mimo iż Jego Ekscelencja nie wymienił żadnych nazwisk wiemy na podstawie przykładów - począwszy od założycieli Bractwa św. Piotra, poprzez kapłanów Instytutu Dobrego Pasterza, księży z Apostolskiej administratury św. Jana Vianneya z Campos, po długi szereg pojedynczych kapłanów, wyświęconych przez biskupów Bractwa - że wszystkim im zezwolono na sprawowanie funkcji kapłańskich. Nie byli oni zatem w oczach Stolicy Apostolskiej wyświęceni "poza Kościołem". (Nie jest to przypadek jednego czy dwóch księży, w których przypadku zdecydowano się na wyjątkowe odstąpienie od normy prawa, lecz raczej stała praktyka zezwalania wszystkim tym księżom na sprawowanie ich funkcji kapłańskiej.)

Trzeci przykład zrelacjonowany przez Jego Ekscelencję dotyczył święceń, które miały odbyć się w Niemczech w marcu 2009. Jak w owym czasie pisał "The Remnant", biskupi niemieccy starali się zyskać na podjętej przez media próbie sabotowania decyzji Ojca Świętego o uchyleniu dekretu o ekskomunice wobec biskupów FSSPX oraz na - wówczas świeżym - wywiadzie biskupa Williamsona ("przypadkowo" wyemitowanym w przeddzień ogłoszenia historycznej decyzji Ojca Świętego). Jak już wcześniej pisaliśmy w "The Remnant", Stolica Apostolska skontaktowała się z biskupem Fellayem i poprosiła o przeniesienie święceń w inne miejsce, w celu złagodzenia napięć pomiędzy Stolicą Świętą, a biskupami niemieckimi. W swoim wystąpieniu na konferencji dla magazynu "Angelus", biskup Fellay ujawnił dalsze szczegóły dotyczące tej niecodziennej interwencji.

Watykan poprosił biskupa Fellaya o przeniesienie święceń poza obszar jurysdykcji biskupów niemieckich. Jeśli biskup Fellay zgodziłby się na to, Watykan zaoferował, że Bractwo "będzie prawnie uznawane do Świąt Wielkiejnocy". Miało to objąć dwutygodniowy okres, w którym miały odbyć się święcenia. Biskup Fellay wyjaśnił, że zapytał kardynała [przekazującego prośbę], skąd ta prośba, skoro, zgodnie z niedawnym dokumentem Sekretariatu Stanu, FSSPX "pod względem prawnym nawet nie istnieje". Kardynał odpowiedział, że "Papież w to nie wierzy/Papież tak nie uważa".

Jak wiemy, biskup Fellay posłuchał prośby Watykanu o przeniesienie święceń (jeszcze raz demonstrując swoją chęć posłuszeństwa papieżowi). Wszystkich obecnych na sali zatkało z wrażenia, kiedy Jego Ekscelencja opowiedział tę historię.

Dyskusje tego wieczoru zawierały mnóstwo pytań w rodzaju, czy my wszyscy źle usłyszeliśmy lub źle zinterpretowaliśmy to, co Jego Ekscelencja wcześniej powiedział: "Czy [biskup Fellay] naprawdę miał na myśli to, że Watykan uznał prawne istnienie Bractwa w ciągu dwóch tygodni w marcu ubiegłego roku?" Rozmawiając później osobiście z Jego Ekscelencją, powtórzyłem mu, na podstawie swoich notatek, jego własne słowa i spytałem, czy się przejęzyczył, lub też może ja źle go usłyszałem. Odpowiedział: "To właśnie powiedziałem, dobrze Pan usłyszał". Wtedy zapytałem: "Co to znaczy, przecież nie ma precedensu dla takiego stwierdzenia? Jak można być uznanym prawnie przez dwa tygodnie, a potem znów być bezprawnym/nielegalnym?" Wzruszył ramionami i powiedział, że takie były słowa kardynała.

Ach, nie ma to jak żyć w ciekawych czasach!

Jak możemy zinterpretować ten incydent? Po pierwsze, mamy w Watykanie kardynała, twierdzącego, że papież nie wierzy w ocenę zawartą w dokumencie, który, jak się wydaje, pochodzi z oficjalnej watykańskiej instytucji. Dokument wydany przez Sekretariat Stanu mówi, że Bractwo nie istnieje w Kościele, a mimo to papież uważa, że jest odwrotnie. Następnie Watykan zgadza się tymczasowo uznać Bractwo w zamian za zmianę lokalizacji święceń FSSPX. Jak poważnie papież traktuje ten brak prawnego uznania, skoro, jak widać, może ono posłużyć za ni mniej ni więcej, tylko kartę przetargową?

Biskup Fellay próbował doszukać się jakiegoś sensu w tych wszystkich sprzecznościach, ale jedyne, co mógł nam powiedzieć to to, że to są realia, które na chwilę obecną musimy zaakceptować. Polityka Watykanu, jak zauważył biskup, wydaje się być polityką sprzeczności, oscylującą pomiędzy "potępieniem, a podziwem". Jego Ekscelencja wydaje się być przekonany, że jak chodzi o osobiste odczucia Benedykta XVI, właściwym słowem jest podziw dla FSSPX. Wyjaśnił, że podczas jego pierwszego spotkania z papieżem Benedyktem XVI, Jego Świątobliwość dwukrotnie wspomniał arcybiskupa Lefebvre'a - raz, jako "czcigodnego arcybiskupa Lefebvre'a" i potem, w trakcie dalszej rozmowy, jako "arcybiskupa Lefebvre'a, tego wielkiego człowieka Kościoła powszechnego".

Czy mamy zatem wierzyć, że papież uważa ekskomunikowanego schizmatyka za czcigodnego i wielkiego człowieka Kościoła powszechnego? To byłby nonsens. Jedyne logiczne wyjaśnienie jest takie, że papież uznaje arcybiskupa za wiernego syna Kościoła, jakim arcybiskup faktycznie był. Jego Ekscelencja potwierdza również, że Jego Eminencja kardynał Castrillon Hoyos wyraził takie samo nastawienie, kiedy, odnosząc się do działań Bractwa, powiedział, że "owoce są dobre, a zatem Duch Święty jest tu obecny".

Wiemy, że Nasz Pan dał nam następujący sposób na rozpoznanie, kto jest w Kościele, a kto nie jest - "po owocach ich poznacie". Duch Święty nie może być poza Kościołem, a zatem jeśli jest On z Bractwem, Bractwo jest w Kościele. To logika nie do obalenia.

Jak to jednak możliwe, że papież i Watykan stosują tę politykę mówienia jednego, a robienia drugiego? Jak mogą pozwalać duchownym utrzymywać, że spowiedzi słuchane przez księży Bractwa są nieważne, a potem przez swoje własne działania czynić jasnym, że spowiedzi w Bractwie są "ważne i godziwe"? Jak Bractwo może być uznawane prawnie przez dwa tygodnie, a po tym czasie przestać być uznawane? Czy nie demonstruje to odrzucenia przez Watykan istotności kwestii "prawnego" uznania FSSPX?

Odpowiedź, na jaką naprowadził nas Jego Ekscelencja jest taka, że z przyczyn politycznych Benedykt XVI czuje, że, w dzisiejszej sytuacji Kościoła i w obliczu "wilków" w jego wnętrzu, nie może uznać Bractwa de jure. A mimo to, ponieważ wie, że Bractwo jest "w Kościele" i "przynosi dobre owoce", w takim stopniu, jak to będzie możliwe, uzna jego prawowitość/legalność de facto. Jak nadmienił ksiądz Scott Gardener w wygłoszonym wcześniej tego samego dnia wykładzie, błąd kolegializmu zapobiegł skorygowaniu błędów i nadużyć wynikłych z Soboru. Ksiądz Gardner zdradził, że wysoko postawiony kardynał przyznał w rozmowie z nim, że kolegialność praktycznie uczyniła Kościół "niemożliwym do rządzenia".

Pewien amerykański kardynał w prywatnej rozmowie ze mną w maju 2010 przyznał to samo. Benedykt XVI na podstawie własnych doświadczeń nauczył się, że jeśli posunie się zbyt daleko w robieniu tego, co trzeba, straci ten niewielki wpływ, jaki ma na biskupów z prawie całego świata, zjednoczonych w swym kolegialnym nieposłuszeństwie i braku poszanowania dla jego władzy.

Biskup Fellay zilustrował ten punkt konkretnymi przykładami. Przypomniał, jak w roku 2003 grupa kardynałów, między innymi Józef Ratzinger, spotkała się, by zdecydować, co zrobić w sprawie Bractwa i Tradycji. Zgodzili się, że aby dać grupom Tradycji pozycję prawną i niezależność, trzeba zorganizować administraturę apostolską. Niezgoda panowała co do tego, czy Bractwo powinno tworzyć „kręgosłup” tej struktury, do którego 'podczepione' byłyby inne grupy, czy też powinno zostać potraktowane jako indywidualny podmiot wśród pozostałych ówczesnych wspólnot Ecclesia Dei.

Kiedy Benedykt XVI został wybrany [na Stolicę Piotrową] w 2005 roku, zaczął wdrażać ten plan w życie. Biskup Fellay zrelacjonował więcej szczegółów ze swojego pierwszego spotkania z Jego Świątobliwością. Na spotkaniu obecni byli kardynał Castrillon Hoyos, Ojciec Święty, biskup Fellay i ksiądz Schmidberger. Papież zapytał kardynała Castrillona: „jak sprawy stoją”. Kardynał odpowiedział: „Dzisiaj możesz uznać Bractwo Kapłańskie św. Piusa X. Przesłałem Ci dokument, który to załatwi”.

Papież odpowiedział, że otrzymał ten dokument i przesłał go do [Papieskiej] Rady ds. Interpretacji Tekstów Prawnych, by stwierdzić, czy jest on „w zgodzie z Kościołem”. ( ang. if it was “right with the Church.”)

Biskup Fellay zauważył, że dokument musiał zawierać coś niezwykłego, skoro trzeba było go przebadać w ten sposób. Tak czy inaczej, jakikolwiek by nie był powód, papież miał ewidentnie związane ręce i jak dotąd ten dokument – przygotowany przez kardynała Hoyosa i zasadniczo zaaprobowany przez papieża (i przesłany do zbadania pod względem technicznym) – nie ujrzał światła dziennego. Dlaczego?

Biskup Fellay wyjaśnił, że w roku 2006 biskupi z Niemiec udali się do Watykanu i gwałtownie sprzeciwili się temu projektowi. Tak więc, co uczynił papież? Uwolnił Mszę [Wszechczasów] i uchylił dekret o ekskomunice biskupów FSSPX. Wszyscy pamiętamy, co spotkało papieża po tych wydarzeniach. Dosłownie rozpętało się piekło. Świat zwrócił się przeciwko niemu.

Następnie biskup Fellay skierował naszą uwagę na niedawny incydent, kiedy to papież mianował konserwatywnego księdza Gerarda Marię Wagnera biskupem Linzu w Austrii. Papież znów został zaatakowany w mediach za swoją "ultrakonserwatywną" nominację. Najwyraźniej papież uznał, że koszta - sprowokowanie nieposłuszeństwa i rebelii ze strony biskupów świata - nie są warte uznania Bractwa de jure. Jedynym rozwiązaniem jest przyznanie mu uznania de facto, podczas gdy rozmowy na linii Watykan FSSPX będą trwały.

Niejako przy okazji, szczegóły dotyczące tego spotkania w 2005 roku i wynikłego z niego tajemniczego "dokumentu uznania [Bractwa]", odesłały do lamusa argument przywoływany przez wielu przeciwników Bractwa, którzy twierdzą, że mimo iż Bractwo w pewnym momencie posiadało jurysdykcję zastępczą, straciło ją, kiedy "odrzuciło propozycję jurysdykcji zwyczajnej". Osobiście słyszałem ten argument przy niejednej okazji.

Biskup Fellay podkreślił jednak, że przy okazji tego spotkania nigdy nie pokazano, czy też nie przedstawiono mu aktualnej i konkretnej propozycji jurysdykcji. Co oczywiste, nigdy nawet nie widział dokumentu, wysłanego przez papieża do zrecenzowania. Biskup powiedział nam, że dokument "musiał być" niezwykły, sygnalizując przez to, że jego znajomość zawartości tegoż została przez niego jedynie wywnioskowana. Jak można odrzucić propozycję jurysdykcji, która po pierwsze nigdy nie została przedstawiona, i która obecnie utkwiła w trybach watykańskiej machiny recenzującej na skutek interwencji episkopatu Niemiec? Tak więc ten argument upada. To nie biskup Fellay "odmówił zaakceptowania" jurysdykcji zwyczajnej. To nielojalni biskupi świata związali papieżowi ręce, zapobiegając podpisaniu przez niego tego dokumentu!

Podczas konferencji dla "The Angelus" biskup Fellay skierował również naszą uwagę na podobną wskazówkę, którą odnajdujemy w sformułowaniu watykańskiego dekretu, anulującego dekret o ekskomunice [biskupów] FSSPX. Ostatnie paragrafy tego dekretu brzmią następująco:

Na mocy uprawnień, przekazanych mi bezpośrednio przez Ojca Świętego Benedykta XVI, mocą obecnego dekretu umarzam/odwołuję karę ekskomuniki latae sententiae, zaciągniętą przez biskupów Bernarda Fellaya, Bernarda Tissier de Mallerais, Ryszarda Williamsona i Alfonsa de Galarretę, zadeklarowaną przez niniejszą kongregację w lipcu 1988 roku. Jednocześnie stwierdzam, że z dniem dzisiejszym wydany wówczas dekret nie ma już skutków prawnych.

Biskup Fellay wskazał na to, co powinno być oczywiste dla nas wszystkich. Pomimo tego, że pierwsze zdanie wspomina jedynie czterech z sześciu biskupów, do których odnosił się poprzedni dekret, zdanie ostatnie jasno stanowi, że poprzedni dekret "nie ma już skutków prawnych". To oznacza, że poprzedni dekret przestaje istnieć w sensie prawnym.

Skoro dekret twierdzący, że arcybiskup Lefebvre i biskup de Castro Mayer są ekskomunikowani latae sententiae nie ma skutków prawnych, odnosząca się do nich deklaracja również została wycofana. W celu uniknięcia tego oczywistego wniosku, wystarczyło jedynie użyć sformułowania "jedynie w odniesieniu do tych czterech biskupów poprzedni dekret nie ma skutków prawnych"; lub też "z wyjątkami odnoszącymi się do arcybiskupa Lefebvre'a i biskupa de Castro Mayera poprzedni dekret nie ma skutków prawnych".

Muszę przyznać, że poczułem się dość głupio, że nie zauważyłem od razu, co zostało jasno acz subtelnie osiągnięte dzięki temu sprytnemu sformułowaniu. Deklarowana ekskomunika latae sententiae z roku 1988 wobec arcybiskupa Lefebvre'a i jego wiernego sprzymierzeńca została wycofana bez wymieniania któregokolwiek z nich po imieniu. Zrobienie tego [tj. wymienienie ich z imienia] najprawdopodobniej wywołałoby kolejną biskupią rewoltę.

Jak widać, nasz Ojciec Święty musi nawigować Łodzią Piotrową przez niebezpieczne wody!

Gdzie zatem sytuują nas wszystkie te nowe informacje? Odniosłem nieodparte wrażenie, że Jego Ekscelencja starał się pomóc wiernym być realistami, jak chodzi o ich oczekiwania. Nasze wspomożenie jest w imieniu Pana, a nie w prawniczym dokumencie z Watykanu, który to [Watykan] w dużym stopniu stracił kontrolę nad zarządzaniem Kościołem. Mimo to papież robi co może, by zapewnić swoich najwierniejszych synów, że są na właściwym kursie. Poprzez swoje słowa i czyny konsekwentnie demonstruje swoją wolę. "Owoce są dobre, a zatem Duch Święty jest tam obecny".

Tak więc pomimo szalejącego wokół niego sztormu, Ojciec Święty idzie do przodu. W opozycji do oficjalnej linii, wymuszanej przez liberalnych biskupów z całego świata, papież w słowach i praktyce (zniesienie ekskomunik FSSPX, potwierdzenie ważności spowiedzi w Bractwie, zezwalanie byłym kapłanom [Bractwa] na sprawowanie funkcji kapłańskich, "uznanie" Bractwa przez dwa tygodnie) postępuje tak, jakby Bractwo tworzyli katoliccy księża, ważnie i godziwie prowadzący działalność duszpasterską i dbający o dobro Kościoła. Czy dla całego Kościoła byłoby prościej, gdyby papież po prostu uznał oficjalnie i na piśmie to, co zamanifestował implicite (nie wprost)?. Być może, ale to tylko nam, bezpiecznie usadowionym w naszych domach na drugim końcu świata, łatwo tak mówić.

To co biskup Fellay próbuje nam uzmysłowić to fakt, że funkcjonowanie w obliczu tej dychotomii ze strony Watykanu - publicznego potępienia i cichej aprobaty - jest poświęceniem, którego w chwili obecnej Bóg wymaga od kapłanów Bractwa.

W filmie Oto jest głowa zdrajcy (A Man for All Seasons) znajduje się genialna scena, w której Św. Tomasz More przekonuje swojego dobrego przyjaciela, Księcia Norfolku, do publicznego udania kłótni z nim. To wielkie poświęcenie dla obu mężczyzn, którzy szczerze się kochają.

Benedykt XVI wydaje się prosić biskupów i kapłanów Bractwa, by pozwolili mu udawać, że prowadzi z nimi tę publiczną "kłótnię", tak by pomogło mu to zapanować nad nieopanowalną kolegialną kliką biskupów.

Odniosłem wrażenie, że biskup Fellay zgodził się nadal znosić to publiczne napiętnowanie. Co w takich okolicznościach mogą zrobić wierni? Modlić się i ofiarować w intencji, aby ich kapłani i biskupi otrzymali łaskę znoszenia tego dla dobra dusz, Kościoła jako całości oraz Ojca Świętego. Jak długo będzie musiało to trwać? Jedynie Bóg wie, ale okoliczności ostatecznego zerwania zasłony są jasne - kiedy papież znów będzie mógł swobodnie rządzić Kościołem i przestanie być "więźniem biskupów". Myślę, że biskup Fellay jest pewny, że kiedy ten dzień zaświta papież będzie ronił łzy radości, że może publicznie przygarnąć i objąć swoich wiernych synów.

Wierni mogą zrobić jeszcze jedną rzecz. Modlić się za tego papieża. Modlić się, by miał odwagę nie uciekać ze strachu przed wilkami, tak jak nas o to prosił w swoich pierwszych słowach jako papież. On już jest mocno atakowany za swoje faktyczne (de facto) uznanie Bractwa. Z całą pewnością bardziej niż kiedykolwiek potrzebuje modlitw, jeśli kiedyś ma to zrobić de jure.

Myślę, że jest jeszcze jedna rzecz, którą możemy zrobić. Słysząc płynące z serca słowa biskupa Fellaya, mogłem osobiście doświadczyć jego prawości i widocznej świętości. Dlatego uważam, że musimy wspólnie działać, by położyć kres złośliwym plotkom, jakoby biskup Fellay miał zamiar "sprzedać Bractwo". Wszyscy widzieliśmy te plotki, krążące po cyberprzestrzeni, ale jestem przekonany, że takie coś jest niemożliwe. Widać wyraźnie, że Jego Ekscelencja nie tylko przejawia mądrość w swoich kontaktach z Watykanem, lecz również, co widać w świetle jego obszernych uwag w trakcie konferencji (napiszemy o nich w następnym wydaniu "The Remnant"), posiada tę samą niezłomność, połączoną z roztropnym rozeznaniem sytuacji, jaka cechowała jego poprzednika, arcybiskupa Marcela Lefebvre'a.

Wiarę w to, że Bernard Fellay "sprzeda Tradycję" za trzydzieści stron prawniczego tekstu, dającego [Bractwu] uznanie de jure, można porównać do twierdzenia, że Marcel Lefebvre usiłował "sprzedać Tradycję", gdyż i on, ćwierć wieku temu, raz za razem na prośbę Watykanu udawał się do Rzymu, by próbować ustalić prawną sytuację swojego Bractwa w Kościele trapionym kryzysem.

Nie zawracajmy sobie głowy tymi sfabrykowanymi plotkami o biskupie Bernardzie Fellayu. Bractwo Kapłańskie Św. Piusa X jest w dobrych i odpowiedzialnych rękach. Deo Gratias.

Brian McCall

dla magazynu "The Remnant"

(Tłum: Anita Sienkiewicz, Sara Strażyńska, BL)

niedziela, 5 grudnia 2010

Tradycja Katolicka w kraju fiordów

O sytuacji tradycyjnych katolików w Norwegii rozmawiamy z panią Sarą Strażyńską z Oslo.

B.L: Przyznam się, że z racji wykonywanego zawodu interesuję się Norwegią, ale większość moich wizyt w tym kraju miała miejsce wtedy, gdy o Tradycji Katolickiej wiedziałam doprawdy niewiele1. Dlatego - jeśli mogę - chciałabym zadać Pani kilka pytań na temat sytuacji norweskich tradycyjnych katolików.

Sara Strażyńska: To dla mnie miła niespodzianka, że nasze dzieje mogą ciekawić katolików w Polsce. Ja urodziłam się w Norwegii, ale Rodzice są Polakami i dlatego jestem dwujęzyczna. Z zawodu jestem organistką i pracuję w jednej z katolickich parafii w Oslo, pw. św. Hallvarda. Gram też na Mszach indultowych, i prowadzę m.in. scholę gregoriańską.

B.L.: Czy w Norwegii działa Bractwo Kapłańskie św. Piusa X? Gdzie i jak często odprawiane są Msze św. i jak wielu wiernych w nich uczestniczy?

S.S.: Jeśli chodzi o Tradycję w Norwegii, to nie mamy żadnej placówki ani kaplicy Bractwa, ale raz na dwa miesiące przyjeżdża kapłan z Anglii i odprawia Mszę św., zawsze w sobotę rano. Księża, którzy do nas przyjeżdżają to ks. Morgan, ks. Clifton i ks. Lindström2. Od nas jadą potem dalej do Sztokholmu, Göteborga, Malmö i Kopenhagi. Nasza mała grupka (ok. 10 osób) spotyka się w prywatnym domu w Eidsvoll3 (70 km od Oslo), w którym jest urządzona kaplica. Staramy się przenieść te spotkania do Oslo, by przyciągnąć więcej ludzi (wiemy na pewno, że byłoby więcej osób, a nawet rodzin, gdyby spotkania te nie miały takiego prywatnego charakteru jak teraz, a na Mszę można było przyjść bardziej anonimowo). Być może uda się zorganizować jakiś wykład, tak jak się to teraz robi np. w Poznaniu, gdy Bractwo chce zorientować się w ilości potencjalnych wiernych i według tego planować zakładanie ewentualnej kaplicy.

B.L.: Jaki jest stosunek "oficjalnego" Kościoła Katolickiego w Norwegii (hierarchii kościelnej) do wiernych Tradycji? Przykładowo, wierni ze Szwecji czują się prześladowani przez tamtejszego biskupa, Andersa Arboreliusa, który koniecznie chce wyrwać ich ze "schizmy", w której według niego tkwią... Sytuacja pogorszyła się tam też dodatkowo po sprawie z wywiadem bpa Williamsona dla szwedzkiej telewizji. Stopień zaszczucia stał się tak wielki, że wierni Tradycji w Szwecji musieli dosłownie "zejść do katakumb" (potajemnie umawiać się na Msze św. w prywatnych mieszkaniach). I o ile wcześniej zdarzało się, że np. luteranie potrafili udostępnić im kościół, po tym wywiadzie wszystko się skończyło. Jak to wygląda w Norwegii?

S.S.: Stosunek władz kościelnych do Bractwa jest nieprzychylny. Kiedyś Msze Bractwa odbywały się w jednym z kościołów parafialnych - w Moss, ok. 60 km od Oslo (notabene proboszczem jest tam wciąż ten sam polski ksiądz), dopóki poprzednik aktualnego biskupa się o tym nie dowiedział4. Dlatego na dzień dzisiejszy wszelka działalność Bractwa musi odbywać się w mniejszej lub większej tajemnicy - spotkań w prywatnym mieszkaniu biskup nie może zabronić, ale kiedy będziemy próbować działać w Oslo, może nawet kiedyś kupić dom na kaplicę, to do czasu, kiedy Bractwo ewentualnie zyska status oficjalnej organizacji działającej w Oslo, te konkretne starania muszą być podejmowane bardzo dyskretnie, by nie narazić się na sabotaż. Luteranie jak na razie nie chcą użyczać swoich zborów, choć przed wywiadem szwedzkim się to zdarzało. Ale niekatolicy już raczej zapomnieli o tej sprawie z biskupem Williamsonem - nie jest to już żaden "gorący temat". Katolicki biskup też nie ściga nas tak aktywnie jak w Szwecji, bo jeśli nawet wie o spotkaniach w Eidsvoll (w co wątpię), nie podejmuje żadnych "akcji odstraszających".

B.L.: A jak wygląda sytuacja jak chodzi o "oficjalne" Msze trydenckie - tj. dawne tzw. Msze indultowe, a obecnie Msze odprawiane na podstawie Motu Proprio Summorum Pontificum? Czytałam, że jest w Oslo ksiądz Oddvar Moi (były pastor), który (bodajże raz w miesiącu) odprawia Mszę Wszechczasów...

S.S.: Msze indultowe odprawiane są w jedną niedzielę miesiąca w kościele św. Józefa - leży on zaraz obok fary (kościoła św. Olafa), przy szkole "katolickiej" p.w. św. Sunnivy, i jest częścią parafii farnej. Oprócz tego są Msze ciche w mojej parafii, w kościele św. Hallvarda, przeważnie dwa razy w tygodniu, ale są to Msze prywatne, nieogłaszane razem z tymi niedzielnymi. Te niedzielne Msze indultowe raz w miesiącu są oficjalnie jedynymi Mszami według starego rytu w całym kraju. Biskup Oslo wymaga, aby każdy kapłan, który chce odprawiać starą Mszę, zgłosił się najpierw do niego w celu akceptacji. Na razie mamy dwóch takich kapłanów - ks. Reidara Voitha (proboszcza z Porsgrunn5) i ks. (ex-pastora) Oddvara Moi, od roku wikarego w mojej parafii. Dotąd ks. Reidar odprawiał Msze niedzielne, a ks. Oddvar Msze codzienne. Od grudnia ks. Moi przejmie wszystkie Msze w starym rycie w Oslo, bo wikary ks. Reidara idzie na emeryturę i on nie będzie mieć już czasu przyjeżdżać do Oslo.

Nie wiem, czy słyszała Pani o sytuacji wiernych w Piasecznie? Nasza sytuacja jest identyczna. Zebraliśmy kilka miesięcy temu około 80 podpisów w celu zwiększenia ilości Mszy indultowych (by były co tydzień), ale nie dostaliśmy jeszcze odpowiedzi. List do proboszcza fary wysłaliśmy według sugestii zawartych w Summorum Pontificum, ale biskup zażądał, by zwrócić się z tym do niego osobiście, co też uczyniliśmy - i od tego czasu sprawa utknęła. Nic nie stoi na przeszkodzie, by spełnić tę prośbę - kościół o tej porze jest zawsze wolny, ks. Oddvar Moi też. Z nieoficjalnych przesłanek wynika, że proboszczowie obu parafii w Oslo oraz biskup nie chcą, by katolicy mieli możliwość uczęszczania co niedziela na Msze trydenckie, przestając chodzić na Novusa, ponieważ to by stworzyło odizolowaną "parafię w parafii". Nie martwi ich jednak fakt, że w wyniku odprawiania w każdą niedzielę po 10 Mszy w różnych językach (większość katolików w Norwegii to imigranci) już dopuszczono do takiej sytuacji - duszpasterstwa narodowe stworzyły swoje narodowe parafie, które praktycznie nie mają ze sobą kontaktu. Poza tym moja własna parafia jest kolebką najbardziej liberalnych progresistów (do niedawna prowadzili ją holenderscy franciszkanie...), którzy widzą w tradycyjnej Mszy zagrożenie - boją się (i słusznie), że powrót starej Mszy oznacza powrót do starej wiary przedsoborowej, którą oni odrzucają, a którą stara Msza w tak niedwuznaczny sposób wyraża, i agitują wiernych i duchownych.

B.L.: A czy poza takimi przeciwnikami tradycyjnej Mszy są w Norwegii jacyś księża życzliwi wobec Tradycji (oprócz wymienionych przez Panią ks. Voitha i ks. Moi)?

S.S.: Jest kilku kapłanów, którzy są zainteresowani starą Mszą i którzy zgłosiliby się do biskupa, gdyby atmosfera była bardziej zachęcająca. Jest tu pewien starszy ksiądz, który przyjechał do Norwegii w latach sześćdziesiątych i odegrał ważną rolę, ratując stare ornaty, chowając katolickie mszaliki i inne książki przed spaleniem, a inne kosztowności kościelne przed rozdawaniem ich narkomanom. (Te kilka kościołów katolickich, które tu powstały po roku 1843 - odkąd przyzwolono na obecność Kościoła Katolickiego w Norwegii po reformacji - zniszczono, niemal tak samo jak podczas reformacji, dosłownie niszcząc ołtarze młotem i piłą.) Ten kapłan też ostatnio wyraził chęć odprawiania starej Mszy (zna ją z młodości).

B.L.: Na koniec poprosiłabym jeszcze o krótkie podsumowanie i parę słów na temat Waszych planów i nadziei na przyszłość.

S.S.: Aktualnie mamy 1 niedzielną Mszę indultową w miesiącu w Oslo (jedyną w Norwegii), 2 ciche Msze w tygodniu w Oslo i raz na miesiąc lub dwa miesiące Mszę sobotnią z kapłanem FSSPX - poza Oslo. Ogólnie można powiedzieć, że jest źle, choć mogło być gorzej, ale mogłoby też być trochę lepiej. O ile Msze indultowe są tylko raz w miesiącu, o tyle coniedzielne Msze odprawiane przez Bractwo w Oslo stworzyłyby jakąś alternatywę i mogłyby przyciągnąć więcej wiernych. Póki co ks. Hakan Lindström zapowiedział, że postara się przyjeżdżać do nas co miesiąc. W grudniu bieżącego roku planujemy też Mszę w samym Oslo, by sprawdzić, ile jest osób zainteresowanych. Jesteśmy zatem w okresie, kiedy coś niecoś się zmienia i pewne informacje, które teraz podaję mogą za niedługo okazać się nieaktualne.

Być może - taką mamy nadzieję - Tradycja jeszcze się tu rozwinie - w kraju, który podczas reformacji najbardziej zaciekle ze wszystkich krajów skandynawskich bronił wiary katolickiej.

B.L.: Bardzo dziękuję za rozmowę. Życzymy wielu łask Bożych i zapewniamy o modlitwie w intencji rozwoju dzieła Tradycji w Norwegii.

1 Czyli nieco więcej niż węglarze z filmu "Miś" Stanisława Barei (którzy myśleli, że Tradycja to imię jakiejś dziewczynki z Gdańska... ), ale niewiele więcej :).

2 ks. Hakan Lindström, Szwed, jeden z księży wyświęconych w czerwcu 2009 w Zaitzkofen, razem z m.in. ks. Łukaszem Szydłowskim.

3 Dla Norwegów to miejscowość historyczna - w 1814 roku uchwalono tam Konstytucję, proklamującą niepodległość Norwegii, w momencie, kiedy na mocy decyzji zwycięskich mocarstw koalicji antynapoleońskiej miała przekształcić się z prowincji duńskiej w szwedzką.

4 Chodzi o pochodzącego z Niemiec biskupa Gerharda Schwenzera. Obecnym biskupem Oslo jest bp Bernt Eidsvig.

5 Miasteczko w regionie Telemark, około 110 km od Oslo.

sobota, 6 listopada 2010

WYWIAD Z BPEM BERNARDEM FELLAYEM

Biskup Bernard Fellay : “Jesteśmy w punkcie zwrotnym”

10-16-2010


Wywiad z biskupem Bernardem Fellayem dla "Nouvelles de Chrétienté", Wrzesień/Październik. 2010

Bractwo Kapłańskie św. Piusa X obchodzi czterdziestą rocznicę istnienia. Czy to koniec wędrówki po pustyni, tak jak to było z Żydami w czasach Mojżesza?

Wydaje mi się, że to, czego doświadczamy przypomina raczej jedną z tych wypraw zwiadowców, którzy mogli rzucić okiem na Ziemię Obiecaną, podczas gdy okoliczności nie pozwalały na to, by lud mógł do niej wejść. Żeby uniknąć nieporozumień co do użytego przed chwilą porównania, śpieszę dodać, że deklarujemy - równie stanowczo co zawsze - że jesteśmy katolikami i że, z Bożą pomocą, mamy zamiar nimi pozostać. Jednak dla Kościoła jako całości ten kryzys faktycznie przypomina błąkanie się po pustyni. Z jedną różnicą: o mannę jest naprawdę ciężko. Są obiecujące znaki, zwłaszcza ze strony Rzymu; niestety są one dość poplątane jak chodzi o inne problematyczne kwestie. Kilka źdźbeł trawy na pustyni...

Jak w tych okolicznościach wygląda rozwój Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X na świecie?

Bractwo rozwija się po trochu wszędzie. Niektóre regiony przeżywają gwałtowniejszy wzrost niż inne - myślę tu na przykład o Stanach Zjednoczonych - ale wielka przeszkoda, na jaką napotykamy to brak kapłanów. Prośby o pomoc nadchodzą ze wszystkich stron, ale z powodu wielkiego braku księży nie możemy odpowiedzieć tak, jak powinniśmy i jak byśmy chcieli. Każde oddelegowanie kapłana FSSPX do zadań duszpasterskich oznacza konieczność dokonania wyboru, który będzie rozczarowaniem dla jednej lub wielu grup wiernych. Z jednej strony to raczej dobry znak, ponieważ ilustruje pewien rozwój naszego dzieła, ale jest to również bardzo bolesne. Pomyślmy o krajach misyjnych, zwłaszcza w Afryce, czy o Brazylii. Gdybyśmy mogli wysłać tam pięćdziesięciu księży, byłaby to wielka ulga. Czeka również olbrzymi kontynent azjatycki ...

Arcybiskup Lefebvre zwykł mawiać, że dla władz rzymskich statystyki ilustrujące rozwój Bractwa są wymowniejsze, niż argumenty teologiczne. Czy tak samo jest i dziś?

Nie wiem, czy powinniśmy mówić "statystyki", czy raczej "fakty". Tak czy owak, te dwie rzeczy liczą się tak samo. Jak mówi stare poczciwe porzekadło: contra factum non fit argumentum - z faktami się nie dyskutuje - i to jest wciąż jak najbardziej aktualne. Również stwierdzenie arcybiskupa Lefebvre'a jest nadal prawdziwe. Należy zaznaczyć, że to nie liczby jako takie robią wrażenie w Rzymie, ponieważ ilościowo wciąż stanowimy łatwą do przeoczenia cząstkę Mistycznego Ciała jako całości. Ale to, co sobą reprezentujemy w niezwykle żywy sposób, ta żyjąca tradycja - to ich zdumiewa. Te wspaniałe owoce, które z całą pewnością, co przyznał osobiście nawet jeden z wysoko postawionych prałatów rzymskich, są dziełem Ducha Świętego - to właśnie skłania władze rzymskie do spoglądania na nas. A zwłaszcza to, że mówimy tu o świeżych owocach, które wyrastają w sercu pustyni.

W tym miesiącu (wrześniu 2010) do Stolicy Apostolskiej mają zostać przesłane raporty w sprawie recepcji i wprowadzania w życie postanowień Motu Proprio dotyczącego tradycyjnej Mszy św. Jedynie kilku biskupów w sposób hojny odpowiedziało na wskazania z Rzymu. W jaki sposób może Ekscelencja wyjaśnić tę opieszałość, czy też opór?

Tak samo jak Nowa Msza wyraża pewnego nowego ducha, ducha Soboru Watykańskiego II, tak Msza tradycyjna wyraża ducha katolickiego. Ci którzy trzymają się kurczowo Soboru Watykańskiego II, ponieważ widzą w nim nowy początek Kościoła, albo ci, którzy mniemają, że wraz z Soborem Watykańskim II rozpoczął się nieodwołalnie nowy rozdział w dziejach Kościoła, po prostu nie są w stanie zaakceptować współistnienia Mszy, wyrażającej dokładnie to, co, jak myśleli, na zawsze już zostawili za sobą. Te dwie Msze ucieleśniają dwa różne duchy. To jest fakt! I te dwa duchy nie mogą egzystować obok siebie! Wśród "nowoczesnych katolików" znajdujemy przykładowo podobną nienawiść wobec różańca. To wszystko jest ze sobą powiązane. W kontrowersjach wokół Mszy widzimy bardzo dobrą ilustrację złożoności kryzysu, który wstrząsa Kościołem.

Czy pragnie Ekscelencja powiedzieć przez to, że w dzisiejszym Kościele, pod fasadą jedności, kryją się podziały nie tylko pomiędzy lokalnymi konferencjami episkopatów, a Stolicą Apostolską, lecz również pomiędzy różnymi przeciwstawnymi tendencjami w samym Rzymie? Czy ma Ekscelencja jakieś dowody na to?

O tak! Niestety, z całą pewnością żyjemy w tych czasach, kiedy, jak to zostało przepowiedziane, kardynał wystąpi przeciwko kardynałowi, a biskup przeciwko biskupowi. Ten rodzaj sporu odbywa się, generalnie rzecz biorąc, bardzo dyskretnie i umyka uwadze świeckich. Jednak ostatnio, przy różnych okazjach, stał się sporem otwartym i publicznym, np. w przypadku bezprzykładnego ataku kardynała Schönborna na kardynała Sodano. Wyglądało to trochę jak wyrównywanie porachunków. Nie jest tajemnicą, że przeciwstawne tendencje ścierają się w samym Rzymie. Wiemy o kilku przypadkach, ale nie sądzę, by ich ujawnianie miało w czymś pomóc wiernym świeckim.

Niedawna konferencja Msgr. Guido Pozzo, sekretarza Komisji Ecclesia Dei, w seminarium Bractwa Kapłańskiego św. Piotra miała na celu próbę udowodnienia ciągłości doktrynalnej pomiędzy Drugim Soborem Watykańskim, a Tradycją. W tym celu zajęto się kwestią wyrażenia “subsistit in” i kwestią ekumenizmu. Czy te przykłady są dla Ekscelencji przekonywujące?

Nie powiedziałbym "przekonywujące", ale zaskakujące. Ta konferencja to bardzo logiczne zastosowanie zasad, przedstawionych przez Benedykta XVI w grudniu 2005 roku. Przedstawiono nam koncepcję ekumenizmu dalece różną od tego, co słyszeliśmy przez ostatnie czterdzieści lat ..., koncepcję uwzględniającą ponadczasowe zasady dotyczące jedyności Kościoła i jego doskonałości oraz traktującą o ekskluzywnym charakterze zbawienia. Widzimy w tym faktyczną chęć zachowania odwiecznego nauczania Kościoła, a także chęć odczytania Soboru w świetle Tradycji. Ta mieszanka, aczkolwiek interesująca, wciąż pozostawia otwartymi pewne logicznie nasuwające się pytania, dotyczące roli odgrywanej przez inne wyznania chrześcijańskie (denominacje) ... które to do czasów Piusa XII włącznie nazywane były "fałszywymi religiami". Czy ktoś teraz ośmieli się ponownie użyć tego terminu?

W swoim dość długim podsumowaniu msgr. Pozzo proponuje nam Drugi Sobór Watykański, który został ponownie przejrzany, czy może nawet poprawiony: odrzucający relatywizm, nadmierny nacisk położony na aspekty "pastoralne" (duszpasterskie) i przesadne poleganie na "dialogu"... Czy sądzi Ekscelencja, że ta prezentacja ma szansę spotkać się z jednomyślnym przyjęciem w Rzymie i w diecezjach? Co Ekscelencja myśli o tej nowej, zrewidowanej wersji Soboru?

To interesujące w tym sensie, że prezentuje się nam nowy Sobór Watykański II, Sobór, którego tak naprawdę nigdy nie znaliśmy i który różni się od tego Soboru, jaki przedstawiano przez ostatnie czterdzieści lat. Jakby Sobór w nowej skórze! Jest to szczególnie interesujące z tego względu, że tendencje skrajnie modernistyczne zostały dość mocno potępione. Zaprezentowano nam sobór umiarkowany i dość konserwatywny. Pozostaje pytanie, jak to nowe odczytanie zostanie odebrane? Z pewnością zostanie uznane za zbyt tradycyjne dla modernistów i nie dość tradycyjne dla nas. Powiedzmy więc tylko, że wiele z naszych ataków i zarzutów okazało się być usprawiedliwionych, spora część z tego, co potępiamy, została potępiona. Ale mimo iż same zjawiska zostały potępione, wciąż istnieje wielka niezgodność co do tego, co stanowi ich przyczynę. Ostatecznie bowiem, jeśli taka intelektualna dezorientacja była możliwa w odniesieniu do Soboru - i to w takim stopniu i na taka skalę - z pewnością musiała istnieć odpowiednio poważna przyczyna! Skoro obserwujemy tak wielki rozziew w interpretacji dokumentów soborowych, pewnego dnia będziemy musieli przyznać że braki i niedostatki w tych dokumentach nie znalazły się tam bez powodu.

Niektórzy ludzie związani z Tradycją uważają, że kryzys w Kościele powinien zakończyć się natychmiastowo, że przejście od obecnego kryzysu do jego rozwiązania powinno nastąpić od razu. Czy w opinii Ekscelencji jest to oznaka nadprzyrodzonego zaufania, czy też typowo ludzka niecierpliwość? W przypadku stopniowego rozwiązania, jakie pozytywne kroki już zostały podjęte? I jakie kroki ma Ekscelencja nadzieję zobaczyć w przyszłości?

Natychmiastowe rozwiązanie kryzysu, tak jak je sobie wyobrażają niektórzy ludzie, może być jedynie wynikiem cudu lub skutkiem przemocy i gwałtu na dużą skalę. Jeśli nie nastąpi to w taki sposób, wciąż pozostanie rozwiązanie stopniowe. Pomimo że nie mamy absolutnie prawa wykluczać opcji, że Bóg mógłby uczynić taki cud, jednak zazwyczaj kieruje On swoim Kościołem w inny sposób, poprzez zwykłą współpracę ze stworzeniami i Swoimi świętymi. Ogólnie rzecz ujmując, przezwyciężenie kryzysu zajmuje przynajmniej tyle samo czasu co spowodowanie go, jeśli nie więcej. Droga odbudowy jest długa, a praca do wykonania - olbrzymia. Jednak w pierwszym rzędzie to wybór współpracowników będzie czynnikiem rozstrzygającym. Jeśli polityka nominowania biskupów w końcu się zmieni, będziemy mogli mieć nadzieję. W ten sam sposób będzie musiała nastąpić dogłębna reforma nauczania na uniwersytetach papieskich i reforma formacji kapłanów w seminariach. To dalekosiężne projekty, które póki co pozostają jedynie w sferze marzeń, ale w ciągu dziesięciu lat mogłyby na poważnie nabrać kształtu. Na początku wszystko zależy od papieża. W tej chwili pozytywnym zjawiskiem jest przede wszystkim sam fakt przyznania, że wiele rzeczy poszło nie tak.…. Ludzie przyznają, że jest choroba, jest poważny kryzys w Kościele. Czy pójdą dużo dalej? Zobaczymy.

Czym szczególnie Bractwo Kapłańskie św. Piusa X może przyczynić się do przezwyciężenia tego niespotykanego wcześniej kryzysu? Jaką rolę katolicy wierni Tradycji mogą odegrać w dziele odbudowy? Czego Ekscelencja oczekuje od pokolenia młodych, którzy dziś mają lat dwadzieścia, a będą mieć sześćdziesiąt ... za kolejne czterdzieści lat?

Możemy przypominać, że Kościół posiada przeszłość, która również dziś pozostaje cenna. To nie jest jakaś zakurzona nostalgia, ale świeże spojrzenie na Tradycję Kościoła - decydujący wkład w rozwiązanie kryzysu. Dodajmy do tego przypomnienie siły tradycyjnej Mszy św., misji i roli kapłana - takiej, jakiej życzył sobie Nasz Pan: na Jego obraz i według Jego Ducha. Kiedy pytamy księży, zwracających się do Bractwa, czego od nas oczekują, najpierw mówią nam, że chcą doktryny. Najpierw! Nawet wcześniej niż [nauki] Mszy [Wszechczasów]! To zaskakujące, ale zarazem to dobry znak. Wierni świeccy mają ważne zadanie bycia świadkami, pokazywania, że życie chrześcijańskie, tak jak je zawsze rozumiano, z jego wymogami i szacunkiem dla praw Bożych, jest jak najbardziej możliwe we współczesnym świecie. To życie chrześcijańskie w praktyce jest tym bardzo konkretnym przykładem, jakiego potrzebuje współczesny człowiek, choćby spotkany przelotnie, na ulicy... Co do pokolenia dwudziestolatków, widzę, że ono czeka, gotowe na przygodę Tradycji, że wyczuwa bardzo dobrze, że to, co im się proponuje poza Tradycją to "podrabiany towar". Znajdujemy się w punkcie zwrotnym dla dzieła przyszłej odbudowy i, pomimo że nie jest to jeszcze wyraźnie widoczne ani oczywiste, myślę, że wszystko jest możliwe.

Przypis:

1. Konferencja, o której mowa w wywiadzie, została wygłoszona przez msgr. Guido Pozzo 2 lipca 2010 w seminarium w Wigratzbad w Niemczech. Jej tytuł to "Aspekty teologii katolickiej w recepcji Soboru Watykańskiego II"

sobota, 9 października 2010

Zamek Królewski 6 X 2010














zdjęcia: xyz
















6 X 2010 Prezentacja książki o abp Marcelu Lefebve





6 października 2010 w Sali Koncertowej Zamku Królewskiego w Warszawie, odbyła się prezentacja książki autorstwa Jego Ekscelencji ks. biskupa Bernarda Tissier de Mallerais "Marcel Lefebve. Życie". Prezentacje zaszczycił szanowny autor, sam wyświęcony w 1988 r. przez Arcybiskupa na biskupa Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X.

Spotknie, przy licznie zgromadzonej publiczności prowadził redaktor Stanisław Michalkiewicz. Poza prowadzącym głos zabrali prof. Jacek Bartyzel, dr Paweł Milcarek, ks. Karol Stehlin przełożony FSSPX na Europę Środkową i Wschodnią oraz Bogusław Kiernicki wydawca książki z Wydawnictwa Bębogóra. Koncert barda i poety Jacka Kowalskiego zakończył to wielkie wydarzenie.

zdjęcia: xyz






niedziela, 27 czerwca 2010

Pierwszy polski papież św. Pius X

Recenzje: Pod takim tytułem, ale ze znakiem zapytanie ukazała się książka autorstwa Tadeusza A. Kisielewskiego, wydana przez Dom Wydawnicy REBIS, Poznań 2010. Autor oraz wspomniane wydawnictwo specjalizuje się w wydawniem prac sensacyjnych, bazując częściowo na dorobku innych badaczy. Ale tym razem odajemy chwałę autorowi, że pozbierał rozproszone wątki, o których już wcześniej pisano. To pierwsza część pracy, druga to rozdział poświecony Bractwu Kapłańskiemu św. Piusa X, w ktorym roi sie od błędów i przeinaczeń. Nie tym się jednak zajmniemy.
Otóż istnieją bardzo poważne poszlaki o polsko-śląskim pochodzeniu ojca Giuseppe Melchiorre Sarto, Giovanni Battista Sarto. Nazywać się miał Krawiec (po włosku właśnie Sarto), a urodzić jako Jan w Jemielnicy pod Strzelcami Opolskimi, syn Józefa Krawca. Niestety księgi parafiale na Śląsku zagineły (celowo zniszczone przez władze pruskie po 1904 r.?), te zaś w Riese miejscu rodzenia św. Piusa X najpewniej zostałe zfałszowane (przez władze kościelne - plebejską rodzinę Sarto "podłączono" pod inną szlachecką rodzinę Sarto). Wszystko pozostaje więc w sferze poszlak, poza kolejnymi dowodami. Zdumiewająca niewłoska uroda papieża oraz uderzające podobieństwo do o. Leopolda Moczygęby, znanej postaci historycznej, zasłużonego dla założenia w Teksasie osady polsko-śląskich katolików. Obaj mieliby być kuzynami, a kolejne poszlaki wskazują, że utrzymywali z sobą kontakt! Miała mieć miejsce korespondencja między Stolicą Apostolską, a potomkami Krawców w sprawie spadku po papieżu. I dziwna skłonność do Polaków i Polski św. Piusa X, który, a to uczynił ks. Adama Sapiechę swoim sekretarzem, a to podarował sukienki Jsnogorskiej Pani (po świętokradczej kradzieży).
Zaiste pasjonujące tropy!
Jest i ciekawa notka w przypisach, o korespondencji między ks. Friedrichem Speiserem (profesorem prawa kanonicznego na Uniwersytecie we Fryburgu), a ks. Adamem Sapiechą w sprawie teologów modernistów łacznie z podaniem ich nazwisk. Aż się prosi by dotrzeć do tej przechowywanej w Archiwum Kurii Metropolitarnej w Krakowie korespondencji.
inf. wł.

niedziela, 6 czerwca 2010

III Spotkania Pokolenia Summorum Pontificum Brdów 2010

W dnia 4-6 czerwca w Sanktuarium Matki Bożej Zwycięskiej w Brdowie (diecezja włocławska) odbyły się III Spotkania Pokolenia Summorum Pontificum. Bogaty program, wysoki poziom prelegentów, ciekawe tematy zapewniły niezapomniane przeżycia duchowe i intelektualne. Koncert prawicowego barda Leszka Kołakowskiego i zaśpiewana współnie przez uczestników Pieśń Konfederatów Barskich spieły spotkanie.
Poza tymi doznaniami jednak dało się odczuć, że Powrót Tradycji Katolickiej nie będzie ani łatwy ani szybki. Widzi się raczej pewnien regres po wysypie "punktów" sprawowania Mszy Trydenckiej. Ignorancja i zła wola przełożonych, brak kapłanów oraz słomiany zapał wielu środowisk i wiernych kładzie się cieniem nad dokonaniami innych.
Ale warto pracować i trudzić się pomimo przeciwności.

inf. własna

niedziela, 23 maja 2010

15 maja Pielgrzymka do Matemblewa


Dnia 15 maja w sobotę po raz pierwszy w historii przeoratu w Gdyni wyruszyła piesza pielgrzymka z Gdyni Karwiny do Gdańska Matemblewa, gdzie mieści się Sanktuarium Matki Bożej Brzemiennej. Z rożańcem w dłoni, ze modlitwą i śpiewem na ustach przeszliśmy 24 km przepięknymi Lasami Oliwskimi. Pod przywódctwem ks. Edmundasa Naujokaitis szli weterani pielgrzymek na Jasną Górę oraz nowicjusze, w sumie 12 osób. Seniorzy i gimnazjaliści. Każdy w swoich intencjach, by ofiarować w maryjnym miesiącu swoje małe suplikacje. Wczesnowiosena zieleń liści symbolizowała naszą zawsze świeżą wiarę, błoto nasze grzechy, twardy asfald naszą ziemską egzystencję, wchodzenie pod góry nasze duchowe golgoty, na które trzeba wejść jeśli chcemy zbawić swoje dusze. Warto było iść...
inf. wł.

wtorek, 27 kwietnia 2010

Pielgrzymka do Ziemi Świętej z Mszą Trydencką!

Niestety, z powodu odmowy przez Biuro Pielgrzymkowe Patron Trawell, zgody na odprawianie Mszy św. Trydenckiej, przelgrzymka zaostała odwolana. Spróbujemy jeszcze raz przez wiernych Katolickiej Tradycji z Niemiec

zainteresowani mogą się kontaktować na:
piotr.blaszkowski@wp.pl

sobota, 24 kwietnia 2010

pielgrzymka do Wilna i Szydłowa


W dniach od 5 do 9 września 2010 r. przeorat pw. Niepokalanego Serca N.M.Panny w Gdyni organizuje pielgrzymkę autokarową z Warszawy do Wilna i Szydłowa.

Program pielgrzymki

4 IX, sobota: możliwość przenocowania w przeoracie warszawskim dla pielgrzymów spoza Warszawy

5 IX, niedziela: rano Msza św. w kościele Bractwa w Warszawie, wyjazd z Warszawy, nocleg w Wilnie

6 IX, poniedziałek: Wilno, zwiedzanie wszystkich najważniejszych świątyń i zabytków miasta, nocleg w Wilnie

7 IX, wtorek: zwiedzanie Wilna i przejazd do Trok, nocleg w Wilnie

8 IX, środa: święto Narodzenia N.M.Panny, wyprawa na Żmudź

– Góra Krzyży koło Szawel,

– klasztor bernardynów w Cytowianach,

– sanktuarium w Szydłowie, gdzie w 1608 r. miało miejsce pierwsze w Europie objawienie Matki Boskiej zawierające publiczne przesłanie (dzień wielkich odpustów),

– wieczorem uroczysta Msza św. w kaplicy Bractwa w Kownie, nocleg w Kownie

9 IX, czwartek: zwiedzanie Kowna, powrót do Warszawy przez Sejny, możliwość przenocowania w przeoracie warszawskim

Opiekunem duchowym pielgrzymki jest ks. Edmund Naujokaitis.

Koszt pielgrzymki dla jednej osoby wynosi 890 zł, dla uczniów i studentów 750 zł.

Cena obejmuje: przejazd autokarem, usługę przewodnika, noclegi w hotelach dwugwiazdkowych, śniadania i obiadokolacje, ubezpieczenie. Dopłata do pokoju jednoosobowego wynosi 160 zł.

Na wstępy do zwiedzanych obiektów należy przeznaczyć ok. 35 zł.

Ostateczny termin zgłoszeń: 10 czerwca br.

Zgłoszenie udziału w pielgrzymce następuje:

– przez zapłacenie całej ceny pielgrzymki przelewem na rachunek przeoratu w Gdyni albo gotówką do rąk kapłana przeoratu w Gdyni, oraz

– przez podanie kapłanowi przeoratu w Gdyni swych danych osobowych, obejmujących: imię, nazwisko, wiek, adres, nr tel. komórkowego, ew. adres e-mail.

Dla osób niepełnoletnich jest wymagana pisemna zgoda rodziców.

Dane kontaktowe:

Przeorat pw. Niepokalanego Serca N.M.Panny

ul. Wiczlińska 11, 81-578 GDYNIA

tel. 58 629 75 09, 889 501 363, email gdynia@piusx.org.pl

Bank Ochrony Środowiska S.A., nr rach.: 21 1540 1287 2001 6889 8160 0003

Toplista Tradycji Katolickiej
Powered By Blogger