sobota, 6 listopada 2010

WYWIAD Z BPEM BERNARDEM FELLAYEM

Biskup Bernard Fellay : “Jesteśmy w punkcie zwrotnym”

10-16-2010


Wywiad z biskupem Bernardem Fellayem dla "Nouvelles de Chrétienté", Wrzesień/Październik. 2010

Bractwo Kapłańskie św. Piusa X obchodzi czterdziestą rocznicę istnienia. Czy to koniec wędrówki po pustyni, tak jak to było z Żydami w czasach Mojżesza?

Wydaje mi się, że to, czego doświadczamy przypomina raczej jedną z tych wypraw zwiadowców, którzy mogli rzucić okiem na Ziemię Obiecaną, podczas gdy okoliczności nie pozwalały na to, by lud mógł do niej wejść. Żeby uniknąć nieporozumień co do użytego przed chwilą porównania, śpieszę dodać, że deklarujemy - równie stanowczo co zawsze - że jesteśmy katolikami i że, z Bożą pomocą, mamy zamiar nimi pozostać. Jednak dla Kościoła jako całości ten kryzys faktycznie przypomina błąkanie się po pustyni. Z jedną różnicą: o mannę jest naprawdę ciężko. Są obiecujące znaki, zwłaszcza ze strony Rzymu; niestety są one dość poplątane jak chodzi o inne problematyczne kwestie. Kilka źdźbeł trawy na pustyni...

Jak w tych okolicznościach wygląda rozwój Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X na świecie?

Bractwo rozwija się po trochu wszędzie. Niektóre regiony przeżywają gwałtowniejszy wzrost niż inne - myślę tu na przykład o Stanach Zjednoczonych - ale wielka przeszkoda, na jaką napotykamy to brak kapłanów. Prośby o pomoc nadchodzą ze wszystkich stron, ale z powodu wielkiego braku księży nie możemy odpowiedzieć tak, jak powinniśmy i jak byśmy chcieli. Każde oddelegowanie kapłana FSSPX do zadań duszpasterskich oznacza konieczność dokonania wyboru, który będzie rozczarowaniem dla jednej lub wielu grup wiernych. Z jednej strony to raczej dobry znak, ponieważ ilustruje pewien rozwój naszego dzieła, ale jest to również bardzo bolesne. Pomyślmy o krajach misyjnych, zwłaszcza w Afryce, czy o Brazylii. Gdybyśmy mogli wysłać tam pięćdziesięciu księży, byłaby to wielka ulga. Czeka również olbrzymi kontynent azjatycki ...

Arcybiskup Lefebvre zwykł mawiać, że dla władz rzymskich statystyki ilustrujące rozwój Bractwa są wymowniejsze, niż argumenty teologiczne. Czy tak samo jest i dziś?

Nie wiem, czy powinniśmy mówić "statystyki", czy raczej "fakty". Tak czy owak, te dwie rzeczy liczą się tak samo. Jak mówi stare poczciwe porzekadło: contra factum non fit argumentum - z faktami się nie dyskutuje - i to jest wciąż jak najbardziej aktualne. Również stwierdzenie arcybiskupa Lefebvre'a jest nadal prawdziwe. Należy zaznaczyć, że to nie liczby jako takie robią wrażenie w Rzymie, ponieważ ilościowo wciąż stanowimy łatwą do przeoczenia cząstkę Mistycznego Ciała jako całości. Ale to, co sobą reprezentujemy w niezwykle żywy sposób, ta żyjąca tradycja - to ich zdumiewa. Te wspaniałe owoce, które z całą pewnością, co przyznał osobiście nawet jeden z wysoko postawionych prałatów rzymskich, są dziełem Ducha Świętego - to właśnie skłania władze rzymskie do spoglądania na nas. A zwłaszcza to, że mówimy tu o świeżych owocach, które wyrastają w sercu pustyni.

W tym miesiącu (wrześniu 2010) do Stolicy Apostolskiej mają zostać przesłane raporty w sprawie recepcji i wprowadzania w życie postanowień Motu Proprio dotyczącego tradycyjnej Mszy św. Jedynie kilku biskupów w sposób hojny odpowiedziało na wskazania z Rzymu. W jaki sposób może Ekscelencja wyjaśnić tę opieszałość, czy też opór?

Tak samo jak Nowa Msza wyraża pewnego nowego ducha, ducha Soboru Watykańskiego II, tak Msza tradycyjna wyraża ducha katolickiego. Ci którzy trzymają się kurczowo Soboru Watykańskiego II, ponieważ widzą w nim nowy początek Kościoła, albo ci, którzy mniemają, że wraz z Soborem Watykańskim II rozpoczął się nieodwołalnie nowy rozdział w dziejach Kościoła, po prostu nie są w stanie zaakceptować współistnienia Mszy, wyrażającej dokładnie to, co, jak myśleli, na zawsze już zostawili za sobą. Te dwie Msze ucieleśniają dwa różne duchy. To jest fakt! I te dwa duchy nie mogą egzystować obok siebie! Wśród "nowoczesnych katolików" znajdujemy przykładowo podobną nienawiść wobec różańca. To wszystko jest ze sobą powiązane. W kontrowersjach wokół Mszy widzimy bardzo dobrą ilustrację złożoności kryzysu, który wstrząsa Kościołem.

Czy pragnie Ekscelencja powiedzieć przez to, że w dzisiejszym Kościele, pod fasadą jedności, kryją się podziały nie tylko pomiędzy lokalnymi konferencjami episkopatów, a Stolicą Apostolską, lecz również pomiędzy różnymi przeciwstawnymi tendencjami w samym Rzymie? Czy ma Ekscelencja jakieś dowody na to?

O tak! Niestety, z całą pewnością żyjemy w tych czasach, kiedy, jak to zostało przepowiedziane, kardynał wystąpi przeciwko kardynałowi, a biskup przeciwko biskupowi. Ten rodzaj sporu odbywa się, generalnie rzecz biorąc, bardzo dyskretnie i umyka uwadze świeckich. Jednak ostatnio, przy różnych okazjach, stał się sporem otwartym i publicznym, np. w przypadku bezprzykładnego ataku kardynała Schönborna na kardynała Sodano. Wyglądało to trochę jak wyrównywanie porachunków. Nie jest tajemnicą, że przeciwstawne tendencje ścierają się w samym Rzymie. Wiemy o kilku przypadkach, ale nie sądzę, by ich ujawnianie miało w czymś pomóc wiernym świeckim.

Niedawna konferencja Msgr. Guido Pozzo, sekretarza Komisji Ecclesia Dei, w seminarium Bractwa Kapłańskiego św. Piotra miała na celu próbę udowodnienia ciągłości doktrynalnej pomiędzy Drugim Soborem Watykańskim, a Tradycją. W tym celu zajęto się kwestią wyrażenia “subsistit in” i kwestią ekumenizmu. Czy te przykłady są dla Ekscelencji przekonywujące?

Nie powiedziałbym "przekonywujące", ale zaskakujące. Ta konferencja to bardzo logiczne zastosowanie zasad, przedstawionych przez Benedykta XVI w grudniu 2005 roku. Przedstawiono nam koncepcję ekumenizmu dalece różną od tego, co słyszeliśmy przez ostatnie czterdzieści lat ..., koncepcję uwzględniającą ponadczasowe zasady dotyczące jedyności Kościoła i jego doskonałości oraz traktującą o ekskluzywnym charakterze zbawienia. Widzimy w tym faktyczną chęć zachowania odwiecznego nauczania Kościoła, a także chęć odczytania Soboru w świetle Tradycji. Ta mieszanka, aczkolwiek interesująca, wciąż pozostawia otwartymi pewne logicznie nasuwające się pytania, dotyczące roli odgrywanej przez inne wyznania chrześcijańskie (denominacje) ... które to do czasów Piusa XII włącznie nazywane były "fałszywymi religiami". Czy ktoś teraz ośmieli się ponownie użyć tego terminu?

W swoim dość długim podsumowaniu msgr. Pozzo proponuje nam Drugi Sobór Watykański, który został ponownie przejrzany, czy może nawet poprawiony: odrzucający relatywizm, nadmierny nacisk położony na aspekty "pastoralne" (duszpasterskie) i przesadne poleganie na "dialogu"... Czy sądzi Ekscelencja, że ta prezentacja ma szansę spotkać się z jednomyślnym przyjęciem w Rzymie i w diecezjach? Co Ekscelencja myśli o tej nowej, zrewidowanej wersji Soboru?

To interesujące w tym sensie, że prezentuje się nam nowy Sobór Watykański II, Sobór, którego tak naprawdę nigdy nie znaliśmy i który różni się od tego Soboru, jaki przedstawiano przez ostatnie czterdzieści lat. Jakby Sobór w nowej skórze! Jest to szczególnie interesujące z tego względu, że tendencje skrajnie modernistyczne zostały dość mocno potępione. Zaprezentowano nam sobór umiarkowany i dość konserwatywny. Pozostaje pytanie, jak to nowe odczytanie zostanie odebrane? Z pewnością zostanie uznane za zbyt tradycyjne dla modernistów i nie dość tradycyjne dla nas. Powiedzmy więc tylko, że wiele z naszych ataków i zarzutów okazało się być usprawiedliwionych, spora część z tego, co potępiamy, została potępiona. Ale mimo iż same zjawiska zostały potępione, wciąż istnieje wielka niezgodność co do tego, co stanowi ich przyczynę. Ostatecznie bowiem, jeśli taka intelektualna dezorientacja była możliwa w odniesieniu do Soboru - i to w takim stopniu i na taka skalę - z pewnością musiała istnieć odpowiednio poważna przyczyna! Skoro obserwujemy tak wielki rozziew w interpretacji dokumentów soborowych, pewnego dnia będziemy musieli przyznać że braki i niedostatki w tych dokumentach nie znalazły się tam bez powodu.

Niektórzy ludzie związani z Tradycją uważają, że kryzys w Kościele powinien zakończyć się natychmiastowo, że przejście od obecnego kryzysu do jego rozwiązania powinno nastąpić od razu. Czy w opinii Ekscelencji jest to oznaka nadprzyrodzonego zaufania, czy też typowo ludzka niecierpliwość? W przypadku stopniowego rozwiązania, jakie pozytywne kroki już zostały podjęte? I jakie kroki ma Ekscelencja nadzieję zobaczyć w przyszłości?

Natychmiastowe rozwiązanie kryzysu, tak jak je sobie wyobrażają niektórzy ludzie, może być jedynie wynikiem cudu lub skutkiem przemocy i gwałtu na dużą skalę. Jeśli nie nastąpi to w taki sposób, wciąż pozostanie rozwiązanie stopniowe. Pomimo że nie mamy absolutnie prawa wykluczać opcji, że Bóg mógłby uczynić taki cud, jednak zazwyczaj kieruje On swoim Kościołem w inny sposób, poprzez zwykłą współpracę ze stworzeniami i Swoimi świętymi. Ogólnie rzecz ujmując, przezwyciężenie kryzysu zajmuje przynajmniej tyle samo czasu co spowodowanie go, jeśli nie więcej. Droga odbudowy jest długa, a praca do wykonania - olbrzymia. Jednak w pierwszym rzędzie to wybór współpracowników będzie czynnikiem rozstrzygającym. Jeśli polityka nominowania biskupów w końcu się zmieni, będziemy mogli mieć nadzieję. W ten sam sposób będzie musiała nastąpić dogłębna reforma nauczania na uniwersytetach papieskich i reforma formacji kapłanów w seminariach. To dalekosiężne projekty, które póki co pozostają jedynie w sferze marzeń, ale w ciągu dziesięciu lat mogłyby na poważnie nabrać kształtu. Na początku wszystko zależy od papieża. W tej chwili pozytywnym zjawiskiem jest przede wszystkim sam fakt przyznania, że wiele rzeczy poszło nie tak.…. Ludzie przyznają, że jest choroba, jest poważny kryzys w Kościele. Czy pójdą dużo dalej? Zobaczymy.

Czym szczególnie Bractwo Kapłańskie św. Piusa X może przyczynić się do przezwyciężenia tego niespotykanego wcześniej kryzysu? Jaką rolę katolicy wierni Tradycji mogą odegrać w dziele odbudowy? Czego Ekscelencja oczekuje od pokolenia młodych, którzy dziś mają lat dwadzieścia, a będą mieć sześćdziesiąt ... za kolejne czterdzieści lat?

Możemy przypominać, że Kościół posiada przeszłość, która również dziś pozostaje cenna. To nie jest jakaś zakurzona nostalgia, ale świeże spojrzenie na Tradycję Kościoła - decydujący wkład w rozwiązanie kryzysu. Dodajmy do tego przypomnienie siły tradycyjnej Mszy św., misji i roli kapłana - takiej, jakiej życzył sobie Nasz Pan: na Jego obraz i według Jego Ducha. Kiedy pytamy księży, zwracających się do Bractwa, czego od nas oczekują, najpierw mówią nam, że chcą doktryny. Najpierw! Nawet wcześniej niż [nauki] Mszy [Wszechczasów]! To zaskakujące, ale zarazem to dobry znak. Wierni świeccy mają ważne zadanie bycia świadkami, pokazywania, że życie chrześcijańskie, tak jak je zawsze rozumiano, z jego wymogami i szacunkiem dla praw Bożych, jest jak najbardziej możliwe we współczesnym świecie. To życie chrześcijańskie w praktyce jest tym bardzo konkretnym przykładem, jakiego potrzebuje współczesny człowiek, choćby spotkany przelotnie, na ulicy... Co do pokolenia dwudziestolatków, widzę, że ono czeka, gotowe na przygodę Tradycji, że wyczuwa bardzo dobrze, że to, co im się proponuje poza Tradycją to "podrabiany towar". Znajdujemy się w punkcie zwrotnym dla dzieła przyszłej odbudowy i, pomimo że nie jest to jeszcze wyraźnie widoczne ani oczywiste, myślę, że wszystko jest możliwe.

Przypis:

1. Konferencja, o której mowa w wywiadzie, została wygłoszona przez msgr. Guido Pozzo 2 lipca 2010 w seminarium w Wigratzbad w Niemczech. Jej tytuł to "Aspekty teologii katolickiej w recepcji Soboru Watykańskiego II"

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Chciałam spytać, dlaczego nie jest podawane źródło skąd to tłumaczenie wzięte? a mianowicie stąd: http://forum.piusx.org.pl/index.php?topic=2758.0

Katolik Tradycji pisze...

nasze przeoczenie, przepraszamy!