środa, 12 grudnia 2018

Śmierć dla celów transplantacji – wywiad z dr n. med. Izabellą Stępkowską





Piotr Błaszkowski – Ludzie stracili wiarę w Boga, nie pragną Nieba, nie tęsknią za Jezusem, chcą żyć, o ile to możliwe w dobrej formie na ziemi. Technika im to umożliwiła. Może Pani doktor opisze historię procederu zmiany definicji śmierci w transplantologii, zwanej „śmiercią kliniczną”.

dr n. med. Izabella Stępkowska – Śmierć kliniczna, określana mianem vita minima (życie minimalne), to stan człowieka niejako na pograniczu życia i śmierci, gdy przy całkowitej, co ważne: niewywołanej farmakologicznie, utracie świadomości chorego, niewykrywalne jest także oddychanie i praca serca. Natomiast w celu zapewnienia możliwości pobierania zdrowych, niezbędnych do życia narządów od ludzi, na potrzeby przeszczepiania, wprowadzono w obszar medycyny pojęcie „śmierci mózgu” lub też „śmierci mózgowej”. Zaaprobowane przez władze w Polsce, już w 1984 roku, bardzo liberalne kryteria stwierdzania zgonu człowieka z zachowaną prawidłową czynnością serca i prawidłowym krążeniem, jako tzw. „śmierć mózgu człowieka jako całości”, nie mają nic wspólnego ze stwierdzeniem śmierci klinicznej. Koncepcja „śmierci mózgu” człowieka, skonstruowana na potrzeby praktyk transplantologicznych, pozwala na pobranie narządów od człowieka, u którego m.in. układ krążenia pracuje prawidłowo. W Polsce pobiera się narządy od ludzi, u których serce pracuje prawidłowo, którzy zachowali np. zdolność do poruszania głową i rękoma. Narządów nie pobiera się od ludzi chorych, w stanie agonalnym. Te zagadnienia opisuję szczegółowo w książce pt. „Śmierć dla celów transplantacji?”.
P.B. – jakie jest stanowisko Kościoła w tej kwestii transplantologii?
I.S. – Według Katechizmu Kościoła Katolickiego zatwierdzonego w 2005 roku przez papieża Benedykta XVI, Kościół uważa za zgodne z prawem moralnym dawstwo narządu lub tkanki w celu ratowania życia bliźniego, jeśli dawca wyraża zgodę i nie grozi mu zbyt duże niebezpieczeństwo i ryzyko. Jednocześnie Kościół zaznacza, że oddawanie narządów po śmierci może mieć miejsce tylko wtedy, gdy została w całej pełni stwierdzona rzeczywista śmierć dawcy. Należy wyjaśnić, że papież Jan Paweł II wycofał się z akceptacji koncepcji „śmierci mózgowej człowieka”. Jeszcze za życia Jana Pawła II została powołana specjalna komisja papieska, która po wnikliwych badaniach wydała jednoznacznie negatywną opinię dotyczącą kryterium „śmierci mózgu” człowieka. Z inicjatywy Jana Pawła II, w 2005 roku w Papieskiej Akademii Nauk w Rzymie, odbyła się konferencja pt. Znaki Życia (Sings of Life) wykazująca ewidentną nienaukowość i błędy koncepcji „śmierci mózgowej”. Fakty te niestety nie zostały właściwie nagłośnione, dlatego wielu katolików jest nieświadomych rzeczywistego stanowiska papieży.

P.B. – W transplantologii widzimy nie tylko potężne pragnienie ludzkości, by żyć, dzięki żywym „częściom zamiennym” bez końca na ziemi, ale i cały, merkantylny proceder lobby transplantologicznego. Jakie stosuje się metody, by wprowadzić chorego w stan „śmierci klinicznej”?

I.S. – To nie jest stan śmierci klinicznej. Narządy niezbędne do życia, takie jak serce, płuca, trzustka, wątroba, pobiera się od ludzi z reguły w stanie obrzęku mózgu. Tkanki mózgowia człowieka, objętościowo ograniczone czaszką, na uszkodzenie (zarówno zewnątrz pochodne, jak i wewnątrzpochodne) z reguły reagują obrzękiem. Obrzęk ten, zwłaszcza obrzęk mózgu, skutkuje ograniczeniem przepływu krwi przez mózgowie i niedotlenowaniem tkanek ośrodkowego układu nerwowego. Ratowanie życia człowieka z obrażeniem ośrodkowego układu nerwowego polega m.in. na niedopuszczeniu do rozwinięcia obrzęku. Istnieją różne metody leczenia, łącznie z odciążającym otworzeniem czaszki. Niestety współcześnie, niemal powszechnie, wprowadza się pacjenta w stan tzw. śpiączki farmakologicznej, która z reguły skutkuje pogłębieniem obrzęku i niedokrwieniem mózgu. Taki stan pacjenta, na użytek branży transplantologicznej, został określony jako „śmierć mózgu człowieka jako całości”, i w Polsce oraz w wielu innych państwach, upoważnia do wydania karty zgonu i pobrania narządów. Warto wspomnieć, że środki używane w Polsce do wywołania śpiączki farmakologicznej (m.in. tiopental czy propofol), w niektórych innych krajach, takich jak Belgia czy Holandia, stosowane są do przeprowadzenia eutanazji. Te zagadnienia omawiam szczegółowo w książce.

P.B. – Wiemy, że każdy lekarz czy publicysta, który się przeciwstawi paradygmatowi transplantologii, jest sekowany. Co wiadomo Pani Doktor o takich działaniach?

I.S. – W Polsce, jak na razie, bardzo nieliczne osoby mają odwagę mówić prawdę. Według mego rozeznania wiele osób, spoza branży transplantologicznej, jest nieświadomych tego, co w rzeczywistości się dzieje w polskich szpitalach. Powszechnie przecież promuje się praktyki transplantologiczne jako „coś dobrego”, jako coś, co „ratuje życie chorych”.

P.B. – Jak w takim razie zabezpieczyć się przed pokrojeniem na stole operacyjnym? Polska i Bułgaria przyjęła swoistą definicję „zgody domniemanej”?

I.S. – Tak, w Polsce zostało wprowadzone tzw. prawo „zgody domniemanej” na pobranie narządów. Według tego „prawa” każdy Polak, czy o tym wie, czy nie wie, jest potencjalnym dawcą narządów. Jeśli ktoś się nie zgadza na taki status, musi zgłosić do Poltransplantu swój sprzeciw i otrzymać potwierdzenie złożenia sprzeciwu. W praktyce, we współczesnych realiach, taki sprzeciw, w sytuacjach nagłych, może nam zapewnić prawidłowe leczenie. Oświadczenie o sprzeciwie można nosić przy sobie lub powiadomić bliskich, jednak najlepszym prawnym zapewnieniem jest zapis w oficjalnym rejestrze sprzeciwów.


P.B. – Pomijając cały aspekt medyczny transplantologii, jego przyczyna jest religijna i zarazem filozoficzna. Niejasne stanowisko Kościoła, sprzeczne sygnały, wręcz wycofanie przed liberalnym światem, stworzyło pożywkę, dla zmiany mentalności w krajach post katolickich. W krajach post protestanckich, zmiana paradygmatu człowieka z dziecka Bożego na byt czysto materialny, czy w wypadku transplantologii, czysto użytkowy, była naturalną konsekwencją herezji i wszelkich rewolucji. Ciekawe, że z przyczyn na prawo natury, rozumiane swoiście przez pogańskich Japończyków, dopiero od 2002 r. zgodzono się tam na transplantację serca. Po wielu latach oporów. To daje do myślenia czym w istocie, jest serce. Nie tylko biologiczną pompą ssąco-tłoczącą.
Dziękuje za rozmowę i życzę dalszych publikacji na ten ważny temat.

 


Od Redakcji:

1. Od 1984 r. dr Zbigniew Religa kierował Katedrą i Kliniką Kardiochirurgii Wojewódzkiego Ośrodka Kardiologii w Zabrzu, a 5 listopada 1985 r., przeprowadził pierwszy przeszczep serca po orzeczeniu „śmierci mózgowej”. Zmiana definicji śmierci została więc dokonana najpewniej na jego prośbę.
2. Sprzeciw wobec transplantacji można wyrazić w trzech równoważnych/równoprawnych formach:
– wpisu w centralnym rejestrze sprzeciwów na pobranie komórek, tkanek i narządów ze zwłok ludzkich. Potwierdzeniem dokonania wpisu sprzeciwu w centralnym rejestrze sprzeciwów jest zawiadomienie o wpisie sprzeciwu, sporządzone w formie wydruku komputerowego, przesyłane listem poleconym na adres podany w zgłoszeniu.
– oświadczenia pisemnego zaopatrzonego we własnoręczny podpis
– oświadczenia ustnego złożonego w obecności co najmniej dwóch świadków, pisemnie przez nich potwierdzonego.
W każdym przypadku najważniejsze jest poinformowanie rodziny i bliskich o swojej woli.
Formularz zgłoszenia sprzeciwu znajduje się na stronie internetowej Centrum Organizacyjno-Koordynacyjnego ds. Transplantacji „Poltransplant” lub w zakładach opieki zdrowotnej.







Brak komentarzy: