piątek, 4 października 2013

wyśli pocztówkę do dzielnej Mary Wagner (więzienie w Milton, Kanada)

Będą was ciągać po sądach

DODANE 2013-08-29 00:15
Jacek Dziedzina
Mylisz się i twój Bóg też się myli – usłyszała Mary Wagner z ust sędziego, skazującego ją na więzienie za to, że broniła prawa dzieci do życia. W Chinach? Nie, w oazie demokracji, Kanadzie.
Będą was ciągać po sądach  WWW.WEBSTARTS.COMKanadyjka Mary Wagner – na zdjęciu jeszcze na wolności – od ponad roku przebywa za kratkami
Vanier Center for Women, 655 Martin Street, Box 1040, Milton, Ontario L9T 5E6, Canada. Z dopiskiem: for Mary Wagner. Pod taki adres można wysyłać korespondencję do 38-letniej Kanadyjki. Pod tym adresem Mary Wagner odsiaduje swój wyrok. Została skazana za to, że przed kliniką aborcyjną pokojowo pikietowała w obronie życia nienarodzonych oraz prowadziła rozmowy z wchodzącymi do kliniki kobietami, próbując odwieść je od zamiaru zabicia swoich dzieci. Czasem nawet ze skutkiem pozytywnym. Sędzia uznał, że nie miała prawa... narażać kobiet na „dodatkowy stres”. Niedawno w więzieniu odwiedził ją jeden z ośmiu członków komisji kardynalskiej papieża Franciszka, kard. Oswald Gracias, arcybiskup Bombaju. A ks. Paul Hrynczyszyn, który stale odwiedza Mary w więzieniu, nie ma wątpliwości, że ma do czynienia z nową świętą.
Mary jest tutaj
Mary Wagner była znana personelowi Bloor West Village Women’s Clinic Inc., w której od 2005 roku, od wtorku do soboty, w godzinach od 8.30 „aż do ostatniej pacjentki” (z zeznania pielęgniarki Patricii Hasen) przeprowadza się aborcje. Kiedy więc 8 listopada 2011 roku pod kliniką ponownie pojawiła się Mary Wagner, ktoś z pracowników zaalarmował całą ekipę: „Mary jest tutaj!”. Patricia Hasen, która jednocześnie posiada 50 proc. udziałów we własności Women’s Clinic, wezwała policję.
W klinice tego dnia było ok. 12 pacjentek. W sądzie w czasie rozprawy, w lutym 2012 roku, Hasen zeznała, że widziała Mary odmawiającą Różaniec i trzymającą w ręku antyaborcyjne broszury, więc kilkakrotnie poprosiła ją o opuszczenie kliniki, ale bez skutku. „Ludzie czekający w środku byli zdenerwowani, krzyczeli i pytali, dlaczego nic nie robimy z obecnością Wagner”, mówiła w sądzie pielęgniarka i współwłaścicielka kliniki. Pacjentki zostały „ewakuowane w bezpieczne miejsce”. W międzyczasie przyjechała policja z oficerem Douglasem Eatonem z Toronto, który aresztował „stojącą samotnie w lobby kobietę” (to także z zeznania w czasie procesu). Obrońca Mary, Russel Brown, chciał powołać na świadka m.in. doktora Philipa Neya, psychologa rodzinnego, u którego Mary pobierała kiedyś nauki. Jednak sędzia Justice S. Ford Clements odrzucił wniosek, uznając, że Ney nie zna okoliczności wydarzeń z 8 listopada 2011 roku.
Nie masz prawa
Na samym początku, tuż po aresztowaniu, prokurator żądał 6 miesięcy więzienia dla kobiety. Później była propozycja zwolnienia za kaucją pod warunkiem, że Mary Wagner nie będzie zbliżała się do klinik aborcyjnych i zaprzestanie oferowania w nich – jak dotąd – porad dla kobiet, próbując odciągnąć je od decyzji o aborcji. Wówczas sprawę prowadziła sędzia Feroza Bhabha. Mary na jej pytanie, czy zgadza się na te warunki, odpowiedziała: „Zgoda na to byłaby sprzeczna z moimi przekonaniami”. Kiedy w marcu 2012 roku toczyła się kolejna sprawa przeciwko niezłomnej (w pełni świadomej i poczytalnej) kobiecie, Mary była już po 88 dniach odsiadki. Ale nawet nie to było najgorsze, tylko skandaliczne zachowanie sędziego Clementsa. Prokuratura w porozumieniu z adwokatem proponowała trzyletni nadzór nad Wagner, ale sędzia odrzucił wniosek i powiedział, chyba ku zaskoczeniu nawet proaborcyjnych działaczy: „Ona może siedzieć w więzieniu, jeśli to jedyny sposób na to, by uchronić przed nią ludzi”. Ale na tym nie koniec. Nazwał Mary „tchórzliwą” i „znęcającą się nad innymi istotami ludzkimi”. „Aborcja w tym kraju jest legalna, i to wszystko, co powinnaś zrozumieć”, grzmiał sędzia Clements. „Nie masz prawa przysparzać kobietom chcącym poddać się aborcji dodatkowego bólu”, unosił się coraz bardziej. I wreszcie rzucił: „Mylisz się i twój Bóg też się myli”. Zapytał jednak w końcu, czy Mary może przyrzec, że przez trzy lata nie zbliży się do żadnej kliniki aborcyjnej i nie będzie oferowała kobietom swoich porad. „Nie, nie mogę tego obiecać”, odpowiedziała spokojnie dziewczyna. „W takim razie idziesz do więzienia”, powiedział krótko sędzia. W ten sposób od ponad roku Mary Wagner przebywa za kratkami.
Święta
Czytając zapis rozprawy, można odnieść wrażenie, że to jakiś kiepski żart lub scenariusz filmu o pokazowym procesie w kraju totalitarnym. Tymczasem rzecz dzieje się w cywilizowanym, zdawałoby się, kraju. O procesie Mary Wagner powinno być głośno na całym świecie. Tymczasem informacje można wyłuskać tylko z nielicznej lokalnej prasy oraz z amerykańskich i kanadyjskich portali organizacji pro life. Wspomniany wyżej kard. Gracias po wizycie w więzieniu powiedział, że nie ma wątpliwości co do wagi tego, na co zdecydowała się Wagner. „To nie jest jałowa walka z wiatrakami. Cokolwiek ludzie myślą o skuteczności jej działań, ona sama opowiedziała mi, że są osoby, które zapewniły ją, że zrezygnowały z aborcji z jej powodu. To pokazuje, że są owoce tego działania” – mówił kardynał. Jego zdaniem obrończyni życia ma także pozytywny wpływ na innych aresztowanych. Organizator wizyty w więzieniu ks. Paul Hrynczyszyn mówi wprost: to święta. „Poznałem ją dobrze i odwiedzanie jej jest dla mnie błogosławieństwem. Nie sądzę, by ludzie byli tego świadomi, ale to, co ona robi, jest naprawdę heroiczne” – mówił ksiądz. „Wielu ludzi krytykuje ją za to, że marnuje pieniądze podatników, ale ona czuje, że to jest dzieło Pana, że Pan powołał ją do tego, by była świadkiem daru i świętości życia ludzkiego na tak radykalnej drodze”.•

Brak komentarzy: