środa, 21 października 2015

Fryderyk Chopin. Nawrócony do Boga na łożu śmierci

Fot. wikiepdia.org
Chopin w 1849, fot. Louis-Auguste Bisson
17 października obchodziliśmy 166. rocznicę śmierci Fryderyka Chopina. W Warszawie nie gasną dźwięki muzyki tego wybitnego Polaka w wykonaniu najbardziej utalentowanej młodzieży z całego świata, która przybyła by wziąć udział w XVII Międzynarodowym Konkursie Pianistycznym im. Chopina, a na Podolu, daleko od Paryża w Piętniczanach mieszkała Ksawera Grocholska, serdeczna przyjaciółka księdza Aleksandra Jełowickiego, duszpasterza, który miał zaszczyt udzielić sakramentu ostatniej spowiedzi Fryderykowi Chopinowi...

List ks. Jełowickiego do Ksawery Grocholskiej, wysłany na Podole cztery dni po śmierci Chopina. Paryż, 21 października 1849 r.

I. M. J. Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Przezacna Pani! Jeszcze pod wrażeniem śmierci Chopina piszę o niej słowo. Umarł 17 października 1849 roku o godzinie drugiej z rana. Od lat mnogich życie Chopina było jak na włosku. Ciało jego, zawsze mdłe i słabe, coraz bardziej się wytrawiało od ognia jego geniuszu. Wszyscy się dziwili, że w tak wyniszczonym ciele dusza jeszcze mieszka i nie traci na bystrości rozumu i gorącości serca. Twarz jego jak alabaster zimną była, białą i przejrzystą; a oczy jego, zwykle mgłą przykryte, iskrzyły się niekiedy blaskami wejrzenia. Zawsze słodki i miły, i dowcipem wrzący, a czuły nad miarę, zdawał się już mało należeć do ziemi. Ale niestety, o Niebie nie myślał. Miał on niewiele dobrych przyjaciół, a złych, tj. bez wiary, bardzo wielu; ci zwłaszcza byli jego czcicielami. A triumfy jego w sztuce najwnikliwszej zagłuszyły mu w sercu Ducha Św. jęki niewypowiedziane. Pobożność, którą z łona matki Polki był wyssał, była mu już tylko rodzinnym wspomnieniem. A bezbożność towarzyszów i towarzyszek jego lat ostatnich wsiąkała coraz bardziej w chwytny umysł jego i na duszy jego jak chmurą ołowianą osiadła zwątpieniem.

I tylko już mocą wykwintnej przyzwoitości jego się stawało, że się nie naśmiewał głośno z rzeczy świętych, że jeszcze nie szydził. W takim to opłakanym stanie schwyciła go śmiertelna piersiowa choroba. Wieść o tym, blada zbliżającą się śmiercią Chopina, spotkała mię więc przy powrocie moim z Rzymu do Paryża. Wnet po biegłem do tego od lat dziecinnych przyjaciela mego, którego dusza tym droższa mi była. Uścisnęliśmy się wzajem, a, wzajemne łzy nasze wskazały nam, że już ostatkami gonił. Nędzniał i gasł widocznie; a jednak nie nad sobą, ale nade mną raczej zapłakał użalając się morderczej śmierci brata mego Edwarda, którego też kochał. Skorzystałem z tej tkliwości jego, aby mu przypomnieć Matkę... i jej wspomnieniem rozbudzić w nim wiarę, której go była nauczyła. „Ach, rozumie cię, rzekł mi, nie chciałbym umrzeć bez Sakramentów, aby nie zasmucić Matki mej ukochanej; ale ich przyjąć nie mogę, bo już ich nie rozumiem po twojemu. Pojąłbym jeszcze słodycz spowiedzi płynącą ze zwierzenia się przyjacielowi; ale spowiedzi jako Sakramentu zgoła nie pojmuję. Jeżeli chcesz, to dla twej przyjaźni wyspowiadam się u ciebie, ale inaczej to nie." Na te i tym podobne słowa Chopina ścisnęło mi się serce i zapłakałem. Żal mi było, żal mi tej miłej duszy. Upieszczałem ją, czym mogłem, już to Najświętszą Panną, już Panem Jezusem, już najtkliwszymi obrazami miłosierdzia Bożego. Nic nie pomagało.

Ofiarowałem się przyprowadzić mu, jakiego zechce, spowiednika. A on mi w końcu powiedział: „Jeśli kiedy zechcę się wyspowiadać, to pewno u Ciebie." Tego się właśnie po tym wszystkim, co mi powiedział, najbardziej lękałem. Upłynęły długie miesiące w częstych odwiedzinach moich, ale bez innego skutku. Modliłem się wszakże z ufnością, że nie zaginie ta dusza. Modliliśmy się o to wszyscy zmartwychwstańcy, zwłaszcza czasu rekolekcji. Aż oto 12 bm, wieczorem przyzywa mię co prędzej doktor Cruveiller mówiąc, że za nic nie ręczy. Drżący od wzruszenia stanąłem, u drzwi Chopina, które po raz pierwszy przede mną zamknięto. Jednak po chwili kazał mię wpuścić, lecz tylko na to, aby mi rękę uścisnąć i powiedzieć: ,,Kocham cię bardzo, ale nic nie mów, idź spać." Wystaw sobie, kto możesz, jaką noc przebyłem!

Nazajutrz przypadł dzień św. Edwarda, patrona ukochanego brata mojego. Ofiarując za jego duszę mszę świętą, tak prosiłem Boga: O Boże, litości! Jeżeli dusza brata mego Edwarda miłą jest Tobie, daj mi dzisiaj duszę Fryderyka! Więc ze zdwojoną troską szedłem do Chopina. Zastałem go u śniadania, do którego gdy mię prosił, ja rzekłem: „Przyjacielu mój kochany, dziś są imieniny mego brata Edwarda." Chopin westchnął, a ja mówiłem tak dalej: „W dzień mego brata daj mi wiązanie." „Dam ci, co zechcesz", odpowiedział Chopin, a ja odrzekłem: „Daj mi duszę twoją!" „Rozumiem cię, weź ją!", odpowiedział Chopin i usiadł na łóżku. Wtedy radość niewymowna, ale oraz i trwoga ogarnęły mię. Jakżeż wziąć tę miłą duszę, by ją oddać Bogu? Padłem na kolana, a w sercu moim zawołałem do Pana: „Bierz ją sam!" I podałem Chopinowi Pana Jezusa ukrzyżowanego, składając Go w milczeniu na jego dwie ręce. I z obu oczu trysnęły mu łzy. „Czy wierzysz?", zapytałem. Odpowiedział: „Wierzę." „Jak cię matka nauczyła?" Odpowiedział: „Jak mię nauczyła matka!" I wpatrując się w Pana Jezusa ukrzyżowanego, w potoku łez swoich odbył spowiedź świętą. I tuż przyjął Wiatyk i Ostatnie Pomazanie, o które sam prosił. Po chwili kazał dać zakrystianowi dwadzieścia razy tyle, co zwykle się daje, a ja rzekłem: „To za wiele." „Nie za wiele — odpowiedział — bo to, com przyjął, jest nad wszelką cenę." I od tej chwili przemieniony łaską Bożą, owszem, samym, Bogiem, stał się jakoby innym człowiekiem, rzekłbym, że już świętym.

Tegoż dnia poczęło się konanie Chopina, które trwało dni i nocy cztery. Cierpliwość, zdanie się na Boga, a często i rozradowanie towarzyszyły mu aż do ostatniego tchnienia. Wpośród najwyższych boleści wypowiedział szczęście swoje i dziękował Bogu, że aż wykrzykiwał miłość swą ku Niemu i żądzę połączenia się z Nim, co prędzej. I opowiadał swe szczęście przyjaciołom, co go żegnać przychodzili, a i w pobocznych izbach czuwali. Już tchu nie stawało, już się zdawał, że kona, już jęk nawet był umilkł, przytomność odbiegła. Strwożyli się wszyscy i tłumem się do pokoju jego byli nacisnęli czekając z biciem serca już ostatniej chwili. Wtem Chopin otworzywszy oczy i ten tłum ujrzawszy, zapytał: „Co oni tu robią? Czemu się nie modlą?" I padli wszyscy ze mną na kolana, i odmówiłem Litanię do Wszystkich ŚŚ., na którą i protestanci odpowiadali. Dzień i noc prawie ciągle trzymał mię za obie ręce, nie chcąc mię opuścić, a mówiąc: „Ty mnie nie odstąpisz w tej stanowczej chwili." I tulił się do mnie, jak zwykło dziecię czasu niebezpiecznego tulić się do matki. I co chwila wołał: „Jezus, Maria!", i całował krzyż z zachwytem wiary i nadziei, i wielkiej miłości. Niekiedy przemawiał do obecnych, z największą tkliwością mówiąc: „Kocham Boga i ludzi!... Dobrze mi, że tak umieram... Siostro moja kochana, nie płacz. Nie płaczcie, przyjaciele moi. Jam szczęśliwy! Czuję, że umieram. Módlcie się za mną! Do widzenia w Niebie." To znowu do lekarzy usiłujących przytrzymać w nim życie powiadał: „Puśćcie mię, niech umrę. Już mi Bóg przebaczył, już mię woła do siebie! Puśćcie mię; chcę umrzeć!" I znowu: „O, piękna ż to umiejętność przedłużać cierpienia. Gdybyż jeszcze na co dobrego, na jaką ofiarę! Ale na umęczanie mnie i tych, co mnie kochają, piękna umiejętność!" I znowu: „Zadajecie mi na próżno cierpienia srogie. Możeście się pomylili. Ale Bóg się nie pomylił. On mię oczyszcza, O, jakże Bóg dobry, że mię na tym świecie karze! O, jakże Bóg dobry!"

W końcu on, co zawsze był wykwintnym w mowie, chcąc mi wyrazić całą wdzięczność swoją, a oraz i nieszczęście tych, co bez Sakramentów umierają, nie wahał się powiedzieć: „Bez ciebie, mój drogi, byłbym zdechł — jak świnia!" W samym skonaniu jeszcze raz powtórzył Najsłodsze Imiona: Jezus, Maria, Józef, przycisnął krzyż do ust i do serca swego i ostatnim tchnieniem wymówił te słowa: „Jestem już u źródła szczęścia!..." I skonał. Tak umarł Chopin! Módlcie się za nim, ażeby żył wiecznie.
Uniżony wasz w Chrystusie sługa Z. A. Jełowicki.
Słowo Polskie, na podstawie informacji Henryka Grocholskiego, 19.10.15 r.
http://www.wizyt.net/index.php?option=com_content&view=article&id=5030:11&catid=113:z-perspektywy-kresow-i-rp&Itemid=224

sobota, 17 października 2015

Kraków: Uroczyste otwarcie przeoratu

Opublikowano , autor: admin

Błogosławieństw przeoratu
Błogosławieństwa nowego przeoratu dokonał x. Łukasz Weber FSSPX
Ponad 70 osób – wśród nich wiele przyjezdnych – zebrało się przed południem w sobotę 10 października br. w Krakowie, by wziąć udział w uroczystym otwarciu nowego przeoratu. Budynek pobłogosławił przełożony Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X w Polsce, x. Łukasz Weber, który następnie odprawił Mszę św.
„Dlaczego Bractwo przyjechało do Krakowa?” – tym retorycznym pytaniem x. Weber rozpoczął przemówienie, skierowane do wiernych jeszcze przed Mszą. „Ponieważ – kontynuował – po kilkunastu wiekach kraje europejskie stały się, niestety, ponownie terenami misyjnymi”. Mówca przywołał postać św. Stanisława biskupa, duchowego patrona przeoratu; przypomniał, że poniósł on męczeńską śmierć z rąk siepaczy królewskich za wierność prawu Bożemu, którą przedkładał nad podporządkowanie się prawu ludzkiemu. Podobną mu postacią, choć o tysiąc lat wcześniejszą, był św. Jan Chrzciciel, uwięziony z rozkazu króla, a następnie ścięty, za swój stanowczy sprzeciw wobec pogwałcenia Boskiej nauki o nierozerwalności małżeństwa. X. Weber nawiązał tu do trwającego obecnie w Rzymie synodu, przypominając, że prawdziwa – to znaczy katolicka – moralność może być oparta tylko na prawdziwej, to znaczy katolickiej wierze. Do wierności tej wierze Przełożony Bractwa w Polsce wezwał wszystkich zgromadzonych.
Po Mszy św., uświetnionej polifonią kaplicznego chóru, wierni przeszli do refektarza, gdzie czekał już na nich poczęstunek, m.in. doskonały bigos i gołąbki oraz ciasta przygotowane przez p. Szydłowską. W miłej atmosferze upłynęły dwie godziny; ostatnim punktem uroczystości było wspólne nabożeństwo różańcowe, odprawione przez x. Webera.
Nowy przeorat mieści się przy ul. Zdunów 24 w krakowskiej dzielnicy Łagiewniki. Budynek został zakupiony ponad rok temu i od kilku miesięcy służył jako baza wypadowa dla kapłanów opiekujących się kaplicami na południu Polski, jednak do tej pory trwały w nim prace adaptacyjne. W przeoracie zamieszka na stałe dwóch kapłanów: x. Łukasz Szydłowski (przeor), odpowiedzialny za kaplice w Krakowie, Chorzowie i Wrocławiu, oraz x. Krzysztof Gołębiewski, który duszpasterską pieczą otacza kaplice w Tuchowie, Rzeszowie i Lubatowej; trzecim rezydentem będzie br. Wojciech, poprzednio mieszkający w Bajerzu i Gdyni.
W przeoracie mieści się kaplica domowa, w której są odprawiane w tygodniu Msze św. o godz. 6.30; dotychczasowa kaplica przy ul. Joselewicza będzie nadal pełniła swoją funkcję.

czwartek, 15 października 2015

Moderniści maszerowali ulicami Rzymu. Wzywali Synod do przeprowadzenia „reform”

Data publikacji: 2015-10-14 06:00Data aktualizacji: 2015-10-14 07:39:00

Moderniści maszerowali ulicami Rzymu. Wzywali Synod do przeprowadzenia „reform”
Fot. John Hughes / freeimages.com
Moderniści – m.in. Wird sind Kirche i Initiatvie Kirche von unten – urządzili w Rzymie… manifestację. Wzywali ojców synodalnych do porzucenia „skostniałej nauki o małżeństwie, rodzinie i seksualności”. Zamierzają wywierać presję na hierarchów Kościoła także po zakończeniu synodu.

Dysydenci skupieni w 50 różnych „grupach reformistycznych” urządzili w Rzymie manifestację, apelując do ojców synodalnych o zmianę katolickiej etyki seksualnej. Przy okazji odświeżyli stały program modernistycznych „reform” Kościoła, w tym zniesienia celibatu. Apel do ojców synodalnych poparło także kilka grup modernistycznych ze świata niemieckojęzycznego, m.in. Wird sind Kirche, Initiatvie Kirche von unten czy Homosexuelle und Kirche.

Demonstrację i podnoszone na niej hasła skomentował na swoim blogu katolicki działacz i publicysta, Mathias von Gersdorff. „Katolicka” lewica najzwyczajniej nie akceptuje nauczania przedstawionego w encyklice „Humanae Vitae”, zwłaszcza w kwestii małżeństwa i antykoncepcji. Znalazło to potwierdzenie w trakcie manifestacji – zauważa Gersdorff.

Demonstranci – być może chcąc uzyskać poklask liberalnych mediów – zajęli się też sprawą skandalu pedofilskiego. Jak pisze von Gersdorff, w Rzymie moderniści wzywali ojców synodalnych do przedstawienia „żalu wobec trwającego skandalu pedofilskiego wśród kapłanów i zakonników” oraz do „zadośćuczynienia” poszkodowanym i ich rodzinom.

Niemiecki publicysta dodaje, że protestujące w Rzymie organizacje nie zamierzają ograniczać swojej aktywności jedynie na czas trwania Synodu. Zapowiedziały już dwa kolejne spotkania na listopad.

Źródło: mathias-von-gersdorff.blogspot.de
pach

środa, 14 października 2015

Ekskomunikować biskupów heretyków słowami św. Tomasza Becketa


Scena z filmu "Becket" z 1964 r.

niedziela, 11 października 2015

USA: Procesja różańcowa w Kansas City (video)

Opublikowano , autor: Jakub Pytel

Procesja różańcowa
Procesja różańcowa
W niedzielę czwartego października br. wierni związani z kaplicą Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X w Kansas City wzięli udział w wieczornej procesji różańcowej, podczas której modlono się w intencji obradującego w Rzymie „Synodu o rodzinie”. Blisko tysięczna grupa wiernych zgromadziła się o zmierzchu przed kaplicą pw. Wniebowzięcia N.M.Panny, skąd z zapalonymi świecami wyruszyła ulicami miasta recytując różaniec i śpiewając pieśni maryjne.
Poniżej prezentujemy relację filmową z tego wydarzenia:

Źródło http://news.fsspx.pl/2015/10/usa-procesja-rozancowa-w-kansas-city-video/

niedziela, 4 października 2015

Synod: Usilna prośba do Ojca Świętego

Opublikowano , autor: Jakub Pytel

Logo-FSSPX11Ojcze Święty!
Z wielkim niepokojem obserwujemy zjawisko postępującego upadku instytucji małżeństwa i rodziny, która jest początkiem i fundamentem każdej ludzkiej społeczności. Ten upadek pogłębia się obecnie w szybkim tempie, szczególnie w następstwie legalizacji niemoralnych i występnych zachowań. Prawo Boże zostaje dziś, nawet w swym przyrodzonym przejawie, publicznie podeptane, a najcięższe grzechy mnożą się lawinowo i wołają do nieba o pomstę.
Ojcze Święty!
Nie możemy ukrywać przed Waszą Świątobliwością, że pierwsza część synodu, która była poświęcona „wyzwaniom duszpasterskim dla rodziny w kontekście nowej ewangelizacji”, wywołała w nas zasadnicze obawy i głęboki niepokój. Czytaliśmy i słyszeliśmy wypowiedzi osób, piastujących wysokie urzędy kościelne, które to wypowiedzi całkowicie mijały się z prawdą i znajdowały się w diametralnej sprzeczności z jasną i niezmienną nauką Kościoła na temat świętości małżeństwa. Autorzy tych wypowiedzi powoływali się na wsparcie Waszej Świątobliwości i nikt temu nie zaprzeczał. Wszystko to sprawiło, że nasza dusza była głęboko zaniepokojona. Jeszcze większy niepokój wywołują niektóre wypowiedzi Waszej Świątobliwości, z których należy wnioskować, że istnieje jakaś ewolucja nauki katolickiej, mająca na celu wyjście naprzeciw nowym potrzebom chrześcijańskiego ludu. Nasze zaniepokojenie wynika stąd, że św. Pius X w encyklice Pascendi potępił takie właśnie dopasowywanie doktryny katolickiej do rzekomych potrzeb współczesności. Pius X i Wy, Ojcze Święty, otrzymaliście pełnię duchowej władzy nauczania, uświęcania i rządzenia w posłuszeństwie wobec Chrystusa, który jest Głową i Pasterzem trzody we wszystkich czasach oraz w każdym miejscu, a którego wiernym namiestnikiem na tej ziemi powinien być każdy papież. Przedmiot dogmatycznego potępienia nie może z biegiem czasu stać się dozwoloną praktyką duszpasterską.
Bóg, Stwórca ludzkiej natury, określił zjednoczenie między mężczyzną a kobietą jako trwałe, co jest istotne dla podtrzymania rodzaju ludzkiego. Objawienie zawarte już w Starym Testamencie poucza nas w sposób zupełnie jednoznaczny o jedności i nierozerwalności małżeństwa jako związku między mężczyzną a kobietą, ustanowionego bezpośrednio przez Boga. Istotne cechy charakterystyczne dla tego związku nie podlegają dowolnym rozporządzeniom człowieka, lecz znajdują się w całości pod szczególną Boską ochroną: „Nie będziesz pragnął żony bliźniego twego” (Wj 20, 17).
Doskonałość małżeństwa została zniszczona przez zepsucie człowieka. Ewangelia jednak poucza nas, że sam Pan Jezus, mocą swego najwyższego autorytetu, ostatecznie przywrócił małżeństwu jego pierwotną czystość: „Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozłącza” (Mt 19, 6).
Jest chlubą Kościoła katolickiego, że bronił ludzkiej i Boskiej rzeczywistości małżeństwa przez dwa tysiące lat przeciwko wszystkim burzom, nie zważając na perswazje, obietnice, a nawet groźby. Zawsze trzymał wysoko sztandar wierności, czystości i płodności, które to cechy wyrażają prawdziwą miłość małżeńską i rodzinną. Nierzadko też bywał i bywa opuszczany przez zepsutych ludzi jedynie dlatego, że tak właśnie czynił.
Obecnie, gdy zbliża się druga część synodu poświęconego rodzinie, w sumieniu czujemy się zobowiązani wyrazić wobec Stolicy Apostolskiej nasz ponownie narastający niepokój. Wywołują go obawy o treść „wniosków”, które mogą zostać sformułowane na drugiej części synodu i stanowić ponowny atak na świętość małżeństwa i rodziny. Takie „wnioski” byłyby przyczyną wielkiego nieszczęścia. Osłabiałyby więzi małżeństw i rodzin. Z całego serca żywimy nadzieję, że nic takiego się na synodzie nie stanie, a sam synod dokona dzieła istotnej sprawiedliwości, przypominając ludziom, dla dobra ich dusz, integralną i zbawienną naukę katolicka dotyczącą małżeństwa.
W obecnej sytuacji jesteśmy całkowicie świadomi, że osoby uwikłane w nieuporządkowane relacje quasi-małżeńskie należy otoczyć duszpasterską opieką z wyrozumiałością i współczuciem, ażeby ukazać im bezmiernie miłosierne oblicze Boga miłości, które Kościół przybliża ludziom.
Jednak to prawo Boże jest wyrazem prawdziwej miłości Boga wobec człowieka i samo przez się stanowi najwyższe miłosierdzie po wszystkie czasy, dla wszystkich osób i we wszystkich sytuacjach życiowych. Synod powinien więc głosić integralną prawdę ewangeliczną dotyczącą małżeństwa. W praktyce jednak prawda ta może zostać podczas obrad synodalnych zniekształcona, z powołaniem się na istnienie licznych „wyjątków duszpasterskich”. Taki bieg wypadków komplet-nie wypaczyłby jej prawdziwy sens, a nowe regulacje prawne zredukowałyby zakres jej obowiązywania. Modlimy się usilnie, aby do tego nie doszło. Z tego powodu nie możemy przed Waszą Świątobliwością ukryć naszych obaw związanych z niedawno ogłoszonym motu proprio „Mittis iudex Dominus Iesus”. Zawarte w tym dokumencie nowe postanowienia ułatwiają wydawanie orzeczeń o nieważności małżeństw w trybie przyśpieszonym, tym samym otwierając drzwi dla procedury stanowiącej de facto „rozwód po katolicku”, a tylko występującej pod inną nazwą, a także stoją w sprzeczności z wielokrotnie przypominaną we wspomnianym motu proprio zasadą nierozerwalności małżeństwa. Te nowe regulacje prawne dostosowują się do upadku obyczajów naszych czasów, zamiast – zgodnie z wymaganiami prawa Bożego – mu przeciwdziałać. Jak można się nie martwić o los dzieci, narodzonych w związkach, których nieważność będzie orzekana w trybie przyśpieszonym? Przecież takie dzieci będą tragicznymi ofiarami „kultury jednorazowego użytku”!
W XVI wieku papież Klemens VII nie zgodził się na rozwód, którego żądał dla siebie Henryk VIII z Anglii. Nie zważając na zagrożenie schizmą, papież stanowczo, wbrew wszystkim naciskom, głosił niezmienną naukę Chrystusa i Jego Kościoła o nierozerwalności małżeństwa. Czyżby teraz należało takie postępowanie tego papieża napiętnować przez jakiś „kanoniczy akt skruchy”?
W ostatnim czasie liczne rodziny z całego świata odważnie wystąpiły przeciwko państwo-wym ustawom, które niszczą naturalną i chrześcijańską rodzinę oraz publicznie zachęcają do haniebnych zachowań, sprzecznych z najbardziej oczywistymi dobrymi obyczajami. Czy Kościół może te rodziny pozostawić same w tej potrzebnej i zarazem trudnej walce, którą one dotąd toczyły, często w osamotnieniu, własnym kosztem, a zawsze wzgardzane i wyśmiewane? Byłoby to dla tych rodzin jakieś katastrofalne antyświadectwo, a także źródło rozgoryczenia oraz zniechęcenia. Nie wolno do tego dopuścić. Z racji swej misji mężowie Kościoła winni obdarzyć je jednoznacznym i uzasadnionym wsparciem.
Ojcze Święty!
W trosce o chwałę naszego Pana, Jezusa Chrystusa, o pocieszenie Kościoła i wszystkich wiernych katolików, o dobro społeczeństw i całej ludzkości wzywamy Waszą Świątobliwość, w tej decydującej godzinie, aby zechciał przemówić do świata jednoznacznym i stanowczym słowem prawdy w obronie chrześcijańskiego i po prostu zwykłego ludzkiego małżeństwa. Ono potrzebuje wsparcia zasad, na których się opiera, a mianowicie różności i komplementarności płci, jedności i nierozerwalności. Zwracamy się do Waszej Świątobliwości z synowskim błaganiem, by swoim słowem okazał czynne wsparcie dla katolickiej rodziny, a także by Jego słowu towarzyszyły skuteczne działania.
Polecamy tę pokorną i usilną prośbę orędownictwu św. Jana Chrzciciela, który za publiczną obronę świętości i nierozerwalności małżeństwa zapłacił śmiercią męczeńską. Wolał oddać swe życie niż nawet milcząco zaakceptować hańbę, jaką okrył się autorytet cywilny trwający w gorszącym „związku niesakramentalnym”. Błagamy Poprzednika Pańskiego, aby dał Waszej Świątobliwości odwagę do przypomnienia ludziom, bez oglądania się na świat, prawdziwego nauczania katolickie-go odnośnie do naturalnego i chrześcijańskiego małżeństwa.
W święto Siedmiu Boleści Najświętszej Maryi Panny, 15 września 2015 r.
+ Bernard FELLAY
Przełożony Generalny Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X
za: http://news.fsspx.pl/2015/09/usilna-prosba-do-ojca-swietego/

sobota, 3 października 2015

„Panie daj nam rodziny katolickie” dodatkowa inwokacja na październik - przed Synodem o rodzinie

W związku z nadchodzącym Synodem o rodzinie …, biskup Fellay zapragnął, abyśmy się jeszcze bardziej zmobilizowali do modlitwy i niejako, wyrywali Niebu te łaski, które chronią Kościół i Jego wiernych w niebezpieczeństwie. Przełożony Generalny, prosi, aby była odmawiana dodatkowo jeszcze jedna inwokacja, w okresie październikowym, po modlitwach o powołania kapłańskie i zakonne o następującej treści: „Panie daj nam rodziny katolickie”. Niech różaniec zatem roznieca w nas wszystkich gorliwość modlitwy, a rodziny, niech tłumnie przychodzą odmawiać różaniec u stóp Najświętszego Sakramentu. Ze względu na to, że pokuta ma szczególną moc wypraszania tego, o co prosimy, Przełożony Generalny zobowiązuje wszystkich członków FSSPX do postu dnia 5 października, to znaczy w dniu rozpoczęcia prac tegoż sławetnego synodu.

z wiadomości parafialnych Gdynia-Bajerze, FSSPX

czwartek, 1 października 2015

Sens chrześcijanskiej monarchii wyryta na kielichu mszalanym.






 + VNCTIO TAM REGVM QVAM VIRTVS MISTICA VATVM OMNIBVS INDVTIS XP(ISTV)M SVNT SIGNA SALVTIS

(Namaszczenie królów, zarówno jak mistyczna cnota proroków, są znakami zbawienia dla wszystkich przyobleczonych w Chrystusa)
Sentencja na kielichu z Trzemeszna (ok. 1180) ozdobionego scenami z ksiąg Samuela i Królewskich.


za: https://www.facebook.com/jacek.bartyzel.7?fref=ts

wtorek, 29 września 2015

ŚWIĘTY FRANCISZEK Z ASYŻU - OSTRZEŻENIE PRZED WIELKIM UCISKIEM.

.
danutadubiel     15/12/2014 12:35
Św. Franciszek z Asyżu
 krótko przed tym jak 
umarł w 1226 roku 
zwołał braci 
ze swojego zakonu
 i ostrzegł ich przed
 wielkim uciskiem,
 któremu Kościół
 zostanie w przyszłości
 poddany.

W proroctwie Franciszek mówił o kimś, kto będzie nie

 — „prawdziwym pasterzem, ale niszczycielem”,
 kto „będzie się starał w przebiegły sposób doprowadzić wielu
 do błędu i śmierci”.

Jak wyraźnie wynika z treści proroctwa, nakreśla ono 

sytuację Kościoła czasów przed powtórnym przyjściem
 Chrystusa Pana.
Wielu ludzi chciałoby może sprzeciwiać się tego typu, 

jakby chcieli to określić, wymysłom – faktem pozostaje jednak, 
jak twierdzi św. Bonawentura, że — „duch proroctwa
 [u św. Franciszka] był tak wielki, że przewidywał on przyszłość,
 odkrywał tajniki serc, znał rzeczy zakryte tak jakby były jawne”.

Przedstawiane tu proroctwo ma poświadczenie w źródłach
sprzed wieków, publikowanych przez poważnych autorów.

Święty Franciszek powiedział swoim braciom:

„Działajcie odważnie, bracia; bądźcie dzielni i ufajcie Panu.
— Czasy wielkich prób i wielkich ucisków szybko nadchodzą;
zamieszanie i waśnie, tak co do rzeczy duchowych jak i doczesnych,
będą rozliczne; miłość wielu oziębnie i niegodziwość złych wzrośnie.

Demony będą miały niezwykłą moc, nieskazitelna czystość naszego zakonu
 i innych [zakonów] zostanie tak bardzo oszpecona, że tylko bardzo niewielu
chrześcijan będzie ze szczerym sercem i doskonałą miłością posłusznych
prawdziwej osobie trzymającej władzę papieską i Kościołowi Rzymskiemu.

W czasie tego ucisku pewien człowiek, niekanonicznie wybrany, 
zostanie podniesiony do godności papieża.

Będzie się on starał w przebiegły sposób doprowadzić wielu
do błędu i śmierci.

Wtedy zwielokrotnią się skandale, nasz zakon będzie podzielony
 i wiele innych zakonów będzie całkowicie zrujnowanych,
ponieważ przystaną na błąd, zamiast się jemu sprzeciwić.

Będzie tak wielka różnorodność opinii i liczne podziały wśród ludzi,
między zakonnikami i duchownymi, że jeśli te dni nie zostałyby
 skrócone,— według słów Ewangelii, — to nawet wybrani
 zostaliby wprowadzeni
 w błąd, jeśliby nie byli w szczególny sposób prowadzeni pośród tak
 wielkiego zamieszania, dzięki niezmierzonemu Bożemu miłosierdziu.

Naszej regule i sposobowi życia niektórzy będą z przemocą
 sprzeciwiać się i straszliwe pokusy na nas przyjdą. —
Ci zaś, którzy pozostaną wierni, otrzymają koronę życia.

Ale biada tym, którzy ufając jedynie swojemu zakonowi, popadną
w letniość, bo nie będą w stanie przetrzymać pokus, które zostały
dopuszczone dla doświadczenia wybranych.

Ci, którzy wytrwają w swojej żarliwości i przylgną do cnoty 
z prawdziwą miłością i zapałem dla prawdy, będą cierpieć 
niesprawiedliwości i prześladowania jako rebelianci i schizmatycy,
 — ponieważ ich prześladowcy, prowadzeni przez złe duchy, 
będą twierdzić, że oddają wielką cześć Bogu poprzez 
rugowanie tego rodzaju zepsutych ludzi z powierzchni ziemi.

Ale Pan będzie ucieczką uciśnionych i uratuje tych wszystkich,
którzy Mu ufają.

I by stać się jak ich Głowa [Jezus Chrystus], oni, wybrani,
będą działać z ufnością i przez swoją śmierć uzyskają dla siebie
życie wieczne;

— decydując się bardziej słuchać Boga niż ludzi, nie będą się
 lękać niczego i będą raczej skłonni zginąć [fizycznie] 
niż zgodzić się na kłamstwa i przewrotność.

Niektórzy kaznodzieje będą milczeć, nie mówiąc prawdy,

 a inni podepczą ją pod swoimi stopami i zaprzeczą jej.

Świętość życia będzie wyśmiewana nawet przez tych, którzy
otwarcie ją wyznają, — dlatego w tych dniach Pan Jezus Chrystus
ześle im nie prawdziwego pasterza, ale niszczyciela”.

(źródło: „Works of the Seraphic Father St. Francis Of Assisi”
 /“Dzieła ojca serafickiego św. Franciszka z Asyżu”,
 wydanie angielskie/, London: R. Washbourne, 1882, strony 248-250
za: https://gloria.tv/media/i7V5qgF7TY8

piątek, 25 września 2015

ks. Edward Wesołek FSSPX : Intronizacja Chrystusa Króla jako katolicka odpowiedź na liberalizm, masonerię i modernizm



Intronizacja Chrystusa Króla jako katolicka odpowiedź na liberalizm, masonerię i modernizm
( Wykład wygłoszony podczas VI Kongresu dla społecznego panowania Chrystusa Króla Wrocław. 19. IX 2015 )
Pewna część ludzi słyszała o jakiejś masonerii, nic właściwie o niej nie wiedząc. I tych, którzy nic nie wiedzą jest z całą pewnością więcej niż połowa, niewielki procent wie więcej o masonerii, ale jeszcze nie tyle, ile trzeba wiedzieć. Jakiś promil wie o niej wystarczająco dużo, aby liczyć się z jej działaniem. Jednym kojarzy się ona z trochę tajnym klubem towarzyskim, wyróżniającym się barwnymi obyczajami i szczególnymi obrzędami, inni widzą w niej złowrogi związek, który wyróżnia się krwawymi przysięgami, tajną siatką wpływowych osób na wysokich stanowiskach. Przy tworzeniu się państwowości amerykańskiej, narodu amerykańskiego wolnomularze pełnili pierwszorzędną rolę. Co najmniej 14 prezydentów Stanów Zjednoczonych było wolnomularzami. Wśród nich był Jerzy Waszyngton, Roosevelt, Ford, Truman, Franklin. W początkach Stanów należeli do masonerii ludzie nauki i polityki, arystokraci, a także prawie połowa oficerów, bo bractwo zastępowało im przecież rodzinę, której byli pozbawieni. Masoni byli strażnikami demokracji. Obecnie w Stanach Zjednoczonych wszędzie pełno jest znaków masońskich: pomnik Waszyngtona obłożony jest masońskimi napisami i znakami, na Kapitolu istnieje masoński napis, zresztą przy jego budowie sam Jerzy Waszyngton w fartuszku „poświęcał” tę budowlę, a na jednodolarówce jest też mnóstwo napisów i znaków masońskich. To tajne bractwo wolnomularzy, zwane z francuska masonerią, (po francusku maçon znaczy murarz) w dzisiejszej postaci powstało jako wielka loża w Londynie w 1717 roku. Podstawy organizacyjne przejęto ze średniowiecznych cechów murarskich, a ściślej bractw wolnych mularzy, budowniczych katedr, a także od organizacji o charakterze okultystycznym. Nazwę wzięli od dawnych gildii kamieniarzy, którzy jednocześnie byli murarzami. (Gildia to średniowieczne stowarzyszenie kupieckie lub rzemieślnicze o charakterze obronnym, religijnym lub towarzyskim. Gildia a także giełda pochodzi od dolnoniemieckiego słowa die Gilde, a ta ze staroskandynawskiego gildi, oznaczająca zebranie, stowarzyszenie, następnie cech rzemieślniczy.) Otóż ta tajna organiza cja powstała dla określonych celów, co wyraża dobitnie ich hasło „Liberté, égalité, fraternité – Wolność, równość, braterstwo”. Ich znakiem jest cyrkiel i węgielnica. Na pozór może wydawać się, że to hasło jest słuszne, ale to tylko tak się wydaje. Wiemy przecież, że wszelka, niczym nie skrępowana wolność dla jednych, staje się niewolą dla innych. Równość? Przecież nie wszyscy ludzie są równi, zawsze istniały nierówności, choćby np. rodzice – dzieci. Braterstwo, podobnie jak równość jest kłamliwym mąceniem, wprowadzającym zamęt wśród ludzi, gdyż braterstwo najlepiej wygląda tylko pomiędzy rzeczywistymi braćmi, choć nie zawsze. Ich hasło ma pozory dobra, a w rzeczywistości chodzi o zmienianie sposobu myślenia, patrzenia na rzeczywistość, także tę nadprzyrodzoną. Chodzi o zmianę religii, przykazań. I to zmianę zachodzącą głęboko w sercu. Do wolnomularstwa nie można tak sobie wstępować, ale jest się zapraszanym. Członkiem tej tajemniczej organizacji staje się przez złożenie następującej przysięgi: „Uroczyście przysięgam, iż będę przestrzegał tych zasad pod niemniejszą karą, niż poderżnięcie mi gardła, wyrwanie języka i wrzucenie mego trupa do wody tam, gdzie przypływ pojawia się i znika.”
Bractwo wolnomularzy uważa się za spadkobierców budowniczych gotyckich katedr, a także spadkobierców zakonu templariuszy. Dla zrobienia dobrego wrażenia utworzyli sobie fantastyczną i tajemniczą przeszłość. Swego przodka widzą w Hiramie, budowniczym świątyni Salomona. Obrzędy, zapożyczone zresztą od innych, liczą sobie 700 lat, a w masonerii zaczęły się w okresie Oświecenia; nie są one ujawniane nikomu, za wyjątkiem wstępujących do ich grona. Jerzy Waszyngton powiedział: „Ameryka stanie się tym, czym już jest masoneria – świątynią cnót.” Loże wolnomularskie stały się szkołą rządzenia. Wolnomularz ma pracować nad sobą, nabywać cnoty, (niestety inne niż chrześcijańskie), być prawym, godnym szacunku, ma pracować dla dobra kraju, a przede wszystkim ma strzec tajemnic, jak oka w głowie. Tak było u początków. A co do tajemnic, pozostało tak do dziś. Spisek, którego celem była ochrona masońskich tajemnic doprowadził w 1826 roku do morderstwa dokonanego na kapitanie Wilhelmie Morganie. Rzuciło to cień na masonerię. Stała się ona znakiem nie równości, ale nierówności. Nadmiar władzy doprowadził do zbytniej pewności siebie. Odtąd spiski, porwania, morderstwa nie są rzadkim wyjątkiem w tej organizacji. Zaraz po tym zniknięciu Morgana powstała w USA partia „The Antimasonic Party (działała ona w latach 1826-1843), która za swój cel postawiła całkowite zniszczenie masonerii. Jednak ta organizacja okazała się na tyle silna, że żadne ludzkie siły nie dadzą jej rady.
Może teraz parę zdań na temat naszych wolnomularzy. Otóż kiedy wolnomularstwo zaczęło się krzewić w świecie, przyszło oczywiście i do nas. Przeważająca liczba wysoko postawionych należała do tego związku. Przynależność wśród wyższych sfer uważano prawie za obowiązek. Do masonerii wstąpił zaraz król Stanisław August Poniatowski i znaczna część szlachty, zwłaszcza arystokracji, duchowieństwo z prymasem Gabrielem Podoskim na czele, ostatni przedrozbiorowy prymas Michał Jerzy Poniatowski też był masonem. Do ich grona zaliczali się między innymi: Aleksander Fredro, gen. Jan Henryk Dąbrowski, Wojciech Bogusławski, kilku Czartoryskich, Józef Chłopicki, Franciszek Kniaźnin, Janusz Korczak, Tadeusz Kościuszko, Aleksander Małachowski, Jerzy Robert Nowak, Ignacy Jan Paderewski, Jan Piłsudski (brat marszałka), kilku Poniatowskich, kilku Potockich, Zbigniew Religa, Edward Rydz Śmigły, Antoni Słonimski, Hanna Suchocka, Klemens Szaniawski, Bronisław Wildstein, Józef Wybicki, gen. Józef Zajączek, Andrzej Zoll, Ludwik Hass, Tadeusz Cegielski, Maria Dąbrowska, Gabriel Narutowicz i Jan Olszewski. Oczywiście wymieniłem tylko niektóre, bardziej znane i pewne nazwiska i zresztą bez żadnego porządku. W 1938 r. Senat zakazał przynależności do wolnomularstwa. Po II wojnie światowej aż do 1989 roku wolnomularstwo niby nie istniało. Jednak to Stronnictwo Demokratyczne stało się „przechowalnią” wolnomularzy, a w1989 roku nastąpiło odrodzenie masonerii. Niedługo powstała też loża B’nai B’rith w Polsce przy serdecznym poparciu prezydenta Kaczyńskiego. Obecnie w Polsce jest około ośmiuset członków tej tajnej i tak naprawdę do końca nieznanej organizacji.
Prof. dr hab. Andrzej Rusław Nowicki znany jest większości osób jako historyk filozofii i religioznawca. Był on założycielem i wieloletnim prezesem Zarządu Głównego Stowarzyszenia Ateistów i Wolnomyślicieli w Polsce. Obecnie jest członkiem wolnomularstwa liberalnego, wiceprezydentem Polskiej Grupy Narodowej Uniwersalnej Ligi Masońskiej oraz członkiem Rady Programowo-Naukowej pisma „Wolnomularz Polski”. W chwili powołania latem ubiegłego roku do istnienia Wielkiego Wschodu Polski profesor Nowicki został pierwszym Wielkim Mistrzem nowo powstałej obediencji. Zapytany, czy uważa on za możliwe pogodzenie katolicyzmu ze światopoglądem masońskim, jednakże bez odrzucenia przez katolicyzm tego, co jak mówił Bronisław Trentowski, zostało uświęcone przez ślepą wiarę, powiedział on, że porzuciwszy to, co stanowi jego istotę, katolicyzm przestałby być katolicyzmem. Działałoby to zresztą w obie strony. Katolik odrzucający dogmatykę nie jest katolikiem, zaś wolnomularz przyjmujący dogmaty, nie może już uważać się za wolnomularza. Jak więc można mówić o pogodzeniu tych dwóch światopoglądów. Po cóż więc jakiś dialog?
Opinia Kościoła w ocenie masonerii jest jednoznaczna i nie uległa zmianie od 28 kwietnia 1738 r., kiedy to papież Klemens XII ogłosił bullę In eminenti apostolatus speculo. Była ona tym pierwszym dokumentem Kościoła, w którym w ostrych słowach potępiona została masoneria (działająca w swych nowożytnych strukturach od 1717 r.). Papież zabronił katolikom pod karą klątwy kościelnej, należenia do masonerii i współpracy z nią pod jakąkolwiek postacią. Ten sąd Kościoła został później powtórzony ponad 400 razy przez Urząd Nauczycielski Kościoła (w tym w 14 encyklikach). Papież Grzegorz XVI nazwał masonerię „ściekiem wszystkich sekt”. Każdy kolejny papież aż do Piusa XII włącznie wypowiadał się przeciwko tej tajemniczej organizacji. Codex Iuris Canonici Kodeks Prawa Kanonicznego, który został zatwierdzony w 1917 roku w kanonie 2335 mówi: Katolicy wstępujący do sekty masońskiej względnie do jej podobnych stowarzyszeń, walczących z Kościołem i z legalnymi władzami cywilnymi, popadają tym samym w ekskomunikę zarezerwowaną Stolicy Apostolskiej simpliciter. I tak było aż do wprowadzenia nowego kodeksu w 1983 roku. To zostało zmienione i w nowym Kodeksie Prawa Kanonicznego, kanon 1374 brzmi następująco: Kto zapisuje się do stowarzyszenia działającego w jakikolwiek sposób przeciw Kościołowi, powinien być ukarany sprawiedliwą karą; kto zaś popiera tego rodzaju stowarzyszenie lub nim kieruje, powinien być ukarany interdyktem.
Jak widzimy, w nowym kodeksie nie ma już wymienionej masonerii, nie ma ekskomuniki, a przynależność do wrogiej Kościołowi organizacji jest po prostu grzechem. I to wszystko.
Instrukcja kierownictwa masonerii włoskiej z roku 1819 stwierdza: „Naszym celem jest zatknięcie sztandaru na wszystkich kościołach i na Watykanie. Przyjdzie czas, gdy Chrystus, Pan Niebios, kłaniać się będzie Panu naszemu, Panu ziemi”. A oto wypowiedź jednej z włoskich loży masońskich z 1820 r.: „Nasza praca jest zadaniem na sto lat. Zostawmy ludzi starych i wyjdźmy do młodych. Seminarzyści staną się kapłanami reprezentującymi nasze liberalne idee, a później zostaną biskupami reprezentującymi liberalne idee. Nie łudźmy się. Nie uda nam się zrobić masona z papieża. Ale liberalni biskupi, którzy będą pracować w otoczeniu papieża, będą mu podsuwali pomysły i idee, które przynoszą nam korzyść, a papież wcieli je w życie“.
Co się stało po śmierci papieża Piusa XII? Po jego śmierci papieżem wybrany został kardynał Giuseppe Roncalli, który przybrał imię Jana XXIII. To on zwołał Sobór Watykański II. Był to całkiem inny papież, inny niż wszyscy jego poprzednicy. Po jego śmierci w gazecie meksykańskiej znalazła się taka klepsydra:
MEKSYKAŃSKA ZACHODNIA WIELKA LOŻA Wolnych i Uznanych Wolnomularzy w związku ze śmiercią PAPIEŻA JANA XXIII otwarcie wyraża swój żal i smutek z powodu straty tego wielkiego człowieka, który przeprowadził rewolucję w sferze idei, myśli i formach liturgii rzymskokatolickiej. Encykliki „Mater et magistra” i „Pacem in terris” dokonały rewolucji w pojęciach przyjmując PRAWA CZŁOWIEKA I JEGO WOLNOŚĆ. Ludzkość straciła wielkiego człowieka, a my wolnomularze uznajemy jego wzniosłe zasady, jego humanitaryzm i jego ducha WIELKIEGO LIBERAŁA.
Guadalajara, Jalisco, Mexico, 3 czerwca 1963
MEKSYKAŃSKA ZACHODNIA WIELKA LOŻA
Jose Guadalupe Zuno Hernandez
Tak wolnomularze ocenili pontyfikat, a właściwie całe życie Jana XXIII.
A co można powiedzieć o jego następcy? Paweł VI zniósł Przysięgę antymodernistyczną, która wyrażała sprzeciw Kościoła wobec wolnomularstwa i była zaporą w rozprzestrzenianiu się tej sekty. Posłuchajmy, co powiedział Yves Marsaudon, minister rządu, członek Najwyższej Rady Francji (szkockiego rytu): Zrodzona w naszych masońskich lożach wolność wypowiedzi wspaniale rozprzestrzenia się obecnie ponad bazyliką świętego Piotra… To Rewolucja Pawła VI. Oczywiste jest, że Paweł VI, nie zadowalając się jedynie kontynuacją polityki swojego poprzednika, zamierza w rzeczywistości pójść znacznie dalej.
O stosunku Jana Pawła I do masonerii nie da się nic powiedzieć. Jako ciekawostkę mogę tyko rzec, że on w liście do swego kolegi napisał, iż jest głęboko poruszony spotkaniem z siostrą Łucją i obiecał dokonać poświęcenia Rosji. Niestety, po 33 dniach od wyboru odszedł z tego świata. Rosja nadal nie została poświęcona Niepokalanemu Sercu Marii.
Jakeśmy już zauważyli, nowy kanon 1374 nie wymienia już masonerii. Już nie jest zakazana współpraca z lożami masońskimi, ani nie grozi za to ekskomunika, gdyż obecnie masoni postrzegani są tylko jako publiczni grzesznicy. Ponadto Jan Paweł II dał pozwolenie na udzielanie sakramentów masonom, bez wymogu wcześniejszego uroczystego wystąpienia z masonerii. Na przykład były wielki mistrz wielkiej loży Francji, Richard Dupuy, został pochowany po katolicku, zaś były wielki mistrz Wielkiego Wschodu Francji miał katolicki pogrzeb w parafii św. Franciszka Salezego w Paryżu. W Soweto, na Konferencji Biskupów RPA w 1996, Jan Paweł II nawet pozwolił, by Bill Clinton przyjął Komunię! I sam mu ją podał.
Watykan, 18 kwietnia 1983. Jan Paweł II przyjmuje na audiencji głównych przedstawicieli wysokiej żydowskiej masonerii B’nai B’rith, a 22 marca 1984 roku przyjął tę samą masońską sektę żydowskiego Talmudu, która przedstawia Chrystusa jako czarta i działa oczywiście w celu zniszczenia Kościoła katolickiego i chrześcijańskiej religii!
Ks. Luigi Villa (był on pomocnikiem o. Piusa, kapucyna z Pietrelciny, zmarł niedawno) powiedział: Na pewno zauważając widoczne zasady, które bardzo cechowały jego posługę od czasu kiedy był biskupem i arcybiskupem w Krakowie, można powiedzieć, że Jan Paweł II był masonem. Te zasady to wolność religijna, ekumenizm i kolegialność, które również powtarzają te z masońskiej propagandy rewolucji francuskiej: “wolność, równość i braterstwo”. Podczas beatyfikacji Kwietniowych Męczenników Jan Paweł, jak zawsze, wspierał i bronił zasad rewolucji francuskiej, twierdząc, że “ten historyczny ruch (rewolucja francuska) był zainspirowany uczuciami religijnymi (wolność, równość, braterstwo) i dążeniem do niezbędnych reform… Ponadto widząc go stale głoszącego “prawa człowieka”, niektórzy zauważyli jego poważną niechęć do nieuchronnych “praw Boga”, które powinno się głosić, jednocześnie i z większą siłą!
A teraz posłuchajmy „Oświadczenia” 23 Letniego Rzymskiego Forum, które odbyło się w dniach 30.06-10.07 2015 r. nad jeziorem Garda: „Błagamy rzymskiego papieża, by zawrócił Kościół z kursu ostatnich 50 lat, porzucając katastrofalne ‚otwarcie na świat’ i niekończący się ‚dialog’ i bezowocną współpracę z zajadłymi wrogami Kościoła…”
Wolnomularze są zwarci w walce z Kościołem, nie przebierają w środkach, byleby tylko osiągnąć swój cel, a mając w ręku banki, prasę i władzę polityczną, mogą osiągnąć wiele. Mówi się przecież nawet o kilku lożach watykańskich. Wymienia się nazwiska biskupów i kardynałów jako członków wolnomularstwa. I nasze możliwości ludzkiego oddziaływania są niczym wobec wrogiej potęgi złego. Dziś, kiedy przed działaniem piekła już nas nie chroni ani święta liturgia (oczywiście w innym położeniu są ci, którzy uczestniczą we Mszy Wszechczasów), nie ma już nawet modlitw po Mszy za Kościół, zmieniono nawet zawołanie Rycerstwa Niepokalanej, gdzie zamiast „za masonami” mówi się „za nieprzyjaciółmi Kościoła”. To tak chyba żeby nie urazić masonów. Dziś, kiedy już nie tylko politycy, ale nawet ogół duchowieństwa z biskupami i papieżem na czele są przeciwnikami społecznego panowania Chrystusa Króla, mamy jednak najlepsze wyjście – właśnie Intronizację Chrystusa Króla. Od XVIII wieku wrogowie Kościoła postanowili zniszczyć Christianitas, czyli cywilizację państw katolickich, w których obie władze: świecka i duchowna uznawały nad sobą władzę Jezusa Króla (przymierze tronu i ołtarza). Trzeba więc było rozdzielić te władze, aby osłabić Kościół. Na początku XX wieku uczyniono to we Francji, a potem w dalszych krajach. Wreszcie ku radości tychże wrogów Sobór Watykański II przez swoje dokumenty ułatwił zadanie rozbijaczy Kościoła. Chciałem dodać, że dokumenty te są wyjściem naprzeciw dokumentom innym – masońskim. Może to co mówię kogoś gorszyć, ale posłuchajmy, jakie są najważniejsze dokumenty Soboru, a przynajmniej za takie są uważane: Dignitatis humanae (liberté) – mówi o wolności religijnej, misje niepotrzebne, niech każdy wierzy w co chce, byleby tylko kierował się sumieniem; Lumen gentium (égalité) – kolegialność, osłabienie władzy papieża, prowadzi do braku odpowiedzialności; Unitatis redintegratio (fraternité) – ekumenizm, zbratanie się z heretykami, wspólne modlitwy, nabożeństwa.
Dziś często się słyszy z ust biskupów: nie chcemy państwa wyznaniowego! Teraz już wszelkie akty prawne państwa powstają w duchu Antychrysta – albo można także powiedzieć: w duchu Soboru. Aby nie ulec zbytniemu przygnębieniu, pozwólcie, że przytoczę słowa Rozalii Celakówny zapisane 4 lipca 1938 roku: „Moje dziecko, za grzechy i zbrodnie (wymieniając zabójstwa i rozpustę) popełniane przez ludzkość na całym świecie ześle Pan Bóg straszne kary. Ostoją się tylko te państwa, w których będzie Chrystus królował… Które państwa i narody jej nie przyjmą i nie poddadzą się pod panowanie słodkiej miłości Jezusowej, zginą bezpowrotnie i już nigdy nie powstaną… Intronizacja w Polsce musi być zaprowadzona… Państwa oddane pod panowanie Chrystusa i Jego Boskiego Serca dojdą do szczytu potęgi i będzie już jedna owczarnia i jeden pasterz.” Szczególnie od tamtej chwili sprawa Intronizacji stała się sprawą życia Rozalii. Towarzyszyły jej przy tym liczne widzenia, podejmowała wiele starań o Intronizację w Polsce, niestety na próżno. Polska musiała wiele wycierpieć podczas strasznej wojny. Teraz przed nami jeszcze straszniejsza wojna – III światowa. Więc jeszcze pilniejszą jest sprawa Intronizacji. Przez intronizację to nie my obieramy Chrystusa królem, bo On jest nim, ale na zewnątrz uznajemy Jego władzę i wyrażamy wolę całkowitego podporządkowania Jemu wszystkiego, co nas dotyczy. Czy chcemy, czy nie chcemy tego, to On jest królem, ale wtedy kiedy my uznamy Jego władzę, która nigdy nie minie, On przytuli nas do swego Serca, będziemy szczęśliwi. On jest naszym Królem, On lekarstwem na nasze bolączki, On jest rozwiązaniem naszych kłopotów, On jest naszym wszystkim. Amen.
19.IX.2015
http://fides-et-ratio.pl/index.php/2015/09/ks-edward-wesolek-fsspx-intronizacja-chrystusa-krola-jako-katolicka-odpowiedz-na-liberalizm-masonerie-i-modernizm/
Toplista Tradycji Katolickiej
Powered By Blogger