poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Rachunek za dziecko: pół miliona koron + śmierć braciszka lub siostrzyczki


Barbara Liwo Barbara@mojanorergia.pl 04.04.2013

Wiele norweskich par mających problem z dochowaniem się dziecka, a także pary gejowskie, które z natury swej dzieci mieć nie mogą, próbują obejść ograniczenia stawiane przez matkę naturę i w tym celu korzystają z usług indyjskich matek-surogatek, którym wszczepiane są zapłodnione komórki jajowe uzyskane dzięki metodzie in vitro.

"Zamawialiśmy tylko jedno dziecko!"
W celu zwiększenia szans na zagnieżdżenie się zarodka w macicy surogatki wszczepia się jej nieraz trzy zapłodnione komórki jajowe. Jeśli wszystkie zdołają się zagnieździć, nadliczbowe embriony mogą zostać usunięte.
Rodzice, którzy życzą sobie mieć tylko jedno dziecko, mogą poprosić o to, by nadliczbowe płody zostały zniszczone. Ciąża potrójna jest ponadto bardziej ryzykowna, niż ciąża bliźniacza, więc indyjskie kliniki wolą, by surogatka nie rodziła więcej, niż maksymalnie dwoje dzieci na raz. Jednak w celu zwiększenia szans na pomyślne narodziny dziecka, wolą "na wszelki wypadek" implantować jej dodatkową komórkę jajową.
Te i inne szokujące informacje o "produkcji" dzieci na zamówienie w Indiach przedstawia dziennikarka Aftenposten Mala Wang-Naveen w swojej książce "Dziecko doby globalizacji, Norweska przygoda z surogatkami w Indiach" («Den globale baby, Det norske surrogatieventyret i India»), która ukaże się w dniu dzisiejszym (4. kwietnia 2013) nakładem wydawnictwa Aschehoug (patrz-> zdjęcie w nagłówku).
Braciszek i siostrzyczka zabici zastrzykiem z chlorku potasu
Mala Wang-Naveen opisuje dwa indyjskie szpitale, które co miesiąc dokonują wielu zabiegów redukcji liczby embrionów, innymi słowy aborcji zagnieżdżonych w macicy surogatki zarodków ludzkich.

(Nawiasem mówiąc to bardzo znamienne, że aborcja nie jest w tym przypadku nazywana aborcją, tylko "redukcją liczby embrionów". Pewnie po to, by rodzicom, którzy w tym przypadku pragną mieć dziecko, a nie pozbyć się go, nie nasuwały 

Dziennikarka rozmawiała z ciężarnymi surogatkami, które powiedziały jej, że nie mają prawa do decyzji, czy mogą urodzić bliźniaki bądź trojaczki, czy nie, ale za dwoje dzieci dostają więcej pieniędzy.
Przywołany w książce doktor Hitesh Patel z kliniki Akanksha, twierdzi, że usunięcie zarodka nie jest niebezpieczne i że klinika dysponuje ekspertem od wykonywania tego typu zabiegów.
Peter Fedorcsak z kliniki leczenia niepłodności przy szpitalu Rikshospitalet w Olso dopowiada, że śmierć zarodków wywoływana jest poprzez wstrzyknięcie im do serca zastrzyku z chlorku potasu, co powoduje zatrzymanie pracy serca.
Chlorek potasu, obok tiopentalu i pankuronium (niesławnego "Pavulonu"), jest jedną z trzech substancji chemicznych wstrzykiwanych osobom, na których wykonuje się wyrok śmierci przez zastrzyk.
Jako, że wyroki śmierci wykonuje osoba, której profesję z reguły określa się mianem kata, należy przyjąć, że klinika Akanksha dysponuje wykwalifikowanym katem.
To, czy w macicy surogatki zagnieździło się więcej zdolnych do życia zarodków można stwierdzić już w szóstym tygodniu ciąży, ale wtedy serduszka dzieci są na tyle maleńkie, że trudno trafić w nie strzykawką z trucizną, tak więc doktor Fedorscak sugeruje, że wyrok śmierci wykonywany jest dopiero pomiędzy siódmym, a dziewiątym tygodniem.
Rachunek ekonomiczny biznesu produkcji dzieci
Mala Wang-Naveen odwiedziła wiele klinik w Indiach, które oferują usługi matek-surogatek norweskim parom oraz osobom samotnym. Jak opisuje, wiele surogatek nie jest informowanych o tym, jak wiele zapłodnionych komórek jajowych trafia do ich macicy.
Dyrektor jednej z klinik, Nayana Patel, poinformowała dziennikarkę, że kiedyś wszczepiano nawet po cztery zapłodnione komórki jajowe, ale teraz szpitale ograniczają się do trzech.

Mimo to jedna z surogatek przyznała, że wciąż wszczepianych bywa więcej zarodków, w celu zwiększenia szansy przetrwania ciąży i uniknięcia konieczności ponownego hormonalnego stymulowania surogatki.
Szpitale uważają, że ich postępowanie jest nieszkodliwe i uzasadnione z medycznego punktu widzenia.
- Mamy osobę, która jest ekspertem w tej dziedzinie i nigdy nie mieliśmy żadnych problemów - deklaruje dr Hitesh.
Inny lekarz, dr Yashodhara Matre z kliniki Surrogacy India, niezwykle popularnej wśród norweskich par, mówi w rozmowie z Malą Wang-Naveen, że klinika nie wszczepia więcej niż trzech zarodków, ale nie jest wskazane, by - jeśli wszystkie trzy się zagnieżdżą - surogatka donosiła i urodziła trójkę dzieci.
Powód implantowania większej liczby zarodków jest bardzo prosty. Jest to powód czysto ekonomiczny:
Jeśli do macicy surogatki trafią trzy zapłodnione komórki jajowe, szansa na utrzymanie się ciąży wynosi 50-53%. Przy dwóch komórkach jajowych jest to tylko 35-40%.

Przerywanie ciąży mnogiej, jak przerywanie warzyw na grządce
- Nie wszczepiamy więcej niż trzech embrionów na raz, ale problem polega na tym, że ciężko jest spowodować, by ciąża u surogatki utrzymała się. Lepiej jest zredukować potem nadliczbową ilość embrionów, niż na starcie storpedować szansę zajścia w ciążę - tłumaczy doktor Yashodara Matre. - A jeśli pozwolimy rosnąć aż trzem zarodkom, też sporo ryzykujemy: np. niską masę ciała u nowo narodzonych dzieci lub to, że urodzą się jako wcześniaki.
Opisane powyżej podejście można by określić mianem ogrodnictwa eugenicznego. Jest to nic innego, jak zastosowanie w odniesieniu do ludzi (zarodki ludzkie to już ludzie!) metod hodowli warzyw na grządce. Otóż warzywa w pewnym momencie trzeba "przerwać", tj. powyrywać część z nich, by nie rosły za gęsto, a te które w ziemi zostaną, miały więcej miejsca i dzięki temu urosły większe. Postępowej części ludzkości nie wystarcza już zrównywanie ludzi ze zwierzętami, teraz przyszedł czas, by dać im prawa równe prawom pietruszki.
Matre zapewnia rzecz jasna, że jeśli rodzice, którzy zaangażowali matkę surogatkę, sprzeciwiają się przeprowadzeniu "redukcji embrionów", zabieg mordowania zastrzykiem z chlorku potasu nie będzie wykonany.
Norwegia - stan prawny
Norweskie prawo biotechnologiczne nie zezwala na donację komórek jajowych ani na świadczenie usług surogatek w Norwegii, jednak nie jest prawnie zabronionym bycie rodzicem dziecka, narodzonego w wyniku donacji komórki jajowej lub urodzonego przez surogatkę. W związku z tym Norwegowie, którzy chcą mieć dzieci w ten sposób, wyjeżdżają w celu załatwienia sprawy za granicę, najczęściej właśnie do Indii, czasem do USA.
Według danych podawanych przez portal surrogati.no, w tej chwili w Norwegii mieszka około setki dzieci urodzonych przez matki surogatki.
Jeśli chodzi o sam proces in vitro i ewentualną późniejszą aborcję "nadliczbowych" zarodków, w Norwegii z reguły wszczepia się kobiecie (matce biologicznej) tylko jedną zapłodnioną komórkę jajową.
- Jedynie w szczególnych przypadkach, na przykład kiedy kobieta jest w dość zaawansowanym wieku, wszczepiamy więcej zarodków, ale nigdy aż trzy.
W związku z tym praktyka abortowania nadliczbowych dzieci zdarza się bardzo rzadko. Według profesora Toma Tandbo z Rikshospitalet praktykowane jest to jedynie wtedy, kiedy jeden z płodów jest śmiertelnie zniekształcony.
Wokół pośrednictwa pomiędzy norweskimi parami, a hinduskimi klinikami płodności zorganizowany jest cały biznes.
Istnieją specjalne biura, które zajmują się całym procesem: pomagają znaleźć odpowiednią surogatkę i/lub w razie potrzeby dawców komórek jajowych i nasienia, pomagają zawrzeć umowę, ubezpieczyć cały proces, organizują stronę medyczną, w razie czego zapewniają pomoc prawnika lub psychologa.
Kiedy para zawiera kontrakt z biurem, przygotowywana jest prezentacja na jej temat. Potencjalne surogatki oglądają prezentacje i wybierają parę, której dziecko chcą urodzić. Następnie surogatka i para spotykają się - często kilkukrotnie - by przyszli rodzice również mogli zdecydować, czy dana kobieta będzie odpowiednim naczyniem, które przez 9 miesięcy będzie nosić dla nich dziecko.
Jeśli przyszli rodzice muszą skorzystać z dawcy nasienia, komórek jajowych lub jednego i drugiego, zazwyczaj też mają możliwość dokonania wyboru spośród kilku możliwości. Niektórzy dawcy są znani, inni anonimowi, ale z reguły istnieje opcja, by jakieś informacje o dawcy uzyskać, tak, żeby można było przekazać je później dziecku. Wiele osób stawia jako warunek to, by dziecko po ukończeniu 18. roku życia miało możliwość skontaktowania się z dawcą.
Większość Norwegów korzystających z usług surogatki utrzymuje potem regularny kontakt z nią i jej rodziną. Często już podczas pierwszego spotkania z przyszłą matką-surogatką ustala się, jak częsty kontakt i w jakiej formie będzie ona mogła utrzymywać z urodzonym przez siebie dzieckiem.
A ile kosztuje cała ta operacja (in vitro + noszenie ciąży i poród przez surogatkę)? Ceny wahają się od ponad 300 000 do nawet 800 000 koron.
Indie ograniczą dostęp do surogatek?
Ministerstwo spraw wewnętrznych Indii planuje zaostrzenie wymogów wizowych wobec osób, które przyjeżdżają do tego kraju w celu skorzystania z usług surogatek.
Jeśli postulowane zmiany wejdą w życie, akceptowane będą jedynie pary heteroseksualne z co najmniej dwuletnim stażem małżeńskim, które będą w stanie okazać zaświadczenie, że korzystanie z usług surogatek jest dozwolone w ich kraju macierzystym.
Norwegia oświadczyła jasno, że nie będzie wystawiać takich zaświadczeń.
Jednocześnie dwa tygodnie temu rząd zaproponował, by zdepenalizować korzystanie z usług surogatek w Norwegii.


Na podstawie: Aftenposten, surrogati.no, babyverden.no, dagen.no, Aschehoug








Brak komentarzy: