niedziela, 19 sierpnia 2007

JACEK BARTYZEL - Vivat Benedictus Magnus

ŹRÓDŁO: http://konserwatyzm.pl/content/view/1901/144/
za: BIBUŁA




Vivat Benedictus Magnus! - Jacek Bartyzel

Nasze zatrwożone dotąd serca przepełnia dzisiaj wielka radość. Zmęczeni latami bezsilnego przyglądania się dewastacji świętej Liturgii i miesiącami wyczekiwania na zmianę, gdy, jedna po drugiej, elektryzująca zapowiedź „uwolnienia” Mszy Wszechczasów mijała bez urzeczywistnienia, nareszcie TO stało się faktem.


Przyznajmy, wielu z nas, katolików Tradycji, nie miało tej zwykłej, ludzkiej nadziei, że stanie się to jeszcze za ich życia. Wielu przyzwyczaiło się zapewne, że do końca swoich dni żyć będą z piętnem „odszczepieńców”, „schizmatyków”, sekciarzy”, albo pobłażliwie poklepywani po plecach, jako sentymentalni dziwacy, „przywiązani” do niezrozumiałego języka i przeżytych form, których trzeba wyrozumiale „tolerować” – oczywiście tylko do pewnych granic, aby nie zagrażali jedności Kościoła i nie wprowadzali zamętu pośród „ludu Bożego”. Lecz od dzisiaj ten najgorszy odcinek „drogi przez mękę” kończy się. Możemy i chcemy wykrzyczeć pełnią piersi całemu światu nasze szczęście: habemus missam! Mamy ten największy, zbawczy skarb Kościoła z pewnością przede wszystkim dzięki niezmierzonemu miłosierdziu Boga, który ulitował się nad Swoim ludem. Lecz mamy go również dzięki Jego ziemskiemu narzędziu, Jego doczesnemu Wikariuszowi, Ojcu Świętemu Benedyktowi XVI. Dzięki temu, który jeszcze jako kardynał Ratzinger głosił, że należy przywrócić „teocentryczny charakter liturgii”, gdyż jest to konieczne, aby cały Kościół żył i działał dla wypełnienia misji powierzonej mu przez Pana” (przedmowa do: Klaus Gamber, Zwróćmy się ku Panu!). Co najważniejsze, to podkreślenie przez papieża, że klasyczny ryt rzymski, zwany potocznie rytem trydenckim albo rytem św. Piusa V, nigdy nie został zniesiony (abrogatus).

Rzecz oczywista, to dopiero początek drogi, światełko w tunelu. Póki co, ukazanie się na nowo „liturgicznej budowli (…) w splendorze swojej godności i harmonii” (List apostolski Abhinc duos annos św. Piusa X, powoływany w motu proprio Benedykta XVI Summorum Pontificum) możliwe będzie jedynie jako „nadzwyczajny wyraz” lex orandi Kościoła katolickiego (art. 1), podczas gdy „zwyczajnym wyrazem” pozostawać będzie jeszcze – jak długo, tego przecież nie może wiedzieć nikt, łącznie z Ojcem Świętym – obowiązujący od kilku dziesięcioleci liturgiczny fabrykat abp. Bugniniego, zwany oficjalnie Novus Ordo Missae, a potocznie mszą Pawła VI. Bądźmy jednak realistami – inaczej być nie może. Klasyczny ryt rzymski, którego nie pamięta, bądź nigdy nie poznała, ogromna większość wiernych, a nawet kapłanów, którego nauczenie się przez samych celebransów wymaga długiej nauki, cierpliwości i prawdziwie duchowej postawy wewnętrznej, nie może przecież zostać powszechnie wprowadzony z dnia na dzień. Byłoby wręcz większym złem, gdyby nagle zaczęto go sprawować bez należytej staranności i pobożności, albo co gorsza – profanować go, na przykład „kreatywnymi” wtrętami osobistymi celebransów (do czego przyzwyczaiła ich rozluźniona, pozbawiona dyscypliny i piękna, forma nowego rytu) lub przyjmowaniem Komunii św. „na stojąco” czy nawet, nie daj Bóg!, „na rękę”.

Nie wiemy, ilu kapłanów już dzisiaj jest dysponowanych – jeśli nie rzetelną znajomością rytu tradycyjnego, to przynajmniej intencjonalnie – do sprawowania liturgii klasycznej. Najważniejsze, że motu proprio wyraźnie potwierdza prawo każdego kapłana do sprawowania liturgii według Mszału Rzymskiego z 1962 r., bez uzyskiwania specjalnej zgody Stolicy Apostolskiej lub miejscowego ordynariusza (art. 2); że mają prawo celebrować w ten sposób Mszę św. wspólnoty instytutów życia konsekrowanego (art. 3); że na te celebracje mogą zostać dopuszczeni wierni, którzy o to poproszą (art. 4), acz powinna być to „stała grupa wiernych” w parafii (art. 5. § 1); że jedna celebracja tego rodzaju może być odprawiona nie tylko w dni powszednie, ale w niedzielę i święta (art. 5. § 2), co rozwiązuje kwestię wypełniania przez wiernych obowiązku niedzielnego; że wreszcie celebracja w rycie tradycyjnym może być sprawowana w sytuacjach szczególnych, takich jak udzielanie sakramentów czy pochówek, gdy wierni o to poproszą (art. 5. § 3 oraz art. 9. § 1). Mogą być także erygowane parafie personalne dla wiernych rytu trydenckiego (art. 10).

Ta droga ku pełnemu wskrzeszeniu rytu tradycyjnego na pewno nie będzie usłana różami. Niepokoi wyłączenie spod prawa swobodnego stosowania Mszału Rzymskiego z 1962 r. Sacrum Triduum. Oznaczać to może w praktyce zmuszanie księży, którzy chcieliby celebrować wyłącznie ów ryt, do uczestnictwa w koncelebrze wielkoczwartkowej podług Novus Ordo. Utrudniłoby to też niezmiernie pojednanie z tymi wspólnotami tradycjonalistycznymi, które obecnie nie są uznawane przez Rzym. Nie należy mieć też złudzeń, że wszyscy biskupi i proboszczowie chętnie będą wysłuchiwali oraz wdrażali w życie diecezji i parafii słuszne prośby owych „stałych grup wiernych”. Być może nie będzie tu powszechna postawa jawnej niechęci, ale z pewnością najszerszy, acz najpłytszy opór pochodzić będzie z inercji, wygodnictwa i osobliwego „konserwatyzmu” księży przyzwyczajonych do tego, że – o paradoksie! – „Msza po staremu się odprawia”. „Po staremu”, czyli „po nowemu”. Wiele krwi psuć także będzie „szeptana propaganda”, zniechęcającą wiernych do takiej długiej Mszy, której „nikt nie rozumie”, na której ksiądz „coś tam mamrocze pod nosem”, na której „nic ciekawego się nie dzieje” i na której tyle trzeba klęczeć, co jest przecież sprzeczne z godnością człowieka. Trzeba jednak przyznać, że Ojciec Święty w swojej mądrości przewidział te niebezpieczeństwa, ustanawiając mechanizmy odwoławcze w razie prób sabotowania Jego postanowień (art. art. 7 i 8).

Musimy także pamiętać, że przywrócenie „obywatelstwa” tradycyjnej liturgii nie rozwiązuje jeszcze całokształtu neomodernistycznego kryzysu w Kościele, ogarniającego przecież wszystkie sfery, od teologii po normy dyscyplinarne. Szczególnie pilne jest oczyszczenie umysłów, i hierarchów i wiernych, z haszyszu pseudoreligii „praw człowieka” oraz powrót do jasnego głoszenia zobowiązania wszystkich jednostek, klas, narodów i państw do respektowania Społecznego Królestwa Chrystusa. Lecz przecież, zgodnie z przypomnianą przez papieża normą lex orandi, lex credendi (prawo modlitwy prawem wiary), nie ma lepszej drogi do przywrócenia ortodoksji, jak sprawowanie wyrażającego najściślej prawo wiary ortodoksyjnego rytu. Dlatego, parafrazując sławne zdanie, ten mały krok w odnowieniu świętej Liturgii jest wielkim krokiem Kościoła w odnowieniu świętej Wiary. Już tą jedną decyzją Jego Świątobliwość Benedykt XVI zasłużył u potomności na miano Wielkiego.

Jacek Bartyzel


Post scriptum

Najdonioślejsze wydarzenia docierają zazwyczaj do naszej świadomości w oprawie zmąconej łyżką dziegciu, wkładaną przez medialnych ignorantów i nieuków. Prócz zwykłej w tym temacie mieszanki bzdur i nieścisłości, takich jak systematyczne mówienie o „mszy po łacinie” (jak by Novus Ordo nie miał swojego typicznego wydania łacińskiego) i sprawowanej „tyłem do wiernych” (jak by to oni mieli być obiektem adoracji), albo powtarzanie ordynarnego kłamstwa o „wykluczonych z Kościoła lefebrystach”, odnotować należy curiosum nowiutkie, w postaci „informacji” korespondenta z Watykanu Programu 3 Polskiego Radia o „liberalizacji rytu trydenckiego”! Niemniej zasmucające były dywagacje w telewizji pewnego duchownego (sic!) o zanikaniu w nowym rycie „pewnej tajemniczości” (bynajmniej nie: Tajemnicy) – tak jakby chodziło o jakieś obrzędy magiczne albo baśń czy fantasy!


JB

Brak komentarzy: