wtorek, 10 kwietnia 2018

Męczennicy Angli




Tego miejsca w Londynie nie odwiedzają turyści. A zasługuje ono ze wszech miar na pamięć i… modlitwę. Tyburn – przez kilka wieków stała tam szubienica, na której ginęli katoliccy męczennicy. Dziś trwa tu nieustanna adoracja.

Oszczędzę czytelnikom szczegółowego opisu tej wyjątkowo okrutnej śmierci. W taki sposób ginęli angielscy męczennicy, których dokładna liczba jest trudna do ustalenia. Władzy nie zależało na utrwalaniu ich pamięci. Wręcz przeciwnie, chcieli ich z niej wymazać. Wszystko, co miało związek z Rzymem, papieżem, katolicyzmem, było podejrzane i mogło stanowić podstawę do oskarżenia. Także pamięć o męczennikach (relikwie, świadectwa, pamiątki) była niebezpieczna i narażała na prześladowanie. Największą grupę umęczonych stanowili księża. Na szafot trafiali też ci, którzy w jakikolwiek sposób im pomagali. Duchowni działali w podziemiu. Ich historie są niesamowite. Ponieważ w Anglii nie było seminarium, udawali się na kontynent, aby studiować teologię. Po święceniach wracali w ukryciu do ojczyzny. Tam byli nieustannie tropieni przez wyspecjalizowanych śledczych. W niektórych domach budowano kryjówki dla księży (ang. priest hole), część z nich zachowała się do dziś. Męczennicy ginęli w różnych miejscach, ale najwięcej z nich skonało na londyńskiej szubienicy. Dlatego właśnie Tyburn stał się symbolem gehenny. Dopiero w XIX wieku, kiedy Kościół katolicki odzyskał w Anglii prawo do istnienia, zaczęto przywracać pamięć o angielskich męczennikach. Pierwszą ich grupę beatyfikował papież Leon XIII w 1886 r. Później, za papieża Piusa XI, dołączali do nich kolejni. Część z nich została kanonizowana, na czele z Tomaszem Morusem i bp. Janem Fischerem. Łącznie na ołtarz wyniesiono 125 osób jako reprezentację wszystkich katolików straconych w XVI i XVII wieku.
(...)

ks.Tomasz Jaklewicz
http://gosc.pl/doc/2608439.Drzewo-meczennikow/2

Brak komentarzy: