wtorek, 27 października 2015

Ojcowie synodalni wracają z wojny o małżeństwo i rodzinę

Data publikacji: 2015-10-27 08:00

Data aktualizacji: 2015-10-27 09:23:00
Ojcowie synodalni wracają z wojny o małżeństwo i rodzinę
catholicworldreport.com
Polscy biskupi jako jedni z nielicznych nie udawali, że jadą na synod wyłącznie po to, by w miłej atmosferze porozmawiać o problemach współczesnej rodziny. Jechali na wojnę. W zdecydowanych słowach zapowiadali obronę sakramentalnego małżeństwa i taką właśnie postawą wyróżniali się na synodzie. Modlili się za nich wierni w całej Polsce, a z podziwem obserwowali dziennikarze z całego świata.

- Jeśli polscy biskupi ustąpią, jeśli polski Kościół pęknie, to zawali się cały Kościół powszechny – to pierwsze słowa, które usłyszeliśmy od komentatorów zagranicznych mediów, gdy w Watykanie przedstawiliśmy się jako Polacy. Watykaniści w kuluarowych rozmowach nie ukrywali, że jeżeli doktryna o nierozerwalności małżeństwa ma pozostać niewzruszona, trzeba modlić się za powodzenie misji polskiej delegacji na synod.

Wypowiedzi polskich pasterzy potwierdzają, iż uczestniczyli oni w swoistej batalii, a nie tylko w miłych biskupich pogawędkach. Arcybiskup Hoser zapewnił na przykład, że nasza delegacja wraca z Rzymu „z tarczą” – a jest to przecież sformułowanie używane w języku wojennym. Metropolita warszawsko-praski w trakcie watykańskich obrad nie wahał się wytykać biskupom braku znajomości nauczania Kościoła na temat rodzinie, w tym nauczania Jana Pawła II.

Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, arcybiskup Stanisław Gądecki, jeszcze przed synodem zwracał uwagę, że postępowe propozycje podważają sensowność aż trzech sakramentów (małżeństwa, eucharystii i pokuty). W pierwszych wypowiedziach po zakończeniu obrad metropolita poznański podkreślał wielką radość spowodowaną nieumieszczeniem tez niemieckich biskupów w dokumencie końcowym przedstawionym papieżowi. W trakcie obrad w auli Pawła VI musiał przypominać niektórym z uczestników zgromadzenia, że żaden człowiek nie może zmienić Doktryny Kościoła. Odważnie mówił także o skandalicznych próbach „protestantyzacji Komunii Świętej”.

Trzecim z delegatów polskiego episkopatu był biskup Jan Wątroba. Przewodniczący Rady ds. Rodziny dyskutując ze zwolennikami herezji fałszywego miłosierdzia stanowczo podkreślał, że nie wolno wyrywać słów Pana Jezusa z kontekstu. Gdy moderniści powoływali się na Chrystusowe „ja Ciebie nie potępiam”, biskup rzeszowski uzupełniał, że zdanie wypowiedziane przez naszego Zbawiciela kończy się jednak słowami: „ale od tej pory nie grzesz”. 

Na synodzie nie brakowało także i innych polskich biskupów, posługujących jednak na co dzień poza ojczyzną. Jednym z nich był arcybiskup Tomasz Peta z Astany w Kazachstanie. Postępowymi biskupami musiała wręcz wstrząsnąć wypowiedź, w której tenże duchowny sugerował, że na tegorocznym synodzie wyczuwalny był swąd szatana! O konieczności mówienia prawdy, nawet trudnej, wspominał niestrudzenie również arcybiskup Zbigniew Stankiewicz, metropolita Rygi.

Te zdecydowane, twarde i jasne słowa wypowiadane przez polskich pasterzy wydać się mogły wielu kościelnym dostojnikom z zachodu Europy, przyzwyczajonym do śliskiej polit-poprawnej nowomowy, gromem z jasnego nieba. Jeżeli w dokumencie końcowym synodu nie znalazły się zapisy wprost mówiące o zerwaniu z odwieczną doktryną Kościoła, pozostaje to w ogromnej mierze sukcesem polskich biskupów.

Ostateczne słowo należy oczywiście do Ojca Świętego. Otaczając go modlitewną opieką, pamiętajmy także o modlitwie dziękczynnej za polskich biskupów.

Brak komentarzy: