czwartek, 5 lipca 2007

O PRZYJĘCIU MOTU PROPRIO WE FRANCJI

Jeszcze go nie ma, a już słychać protesty, szczególnie we Francji... czego się boją francuscy biskupi? Odpowiedź nie jest jednoznaczna...

Editorial n° 177

Ta Msza, której się boją, Ksiądz Régis de Cacqueray


Fideliter 177


W chwili, kiedy te słowa piszę, słynne już Motu proprio jest podobne do Arlésienne Alphonsa Daudeta : wciąż się o nim mówi, ale nigdy się go nie widziało.


Mimo tego, zwykła zapowiedź tego dokumentu (« Publikacja Motu proprio będzie mieć miejsce », oświadczył ponownie kardynał Bertone) spowodowała poruszenie wśród biskupów we Francji.


Henri Tincq pisze w Le Monde, mieszając prawdę z nieprawdą :


«Jest to postanowienie, którego obawia się większość francuskich katolików, z episkopatem na czele.»


Tincq opowiada bajki o katolikach: sondaże pokazują, że większość chce pozwolenia na Mszę Tradycyjną. Ale mówi prawdę o biskupach: perspektywa Motu proprio wywołuje u nich panikę.


Nowe deklaracje dołączyć można do zbioru „kwiatków” księdza Beaumont podanych w naszym ostatnim numerze. Oto kardynał Barbarin wyznaje w La Croix:


« Celem Papieża nie jest sianie nieporządku w naszych parafiach i diecezjach – chociaż istnieje takie prawdziwe ryzyko, co wyjaśnialiśmy w Rzymie. Benedykt XVI był pod wielkim wrażeniem tego, co mu powiedział kardynał Ricard.»


A Mgr Vingt-Trois odpowiada w le Figaro:


« Róbcie to, co ja, poczekajcie! W Kościele przyszłość jest często daleka. (…) W każdym razie diecezja Paryża nie potrzebuje Motu proprio. »


Dlaczego więc tak się boją? Oficjalnie dlatego, że uważają to pozwolenie za atak (poważny atak) na Sobór Watykański II. A przecież, ściśle mówiąc, historycznie, to Msza Trydencka jest „Mszą Soboru Watykańskiego II”.


To ją wszyscy biskupi (obrządku łacińskiego) odprawiali codziennie podczas Soboru. Dlaczego i w jaki sposób w oczach francuskich biskupów ponowne wprowadzenie tej Mszy miałoby być niebezpieczeństwem dla słynnych « osiągnięć Soboru » ? W istocie biskupi nie mówiąc o tym zawsze jasno, czują niewyraźnie, że sytuacja zmieniła się radykalnie od czasu końca lat 60-tych.


I dlatego też gwałtownie reagują, przez desperackie próby ograniczenia tej rosnącej wolności.


Jean Madiran w swojej deklaracji o Mszy ze stycznia 1970 tak o tym pisał:


« Prawodawstwo lat 1965-1969 zostało przygotowane przez ukrytą demineralizację, przez pewnego rodzaju niezauważalną utratę substancji, przez utratę duszy. (…) Utracono znaczenie i duchową rzeczywistość katolickich rytów. Było rzeczą nieuniknioną i w sumie normalną, że ci, którzy już nimi nie żyli w duszy, zaakceptują z lekkim sercem tego, że się ich tego pozbawi. »


Jeśli Msza Trydencka została tak szybko porzucona po 1969 roku to dlatego, że większość kapłanów już nie kochała swojej Mszy. Mgr Lefebvre to głęboko odczuł, dokładnie mówiąc podczas słynnego «marzenia z Dakaru» : odnowienie Kościoła musi się dokonać przez odnowienie kapłaństwa, a to polega przede wszystkim na « skierowaniu i urzeczywistnieniu życia kapłana przez to, co jest istotą i jego racją bytu: przez Najświętszą Ofiarę Mszy ».


(...) Uwolnienie Mszy, o ile się dokona, stanowi silny motyw do nadziei. Kapłani, którzy będą ją odprawiali, uczynią to w duchu położenia kresu ogromnemu kryzysowi tożsamości kapłańskiej, którego są ofiarami.


W tym sensie francuscy biskupi istotnie nie bez powodu się obawiają: nie mogą się już oprzeć na głosie ludu, aby usprawiedliwić swój opór. Jeśli zaś chodzi o kler, zdał sobie on sprawę, że jego przełożeni sprzeciwiają się pragnieniom Ojca Świętego.


Pozostaje następny, decydujący etap, polegający na tym, aby wszyscy, po odkryciu Mszy, zdali sobie sprawę, że odpowiada jej teologia, którą również należy „przywołać do życia”.


Ksiądz Régis de Cacqueray †


Przełożony Dystryktu Francji



Brak komentarzy: