sobota, 24 stycznia 2015

Serce naszej wiary

Msza Święta jest sercem naszej wiary, ale trzeba też powiedzieć: Bóg jest sercem naszej wiary. Bóg i Jego obecność, działanie, nauczanie. Jego Ciało i Krew oraz Jego Słowo.

W konsekwencji, jeśli Msza Święta będzie dla nas jedynym celem, jakby pojedynczym wydarzeniem raz w tygodniu, i oderwiemy ją od jej głębokiego sensu, jakim jest Ofiara Chrystusa obecna na ołtarzu, Ofiara, która ma przekształcić nasze serce w duchu Ewangelii, to nie będziemy tak naprawdę katolikami. Nie można „pokroić” katolickości na części, powiedzieć sobie – ja walczę o Mszę, wszystko inne jest drugorzędne. Katolickość musi być w nas na wskroś naszego serca. Jeśli nasze serce nie nawraca się codziennie do Boga, to marnujemy dar Boży, jakim jest Jego Ofiara, Ofiara bezkrwawa, to prawda, obecna na ołtarzach, ale to przecież odnowienie Ofiary Krzyża, gdzie Chrystus tyle cierpiał za nasze grzechy. W całej walce o Mszę nie powinniśmy zapominać o naszym osobistym obowiązku uświęcenia, o naszym osobistym przylgnięciu do Chrystusa, o naszej całkiem intymnej odpowiedzialności. Z tego życia wewnętrznego, karmionego codzienną modlitwą, codzienną walką z wadami i niedoskonałościami, powinna wypływać nasza walka o Mszę. Bo ona jest źródłem, z którego powinniśmy czerpać.

O to wszystko warto prosić Niepokalane Serce Maryi... Ona jedna najpełniej pojęła Boże Tajemnice, Ona jest Królową Kościoła, Królową Aniołów i Świętych, Ona jest Pośredniczką wszelkich łask, również łaski uświęcenia i nawrócenia, a to jest owoc Kalwarii i owoc Mszy świętej. Nie ma katolika bez codziennego nawrócenia, nie ma walki o społeczne panowanie Chrystusa bez tej podstawowej walki o własną duszę, jak pisał abp Lefebvre, cytując dom Chautarda i jego piękną książkę „Życie wewnętrzne duszą apostolstwa”. Bez życia wewnętrznego będziemy jedynie nosić piękne mundury katolików, ale z rzeczywistą walką niewiele będziemy mieli wspólnego. Mamy być solą ziemi i światłem świata. Światłem, nie tlącym się ogarkiem, solą, która leży na ziemi tego świata i nie jest zwietrzała, jak mówi Pan, ale istotnie słona, czyli pełna cnót, i to nie jednej cnoty, jaką jest umiłowanie Prawdy, ale wielu cnót.


To zadanie na całe życie... zadanie, które wypełnimy ufnie oddając się Bogu i nie marnując nadprzyrodzonej siły i światła, pochodzących z ołtarza. Mamy należeć do Chrystusa, upodobnić się do Niego i jego świętych, i iść przez ten świat z prostotą, mówiąc, ale przede wszystkim życiem świadcząc, że droga Ewangelii jest nie tylko prawdziwa, ale i możliwa. Daleko nam do wielkich świętych. Bądźmy więc świętymi na miarę, jaką przeznaczył nam Bóg. Ale nie mniej. I nie zasłaniajmy się faktem, że znamy Prawdę katolicką, jedyną. To dla nas stanowi jeszcze większy obowiązek. Jeszcze większą odpowiedzialność.  

Brak komentarzy: